Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Obecnie w pracowni:
ikonka utworu

Komentarze do:
Próżne żale

23.04.2017
Rozpoczynasz opisami, które nadają niesamowitą atmosferę, trochę niepokoju, oczekiwania na jakieś tąpnięcie, które we wstępie się nie pojawia, ale jednocześnie nie wygasa po słowach mówiących o żonie grabarza.
Po chwili kiedy przechodzisz do kolejnego fragmentu, zaczynam się zastanawiać, czy masz jakiś fetysz związany z mięsem i procesem jego przetwarzania ;) Tak dokładnie opisujesz ten proces, że pewnie już nigdy krojenie mięsa na kotlety nie będzie takie samo.
Wracając do tekstu, nie mogę połączyć dwóch pierwszych fragmentów, które są taką jakby zajawką, niedokończone i niewyjaśnione, mącą mi w głowie.
Kolejna część, trafia prosto w serce. mimo, że początek jest trochę wykładniczy, to reszta - genialna. Dialogi są niesamowicie naturalne, wydają się jakby spisane z życia, niema tutaj miejsca na sztuczność, czy płytkie teksty. Wplatasz między wierszami informację o chłopcu, kilka wskazówek na temat jego wyglądu, to też jest super. Jednak po 1/3 całego utworu, nadal nie wspomniałaś nic na temat głównej bohaterki, jest bezimienna, nieokreślona, taka trochę przezroczysta. W tym fragmencie nakreślasz o drobinę jej charakter, kiedy okazuje pomoc chłopakowi. Niechętnie, ale jednak to robi. Jakieś wskazówki na temat jej wyglądu, żeby stała się realna, namacalna, ułatwiłyby wyobrażenie sobie tego świata.

"Było już południe, gdy usłyszała gdakanie przepłoszonych perliczek. Wiedziała, co to znaczy. Chwyciła miotłę i stanęła za węgłem." - trochę mniej wykładniczo, to ważne, bo wcześniej bardzo dokładnie i w ciekawy sposób opisywałaś otoczenie (pierwsza strona), a ten kawałeczek jest taki jakiś spłaszczony. - Kiedy słońce stało już w najwyższym punkcie, z za zamkniętego, zakurzonego lekko okna, doleciały do niej dźwięki mocno zaniepokojonych perliczek, które przepłoszone wzniosły w górę kurz z wyschniętej ziemi. - Nadal utrzymując atmosferę, którą wcześniej stworzyłaś - Wiedząc co oznacza to nagłe poruszenie, kobieta chwyciła miotłę i szybkim susem wskoczyła za węgiel, oczekując w cieniu, niezauważona. (Ok.. pisałaś o śniegu ;) to może jednak nie wysuszona ziemia, jak widzisz brak szerszych opisów, spowodował u mnie zagubienie, zapomnienie. Nie mam pojęcia jaka jest pora roku w tym fragmencie)
Brakuje mi tutaj trochę opisów, samej chaty, czy domu, Skupiasz się bardzo na emocjonalnej stronie utworu,. Mam wrażenie, że taki masz styl, sposób pisania, na to samo zwracałam uwagę przy poprzednim utworze. Trzeba nad tym pracować, znam niestety ten ból ;) w konkursie sama dostałam nieźle po głowie za skupienie się przede wszystkim na emocjach i uczuciach, ale to trochę inna forma utworu, niemniej jednak, ciągłe szukanie tego wyśrodkowania jest trudne, chociaż patrząc na utwory wielkich pisarzy, nie jest niemożliwe, więc jest nadzieja i dla nas.
Kolejny fragment, obfituje już w opis kobiety, wiemy jak ma na imię, jaka jest jej historia, zastanowiłabym się, czy nie dać go na początku, też kończy się tajemniczo. Dodajesz kolejną dawkę emocji, ale ciągle przyciągasz tą tajemnicą, którą nadal chcę poznać, dowiedzieć się na kogo tak nieustannie czeka w tej swojej beznadziei i rutynie.

