Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin
ikonka utworu

Komentarze do:
Węgielkowy ptak

19.05.2017
Może to i głupie, ale z rytmu wybił mnie ołówek. Nawet nie papier dostępny w pakietach na targu średniowiecznym, ale ołówek właśnie. Wiem, czepiam się, ale został wynaleziony ponad pół wieku po wynalezieniu zegarka kieszonkowego(!), w drugiej połowie XVI w. Oczywiście ta wiedza pochodzi z Wikipedii, a nie z mojego obeznania tematu, ale gdy w opowiadaniu fantasy napotkałem to słowo podczas opisu zakupów na targu to od razu ciągłość historyczna mi się w głowie posypała, mimo że, jak wspomniałem wyżej, jestem laikiem. Tego typu rzeczy wymagają pewnego czucia i wiedzy, także trzeba się ostrożnie odchodzić nawet z czymś tak prozaicznym jak mały ołówek. Pisząc opowiadania umieszczone w danych ramach historycznych musimy wiedzieć o nich więcej, niż wie czytelnik. Aby nie dać się zaskoczyć. Nawet ołówkiem, który niech będzie dla ciebie, droga Autorko, lekcją na przyszłość.
Jeszcze parę słów aby skontrować argument, że fantasy rządzi się swoimi prawami: to prawda. Ale tylko wtedy, gdy wszystko jest ładnie wprowadzone, np. nieproporcjonalnie zaawansowana na dane czasy broń palna wytwarzana przez krasnoludy jest do przyjęcia. Natomiast gdy wynalazek wywołuje swoim pojawieniem się dysonans - jest błędem autora tekstu.

Chciałbym też zakwestionować przedsiębiorczą i całkowicie dobrowolną ucieczkę 8-letniego dziecka z domu od rodziców z zupełnie obcym mężczyzną. Historia ich spotkania była stanowczo zbyt lakoniczna, abym to kupił i średnie warunki życia tego nie ratują abym mógł przejść obok tego obojętnie. Gdyby spotykali się potajemnie przez wiele dni, dobrze napisana opowieść byłaby w stanie mnie przekonać, ale nie to, co otrzymałem w tekście.
Aby zbalansować to jakimś pozytywem pochwalę Cię, że nie pominęłaś reakcji rodziny - skupiając ją na matce, po zniknięciu dziewczynki. Ten opis był potrzebny, aby tekst mógł popłynąć dalej bez poczucia, że w tyle zostało coś niedopełnionego, a co początkujący autor mógłby łatwo pominąć jako nieistotne. Ty nie ominęłaś - i bardzo dobrze.

Jeśli chodzi o samą historię, to mnie nie porwała - stanowczo za mało wiemy o Milu, można się jedynie domyślać, że dysponuje pewnymi magicznymi sztuczkami, ale za mało wiemy też o świecie i o magii - jak to wszystko działa? Opowiadanie nie stanowi zamkniętej całości - to nic złego, że składa się z wielu części, ale zostało przedstawione do oceny w takiej a nie innej formie. A jako całość się nie broni, jest za krótkie, a jednocześnie styl mnie nie porwał. Sporą część winy zrzucam też na karb problemów opisanych szerzej w gramatyce.

Podsumowując zarzucę jeszcze nieciekawe opisy (nie były złe, ale nie porwały mnie, nie czytało się ich z przyjemną płynnością) i dialogi - nic szczególnego nie zapadło mi w pamięć, nie przywiązałem się do bohaterów - nie zdążyłem, bo opowiadanie było krótkie, ale też i niczym mnie nie zachwycili. Nie są źli, ale nie są przedstawieni dostatecznie dobrze w takiej objętości tekstu.
Generalnie poprawnie, choć pojawiają się co jakiś czas zgrzyty w stylu "sztuczka się nie wypaliła".
Problemem są tez zdania typu "Nisko przy ziemi oddalił się od jamy na kilka metrów". Niby wszystko poprawnie, ale nie do końca - oddalał się nisko przy ziemi - trochę to nieprecyzyjny opis. Jest podobnych mikro-wpadek na tyle dużo, że przeszkadzają w czytaniu i obniżają całkowitą wartość tekstu, jak i odbierają przyjemność z czytania.

Kolejny problem, poważniejszy:
"Co chwila oglądał się za siebie i obserwował ogromny, ciemny kształt przesuwający się ponad koronami drzew. Był szybki, ale nie tak jak Mil."
Mam nadzieję, że widzisz, co tu się stało? Mieszanie podmiotu w następujących zdaniach potrafi zupełnie zagubić czytelnika, któremu czyta się coraz ciężej, za każdym razem, gdy każdemu mu się domyślać, o kim/o czym piszemy. Zamiast płynnie czytać, lecieć przyjemnie z tekstem, zawiesiłem się - no bo kto się oglądał? Mil. Kto był szybki? Mil. Ale zaraz... nie tak jak Mil? Czyli szybki był jednak Ćmok. Jako czytelnik zostałem wprowadzony w błąd pomieszaniem podmiotów domyślnych i ich kolejnością w tych zdaniach. Zobacz je w tej wersji: "Mil co chwila oglądał się za siebie i obserwował ogromny, ciemny kształt przesuwający się ponad koronami drzew. Był szybki, ale nie tak jak on.". Nie jest idealnie, ale nie wprowadza już przynajmniej w błąd.
Podobnych potknięć jest więcej i to one są przyczyną, dla której nie czyta się przyjemnie i płynnie. To na wyeliminowaniu tego typu progów o które potyka się czytelnik musisz się skupić najbardziej.
Od: Pióroman Zorann
twarz męska
21.05.2017
Dziękuję za obszerny komentarz :) Faktycznie pod względem języka zauważyłam tych kilka mankamentów składniowych, gdy ostatnio usiadłam nad tekstem. Ale to kwestia wyłącznie ponownej redakcji.
Co do ucieczki ośmiolatki z domu - takie rzeczy się zdarzają. Co więcej dziecko nieraz jest zmanipulowane i porywane, choć nawet nie uświadamia sobie, że może być coś nie tak z pójściem gdziekolwiek z obcym facetem. Gdy do tego dorzucić zaściankowość, brak silnych więzi rodzinnych i wykluczenie z małej społeczności - moim zdaniem takie zachowanie dziewczynki jest jak najbardziej realne.
Ołówek - fakt, tu się zgodzę. Samą mnie irytują nieraz takie dysonanse, ale widać tu potrzeba było spojrzeć z zewnątrz by to zauważyć. Może powinien to być kawałek węgielka, albo coś co bohaterowie mogli z łatwością dostać w tamtym świecie.
Część Twoich zarzutów odnosi się też do tego, że zbyt mało informacji pojawia się w tekście, bohaterowie niedopracowani, ale zauważ, że to jest tylko i wyłącznie pierwszy rozdział, który ma być wstępem do obszerniejszej historii. Oczywiście, że mogłabym wstawić więcej tekstu, z którego więcej by wynikało, np. dwa rozdziały, ale nie jestem pewna, czy wszyscy komentatorzy mieliby czas i ochotę, by wszystko czytać. Stąd - próbka, fragment, w którym przedstawiam bohaterów, poprzez symbolikę zarysowuję problemy i fabułę, a rozwiązaniu ulega jeden z kilku wątków, który z kolei stawia przed czytelnikiem kolejne pytania.
Rozumiem jednak Twoje zarzuty, i dziękuję bardzo za poświęcony czas :)
Od: Autor PannaLawenda
twarz żeńska
21.05.2017
Witaj!

