Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin
ikonka utworu

Komentarze do:
Pieśń losu

28.03.2018
"Gadzina", "dziadyga", "dziewuszka", "smark", "zawrzyj jadaczkę" – używasz takiego słownictwa, że aż człowiekowi sama gęba się uśmiecha. Jakże lepiej i przyjemniej czyta się "Ozdobione czerwonym smarowidłem usta" zamiast "usta pomalowane czerwoną szminką". Super!

Bardzo spodobało mi się przejście (na str. 4 ) z momentu, gdy mówi Bajarz, już w samą opowieść. Bardzo fajnie, naturalnie. Aż w głowie usłyszałam taki charakterystyczny dźwięk, jaki jest w telewizyjnych teatrzykach dla dzieci, gdy opowiadający mówi "Dawno, dawno temu..." i zaczyna się bajka. Wtedy siada się wygodniej i bardziej wsłuchuje się w opowieść. U Ciebie jest tak samo. Poczułam się bardzo zaciekawiona i zachęcona do słuchania Dziadygi.

"Moja córka nie będzie się kurwić z ulicznym drzymordą!" – uuuu fajne to ;)

Smutne zakończenie :( Czy Birn naprawdę musiał umrzeć?

Mniej więcej w połowie opowieści zaczęło mi się trochę dłużyć. Troszeczkę przeskakiwałam wzrokiem, bo niezbyt lubię długie opisy, w których nie ma dialogów. Ale to tylko taka malutka uwaga. Bo generalnie naprawdę nie mam się do czego przyczepić.

Przepraszam, że polałam trochę
wody w tym komentarzu. To wina tych 200 słów, które muszę napisać...

Podsumowując: bardzo się cieszę, że dostałam do oceny Twój tekst. Bardzo dobrze się bawiłam podczas czytania.
Gratuluję talentu i wyobraźni. Pozdrawiam serdecznie :)
Od: Pióroman Dos
twarz żeńska
19.04.2018
Bardzo mi miło, że opowiadanie przypadło do gustu i nie zanudziłaś się w trakcie czytania ;)

Czy Brin musiał umrzeć? Hmm, raczej tak, pomijając już, że w swoich opowiadaniach lubię tworzyć towarzyszy głównym bohaterom i ich uśmiercać, chciałam w tym opowiadaniu dać na końcu takie "bum", które wstrząsnęło by czytelnika lub chociaż trochę ruszyło jego emocjami ^^

Dziękuję za komentarz, ciepłe słowo i do przeczytania ;)
Od: Autor Shirru
twarz żeńska
10.12.2017
Witaj Autorko.

Lubię chwalić autorów na wstępie i tutaj także mam tę przyjemność. Może początek nie jest zbyt wyszukany, ale Twój język już tak. Może nie do końca zgrywa się stylizacja występująca w dialogach, ale po prostu chciało się czytać, więc czytałam.

Stworzyłaś naprawdę wciągające opowiadanie, od którego trudno oderwać oczy. Są momenty w których akcja zwalnia i teoretycznie można by było zrobić wtedy krótką pauzę... tylko po co? Skoro albo mamy oddech w formie opisu? Fantastyczna sprawa z tymi opisami, tak przy okazji. Twój tekst jest doskonałym przykładem tego, czego oczekuję – przeplatanie opisów z akcją oraz krótkie wstawki na pewien temat, zgrywające się z całością. Udało Ci się zamieścić informacje o bohaterach i świecie, których nie jest ani za mało, ani za dużo. Kunszt.

Przedstawione opowiadanie wywołało u mnie głównie napięcie i fascynację, ale też zdarzyło mi się zaśmiać pod nosem. Było bardzo ciekawie, podoba mi się też, że w przewrotny sposób wykorzystujesz pewne dobrze znane motywy. Ten początek, kiedy synowi młynarza wydaje się, że zna całą historię – trafiony w dziesiątkę! W prawdzie możemy się wtedy spodziewać "złego" zakończenia, ale nic nam to nie daje.

Jednak muszę się przyczepić do "świeżości" Twojego opowiadania, bo... no tego Wiedźmina to widać, słychać i czuć. Birn jest takim innym Geraltem, Uriel takim trochę Jaskrem etc. Wiesz, co najbardziej Cię zdradziło? Piruety podczas walki. Sapkowski nagina rzeczywistość z tymi swoimi piruetami, więc jak to przeczytałam, to po prostu wpadłaś. Ale! To tylko drobna uwaga. Mimo tego, że pewne podobieństwa widać, to są to bardziej... nawiązania niż rzeczywiste przeniesienie tych postaci, więc opowiadanie w pewnym sensie traci na oryginalności, ale tylko troszeczkę, ponieważ odbiera się to bardziej jako taki "easter egg" niż jako zapożyczenie. Przynajmniej ja tak zareagowałam: "Hej! Wiedźmin! Ale fajnie!".

Bardzo spodobała mi się postać Birna, a także jego relacja z Urielem. Taka (być może stereo-) typowa męska przyjaźń, która jest na swój sposób bardzo urocza.
Ciekawym zabiegiem było ukazanie miłości Uriela i Mirelli nie tylko poprzez uczucie między nimi, ale także okazywanie tego innym – sprzeciwienie się księżniczki ojcu, czy też skierowane do Birna zachwalanie wdzięków ukochanej przez minstrela.
Niestety niepokoi mnie zachowanie Mirelli, gdy Uriel zostaje oskarżony o morderstwo. Nie dość, że znikąd pojawia się mały oddział zbrojnych, to zaraz potem "Morderca!" i "Nienawidzę cię!". Wszystko dzieje się nieco zbyt szybko. Dobrze byłoby umieścić tam informacje, że z okolicy przybiegło paru strażników, niedługo po tym pojawiła się Mirella (np. na balkonie), trubadur popatrzył w oczy ukochanej, wypełnione bezbrzeżnym szokiem, potem przerażeniem i obrzydzeniem etc.
Jeszcze moment, w którym Uriel ucieka i wsiada na konia. Skąd on wziął ostrogi? Przecież w celi nie zostawiliby mu ostróg, jeszcze by się nimi zabił albo kogoś zaatakował. Lepiej zamienić to na pięty – to też działa na konia, a przy okazji nie robi mu krzywdy.

Ogólnie nie mam zastrzeżeń do dialogów, które zostały objęte stylizacją. Jednak przeniesienie tego na narrację... Brzmi źle. Ponieważ zaledwie wybija się w kilku miejscach, podczas gdy reszta jest pisana językiem ogólnym. Przykład:
cytat„Wszak jeszcze do niedawna pewna była(...)”

A potem wyrażenie tego typu raczej się nie pojawiają, co burzy spójność stylu. Jeszcze jest jedna wpadka:
cytat„Pomarszczona twarz pozbawiona była wyrazu, w przeciwieństwie do bladej facjaty królewny”

Taka "facjata" jest taka... ugh. Strasznie niepasująca. Ostatnią kwestią, która gdzieś szwankuje, są imiona bohaterów. Ciara i Weasley! Brrr, zupełnie nie zgrywają się z resztą. Chyba, że Ciara ma jakieś egzotyczne korzenie. Fajnie urozmaiciłoby to tę postać, a także pomogłoby się pogodzić z obcością jej imienia. Weasleya trudno jakkolwiek skomentować, ponieważ według mnie to nazwisko jest całkowicie do wymiany.

W ten sposób dotarłyśmy do końca. Co mogę powiedzieć o zakończeniu, jak nie to, że jest idealne? Zaskakujące, wzruszające i doskonale zwieńczające całą historię.
Z przyjemnością mogę Ci pogratulować takiego opowiadania. Mimo pewnych mankamentów, jest ono naprawdę na medal i na długo pozostanie w moim serduszku.

Pozdrawiam.
cytat„Głos Gothrama Vinsta, dowódcy gwardii królewskiej, wdarł się do umysłu dziewczyny, psując jej doszczętnie resztki dobrego humoru.”

Zaraz, czy przedtem Mirella nie była przeszczęśliwa? Więc czy nie powinno być "do reszty zepsuł jej humor"?
cytat„I dojrzał wówczas Berwald wielkiego olbrzyma, chłopków zaś cała zadrżała drużyna. Monstrum ogromne słońce przysłoniło, a serce bohatera gwałtownie zabiło”

Nie, błagam! Rymy czasownikowe! Tymi słowami bardzo podważyłaś mistrzostwo Uriela, ponieważ jest to zaledwie rymowanka.
cytat„obwarowywał się jakby był na wojnie, co najmniej, z własnym dworem.”

Wydaje mi się, że powinno być "obwarowywał się jakby co najmniej prowadził wojnę z własnym dworem".
cytat„Doszły mnie ostatnio wieści, że volupscy handlarze zaczęli dodawać do stali niszowe metale i wciskają zagranicznym splunięcia warte stopy po tej samej cenie.”

"Niszowy" nie oznacza "gorszy", a (wg Słownika SJP) "należący do niszy, występujący w małej ilości, wyselekcjonowany". Jaki jest sens dodawać rzadkie metale, by oszczędzić? Nie lepiej te popularne i tańsze?
cytat„Cudnej roboty wazon na dobre pożegnał się z mahoniową komodą.”