Niestety, nie jest mi dane dowiedzieć się co to za człowiek, czego chce.
Muszę przyznać, że Twoje utwory mają w sobie coś magicznego, taką głębię, która wciąga i pochłania umysł, mimo trudności w zrozumieniu tego co przedstawiasz, chcę czytać i odkrywać więcej. Problem niestety jest taki, że albo Twoje utwory są dla mnie zbyt skomplikowane, albo nie łapię wszystkich zawiłości, podtekstów, albo po prostu dajesz w nich za mało wskazówek. Tutaj też odnoszę wrażenie, że czytam jakieś mniejsze fragmenty, większego tekstu, z tym że tym razem jeszcze pomieszałaś ich kolejność, żeby było ciekawiej. Brak mi ciągłości w tej historii, gubię się w niej. Poruszasz wiele wątków, jednak niewiele ciągniesz dalej, większość pozostaje niedokończona. Przez to wszystko utwór, mimo że coś w sobie ma, to jest po prostu trudny w odbiorze. Zastanawiam się nawet, czy kiedyś próbowałaś swoich sił w poezji? Tam jest miejsce na takie niedopowiedzenia, zamyślenia, czy własne interpretacje, nie znam się na poezji jakoś specjalnie, ale tam jest to chyba nawet wskazane.
Natomiast w prozie czytelnik oczekuje pewnego porządku, poskładania całości, ciągłości historii.
Udało Ci się stworzyć pewną więź czytelnika z bohaterami, nie rozwija się ona jakoś bardzo, ale wystarczyło aby odczuć smutek na wieść o śmierci chłopca, czy poczuć sympatię i współczucie do Zuzanny. Swoją drogą - podoba mi się dobór imienia do tej postaci, pasuje idealnie. Brakuje mi wyjaśnienia wątku przybysza, czy informacji o żonie grabarza z pierwszego fragmentu nie umiem tego z niczym połączyć.

Potrafisz pisać fantastyczne opisy, udowodniłaś to troszeczkę w "Kiedy Bóg śpi", pokazując wyraźnie pewne szczegóły. Pokazałaś to tutaj, tworząc nimi fantastyczny klimat, niepowtarzalną atmosferę już na pierwszej stronie. Warto więc walczyć o zbliżenie się do doskonałości, o szukanie wyśrodkowania. Odnoszę wrażenie, że jesteśmy na podobnym poziomie jeśli chodzi o emocje, empatię, chęć oddawania uczuć w utworach, to dominuje nad całością, a niestety nie każdy czytelnik chce tak bardzo zagłębiać się w kwestie emocjonalne, oczekuje również toczenia się ciekawej i wciągającej akcji, myślę że to kwestia czasu i prób.