Pozwolę sobie rozszerzyć swoje rady i zarzuty. Twoje prawo, by bronić utworu, moje, jako czytelnika - by go oceniać :)

Ośmiolatka. Owszem, mogłoby się to zdarzyć. Jednak jako czytelnik nie zostałem do tego przekonany. Nie udało Ci się sprzedać mi tej wersji dostatecznie dobrze. Dziecko po krótkiej wymianie zdań następnego dnia szykuje sobie wyprawkę i ucieka - to wymaga obszerniejszego opisu, a w tekście mamy skromny, dalece niewystarczający, aby przekonać czytelnika - konkretnie, mnie w tej sytuacji, może kto inny by się do tego nie przyczepił.

Zauważyłem oczywiście, że to zaledwie krótki wstęp do dłuższej historii, ale jak napisałem w pierwszym komentarzu - do oceny dostałem tyle ile dostałem, więc musiałem ocenić to jako całość.
Pamiętaj, że czytelnik ze swojej perspektywy może stwierdzić po pierwszych 10-20 stronach, że coś mu nie gra, bo za mało wie, a dzieją się dziwne rzeczy które go nie przekonują i nie interesują i odłoży tekst bez zapoznania się z resztą. Dlatego początek sam w sobie musi się bronić i zainteresować. I owszem - częściowo Ci się to udało.

Generalnie wstawiając komentarze skupiam się na wadach i błędach, więc pozornie jestem bardziej krytyczny niż w rzeczywistości. Twój tekst oceniam jako lepszy od przeciętnego, z jakimi miałem do tej pory do czynienia w tym konkursie. Niemniej jednak wymaga dopracowania, nawet jako fragment większej całości.
Od: Pióroman Zorann
twarz męska
21.05.2017
Oczywiście rozumiem Twoje krytyczne spojrzenie i bardzo Ci za nie dziękuję, bo wiele Twoich rad z pewnością mi się przyda :) Rzecz jasna masz prawo mieć takie, a nie inne odczucia po przeczytaniu, i dlatego między innymi wstawiłam tu ten tekst, by zorientować się jak czytelnik go odbiera. Krytyczne komentarze są nieraz o wiele bardziej pożądane, bo pomagają w doskonaleniu.
Może pomyślę nad rozbudowaniem tej początkowej części, by solidniej uzasadnić decyzję dziewczynki :) No i zrobię coś z tym nieszczęsnym ołówkiem.. ;)
Od: Autor PannaLawenda
twarz żeńska
27.04.2017
Bardo dobry początek. Tajemniczy nieznajomy, który pojawił się tylko po to, by zniknąć jak fantom, i zaraz potem zaginięcie dziecka, po którym nikt nie zamierzał płakać… Tym mnie kupiłaś!
A dalej jest równie dobrze. Zafascynował mnie ten wykreowany przez ciebie świat, a scena z kalekim władcą ognia totalnie zaskoczyła. Chętnie dowiedziałabym się czegoś więcej o klanie Divji.
Bardzo wiarygodnie przedstawiłaś swoją historię - do tego stopnia, że niemal czułam żar płomieni, a potem smrodliwy oddech Ćmoka.
Równie dobrze udało ci się wykreować bohaterów. Są realni, pełnowymiarowi. Gratulacje za postać Ranii - nie każdemu wychodzi trudna sztuka stworzenia postaci dziecka tak, by było postrzegane przez czytelnika jako dziecko właśnie. Na ogół wychodzi dziwna hybryda - dziecięca powłoka, a w środku twór zachowujący się jak dorosły i mówiący jak dorosły.
Dialogi realistyczne, w dodatku z bardzo dobrą atrybucją.
Opis świata świetny - niby nic konkretnego jeszcze o nim nie wiemy, ale już jesteśmy pewni, że jest to świat, w którym magia miesza się z codziennością. To zasługa całości tekstu, wszystko tu bowiem się zazębia i współgra.
Atmosfera jest, i to jaka! Poprzez takie, a nie inne poprowadzenie akcji cały czas miałam wrażenie istnienia czegoś tajemniczego i groźnego, co czai się poza obrębem światła i w każdej chwili może wychynąć z ciemności.
Immersja… Czy przypalenie ziemniaków jest dostatecznym dowodem na jej istnienie? :D
Nie jestem wielką fanką fantasy, ale trochę takich powieści przeczytałam. I przyznam, że nie spotkałam się dotąd z takim pomysłem jak postać członka klanu Divji. Dla mnie ten władca ognia jest kompletną nowością.
Dla mnie najlepszy moment to zakończenie. Chwila, gdy mil ogląda rysunek Ranii i stwierdza, że narysowała to, czego nie miała prawa widzieć. „Wiedziałem” - mówi, a to oznacza, że zabrał ze sobą dziewczynkę w jakimś określonym celu. Jakim? Bardzo bym chciała się tego dowiedzieć!
Zakończenie jest świetne. Nie daje praktycznie żadnej odpowiedzi, co stwarza wiele możliwości. Można samemu wyobrazić sobie, o co tak naprawdę chodzi Milowi. A jeśli będzie kontynuacja, to takie zakończenie gwarantuje, że czytelnik sięgnie po więcej.
Moje wielkie gratulacje! Tu naprawdę jest moc! Bardzo chciałabym przeczytać ciąg dalszy, a wierz mi, nie ma zwyczaju tracić czasu na czytanie słabych tekstów.
Pozdrawiam i życzę sukcesów, które, jeśli nie zaniechasz pisania, są ci z pewnością przeznaczone.
Na pierwszej stronie zbyt często używasz słowa „już” - do przeróbki.
„Nie powiedziała nic rodzicom, wzięła tylko zawiniątko po śniadaniu, które miała przy sobie z poszarpanej szarej chusty z Mimi w środku”. - Nieprawidłowa konstrukcja zdania. Sugeruje, że Rania miała przy sobie śniadanie z poszarpanej szarej chusty, w dodatku z lalką w środku :)
Od: Pióroman Jane Doe
twarz żeńska
27.04.2017
Dziękuję bardzo! Pracuję nad dalszą częścią, ale nie chcę się spieszyć, żeby czegoś po drodze nie zepsuć. Z pewnością rozwinę wątek klanu, bo on będzie miał ważną rolę do odegrania w historii. I dziękuję za uwagi - jak przeczytałam teraz to zdanie z zawiniątkiem, to stwierdziłam, że straszny babol z tego wyszedł ;) Dzięki za wyłapanie!
Pozdrawiam serdecznie :)
Od: Autor PannaLawenda
twarz żeńska
18.03.2017
Cześć. Myślę, że napisałaś dobry tekst. Poprawny, bez większych wad. Stanowi on część pewnej całości, co mnie trochę boli, bo ze względu na to nie mogę się odnieść do niektórych kwestii, chociażby do fabuły czy do ogólnego przesłania. Mogę jednak stwierdzić, czy sięgnąłbym po drugą część – gdyby nie wpłynęły na to jakieś nadzwyczajne okoliczności, to raczej nie.

