Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Dzisiaj gości: 43
Dzisiaj w pracowni: 5
Obecnie w pracowni:
ikonka utworu

Komentarze do:
Klątwa Hery

08.05.2019
Opowiadanie zaczyna się w sposób, który wybitnie mi się nie podoba. Czytelnika wita zbity blok tekstu, który ciągnie się i ciągnie w nieskończoność. Pierwszy akapit jest bardzo długi, co nie jest błędem, ale skutecznie zniechęca do czytania. Być może byłoby lepiej, gdyby chociaż ten opis był fascynujący do tego stopnia, że ciężko byłoby się od niego oderwać, ale tutaj nic fascynującego nie ma. Jest przegadany i można go podsumować kilkoma zdaniami. “Policjant spał, ale obudził go dzwonek do drzwi. Podszedł, otworzył i stanął twarzą w twarz z jakimś dzieciakiem”.
Potem jednak dochodzimy do opisu tej dziewczynki i okazuje się, że autor jak najbardziej umie napisać coś przykuwającego uwagę i intrygującego.

cytatPoszarzałymi dłońmi zsunęła z głowy kaptur, ukazując się gospodarzowi w pełnym wymiarze. W tamtym momencie na chwilę zwątpił, czy poprawnie ocenił jej wiek. Rysy jej twarzy miały w sobie tyle sprzeczności, tyle zaokrągleń i zaostrzeń, że nie sposób było nawet określić, czy jest urocza, czy straszna, a co dopiero wyrokować o liczbie jej wiosen.

Postać dziewczynki wydaje się bardzo ciekawa i jestem skłonna stwierdzić, że byłoby rozsądniej, gdyby właśnie tym opisem rozpocząć opowiadanie. Coś na zasadzie: “Stała na progu, ociekając deszczem. Wydawała się mieć jednocześnie kilkanaście i kilkadziesiąt lat. Rysy jej twarzy niosły zbyt wiele sprzeczności, zaokrągleń i zaostrzeń, które wzajemnie się wykluczały, by móc to jednoznacznie stwierdzić. Była po troszę urocza, a po troszę straszna - ale przecież on nie bał się niczego. Był przecież policjantem… Szczególnie że na pytanie, co dziewczynka tu robi, odpowiedziała, że potrzebuje pomocy. Musiał zaprosić ją do środka”. I dalej tak jak w fabule - że podążyła z nim do salonu, rozsiedli się na kanapach, rozmawiali itd.

Dobra, czytam dalej. Z perspektywy czytelnika wygląda to tak: w środku nocy do pana Byłego Policjanta (BP) przychodzi nieznajoma dziewczynka z prośbą o pomoc. Okazuje się, że jest wychowanką domu dziecka, właściwie nie ma żadnych bliskich osób, była świadkiem zbrodni. BP z nikim nie dzielił się informacjami ze swojego życia, tym bardziej nie wiadomo, skąd dziewczynka tyle o nim wie… Mimo to BP podejmuje się “wyzwania” (a nawet nie wie, czego się od niego właściwie oczekuje!) i stwierdza, że młoda trafi prosto na posterunek, gdy on zauważy “cokolwiek podejrzanego”. Wg mnie to owo coś miał przed oczami od momentu pojawienia się nieznajomej w progu :).

Im dłużej czytam, tym bardziej mam wrażenie, że niepotrzebne rozwlekasz akcję. Tam, gdzie powinna być ona dynamiczna, dodajesz masę ozdobników, niepotrzebnych przymiotników, które sprawiają, że tekst jest dłuższy, ale wcale nie bardziej sensowny. Dodatkowe informacje są cenne i zawsze przyjemnie jest mieć jakieś szczegóły zachowania czy wyglądu postaci, ale nie w momencie, gdy coś się akurat dzieje i nie chcemy, by cokolwiek nas rozpraszało.

Wiem, że wcześniej nie wyraziłam się przychylnie o opisach i mogłeś odnieść wrażenie, że mi się nie podobają, ale jest wręcz przeciwnie - są rozbudowane, szczegółowe i tchną kunsztownością. Od osoby, co to której nie ma się wątpliwości, że umie coś dobrze zrobić, zwykle wymaga się więcej, stąd takie “czepialstwo”. Opisy są może trochę zbyt długie, powinieneś zaprzyjaźnić się z Enterem, bo długaśne akapity zniechęcają do czytania i łatwo zgubić się w połowie wątku, no i czasem słownictwo jest aż za bogate, ale generalnie - bardzo, bardzo ładne. Obrazowe. Np. scena, kiedy policjant wraz z dziewczynką są już na miejscu pod domem, w którym “wydarzyła się zbrodnia” i BP dostaje się do środka celem zbadania sytuacji.

