Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Obecnie w pracowni:
ikonka utworu

Komentarze do:
Zapomniana melodia

25.01.2019
Bardzo wzruszająca historia. Od samego początku jest dla mnie interesująca. Od pierwszego zdania do ostatniego czytałam z zainteresowaniem, wyobrażając sobie opisane w niej obrazy. Historia, która wydaje się być bardzo realistyczna, a takie lubię najbardziej. Użyte słownictwo jest gładkie. Czyta się z przyjemnością. Najbardziej spodobał mi się moment, gdy pozytywka wywołuje wspomnienia u starszej pani. To bardzo urocze i sentymentalne. Już samo zachowanie pozytywki od miłości swojego życia jest bardzo romantycznym zachowaniem i pokazuje jakie to było dla nie ważne. I te wspomnienia...uczta dla romantycznych czytelników. Byłam pewna, że opisana historia po prostu zakończy się czułymi wspomnieniami a tu takie zaskoczenie...dość jak dla mnie smutne zakończenie. Bo uświadomiłam sobie z jakim "ciężarem" w sercu Iskierka musiała zmierzyć się z losem i poślubić innego mężczyznę aby wyjść z "twarzą" przed wszystkim otaczającymi ją ludźmi. I świadomość swojego czynu.To przykre ale zaskakujące zakończenie. Podobają mi się wszystkie opisy z których dowiadujemy dość dużo o postaci kobiety, jej wyglądzie a nawet kompleksach. Cała ta historia pokazuje jak wyjście po zabawkę dla wnuka na strych przerodziło się w sentymentalną podróż do przeszłości. Cały utwór mimo przedstawionej w nim nieszczęśliwej miłości wywołuje uśmiech na twarzy, zwłaszcza gdy czytamy słodkie wspomnienia o spotkaniach z Andrew i szczęściu Iskierki.
pozdrawiam
Ana
Od: Pióroman Wygasły Pióroman
twarz żeńska
11.01.2019
Na dobry początek pochwalę opis. Muszę go tu przytoczyć:
cytatStarsza pani znajduje na strychu swoją dawną pozytywkę. Jej melodia przywołuje wspomnienia o utraconej miłości.

Rety, rzadko kiedy trafia mi się taki prosty, trafny i wywołujący ciekawość opis. Niby nic takiego i czytelnik oczywiście nie powinien się nastawiać na wybuchy, pościgi i denatów w każdym kącie, bo to nie ten gatunek. Jeśli ktoś jednak lubi opowieści obyczajowe, od razu pozytywnie podejdzie do tekstu. Trochę szkoda, że tak niewielu autorów na tym portalu decyduje się na uzupełnienie pola “Opis”, bo Twój przykład pokazuje, że jeśli jest trafny (a wcale niedługi, trzeba podkreślić, więc jego pisanie zajęło chwilkę), bardzo pozytywnie wpływa na nastawienie odbiorcy.

Przejdźmy już może do tekstu… Na wstępie powiem, że troszkę odstrasza ten tekst ze względu na długie zbite bloki tekstu. Może sprawiałby wrażenie nieco bardziej przyjaznego, gdyby choć z początku był bardziej “przestrzelony” enterami. Czytelnik poczuje, że to jest taka niezobowiązujaca lektura, a potem się wciągnie i już pójdzie z górki :). Wiem, że to, co piszę, wydaje się kuriozalne, ale faktycznie tak jest - gdy widzimy coś, przez co teoretycznie trudno się przebić, to mamy od razu skojarzenia z czymś trudnym do zrozumienia, skomplikowanym, może pismami urzędowymi albo skryptami na studiach na - bagatela! - tysiąc stron… Nawet jeśli tekst jest najciekawszy na świecie, to i tak to przekonanie gdzieś z tyłu głowy tkwi. Pierwsze wrażenie jest ważne - na jego podstawie wszak czytelnik zadecyduje, czy w ogóle do drugiego dojdzie, bo siądzie i przeczyta ;).