To brzmi tak, jakby to komoda została zniszczona, a poprzedzające zdanie wskazuje na wazon, więc to komoda powinna się żegnać z wazonem.
Od: Pióroman Ambrosa
twarz żeńska
10.12.2017
Ach, i w końcu zapomniałam dopisać, że podoba mi się zastosowanie formuły opowieści szkatułkowej. W dużej mierze dzięki temu zabiegowi opowiadanie się wyróżnia, a także zyskuje zakończenie.
Od: Pióroman Ambrosa
twarz żeńska
02.01.2018
Dobry wieczór,
Na wstępie bardzo chciałabym przeprosić za tak późną odpowiedź, bardzo dawno nie dostałam komentarza, a że na zwycięstwo nie mam co liczyć, stąd w natłoku pracy i codziennych zajęć przestałam tu zaglądać. Przechodząc jednak do samego komentarza - bardzo dziękuję za długi, wyczerpujący wpis. Naprawdę, widać ogrom pracy, który w niego włożyłaś. Naprawdę doceniam.
Opowiadanie ma już półtora, jak nie dwa, więc może być w nim sporo niedociągnięć, mimo kilkukrotnego czytania i poprawiania przed wstawieniem.
Naprawdę jestem prze-szczęśliwa, że opowiadanie przypadło do gustu, opisy zostały pochwalone, humor zauważony (i załapany), pewne motywy dostrzeżone, a postacie zaakceptowane i ciepło przyjęte (a przynajmniej w większości) :)
Widzisz, z tym Wiedźminem jest tak, że to moja biblia, którą kocham całym sercem, która sprawiła, że przekonałam się do książek, uczyniłam fantastykę częścią mojej duszy i rozpoczęłam przygodę z pisaniem, odkrywając swoje (wewnętrzne) powołanie i największe marzenie. Związane z pisaniem fantastyki oczywiście. Wiedźmin był więc dla mnie swego rodzaju elementarzem, podręcznikiem, z którego czerpałam natchnienie, słownictwo, a w pewnym sensie podłapałam i styl. Styl oczywiście mam własny, ale pewne słowa i układ zdań jest na tyle charakterystyczny, że od razu mnie zdemaskowałaś :D Ale to zdecydowanie nie tak, że opowiadanie miało być stylizowane czy wzorowane na prozie/stylu ASa, tu po prostu wychodzą moje naleciałości, które wpoiła mi przerabiana tysiące razy lektura wiedźmińska. Co do przypisanie bohaterów do Geralta i Jaskra nie zgodziłabym się, poczciwy, szlachetny, kochający romantyczną, wyidealizowaną miłością Uriel, oprócz wykonywanej profesji, nie ma z hałaśliwym, rozpustnym, nierzadko wulgarnym Jaskrem nic wspólnego, z kolei przy Geralcie i Birnie nie widzę żadnych podobieństw - jeden jest starzejącym się powoli, nieco zgorzkniałym mężczyzną, zamknięty w sobie, dopuszczający do siebie (tak głęboko, prawdziwie) mało kogo, a do tego mistrz miecza, z drugiej zaś strony młodzik, pełen energii i werwy, skory do flirtów i żartów, otwarty, optymistyczny, a do tego będący początkujący we władaniu bronią - jego jedynym doświadczeniem jest wypróbowywanie wykonywanej broni (choć w jego mniemaniu to dużo..). Oprócz tych "piruetów", jak mi się zdaje, nie ma tam z Wiedźmina wiele więcej. Nie do końca więc rozumiem dlaczego opowiadanie traci przy tym na oryginalności (w tym konkretnym przypadku).
Za pojawienie się dziewczyny na miejscu zbrodni odpowiedzialny jest Vinst, była to część jego planu, a reakcja Mirelli podyktowana była raczej szokiem, emocjami, wpływem chwili. W takich sytuacjach raczej nie mogła zachować się racjonalnie, jako że była tą delikatną królewną, która zawsze wszystko miała na tacy, z poza mury pałacu wychodziła rzadko, a widok krwi i śmierci był jej kompletnie obcy. W tych okolicznościach wydaje mi się, że było to dopuszczalne. Jeśli natomiast o ostrogi chodzi... miałam na myśli strzemiona, nie ostrogi, myślałam o jednym, napisałam drugie i wyszła głupota ^^'
Z Ciarą bym się jeszcze sprzeczała, ale co do nazwiska naszego Birna... Masz stuprocentową rację, nie wiem czemu wcześniej tego nie zmieniłam XD
Raz jeszcze dziękuję za komentarz, poświęcony mi czas, tyle pochlebnych słów, ale także uwagi i spostrzeżenia, dzięki którym zauważyłam kilka rzeczy, których wcześniej nie dostrzegałam bądź które bagatelizowałam. Pozdrawiam cieplutko!!
Od: Autor Shirru
twarz żeńska
15.02.2018
Tak to jest, że czasem nie ma czasu na nic. :) Oj tam, co zwycięstwo, najważniejsze jest, żeby rozwijać się i napisać jeszcze lepszy tekst. I może ten kolejny zapewni nam laury. ;)
Widzisz, tak głębokie zakorzenienie w jednym uniwersum zostawia pewne piętno i nie napisałam, że traci na oryginalności, lecz może tracić. Postaci bardziej kojarzą się ze sobą, lecz niekoniecznie - jak ukazałaś - są sobie bardzo bliskie. Po prostu wyczucie jednego nawiązania każe szukać innych, stąd moje wnioski.
Rozumiem skąd wynika reakcja Mirelli i wiem, że to Vinst wszystko uknuł, lecz to wszystko dzieje się ni stąd, ni zowąd. Mam uczulenie na takie twisty akcji po anime Code Geass, gdzie było ich za dużo, więc pewnie dlatego mnie to tak ukłuło. I przez tę sytuację odnoszę wrażenie, że to po prostu jest zbyt podejrzane, żeby przebiegło tak gładko.
Cieszę się, że mój komentarz Ci pomógł. Również pozdrawiam!
Od: Pióroman Ambrosa
twarz żeńska
05.11.2017
Witaj.
Zacznę od tego, że ze względu na objętość tekstu, nie powinno się traktować go jako opowiadania, tylko mini powieść, albo coś w tym stylu. W dużej mierze przez to zabrałem się do czytania Twojego tekstu po skończeniu pozostałych czterech przydzielonych. Treść okazała się dość ciekawa, choć w pewnych momentach mocno przewidywalna. Dworskie intrygi, biedny, uczciwy bard wpleciony w ich sieć, szlachetna i prawa księżniczka - wszystko jak w starym dobrym fantasy. Skojarzenie z "Grą o tron" nasuwa się już w pierwszych scenach.
Postacie zbudowałaś ciekawie, choć nie udało Ci się uciec od schematów. Ciekawa postać Ciary, ale uważam że zbyt nachalnie pozwalałaś jej podrywać grajka. Kobiety są w tym dużo bardziej subtelne :) Dzięki zależnością postaci od siebie nawzajem, udało ci się oddać klimat dworskiego życia, a przynajmniej jakąś jego część. Wszystko udało się dość realistycznie.
Do stylistyki nie mogę się za bardzo przyczepić, wydawało mi się, że nie ma większych zgrzytów, poza kilkoma potocznymi zwrotami narratora. Dialogi w porządku, fabuła też, może tylko zakończenie nie wbija w fotel i przez to całe opowiadanie umyka z pamięci zaraz po ostatnim zdaniu.
Popracowałbym jeszcze nad zapisywaniem tekstu ballady. Proponuję zostawić podział na wersy, dzięki temu będzie się czytało lepiej i bardziej przejrzyście.
Reasumując, mamy tu kawał niezłego fantasy. Twórz dalej i do "poczytania".
Pozdrawiam
Arek.
Od: Pióroman Arkadiush
twarz męska
07.11.2017
Witam.
Cóż, myślę, że to kwestia indywidualna, jak dla mnie jest to długość normalnego opowiadania, w końcu bywają i dłuższe, ale skoro tak uważasz, nie mam nic przeciwko.
Jeśli o fabułę chodzi, powiem wprost - opowiadanie to jest adaptacją fragmentu kołysanki "Na Wojtusia z popielnika", oczywiście mowa o ostatniej zwrotce:
"Była sobie raz królewna,
Pokochała grajka,
Król wyprawił im wesele
I skończona bajka... "
Stąd może brak jako takiej oryginalności zarówno w fabule jak i kreacji bohaterów, w końcu bazą jest piosenka dla dzieci... chociaż moja wersja odbiega od oryginału i wprowadza sporo nowych wątków i faktów :)
To opowiadanie leży już trochę w mojej szufladzie, gdy je pisałam, nie byłam jeszcze zaznajomiona ani z książką ani serialem, więc w tej sytuacji uznam to za komplement ;)
Dziękuję za czas poświęcony mojemu opowiadaniu, a także wszelkie uwagi i spostrzeżenia, cieszę się, że podczas lektury, pomimo długości tekstu, nie męczyłeś się i dobrnąłeś do końca :)
Pozdrawiam cieplutko!
Od: Autor Shirru
twarz żeńska
04.11.2017
Droga Autorko!
Ale mnie urządziłaś tym opowiadaniem... uff. Generalnie dwie oceny mam dla Ciebie. W szkolnej skali będzie to 4+ za pierwszą, i 2= za drugą połowę opowiadania. Duży kontrast...

Początek, tak... Sposób rozpoczęcia historii od wędrownego, obowiązkowo starego bajarza pokochałem od kiedy się zeń pierwszy raz zetknąłem, a było to u pewnego polskiego pisarza o chłopie, co wyjątkowo dobrze mieczem robił.
I od tamtego czasu jestem uwięziony. Bo raz, że to sposób na wskroś wtórny, a dwa, że co w dzisiejszych czasach wtórne w ten czy inny sposób nie jest? No i tutaj duży plus dla Ciebie - świetnie wykorzystałaś ów motyw do poczynienia aluzji do tekstu pewnej dziecięcej kołysanki. Taki detal, a wart docenienia. Bo w otwartym tekście opowiadania trzeba by go było na siłę wpychać, szukając okazji, a tak - ot i gotowe, miły smaczek.
Toteż oceniam Twój wtórny początek za wykorzystany właściwie i wtórność ową upatruję jako zaletę, bo z miejsca pokazujesz, że robisz rzeczy świadomie i już na tym etapie widzę warsztat i dopracowanie tekstu na wysokim poziomie. Chciałoby się od razu kałamarz przyznać, bo jako że jest to w tym konkursie decydowanie najdłuższy tekst, toteż i zostawiłem go sobie na sam koniec. Ale nie bądźmy nazbyt pochopni ;)

"Szli w milczeniu (...)
– Sądziłem, że masz lepszy gust, królewno – zagadnął Vinst (...) nie miał zamiaru przez resztę marszu wysłuchiwać jej biadolenia." - Choć warsztatowo prowadzisz narrację bez zarzutu, to lekko - podkreślam, lekko - potknęłaś się tutaj logicznie. Skoro nie chciał wysłuchiwać biadolenia, to dość było iść dalej w milczeniu. Obrażanie obiektu miłości królewny nie jest dobrym sposobem na uniknięcie biadolenia. Stąd uznaję końcówkę opisu za nietrafioną.

"– Och, Gothramie, nie zaczynaj znowu. Mówiłam ci już, że nie wyjdę za ciebie." - Ha, świetne! Humorek, charakterek, królewna od razu nabiera kolorów, podobnie jak i strażnik. Podkreśla to jednak powyższe lekkie potknięcie i potęguje jego rozmiar do średniego, jako że raz, królewna nie jawi się jako osoba skora do biadolenia, dwa, strażnik okazuje się być blisko rodu królewskiego na tyle, że pozwala sobie na tego typu uwagi o guście królewny, trzy, okazuje się, że strażnik zna królewnę znakomicie i na wiele sobie możę pozwolić, czego dowodzi dodatkowo uśmieszek przy prośbie o wybaczenie.

"Wytłumacz mi więc, co nadal w moim pałacu robi ten grajczyna?" - ja z kolei zastanawiam się, dlaczego grajczyna pozostał samotnie w komnacie królewny. Powinien był sam ją opuścić nie ponaglany, albo zostać wyproszony przez strażnika.

"– Panie, dobrze wiesz, że połączyła nas miłość – zaczęła Mirella" - najpierw "Ojcze", teraz "Panie"? Potem znowu ojcze, a na koniec per "ty" - to ostatnie w gniewie, więc uzasadnione, ale jaka jest etykieta? Nawet jeśli dopuszcza obie formy, to dlaczego królewna używa ich zamiennie? W tym momencie nie obowiązuje Cię tak drastyczne przestrzeganie zasad powtórzeń w tekście.

"– Obiecuję ci – syknęła przez łzy, zrzucając z siebie ręce strażników." - strażnicy mający odeskortować królewnę do komnaty ją dotknęli? domyślam się, że położyli ręce w zbrojnych rękawicach na ramionach królewny. Oj... immersja cierpi.

W kolejnej scenie pokazujesz króla jako człowieka. Jako postać o wiele większą, niż kamienne serce "król rozkazał i już". Ma on swoje plany ale i rozterki, wątpliwości. Wyśmienicie!

Scena z Ciarą wypada niestety sztucznie. Mam na myśli plan Ciary - a gdzie subtelność, jakakolwiek doza przebiegłości? Przy tak bezpośrednim podejściu to uwieźć można dresa na wiejskiej potańcówce, albo by pozostać w klimacie, chłopa który zanadto popił w czasie świętowania przesilenia. Dla minstrela to powinno śmierdzieć na kilometr i nie tylko nie zadziałać, skoro jest on prawdziwie zakochany, ale dodatkowo wzmóc jego czujność na kolejne sztuczki...

