Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Obecnie w pracowni:
ikonka utworu

Komentarze do:
Upiór w górach

29.11.2017
Witaj Autorko.

Podoba mi się to, że Twoje opowiadanie ma taki początek – zaczyna się od akcji, a ponoć właśnie takie rozpoczęcie dzieła przysposabia najwięcej czytelników.
Całość wywołała u mnie wiele róźnych emocji – ciekawość, napięcie, niepokój, zdziwienie, a także refleksję. Opowiadanie jest przyjemne w odbiorze, lecz gdy je przeanalizowałam, znalazłam kilka usterek.
Nie jestem fanką chodzenia po górach i ich wygląd do mnie nie przemawia, lecz fascynuje mnie czerpanie z legend czy mitologii i podoba mi się sposób w jaki ujęłaś historię Krakonosa. Wiadomo, że nieco dziwnie jest w takim wypadku oceniać wiarygodność historii (podobnie jest z fantasy), lecz nie zauważyłam niczego podejrzanego w tej kwestii.

Nie do końca widzę w czym przejawia się wrażliwość Niwy, która pojawia się jedynie w słowach Elizy i opisie. To, co zrobiła dla siostry, to nie wrażliwość, a poświęcenie. Jedynie relacja z Krakonosem mogłaby to ukazać, lecz uważam, że jest zbyt skąpo opisania, przez co gdzieś to ucieka, zbyt mało o tym świadczy. Ta najważniejsza relacja została umieszczona w zbyt małym fragmencie, żeby czytelnik mógł ją właściwie odebrać. Podobnie rzecz ma się z sylwetką Krakonosa, jest zarysowana zbyt skąpo, a także nie czuję tego przejścia z zimnego upiora z gór do wrażliwego samotnika – jest to skokowe.

Portafisz opisywać otaczający bohaterów świat i ich samych, lecz za bardzo się śpieszysz. Szkoda, że nie zatrzymałaś się na chwilę z Niwą by pozachwycać się pięknem gór czy napawać się ich potęgą. Dobrze byłoby też połączyć opis z emocjami targającymi bohaterką – taki zabieg nazywamy psychizacją krajobrazu i dzięki niemu można stworzyć niezwykłą atmosferę, która poruszy serce czytelnika. Chciałabym zobaczyć coś takiego w Twoim wykonaniu, gdyż umieściłaś w tekście nieco informacji i nie podałaś tego w suchy, encyklopedyczny sposób. Zapamiętaj więc: opisy nie tylko pobudzają wyobraźnię, lecz mogą też wzbudzać emocje.

Za to uważam, że masz pewną trudność w pisaniu dialogów, ponieważ niektóre kwestie brzmią trochę sztywno, chociażby:
cytat„Możesz zginąć. (...) Ty również”
Zabrzmiało to nawet zabawnie, lecz nie o to Ci chodziło, prawda? Za to:
cytat„Nie pozbawisz mnie gór”
jest świetne! Pokazuje hardość Niwy i jej uczucie żywione do gór. Przeczytaj dialogi na głos i sama oceń – czy tak ludzie wysławiają się na co dzień? Nie martw się, nie wszystkie kwestie takie są, lecz z pewnością musisz nad tym popracować.

Zauważyłam niewielkie braki konsekwentności. Nie uważam, że są one poważne i wyjątkowo wyraźne, jest warto na to zwrócić uwagę, by wnikliwy czytelnik się nie przyczepił.
Tuż za Morganem spada głaz, a ten na to
cytat„Kochanie, spokojnie, nic się nie stało.”
Zapytałabym go – Morgan, czy coś tobą jest nie tak? Rozumiem, że miał on raczej na celu uspokojenie Elizy, ale wypadł dosyć głupio.
Wyrażenia typu podkręca, stany depresyjne, problematyczne nie pasują do tekstu. Są zbyt nowoczesne. To najwyraźniejsze usterki, ponieważ następne zauważyłam przy drugim czytaniu tekstu.
cytat„Szukali wszędzie, włączyli w to każdego, kogo tylko spotkali”

Jak to, skoro nie sprawdzili na szczycie góry?
Ponadto – po co Niwa się przebiera za zbieraczę jagód, skoro robi to na tyle nieskutecznie, że siostra ją poznaje? Zaraz potem Niwa zbyt szybko wpada na plan zamienienia się z siostrą, brakuje choć kapki opisu, że zamyśliła się i nagle ją olśniło.
Imiona postaci nie korespondują ze sobą. Najbardziej nie pasuje Eliza, a Morgan i Niwa (przynajmniej w moim odczuciu) nieco się gryzą.

Tak jak już mówiłam – lubię inspiracje folklorem i tego typu rzeczami, jednak historia Krakonosa i Niwy przypomina trochę "Piękną i Bestię". Podoba mi się zarówno "zemsta" Krakonosa na mieszkańcach. Ciekawe jest też umieszczenie akcji w górach, lecz niewielka ilość opisów nie pozwala tego poczuć.
Koniec jest intrygujący, jednak za szybko następuje. Skąd tamci ludzie z siekierami? Jak rozpoznali Krakonosa?

Właśnie, chciałam jeszcze wspomnieć o poruszanym problemie. Gdyby bardziej rozbudować relację Krakonosa i Niwy, wydłużyć nieco akcję... Istota opowiadania stałaby się bardziej wyraźna, w obecnym stanie rozmywa się.
Widać, że śpieszyłaś się z tym opowiadaniem, lecz dzięki udziałowi w konkursie z pewnością zauważyłaś wiele aspektów na które wcześniej nie zwracałaś uwagi. Piszesz przyzwoicie i mogę ci pogratulować ciekawego opowiadania, poruszyłaś przyciągającą oko problematykę, więc mogę jeszcze wyrazić nadzieję, że uda ci się rozwinąć swój warsztat.

Pozdrawiam.
cytat„Wkrótce, niebo, które przed chwilą było przerażająco czarne ”
– wydaje mi się, że nie powinno być przecinka po "wkrótce".
Od: Pióroman Ambrosa
twarz żeńska
30.11.2017
Dziękuję za wiele wskazówek, przydadzą się. W swoim tekście inspirowałam się legendą o Krakonosie, "Upiorem w operze" oraz właśnie "Piękną i Bestią", ale nie są to przecież identyczne historie, tylko taka moja interpretacja :)
Jeszcze raz dzięki i pozdrawiam!
Od: Autor Stella Aga
twarz żeńska
01.12.2017
Moim zdaniem takie podejście do inspirowania się czymś, jakie zaprezentowałaś, jest w porządku. Można jeszcze bardziej twórczo zinterpretować pewne legendy etc. (czego przykładem jest szalona książka Gaimana, "Amerykańscy bogowie"). Gdybyś tylko tak się nie śpieszyła z napisaniem do końca...! Z tego da się jeszcze tyle wycisnąć, tyle pokazać!
Cieszę się, że mogłam pomóc. :)
Od: Pióroman Ambrosa
twarz żeńska
02.12.2017
Chciałabym zrobić z tego dłuższą formę, ale po prostu wtedy byłoby już chyba za długie aby dać je tu na konkurs, a zależało mi na poznaniu opinii innych.
Od: Autor Stella Aga
twarz żeńska
03.12.2017
Oj, nie byłoby, a tekst mógłby dużo na tym zyskać. Sporo dłuższe się pojawiały. Z chęcią poczytałabym coś więcej, co wyszło spod Twojej ręki.
Od: Pióroman Ambrosa
twarz żeńska
19.11.2017
Początek opowiadania zwiastował historię dosyć typową i popularną, czyli utwór Fantazy w bliżej nieokreślonym czasie. Jak się okazało nie pomyliłem się. Oczywiście osoby z nadnaturalnymi zdolnościami mogą być różne i tutaj tak właśnie było. Mieliśmy, można by powiedzieć półboga, o dosyć lichym wyglądzie i niezbyt przyjaznym usposobieniu. Niestety całość wydaje mi się pozbawiona głębi, drugiego dna i to jest minusem opowiadania. Wszystko jest przewidywalne, nie ma jakichś zwrotów akcji, które wywarłyby u czytelnika odrobinę niepokoju. Brak głębi i atmosfery, która wciągnęłaby mnie. Tego tutaj nie ma. Jest za to utwór solidnie napisany, bez jakichś błędów, z dobrymi opisami postaci oraz otoczenia. Niestety nie jest to wystarczające i tak tutaj było. Możliwe, że tak to odbieram, gdyż niezbyt lubię ten gatunek i ma to niestety wpływ na pisany komentarz. Możliwe, że inni mogą zupełnie inaczej odebrać ten utwór, w końcu wszystko w nim jest, czyli akcja, wyraźne postacie i stosunkowo dobry warsztat. Dodatkowo wszystko trzyma się kupy, a ja się czepiam, całkiem możliwe, że niesłusznie. Trudno wskazać jakiś najlepszy moment, gdyż całość opowiadania trzyma swój poziom i nie ma w nim jakiś wyraźnych wzlotów, jak i upadków. Koniec jest zwieńczeniem całości przewidywalny, ale zgodny i spójny z opowiedzianą historią. Oczywiście zachęcam do dalszego pisania, gdyż w sumie jest to utwór dobry i tego należy się trzymać, a nie moje wcześniejszego marudzenia.
Od: Pióroman Kemilk
twarz męska
19.11.2017
Witaj, szkoda, że moje opowiadanie nie wzbudziło w Tobie większych emocji, ale rzeczywiście każdy lubi inne gatunki. Poza tym zdaję sobie sprawę z tego, że jeszcze sporo pracy przede mną ;)
Od: Autor Stella Aga
twarz żeńska
03.11.2017
[UWAGA, SPOILERY]
Jeżeli chodzi o treść pod względem stylistyczno-fabularnym, to pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, jest stylizacją Karkonosa. Jego wstępny dialog to licha ekspozycja na dzień dobry; typ od razu z grubej rury zdradza, o co mu chodzi, nie ma w tym żadnej tajemnicy, jakiegoś wstępu budującego atmosferę... Nic. Na dodatek posługuje się raczej kolokwialną mową, buduje we współczesny sposób zdania (ciapowaty? hmm?). Z jednej strony wyszło lekko, ale z drugiej mam problem z wczuciem się. Nie czuję, że bohater to legendarny Karkonos, za to przed oczami mam jakiegoś zwykłego kolesia.
W ogóle w tekście brakuje mi nieco archaizacji, stylizacji na baśniową, legendarną. Poza wykorzystaniem „bowiem”, ale ono samo w tekście niestylizowanym na starodawny wygląda dosyć niepozornie, niepoważnie. Jak zaledwie kilka włosków na łysinie.