Tylko w jednym punkcie mnie chwyciłaś, sprawiłaś, że się zaciekawiłem – na samym końcu. Nie spodziewałem się takiej puenty. I pewnie gdybym miał pod ręką dalszy ciąg opowieści, czytałbym dalej. Ten zastrzyk energii był jednak krótkotrwały i po chwili byłem gotów zabrać się za coś zupełnie innego. Niczym jeden spośród gapiów, który ogląda coś, lecz po chwili wraca do swoich spraw i zapomina o niedawnej sensacji. Bo tylko taką ciekawość u mnie wyzwoliłaś – chwilową, na zasadzie „co się zdarzy za chwilę”.

Nie napędzało jej ani poczucie więzi z bohaterami, ani chęć eksplorowania wymyślonego przez Ciebie świata czy poznawania stworów po nim krążących. Bo, szczerze powiedziawszy, nie widzę w nich nic nowego. Pojawia się motyw porzuconego dziecka i przypadkowego mentora. Nie jest on rozwinięty w żaden sposób, by stał się unikatowy, Twój. A już wielu artystów po niego sięgało i jest go mnóstwo, a w fantasy już w ogóle rozgościł się na dobre. W tym fragmencie ciężko poznać bohaterów, bo za wiele o nich nie ma. Są tylko przedstawione ich przygody, dziejące się w dość szybkim tempie, albo ogólne wstawki, że na przykład matka nie kochała córki. Ci bohaterowie póki co są typowi.

Świat natomiast również mnie nie porwał. Opisujesz go dobrze, podoba mi się to, ale sam już przedmiot, który opisujesz – nie za bardzo. Znowu tutaj wkrada się to przebrzydłe pojęcie „typowe”. Są w nim jakieś potworki, ale one są wszędzie w fantasy. Według mnie nie wystarczy już pokazać stwora. Go trzeba wyodrębnić spośród reszty na tyle, by móc nazwać własnym. Bo inaczej ma się do czynienia właśnie z typowym światem fantasy, typowymi bohaterami, typowymi stworami. A jedyne, co wyróżnia utwory, to nazwy własne. W pewnym momencie podczas lektury przemknęła mi myśl, że może mam do czynienia z czymś nowym, wykraczającym poza oklepane ramy, i wtedy też się nieco ożywiłem. Mówię tutaj o zdarzeniu w mieście. Od razu skojarzyłem je z bieżącą sytuacją na świecie, z szerzącym się terroryzmem. Z pozoru głupie skojarzenie, ale zadziałało na tyle, by sprawić mi pewną nadzieję, że w tekście znajdę coś więcej. Przesłanie, coś metaforycznego. Ale ten wątek urwał się tak szybko jak się pojawił.

Pod względem technicznym mam Ci niewiele do zarzucenia. Czytając, często potykałem się o powtórzenia. Szczególnie dużo pojawia się wszelkich „których” w różnych formach, często ulokowanych niedaleko siebie.