Mam nadzieję, że mogłam pomóc, pozdrawiam.
Próżny żal – wyszeptała ni to siebie - brakuje "do"
Od: Pióroman Albi
twarz żeńska
23.04.2017
Kochana Albi, jesteś szalenie pracowitą i życzliwą, portalową pszczółką :P Wielkie dzięki za Twój wysiłek.
Jak zawsze komentarz jest wnikliwy do granic i można się z niego bardzo dużo dowiedzieć o własnej pracy.
Cieszę się, że łączy nas emocjonalność, choć nie każdy czytelnik lubi takie pisanie, cóż, nie sposób być kimś innym, niż się jest. Można próbować, ale czy warto? Czy tekst, który przestanie być mój, nie będzie mnie obchodził, będzie dobrym tekstem?
Kwestia przybysza, tajemnicza, owszem, to ukłucie palca w kościele, dziwne znaki, woń spalenizny, siarki - ma sugerować "złego ducha", diabła, którego niby ona widzi (mężczyzna), ale może to tylko skutek wieloletniej samotności, odchodzenia od zmysłów, mentalnego odizolowania? Nie potrafię dawać gotowych recept i często mi się to zarzuca, słusznie. Sama często nie wiem, gdzie zaprowadzi mnie historia. Mięso - to może tylko wprawka zapowiedziana przez złego (przybysza), a może już Frączkowie, zakopywane w lesie kości też - może jakieś zwierzątko przywleczone przez chłopa, a może efekt finalny - zbrodnia na wyrodnych rodzicach. Uf. Sama gdybam. Stąd przypadkowa kolejność (no nie do końca), by można było je interpretować wieloznacznie.
Opisu Zuzanny, jej życia, nie wstawię na początku, bo właśnie jest to długi opis. Takie początki są nudne. Przeważnie. Moje są. Kiedyś tak robiłam, a teraz wpycham na głęboką wodę, by przykuć uwagę.
Dziękuję Ci za Twoje propozycje opisów. Są rewelacyjne. Chyba cechuje mnie brak cierpliwości i nie lubię się zatrzymywać nad szczegółami, które nie pojawiają się w mojej głowie wyraźnie. Ale popracuję nad tym.
Raz jeszcze dziękuję. Kłaniam się z szacunkiem przed Twoim kunsztem komentatorskim. Pozdrawiam.
Od: Autor Urbi
twarz żeńska
23.04.2017
Brakujące słówko już kiedyś zauważyłam, ale zapomniałam. Dzięki za zwrócenie uwagi :P Poprawione.
Od: Autor Urbi
twarz żeńska
23.04.2017
Masz rację, bardzo ważne jest, żeby być w zgodzie ze sobą, piszemy przecież z serca, nie tylko z głowy. Zastanowić się trzeba jednak, czy piszemy tylko dla siebie i sobie podobnych, których może być nie wielu, czy chcemy dotrzeć do szerszego grona?
Co do opisu Zuzanny, to racja, to co jest w tekście, jest zbyt długie na wstęp, ale długo każesz czekać a jakiekolwiek informacje o niej.
Ty wiesz, że ja nie wyłapałam od razu, że to ona zabiła rodziców chłopca? Wiele rzeczy wyjaśniła mi dopiero Twoja odpowiedź. nie wiem czy nie za wiele zostaje tutaj w domyśle.
W żadnym razie nie chciałabym Cię zmieniać, ale zwrócić uwagę na ważny fakt, że nawet czytelnik bardzo uważny i analizujący tekst (a wiele osób się po nim tylko prześlizgnie), nie wyłapuje wszystkich niuansów jakie się pojawiają.
Od: Pióroman Albi
twarz żeńska
23.04.2017