Fragment opisujący narodziny sióstr, a potem ich charaktery to tzw. ekspozycja. Tłumaczysz, że Eliza przyzwyczajona była do wygód, a Niwa – zupełnie odwrotnie, jednak czynisz to w najsłabszy, najmniej poruszający wyobraźnię czytelnika sposób, czyli opisujesz to za pomocą narracji. O Niwie jeszcze możemy dowiedzieć się ze scen, bo faktycznie spaceruje po górach (od tego zaczęła się historia), natomiast Eliza blednie. Jej osoba nie wynika bezpośrednio ze scen, w których bierze udział; charakter nie wynika ze słów, czynów, gestów, ale dowiadujemy się o nim, bo coś tam powiedział narrator i musimy wierzyć mu na słowo. Na dodatek siostry wypowiadają się podobnie, nie mają w sobie nic charakterystycznego – żadnej stylizacji – tak samo sam Karkonos. Jakby każdą z tych postaci mógł zagrać ten sam aktor. Gdyby wyciąć ich zdania z dialogów i ich nie podpisać, czytelnik mógłby mieć problem z określeniem po charakterze słów, kto wypowiada daną kwestię. Pomyśl o tym przy następnym pisaniu.

„Niwę nie do końca to przekonało, ale nie miała w zwyczaju zamartwiać się na zapas, więc odpuściła”. – Serio? Wyobraź sobie, autorko, że przychodzi do ciebie ktoś, kto potrafi panować nad pogodą, na dodatek ci grozi, a jego zeznania pokrywają się z wersją, którą opowiedziała ci siostra. Co robisz? Bo twoja bohaterka najwyraźniej ma to gdzieś, w sumie co tam się przejmować...? Naprawdę? Odpuszcza, jakby nigdy nic?
W takim razie trochę słabo dla fabuły i dla głównej bohaterki. Ukazujesz, że jest bezmyślna i nie bardzo mnie zachęcasz do polubienia jej.

Za którymś razem zaczęły mi też przeszkadzać nadużywane „bowiem” (w całym tekście dziesięć razy, a stykłoby raz czy dwa przy scenach statycznych, np. pogody czy przy streszczeniu przeszłości bohaterek; absolutnie unikaj tego w scenach dynamicznych, gdy właśnie bohaterowie robią coś sami bądź rozmawiają między sobą!). Jasne, że piszesz baśń na podstawie legendy o Krakonosie, jednak im częściej będziesz dawała do zrozumienia czytelnikom, że tak naprawdę historię ktoś opowiada, tym częściej nie wejdą w nią „w pełni”, tylko będą sobie raz po raz uświadamiać, że wszystko opisuje jakiś narrator. Dlatego z tych fraz nie korzysta się (lub bardzo, bardzo rzadko) w prozie kryminalnej, sensacyjnej, przygodowej, gdzie narrator musi być bardziej „ukryty” – by nie rozpraszać czytelnika, odrywać od sceny. By mógł poczuć, że jest w środku, a nie na zewnątrz, przed monitorem i tylko czyta sobie opowiadanie. „Bowiem” czasem wygląda nieźle przy – faktycznie – baśniach i bajkach, ale wtedy tekst powinien bardziej jak ta bajka czy baśń wyglądać, być wystylizowany. Po twoim tego nie widać.

„Wiedziały, skąd biorą się te wszystkie anomalie i nieszczęścia, ale nie mogły nic zrobić”. – Szczerze? W sumie to mogły pójść z nim pogadać – po pierwszej jego wypowiedzi w historii nie wyglądał, jakby było to niemożliwe. Albo podrzucić mu jakąś pannę na wydanie. Albo wpaść na kilka innych pomysłów, w ogóle się trochę pomartwić. Rety, przecież znały powód i nic sobie nie zrobiły z tych anomalii. Coś w stylu: „whatever, nie mój cyrk, nie moje małpy...”. Natomiast ty nie ukazałaś, by im w jakiś sposób zależało, wszystko spłyciłaś do suchego opisu, że były anomalie, a gdy zaczęto mówić o potworze, to nagle „jeb!” – i cisza w temacie. Wszystko nagle wraca do normy.

Ciężko mi też łyknąć, że Niwa zamknęła się w pokoju (ta, która dużo czasu podobno spędzała na wędrówkach po górach), a dopiero potem, gdy minęło już trochę czasu od zaginięcia siostry, przebrała się za zbieraczkę jagód i ruszyła się „powłóczyć” – właśnie tego słowa użyłaś. Przy czym słowo „powłóczyć” sugeruje raczej, że bohaterka idzie się poszwendać bez celu, nie robiąc tego wcale dla siostry. Określenia takie jak „szwendanie”, „włóczenie” czy „wędrowanie” z marszu kojarzą się z czymś bezcelowym, znudzonym, powolnym.

„Któregoś dnia stwierdziła, iż musi wspiąć się na najwyższy szczyt w okolicy, bo skoro Krakonosa dotychczas nigdzie nie było, oznaczało to, że prawdopodobnie pomieszkuje właśnie tam. Dość banalna kryjówka, choć może dla rzekomego władcy rzeczywiście nie najgorsza”. – Tym zdaniem właśnie zasugerowałaś, że Niwa jest... głupia. Że nie wpadła na ten pomysł wcześniej, chociaż przecież rozmyślała podobno w domu, przez jakiś czas. Najlogiczniejszą opcję pozostawiła na sam koniec. Wiem, że należało nieco rozwlec fabułę, aby opowiadanie nie skończyło się zbyt szybko, ale poszukiwania siostry -> zamykanie się w pokoju -> ponowne poszukiwania -> wpadanie na najprostszy, logiczny pomysł i jego realizacja... no, takie rozwiązania fabularne nie czynią fabuły interesującą. Niestety. Jakbyś poszła po linii najmniejszego oporu i nie miała czym uzupełnić luk. Jakbyś nie wszystko sobie przemyślała i pisała z myślą: „A, jakoś to będzie…”.

„Kiedy zaczęła ostateczne podejście pod kopułowate wzniesienie, czuła lęk, którego nie zabijało nawet fizyczne zmęczenie. Ryzykowała wiele, mogła nawet stracić życie, bowiem Krakonos wydawał się być nieobliczalny. Oczywiście nie miała w ogóle pewności, że właśnie tu znajdzie siostrę, ale czuła, że jest to możliwe”. – Wiesz, jak się nazywają te części opowiadania, w których narrator zdradza samopoczucie bohatera zamiast je POKAZAĆ? To ekspozycja. Istnieje w literaturze zasada: „Show, don't tell!”, a tłumacząc: „Pokazuj, nie opisuj!”.
A teraz zastanów się, co dzieje się z człowiekiem, kiedy się boi. Zimno wpełza pod skórę i ma się dreszcze, tak? Kolana miękną? Serce i oddech przyspieszają, a głos więźnie w gardle? Czy pojawia się pot i nerwowe przełykanie śliny? A może zaczyna boleć brzuch albo głowa? Każdy człowiek jest inny i odczucia strachu są różne. A ty spłycasz, pisząc: „bohaterka bała się”. No super, naprawdę. Emocja jak na grzybobraniu.
Strach strachowi nierówny. To nie jest raczej strach w stylu: „kurczę, nie umiem na sprawdzian i zaraz dostanę pałę”, tylko: „holy crap! nie chcę tu być, zaraz mogę zginąć!”. Dlatego tak ważne jest unikanie w prozie słowa „czuć się” i zastępowanie go reakcjami, bodźcami, poruszając zmysły czytelnika. Dzięki temu autor uderza prosto w jego emocje, buduje jakiś plastyczny obraz. Skoro bohaterka się trzęsie, w oczach ma łzy i ledwo chodzi, ocierając pot z czoła, mimo że jest jej zimno, to znaczy, że się boi. Nie musisz tego pisać wprost – ba! – nawet nie powinnaś. Ważne, że narysujesz to słowem, by czytelnik sam zobaczył i wywnioskował. To w tym tkwi w ogóle sens pisania –by dać czytelnikowi obraz do interpretowania. To po to w ogóle czytamy. By myśleć i wyobrażać sobie coś, a nie tylko przyswajać informacje podane na tacy.
Natomiast cytowany wyżej fragment jest... suchy. Pusty w emocje. Nic mi nie daje, poza ziewaniem.
Ogranicz głos narratorowi – spokojnie obetnij kilka kwestii. Postaw na bohatera, jego czyny, wypowiedzi i ewentualnie myśli, mowę pozornie zależną, a nie eksponowanie zamiarów i tego, co ma w głowie za pomocą suchego „czuć się” i innych podobnych wyrażeń mówiących za dużo.

Tak samo nie podoba mi się końcówka historii – moment, w którym narrator opowiada o rozwijającej się w pozytywną stronę relacji między ofiarą i oprawcą. Cieszę się, że nie była ona nachalna, że nie wepchnęłaś nam sztucznego wątku romantycznego na siłę, w gardło, ale jednocześnie jestem na „nie” jeżeli chodzi o budowanie tej relacji poprzez narrację. Brakuje mi tam sceny lub nawet dwóch scen – rozmowy czy dwóch – między bohaterami, brakuje jakiegoś niuansu, który byłby dla czytelnika plastycznym obrazem powoli rodzącego się, dość nietypowego uczucia. Ja dostałam natomiast jedną rozmowę -> suchy opis, streszczenie rozwijającej się relacji -> przytulenie. To wypada trochę biednie i spłyca tę relację.

Co jeszcze? Przede wszystkim lakoniczne tempo, słabe budowanie napięcia; czasem zagracasz zdania wyrażeniami typu: „po chwili”, „w pewnym sensie”, „w pewnym momencie” i wieloma innymi przykładami tego typu. Do czego zmierzam? Dynamika. Nie ma jej. Zdania są rozwleczone i kiedy próbuję wyobrazić sobie scenę, to ona jakby dzieje się w... mocno zwolnionym tempie. Wszystkie „po chwili” i tym podobne to spowalniacze. Czasem zamiast „nagle” lepiej jest po prostu napisać, co się konkretnie wydarzyło. Czytelnik przyzwyczajony do chronologii układanych zdań wie intuicyjnie, że sytuacje następują po sobie.