Podsumowując – napisałaś dobre opowiadanie (albo raczej jego część), ale zabrakło mi w nim czegoś, co by wywarło na mnie większe wrażenie, zapadło w pamięć albo skłoniło do refleksji. Czegoś Twojego po prostu, co by się ujawniło w bohaterach, sposobie narracji lub świecie, jaki tworzysz. W czymkolwiek. Może to kwestia doboru fragmentu i przeczytawszy całość, odwołałbym te zarzuty, ale póki co nie mogę założyć, że tak będzie. Patrzę na to, co sama wybrałaś. Niemniej jednak masz dobry warsztat. Postarałbym się na Twoim miejscu tchnąć w niego trochę życia, pierwiastka szaleństwa, by odejść od typowego fantasy. Pozdrawiam!
Od: Pióroman Parias
twarz męska
18.03.2017
Dziękuję za obszerny komentarz :) Rozumiem zarzuty pod względem tego, iż fabuła nie stanowi skończonej całości i nie mogłeś wobec tego ustosunkować się do niektórych kwestii. Ale jak wspomniałam w opisie, to tylko część całości, pierwszy rozdział mający otworzyć historię.
Ten fragment miał stanowić wstęp, zarysowanie tego, o czym będzie całość. Posłużyłam się nieco symboliką, bo zarówno kaleka, jak i Ćmok są metaforami, problemami, z którymi bohaterowie będą musieli się zmierzyć. Odnośnie Ćmoka, to nie jest to kolejny potwór, jakich pełno w fantasy. To nie jest smok, ale demon występujący w wierzeniach słowiańskich. Przy pisaniu istotne było dla mnie co jego nazwa oznacza dzisiaj, współczesne znaczenie tego słowa. Zarówno wydarzenie w mieście (z trafnym poniekąd Twoim skojarzeniem), jak i trudna sytuacja dziecka są powiązane bardzo ściśle z Ćmokiem. Może nie widać tego na pierwszy rzut oka, ale taki przynajmniej był zamysł. Rozumiem, że może to też wynikać z ograniczonej formy jaką jest jeden rozdział, w którym nie sposób zmieścić wszystkiego, co chciałoby się pokazać.
W każdym razie dziękuję za poświęcony czas i podzielenie się swoimi odczuciami po lekturze :)
Pozdrawiam
Od: Autor PannaLawenda
twarz żeńska
18.03.2017
Czy mogę zapytać o te powiązania? I mówiąc, że będą musieli się zmierzyć, masz na myśli przyszłe rozdziały? Teraz już nie mam dostępu do tekstu, jest on ukryty na portalu, a nie chciałbym czegoś istotnego w nim przegapić. I kurczę, tutaj mam dylemat. Tekst, tak jak mówisz, jako część całości, zarysowuje , co będzie miało miejsce w przyszłości. Jest dobrym wstępem, ale bez dalszej części wydaje się odrobinę spłycony pod niektórymi względami.
Od: Pióroman Parias
twarz męska
19.03.2017
Cześć. Faktycznie szkoda, że tekst staje się niewidoczny po skomentowaniu. Jeżeli chcesz go jeszcze raz przeczytać, może jakoś spróbuję Ci go udostępnić.
Nie chcę za wiele zdradzać, bo jeśli kiedyś będziesz chciał sięgnąć po kontynuację, to tylko zepsuję Ci przyjemność czytania :)
Kluczem, do tego w jakiej sytuacji znalazła się dziewczynka w tekście i co będzie przewijać się w pozostałych częściach jest nazwa demona, z którym musi zmierzyć się jej opiekun. Obecnie "ćmokiem" nazywa się ludzi z wąskim horyzontem myślowym, zacofanych tzw. ciemnotę, I właśnie pojawienie się takiej istoty na drodze bohaterów nie jest przypadkowe w nieliteralnym rozumieniu tego fragmentu. Wszystko co dzieje się w życiu Ranïi jest konsekwencją świata opartego na ciemnocie. Mil zaś stara się to przełamać. Jako że posłużyłam się symbolami, to nie tylko mają one znaczenie dla fabuły, ale są też pewnym odzwierciedleniem naszego świata, przeniesieniem pewnych zachowań i postaw do wykreowanej rzeczywistości, aby tam pod innym kątem się im przyjrzeć.
Od: Autor PannaLawenda
twarz żeńska
19.03.2017
Teraz to widzę i rozumiem. Ciekawi mnie tylko, ile osób na to wpadło, bo nie wiem, w jakim stopniu się czuć winnym za moje niedopatrzenia. Spojrzenie na rzeczywistość z perspektywy fantasy to świetny pomysł. Szkoda tylko, że na początku tekst mnie zwiódł swoim podobieństwem do innych fantasy - może każde z nich zaczyna się w podobny sposób na pierwszy rzut oka, a dopiero potem objawia się cała siła tego gatunku. W każdym razie przypominam sobie fragmenty, do których nawiązujesz, więc raczej nie ma potrzeby, byś mi jeszcze raz wysyłała utwór. Najwyżej rzucę na niego okiem, gdy już wygra konkurs ;) Trzymam za niego kciuki, bo póki co jest moim faworytem, choć to tylko fragment, szkic, który trzeba dobrze rozszyfrować.
Od: Pióroman Parias
twarz męska
19.03.2017
Wiesz, sama się zastanawiałam na ile to będzie czytelne, ale zdecydowałam się zostawić, tak jak to widziałam :)
Niektóre elementy trzeba było w tekście umieścić, aby wpisać się w fantasy. Ot, uroki prozy gatunkowej.
Jeszcze raz dzięki! Pozdrawiam!
Od: Autor PannaLawenda
twarz żeńska
14.03.2017
Witaj.

Masz świetny warsztat. Akcja płynie tak wartko, że nie sposób się nudzić. A przy tym niczego nie gubisz, nie pomijasz. Jest zamysł, świat wykreowany jest wiarygodny, bohaterów poznajemy w akcji, nie z wymuszonego opisu. Bardzo polubiłam Mila. Widziałam go oczyma małej dziewczynki. Miłe uczucie - cofnąć się do lat dziecinnych w tak naturalny (dzięki Tobie) sposób.

Opisy masz tak przyjemne, że aż zazdroszczę. Wszystko na czym każesz się zatrzymać, co pokazujesz, jest właśnie tym, co powinno się obejrzeć w Twoim świecie. - i wioska w górach, i targ w mieście, pokaz kaleki, spalone ciała, Ćmok, las - aura niezwykłości,, w której żyją postaci, w której da się żyć. To wszystko jawi się przed nami, powstaje za pomocą słów.

Mam nadzieję, że to fragment większej całości, węgielkowy ptak - czy to 'cos', co czuwa nad Milem? Co widzimy na rysunku dziewczynki? Jestem zaintrygowana.

Wyrosłam już (trochę, jednak nie do końca) z fantastyki, lecz w takim wydaniu - mogę być fanką do późnej starości. Dziękuję, że przypomniałaś mi o tym.

Nie będę udzielać rad, nie mam takich "kompetencji", chciałam tylko opisać mój odbiór. Mam nadzieję, że wstawisz dalszy ciąg tej historii, przeczytam na pewno.

Życzę powodzenia w konkursie i oczywiście papieru.