Zgadzam się całkowicie z Twoimi uwagami i wiem, jak wiele czeka mnie jeszcze pracy. Ostatnio piszę strasznie fragmentarycznie i zawile, siląc się na ujarzmianie formy i konstrukcję fabuły. Mam z tym kłopot i wcale nie tak wiele mglistych w dodatku pomysłów. Stąd widoczne usterki. Ale staram się i nie poddaję. Wróciłam do pisania po długiej przerwie, wynikającej z braku wiary, że to ma sens. Próbuję znów rozruszać mózg, wyobraźnię i palce. Dzięki takim radom, jak Twoje, widzę już jakieś efekty. Bardzo Ci za to dziękuję.
Od: Autor Urbi
twarz żeńska
23.04.2017
Niesamowicie się cieszę, że mogłam pomóc :*
Od: Pióroman Albi
twarz żeńska
23.04.2017
Zaryzykuję stwierdzenie, że się rozwijasz. Czytałam Twoje poprzednie prace i widzę postęp w ujarzmianiu formy. Wciąż jest sporo do zrobienia na tym polu, ale chyba uczysz się dość szybko, zakładając oczywiście, że ten utwór jest młodszy niż poprzednie. Jeśli nie, to masz dowód na to, że trzeba swoje utwory wystawiać do oceny innym. Nie raz można się złapać na tym, że opowiadanie, które sami uznajemy za swoje najlepsze albo jedno z takich, zbiera mierne recenzje. Warto to weryfikować.
Chciałabym podzielić się wszystkimi swoimi „ale”, w tym celu wyodrębnię poszczególne zdania z opowiadania, następnie je skomentuję.
„Za zakrętem wiecznie zapłakana wierzba rozcapierzyła łysawe witki, bo przecież nie ma już takich drzew na żadnym z zakrętów, przynajmniej tak jej się wydawało. Wieczny smutek ma w sobie coś heroicznego i poddańczego zarazem.” -> nie jestem przekonana do stwierdzenia „wiecznie zapłakana”, trochę to zbyt rzewne i siłowe, jeśli chodzi o kreowanie nastroju. Poza tym nie do końca rozumiem dalszy ciąg – wierzba rozcapierzyła witki, bo nie ma nigdzie już takich drzew? Dlatego je rozcapierzyła? Taki jest sens zdania. Niefortunnie je skonstruowałaś albo mi coś umknęło. Dalej pojawia się zgrabna refleksja o naturze smutku. Tylko że jej obecność jest chyba przedwczesna, przecież to dopiero pierwsza strona, poza tym nie współgra z melodią poprzednich zdań, gdzie pojawia się szorstkie sformułowanie o „rozcapierzonych witkach”. Wiesz, co mam na myśli?
„Ten rozmodlony półmrok zdawał się odłączać duszę od ociężałego ciała w rejony, gdzie istniała tylko ludzka wina. Jej wina.” Tutaj bardzo klimatycznie, ale nie poświęcasz dalej miejsca owej winie. Piszesz za to o „brudnej duszy godnej politowania”. Jako czytelnik bardzo chciałabym wiedzieć, co oprócz niezmierzonej samotności, tak gryzie tę bohaterkę. Sugerujesz jakieś okropności, ale na sugestii się kończy. W dłuższej historii miałoby to, rzecz jasna, sens, ponieważ pewnie gdzieś to wyjaśnienie by się pojawiło. W krótkiej formie (zakładam, że to całość a nie część) trochę ta zagadka miesza. Dla zachowania przejrzystości powinnaś zdecydować się tylko na wyobcowanie Zuzanny, ale osadzone zasadniczo np. w tak zwanej wyuczonej bezradności. Co ona zrobiła? Z takim pytaniem zostawiasz czytelnika, i trochę osłabiasz wrażenie osamotnienia, bo jak się okazuje, może mieć swoje nieciekawe tło, na które jednak nie wiadomo, co się składa. Biorę też pod uwagę, że umyka mi jakaś istotna treść, ale jeśli tak jest, to też powinnaś jako autor wziąć na to poprawkę.