Relacja z wnętrza tajemniczego domu jest szczegółowa i ciekawa, nie mówiąc o kolejnej akcji zapoczątkowanej przez pożar - panicznej ucieczce z tego miejsca. Wygląda to dobrze. (Choć nie pojmuję, czemu dziewczynka wlazła za nim do środka, skoro jej nakazał, by poczekała na zewnątrz i dziwię się, że udało mu się zachować taki spokój po odkryciu, że jego prośby zostały zignorowane.)

Dziewczynka jest szalenie intrygującą i niepokojącą postacią. Określasz ją takimi słowami jak “ponura”, “mroczna”, “dziwna”, “nieodgadniona” chyba też padło, a na pewno stwierdzenie, że była “trudna do zidentyfikowania”. Bardzo to do niej pasuje, tak samo jak to, że ciężko jednoznacznie określić jej wiek, że jej twarz nie wyraża emocji… Widać na pierwszy rzut oka, że coś jest z nią nie tak, być może jest jakąś marą, postacią z horroru. To by wyjaśniało, skąd u BP ten dziwny niepokój, który uaktywnia się w jej towarzystwie - gdyby była to “normalna” dziewczynka nie emanująca dziwną przerażającą energią, można by się zastanawiać, co mężczyzna robił w policji, skoro jest taki strachliwy :).

Przyznam, że trochę mnie zdziwiło, że podczas pierwszych minut spotkania z dzieckiem on tak bezproblemowo opowiada o swoim życiu. Czemu się przed nią spowiada? Nic o niej nie wie! Przylazła w nocy i pierniczy coś o zbrodni, a nawet nie dzwoniła na policję, bo “ona wie, jak oni pracują”... Być może tak działa jej dziwna charyzma, ale i tak wydaje mi się to podejrzane i takie nieprzystające. Szczególnie że Były Policjant jest właśnie byłym policjantem, jak sama nazwa wskazuje, i powinien być wyczulony na dziwaczne rzeczy i nie dawać się tak łatwo podejść, nawet dziewczynkom z horrorów :).

Spotkanie na drodze dwóch zwęglonych trupów spacerujących sobie po przejściu dla pieszych to kolejny bardzo dobry opis. Podoba mi się szczegółowość, z jaką malujesz ten obraz - jest makabryczny, niepokojący, ale na szczęście daleko mu do obleśności, którą nader często odznaczają się thrillery / horrory.

Scena kulminacyjna, czyli wyjaśnienie, co się w ogóle wydarzyło. Już wcześniej łatwo było domyślić się, że BP jest głównym bohaterem tego koszmaru i to on właśnie ma coś wspólnego z tą tragedią. Dało się to wyczytać między wierszami już na etapie, kiedy mężczyzna powtarzał jak mantrę: “To wydawało mu się znajome, tamto jawiło mu się jako deja vu”. Mimo to z zaciekawieniem przystąpiłam do lektury tego najważniejszego fragmentu. Muszę przyznać, że nieco rozczarowała mnie forma. Nie chodzi o to, że jest to po prostu rozmowa, coś na zasadzie wykładu. Jak wiadomo, zawsze lepiej i bezpieczniej jest pokazać coś, a nie po prostu kazać któremuś bohaterowi o tym gadać, bo istnieje ryzyko, że zrobi się z tego nudna perora, a na pewno - sprawozdanie. Nie, dla mnie to jest okej, ale przyznam, że bardziej liczyłam na to, że narratorem tej historii będzie dziewczynka.

Wiem, co chciałeś osiągnąć - efekt “spowiedzi”. Makabryczna dziewczynka z zaświatów (albo z innego niekoniecznie przyjemnego miejsca) niejako “zmusza” go do wyznania swoich grzechów z przeszłości. Może nawet nie bardzo chce, ale i tak się uzewnętrznia, czuje taką potrzebę. Rozumiem to, ale i tak coś mi tu zgrzyta. Nie wiem sama, czy tu jest za mało emocji czy za dużo… Kurczę, mam zagwozdkę. Próbuję sobie wyobrazić, jak by to wyglądało, gdyby to ona opowiadała, była takim oskarżycielem. Wówczas nie mogłaby być jednocześnie niemal niemym słuchaczem, ale to chyba wyszłoby fabule na dobre. Nie wiem, nie jestem pewna.