"Górami Halflinga" - sugerujesz istnienie niziołków, domyślnie możemy przyjąć, że elfy i krasnoludy też gdzieś tam są. Ale dlaczego pozostawiłaś angielską nazwę? Na upartego można - ale raczej potocznie.

"Najbardziej jednak bolał go fakt, iż w żaden sposób nie mógł ukarać młodzieńca. Całkiem niedawno popadł w niełaskę króla, toteż wieść o zabiciu ucznia nadwornego płatnerza – człowieka lubianego i szanowanego, z pewnością przysporzyłaby mu tylko kłopotów." - Zaraz. Ukaranie to musi zaraz być morderstwo? Poza tym, jak niby uczeń nadwornego płatnerza stoi w hierarchii wyżej hrabiego tak, że nazywa go per "nadęty buc" i podważa rozkazy? W karawanie też musiała być jakaś hierarchia - ktoś jest w końcu dowódcą?

"– Och, Birnie, przecież ty nigdy nie zmądrzejesz!" - mistrz poinien złajać krnąbrnego ucznia za takie zachowanie, a nie się z nim spoufalać!

"Wielkie piece stały rozgrzane od świtu do zmierzchu" - oj... to jest huta, odlewnia, czy jednoosobowy zakład płatnerski? Tutaj mamy ewidentną nieznajomość realiów/technikaliów. Ostrożnie z tym!

"– Odrzucił mnie! – krzyknęła (..) To dla mnie zniewaga!" - A co ona niby myślała? To była ta kandydatka idealna do poderwania zakochanego w królewnie minstrela? Zabrała się do roboty z finezją byle portowej kurtyzany, przez chwilę sądziłem, że taki był plan, aby dalej wdrożyć jego kontynuację, ale tutaj się okazuje, że ona autentycznie myślała, że ta fuszerka jakoś przejdzie. To absurd!

"niepowodzenia były więc chlebem powszednim." - to mówi (myśli) hrabia, dowódca straży królewskiej, o którym wiemy, że "szybkość jego reakcji i decyzji miała często kluczowe znaczenie dla dobra królestwa", jednocześnie porównując się do córki tkaczki, która to niby osiąga same sukcesy? Oj niezbyt...

"Myślisz, że jesteś kimś? Że znaczysz w hierarchii więcej niż pies? Nie, jesteś zwykłą wieśniaczką, służką, którą można poniewierać wedle uznania." - a to już bardziej pasuje. Natomiast pokazuje też drugą twarz Vinsta. Z zaskoczenia - do tej pory jego charakter był zgoła inny, toteż mam tu lekki zgrzyt, ale nic nie szkodzi - od tego gra pozorów, aby postacie były dynamiczne.

"Ale pamiętaj, że jeśli znów mnie zawiedziesz, zabiję cię bez wahania." - a to znowu przesada. Nie wiem, czy celowa, ale przesada.

"Syn płatnerza" - Syn? Umknęło mi to wcześniej, czy też teraz jestem tą rewelacją zaskakiwany? Niemniej nie zmienia to mojego pierwotnego zarzutu o relacji mistrz-uczeń, bo jest podobna do ojciec-syn.

"dopiero żem wrócił", oraz "czego i jam się nauczył" - to brzmi sztucznie. Wymuszona mowa stylizowana użyta nagle, wcześniej tego nie było u tej postaci. Nadto - jam/żem - to bardziej pasowałoby do jakiegoś chłopa, Ty zaś robisz z syna płatnerza jakiegoś niby to hrabiego czy inne pewne siebie książątko (co też traktuję jako błąd).

Scena z morderstwem. Czytałem ją dwa razy, bo za pierwszym razem myślałem, że cała stanowi sen. Tak nagłe i niespodziewane było pchnięcie akcji do przodu. Sposób dość tani i naciągany, acz nie odmówię mu skuteczności. Wątpliwe jest dla mnie tylko to, gdzie ci strażnicy byli, że nic więcej nie widzieli? Sytuacja naciągana, ale niech tam będzie.

"Minął strażników, pozdrawiając ich przed tym gestem dłoni (...) Nie musieli pytać po co pachołek lazł do lochów" - mogli jednak zapytać, gdzie jest ten sam pachołek co zawsze. Ja z kolei pytam, od kiedy to jedzenie do lochów zanosi pachołek, a straż siedzi sobie, kiwa im głowami i nie zadaje pytań?

"Pchnął kratowane drzwi, które odpowiedziały mu żałosnym jękiem." - były otwarte?

"– Mógłbym, przykładowo, dostać rozkaz umycia jednej z cel. Wtedy klucz byłby niezbędny do wykonania powierzonego mi zadania." - Wybacz, ale to jawna kpina. Podobnie jak z piecami u płatnerza - nieznajomość realiów, ale i na samą logikę to nie ma sensu.

"I od razu uprzedzę twoje pytanie: nie, nie będzie miał przeze mnie problemów. Zapewne nie wiesz, ale nasze pokrewieństwo jest tajemnicą. Gdyby ludzie wiedzieli, że jestem jego synem, zapewne uznaliby, że tatulko wziął mnie do warsztatu nie z powodu moich umiejętności, a sentymentu." - jeśli uczeń mistrze nabroi, to mistrz może mieć problemy nawet jeśli nie jest jego ojcem. Natomiast tajemnica o pokrewieństwie jest tak naciąganą ściemą że ponownie wybacz, ale to jawna kpina. Raz, dlaczego niby mieliby robić z tego tajemnicę poza tym, że próbujesz tą grubą nicią szyć tutaj usprawiedliwienia? Dwa, w jaki sposób się to niby odbyło? No i wreszcie, umiejętności kontra sentyment. Sentyment jest tutaj złym słowem, ale pomijając ten fakt - umiejętności można szybko dowieść, więc to kolejna gruba nić, ażeby usprawiedliwić poprzednią grubą nić. Wreszcie dochodzi tutaj kolejny problem - jakim cudem bard wiedział o pokrewieństwie, ale nikt inny nie wiedział, a jednocześnie bard nie wiedział, że to tajemnica? Ech...
By dopełnić absurdu wytknę jeszcze, że wszystkie te stwierdzenia Birn wypowiada w jednej kwestii, niczym na jednym wdechu, tak, aby wszystkie luki w fabule niby-zatkać naraz, na szybko. To też razi, niestety...

Do tej pory opowiadanie było niezłe, ale od momentu morderstwa odnoszę wrażenie, że na siłę przyspieszasz akcję, szukasz naprędce skleconych wymówek i lecisz do przodu. Co się stało? Oj, lepiej, żeby Birn był zamieszany w królewski spisek - to by dodało smaczku historii i choć trochę usprawiedliwiło te niedorzeczności które zaczynają się dziać.

"Łatwo, kurwa, powiedzieć, pomyślał, dostrzegając siedzących w przedsionku, znudzonych strażników." - fatalny nadmiar przecinków. A tak bardziej serio - po co ten wulgaryzm? Niczemu nie służy, w dodatku kole w oczy i
"Królewna przycupnięta na pufie" - niefortunne wyrażenie. Z czasownika zrobiłaś przymiotnik.

„W przeciągu mgnienia" - oka?

"Choć, tam czekają konie" - Chodź. Uwaga na zdradliwą autokorektę ;)

Generalnie drobne wpadki których nie ma co tutaj wyciągać – gramatycznie jest bardzo dobrze.
Od: Pióroman Zorann
twarz męska
04.11.2017
Oj... muszę dopisać resztę, bo widzę, że ucięło...

"Łatwo, kurwa, powiedzieć, pomyślał, dostrzegając siedzących w przedsionku, znudzonych strażników." - fatalny nadmiar przecinków. A tak bardziej serio - po co ten wulgaryzm? Niczemu nie służy, w dodatku kole w oczy i ponownie psuje postać Birna, który nie wiadomo już, jaką manierą się wyraża, skoro to jego myśli. W dodatku brzydki wyraz został użyty nad wyraz współcześnie. To nie krasnolud z powieści Sapkowskiego, który potrafi rzucić mięchem we właściwym momencie - to zupełnie niepotrzebne u Ciebie i nie pasujące ani do postaci, ani do opowiadania.

"Nigdy nie kantuję, to ty chujowo grasz.", oraz "– Zehir, kurwa, nie walisz kloca tylko grasz w pierdolone karty!" - a i żebyś nie myślała, że się tak oburzyłem bo jakiś świętoszek jestem - tutaj pochwalę, ten wulgaryzm został użyty poprawnie. Klimatycznie, pasuje do wulgarnych postaci strażników więziennych, nie jest wstawiony na siłę. Znakomity kontrast do poprzedniego - wyciągnij z tego wnioski!

"Dobranoc, pomyślał z satysfakcją, wyjmując z kieszeni maleńki flakonik ze środkiem nasennym. Ucałował jasne szkiełko i wrzucił je z powrotem do materiałowej przegródki." - fatalnie teatralny gest. Co on, wziął flakonik ze sobą? Po co? A teraz go wyjął i pocałował? Jak napisałem - teatralność i sztuczność, w dodatku bez sensu.

"stał zupełnie nagi na zimnym klepisku" - Birn nie podzielił się z nim szczegółami planu, więc skąd bard wiedział, jak się przygotować? Nawet jeśli, to jaki sens było rozbierać się do naga i tak czekać marznąc, skoro równie dobrze mógł się rozebrać teraz?
"Czemu zakładasz rękawice?" - chwilę później widzimy, że minstrel nie znał planu dotyczącego tytłania włosów.

"– Mają tu psy?" - obyś nie miała na myśli tutaj pies-policjant. Oby chodziło mu naprawdę o psy tropiące. Tak czy inaczej, ta gra słów nie pasuje do opowiadania fantasy. Może gdyby została zręczniej rozegrana, to owszem, ale w tej formie - niezbyt.

Przez chwilę myślałem, że minstrel przebieże się za Birna a tamten zostanie w lochu i będzie żądał uwolnienia bo został napadnięty. Ryzykowne, ale miałoby jakiś haczyk w sobie. No ale nic, to tylko takie tam moje wymysły...

"– Co z nim? Dlaczego jest odwrócony do mnie plecami?" - znowu - grubymi nićmi szyjesz... Można raz, dwa. Ale tak cały czas? To zaczyna przeszkadzać. Jeśli nie widzisz tego w ten sposób - strażnik, dowódca straży, powinien znać ludzi którzy pałętają się po zamku chociażby z widzenia, a nie że jakiś tam pachołek kiedyś spadł ze schodów a on go pierwszy raz na oczy widzi - nawet jeśli tylko plecy i włosy osmalone, ale co tam, prawda?
Birna na pewno zna - musi. Podobnie jak reszta strażników znać go powinna. I nikogo nie dziwi, że czeladnik płatnerski pałęta się myć cele, skoro już niech będzie, że pachołkowie robią takie coś? No też niestety - nie bardzo.

"sielankowy spokój zakłóciło dojmujące bicie dzwonów" - bardzo szybko, ale niech tam. oni nie zdołali się oddalić, powinni zostać złapani w mig.

"podążyli ku chaszczom rosnącym gęsto pod murami zamku i chwycili przygotowane wcześniej miecze, zamaskowane wśród gałązek i liści." - gdyby tam była lina z hakiem to już bym uwierzył (skoro wcześniej skok przez mury oferował dąb, co zresztą też jest naciągane - co to za mury niby są?), ale miecze? Oni zamierzają walczyć ze strażą?