- Matka? – wymówił Romek niepewnie. – Czy mnie broni przed ojcem? – przegryzał te myśl razem ze skwarkami, jakby jadł je pierwszy raz w życiu. – dialogi wychodzą Ci naprawdę dobrze. A tę część cytuję, bo pomyślałam, że dobrze wyszłaby tu zamiana „jadł” na „smakował”. Dzięki niej zdanie nabrałoby dwuznaczności – słowa też można smakować w wymiarze przenośnym, ale jeść – już nie.
„Skrobiny z ziemniaków rozsypały się po całej powierzchni, otaczając jej postać symboliczną aureolą.” Symboliczna aura z obierków. Trochę to groteskowe połączenie w moim odczuciu. I dlaczego symboliczna aura? Czy czytelnik ma pomyśleć o bohaterce jako o swoistej świętej? Męczennicy? Jeśli tak, natychmiast pojawia się pytanie, dlaczego bohaterka trwa w tej roli, skąd ta bierność, co kryje jej przeszłość etc. Za dużo pytań, za mało odpowiedzi.
Opowiadanie utrzymujesz w melancholijnych tonacji, i chyba można uznać to już za właściwość Twojego pióra ;) To stwierdzenie neutralne zresztą. Równie dobrze mogłabyś pisać w duchu optymistycznym, ale byłoby to sprzeczne, jak sądzę, z Twoją autorską percepcją. Piszę o tym, aby wyrazić pewną obawę, że ta cecha stanie się manierą – mam na myśli uporczywość w forsowaniu pewnej fatalistycznej wizji świata. Tu, jak wszędzie, trzeba umieć zachować umiar, i to jest ta rzecz, nad którą powinnaś jeszcze trochę popracować. Dlaczego? Aby unikać takich zdań: „Wsiąkła w tę jątrzącą się bylejakością okolicę i rutynę zachowań”, „chyba nie potrafiła być z ludźmi, tak po prostu, wolała zamknąć się w sobie, na cztery spusty, na amen, bez dostępu powietrza. (…) Umierała każdego dnia, chwiejąc się jak podcięte drzewo, spychając w najciemniejszy kąt wszystkie te …”.
Wydaje mi się, że raczej niewielką wagę przykładasz do płaszczyzny fabularnej. Może nawet robisz to nieświadomie. Odbieram wrażenie, że fabuła jest tylko niezbędnym szkieletem konstrukcyjnym dla zdobnictwa. Takim pretekstem do snucia refleksji, do stymulacji nastroju za pomocą językowych akrobacji. Bardzo dobrze to znam, dlatego polecam poświęcić linii fabularnej trochę więcej uwagi. Dzięki temu warstwa formalna, ku której się skłaniasz, nabierze mocy. Twoje opowiadanie składa się na kilka luźno powiązanych podrozdziałów. Wprowadzasz na scenę parę postaci, ale nie są one ważne, pojawiają się i znikają, wszystko stanowi po prostu bazę pod wystrzał jakiejś myśli dotyczącej bohaterki. Jej stanu. Jej świata wewnętrznego.
Ok., i jeszcze trochę kosmetyki.
„ wrzasnęła Zuzanna, próbując znów się zamachnąć.” – tu chyba lepiej pasowałoby „…próbując znów wziąć zamach”.
„ Ale nie myśl sobie, że będziesz się u mnie stołował – powiedziała oschle.” Na tle poprzednich zdań pasowałoby tu jak ulał „dodała oschle”.
Dzielisz swoje opowiadanie na podrozdziały. W dwóch miejscach to przejście od jednego do drugiego mi zazgrzytało.
„Człowiek nawet nie wie, ile może wytrzymać. *
Samotność rani do szpiku kości.” - > tutaj z powodu ciężaru obydwu tych zdań. Kończysz i zaczynasz sentencją. Jeszcze jedna nie zdążyła wybrzmieć, a już pojawia się kolejna, przyćmiewając poprzednią. Za dużo. Szczególnie, że masz w zanadrzu sporo takich nośnych myśli. W krótkich formach trzeba bardzo uważać na ich ilość.
„Był za to żywy gniew. *
Był wynędzniały i nosił łachmany.” -> tu z kolei zawiniło słowo „był”. Zwykłe powtórzenie. Trochę się o to potykam, choć może jestem czepialska.
„Chciała poddać się temu, zrobić coś naprawdę, nim ujdzie z niej cała wiara, pokruszona, okaleczona niemocą.” Nie bardzo wiem tutaj, czemu chciała się bohaterka poddać. „Temu”, jak piszesz, ale czym „to” jest? Przydałoby się rozwinąć ten opis, i przy okazji zrezygnować ze zdań-frazesów w rodzaju: „Nie miała już sił, by walczyć. Nie chciała już walczyć.” Zbyt to oklepane, nie robi wrażenia.
Nie do końca mnie satysfakcjonuje zakończenie. „Wieczorem wyszorowała dokładnie podłogę. W miednicy wypełnionej mętniejącą wodą odbiło się czyjeś oblicze.”. Myśl urwana w nieodpowiednim momencie. Miało być enigmatycznie, metaforycznie, ale pozostaje niedosyt. A gdyby dodać: „Czyżby…? Schyliła się, aby dokładnie mu się przyjrzeć. Nie myliła się. Na tafli wody odbijał/a się….”. To tylko sugestia. Trochę wydłużyłabyś ten moment, i może jednak trochę podpowiedziała czytelnikowi, co się tam ukazało.
Chciałam jeszcze na koniec zapytać o postać mężczyzny. Nie do końca pewna jestem jego roli w tym opowiadaniu. Jest grabarzem? Przynosi do domu jakieś mięso, a poza tym chyba także zwłoki do chowania. Dlaczego wzbudza w bohaterce lęk, niepokój, dlaczego ona czeka na niego, dlaczego w sumie cała natura przygotowuje się na jego cykliczne powroty? Czy to wszystko jedna wielka metafora? Dla mnie niejasna. A może ma to pozostać niedookreślone? Sądzę, że powinno być.
Podsumowując, pisz koniecznie dalej. Poza pewną przesadą jest to nadal nastrojowy kawałek, który zostawia w głowie po lekturze żywe obrazy. A to ważne. I nie takie znowu proste.