Pozdrawiam.
Od: Pióroman Urbi
twarz żeńska
16.03.2017
Dziękuję za komentarz! Cieszę się, że udało mi się do Ciebie trafić z opowieścią :) Dalszy ciąg jest w trakcie powstawania.
Pozdrawiam!
Od: Autor PannaLawenda
twarz żeńska
04.03.2017
„Bern był wioskowym głupkiem”. To pierwsze zdanie, na jakie zwróciłam uwagę. Nazwanie wprost postaci „wioskowym głupkiem” trochę mnie razi w opowiadaniu. Wolałabym na podstawie treści sama wyciągnąć taki wniosek. Ale być może jest to tylko kwestia moich preferencji.
Piechur, sukienczyna, jakże, ażeby, lichy, pośród etc.. Lubisz anachronizmy. Stosujesz język stylizowany na wysoki. W porządku, tylko gdy pojawia się kwestia: „… zawsze to jedna gęba mniej do wyżywienia”, i nie należy ona do dialogu, od razu myślę o niekonsekwencji. Drugi przykład: „…dla dziewczyn była zbyt mało dziewczyńska, a dla chłopaków nadal była dziewczyną?”Nie sądzisz, że w wybranym przez Ciebie stylu, egzamin zdałyby raczej: „dziewczęca” oraz „chłopców”.
Zastanawiam się, czy ta stylizacja, na którą się zdecydowałaś, nie jest zbyt wysiłkowa. Przy czym zaznaczę, że język „wysoki” nie jest wyborem złym, rzecz w tym jednak, że sprawdza się tylko, gdy operuje się nim umiejętnie. Inaczej jest to trochę jak niepasujący rekwizyt, np. falbanki przypięte do sportowej bluzy. Warto byłoby przećwiczyć ten styl, jeśli się ku niemu skłaniasz, albo spróbować sił w innych konwencjach. Jak myślisz?
„Chuda dziewczynka ginęła wśród rozemocjonowanych łokci, torujących sobie drogę…”. Rozemocjonowane łokcie?
„…oddać po drodze kuksańce kilku zbyt bardzo spieszącym się przechodniom”. Zbyt bardzo?
„…truchła zdechłego kota” – jeśli truchło, to „zdechłego” jest już zbędne.
„Jego miękki głos rozchodził się jak masło wśród rozpalonych jak żelastwo trzasków, krzyków i jęków”. Trochę mi się gryzie porównanie głosu do masła. Plastyczne opisy, barwne metafory - tak, ale z głową.
„Plac zamienił się w czarny obłęd.”; „Ostrożnie przeniósł ją brodząc między spalonymi kupkami rozpaczy…; „Ci, którzy nie zdążyli uciec z brukowanego rynku zamienili się w ciemne bestie w popękanych skorupach.”
„Obłęd” lepiej pasuje do opisu stanu emocjonalnego niż miejsca. „Spalone kupki rozpaczy” – zbyt egzaltowane. „Ciemne bestie w popękanych skorupkach” – niestety, groteskowe, a miała być groza i rozpacz.
„Prawą rękę miał obolałą i rozciągniętą nad głową, nie mógł nią sprawnie ruszać. Drugą energicznie starał się znaleźć ten cholerny sztylet”. „cholerny sztylet” –epitet byłby zasadny, gdyby nie wypowiadał go neutralny narrator. Zwróć uwagę na momenty, gdy piszesz z perspektywy bohatera, a kiedy narratora, i jakie są albo powinny być między nimi różnice.
Pozytywne odczucia wzbudziły we mnie poniższe zdania:
„Nie przejmowała się jednak, bo codziennie oglądała nowe i niesamowite widoki, inne od tych, do których przez ostatnich osiem lat przywykła, a Mil nie był gwałtowny, kiedy się gniewał. Marszczył tylko brwi i mruczał pod nosem: „Źle, nie tak…”. Nigdy nie podnosił głosu.” Brzmi ładnie, rytmicznie. Miałabym propozycję małej zmiany – po „…oglądała…” wstawiałabym: „coś ekscytującego, w niczym nie przypominającego tego, co widziała do tej pory”.
„Jednak twarz miał piękną, spokojne i łagodne oblicze rozświetlała pewność siebie i determinacja.” – również bardzo ładne zdanie, ale mała sugestia: może wystarczy tylko „łagodne”? Albo chociaż przecinek między „spokojne” a „łagodne”, zamiast kropki.
„To co robił wydawało się takie odległe i niepotrzebne.” – Krótkie, nastrojowe zdanie. Wiele wnosi do opisu stanu psychicznego bohaterki w tamtym momencie. Może nawet zrezygnowałabym ze zdania następującego po nim.

Co do zakończenia.
„Wiedziałem… – mruczał, gdy składał pośpiesznie kartkę ze szkicem leżącego na szyszkach mężczyzny wymachującego sztyletem przed skrzydlatą bestią z kolcami na grzbiecie i nakreślonego ponad nimi ołówkową kreską ptaka z paciorkowymi czarnymi oczkami błyszczącymi przenikliwie”.
Pomijając nawet brak interpunkcji, zdanie jest zbyt długie i ledwie czytelne. Musiałam przeczytać je kilka razy, żeby dokładnie wyobrazić sobie to, co widział bohater. Powinnaś ten opis rozbić na kilka zdań i trochę oszlifować z dekoracji. Może być nawet dłużej, ale na pewno musi być konkretniej.