Doceniam jednak pomysł fabularny (bardzo smaczne zakończenie, spodziewałam się raczej podejrzanej miłości na koniec, śmierdzącej syndromem Sztokholmskim) oraz ogólną poprawność j
„Tym bardziej że” nie może wisieć tak bezpańsko, nie należąc do żadnego zdania składowego. Kiedy mamy do czynienia z połączeniem wyrazowym „tym bardziej że”, miejsce postawienia przecinka zależy od kontekstu i pauzy oddechowej. Możesz więc napisać:
„Szło się jej coraz ciężej, tym bardziej że zmęczone nogi powoli zaczynały odmawiać posłuszeństwa” albo: „Szło się jej coraz ciężej tym bardziej, że zmęczone nogi powoli zaczynały odmawiać posłuszeństwa”.

Zdarza ci się gromadzić obok siebie „być” oraz „ale” i czynić powtórzenia. Zauważyłam też powtórzenia z: „już”, „dostrzec”, „zauważyć”, „niż” i „chcieć”. Proponuję użyć CTRL+F i wyszukać te powtórzone frazy w tekście, a potem czymś je zastąpić.

„Wkrótce, niebo, które przed chwilą było przerażająco czarne, migotało już od błyskawic jak gwiazda”. – Ten przecinek przy „wkrótce” jest zbędny.

Najpierw pisałaś, że krople spadały w zawrotnym tempie, a potem że z zawrotną siłą. Mogłaś użyć innego określenia – powtórzenie.

Zdarza ci się, że gubisz podmioty, np.: „(...) ale myśl ta była całkowicie niedorzeczna. Zawsze musiała polegać przede wszystkim na sobie”. – Technicznie rzecz biorąc, wychodzi na to, że myśl musiała polegać, a nie bohaterka. Staraj się pisać składniej, bo wychodzą bzdurki.

Zaczynasz dialogi od dywizów. Jest to błąd, powinnaś korzystać z myślników; dywiz to łącznik i jego funkcją jest łącznie słów bez spacji. Nie nadaje się do dialogów, wierz mi.
Inna uwaga odnośnie dialogów? Zdarza ci się błędnie zapisywać dopiski narracyjne oraz kończyć wypowiedzi kropką wtedy, gdy nie powinno jej być, np.:
- Ty również. – Zauważyła. — Tutaj obowiązkowo brak kropki oraz mała litera, ponieważ „zauważyła” odnosi się bezpośrednio do wypowiedzi. Podobnie dalej:
„- Morganie, urządźmy przyjęcie weselne w sadzie. – Rozmarzyła się Eliza”. – Jeżeli zapisujesz to w taki sposób, to jasno wynika z tekstu, że Eliza rozmarzyła się poprzez wypowiedziane słowa. A więc brak kropki + mała litera. Gdyby Eliza rozmarzyła się w myśli, a jej myśli nie dotyczyłyby w ogóle tego, co powiedziała, zapis wyglądałby tak:
„- Morganie, urządźmy przyjęcie weselne w sadzie. – Eliza rozmarzyła się na samą myśl o pomyśle” – lub coś w tym stylu.

Dalej o dialogach:
„– Wiem tylko, że musimy uważać. – Próbowała mówić najspokojniej jak potrafiła”. – „Próbowała” małą, zbędna kropka na końcu wypowiedzi.

Robisz też dopowiedzenia z dopełnień. Te pierwsze wymagają przecinka, ale drugie – no niekoniecznie:
„W tym momencie, w ziemię tuż obok Niwy uderzył piorun”. – Przecinek zbędny. Podobnie tutaj: „Wtem, poczuła nagłe dotknięcie chłodu (...)”.

„Zresztą i tak wolała już zajmować się ogrodem, niż domem (...)” – kiedy po „niż” nie występuje czasownik, przecinka nie stawiamy.

„Oboje wiedzieli, że jeśli mają rację [przecinek] to mogą już nigdy nie odzyskać Elizy”.

„Desperacko zaczęli jej szukać, a gdzieś tam, wciąż tliła się nadzieja (...)” – przecinek po „tam” zbędny. Chyba że chcesz zrobić z „gdzieś tam” wtrącenie, ale wtedy musisz je również rozpocząć przecinkiem po „a”. Jest to jednak zbędny zabieg, odbierzesz nim lekkość, zmuszając czytelnika do robienia niepotrzebnych pauz oddechowych.

„Minął dzień, a potem następny, i następny (...)” – przed „i”, które nie jest powtórzone, nie stawia się przecinka.

„(...) zaszyła się zamiast tego w swojej izbie i walczyła z myślami. Tymczasem matka zalewała się łzami (...)” – nie czujesz, gdy rymujesz! :)
(Przypadkowe rymy psują atmosferę tekstu).

„Była już właściwie pewna, że siostra wpadła w sidła Krakonosa i zastanawiała się tylko, w jaki sposób może jej pomóc”. – Bez przecinka przed „i”, który kończy wtrącenie, wygląda to tak, jakby to Eliza zastanawiała się, jak pomóc Niwie, a nie odwrotnie.

„Jeśli nie ma upału [przecinek] to znika rano i wraca w południe (...)”.

„Nie wiem tylko [przecinek] jak tego dokona, żeby go nie złapali, ale pewnie ma swoje sposoby”.

„Któregoś dnia uporczywie padał deszcz. Niwa mogła go zobaczyć, ale słyszała uderzające o skały krople”. – Chyba raczej: nie mogła.

„Zobaczymy [przecinek] czy powtórzysz to podczas procesu”.

„Niwa… Jesteśmy już związani. Ja… Potrzebuję cię (...)”. – Kiedy wielokropek przedstawia zawieszenie głosu, urwanie zdania, a po nim rozpoczyna się kolejne zdanie z nowym kontekstem, zaczynamy je wielką literą. Jednak gdy wielokropek obrazuje urwanie zdania bądź zawieszenie głodu, ale po nim to samo zdanie jest kontynuowane – zaczynamy małą.
Od: Pióroman Skoiastel
twarz żeńska
03.11.2017
Urwało komentarz, więc dopisuję resztę:

Doceniam jednak pomysł fabularny (bardzo smaczne zakończenie, spodziewałam się raczej podejrzanej miłości na koniec, śmierdzącej syndromem Sztokholmskim) oraz ogólną poprawność językową – nie spotkałam się z wieloma potknięciami, a tekst jest długi i sążnisty. Rozwinęłabym jedynie kilka kwestii, na przykład samego Karkonosa. Przez cały tekst wyobrażałam go sobie jako, sama nie wiem, chyba chochoła z „Wesela”, tylko trochę zmokniętego. Na początku nazwałaś go wysokim, barczystym mężczyzną, ale gdzieś w środku padają słowa, że to upiór i potwór, więc w moim wyobrażeniu daleko mu było do człowieka, jednak... poszedł na targ po rzepę i nic chyba mu się tam złego nie przydarzyło. Na dodatek główna bohaterka wychodzi za niego za mąż, a nie była raczej ślepa, nie odpychał jej jakoś szczególnie, więc... Facet musi być jednak bardziej zwykłym gościem niż jakimś straszydłem. Brakowało mi jednak jakiegoś większego odniesienia do jego istnienia i wyglądu zewnętrznego – w tekście o nim było mi go dość mało.
I to w sumie byłoby na tyle.
Dziękuję za ten tekst. Że zabrałaś mnie na wycieczkę, na przygodę, w myśl legendy. Mimo tych wielu uwag przyjemnie mi się to czytało. Były momenty słabsze, nudniejsze, nad którymi warto popracować, jednak całość na plus.
I w ogóle świetnie, że podjęłaś się takiej tematyki. Do tej pory nie miałam pojęcia o legendzie karkonoskiej, jednak zrobiłam dzięki tobie research i dowiedziałam się o wersji z porwaniem przez Ducha Gór księżniczki świdnickiej – Dobrogniewy. Fajnie, że w swojej wersji też nawiązałaś do rzepy, bo i tam ona się pojawia.
Wyczytałam też, że Karkonosz jest często przedstawiany jako wędrujący starzec z rogami jelenia – szkoda, że o jeleniu nie wspomniałaś ani słowem. Jednak nie ma to oczywiście wpływu na wrażenia końcowe, które mają jednak wiele plusów. Jeszcze raz wielkie dzięki.