Początek natomiast mi się podoba. Bardzo często spotykam się z tym, że autor zaczyna choćby od opisu pogody, co jest dla mnie niepoważne w przypadku, gdy pogoda nie odgrywa żadnej roli w fabule. Ten zabieg jest wykorzystany tylko z jednego powodu - bo nie wiadomo, jak zacząć inaczej. A tutaj niby nic się nie dzieje - staruszka człapie po schodach - ale to i tak jest środek akcji (domyślam się, że dla takiej starowinki to nie jest wcale “hop, siup”), więc jak najbardziej okej.

cytatTrzymając w dłoniach pozytywkę, starsza kobieta podeszła do fotela obitego czerwonym suknem i nie bacząc na okrywającą go warstwę kurzu, usiadła wygodnie. Pozwoliła porwać się wspomnieniom.

Bardzo podoba mi się ten fragment z natknięciem się na pozytywkę. Ładny wstęp, taka zwyczajna scenka rodzajowa, niby nic specjalnego, ale dobrze się czyta. Sam opis jest dość ubogi, ale wystarczający. Bez trudu można sobie wszystko wyobrazić.

Czytam, czytam i coraz bardziej mi się podoba. Wyszedł Ci całkiem zgrabny mezalians - panienka “z dobrego domu”, której ojciec nie dopuszcza do siebie myśli, że córka mogła się zakochać w prostym rzemieślniku bez majątku. Całkiem naturalne myślenie jak na tamte czasy (niestety). Cały ten monolog do nieobecnego Andrew w myślach kobiety jest ładny, chociaż bardzo mi brakuje ukazania tego wszystkiego, o czym ona mówi. Nie widzę powodu, dla którego ów monolog nie miałby być przedzielony krótkimi wstawkami ze scenkami, które ona opisuje. Takie szybkie retrospekcje. Np. tam, gdzie kobieta wspomina o łódkach i pływaniu na jeziorze, przerwać kilkoma zdaniami:
“Woda jest lodowato zimna. Dziewczyna zanurza w niej rękę i natychmiast wyciąga, próbując zmusić do współpracy zesztywniałe palce. Andrew zauważa jej wysiłki; odkłada wiosła i obejmuje jej dłoń, zamykając ją w czułym uścisku własnych rąk. Jego dłonie - a raczej łapska, wielkie, męskie, owłosione, nieco żylaste, ale nie przeszkadza jej to - są ciepłe i okrywają ją jak pierzyną. Wzdycha z rozkoszą; po plecach przebiega jej dreszcz.
- I po co się taplasz? - rzuca Andrew z rozbawieniem. - Chcesz zamarznąć? Masz taką delikatną skórę… Chyba muszę cię bardziej rozgrzać.
Zbliża się i nieoczekiwanie ich ciała znajdują się w odległości centymetra. Cały wszechświat nieoczekiwanie ogranicza się do łódki i jego oczu, równie przepastnych jak tonie otaczającego ich jeziora.”
Wiem, że nic specjalnego i pewnie brzmi okropnie, patetycznie i cukierkowo :). To było pierwsze, co mi na myśl przyszło i napisałam dla zobrazowania, o co mi chodzi - myślę, że Ty napisałabyś to lepiej.

cytat„To mógł być mój syn!" – zawołałeś, wskazując na Henriego. (...) Wiedziałam, że gdybyś znał prawdę, nie odpuściłbyś. A wtedy dowiedziałby się William, matka, ojciec i wszyscy inni. I znowu stchórzyłam. Przez chwilę patrzyłeś na mnie z pogardą, a może to była litość? A potem odwróciłeś się i odszedłeś bez słowa. Na przeszło siedemdziesiąt lat …

Dosyć sztampowa sytuacja, ale wiarygodna i nie mam wrażenia, że coś tu nie gra; ładnie to opisane i bohaterka, ta staruszka, budzi sympatię. Pewnie każdy ma taką nieszczęśliwą starszą panią w rodzinie bądź wśród znajomych. Podziwiam również jej poświęcenie - bo z jej strony była to jakaś jego forma. Mogła powiedzieć prawdę, że chłopiec jest przecież jego dzieckiem, jednak miała świadomość, że w ten sposób ona być może uzyskałaby spokój (a na pewno - odzyskałaby dawną miłość, jeszcze niewygasłą), jednak zmąciłaby go co najmniej dwóch innych osobom. Obecny małżonek byłby jedną z nich, a sam synek drugą - bo on przecież zdążył już przywyknąć do męża matki i to on jest w jego rozumieniu tatą. Bardzo trudna sytuacja, smutna, bo właściwie nie ma dobrych rozwiązań (w sumie Andrew miał prawo wiedzieć, że jest biologicznym ojciec i zatajenie tego faktu było wobec niego krzywdzące). Kobieta wybrała moim zdaniem mniejsze zło, a decyzja unieszczęśliwia ją samą, bo ciągle tęskni za dawnym kochankiem - tym bardziej należy jej się szacunek za przedkładanie dobra innych nad własne.