"walczył sam na sam z wielkoludem okutym w stal" - skąd ten strażnik się tam wziął? Stał przy bramie? Gdziekolwiek i jakkolwiek by się to nie stało, to strażników powinno być dwóch lub więcej. Przecież "krzyki zbrojnych, którzy pędem rzucili się w stronę pałacu" - gdzie są ci zbrojni?

"– Myślisz, że kto testował broń wykuwaną w naszym warsztacie?" - testować broń, a znać się na walce to różne rzeczy. Testować można jakość stali, ale broń testowana powinna być przez kogo innego.
"zawzięty gwardzista machał mieczem we wszystkie strony (...) Jego młodszy i zdecydowanie zwinniejszy przeciwnik w tym czasie skakał niczym pchła i robił piruety, unikając świszczącej w powietrzu stali." - zdecydowanie ubogi opis. Raz, że co to ma być machanie na wszystkie strony? Dwa, co to za skoki, piruety i uniki? To tancerz, zwinny wojownik, czy uczeń płatnerza?
Ponownie muszę przypomnieć: "krzyki zbrojnych, którzy pędem rzucili się w stronę pałacu" - gdzie oni są, w czasie gdy tu trwa walka?

"Wisząca w powietrzu klinga odbijała promienie słońca, rażąc chłopaka w oczy." - oni uciekali za dnia? Tym bardziej! Czy Vinst nie widział, że włosy nie są czarne, tylko umorusane sadzą?

"wykrwawiające się powoli ciało wojaka, leżące u stóp Uriela" - czy żołnierz zapomniał, że miał dwóch przeciwników przed sobą? Czy po powaleniu jednego skupił całą swoją uwagę na powolnym dobijaniu, by minstrel mógł go zajść od tyłu i zabić?

"– Uriel, kurwa, błagam, przyspiesz trochę!" - ponownie, źle i nazbyt współcześnie. Postać/charakter Birna się rozmywa.
Od: Pióroman Zorann
twarz męska
04.11.2017
I jeszcze dalszy ciąg:

Finalnie okazuje się, że bard zdołał na koniu uciec, choć przecież został zauważony - kiepskich tropicieli/gońców/zwiadowców/jeźdźców ma to królestwo, ale cóż...

No dobrze, podsumujmy.
Przede wszystkim, coś się stało mniej-więcej w momencie snu barda. Nie wiem, ktoś inny zaczął pisać resztę opowiadania? Albo włączył się tryb pisania na kolanie?
Tak czy inaczej zobacz zagęszczenie moich zarzutów - im dalej w opowiadanie, tym więcej mam pretensji i tym bardziej absurdalna jest historia.
Zaczyna się klimatycznie, obiecująco. Są fajne postacie, ciekawe pomysły jak na przykład Słyszący, czy pochwalone już "uczłowieczenie" króla. Który potem na rozprawie służy tylko do tego, aby wykrzykiwać "cisza cisza" i ogłosić wyrok...

Próbowałaś z dowódcy straży zrobić wielkiego złego, ale się to gdzieś rozmyło, nie znalazło finału. Sprytny plan uwiedzenie minstrela to w ogóle jakaś kpina - zero intrygi. Choć początek był pisany dobrym piórem i kleił się fabularnie, to potem wszystko się zawaliło. Autentycznie byłem przekonany, że mój komentarz będzie wytykał kilka błędów gramatycznych i może jedną czy dwie nieścisłości, ale finalnie okazało się, że całość się posypała i od dwóch godzin czytam i opisuję wiele absurdów.

Przede wszystkim realia historyczne. Musisz trzymać konwencję. Nie możesz pozwalać uczniowi płatnerza drwić otwarcie z hrabiego i pokazywać wszem i wobec, jaki to on jest fajny, by za chwilę zrobić z niego pachołka od mycia cel w lochach.
Wiele historycznych wpadek wytknąłem wyżej więc nie będę się powtarzał. Na pewno to jest do odrobienia. Musisz poczytać książki osadzone w interesujących Cię realiach, bo masz tutaj spore braki.

Warsztatowo jest to nadal kawał dobrej roboty, choć pod koniec widać pośpiech i niedbałość w stylu "machał mieczem na wszystkie strony".

Także niestety, utwór ma niezwykle i niecharakterystycznie nierówny poziom. Początek super – doceniam i pochwalam. Ale później niestety, katastrofa, a końcówka, śmierć Birma i oczywista klisza – starzec okazuje się być bardem – nie wzruszyła mnie zupełnie.
Początek był wiarygodny, mógłbym to kupić i wczuwałem się pięknie, ale immersję w pewnym momencie wyzerowało to wszystko, co wyżej napisałem. Stąd finalnie tekstem się znużyłem, zmęczyłem jego drugą połową.
Potrafisz stworzyć dobre opisy, ale widać tutaj pośpiech, czasem nieznajomość realiów. Podobnie postacie – Birn najbardziej się rzuca w oczy. Najpierw mówi normalnie, potem wrzuca jakieś „jam/żem”, by wreszcie zacząć kląć jak współczesny dres. Król – zmarnowany potencjał tak pięknie przygotowany na wstępie. Królewna – też znika z opowiadania, nie ma nic do powiedzenia. Dowódca straży – najpierw przyjaciel rodu królewskiego, potem okazuje się nagle być wielkim złym. Ciara – to już zupełnie nie wiadomo co. Kurtyzana bez wyobraźni i finezji, myśli, że jest wielką panią, ale za chwilę się okazuje, że jest nikim? Słyszący – super pomysł, ale mało ich widać i na rozprawie okazują się być zwykłymi zdrajcami. Uważam ich za zmarnowany potencjał.
Chyba grajek pozostaje najlepszą postacią, choć jest niezwykle przewidywalny – ale przynajmniej trzyma poziom, ciągle jest sobą w jakiś sposób.
Cała immersja, klimat i najlepsze momenty to początek, potem nagle wszystko się zepsuło. Jeśli o nowatorstwo idzie – jest to w stu procentach klisza od początku do końca, ale to nie wada. Wadą jest jej wykonanie.

Cóż, przyjdzie mi kończyć ten przydługawy komentarz. Wybacz ostre słowa – wierzę, że przyniosą pożytek. Paradoksalnie teraz mam ciężki orzech do zgryzienia z tym kałamarzem. Bo wciąż muszę docenić początek, ale przegryźć końcówkę... Ale to już moje zmartwienie.

Jeśli masz jakieś wątpliwości, pytania – pisz, chętnie odpowiem!
Pozdrawiam i życzę chyba najbardziej, to wytrwałości, bo mam wrażenie, że potrafisz napisać coś bardzo, bardzo fajnego, ale musisz nad tekstem pracować, nie możesz z nim gonić, niestety. Powodzenia!
Od: Pióroman Zorann
twarz męska
04.11.2017
Witam.
Cóż, przyznam, że faktycznie rozbieżność jest dość duża. Widać - trochę napsociłam :)
Postaram się teraz odnieść, do niektórych zarzutów i je, być może, wybronić.
Początkowe spostrzeżenie równie zmyślne, co trafne. Wiem dobrze o jakim chłopie mowa i faktycznie - mnie samej, gdy pisałam wspomnianą scenę, przypominał się dziad Pogwizd i jego opowieści o wiedźmińskiej drużynie czy czarodziejkach. Nie był to jednak zamierzone kopiowanie, a najzwyczajniejsze w świecie użycie motywu wędrownego bajarza na rzecz fabuły.
"ja z kolei zastanawiam się, dlaczego grajczyna pozostał samotnie w komnacie królewny. Powinien był sam ją opuścić nie ponaglany, albo zostać wyproszony przez strażnika." - komnata nie należała do królewny, lecz Uriela, mam na myśli - pokój "gościnny", udostępniony gościowi honorowemu królewny.
"najpierw "Ojcze", teraz "Panie"? Potem znowu ojcze, a na koniec per "ty" - to ostatnie w gniewie, więc uzasadnione, ale jaka jest etykieta? Nawet jeśli dopuszcza obie formy, to dlaczego królewna używa ich zamiennie?" - w tamtych czasach dozwolone były obie formy, już uzasadniam stosowanie ich naprzemiennie. Początkowo królewna zwraca się do króla "ojcze", nie wie w jakiej sprawie wezwał ją władca, nie jest "uprzedzona". Ale ten zaczyna temat-burzę, temat drażliwy i niebezpieczny. Królewna słysząc to "wznosi bariery ochronne", dystansuje się, wycofuje, przechodzi na oficjalne "panie". Wtedy król zdecydowanie mówi (a raczej krzyczy), że nie będą mieli żadnej wspólnej przyszłości i nie wyobraża sobie żeby "kurwiła się z ulicznym drzymordą". To wyprowadza królewnę z równowagi, sprawia, że ta czuje jak pęka pod nią lód, a nadzieja gaśnie, jest zdesperowana, chcąc wzbudzić litość i miłosierdzie jeszcze raz przechodzi na "ojcze", co jak dobrze wiemy, nie przyniosło efektów. Na domiar złego dodaje, że sam wybierze jej męża i ta poślubi go nawet wbrew woli. Wtedy następuje napływ gniewu, wściekłości i uderza do ojca na "ty".
"strażnicy mający odeskortować królewnę do komnaty ją dotknęli? domyślam się, że położyli ręce w zbrojnych rękawicach na ramionach królewny." - dokładnie, jako że przed chwilą król wydał rozkaz "Odprowadzić królewnę do komnaty i pilnować.", sama królewna się do tego nie paliła, zbyt zajmowało ją grożenie ojcu i histeryzowanie, więc strażnicy nie mieli wyjścia jak tylko ją "chwycić".
"sugerujesz istnienie niziołków, domyślnie możemy przyjąć, że elfy i krasnoludy też gdzieś tam są" - nie, zdecydowanie nie, ten świat wolny jest od fantastycznych istot. Szczerze powiedziawszy opowiadanie ma już trochę czasu, gdy pisałam je nie interesowałam się mitologią nordycką, więc nie skojarzyłam faktów. Pisząc miałam tą nazwę w głowie, przyszła sama. To, że nie poprawiłam tego niedopatrzenia przed wstawieniem tekstu tu, jest moim błędem.
"jak niby uczeń nadwornego płatnerza stoi w hierarchii wyżej hrabiego tak, że nazywa go per "nadęty buc" i podważa rozkazy?" - nie, nie stoi wyżej, w żadnym wypadku. Płatnerz jest człowiekiem bardzo szanowanym na dworze ze względu na wiek, doświadczenie, umiejętności i charakter, sposób bycia. Nie powiedziałabym, że jest "ulubieńcem" króla, ale można uznać, że ten patrzy na niego łaskawym okiem. Wspomniany hrabia tymczasem, jak wspomniane było w tekście, podpadł władcy i znajdował się w niełasce, wolał nie leźć mu w oczy i nie ryzykować, że czymkolwiek mu się na razie bądź go zdenerwuje. "Nadęty buc" natomiast był rzucony pod nosem, gdy hrabia był już daleko.
"mistrz powinien złajać krnąbrnego ucznia za takie zachowanie, a nie się z nim spoufalać!" - zależy od człowieka - jeden by go opieprzył, drugi dał przez łeb, a trzeci wzruszyły ramionami i miał to w tyłku. Myślę, że z takimi rzeczami nie ma co brać wszystkich pod jedną kreskę, każdy reaguje inaczej. To dobry człowiek, poczciwy, co złego w tym, że chłopak uśmiechnął się do kobiety? Dlaczego miałby go rugać? Uwaga rzucona była z lekkim rozbawieniem i politowaniem osoby sędziwego wieku, mająca lata młodości za sobą. Do tego było to swojego rodzaju powitanie :)
"oj... to jest huta, odlewnia, czy jednoosobowy zakład płatnerski? Tutaj mamy ewidentną nieznajomość realiów/technikaliów." - masz mnie, o kowalstwie i płatnerstwie nie wiem za wiele ;) Miejmy nadzieję, że w przyszłości będę miała szansę to nadrobić.
"A co ona niby myślała? To była ta kandydatka idealna do poderwania zakochanego w królewnie minstrela?... To absurd!" - i masz stuprocentową rację! Dokładnie o to chodziło. Ciara jest zwyczajnie naiwna i ma osobie wysokie mniemanie. Ten fragment o tym mówi: "furia w głosie kobiety sprawiła, że prawie zaczął jej współczuć. [...] Widocznie nie każdy o tym wiedział, a już na pewno nie Ciara, córka tkaczki. Biedulka, pomyślał, obserwując bacznie niewiastę miotającą się po komnacie. [...] jesteś zwykłą wieśniaczką, służką, którą można poniewierać wedle uznania. Gdyby nie hrabia Delraz i jego zamiłowanie do kobiet nadal opróżniałabyś wychodki, taplając się w gównie i szczynach!" Ciara była zwykłą służką, wpadła w oko jakiemuś kobieciarzowi i urosła w hierarchii dworu. Jak to jednak często bywa, poprzewracało jej się w głowie, jej światopogląd uległ zniekształceniu, myślała o sobie jak o kimś co najmniej na miarę hrabiny. Wykreowanie jej w ten sposób nie jest moim błędem, a zamysłem, posunięciem zaplanowanym.
"to mówi (myśli) hrabia, dowódca straży królewskiej, o którym wiemy, że "szybkość jego reakcji i decyzji miała często kluczowe znaczenie dla dobra królestwa", jednocześnie porównując się do córki tkaczki, która to niby osiąga same sukcesy? Oj niezbyt..." - ależ nie, on nigdzie się nie porównuje. Patrząc na nią z politowaniem stwierdza, że życie nie to nie bajka i nie jest usłane różami, tylko nieco innymi słowami. Nie mówił tego w odniesieniu do siebie, bardziej jako pewnego rodzaju życiową prawdę?
"Natomiast pokazuje też drugą twarz Vinsta. Z zaskoczenia - do tej pory jego charakter był zgoła inny, toteż mam tu lekki zgrzyt, ale nic nie szkodzi" - bo i miało pokazać - cień skryty za codzienną maską, osobowość człowieka bezwzględnego i nieprzewidywalnego.
"Syn? Umknęło mi to wcześniej, czy też teraz jestem tą rewelacją zaskakiwany? Niemniej nie zmienia to mojego pierwotnego zarzutu o relacji mistrz-uczeń, bo jest podobna do ojciec-syn." - ciężko by było uniknąć relacji ojciec-syn, podczas gdy to faktycznie jest ojciec i syn.
""dopiero żem wrócił", oraz "czego i jam się nauczył" - to brzmi sztucznie. Wymuszona mowa stylizowana użyta nagle, wcześniej tego nie było u tej postaci. Nadto - jam/żem - to bardziej pasowałoby do jakiegoś chłopa, Ty zaś robisz z syna płatnerza jakiegoś niby to hrabiego czy inne pewne siebie książątko (co też traktuję jako błąd)." - sęk w tym, że Birn jest chłopem, urodził się na wsi i z czasem, co mamy zresztą opisane, opuścił z ojcem wioskę. Od jakiegoś czasu żyje już na dworze, więc jego słownictwo nieco się rozwinęło, nie wyklucza to jednak pewnych naleciałości. Poza tym Brin to prosty chłopak z dużym temperamentem i, jak napisałeś, z pewnością siebie.
"mogli jednak zapytać, gdzie jest ten sam pachołek co zawsze. Ja z kolei pytam, od kiedy to jedzenie do lochów zanosi pachołek, a straż siedzi sobie, kiwa im głowami i nie zadaje pytań?" - sęk w tym, że tam nie ma "tego pachołka co zawsze", napisane jest wyraźnie "Kilka razy w tygodniu zjawiał się ktoś ze służby by rzucić jeńcom trochę ochłapów.", więc na dobrą sprawę mógł być to za każdym razem kto inny. A jakie pytanie mogli by zadać? Wystarczy spojrzeć na strój, widać, że pachołek,
Od: Autor Shirru
twarz żeńska
04.11.2017
Witaj! Odnoszę się zatem do tych tłumaczeń, co do których pełnej zgody wciąż nie ma:

"komnata nie należała do królewny, lecz Uriela" - albo nie zostało to opisane, albo wina jest po mojej stronie i opis ten przeoczyłem. Niemniej jednak, krolewna idzie na schadzkę do pokoju grajka? To zaburza wszelkie konwenanse, nawet współcześnie zwykle czyni się odwrotnie, co dopiero w historii opisanej w świecie średniowiecznym.

Jeśli o ojcze/panie chodzi, to wybrnęłaś nad wyraz dobrze, niemniej jednak w samym dialogu mi to zgrzytało. Gdybyś w didaskaliach lepiej wytłumaczyła postawę królewny, targające nią emocje i dynamicznie zmienne nastawienie do ojca - byłoby lepiej.

"strażnicy nie mieli wyjścia jak tylko ją "chwycić"" - to niedopuszczalne. Zwykły strażnik, nawet straż przyboczna, nie poważyły się na kontakt fizyczny córki króla, o ile taki nie byłby bezpośredni rozkaz, a i tak strażnik winien się wówczas zawahać. W tym przypadku co odważniejszy strażnik mógłby z nutką błagania odezwać się słowem "Pani?", by dać znać, że zaróno on, jak i ona powinni wykonać rozkaz króla. Pchać się z łapskami strażnika do ktrólewny - nie.

"Nie powiedziałabym, że jest "ulubieńcem" króla, ale można uznać, że ten patrzy na niego łaskawym okiem" - tekst tego nie tłumaczy. Niemniej jednak, hrabia w niełasce musiał być od niedawna, zaś syn płatnerza zachowuje się jak rozpieszczone książątko i dowódca karawany - to też godzi w spójność klimatu.

"co złego w tym, że chłopak uśmiechnął się do kobiety?" - dodaj do tego zachowanie względem hrabiego. Ojciec powinien był przytemperować rozpędzonego młodzika który zachowywał się jakby rozumy pozjadał.

"Wykreowanie jej w ten sposób nie jest moim błędem, a zamysłem, posunięciem zaplanowanym." - błędem zatem jest dowódca straży który przed królem twierdzi, że ma odpowiednią osobę do zadania (może nawet sprytny plan), podczas gdy musi być świadom, że żadną miarą nie może to być prawda.

"Nie mówił tego w odniesieniu do siebie, bardziej jako pewnego rodzaju życiową prawdę?" - Na ile paitam tekst, dowódca uskarżał się w myślach na codzienne porażki, których sam doświadcza. Zbyt miękko jak na twardą postać jaką w nim kreujesz. Cień jaki chcesz w nim okazać zdaje się nazbyt brutalny, wręcz wymuszony swą nagłością - a dodawkowo ponownie zadaje kłam, że taka osoba miałąby takie rozterki życiowe w głowie.

"ciężko by było uniknąć relacji ojciec-syn, podczas gdy to faktycznie jest ojciec i syn." - dowiadujemy się o tym w dziwnym momencie, w dziwny sposób. Z zaskoczenia, ale nie wymuszonego okolicznościami.

"sęk w tym, że Birn jest chłopem" - niestety, jego sposób wyrażania się nie konsekwentny, ani spójny. Być może wstawiałaś to celowo, ale nie zostało to zrobione na tyle zręcznie, bym mógł ten zabieg docenić - przeciwnie, pojawiają się tutaj wymienione zgrzyty.

"A jakie pytanie mogli by zadać? Wystarczy spojrzeć na strój, widać, że pachołek" - Strażnicy powinni wiedzieć, kto się pcha do lochów. Albo znają syna płątnerza i wiedzą, że nie ma tam nic do szukania, albo nie znają, i wtedy pada "a kim ty włąściwie jesteś, zgubiłęś się, pachołku?".