:)
Od: Pióroman Skoiastel
twarz żeńska
03.11.2017
Dziękuję za opinię i rady. Ekspozycja rzeczywiście jest... Wydawało mi się po prostu, że opowiadanie będzie zbyt długie, gdy wszystko rozwinę i pokażę "na przykładach". Drugi raz postaram się jednak nie popełnić tego błędu.
Pozdrawiam!
Od: Autor Stella Aga
twarz żeńska
31.10.2017
Droga Autorko, poza kilkoma niedociągnięciami o których wspomnę, muszę powiedzieć, że czytało mi się całkiem dobrze. W pewnym momencie pojawiła się immersja i czytałam z zaciekawieniem, oczekując na to co wymyśliłaś, ciekawa jak poprowadziłaś losy bohaterów.
Nie robiąc szerokich, bardziej szczegółowych opisów trochę pozbawiasz utwór głębi, czasem to doskwiera, w niektórych momentach mogłaś poświęcić więcej uwagi szczegółom. Od samego początku wciągnęłaś mnie w konkretną akcję i to był bardzo dobry krok. Wstęp porwał mnie i nie mogłam się już oderwać.
Polubiłam Niwę, dużo bardziej niż Elizę, której życie szło łatwiej, przez co była mało charakterystyczna, niewiele wnosiła do historii. W chwili w której zrozumiałam jak Niwa chce się poświęcić, poczułam złość i bunt, że to jej sprawiasz taki los ;) Jednak było to zrozumiałe.
O ile kobiety mogłam sobie jako tako wyobrazić, o tyle nie poświęciłaś czasu na przybliżenie sylwetek Krakonosa czy Morgana.
Rycerz jak rycerz, to jeszcze można przełknąć, jednak Władca gór, powinien być zdecydowanie bardziej charakterystyczny. Oczekiwałam, że będzie kimś potężnym, że będzie miał jakiś charakterystyczny wygląd, tymczasem poza brodą, którą pewnie ma każdy mieszkaniec lasu, nie wiem o nim nic. Główna postać, na której opiera się całość powinna mieć to "coś", a niestety nic go nie wyróżnia. Oczywiście ma moc władania pogoda - ok, ale nie jest wyjątkowy z opisu. Pije alkohol, jest zwykłym mężczyzną, który dał się pojmać kilku ludziom. Jakoś nie mogę tego przyjąć bez zgrzytu. "Oddała je temu ciapowatemu rycerzykowi." - ciapowatemu? Władca gór tak mówi? ;) Nie kupuję tego. takie słownictwo, w połączeniu z późniejszą tradycją ratowania od śmierci poprzez narzucenie chusty, nie współgra. Odbieram to jako nieścisłość w stylu.
Niwa na początku siedziała skulona na ziemi, szybciej by usłyszała niż zauważyła kogoś nadchodzącego w takich warunkach - to również niedociągnięcie do poprawki. Mogła go ujrzeć, ale najpierw musiała usłyszeć i podnieść głowę.
Brakuje mi tutaj konkretów, np w ogrodzie - przydałyby się jakieś konkretne nazwy kwiatów.
Muszę przyznać, że z niecierpliwością czekałam na rozwój wydarzeń, dopingowałam dziewczynom. Ciągłe zwroty akcji wciągały jeszcze bardziej, nie pozwalając na oderwanie się od tekstu.
Wspomnienie o tym, że pogoda się uspokoiła i wszyscy odetchnęli było bardzo ciekawym sposobem na pokazanie ciszy przed burzą. Od razu wiadomo było, że Krakonos usypia ich czujność, bo na pewno nie odpuścił.
Poszukiwania Elizy również jak dla mnie, zbyt skromnie opisane, tylko o nich wspominasz. Brakuje mi w ostatnim dniu więcej opisów trudności z jakimi musiała się zmierzyć Niwa, aby odnaleźć jego kryjówkę.
Ucieczka Elizy i poświęcenie Niwy zaskoczyło mnie trochę, ale podobało mi się. jedyne zdziwienie wywołało to zdanie: "Mocno przywiązała linę do skały" - hmm. Jak to, do skały? Do jakiegoś wybrzuszenia, nie wiem, odłamka, to trzeba jakoś bardziej szczegółowo określić.
Stworzyłaś silną relację między siostrami, można ją poczuć, emocje są prawdziwe.
"- Zwariowałaś?! – krzyknęła Eliza, gdy zorientowała się, co kombinuje siostra." - ponownie pojawia się słowo, które burzy kompletnie atmosferę, którą tworzysz. Propozycja:
- Zwariowałaś?! – krzyknęła Eliza, gdy zorientowała się, co zamierza jej siostra.
Uważaj na takie wtrącenia, na wprowadzanie języka współczesnego w historii, która nie dzieje się w czasach komputerów.
Spodziewałam się, że w jakiś sposób Niwa porozumie się z Krakonosem, a że możliwości było dużo (razem z otruciem go), to z niecierpliwością czekałam co im przygotowałaś.
Nie byłam szczególnie zaskoczona tym, że niedoceniana, odrzucana dziewczyna znajdzie w nim jakieś oparcie i pojawi się między nimi nić porozumienia.
Pod koniec, myślałam że skończy się to źle dla Niwy, ale z drugiej strony nie stworzyłaś władcy gór jako potwora, bezkompromisowego tyrana, więc każde zakończenie byłoby możliwe.
To które Ty wybrałaś nie jest ani dobre ani złe. Po prostu jest.
Po pierwsze jak dla mnie mało wyraźne, niema jakiegoś szczególnego tąpnięcia, jest grzeczne. ma przesłanie. Pokazuje szlachetne serce Niwy, jednak jakoś nie do końca mi tutaj pasuje. Najgorsze jednak jest to, że nie umiem jednoznacznie powiedzieć jakie byłoby najlepsze. Opcji jest wiele.
Ostatnimi zdaniami wprowadzasz sporo zamieszania. Ja osobiście nie wiem co o tym myśleć. On chciał z nią żyć, ona chciała dać mu wolność, bez problemu odwróciła się. On zakochał się w siostrze, ale jednak chciał ją, a ona odeszła nakazując mu żeby jej nie zatrzymywał, to skąd te łzy w oczach? Pozostawiasz czytelnika z wieloma skrajnymi emocjami.
Podsumowując całość, mogę powiedzieć że podobało mi się, wciągnęło mnie i mimo kilku niedociągnięć, jest na plus.
Pisz dalej, czytaj i komentuj, to pomoże Ci wyłapywać swoje błędy już na etapie pisania.
Życzę powodzenia w konkursie. Pozdrawiam serdecznie.
"ale wtedy zobaczyłem ją, Elizę." - Ale wtedy zobaczyłem Elizę.
" a najciekawsze było to" - zupełnie niepotrzebna wstawka.
Od: Pióroman Albi
twarz żeńska
31.10.2017
Dziękuję za wskazówki i opinię. Zakończenie jest takie, a nie inne, bo nie chciałam happy endu. Niwa miała łzy w oczach, bo czuła coś do Karkonosa, ale nie chciała być "zastępstwem", nie chciała ani wdzięczności, ani litości. Te współczesne słowa rzeczywiście mi się wkradły niepotrzebnie i po konkursie to poprawię. Co do opisów, również cenna wskazówka.
Dziękuję i pozdrawiam
Od: Autor Stella Aga
twarz żeńska
29.12.2017
Dziękuję Ci serdecznie za wyróżnienie. Tym bardziej cieszy, kiedy się go człowiek nie spodziewa. ;)
Pozdrawiam serdecznie.
Od: Pióroman Albi
twarz żeńska
23.10.2017
Cześć! Bardzo dobre opowiadanie. Chociaż nie znam legendy o Karkonoszu, to wydaje mi się ono bardzo oryginalne i wciągające. DO tego zdobyłaś mnie Autorko zakończeniem, które nie poszło w stronę lukrowanego happy endu. Postawiłaś na realizm sytuacji i dojrzałość emocjonalną Niwy, a to bardzo mi się spodobało. Masz ciekawe postaci, i choć o niektórych zaledwie wspominasz, każda ma swój charakter. Zastanawiało mnie tylko dlaczego Niwa ma tak oryginalne imię, a Eliza w przeciwieństwie - pospolite. Nie wyjaśniłaś też skąd wzięło się imię Niwy - tu czułam niedosyt. fragmenty, z jakich składa się opowiadanie są stosunkowo krótkie w stosunku do treści, jaką zawierają, ale to nie szkodzi. Czasami tylko gubiłam się gdzie zaczyna się inna scena, ale być może winna jest tu szata graficzna strony, przez którą akapity i odstępy są mniej widoczne.
To nad czym bym popracowała na Twoim miejscu to dialogi - moim zdaniem często brzmią one sztywno, jak recytowane kwestie. Poniekąd jest to wina nienaturalnej stylistyki i to trzeba poprawić. Po części zaś ma na to wpływ treść dialogów, które topornie wyjaśniają o co danemu bohaterowi chodzi, zwłaszcza jeśli chodzi o emocje. Nigdy mówienie o emocjach nie jest aż tak proste i czarno-białe, do tego gdy bohater mówi o emocjach, to trzeba mieć z tyłu głowy też fakt, iż mówiąc to, bohater również odczuwa pewne emocje. Nigdy więc nie będzie mówił "z zimną krwią" i obojętnie. Tego zabrakło. Dla przykładu - takie "bezskutecznie próbowałem zdobyć jej serce" nie niesie żadnych emocji. Trzeba nad tym aspektem tekstu popracować.
Natomiast co do samej opowieści nie mam zastrzeżeń. Masz ciekawy styl pisania, opowieść sama wręcz płynie i czyta się ją jednym tchem.
Zachowałaś obrany styl - baśniowo legendowy -
konsekwentnie w całej historii. W kilku chyba tylko momentach zdarzyło się, że użyłaś słowa, które nie za bardzo pasowało do takiej stylistyki, ale nie jestem w stanie już tego znaleźć, żeby zobrazować.
Ogólnie - nie nudziłam się przy czytaniu i bardzo mi się podobało. Gratuluję udanego opowiadania! Pozdrawiam :)
Od: Pióroman PannaLawenda
twarz żeńska
23.10.2017
Dziękuję za opinię. Całkiem możliwe, że zdarzyło mi się użyć słowa niezgodnego że stylistyką, trzeba na to bardzo uważać w trakcie pisania, łatwo się zapomnieć. Niektóre sceny starałam się oddzielić kropkami, ale możliwości rzeczywiście są tu nieco ograniczone. Co do dialogów, jest w tym jakaś racja i popracuję nad tym ;)
Od: Autor Stella Aga
twarz żeńska
23.10.2017
Witaj. Muszę przyznać, że z puli opowiadań konkursowych, które wylosowałem, Twój tekst zostawiłem sobie na koniec. Ze względu na długość i to, że przekazy ludowe nie są moją ulubioną lekturą.
Nie słyszałem wcześniej legendy o Karkonoszu i nie wiem ile w tekście jest przekazu ludowego, a ile Twojego pomysłu. Jako, że mamy do czynienia z legendą, to ciężko pisać o realizmie w wydarzeniach i głównej postaci. Podobają mi się natomiast postaci dziewcząt. Ich wzajemne relacje i sposób, w jaki się wychowały, są dość realistyczne i nieźle zmotywowane. Trochę "papierowo" wyszedł Morgan. Brakuje jakiegokolwiek ruchu z jego strony, nawet podczas poszukiwania ukochanej. Dialogi niezłe, nie ma czego się doczepić, może tylko kropki po wypowiedzi nie powinno się wstawiać, ale to drobiazg. Stylistycznie też nieźle. Niepotrzebnie wprowadzasz potoczne słownictwo do tekstu. Wydaje mi się, że w czasach, które opisujesz nie funkcjonowało pojęcie "stany depresyjne" i może udałoby się je czymś zastąpić, np: pogrążona była w smutku, albo uciekała do swoich mrocznych myśli.
Poza widocznym brakiem doświadczenia w pisaniu, generalnie wszystko tu grało. Była jakaś historia, były emocje, postaci i nawet bożek z nadprzyrodzonymi mocami. Mimo tego czułem, że ta historia toczy się płasko. Nie masz jeszcze wyczucia gdzie akcję przyspieszyć, a gdzie spowolnić, w którym miejscu dać więcej opisów, a gdzie są mniej potrzebne i w efekcie tak jak niemrawo cała opowieść ruszyła, tak niemrawo i bez emocji się zakończyła.
Błędy, które wytknąłem, nie są jakoś rażące i myślę, że z każdym tekstem będzie ich mniej, bo sama zaczniesz je dostrzegać. Powodzenia.
Pozdrawiam
Arek.
Od: Pióroman Arkadiush
twarz męska
23.10.2017
Dziękuję za uwagi, ale co do tych kropek to nie mogę się z Tobą zgodzić i odwołuję do zasad konstruowania dialogów, bo jeśli po myślniku jest np. "powiedziała", kropki faktycznie się nie stawia, ale kiedy po myślniku jest np. "Odwróciła się", kropkę się stawia. Możliwe, że w jakimś przypadku się pomyliłam, ale generalnie starałam się trzymać zasady.
Od: Autor Stella Aga
twarz żeńska
24.10.2017
Chodziło mi o to, że dajesz kropkę po dialogu, potem następuje myślnik i zaczynasz kwestię narratora z dużej litery np.
"- Daj mi spokój. - Powiedziała."
Wydaje mi się, że powinno być:
"- Daj mi spokój - powiedziała."
ewentualnie:
"- Daj mi spokój! - powiedziała."
Nie mogę odnieść się do tekstu, bo już mi zniknął, ale tak jak napisałem, to drobiazg i nie miał większego wpływu na odbiór tekstu.
Arek.
Od: Pióroman Arkadiush
twarz męska
24.10.2017
Możliwe, że w którymś momencie tak się pomyliłam. Często jednak miałam jakieś zdanie w stylu: "- Zauważyłam cię przez tę szczelinę. Nie powinnam była wołać, bo Krakonos może niebawem wrócić, ale tak bardzo chciałam zamienić z tobą choć kilka słów. – W oczach Elizy zalśniły łzy", a wówczas ta kropka i kwestia narratora z dużej litery już błędem nie jest.
Jeszcze raz dzięki za opinię i pozdrawiam :)
Od: Autor Stella Aga
twarz żeńska
22.10.2017
Witaj!
Opowiadanie jest ciekawe. Początek od razu wciąga i przenosi do cudownego świata tajemniczych gór. Historia szybko się rozwija, więc nie trzeba pomijać czy cokolwiek opuszczać. Nie umiem stwierdzić czy Karkonos był postacią realną - człowiekiem, czy jakim stworem przypominającego jednego z nas, więc nie wiem czy mogłoby się to zdarzyć w prawdziwym życiu. Bohaterowie są bardzo realistyczni, ludzcy i przepełnieni uczuciami, które świetnie opisujesz. Relacje między Niwą a Karkonosem były interesujące, to wzrastanie i przeobrażanie uczucia, emocji głównej bohaterki do władcy gór było niesamowite. Wzrost napięcia podczas sceny odkrycia podstępu był słuszny i bardzo dobry, potrafisz dobrze manipulować tempem akcji. Dodałbym więcej opisów otoczenia lub din spędzonymi w niewoli ale to tylko małe rzeczy, łatwe do poprawy, dk których się przyczepiłem. Cała opowieść jest bardzo ciekawa, super pomysł. Zakończenie ciekawe zaskakujące, ale ja uważam, że mogło się inaczej skończyć. Po ostatnim zdaniu:
Po tych słowach odwróciła się od niego i ze łzami w oczach ruszyła w stronę lasu.