Reasumując, uważam, że historia ma potencjał, podobnie jak Twoje pióro. Niemniej, powinnaś poćwiczyć nad formą. Widziałam tę historię oczami wyobraźni i pewnie chętnie bym zobaczyła ją także w wersji ekranowej, ale sam tekst zbyt często zgrzyta. Potrafisz zbudować naprawdę fajne zdania, niestety giną w natłoku mniej udanych. Ale za to Twoje dialogi brzmią naturalnie. Może pisz ich więcej? Nadałaby opowiadaniu żywszego tempa.
Życzę wytrwałości w pracy nad ostrzeniem pióra. Pozdrawiam! :)


Interpunkcja do powtórzenia. Literówki, np. „Prze przerwy miała ten obraz przed oczami”. Powtórzenie w zdaniu „Zza wzniesienia kilka metrów przed nimi coś zaczęło się wznosić”.
Od: Pióroman szMery
twarz żeńska
05.03.2017
Dzięki za komentarz i skupieniu się na językowym aspekcie tekstu. Odnośnie Twoich uwag - doceniam wnikliwą analizę mojego tekstu.
Niektóre błędy, które zauważyłaś, jak to nieszczęsne truchło czy łokcie zdążyłam już wyłapać i bezsprzecznie się z Tobą zgadzam.
Co do wioskowego głupka - ten fragment miał być jedynie wstępem, nieprzydługawym, tyle tylko aby wprowadzić czytelnika do historii. Dlatego zastosowałam ten zabieg, trochę gawędziarski, żeby nie zanudzać opisem nic nie wnoszącego do historii Berna.
Opis tragedii na rynku, z racji tego, że narracja prowadzona jest z perspektywy dziecka, dostosowany został do stopnia jego percepcji. Dziecko widząc śmiertelnie poparzonego, zdeformowanego człowieka nie nazwie go inaczej niż potworem, bestią. Stąd taka metafora. Reszta opisu ma się podobnie.
Ostatni zaś fragment jest wyraźnie pisany z perspektywy Mila. I widać to już znacznie wcześniej. Uwagi, które mogą pochodzić tylko od bohatera, a nie od neutralnego narratora pojawiają się od samego początku tej części, zaraz po tym, jak Mil rozstał się z dziewczynką. Przykłady - ocena Ćmoków, jako durnych, uwaga o tym, że przydałoby się mieć lepszą broń, , o tym że z ludźmi łatwiej unikać walki. Są to myśli wplecione w narrację, mowa pozornie zależna i "cholerny sztylet" nie stanowi tu odstępstwa.
Dzięki za uwagi, pomogą mi na pewno pisać bardziej świadomie :). Pozdrawiam!
Od: Autor PannaLawenda
twarz żeńska
06.03.2017
Cieszę się, jeśli moje uwagi okazały się pomocne. Co do mowy pozornie zależnej - rozumiem Twój zamysł, nie jestem jednak pewna, czy przekształcenia percepcji zostały wplecione w tekst w sposób satysfakcjonujący na tyle, aby czytelnik nie odczuwał wątpliwości. Takie odczucia miałam ja, a jestem jednym z nich :)
Życzę sukcesów i pogłębiania umiejętności :)
Od: Pióroman szMery
twarz żeńska
02.03.2017
Już pierwsze zdanie powoduje zaciekawienie. Precyzujesz górę „Arl Pitren”, ale nazwa wioski i przełęczy (później miasta) są już pomijane, a szkoda (polecam punkt naszego poradnika o nazwach własnych). „Wszak była to już wiosna. Śniegi topniały, odkrywały coraz wyżej położone świeże i soczyste trawy, które czekały, aby pognać na nie stada owiec.” – świetny ten opis, dobrze umiejscowiony, wprowadza stonowane tempo do narracji, jestem pod wrażeniem. Świetnie opisujesz panujące w wiosce stan i nastroje. W sumie to czytając dalej dochodzę do wniosku, że wszystkie opisy są u Ciebie mistrzowskie. Genialnie działają na wyobraźnie i aż chciałoby się tam przenieść i ujrzeć to na własne oczy. Bałem się, że ten tekst będzie może takim bezosobowym opisem całej społeczności, jednak na szczęście szybko skoncentrował się na pojedynczych bohaterach. Postać Ranïi jest pięknie nakreślona, Mil także jest bardzo sympatyczny, a to jest najważniejsza cecha bohaterów głównych. „ Nie wiedział co robić i był pewien, że nawet gdyby zastanawiał się pół dnia nie wpadłby na żaden wspaniały pomysł. Trzeba będzie zaryzykować.” – to brzmi jakby było z perspektywy Mila (choć może się mylę), a narracja prowadzona jest przez większość czasu z perspektywy Ranïi. Końcówka jest bardzo ekscytująca i zaskakuje. Domyślam się, że to Ranïa jest tym ptaszkiem, ale przez chwilę się tu głowiłem, bo rysunek przedstawiał scenę także z samym ptakiem, myślę, że klarowniej by to wyszło gdyby przedstawiał tylko widok z gałęzi bez samej sylwetki ptaka.