cytatPrzez te wszystkie lata robiłam wszystko, by być dobrą żoną dla Wiliama. Troszczyłam się o niego, o dom i o dzieci . Pielęgnowałam go w chorobie. Byłam przy nim, gdy umierał. Wyprawiłam mu uroczysty pogrzeb. Sądzę, że dobrze wykorzystałam tę drugą szansę. Czy go kochałam? Tak. Nie była to jednak ta sama miłość, jaką do czułam do Ciebie. Raczej była ona dojrzała, cierpliwa, taka która pojawia się z czasem. Czy gdybym mogła cofnąć czas, wybrałabym Ciebie? Nie umiem powiedzieć.

Ta kobieta budzi mój coraz większy szacunek przez to, jakie ma podejście. Umiała podjąć decyzję nie do końca zgodną z samą sobą i swoimi potrzebami - ale słuszną. Dzięki temu jej dziecko miało ojca, może nie biologicznego, ale takiego, który był na miejscu i zapewnił mu byt. Co z tego, że zmarło w dzieciństwie, skoro potem przyszły inne dzieci i wszystkie zostały odchowane i kochane. Bije z jej słów i przemyśleń mądrość, mimo że wówczas była przecież młoda i mogła podążać za zrywami serca. Nie dała się ponieść emocjom, więc tym bardziej wielki ukłon w jej stronę.

cytatSiedząca w fotelu starsza kobieta westchnęła cichutko, a jej twarz pokrytą siateczką zmarszczek, rozjaśnił leciutki uśmiech. Pozytywka, którą trzymała w dłoniach wciąż wygrywała delikatną melodię.

Trochę mi brakuje tej pozytywki w trakcie. Ta melodia przywołała wspomnienia - ale nawet nie wiemy dlaczego. Czy ta konkretna piosenka była ważna, a może sama pozytywka? Postać baletnicy? Chodzi mi o to, że we wspomnieniach bohaterki ona się wcale nie pojawia. Może warto ją wprowadzić? Nic specjalnego, pozytywka mogłaby być podarkiem od Andrew przed tym, jak dostał on wezwanie do wojska, zaś ona ułożyła sobie życie z Williamem. Nic nie stoi na przeszkodzie, by ją przyjęła i od czasu do czasu słuchała w samotności. Z biegiem lat pojawiały się dzieci, wnuki... Pozytywka poszła na strych i kobieta o niej zapomniała, a teraz ją znalazła. Równie dobrze ta melodia mogła grać w jakiejś kawiarni, w której akurat byli razem w tych szczęśliwych czasach, gdy nie odstępowali się ani na chwilę. Mogły wtedy po raz pierwszy paść słowa “kocham cię”… Jest masa sposobów na przemycenie pozytywki i muzyki z niej, szczególnie że tytuł opowiadania to “Zapomniana melodia” i daje do zrozumienia, że odgrywa ona niebagatelną rolę :)).

W tym miejscu chyba czas na podsumowanie. Ten tekst to wyjątkowo ładny obrazek. Bardzo sentymentalny i trochę wzruszający, choć właściwie nie ma tutaj elementów, które wywoływałyby łzy. Nawet nie powinny, bo opowiadanie nie takie miało zadanie. Ot, samo życie. Starsza pani, która kochała jednego chłopaka całym sercem, ale była to młodzieńcza żarliwa miłość. Ostatecznie jej los potoczył się inaczej, wyszła za mąż za kogoś innego, przywykła, urodziła dzieci, dała się porwać codzienności i na pewno była szczęśliwa - w sposób inny niż sobie wyobrażała, ale przecież jej marzenia o rodzinie, o szanującym ją mężu, to wszystko się spełniło. Czy byłaby równie szczęśliwa z Andrew? Może tak. Może nie. Ona tego nie wie, zostały jej wyłącznie wspomnienia i wyobrażenia, co by było gdyby. W takiej formie jest chyba lepiej, przynajmniej będzie miała co opowiadać Victorowi i Emily, gdy podrosną :). Okaże się, że babunia to była niezła dżaga, co ją rwali jak dojrzałe wiśnie ;).