Niestety w tym miejscu komentarz się urywa - chyba system nie został naprawiony i straciłaś resztę tekstu...
Od: Pióroman Zorann
twarz męska
04.11.2017
Dopiero teraz zauważyłam, że ucięło mi pół komentarza! Nie zdążyłam przeczytać tego, co napisałeś, zaraz to zrobię, wstawię tylko ciąg dalszy...
...widać, że pachołek, w łapie ma wiadro z pacią, którą zawsze dostają wieźniowie, co więcej mogli by chcieć wiedzieć?
"były otwarte?" - były, obok siedzieli wartownicy, którzy oprócz samego wejścia, pilnowali również kluczy do cel. Bez nich, nawet gdyby ktoś wszedł do lochów, mógłby sobie conajwyżej pospacerować.
"jeśli uczeń mistrze nabroi, to mistrz może mieć problemy...jakim cudem bard wiedział o pokrewieństwie, ale nikt inny nie wiedział, a jednocześnie bard nie wiedział, że to tajemnica?" - to prawda, jednak ojciec poniesie większą odpowiedzialność za syna, niż mistrz, dla którego teoretycznie uczeń był obcym człowiekiem, zero pokrewieństwa, nie ma odpowiedzialności za własne dziecko. Wydaje mi się, że zrobienie z ich pokrewieństwa tajemnicy nie jest czymś strasznym, taki miałam zamysł i tak zrobiłam. Gdyby Birn pomógłby jeńcowi w ucieczce i zbiegł, oczywiście, na pewno mistrz miałby problemy, ale nie groziłaby mu śmierć. Gdyby zaś wiadomym by było, że to jego syn, zabiliby go niechybnie. To proste, myślę, że po prostu nie skupiłeś się w pewnym momencie. Birn i Uriel byli przyjaciółmi z dzieciństwa, mieszkali w jednej wiosce, to chyba logiczne, że znał ojca swojego najlepszego przyjaciela, a własnego sąsiada.
"Do tej pory opowiadanie było niezłe, ale od momentu morderstwa odnoszę wrażenie, że na siłę przyspieszasz akcję, szukasz naprędce skleconych wymówek i lecisz do przodu. Co się stało? " - wspomniałam o tym wcześniej, ale powtórzę, opowiadanie pisane było conajmniej rok temu i powstało na inny konkurs, który posiadał bardzo ograniczający limit znaków, a i tak mi się wszystko popieprzyło, bo limit odnosił się do liczby znaków, a mi się ubzdurało, że słów i dostało mi się za to ostro po tyłku.
"... tutaj pochwalę, ten wulgaryzm został użyty poprawnie. Klimatycznie, pasuje do wulgarnych postaci strażników więziennych, nie jest wstawiony na siłę. Znakomity kontrast do poprzedniego - wyciągnij z tego wnioski!" - wyciągnę :)
"...fatalnie teatralny gest..." - ...dobra, masz rację XD
"Birn nie podzielił się z nim szczegółami planu, więc skąd bard wiedział, jak się przygotować?" - skąd ten wniosek? To, że nie było tego napisanego wprost, nie znaczy, że nie miało to miejsca. Przerwynik wystąpił w trakcie dialogi bohaterów, nie zaś gdy np. Birn wyszedł z lochów, co znaczyłoby, że faktycznie rozmowa dobiegła końca i nic więcej nie zostało powiedziane.
"obyś nie miała na myśli tutaj pies-policjant." - nie, to boli, że w ogóle o tym pomyślałeś XD Chodziło o chrapanie strażników, które bohaterowi skojarzyło się z
"Birna na pewno zna - musi. Podobnie jak reszta strażników znać go powinna. I nikogo nie dziwi, że czeladnik płatnerski pałęta się myć cele, skoro już niech będzie, że pachołkowie robią takie coś?" - fakt, to śmierdzi aż zbytnio.
"bardzo szybko, ale niech tam. oni nie zdołali się oddalić, powinni zostać złapani w mig." - szybko bo w momencie skończenia rozmowy mamy "warknął, odwracając się w stronę drzwi prowadzących do lochów.", więc zszedł do lochów. Stąd szybko okazało się, że coś jest nie tak - strażnicy spali w nalepsze i za nic nie można było ich obudzić, nie trudno ogarnąć, że coś się święci.
"gdyby tam była lina z hakiem to już bym uwierzył (skoro wcześniej skok przez mury oferował dąb, co zresztą też jest naciągane - co to za mury niby są?), ale miecze? Oni zamierzają walczyć ze strażą?" - mury zamkowe, dotyczą jedynie kryjówki broni, uciekać będą po drzewie przez mury w ogrodach. Czy zamierzają walczyć? Nie, nie zamierzają, ale zdają sobie sprawę, że mogą być do tego zmuszeni.
"skąd ten strażnik się tam wziął? Stał przy bramie? Gdziekolwiek i jakkolwiek by się to nie stało, to strażników powinno być dwóch lub więcej. Przecież "krzyki zbrojnych, którzy pędem rzucili się w stronę pałacu" - gdzie są ci zbrojni?" - z tego fragmentu "Pospiesznie przemierzyli ogrodowe alejki, starając się unikać ogrodników, służących i przechadzających się leniwie gwardzistów.", uciekinierzy byli w ogrodach pałacowych, gdy rozległo się bicie dzwonów. Wspomnieni zbrojni, jak sam zacytowałeś, rzucili się w stronę pałacu, a nie ogrodów czy zbiegów, w końcu nie wiedzili dlaczego biją na alarm. Dlatego właśnie wszysy ruszyli do pałacu. Napotkany strażnik też zmierzał ku zamkowi, ale napatoczył się na nich. Z bronią w rękach.
"testować broń, a znać się na walce to różne rzeczy. Testować można jakość stali, ale broń testowana powinna być przez kogo innego" - prawda, pamiętaj jednak, że mamy do czynienia z młodym, niedoświadocznym jeszcze przez życie, a do tego pewnym siebie człowiekiem, to, że on tak mówi, że uważa to za wystarczający powód do twierdzenia, że potrafi walczyć, jest jego przekonaniem, nie faktem.
"zdecydowanie ubogi opis (...)" - wiem, ale to wina limitu, o którym wspominałam, skracałam już wszystko jak tylko mogłam. Skoki i uniki bo jest młody i zwinny, a do tego nie obciążony toną żelastwa, w przeciwieństwie do gwardzisty. To raz, dwa - Birn, wbrew temu co sam uważa, nie jest wojownikiem, nie umie walczyć, więc tylko unika cięć. Co do zbrojnych - pobiegli dowiedzieć się w czym rzecz, potem musieli przyjąć rozkazy, przegrupować się i rozpierzchnąć po pałacu w poszukiwaniu zbiegów. To wszystko trwa, królestwo nie jest malutkie, do tego zbroja i bieganie nie idą ze sobą w parze.
"Czy Vinst nie widział, że włosy nie są czarne, tylko umorusane sadzą? "wykrwawiające się powoli ciało wojaka, leżące u stóp Uriela" - czy żołnierz zapomniał, że miał dwóch przeciwników przed sobą? Czy po powaleniu jednego skupił całą swoją uwagę na powolnym dobijaniu, by minstrel mógł go zajść od tyłu i zabić?" - widział, że jest umorusany, ale parobkowie nie byli schludni ani czyściutcy, dopiero co wrócili z rzekomego czyszczenia cel, mogli być brudni. Chociaż faktycznie jest to naciągane.
"Finalnie okazuje się, że bard zdołał na koniu uciec, choć przecież został zauważony..." - tak, nie widzę w tym nic dziwnego. Ogrody są na tyłach pałacu, brama więc jest po drugiej stronie. Bard jako pierwszy przedostał się na drugą stronę, był za murem, gdy strażnicy dobiegli na tyle, by móc postrzelić Birna. Uriel chwilę po śmierci przyjaciela ucieka po prostej, podczas gdy strażnicy muszą się wrócić, dotrzeć do stajni, osiodłać konie, wyjechać przez bramę i okrążyć mur by podjąć pogoń.
"Przede wszystkim, coś się stało mniej-więcej w momencie snu barda. Nie wiem, ktoś inny zaczął pisać resztę opowiadania? Albo włączył się tryb pisania na kolanie? " - Nie, po śnie wkleiłam tekst do licznika słów i złapałam się za głowę, bo byłam w mniej niż w połowie, a limit się skurczył i to bardzo. Reszta była pisana w trybie "oszczędnościowym", z zastosowaniem rozwiązań, które niekoniecznie mnie zadowalały, a dawały szasnę, że dzięki temu pewne rzeczy da się załatwić w szybszy sposób, dzięki czemu zmieszczę się w limicie i uniknę związanych z tym kar bądź dyskwalifikacji. Myślę, że stąd było w drugiej części wiele "grubych nici" i rozwiązań wzbudzających conajmniej wątpliwości.
Co do zarzutu "Próbowałaś z dowódcy straży zrobić wielkiego złego" i " najpierw przyjaciel rodu królewskiego, potem okazuje się nagle być wielkim złym" nie zgodzę się zupełnie, źle odczytałeś postać i jej postępowanie. Vinst jest skurwysynem, ma zły charakter, ale nie próbowałam wcale robić z niego głównego antagonisty. On cały czas wypełnia rozkaz
Od: Autor Shirru
twarz żeńska
04.11.2017
i ciąg dalszy (te limity są straszne):
On cały czas wypełnia rozkazy króla, które w tym przypadku są mu na rękę, bo sam chciał startować do królewny. Nic co zrobił, nie jest niezgodne z wolą władcy, można powiedzieć, że to wszystko było winą króla, choć nie sam na to wpadł, on jedynie wydał rozkazy. Więc stwiedzenie, że najpierw jest przyjacielem rodu, a potem jest tym złym nijak się ma do rzeczywistości. To samo tyczy się "Słyszący – super pomysł, ale mało ich widać i na rozprawie okazują się być zwykłymi zdrajcami." - oni też przez cały czas służą swemu władcy, nie ma więc mowy o zdradzie.
Czytam, czytam, choć mało jest takich, które faktycznie mnie interesują. Wiem co nieco o tych realnich, bo siedzę w nich już sporo czasu, ale nie na każdy temat mam wiedzę, jak w przypadku tego płatnerstwa. Zresztą - nikt nie wie wszystkie, uczymy się przez całe życie. "choć pod koniec widać pośpiech i niedbałość w stylu" - już pisałam o tym kilka razy, ale powtórzę - nie kwestia niedbałości i pośpiechu, a limitu zaciskającego mi pętlę na szyi. Po skończeniu i tak, mimo pilnowania się, miałam sporo słów za dużo i potem usuwałam pewne fragmetny, których mi osobiście brakuje.
Żałuję, że zawiodłam Twoje oczekiwania i choć początkowo zyskałam Twoją przychylność i zainteresowanie, rozczarowałam Cię i zmęczyłam ciągiem dalszym. Co mogę powiedzieć? Wszyscy co miałam na swoją obronę już napisałam, więc chyba nie ma co dalej "strzępić klawiatury". Nie ze wszystkimi Twoimi uwagami i zarzutami się zgadzam, ale faktem jest, że część z nich jest jak najbardziej słuszna. Nie wszystkie błędy do tej pory dostrzegałam i nie ze wszystkich niedociągnięć zdawałam sobie sprawę. Uświadomiłeś mi to, za co jestem bardzo wdzięczna. Pocieszeniem jest, że doceniłeś styl i warsztat, pozytywne słowo w tym temacie od kogoś tak obeznanego w temacie, jest dla mnie dużym wyróżnieniem, dziękuję.
"Wybacz ostre słowa – wierzę, że przyniosą pożytek." Nie mam czego wybaczać, pisałeś co myślałeś i co uważałeś za słuszne, nie potępiam szczerości, doceniam ją, bo wiem jak jest rzadka. Co do kałamarza... nie powinnam raczej z oczywistych względów poruszać tego tematu :)
Chcę podziękować Ci za czas poświęcony mojemu opowiadaniu, choć wygląda na to, że stracony, no i przede wszystkim za obszerny komentarz, zawierający sporo wskazówek na co powinnam zwracać uwagę, a czego się wystrzegać. Czytałam go już dwa razy i myślę, że w wolnej chwili wrócę do niego. Mam nadzieję, że jeśli kiedyś nadaży się okazja i natrafisz na mój aktualny tekst, który nie będzie ograniczony żadnymi limitami, przez co będzie w stu procentach autentyczny, mam na myśli - od deski do deski taki jaki miał być w moim założeniu, nie rozczaruję Cię tak, jak dzisiaj.
Pozdrawiam serdecznie :)
Od: Autor Shirru
twarz żeńska
04.11.2017
Limity komentarzy zostały już zniesione do około 65000 znaków, limit odpowiedzi na komentarz został na 8000, ale już Adamowi doniosłem, aby i to poprawił - będzie na przyszłość ;)

"wartownicy, którzy oprócz samego wejścia, pilnowali również kluczy do cel" - w zasadzie nie powinny być otwarte, ale to detal, który ujdzie. Dobry byłby tutaj komentarz w stylu "tym leniom nawet nie chce się dbać o to, by drzwi były zamknięte", acz też uchodzi to za wygodne dla bohatera.

"zrobienie z ich pokrewieństwa tajemnicy nie jest czymś strasznym, taki miałam zamysł i tak zrobiłam" - nie jest, ale zostało przedstawione jako garść wytłumaczeń wyrzuconych z siebie niczym z karabinu, nagle i bez ostrzeżenia. W dodatku tajemnica grubymi nićmi szyta i w zasadzie nie wnosząca wiele. Jeśli Birn jest uznawany za sierotę wychowanego przez płatnerza, nie miałoby znaczenia pokrewieństwo i tajemnice. Ojciec z kolei niekoniecznie zostałby skazany na śmierć za winy syna - to wszystko zależy i wymaga uzasadnienia, dłuższego opisu.

"Birn i Uriel byli przyjaciółmi z dzieciństwa, mieszkali w jednej wiosce, to chyba logiczne, że znał ojca swojego najlepszego przyjaciela, a własnego sąsiada." - a reszta wioski nie powinna ich też znać?

"limit odnosił się do liczby znaków, a mi się ubzdurało, że słów" - auć... Współczuję. Nie da się niestety oszacować na ile opowiadanie nam wyjdzie - to wymaga dużego doświadczenia, aby mniej-więcej oszacować. Niemniej szkoda, że tak bardzo widoczne jest to w tekście.