Dodałbym jeszcze o jakiejś zmianie pogody np promienie słońca otarły jej zapłakaną twarz a ukochany (jeżeli można go tak nazwać) pojawił się przed nią i coś powiedział.
To tylko sugerowana poprawa, nie musisz się do niej stosować. Zakończenie samo w sonie nie jest złe ale mnie czegoś brakuje.
Od: Pióroman Rockefay
twarz męska
22.10.2017
Witaj, cieszę się, że moje opowiadanie Ci się spodobało. Nad opisami cały czas próbuję, bo mam jakąś dziwną tendencję do skracania ich :/ Jeśli chodzi o zakończenie, nie chciałam dać happy endu. Lubię zakończenia otwarte, kiedy czytelnik sam może sobie dopowiedzieć coś. Przecież niewykluczone, że w ostateczności on za nią np. pobiegł, a może to ona po pewnym czasie wróciła? A może jednak nie?
Od: Autor Stella Aga
twarz żeńska
21.10.2017
Drogi Autorze!
Chciałabym zacząć od pochwały. Bardzo ciekawa opowieść, czyżbym się doszukała inspiracji "Upiorem w operze?". Spodobało mi się odniesienie do legendy i stworzony klimat ludowej baśni. Za to dostajesz ode mnie dużego plusa. Masz lekki styl, czytało się przyjemnie, mimo to doszukałam się kilku drobnych niezgrabności językowych. Błędów interpunkcyjnych raczej nie ma, a nawet jeśli, to musiały umknąć mojej uwadze. Natomiast w zapisie wypowiedzi bohaterów zastosowałeś dywiz, także radzę go poprawić na pauzę. Na początku miałam wrażenie, jakbym czytała od środka, zabrakło mi chociaż jednego zdania wstępu czy wprowadzenia.
Co mogę mieć do zarzucenia to momentami trochę jakby... banalny język, ubogie i proste zdania, ale to po prostu kwestia ćwiczeń. Pewne fragmenty tekstu wymagają rozbudowy, część scen następuje po sobie zbyt szybko, czytelnik nie zdąży przetrawić jednych wydarzeń, a już jest bombardowany kolejnymi. Uważam, że nie zaszkodziłoby też dorzucenie paru opisów, na przykład wioski, lasu albo jaskini ;) Skupiłabym też większą uwagę na emocjach postaci i popracowałabym także nad dialogami, w niektórych miejscach brzmią one trochę sztucznie.
Ale nie zniechęcaj się! Ogólnie widzę w Tobie potencjał, tylko wymaga on praktyki, a zobaczysz, jak błędy i niedociągnięcia znikają. Masz podstawy, tak więc życzę powodzenia w dalszym pisaniu i doskonaleniu warsztatu!
Od: Pióroman RikaEllen
twarz żeńska
21.10.2017
Witaj!
Tak, inspirowałam się nie tylko legendą o Karkonoszu, ale również "Upiorem w operze". Dziękuję za wszystkie uwagi. Co do myślników, nie wiem czemu myślałam, że na tym portalu pauzy "nie wchodzą". Dobrze, że o tym wspomniałaś. Będę ćwiczyć ;)
Pozdrawiam
Od: Autor Stella Aga
twarz żeńska
18.10.2017
Witaj droga Autorko!
Gratuluję bardzo dobrze napisanego opowiadania - widać tutaj wprawę i dobry warsztat, poparty dbałością o brak literówek i innych tego typu błędów świadczących o niedbałości. Wręcz przeciwnie, tekst jest napisany porządnie i dopiero na drugiej stronie znalazłem coś do czego mógłbym się przyczepić ;)
No, to do rzeczy!

Przedstawiasz nam Niwę, dziewczynę złapaną przez złą pogodę w czasie wędrówki po górach. Ewidentnie przerażoną: "Bała się. Pierwszy raz w życiu aż tak.". Skuliła się nawet w kłębek niezdolna do akcji, bo ktoś kiedyś tak jej powiedział. A jednak znajduje w sobie dość ikry, by młodemu mężczyźnie, w którym może dopatrywać się ratunku odrzec z charakterkiem klasyczne "chyba ty", ubrane w nieco inną formę. Widocznie albo nie jest aż tak przerażona jak zostało to przedstawione, albo taka była jej odruchowa reakcja, ale nie takiej bym się spodziewał u przerażonej, zwiniętej w kłębek bezsilnej w tym momencie dziewczynie.

Jeszcze taki detal, słowa "Nie pozbawisz mnie gór" świadcą o tym, że dziewczyna jest wytrawnym górołazem, powinna wiedzieć lepiej jak się zachować w takiej sytuacji niż "Ktoś powiedział jej kiedyś".

Aby pociągnąć ten zgrzyt - za chwilę znajduje w sobie odwagę by Karkonosowi wprost odmówić. Błyskawica rzucona w gniewie pod nogi? W zasadzie dziewczyna powinna z samego szoku, nie mówiąc o uderzeniu fali dźwiękowej połączonej z ogłuszeniem i oślepieniem upaść na ziemię. Ale ta jedynie odskakuje na bok i złapana przez boga gór/wichrów/piorunów twardo rzuca wspomnianą wyżej sentencję o pozbawianiu gór.

Skąd ten przypływ odwagi? Widzę tutaj zdecydowany dysonans narracyjny.

Podobny dysonans dostrzegłem w momencie "słyszała uderzenie w ziemię czegoś ciężkiego, tuż za ich plecami. Odwróciła się i ujrzała ogromny głaz." - dla mnie ogromny głaz to w przypływie dobrej wooli coś o średnicy nie mniejszej niż metr. Nawet jeśli jednak miałaś na myśli gabaryt cegłówki, reakcja "spokojnie, nic się nie stało." gdy ta ląduje kilka centymetrów obok? Zero pytań skąd się wziął kamień? Nic? Dopiero głosy z nieba i historie o Karkonosie wprawiają rycerza w zdumienie.

Dziwi mnie też matka bliźniaczek która według opisu czyni tak zdecydowany podział ze względu na to która pierwsza się urodziła. Gdyby uzasadniały to różnice charakteru to jeszcze, ale tak po prostu?

Zazgrzytał mi również moment w którym Niwa po kilku dniach przestała szukać siostry zakładając, że Karkonos ją dopadł i nie robiąc nic (słuchając szlochy matki i patrząc jak Morgan szuka?) przez X dni. Potem nagle "Któregoś dnia Niwa postanowiła powłóczyć się po górach, z nadzieją, że może przypadkiem natknie się na jakiś ślad.". Jakieś to takie lekko dziwne się wydaje. Tak jak fakt, że wedle opisu obeszła góry wzdłóż i wszerz, była wszędzie, oprócz najwyższego szczytu,który wydaje się wszak oczywistym miejscem, a przynajmniej punktem od którego powinno się zacząć...

Ucieczka - spodziewałem się, że siostry uciekną razem i przeprowadzą się daleko, ale podoba mi się to, co tam zrobiłaś z zamianą miejsc. Podoba mi się też ucieczka od banalnego happy endu który aż się pchał sam w pewnym momencie. Niemniej ta końcówka wydaje się być przyspieszona na siłę, nagle tłum z widłami i toporami znalazł się akurat, jak był potrzebny, szybka akcja ze ślubem. Tak jakoś popchnęłaś to do przodu. Nie jest źle, ale odczucie pośpiechu pozostaje.