Pozdrawiam! Życzę dużo weny.
Od: Pióroman szMery
twarz żeńska
23.04.2017
SzMery, wspaniały komentarz, który kosztował sporo pracy. Dziękuję Ci za niego.

Tak, jest to opowiadania najnowsze, biorę sobie do serca wszystkie cenne rady, jak Twoje, i próbuję przekuć je na coś godnego uwagi. Wychodzi różnie. Zwłaszcza, że ciągle mam kłopot z fabułą. Lawirowanie słowne wychodzi mi chyba łatwiej, a pomysły na dobrą historię są nadal niewyraźne. To nie maniera. To ... brak wyobraźni, albo brak konkretów w wyobraźni.

Defetyzm jest moją cechą charakterologiczną, niestety, nie umiem się jej wyzbyć. Wiem, że to widać. Oj, wiem.

Zdanie z wierzbą rzeczywiście - zwłaszcza z "bo" jest bez sensu. Już raczej "choć" pasuje. Dziękuję, nie zwróciłam uwagi.

Kluczowa postać mężczyzny jest, jak widzę, naprawdę trudna do rozpoznania. To zły duch czy diabeł, który przybrał postać chłopa. Ma przygotowywać i skłaniać Zuzannę do niecnych uczynków - najpierw oprawianie mięsa, potem - zabicie Frączków. Próbowałam przemycić wątpliwość, czy bohaterka naprawdę go widzi, czy to tylko jej wyobrażenie, wynikłe z rozpadu psychicznego. Wiem, że za dużo tych pytań. Ale obiecuję pracować nad sobą. Niechby mnie głowa posłuchała również :)

Dzięki raz jeszcze za pomoc. Widzę teraz wyraźniej, gdzie kuleje mój warsztat. Fabuła zawsze była moją piętą achillesową. Pozdrawiam serdecznie.
Od: Autor Urbi
twarz żeńska
24.04.2017
Ciekawe, nawet przez myśl mi nie przeszła taka interpretacja tej postaci. Z doświadczenie wiem, że nie powinno się czytelnika zostawiać ze zbyt wieloma pytania. W pewnym momencie na pewno się tylko zirytuje i uzna grę za niewartą świeczki. Oczywiście, trzeba znaleźć odpowiednią granicę – nie ma też sensu pisać pod dyktando, starając się dogodzić cudzym gustom. I to jest kwestia do rozwiązania we własnej głowie – dla kogo piszemy, w jakim stopniu dla siebie, w jakim dla innych, do jakiego gatunku i stylu aspirujemy. Żeby móc nonszalancko do publiki podejść, trzeba najpierw zadbać o to, aby tekst bronił się sam, czyli osiągnąć poziom, z którego jest to możliwe. W Twoim przypadku, według mnie, trzeba jeszcze pracować nad formą. Gdy opanujesz jej prawidła, będziesz mogła pisać tak pesymistycznie, jak zechcesz. I trzymać się tak daleko od wartkiej fabuły, jak Ci się spodoba :) Jest wiele powieści, które nie dbają o linię fabularną i są znakomite. Termin „strumień świadomości” coś Ci mówi? Najlepszym przykładem będzie tu chyba Leopold Bloom z Ulissesa, który na łamach tysiącstronicowej powieści przeżywa zaledwie jeden dzień. Nie wiem, czy to na pewno zbieżne z tym, co Ci w duszy gra, ale konkluzja jest generalnie jedna – znaleźć swoją niszę i starać się być w niej najlepszym. :)
Pozdrawiam!
Od: Pióroman szMery
twarz żeńska
24.04.2017
Oczywiście, że znam termin strumień świadomości, Ulissesa czytałam, no, próbowałam. Wiem, że z twórczości nie sposób wywnioskować, ale jestem po filologii polskiej. Uwierz, że znam większość zasad pisania, tak myślę, problem w tym, jak je zastosować. Rozpisze się jeszcze w wolnej chwili. Dziękuję za Twoje rady, pozdrawiam również.
Od: Autor Urbi
twarz żeńska
24.04.2017
Wiem, świadomość reguł gry a metody ich wykorzystania - to dwie kwestie. Mam nadzieję, że nie uraziłam, a może trochę pomogłam.

Pozdrawiam
Od: Pióroman szMery
twarz żeńska
24.04.2017
Dokładnie, wiedza i jej zastosowanie, ech. Można być kompletnym ignorantem i świetnie pisać (no, może nie kompletnym). Borykam się ciągle z równoważeniem, rozrysowaniem fabuły. To żmudny proces w moim przypadku, ale nie beznadziejny, tak sobie pochlebiam :)

Oczywiście, że każda podpowiedź jest pomocna. Dziękuję Ci za konkrety, za zaglądanie do moich tekścików. Pozdrawiam serdecznie.
Od: Autor Urbi
twarz żeńska