"To, że nie było tego napisanego wprost, nie znaczy, że nie miało to miejsca." - muszę Cię wyprowadzić z błędu, bowiem dla czytelnika - dokładnie to oznacza. Mówi o tym nawet jeden z punktów poradnika pióromana, zdaje się że opisy na poziomie podstawowym.
Ale nawet abstrahując od poradnika - opis jaki uczyniłaś, cały dialog, w zasadzie zamykał scenę i czytelnik nie miał prawa zakładać, że miało to miejsce. O ile coś mi nie umknęło naturalnie - ale chyba nie?

"nie, to boli, że w ogóle o tym pomyślałeś XD Chodziło o chrapanie strażników" - owszem, boli, ale trudno było tego nie skojarzyć w takim ujęciu w tym akurat momencie - stąd wybiło mnie to z immersji mimo że ostatecznie założyłem, że nie to miałaś na myśli. Jednak wiedz, że czytelnik nie zawsze panuje nad skojarzeniami. Chrapanie nawet nie przyszło mi do głowy - nie było tutaj nasuwające się.

"szybko bo w momencie skończenia rozmowy mamy" - z tym się zgadzam. Mój zarzut dotyczy się tego, że alarm został wywołany tak szybko, że uciekinierzy nie mieli jak się oddalić.

"uciekinierzy byli w ogrodach pałacowych, gdy rozległo się bicie dzwonów", "Wspomnieni zbrojni, jak sam zacytowałeś, rzucili się w stronę pałacu, a nie ogrodów czy zbiegów, w końcu nie wiedzieli dlaczego biją na alarm" - oczywiście, wszystko można wytłumaczyć, ale niezborność i ewidentne luki w skuteczności i gęstości obsadzenia strategicznych miejsc i to w momencie alarmu są rażące. To alarm, każdy powinien znać swoje miejsce, cały teren pałacu powinien być momentalnie obsadzony, anie że wszyscy na hurra do pałacu i ktoś jak siedzi w krzakach przy bramie pałacu, to sobie tą bramą wyjdzie, bo wszyscy opuścili posterunki. Takie zachowanie straży przystoi grom komputerowym, gdzie dość rzucić kamień, by strażnik opuścił posterunek.
Natomiast dąb dawno temu powinien zostać ścięty z rozkazu dowódcy straży właśnie ze względu na możliwości jakie oferował.

"Napotkany strażnik też zmierzał ku zamkowi, ale napatoczył się na nich" - Skądkolwiek biegł, powinno ich biec dwóch. Czy to warta przy bramie, czy obchód - strażnicy nie pałętają się samotnie, bo jednego łatwo wyeliminować, a jeśli jest ich dwóch, to drugi zdąży choć krzyknąć. Taka jest logika skutecznej straży, a wszak mieliśmy wcześniej króla który się obstawia niczym na wojnę.

"nie umie walczyć, więc tylko unika cięć" - naciągane, uniki to trudna sztuka. Opis sugeruje, jakoby miał problem z atakiem, ale tak to wyczynie piruety i skoki tak, jakby to było łatwe.

"zbroja i bieganie nie idą ze sobą w parze" - Straż jest odziana w pełne zbroje płytowe? Chyba nie ;)
Te pancerze które mają służą do walki. W walce ograniczony ruch to śmierć. Straż pałącowa musi być mobilna. To nie jest tak, że oni mają problem zginać kolana, albo że ciężar pancerza ich spowalnia aż tak bardzo.

"Ogrody są na tyłach pałacu, brama więc jest po drugiej stronie" - jedyna brama? Nawet jeśli, doświadczony pościg kontra uciekający grajek - jego sukces jest zbyt łatwy.

"Reszta była pisana w trybie "oszczędnościowym", z zastosowaniem rozwiązań, które niekoniecznie mnie zadowalały" - Dwie uwagi co do tego:
1. Nie warto pisać w ten sposób - co widać. Należało mocno okroić fabułę, napisać coś innego, skoro to się nie mieściło.
2. W tym konkursie limitu nie było. Należało poprawić tekst. Było nie było - oddałaś go na konkurs. Dlaczego go nie dopieściłaś, skoro wiedziałaś, że ma takie problemy?

"Vinst jest skurwysynem, ma zły charakter, ale nie próbowałam wcale robić z niego głównego antagonisty" - próbowałem doszukać się celowości takiego nakreślenia jego postaci. Nie została należycie wykorzystana. Wiem - limit słów. Ale jednak.

"sstwiedzenie, że najpierw jest przyjacielem rodu, a potem jest tym złym nijak się ma do rzeczywistości" - rozmowa z króewną na początku dowodzi, że jest z nią w zażyłych stosunkach. Potem jest przedstawiany jako ***syn. Stwierdzenie ma rację bytu w oczach odbiorcy - czytelnika.

"Słyszący - oni też przez cały czas służą swemu władcy, nie ma więc mowy o zdradzie." - zdrada nie króla, a może bardziej oczekiwań czytelnika - konkretnie, moich. Miałem ich za coś więcej, niż pokazali.

"Chcę podziękować Ci za czas poświęcony mojemu opowiadaniu, choć wygląda na to, że stracony" - daczego? Ja tak nie uważam.

"Mam nadzieję, że jeśli kiedyś nadaży się okazja i natrafisz na mój aktualny tekst, który nie będzie ograniczony żadnymi limitami, przez co będzie w stu procentach autentyczny, mam na myśli - od deski do deski taki jaki miał być w moim założeniu, nie rozczaruję Cię tak, jak dzisiaj." - dzielimy tę nadzieję zatem. Będzie mi go dane ujrzeć w przyszłym konkursie?

Pozdrawiam również!
Od: Pióroman Zorann
twarz męska
01.11.2017
Trochę przerażony objętością Twojego tekstu, krążyłem wokół niego przez pewien czas, zbierając w sobie odwagę, by go wreszcie przejrzeć. Niepotrzebnie – kiedy zmierzyłem się z pierwszymi akapitami, poczułem ogromną ulgę. Wstawiając opowiadanie wyróżniające się długością, wiedziałaś, co robisz.

Już we wstępie pokazujesz, że potrafisz manewrować słowem, co nastraja pozytywnie czytelnika. Skonsternowało mnie jednak trochę ognisko płonące w sali oraz smok. To pierwsze wydało mi się nie na miejscu, a to drugie zrodziło obawę, że czeka mnie lektura pełna podobnych stworzeń, po prostu kolejne oklepane fantasy. Na szczęście prędko zostałem uspokojony zmianą tematu na taki, któremu już byłem przychylniejszy.

I od tego zaczęło się wkraczanie w Twój świat; dobrze zbudowany, spójny oraz żywy. Przyjemnie mi się tam, na zamku i nie tylko, siedziało. Potrafiłem odczuć klimat miejsc, bohaterowie nie odstraszali sztucznością, ale wręcz zapraszali, dowodząc raz po raz, że są żywymi postaciami – czy to w dialogu trafną uwagą, czy swoim zachowaniem i postawą. Tymi zabiegami zyskałaś sobie prawo do wywoływania u mnie emocji, choć muszę przyznać; korzystałaś z niego rzadko. Zabrakło mi w tym wszystkim trochę głębi, która nadałaby opowiadaniu więcej charakteru, skłoniłaby do refleksji. Narracja, bohaterowie oraz historia współgrały ze sobą, ale tylko po to, by stworzyć ciekawą opowieść. Nie dającą do myślenia, nie poruszającą, tylko widowiskową. Odpowiednią dla dzieci, którym jest ona zresztą opowiadana. A szkoda, bo sądząc po dobrych opisach, żywości oraz sprytnie skonstruowanej fabule, mogłabyś przemycić do tekstu coś więcej.