Okazuje sę też że jedyna moc to kontrola pogody - skąd więc rzut olbrzymim głazem i głosy? Właściwie mógł zabić wszystkich piorunami, a nawet przegonić wieśniaków pokazówką mocy, nie sądzę, aby było tam jakiejkolwiek zagrożenie życia dla Karkonosa, ale to szczegół.

Ok... analizuję utwór, ale ta metoda nie pokrywa się z 3K zbytnio, więc teraz ja przyspieszę :)

Początek był dobry, znakomicie przedstawił bohaterkę w jej środowisku, szybkie pojawienie się Karkonosa zdawało się przyspieszone, ale nie mogliśmy wciąż przyglądać się dziewczynie chodzącej po górach. A jednak cierpi na tę samą wadę co cały tekst - choć nie brakuje w nim strachu, miłości, zazdrości, miejscami bezwzględności, to nie wzbudza on emocji w czytelniku - nie w moim przypadku. Niech jednak winowajcą będzie tutaj czytelnik, gdyż nie jest to gatunek utworu który do mnie przemawia.

Niestety emocje i dysonanse które wyżej opisałem sprawiły, że poważnie ucierpiała nie tylko wiarygodność utworu, ale i, co gorsza, bohaterowie. Z jednej strony spójni, z drugiej - wrażliwa ale i silna - pełni sprzezności. Wspomniana bierność w szukaniu siostry, nagłe zniknięcie Morgana jako bohatera - dlaczego nie szukał po górach, nia poprosił Niwy o pomoc? Matka gdzieś wiecznie w tle, pozostają jedynie siostry, z których jednak Eliza jest bardziej spójna jako taka.
I tutaj to samo tyczy się dialogów, które idą w parze z bohaterami. Czasem trącą lekko patosem, czasem przyziemnością - brakuje mocnego charakteru, dowcipu, manier językowych, generalnie - czegoś charakterystycznego, ciekawego, kakiegoś pazura. Choć są pisane bardzo poprawnie, to nie porywają, a jedynie są środkiem do celu - aby opowiadanie toczyło się dalej.

Krtko mówiąc dzięki bardzo dobremu warsztatowi czytało mi się przyjemnie i szybko, ale przez pewne sprzeczności i generalny brak bardziej dynamicznej akcji czy charakterku całość jest dla mnie niczym lekkie, niezbyt znaczące opowiadanie, może dobre jako niby-legenda do opowiedzenia co młodszym odbiorcom.

Najtrudniej teraz dać Ci radę, bo warsztat masz tak dobry, że mogę się odnosić jedynie do braków fabularnych i generalnie wyższych stopni wtajemniczenia poradnika pióromana. Na pewno spójność postaci i cechy dla nich charakterystyczne - tego brakuje, mimo że stanowią one lwią część opisów i nie ośmielę się rzec, że są niedopracowane, to brakuje im charakteru i to mój główny zarzut/rada jako coś do poprawienia. Na dalszym planie spójność historii, niepotrzebne przyspieszenia.

Nie wspomniałem jeszcze o opisach otoczenia - jest ich mało i są krótkie, skupiłaś się na postaciach. Na pewno można było tutaj coś dołożyć. Postacie są opisane, ale otoczenie, wioska, drewniana chatka - już nie.

Uff... Skupiłem się na wadach, stąd absolutnie nie myśl sobie teraz, że piszesz źle - jesteś zdecydowanie w czołówce na tym portalu! I tą krótką, acz treściwą uwagą dziękuję za uwagę i życzę sukcesów literackich!
Tutaj nie będę się rozpisywał - wiedz tylko, że gdyby to był portal "gramatykomani", to już byś wygrała ten konkurs. Brawo!
Od: Pióroman Zorann
twarz męska
19.10.2017
Dziękuję za wszelkie spostrzeżenia i rady :) Cały czas pracuję nad opisami, ale nie jest to taka prosta sprawa. Niespójności rzeczywiście też mi się zdarzają jeszcze. Jeśli chodzi o matkę bohaterek, oczywiście, że nieracjonalne jest to akceptowanie tylko jednej córki, ale kobiety wpadają niekiedy w depresję, szok poporodowy itd. przez co ich działania są irracjonalne i trudne do zrozumienia. Była jeszcze młoda i niestety, nie chciała drugiego dziecka, toteż z góry emocjonalnie je odrzuciła.
Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz dziękuję
Od: Autor Stella Aga
twarz żeńska
20.10.2017
Akurat niespójność zachowania matki jest niespójnością małą i jak piszesz - można ją wytłumaczyć. Natomiast tekst samego opowiadania robi to bardzo powierzchownie. Wynika z niego, że matka zaskoczona urodzeniem drugiej z bliźniaczek postanawia traktować ją jako zło konieczne, zaś pierwszą traktować jak prawowitą córkę. Nie przeczę - mogło tak być, ale opowiadanie nie tłumaczy takiego postępowania dostatecznie.
Pozdrawiam!
Od: Pióroman Zorann
twarz męska
15.10.2017
Cześć, od razu mówię, że jestem wymagającym czytelnikiem, więc nie zniechęcaj się wszelkimi uwagami, tylko przeanalizuj je i weź do serducha. Cytując poszczególne fragmenty będę chciała pokazać Ci i podpowiedzieć jak je naprawić, z czego mam nadzieję, wyciągniesz coś użytecznego :)

"Wiatr bezlitośnie smagał Niwę po opalonych policzkach i plątał jej płowe włosy" - masz tendencję do mnożenia przymiotników, w jednym krótkim zdaniu mamy bezlitośnie, opalonych i płowe, musisz zwracać uwagę, by nie stawiać ich po kilka w każdym zdaniu.

"W dolinie będzie stosunkowo bezpieczna." - Dlaczego? Co takiego jest w tej dolinie, że będzie tam bezpieczniejsza niż w każdym innym miejscu? Warto wyjaśnić.

"Nie była to pierwsza nawałnica [...] a najciekawsze było to, że... " - powtórzenie słowa "było"

" Myślała, że nie nastąpi to tak wcześnie [...] Wszystko przyszło tak nagle," - powtórzenie "tak"

"jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki" - ten fragment nie jest błędem, ale należy do tych przereklamowanych, szablonowych sformułowań, których lepiej unikać :)

"Po chwili poczuła na nosie pierwszą kroplę deszczu" - myślę, że "pierwsza" kropla jest lekką przesadą, nie wiem jakiego musiałaby mieć farta, żeby na całą okolicę ta najpierwsiejsza kropelka spadła akurat na jej nos :)

" hukiem, ale wiedziała, że nie ma to sensu [...] dany huk." - niepotrzebne powtórzenie. Czasem nie da się ich uniknąć, ale w tym przypadku miałaś wiele opcji, np. grom, łomot, łoskot, warkot itp.

"W pewnym momencie zauważyła, że ktoś się zbliża. W pierwszej chwili.... " - Podwójne "w", a wystarczyło w drugim zdaniu dać np. "początkowo" ;)

"że ktoś się zbliża. [...] Kiedy tajemnicza postać zbliżyła się," - znowu to samo, i tym razem do wyboru miałaś spory wachlarz słówek, np. kiedy tajemnicza postać nadeszła, podeszła, dotarła, znalazła się tuż obok, stanęła nad dziewczyną itp.

Kiedy tajemnicza postać zbliżyła się, [...]Przybysz zaśmiał się na te słowa, po czym przyjrzał się jej drżącej postaci" - niby odległość między tymi słowami jest "bezpieczna", jednak wprawniejsze oko od razu wyłapie, że przed chwilą czytało już ten wyraz.

Ogólnie cała ta wypowiedź Karkonosa wydaje mi się bardzo podejrzana i mało przekonywująca, autentyczna. Skąd wie, że Niwa jest siostrą Elizy? Okej, można to tłumaczyć podobną aparycją bliźniaczek, mimo to mało prawdopodobne wydaje mi się, żeby każdy bóg nawijał całą historię swojego życia czy przebojów miłosnych pierwszy raz spotkanej osobie. Po prostu nie xd

"Mógłbym zabić cię jednym gromem, ale dam ci szansę, bo wierzę, że życie ci miłe. Dopóki jednak mi jej nie przyprowadzisz, nie waż się tu przychodzić." - brzmi jakby kazał przyprowadzić sobie szansę, nie siostrę.

"Krakonos chwycił jej ramię.
[...] Dopóki jednak mi jej nie przyprowadzisz..." - powtórzenie
"jej"

"W tym momencie, w ziemię tuż obok Niwy uderzył piorun. Dziewczyna odskoczyła na bok" - obok-na bok, jedno z tych bym zamieniła na inne słówko, nie brzmiące niemal identycznie.

"[...] stała bez ruchu i wpatrywała się w miejsce, w którym przed chwilą znajdował się Krakonos." - się-się.

"Wkrótce jednak zaczęło dokuczać jej zimno, ruszyła więc w drogę do domu. Cały czas towarzyszyły jej niespokojne myśli [...] siostra wybiegła jej na spotkanie." - jej-jej-jej

" Myślałam, że to zwykły natręt albo szaleniec, ale któregoś razu zdradził, kim jest." - Rozumiem, że był natarczywy, dlatego natręt, ale szaleniec? Brała go za szaleńca dopóki nie oznajmił jej, że jest bogiem? To chyba właśnie wtedy każda normalna dziewczyna wzięłaby typa za świra. Warto by więc było wyjaśnić jak dowiedziała się, że Krakonos rzeczywiście jest bóstwem. Bo chyba nie uwierzyła mu na słowo, co?

"- Wrażliwa, a zarazem silna, przecież wiesz." - tak, pokazała to w górach, kiedy sparaliżowana strachem leżała w ulewie skulona na ziemi XDD

I tu zaczyna się coś czego osobiście nie lubię i ogólnie nie jest zbyt przyjemnie odbierane, mianowicie ekspozycja. Takie informacje wyłożone na tacy są zwyczajnie nudne, zupełnie jakbym słuchała o typowej Mary Sue np. Jest mądra i fajna, ale kiedyś miała wypadek i od tej pory ma traumę, a oprócz tego platfusa i niedozwis łokcia, a jej pies nazywa się Rufus i przygarnęła go ze schroniska, bo tak. Należy się ekspozycji wystrzegać, to zwyczajnie nudzi, a niektórych nawet razi. Jak mnie.