O, wiem, na czym polega problem. Ta sytuacja wydaje mi się nienaturalna. Nie, żeby mądre było oczekiwanie naturalności po scenie, w której koleś gada ze zjawą ;). Jednak nie widzę go takiego spowiadającego się. Podoba mi się natomiast sama idea zbrodni. Policjant, który grzeszył i co tu dużo mówić, był straszną kanalią, a na dodatek zlewał swoje obowiązki ciepłym moczem, doigrał się i stracił to, co najważniejsze - po części z własnej winy. Piękny sposób na ukazanie prawdy, że karma wraca. Smutne, ale jestem w stanie uwierzyć, że po czymś takim człowiekowi może odwalić i wyrzuty sumienia niemal przeżrą mu duszę na wylot. (Chociaż tak naprawdę gdyby był przykładnym śledczym, to także nie gwarantowało jego rodzinie 100% bezpieczeństwa i morderca tak czy siak mógłby je dopaść!)

No i na koniec wisienka na torcie, a właściwie dwie - informacja o tym, co stało się z kochanką oraz zdradzenie tożsamości dziewczynki-przewodniczki-prokuratora (zaznaczyć właściwe). Nawet jeśli nie tożsamości, to fakt, że była w połowie spopielona daje do myślenia i stanowi fajne podsumowanie, klamrę, jaka wiąże ją z tym, co się stało. No i sama końcówka - dość typowa, ale jak najbardziej na miejscu. Można było zgadnąć, że policjant obudzi się i że to była przerażająca, acz oczyszczająca wizja - być może nieprawdziwa, może prawdziwa, nie wiadomo. Niby za tym drugim przemawia obecność pierścienia z czerwonym oczkiem, ale… No właśnie. Tych “ale” jest sporo i nigdy się nie dowiemy, to pozostaje poza zasięgiem czytelnika, jednak nikomu nie powinno to przeszkadzać - pewne rzeczy należy pozostawić niedopowiedziane.

Podsumowując: w opowiadaniu są pewne elementy, które nie pasują i mogłyby być poprawione, ale generalnie bardzo mi się podobało. Fabuła jest prosta i dobrze budujesz napięcie. Dowiadujemy się więcej z każdą stroną i robi się coraz ciekawiej. Element po elemencie dostajemy możliwość poskładania z tego makabrycznych puzzli. Bardzo to fajne, daje satysfakcję, że jest się takim “spostrzegawczym” i udało się coś samodzielnie rozwikłać.

Postaci wydają mi się nierówne. Dziewczynka-zjawa jest bardzo dobra w swojej lakoniczności, złudzie, małomówności i całej tej otoczce, która sprawia, że na samą myśl o niej ciarki przechodzą po grzbiecie. Policjant jednak wg mnie mógłby być lepszy. Nie wzbudza takich emocji jak dziewczynka. Za to świetnie wykorzystałeś motyw pokutowania za grzechy, powolnego dochodzenia do prawdy, zła wracającego do człowieka, który to zło uczynił innym… Dobrze się to czytało, wartko - mimo że miejscami przesadziłeś opisowo i pojawiło się kilka dłużyzn :).

Ogólnie jest bardzo zadowolona, że dane mi było przeczytać to opowiadanie, bo thrillerów czy takich właśnie fabuł z wątkiem detektywistycznym jest mało, a już takich, które da się czytać bez zgrzytania zębami, jak na lekarstwo. To się do tej kategorii zalicza i tym bardziej jest mi miło.

PS Ale dlaczego taki tytuł?
Pozdrawiam serdecznie,
Magdalena Lipniak
Od: Pióroman Magdalena Lipniak
twarz żeńska
08.05.2019
Wielkie dzięki za komentarz!

Cieszę się, że tak dobrze przyjęłaś "Klątwę", zwłaszcza po delikatnym zmasakrowaniu "Ekspedycji". Mimo wszystko, czytanie Twoich recenzji - zarówno tej, jak i poprzedniej - zmobilizowało i nadal mobilizuje mnie do dalszego i, przede wszystkim, lepszego pisania.

A co do tytułu - to luźne nawiązanie do obłędu zesłanego przez Herę na pewnego znanego herosa :P
09.05.2019
"A co do tytułu - to luźne nawiązanie do obłędu zesłanego przez Herę na pewnego znanego herosa :P"
O rany, no jasne, Herakles, którego darzyła jakże ogromną miłością ;). Człowiek dostaje pomroczności jasnej i dopiero jak mu się uświadomi, jakie to proste, zdaje sobie sprawę, że faktycznie :D.

Pozdrawiam serdecznie!
Od: Pióroman Magdalena Lipniak
twarz żeńska