A tak serio: ileż wokół mamy podobnych historii! Fajnie jest poczytać od czasu do czasu coś tak prostego, przyziemnego, co mogłoby być udziałem każdego. Bez fajerwerków i bez niepotrzebnego przepychu. Bardzo ładne. Dziekuję za ten tekst i za ciepłą postać, jaką jest babcia, która mogłaby być babcią każdego z nas - rodzinną, życzliwą i pomarszczoną.

Całe opowiadanie to monodram - spektakl jednego aktora. Bardzo dobrze ta sztuka została zrealizowana. Mało rekwizytów, ale one nie są potrzebne. Ładnie opisane, dobry styl i bogaty język. Czytanie było czystą radością.

Pozdrawiam serdecznie,
Magdalena Lipniak

Od: Pióroman Magdalena Lipniak
twarz żeńska
06.09.2017
Witaj na Pióromanach Chovilatte. Nie wiem, czy sprostam Twoim oczekiwaniom, ponieważ liczysz na komentarze osób bardziej doświadczonych, a ja na pewno taką nie jestem. Jednak warto spróbować ;)
Poruszasz wzruszający i zawsze rozczulający temat pierwszej miłości. Temat dla kobiet wyjątkowy, bo prawie każda z nas taką miłość gdzieś za sobą zostawiła. Do końca życia i w nostalgii wspominana, ponieważ zazwyczaj w swojej doskonałości pierwszej bliskości, nie zdążyła się popsuć. Dlatego też kobiety lubią takie opowiadania. Historie zupełnie inne niż te własne, ale jednak mające wspólny mianownik. Bazując na emocjach można każdą z nas porwać w wir wspaniałego opowiadania i nawet jeśli niema happy endu jak w Twojej historii, to i tak czyta się to z zapartym tchem. Czy tak było i ze mną? W większości tak. Już samym wstępem zdobyłaś moją ciekawość i pełne zainteresowanie, a przy drugiej stronie wiedziałam, że chcę poznać tę historię do końca. To wielka sztuka, z którą ja sama nadal mam problemy, aby już przy pierwszych wersach porwać czytelnika.
Opisując postać Rosemary, zrobiłaś to bardzo oszczędnie, a jednak obfitując w takie szczegóły, jak ta spódnica, którą każdy kojarzy ze swoją babcią, jak ten fantastyczny fragment o kluczu, czy sam stukot laski, wywołujesz obraz dobrej i kochanej babci z dzieciństwa, jaką może mieć w pamięci prawie każdy odbiorca. To powoduje, że od razu poczułam do niej sympatię i wzruszyłam się, nie była mi obojętna jej historia. Rozumiem, że czas w jakim umieściłaś swoją opowieść, nie był łatwy, ani dla młodych, ani dla zakochanych. Mimo, że trochę rozumiem powody jakimi kierowała się w swoim życiu główna bohaterka, to jednak kiedy przybliżasz jej losy, tracę do niej sympatię. Życie w mnożących się kłamstwach, powoduje, że z ciepłej staruszki, zmienia się w wyrachowaną młodą materialistkę. Nie lubię fałszu, a jeśli jeszcze dotyczy on tak ważnych kwestii.. No cóż, powiem tylko, że ostatni wpis z informacją o pogrzebie, nie zrobił na mnie wrażenia. Owszem, wzruszyłam się końcem, ale nie dla tego, że umarła, tylko pochyliłam się nad losem Andrew i to jego postać, mimo, że tylko wspomniana, wywołała we mnie współczucie i poruszyła całą empatię.
Co do samej formy w jakiej wykładasz wspomnienia jakby "w głowie" Rosemary, muszę stwierdzić, że wolałabym chyba pełną historię, retrospekcję z opisem tych wydarzeń. Tak z głębią i jeszcze bardziej szczegółowo. Tutaj wyszło krótkie wspomnienie, które pozwala tylko "liznąć" całość i pozostawia wiele możliwości do rozwinięcia. Odbieram te wspomnienia starej kobiety, jako próbę wytłumaczenia się, przed samą sobą. Takie zrehabilitowanie się we własnych oczach.