"Większość swojej uwagi poświęciła pierworodnej, tymczasem Niwa dostawała tylko minimum." - nie jest to raczej błąd, ale unikałabym w tekście podobnych wyrazów, w takiej historii brzmią trochę jak kolokwializmy. Co innego, żeby była to część wypowiedzi postaci. Lecz nie jest.

"Tymczasem Niwa wiedziała, że musi liczyć przede wszystkim na siebie i nie brakowało jej uporu oraz zaradności. Była jednak bardzo wrażliwa i zamknięta w sobie." - ekspozycja, ekspozycja, nuda, flaki z olejem! Nie chcę czytać "ona jest zaradna, wrażliwa, zamknięta w sobie", ja chcę to zobaczyć! Pokarz mi jej zaradność, wrażliwość czy każdą inną cechę w jej zachowaniu!

"[...]uda jej się przeforsować chociaż jeden pomysł.
Nie pochodziła ze szlacheckiego rodu, ale mogła pochwalić się pokaźnym posagiem. Początkowo obawiała się, [...] Jej rodzice oczywiście się nie sprzeciwiali," - cała masa "się"

"Eliza wiedziała, że Morgan za wszelką cenę będzie chciał trwać przy tradycji, liczyła jednak na to, że uda jej się przeforsować chociaż jeden pomysł [...] Eliza westchnęła, ale nie zamierzała drążyć tematu" - coś marnie próbowała skoro od razu pogodziła się z odmową xd

"- Chodźmy stąd – poprosiła.
- Kochanie, spokojnie, nic się nie stało." - Kochanie, spokojnie, nic się nie stało, tylko wielki głaz przyleciał z dupy i omal nas nie zabił XD

"- Nie uciekniesz przede mną Elizo." - przed imieniem osoby do której ktoś się zwraca należy postawić przecinek.

"Może to jakiś zwykły obłąkany człowiek." - który napieprza w ludzi głazami i piorunami. Tak, z pewnością masz rację, Elizo xd

"Niejedni z trudem uszli z życiem." - "uchodzili" brzmiałoby lepiej

"[...]zdarzali się też tacy, którzy pobłądzili, bo ktoś błędnie..." - brzmi jak masło maślane, nie przez sens, ale przez pokrewieństwo wyrazów. Jeden do wymiany :)

"Wiedziały, skąd biorą się te wszystkie anomalie i nieszczęścia, ale nie mogły nic zrobić." - jak na moje oko, wystarczyło dać znać tej całej radzie, a pomogłyby całej społeczności, zdradzając ludziom z czym w ogóle mają do czynienia.

"Przeczesali prawie cały las, byli na targu, u wszystkich sąsiadów." - skoro podejrzewali Krakonosa, dlaczego nie poszli w góry? Halo? XD

"Poza tym dzięki niskiej temperaturze nie irytowało ją aż tak przebranie, które zazwyczaj grzało niemiłosiernie." - to raczej ona się grzała w ubraniu... chyba, że mieli jakieś magiczne tkaniny wytwarzające ciepło.

"Do jutra siostrzyczko" - przecinek przed siostrzyczką

"Nic nie zapowiadało innej pogody niż wczoraj." - niezgrabne zdanie, drażni oko, radziłabym trochę je zmienić na coś w stylu "Nie zapowiadało się na zmianę pogody."

"Następnego dnia wstała jeszcze przed świtem. [...]Czuła jeszcze większy lęk niż poprzedniego dnia," - powtórzenie słowa "dzień"

"Gdy była już u celu, siostra czekała tam, gdzie widziały się poprzednio." - dziwne żeby była w innym miejscu, skoro ją tam zamknął i nie mogła wyjść.

"- Poprosiłam go, aby udał się na targ po rzepę, abym mogła użyć jej do włosów i na twarz. Starałam się być miła i zgodził się." - Co? CO? COO XDDD To było tak niedorzeczne XD Skoro więził dziewczynę wbrew jej woli, wielce podejrzanym wydaje się nagłe bycie miłym albo prośba o rzepę do włosów - TYPIARA JEST ZAMKNIĘTA W JAKIEŚ JASKINI I PROSI SWOJEGO PORYWACZA I OPRAWCĘ O RZEPĘ NA MASECZKĘ NA TWARZ?! HALO! XD

" Zamieńmy się ubraniami, byle szybko, a potem uczeszę się, wypudruję," - skąd chłopka miała puder? Pytanie za tysiąc punktów. Jeśli w tych czasach istniały takie kosmetyki to były one przywilejem królowych i królewien, ewentualnie szlachty, ale nie zwykłych ludzi mieszkających w drewnianych chatach czy biedoty.

Na marginesie: aha, czyli tak o bez słowa protestu zostawiła swoją, rzekomo, ukochaną siostrę na pastwę zarośniętego dziada-porywacza i dała nogę? Coś łatwo jej to przyszło... Szczególnie, że przez kilkanaście następnych dni nie widać jakoś pomocy. Wróciła do domu i zapomniała o siostrze? Pielęgnowała kwiatki, chodizła na schadzki ze swoim facetem, gotowała kaszę jakby nigdy nic? Dziwne...

"było urządzone dość gustownie, choć surowo. Dominował przede wszystkim nieociosany kamień." - nieociosany kamień, cóż za szczyt poczucia stylu i gustu. Może, ale w epoce kamienia łupanego,a nawet wcześniej, bo tu przecież nieociosany.

"[...]mogłabyś chociaż polubić mnie?" - zły szyk, "mnie polubić", jeśli już.

"Wkrótce zauważyła jednak, że jego towarzystwo nie irytuje jej, wręcz przeciwnie, w pewnym sensie potrzebowała go. Może cieszyła się, że ktoś poświęca jej tyle uwagi, może rozumiała jego samotność.
Któregoś dnia uporczywie padał deszcz. Niwa mogła go " - jej-jej, go-go-jego

"Nie wiedziała dlaczego, ale przytuliła się do jego ramienia. Potrzebowała chyba czyjejś obecności, nawet jeśli był to on… Krakonos odwrócił się do niej i przybliżył do jej twarzy swoją twarz. Nie odsunęła się, a z jej oczu popłynęły łzy.
Nagle jednak wyraz jego twarzy diametralnie się zmienił. Przejechał dłonią po jej policzku," - i znowu": jego, on, niej, jej, jej, jego, jej.

"- Kiedy?! – warknął.
- Gdy posz
Od: Pióroman Shirru
twarz żeńska
15.10.2017
Ucięło mi komentarz, bo najwidoczniej jest jakiś limit, więc doklejam ciąg dalszy:
"- Kiedy?! – warknął.
- Gdy poszedłeś po rzepę." - jak się jest idiotą, to potem tak bywa, panie Krakonosie.

" Powoli brnęła przed siebie, zalewając się łzami." - jeszcze do niedawna myślała tylko o tym żeby zwiać, a gdy sam ją wypuścił, to ryczy i dramatyzuje jakby jej zabili rodzinę. Wyczuwam brak stabilności emocjonalnej i syndrom ofiary.

"Podejrzewała, że Krakonos celowo podkręca ulewę." - podkręca ją taką korbką? Myślę, że warto zamienić to słowo, bo brzmi zabawnie, a w takiej tragicznej sytuacji raczej nie powinno.

"- Niwa! – To był Krakonos. – Wybacz, Niwa…" - serio? Od początku po tym opowiadaniu, już przy pierwszym spotkaniu Niwy i Krakonosa, wiedziałam, że to wszystko będzie zmierzać właśnie do tego. Czułam się jak jasnowidz, po prostu. To takie... rozczarowujące ://

"kiedy z drugiej strony pojawili się jacyś mężczyźni z siekierami i innymi tego typu narzędziami w rękach." - o nie, kategoryczne nie dla sformułowań typu "z siekierami i innymi tego typu narzędziami", to jakbyś napisała coś w stylu: "Niwa była smutna i takie tam, negatywne uczucia i te sprawy". Po prostu nie.

"- To on! On był sprawcą tych nieszczęść, a teraz znów próbuje, bierzemy go!" - no proszę, w końcu ich oświeciło. Ale jak? Skąd wiedzieli, że za wszystkim stoi bóg? I że to ten typ właśnie nim jest? Bo chyba nie miał tego wypisanego na czole?