Podsumowując, bardzo mi się podobało, czytałem z wielkim zaciekawieniem. Pieczołowitość opisów i drobnych szczegółów dopełniających obrazy scen i postaci była jak dla mnie niezwykle imponująca. Z tego też powodu utwór mimo swojego fantastycznego świata był niezwykle wiarygodny czasami nawet pozwalając mi się tam wręcz przenieść. Piszesz też bardzo rytmicznie, tak, że tekst w żadnym miejscu nie grzęźnie w swoich słowach, a po prostu się przez niego płynie, jest to zwłaszcza zaleta gdy historia samej opowieści dorównuje stylowi i w tym przypadku tak było.
Najlepszy moment, to chyba ten w którym Ranïa wspomina swoje dotychczasowe życie. Cytat?, jest ich tak wiele, że pewnie skopiowałbym połowę tekstu. Naprawdę ten rozdział to kawał solidnej roboty i jeśli utrzymasz formę i zaciekawienie, to myślę, że z pewnością zobaczymy całość w druku. Nie mam zbyt wielu rad, które mógłbym Ci dać, to raczej ja mogę brać przykład z tego utworu. Pomyśl o wspomnianych nazwach własnych, dysonansie narracji i myślę, że przydałoby się jakieś wyraźniejsze nakreślenie celu, bo wiemy, że on jest i że bohaterowie nim podążają, ale sądzę, że powinnaś była uchylić nieco więcej rąbka tajemnicy. Z niecierpliwością będę wyczekiwał kolejnego rozdziału. Pozdrawiam.
„krzyku. głowie „
„Prze przerwy miała”
„ nie rozbiło różnicy”
Od: Pióroman Adam Mekla
twarz męska
05.03.2017
Dziękuję za tak budujące słowa i uwagi!
Dysonans rzeczywiście się wkradł :) Przerobię go na wypowiedź Mila, mamrotanie pod nosem, aby nie było zgrzytu w narracji.
Co do nazw własnych - wioska rozmyślnie nie została dookreślona, bo z założenia jest to jedna z wielu podobnych osad, zmagających się z ciężkim życiem i jako taka nie jest istotna dla historii. Możliwe, że zostanie wspomniana w dalszej części, we wspomnieniu dziewczynki. Miasto faktycznie powinno być nazwane - pomyślę nad tym.
Co do zakończenia tej części, nie chciałabym na razie zdradzać, jakie wnioski płyną z tego, że dziewczynka narysowała scenę walki z Ćmokiem, to celowy zabieg, który ma postawić czytelnika na miejscu Mila. Powiem tylko, że co czytelnik, to inne wytłumaczenie ;) Cieszę się, że wyszło tak nieoczywiście, bo chciałam uniknąć wykładania wszystkiego na tacy.
Wielkie dzięki za komentarz!
Od: Autor PannaLawenda
twarz żeńska
28.02.2017
Brawo. Bardzo dobry tekst. Jak zaznaczył autor jest to fragment większej całości. Jeśli ta całość jest na takim samym poziomie, to z niecierpliwością czekam żeby ją przeczytać. Teraz po kolei. Początek interesujący, prowokujący do dalszej lektury i ciekawość co stało się z dziewczynką, która zniknęła z wioski. Bardzo bogate i szczegółowe opisy przedstawianego świata, przemyślane i znakomicie oddające klimat i nastrój powieści/opowiadania. Dzięki nim tekst wciąga czytającego w nieznany, tajemniczy świat kreowany przez autora.
Postaci nakreślone również bardzo dokładnie, z wieloma detalami i szczegółami, co ponownie powoduje zanurzanie się w fantastyczny świat wykreowany przez Ciebie.
Dialogi przemyślane, bez zbędnych dłużyzn. Postaci mówią wszystko to co konieczne, aby uzupełniać toczącą się akcję. Podobały mi się też imiona wymyślone przez autora, jak i oryginalna nazwa latającego potwora – Ćmok, zamiast oklepany smok ;)
Historia bez wątpienia ciekawa i oryginalna, choć może nie jakoś wyjątkowo nowatorska, bo podobne klimaty zdarzyło mi się już czytać. To jednak nie zarzut, bo autorowi udało mnie zainteresować, tak więc…jest w tym tekście to tzw. COŚ :)
Zakończenie zamieszczonego fragmentu intrygujące i ponownie zachęcające do poznania dalszego ciągu. CO też takiego tkwi w dziewczynce, że narysowała walkę z Ćmokiem.
Warsztatowo moim zdaniem bardzo poprawnie. W którymś miejscu dostrzegłem jakąś literówkę, ale to na tle całości nieistotny drobiazg. Bardzo dbasz o precyzję, detale i szczegóły. Dostrzegam wyraźnie szacunek dla czytelnika. Serdecznie pozdrawiam i życzę kolejnych tak dobrych tekstów.
Od: Pióroman Ryszard Gwiazdoklucz
twarz męska
28.02.2017
Dziękuję za komentarz! Co do całości - jest w fazie powstawania, a czytając takie komentarze jak otrzymany od Ciebie jestem pewna, że długo nie potrwa nim Rania i Mil otrzymają ciąg dalszy swojej przygody. Dzięki za motywujące słowa!
Pozdrawiam
Od: Autor PannaLawenda
twarz żeńska
28.02.2017
Świetny tekst, choć nie jestem fanem tego typu opowiadań. Jak napisała autorka jest to fragment większej całości. Nie przeszkadzało to jednak w czytaniu, wręcz przeciwnie zaostrzyło apetyt na ciąg dalszy ;)
Początek świetny, zachęcający do dalszego czytania i dowiedzenia się co stało się z dziewczynką. Szczegółowe opisy przedstawianego świata, przemyślane i oddające klimat oraz nastrój opowiadania. Sprawia to, że tekst wciąga czytelnika w świat tworzony przez autora. Świat tajemniczy, intrygujący i pełen zaskakujących zdarzeń.
Postaci opisane bardzo dokładnie, szczegółowo, co też zachęca do dalsze lektury.
Dialogi niezbyt długie, ale wystarczające. Bohaterowie mówią to co trzeba i opowieść toczy się dalej bez niepotrzebnej paplaniny.
Historia oryginalna i pomysłowa, mimo, że… coś tam przypomina, ale nie na tyle by nie zaciekawiła.
Doczytałem do końca, który zapowiada interesujący dalszy ciąg. Zagadkowy rysunek młodej bohaterki, skąd ona wiedziała o walce z potworem? Nawiasem mówiąc fajna nazwa potwora, nieco żartobliwie brzmiąca. Ćmok – fajnie.
Nie dostrzegłem żadnym błędów, wręcz przeciwnie bardzo dbasz o język, szczegóły i czasem wręcz na pozór drobiazgi, które tylko dodają kolorytu całemu tekstowi i powodują, że tekst autentycznie wciąga. Jak wspomniałem na początku tego typu powieści nie należą do moich ulubionych, ale zainteresował mnie zamieszczony fragment, a to tym bardziej świadczy o jego klasie. Pozdrawiam i tak trzymaj.
Od: Pióroman Wygasły Pióroman
twarz męska
05.03.2017
Dziękuję za komentarz! Cieszę się, że udało mi się Ciebie zainteresować :)
Każda historia coś przypomina, wiadomo - mówi się, że wszystko w literaturze już było.
A tak na marginesie - Ćmok był demonem w wierzeniach naszych słowiańskich przodków. Nie za wiele o nim wiadomo i dlatego przykuł moją uwagę i dostał swoją rólkę w tekście.
Od: Autor PannaLawenda
twarz żeńska
25.02.2017
Zostawiłam sobie ten utwór na koniec, bo jest najlepszy z przydzielonych i jeden z najlepszych jakie w ogóle tu przeczytałam.
Przede wszystkim zacznę od tego, że nie lubię takiego gatunku i takie opowiadania omijam, zazwyczaj, szerokim łukiem. A tu - proszę. Przeczytałam niemalże jednym tchem:)
Początek tajemniczy i bardzo klimatyczny. Niczego nie obiecuje i niczego nie sugeruje, ale intryguje i zachęca do czytania.
Opisy postaci i miejsc niezwykle sugestywne, wręcz namacalne. Widziałam i góry, i wioskę, i targowisko, i las... Dosłownie jakbym podążała za nimi:)
Klimat fantastycznie buduje napięcie i jest idealnie dopasowany do charakteru utworu. Zresztą tak samo jak dialogi, pisane starym językiem i pasujące do konkretnych sytuacji. Jest w tym konsekwencja...
Utwór jest nowatorski i nieprzewidywalny. W żaden sposób nie można odgadnąć zakończenia, co nie pozwala na przerwy w czytaniu. (Muszę przyznać, że po akcji z potworem i ptaszkiem - domyśliłam się zakończenia:)
Historia wciągająca i stopniująca emocje, zależnie od danej sceny. Wydarzenie na targowisku - MEGA!
Wszystko tu było przemyślane i wyważone, bez zbędnej przesady. Utwór z jednej strony "odrealniony" i niesamowity, z drugiej - porusza ważne i smutne tematy codziennego życia, skłania do refleksji... Można to wyłapać czytając między wierszami, np. dziecko pozbawione miłości rodziców wcale nie jest rzadkością. Czytelnik może uświadomić sobie ogrom bólu odrzuconego dziecka, które wybiera podróż z podejrzanym nieznajomym, niż powrót do rodzinnego domu! To jest tragedia, nad którą warto się zastanowić. I tu - świetny zabieg - opisanie rzeczywistości beznamiętnie, bez emocji - (Rodzina nie zaprząta sobie głowy szukaniem dziecka, bo to tylko dodatkowa gęba do wykarmienia). Bezemocjonalny stosunek narratora tylko podkreśla wagę problemu i uświadamia czytelnikowi problem znieczulicy społecznej. Chyba, że się mylę, czy taki był między innymi, zamysł?
Sposób wyrażania emocji przez rysowanie - znany od tysiącleci i zawsze aktualny. Nic dodać, nic ująć. Świetny tekst. Piszesz też inne gatunki? Chętnie przeczytałabym jeszcze coś:)