Podoba mi się to, jak prawdziwa jest ta opowieść. Realna, namacalna, dość częsta zapewne, a jednak niezwykła i wciągająca. W króciutkim fragmencie o Andrew, zawarłaś całą jego rozpacz, bunt, poczucie pokrzywdzenia. Niby kilka zdań, a działa na wyobraźnię. Wspaniale pokazuje też jak zmieniły się ich relacje, jak drastycznie odciął się od niej, mimo tych wszystkich wcześniejszych wspólnych przeżyć.
Mimo, że nie przejęłam się samym jej odejściem, to podoba mi się sposób, w jaki zakończyłaś opowieść. Gdyby po prostu wstała, wzięła tego konia i patrzyła z radością na prawnuki, pewnie poczułabym do niej jeszcze większy dystans, a tak, historia się zamknęła.
Nie zauważyłam jakichś szczególnych błędów, poza jedną zjedzoną literką. Gdzieś też w okolicy tego zdania wymienionego poniżej, jest trochę za dużo tych "gwiazd", ale te powtórzenia nie rażą aż tak bardzo.
Podsumowując, stworzyłaś ciekawą,pełną emocji i wzruszeń historię, w której nie zabrakło też ciekawych wątków i zwrotów akcji. Była to przyjemna, krótka lektura, którą czytało się szybko i bez znużenia.
Jeszcze raz, witaj wśród Pióromanów. Patrząc na opis jaki wstawiłaś, chcesz się rozwijać, szlifować swoje teksty. Jeśli tak faktycznie jest, to zapraszam Cię również do komentowania utworów innych Pióromanów, to ogromna nauka i z czasem, trenowana umiejętność wyłapywania niedociągnięć w obcych tekstach, przekłada się na własną pracę. Łatwiej poprawiać swoje teksty, wiedząc na co zwraca się uwagę jako czytelnik. Bądź aktywna, czytaj, pisz, komentuj, a na pewno będziesz mogła wydobyć z tego wiele dla siebie. Takie jest też założenie tego portalu.
Zapraszam Cię również do naszej grupy na Facebooku, jeśli jeszcze do niej nie dołączyłaś, to nasze portalowe forum.
Mam nadzieję, że mogłam być pomocna. Pozdrawiam. Albi.
Wpatrywanie się niebo pełne gwiazd? - zabrakło "w".
Od: Pióroman Albi
twarz żeńska
07.09.2017
Droga Albi,
serdecznie dziękuję za tak obszerny i szczegółowy komentarz. Szczerze mówiąc, to pierwszy długi komentarz, jaki kiedykolwiek otrzymałam. Pierwszy raz również napisałam opowiadanie z perpektywy wspomnień bohaterki i rozmowy z jej nieobecnym ukochanym. Temat miłości często się u mnie przewija. Teraz jednak skupiłam się na tej pierwszej, młodzieńczej, której nie dane było się skończyć szczęśliwie. Ta historia nagle pojawiła się w mojej głowie, że bez wahania usiadłam i zaczęłam ją spisywać. Rzeczywiście rozmowa Rosemary przypomina (a może nawet jest) próbą wytłumaczenia się. Ogólnie z Twojej wypowiedzi wnioskuję, że opowiadanie Cię zaciekawiło, a to już jest dla mnie ogromny sukces. Dziękuję także wyłapanie literówki, już dopisałam brakujące "w". Poszukam również grupy na Facebooku, żeby dołączyć. Zbieram się też do komentowania innych prac. Na razie czytam poradnik 3K. Jeszcze raz dziękuję za poświęcony czas na przeczytanie opowiadania i jego skomentowanie. Pozdrawiam serdecznie :)
Od: Autor Chovilatte
twarz żeńska
07.09.2017
Masz rację, podobało mi się :)
Też lubię takie opowiadania, pisać i czytać, dlatego będę chętnie zaglądać do Twoich dzieł. Co do długich i rzeczowych komentarzy, to właśnie to nas wyróżnia na tle innych portali. Uważam to za duży plus. Jak już przywykniesz, to sama zobaczysz jakie to proste, (pisanie ich wg 3K) i docenisz podczas czytania tych otrzymanych.
Link do grupy znajdziesz na głównej stronie po prawej
Od: Pióroman Albi
twarz żeńska
07.09.2017
Telefon mi urwał pisanie :)
Link jest po prawej, na dole, na głównej.
Fajnie, że jesteś z nami, gdybyś miała jakiekolwiek pytania, zapraszam serdecznie.
Od: Pióroman Albi
twarz żeńska