Okej, dotarłam do końca, jak się okazuje - znalazła się jedna rzecz, która mnie zaskoczyła, mianowicie brak happy endu. Jako takiego, ma się rozumieć, bo wszyscy przeżyli, co z jednej strony mogłoby świadczyć o zakończeniu pozytywnym, jednak spodziewałam się, że będą razem, skoro tamta tak ubolewała, że Krakonos ją wypędził.
Ogólnie opowiadanie nie jest złe, ale nie określiłabym go mianem dobrego. Fabuła była banalna i oczywista, bohaterowie zaś szarzy i nijacy. Próbowałaś im nadawać jakieś cechy, ale za pomocą nieszczęsnej ekspozycji, nie czynami i postępowaniem bohaterów, przez co właśnie przedstawiali się nieinteresująco. Czasem wkradały się głupotki zwyczajnie niedorzeczne jak np. ta rzepa-przynęta, na którą Krakonos się złapał albo głaz, który omal nie zabił tamtej dójki, a Morgan, do Elizy "spokojnie, kochanie, nic się nie dzieje" XD
Plusem jest to, że sporo było opisów. Początkujący piszący, często i gęsto, skupiają się na dialogach, zapominając, że to opisy są podstawą opowiadania. To się chwali, niestety były to opisy dość powierzchowne - dla przykładu: drogę postaci z punktu A do B zamykałaś w jednym zdaniu, to samo tyczyło się upływającego czasu i wielu innych aspektów. Gdy narzeczony i Niwa szukali Elizy, nie zabrałaś mnie z nimi na poszukiwania, ty tylko poinformowałaś mnie, czytelnika, że tak, tak, oni szukali tu, szukali tam, ale ogólnie to nie znaleźli... W wielu momentach robiłaś coś takiego, przez co opowiadanie było płytkie i mało wciągające, nie zaangażowało mnie bo o większości pisałaś jako o suchym fakcie dokonanym (ekspozycja!). Także przedstawiłaś mi streszczenie opowiadania, przetykane co szczegółowszymi scenami z dodatkiem strzępków dialogu.
Mało było przemyśleń postaci, prawie wcale, mało emocji, które sprawiłyby, że i ja bym poczuła to co bohater, jak smutek czy strach. Przez to przeczytałam całość z obojętnością, ani przez chwilę nie martwiłam się o żadną z postaci, latało mi czy któraś z nich zginie czy nie, bo nie dałaś mi okazji ani pretekstu do polubienia i zżycia się z którymkolwiek z bohaterów. A skoro ani bohaterowie, ani fabuła nie są interesujące, to co nam zostaje? Styl? Styl nie najgorszy, jak na początkującego całkiem niezły. Masz problem z powtórzeniami, co świadczy o ubogości twojego słownika, albo o przyzwyczajeniu do danych słów/sformułowań, przez co używasz ich nagminnie. Najlepszym lekarstwem na tą przypadłość jest czytanie książek (jeśli chcesz tworzyć w takich klimatach -średniowiecze- polecam Wiedźmina) lub korzystanie ze stron z synonimami. Napisałaś krew, a musisz raz jeszcze o niej napomknąć w następnym zdaniu? Wpisz "krew synonimy" i od razu poznasz słowa takie jak posoka czy jucha i po jakimś czasie je zapamiętasz, wzbogacając swój język. W tej branży jest to cholernie ważne.
No, także ode mnie to wszystko, mam nadzieję, że moje wskazówki okazały się pomocne i dzięki nim podreperujesz swój warsztat.
Życzę powodzenia w konkursie i dalszym pisaniu 😉
Od: Pióroman Shirru
twarz żeńska
16.10.2017
Cześć,
dziękuję za wszystkie rady i wskazówki. Cieszę się, że udało Ci się także znaleźć kilka zalet. Zgadzam się z Tobą co do powtórzeń i chętnie nad nimi popracuję, bo rzeczywiście nie sprawiają one dobrego wrażenia, psują odbiór, płynność wypowiedzi itd. Wiele Twoich pozostałych uwag również jest bardzo słusznych, ale kilka kwestii chciałabym wytłumaczyć.
1. Jeśli chodzi o bezpieczeństwo w dolinie podczas burzy, to myślałam, że jest to oczywiste. Podczas burzy najlepiej znajdować się nisko, na wysokich szczytach ryzyko jest największe. Każdy powinien te podstawowe zasady znać i dlatego nie chciałam się rozwodzić nad tym. To samo dotyczy tego, że była skulona. Nie robiła tego ze strachu (co miałoby przeczyć temu, że jest silna), ale po prostu dlatego, że właśnie takie zachowanie w czasie nawałnicy jest zalecane i może uratować życie. Bojaźnią nie można zatem tego nazwać.
2. Pierwsza kropla deszczu na nosie była pierwszą, którą ona poczuła, a nie pierwszą, która w ogóle spadła na ziemię. Osobiście zaobserwowałam, że najszybciej deszcz można poczuć właśnie na twarzy, a szczególnie na nosie.
3. Krakonos powiedział jej to wszystko, bo miał konkretny cel. Nie chodziło tu o to, żeby najpierw się z nią zaprzyjaźnić, a potem wyjawić swoje zamiary. Skąd wiedział, że to bliźniaczki? Przecież to nie problem, jeśli się kogoś obserwuje. Mógł widzieć je razem wiele razy, mieszkały przecież w tym samym domu. Z wieloma osobami nigdy nie rozmawiałam, a po prostu z obserwacji widzę, że są np. rodzeństwem.
4. Krakonos zamknął Elizę w innej części jaskini, a po prostu udało jej się przedostać do innej i następnego dnia znów tam przeszła. Podczas rozmowy z siostrą wytłumaczyła jej to.
5. Rozumiem, że ta rzepa mogła wypaść naiwnie, ale Krakonos przecież codziennie zostawiał ją tam samą, więc dlaczego miałby nagle sądzić, że ucieknie? Był w niej zakochany, chciał ją zdobyć i myślę, że można zrozumieć jego wyprawę po coś, co sobie zażyczyła. Poza tym to opowiadanie bazuje na legendzie o Krakonosie, w której faktycznie pojawił się motyw rzepy, co prawda nieco inaczej, ale wcale nie bardziej wiarygodnie. Krakonos nie był porywaczem, który chciał zamordować Elizę. Zależało mu na tym, żeby po prostu mieć ją dla siebie.
6. Eliza uciekła, bo wiedziała, że jej siostra podjęła decyzję i nie zamierza zrezygnować. W tekście nie jest napisane, że w żaden sposób nie próbowała pomóc, mężczyźni, którzy pojawili się po wygnaniu Niwy, mogliby wskazywać właśnie na to, że Eliza komuś powiedziała o wszystkim. Logiczne, że w jeden dzień nie można byłoby zorganizować pomocy.
7. Niwa dramatyzowała, gdy Krakonos ją wyrzucił, ponieważ te zalążki syndromu ofiary właśnie się pojawiły. Czuła się w pewnym sensie przywiązana do niego. Oprócz siostry nie miała przecież nikogo.

Pozdrawiam :)
Od: Autor Stella Aga
twarz żeńska
18.10.2017
Geeeez, już drugi raz mi się to przytrafiło! Napisałam komentarz i nagle włączyła się taka biała strona z pierwszym komentarzem i usunęło mi to co do tej pory napisałam, a właśnie kończyłam Ci odpowiadać! ...No to od początku...

Rozumiem Cię doskonale, pamiętaj jednak, że nie zawsze będziesz tłumaczyć się z każdej rzeczy, której nie zrozumie czytelnik. Jesteś autorem, Twoim zadaniem jest pisać tak, aby czytelnik nie miał wątpliwości o co chodzi, żeby po prostu - rozumiał i wiedział. Ktoś napisze Ci "spoko, ale to jest dla mnie niezrozumiałe/nielogiczne", a Ty zaraz pędzisz z komentarzem "Bo wiesz, chodziło mi o to, że..." - NIE. Z tekstu ma wynikać o co Tobie chodziło, nie z dołączonego komentarza :)
Pozwól, że odniosę się do napisanych przez Ciebie punktów.
ad1. Nie możesz zakładać, że wiedzą to wszyscy, nie jest to coś oczywistego, jak np. nastanie dnia po nocy, czy że po zimie przychodzi wiosna. Ja, przykładowo, nigdy w górach nie byłam, jestem z drugiego końca Polski, mazurskie jeziora to moje klimaty, na górach i turystyce górskiej się nie znam. Dla mnie równie niebezpieczne wydaje się przebywanie na górze jak i na dole - na górze pioruny, na dole lawiny, które mogą spaść na głowę, albo powodzie, w końcu to wklęsła forma terenu, jak jeszcze gdzieś nieopodal płynie rzeka, to przy ulewie podnosi się poziom wody, zarówno w rzece jak i górskich strumieniach, i o powódź nie trudno.
ad2. Rozumiem, przyznaj jednak, że zabrzmiało to dwuznacznie :)
ad3. Dobra, miał cel, ale jaki? Nadal tego nie wiem, tak jak pozostali czytelnicy.
"Mógł widzieć je razem wiele razy, mieszkały przecież w tym samym domu. " - dobra, ale w tekście, o ile pamiętam, była mowa, że obserwował Elizę, gdy ta wędrowała po górach, czy coś takiego, więc raczej nie zaglądał im przez okna. Poza tym nie wspominał nic o Niwie. Wiem tyle, ile napisałaś i nie staram się domyślać, co autor mógł mieć w głowie.
ad4. Nie mam zastrzeżeń.
ad5. Dlaczego? A dlatego, że była więźniem! Z reguły im dłużej jest się więżonym, tym desperacja człowieka rośnie i popycha go niekiedy do dość... nieprzewidywalnych czynów. Poza tym - miała dom, do którego chciała wrócić, narzeczonego, którego kochała, w przeciwieństwie do Pana Porywacza. To dwa, trzy - tak jak napisałam - miała kochającą rodzinę i faceta, to oczywiste, że ci będą jej szukać, a z każdym dniem niebezpieczeństwo, że dotrą aż tam i ją odnajdą, rosło.
ad6. "W tekście nie jest napisane, że w żaden sposób nie próbowała pomóc" - dobra, ale nie jest też napisane, że w jakikolwiek sposób próbowała. To znowu kwestia domysłów. Nieuważny czytelnik mógłby nawet nie znaleźć powiązania między ucieczką Elizy a przybyciem rozwścieczonej tłuszczy. Jeśli cokolwiek robiła, warto o tym napisać, a jeśli nie chcesz robić tego za pomocą narratora, to niech, któryś z wieśniaków krzyknie coś w stylu "To on, wygląda tak jak mówiła Eliza/tamta dziewka!" i wszystko jasne, mamy informację, że Eliza zorganizowała pomoc, mamy informację, skąd ludzie dowiedzieli się o istnieniu boga i skąd wiedzą jak właściwie wyglądał. Bo w opowiadaniu to nie wiem czy wyśnili odpowiedź, byli na grzybach w okolicy i go zobaczyli przypadkiem jak bawił się piorunami - domysły, domysły.
"Logiczne, że w jeden dzień nie można byłoby zorganizować pomocy." No właśnie z tym to się nie zgodzę po całości. Ile to jest wziąć widły, grabie czy motykę z obory i kupą ruszyć w góry, w których młode panienki radziły sobie samopas? Myślisz, że gdyby policja, pogotowie czy straż pożarna w tym tempie ruszała na pomoc, ktokolwiek z opresji wyszedłby cało? Podpowiem - nikt. W takich sytuacjach liczy się szybka reakcja, a nie dumanie. To nie plan rebelii, obalania rządów, że trzeba wielodniowych przygotowań, poza tym prości ludzie wsi są zwyczajnie zagłupi (bez obrazy, ale takie są fakty, nie byli wykształceni ani rozwinięci intelektualnie) na podobne "manewry". Oglądałaś Disneyowską "Piękną i Bestię"? Jeśli tak, przypomnij sobie jak długo wieśniacy i Gastą (daruj pisownię) zbierali się do szturmu zamku Bestii. Zobaczyli w lusterku potwora, chwycili za widły i pochodnie, i jak stali, tak poszli. Tak samo powinno być tutaj. Zrozumiałabym jeszcze, żeby poszli na drugi dzień, ale po takim czasie? Na pewno nie.
ad7. No, to mówiłam, że syndrom ofiary, nieco patologiczny, ale jednak xd

Co do reszty - cieszę się, że tak do tego podeszłaś i że odnalazłaś w komentarzu motywację, tak miało być. Pracuj nad sobą, a na pewno nie tylko Ty, ale i inni zauważą rezultaty :)
Od: Pióroman Shirru
twarz żeńska