Od: Pióroman Ahaja
twarz żeńska
26.02.2017
Dziękuję za tak entuzjastyczny komentarz! Oczywiście zamysłem było podkreślenie kilku drażniących społecznie kwestii. Dziewczynka w tekście jest nieświadomym bohaterem swojego dramatu - z jednej strony brak zdrowej relacji rodzinnej, z drugiej wystawanie poza ograniczone wioskowe normy i schematy. Sama uwielbiam czytać teksty, które przemycają i uwypuklają problemy społeczne w nieoczywistej formie.
Piszę również science-fiction, głównie w klimacie postapokaliptycznym, albo opowieści dla dzieci. Jak na razie nie próbowałam w innych gatunkach.
To jest dopiero drugi tekst, jaki wrzuciłam do sieci (wcześniej na Weryfikatorium). Może się przełamię i zacznę częściej coś zamieszczać.
Na pewno zaś Węgielkowy ptak doczeka się kontynuacji :)
Od: Autor PannaLawenda
twarz żeńska
24.02.2017
Zaczynasz ciekawie, intrygującą postacią, zagadką, która powoduje, że chce się czytać dalej. Podoba mi się to i zachęca do dalszego poznawania tej historii. Całość, to ciekawie stworzony i opisany, fantastyczny świat, któremu niezwykłe imiona i nazwy nadają głębię i charakter. Stworzyłaś klimat tego miejsca, wciągając czytelnika bez pamięci. Nie mogłam się oderwać od czytania. Nauczona podobnymi historiami tego gatunku, cały czas zastanawiałam się, co takiego jest w tej dziewczynce, co Mil w niej widzi, czego nie widzą inni. Miło zaskoczyłaś mnie zakończeniem, odkrywając tę tajemnicę, zostałam jednak z pewnym niedosytem, chcę więcej, chcę wiedzieć do czego jest zdolna, jak wykorzysta te zdolności Mil. Wygląda na to, że opowiadanie które napisałaś, to świetny początek dobrej, dłuższej historii, która utrzymana w tym klimacie, byłaby czymś wyjątkowym. Wszystko oczywiście zależy od tego, jak dalej byś ją pociągnęła, ale patrząc na to, co już jest, wierzę, że pomysłów Ci nie brakuje. Włożyłaś w to wiele pracy, co widać, jednak jest klika niewielkich niedociągnięć, łatwych do wyeliminowania, żeby było idealnie. Postaram się naprowadzić Cię na nie, mam nadzieję, że będzie to pomocne.
Pierwszy mały zgrzyt pojawił na samym początku chodzi o ten fragment:
"Gdyby nie to, że Bern był wioskowym głupkiem i nie miał aż tyle rozumu..." - nie pasuje mi ta wstawka do całości utworu. Myślałam ze może taki styl zachowujesz dalej, jednak później pojawiają się bardzo wyszukane słowa i sformułowania, co powoduje, że muszę Cię odesłać ponownie do poradnika do pkt:
Adept:
1. Przerost formy nad treścią
2. Niekonsekwentność:
A. Stylu.
Na tę chwilę wygląda to tak, jakbyś nie mogła się zdecydować której formy użyć. Moja luźna propozycja: Gdyby nie to, że Bern nie należał do najinteligentniejszej części tej małej społeczności i nie umiał kłamać, nikt by mu nie uwierzył.
Wydaje mi się, że to bardziej pasuje do całości.
Fragment: "Matka dziewczynki była rozsądną kobietą i szybko pogodziła się ze stratą." - jeszcze bardziej wprowadza w ten nieprzyjazny i niebezpieczny świat. Żadna matka nie godzi się łatwo z taką sytuacją, dlatego ten zabieg powoduje jeszcze większe zbliżenie się do klimatu świata który stworzyłaś. Nadaje mu konkretny charakter i głębie, sprawia że historia nie jest płytka. Z resztą jest więcej takich smaczków. Jeśli to był celowy zabieg, to jest super.
Wkraczając do miasta, widziałam to wszystko co tam się działo, pobudzasz wyobraźnię doskonale opisami, które nie są przeładowane, nie powodują natłoku zbędnych informacji, dla mnie idealne.
"Chuda dziewczynka ginęła wśród rozemocjonowanych łokci, torujących sobie drogę..." - tutaj pewnie jest jakiś błąd, ale wyszło nawet zabawnie, od wczoraj kiedy przeczytałam to pierwszy raz, wyobrażam sobie te rozemocjonowane łokcie ;) Reszta opisu nakierowuje na to, co chciałaś przedstawić wskazując na łokcie, nogi i brzuchy, jednak efekt jest trochę groteskowy. Jeśli już ma to mieć taką formę, to niech te łokcie będą rozpychające się, albo natarczywe, nie będą wtedy budzić śmiechu :)
Scena na rynku.. hmm.. bardzo ciekawie opisana, ilość postaci i kolorów, opisów - super. Masz naprawdę nieograniczoną wyobraźnię i co najważniejsze, potrafisz to przekazać. Wiele osób ma problem z wylaniem swoich pomysłów na papier, u ciebie tego problemu raczej niema. To samo dotyczy ostatniej akcji z ćmokiem, wciąga i porywa kompletnie.
Same postacie są namacalne, realne ze względu na swoje ludzkie uczucia, które doskonale przedstawiłaś, nie są może jakoś szeroko opisani, mało wiemy o ich wyglądzie czy ubiorze dziewczynki, za to nie są nieskazitelnymi superbohaterami. Szczególnie tyczy się to Mila, który popełnia błędy, czy odczuwa strach. Na końcu pokazujesz nam relację jaka ich łączy, Mil z obawą chciał jak najszybciej dotrzeć do Ranii.
Jak już wspominałam, samo zakończenie jest bardzo ciekawe, chce się więcej. Ostatnie zdania przywitałam z rozczarowaniem, że to już. Chociaż przyjrzyj się powtórzeniom na ostatnich stronach, bo trochę rażą.
Gratuluję, napisałaś naprawdę dobrą historię. Niewiele trzeba żeby była idealna, to wszystko kosmetyka, łatwe do wypracowania i poprawy. Szczerze życzę zwycięstwa, mimo że sama o nie walczę ;)
Mam nadzieję, że mogłam być chociaż trochę pomocna. Pozdrawiam serdecznie.
Ale sztuczka się nie wypaliła
Od: Pióroman Albi
twarz żeńska
25.02.2017
Dziękuję za tak miły komentarz! Bardzo się cieszę, że Ci się podobało. Dzięki zwłaszcza za praktyczne i trafne wskazówki. Niedługo będę wracać do tej historii i bardzo mi się one przydadzą.

Masz rację, że wstęp może stylistycznie nieco zgrzytać z resztą tekstu. Ten "wioskowy głupek" był zamierzony, bo celem było uzyskanie choć trochę narracji w postaci gawędy czy też podobnej, ale różniącej się od dalszej części. Po Twoim komentarzu uważam, że chyba taki zabieg jest zbędny i faktycznie można by inaczej zbudować to zdanie.

Co do łokci - zdaję sobie sprawę, że czasami mam skłonność do nadużywania animizacji i antropomorfizacji i tu chyba jest tego najlepszy przykład. Dzięki za wychwycenie. Słowo natarczywe rzeczywiście by lepiej pasowało.

Jeszcze raz dziękuję za nieocenioną pomoc i również życzę powodzenia w konkursie! Może także będę miała okazję przeczytać Twój tekst. Pozdrawiam!
Od: Autor PannaLawenda
twarz żeńska
25.02.2017
Niecierpliwie będę czekała na kontynuacje.
Od: Pióroman Albi
twarz żeńska