Moim ulubionym fragmentem jest ten opowiadający o Urielu siedzącym w bibliotece, tuż przed przyjściem Ciary. Krótki, prawda, ale na jego przykładzie doskonale widać, że zadbałaś o detale. Postacie mają swoje zajęcia, to, co robią, po prostu trzyma się kupy i buduje odpowiedni klimat. Jak ktoś skacze przez krzaki, to nie skacze przez pierwsze lepsze krzaki, tylko przez krzaki mające specyficzną nazwę, którą się posługujesz. Język stylizujesz konsekwentnie. Dobrze to wszystko poukładałaś. Nie opuściłaś sobie poprzeczki do samego końca. I choć ten nie wywarł na mnie większego wrażenia, nie poczułem też ulgi, że do niego dobrnąłem. Czułem się jak po odbyciu przyjemnego spaceru. Świeżo oraz pogodnie. Pozostaje mi mieć nadzieję, że Birn nie ma mi za złe, że go nie opłakuję, oraz życzyć Ci kolejnych, co najmniej równie dobrych utworów! :)
Od: Pióroman Parias
twarz męska
02.11.2017
Hahaha! Nawet nie wiesz jak rozbawił mnie Twój wstęp. Teoretycznie nie ma w nim nic śmiesznego, sęk w tym, że jesteś już którąś z kolei osobą, która zaczęła komentarz w identyczny sposób - pisząc, że z obawy przed długością odwlekali możliwie jak najdłużej przystąpienie do czytania. Chichoczę pod nosem, gdy po raz kolejny widzę tą samą formułkę, co nie zmienia faktu, że obawy jak najbardziej rozumiem. Cieszę się jednak, że każdy z tych komentarzy kończył się pozytywnie, tak jak jest i w tym przypadku :)
Smok, jak już sam wiesz, był tylko bajką, co do ogniska, wzorowałam się na paleniskach np. z sal biesiadnych wikingów -> http://wioskawikingow.pl/cache/00e6613830bd4f62364abd450a0f33da.jpg
Bardzo cieszy mnie pozytywny wydźwięk Twojego komentarza. Wszystkie uwagi i spostrzeżenia odnośnie tekstu są dla mnie bardzo istotne i za nie również dziękuję. Dzięki Tobie wiem, co jest u mnie na całkiem dobrym poziomie, gdzie zrobiłam postępy, a nad czym muszę jeszcze popracować.
"Zabrakło mi w tym wszystkim trochę głębi, która nadałaby opowiadaniu więcej charakteru, skłoniłaby do refleksji." - może faktycznie masz rację, choć usprawiedliwię się, że opowiadanie było rzuconą przeze mnie i dla mnie rękawicą, wyzwaniem, mianowicie - jest ono adaptacją fragmentu kołysanki "Na Wojtusia z popielnika", oczywiście mowa o ostatniej zwrotce:
"Była sobie raz królewna,
Pokochała grajka,
Król wyprawił im wesele
I skończona bajka... "
Wspomina o tym bajarz na samym początku, ale mało kto zwrócił na to uwagę. Może dlatego brakuje jakiejś większej głębi - skupiłam się po prostu na ukazaniu znanej historyjki w nowy, zupełnie inny sposób jako bieg nieprzewidzianych wydarzeń zmierzających do nieuniknionego, wliczając w to intrygi, nutę romansu, ale i tragedii, przemoc i najzwyklejsze życiowe paradoksy. Mimo wszystko na przyszłość będę pamiętać :)
Brin to równy gość, myślę, że nie miałby żalu ^^
Raz jeszcze bardzo dziękuję za czas poświęcony mojemu opowiadaniu, daną mu szansę i obszerny komentarz, który wywołał u mnie szeroki uśmiech.
Pozdrawiam serdecznie!
Od: Autor Shirru
twarz żeńska
01.11.2017
Witam!
Ciekawe podejście do znanego i oklepanego tematu. Brak szczęśliwego zakończenia jest tu na ogromny plus. Postacie są schematyczne, osobiście z żadną nie poczułam jakiejś szczególnej więzi. Ale skoro opowiadanie było stylizowane na baśń, to jak najbardziej taki zabieg nie przeszkadza.
Błędów interpunkcyjnych raczej nie ma.
"Nachylił się lekko, by następnie musnąć wargami jej własne" - dziwnie to zdanie brzmi. Lepiej by było bez tego "własne". Gdzieś dalej było podobne zdanie, do którego mam identyczne zastrzeżenie.
"Przełknęła ślinę z trudem, czując na sobie martwe oczy dziadów i pradziadów zamkniętych w złotych ramach obrazów" - czyli na obrazach przedstawiono trupy?
"Szept lutni"? Nawet cichej gry na tym instrumencie nie porównałabym do szeptu.
Co do przesłuchania: skoro Ciara została wezwana w charakterze świadka, to dlaczego potem Uriel mówi, że jej nie było w miejscu zdarzenia? Chyba że ja coś nie tak zrozumiałam.
"Facjata" wobec powagi sytuacji podczas przesłuchania brzmi śmiesznie.
Umycie cel? Z tego co wiem, lochów nie myto xD Chociaż co ja tam wiem...
Muszę pochwalić zbudowane dialogi: brzmią naturalnie i lekko się je czyta. Cieszy mnie stosowanie archaizmów, niestety, momentami brzmią one strasznie sztucznie.
To chyba wszystko, nic innego nie przychodzi mi do głowy. Pozostaje mi tylko życzyć powodzenia w konkursie i dalszym pisaniu.
Od: Pióroman RikaEllen
twarz żeńska
02.11.2017
Witam.
Miło mi słyszeć, że opowiadanie nie było męczące pomimo długości i posiadało plusy. Co do zastrzeżeń:
"czyli na obrazach przedstawiono trupy?" - tak, można tak powiedzieć. "Martwe oczy" są dwuznaczne - z jednej strony to tylko malowidła, siłą rzeczy są martwymi przedmiotami, z drugiej jest to informacja, że wszyscy sportretowani nie żyją.
"Nawet cichej gry na tym instrumencie nie porównałabym do szeptu." - dlaczego? Chwilę później mamy "minstrel po raz ostatni przejechał opuszkami palców po strunach.", nie była więc to normalna gra, jak na gitarze dla przykładu, ale wręcz muskanie strun, więc dźwięk był cichy i nikły. W tej sytuacji uważam, że porównanie jest jak najbardziej poprawne.
"skoro Ciara została wezwana w charakterze świadka, to dlaczego potem Uriel mówi, że jej nie było w miejscu zdarzenia? Chyba że ja coś nie tak zrozumiałam." Na to wygląda :) Świadkiem na rozprawach są nie tylko ludzie obecni w trakcie zdarzenia, ale także ci, którzy mają jakąkolwiek wiedzę o sprawie i samych zaangażowanych (ofierze i oskarżonym) i ma to związek ze sprawą. Ciara była siostrą zamordowanej, więc jako świadek "zeznała" to o czym mówiła jej siostra o Urielu. Rzuciło to nowe światło na całą sprawę, przedstawiło to prawdopodobny motyw, dla którego oskarżony mógł popełnić zbrodnię, do tego - motyw całkiem sensowny. Gdy Ciara kończy zeznawać i twierdzi, że to musiał być Uriel, ten odpowiada argumentem, że nie było jej na miejscu zdarzenia, więc nie może mu tego zarzucić. Ostatecznie jednak, jak obie wiemy, mało kto się tym przejął, szczególnie po potwierdzeniu Słyszących.
"Umycie cel? Z tego co wiem, lochów nie myto xD" - kwestia względna, mogłybyśmy się kłócić. Gdyby cele nie były od czasu do czasu czyszczone, tu nie mam na myśli pastowania podług i ścierania kurzy, ale usuwanie odchodów - kału, uryny, ewentualnie jakiś wymiocin. Gdyby nikt tego nie robił, wkrótce każdy kto zbliżyłby się do lochów, sam by umierał przez niebotyczny smród i toksyny xd
Dziękuję za czas poświęcony mojemu opowiadaniu oraz komentarz.
Pozdrawiam i również życzę powodzenia :)
Od: Autor Shirru
twarz żeńska
29.10.2017
Droga autorko!

Pierwsze moje wrażenie gdy zobaczyłem liczbę 68 było " no to teraz będzie rzeźnia". Nie przywykłem do oceniania tak długich tekstów, jednak z czasem gdy połykałem co raz to nowe zdania liczba ta zaczynała szybko znikać. I gdy przyszło mi przeczytać zakończenie to stwierdziłem, że jest to tekst bardzo dobry. Dlaczego?

Twój język umieszczony w tym opowiadaniu zbliżony jest to ewentualnej rzeczywistości. Jest miejsce na bluzg, jest miejsce na krew i jest miejsce na erotyczne wątki. Czyli mamy przed sobą sposób narracji bardzo lekki i przyjazny, nieskrępowany i nie sztuczny. Prosty strażnik to prosty strażnik, a cwany doradca to cwany doradca.

Postaci zostały przez Ciebie bardzo solidnie nakreślone. Widać w nich życie, zresztą tak jak i w całym opowiadaniu. Trzeba przyznać, że na początku byłem sceptycznie nastawiony do całości ale później zrozumiałem, że był to mój błąd. Dlaczego sceptycznie? Ot opowiadanko zaczynające się od opowiadania minstrela w karczmie... Jednak po niezwykle szybkim i lekkim przeczytaniu tekstu cieszę się, że poczekałem z osądem do końca! Warto było przeczytać ten bardzo dobry twór.

Co do akcji i tego, że droga autorko, udało ci się zmieścić romans, proces, intrygę oraz brawurową ucieczkę z dramatycznym zakończeniu, w tak krótkim opowiadaniu. To jestem pod wrażeniem!

Bardzo zręcznie lawirowałaś między opisami mężczyzn, a kobiet i nie było widać, iż jesteś autorką, a nie autorem. Co wbrew pozorom nie jest takie proste! Często gdy autorki piszą lub autorzy to nie potrafią opisać płci przeciwnej na tyle wiarygodnie aby czytelnik uwierzył, jednak Tobie to bardzo dobrze wychodzi!

Co do konstrukcji fabuły, jest to lekka opowiastka, która kończy się pozytywnym zaskoczeniem! Chodź muszę przyznać, że gdy opowiadanie się zakończyło i narracja wróciła do starca bajarza, czułem już, że jest on tym bardem. Jednak ten fakt jest raczej plusem niż minusem.

Najlepsza część opowiadania dla mnie to śmieszny moment spotkania dwóch przyjaciół gdy obrzucają się prosto-skonstruowanymi obelgami. Męsko, sympatycznie i naturalnie!

Ten komentarz posiadał by wiele jeszcze słów i wyrazów gdybym miał opisywać moje spostrzeżenia na temat wszystkich scen zawartych w tym tekście, dlatego na zakończenie postaram się jedynie znaleźć jakieś minusy.

Nie wiem jak tam interpunkcja, bo szczerze nawet nie zwracałem na nią uwagi. Błędów gramatycznych też nie wyłapałem....

Niestety, nie potrafię wykazać błędów. Hmm... Naprawdę! A na siłę nie ma co szukać.

Także jak dla mnie masz ode mnie, droga autorko kałamarz!

ps. Dużo pisz! Bo naprawdę dobrze Ci to wychodzi!




(nie komentuje bo sam popełniam dużo błędów)
Od: Pióroman Zczarny
twarz męska
30.10.2017
Witaj,
nawet nie wiesz jak ucieszyłeś mnie tym komentarzem. Zanim w ogóle zaczęłam czytać jego treść, uszczęśliwiłeś mnie już samą jego długością, wiedz, że uwielbiam długie komentarze, ba - im dłuższe, tym lepsze ;)
Cóż, nie wiem za bardzo co mam napisać... Przyznam, że połechtałeś moje literackie ego, sprawiłeś, że pomimo faktu, iż sterczałam wówczas na peronie gdańskiego dworca, czekając na opóźniony o godzinę pociąg w deszczu, wietrze, zimnie, ogólnie - piździawicy, poczułam wewnętrzne ciepełko, a brzydka pogoda i brzydki peron przestały razić brzydotą, zwracać jakąkolwiek uwagę - pochłaniałam każdy wyraz z osobna, nasycając się ich treścią... Nie byłabym chyba człowiekiem, gdyby takie słowa nie napełniły mnie dumą i zadowoleniem. Nie, od razu mówię, że nie popadłam w samouwielbienie ani bezkrytycyzm, zdaję sobie sprawę, że jeszcze sporo pracy przede mną, ale mimo wszystko czułam się wtedy naprawdę szczęśliwa i doceniona.
"Bardzo zręcznie lawirowałaś między opisami mężczyzn, a kobiet i nie było widać, iż jesteś autorką, a nie autorem." - Nawet sobie nie wyobrażasz ile te słowa dla mnie znaczą, naprawdę. Historię z pisaniem zaczęłam jako dzieciak z trzeciej klasy podstawówki, gdyż natkchnęła mnie książka, która wywróciła mój świat do góry nogami, mianowicie - Wiedźmin. Nie wiem czy jesteś zaznajomiony z tworami Sapkowskiego, ale powiem, że pisze w sposób bardzo... "męski"? To właśnie on i ta konkretna pozycja były dla mnie wzorem, przez te wszystkie lata bardzo się starałam pisać w sposób niecharakterystyczny dla kobiet, bo sama nie przepadam za prozą pisaną przez płeć piękną, dlaczego? Myślę, że oboje dobrze wiemy - najczęściej bohaterkami są kobiety (nie wiem czemu, ale zwykle wybieram powieści z facetami w rolach głównych), opisy są bardzo delikatne, akcja nie jest tak wartka i ostra, to samo tyczy się walk (przede wszystkim walk), ale i innych wątków, a co najgorsze, jakikolwiek nie byłby to gatunek i tak zwykle kończy się na romansie! Zresztą od razu można wyczuć kiedy pisze facet, a kiedy kobieta... Jesteś pierwszą osobą, która zwróciła na to uwagę, za co Ci jestem niezmiernie wdzięczna. Dzięki Tobie wiem, że moje starania nie poszły na marne. Dziękuję ♥
Kończąc, dziękuję za szansę daną mojemu opowiadaniu, wyczerpujący komentarz, tyle przemiłych słów i kałamarz, który jest dla mnie duży zaskoczeniem i wyróżnieniem.
Pozdrawiam cieplutko! :)
Od: Autor Shirru
twarz żeńska
30.10.2017
Moja droga Autorko!

Muszę przyznać, że mój komentarz był taki długi bo Twoje opowiadanie tego wymagało. Nie można było wystawić innego komentarza jak tylko takiej długości dla takiego opowiadania.

Znam wiedźmina, wiem kim jest Sapkowski i tak, wiem dlaczego sam nie lubię tekstów płci przeciwnej. Otóż własnie dlatego, o czym wspomniałaś. Tak się składa, że ja tez mieszkam w trojmiescie i musze przyznac ze opis biednej bialoglowej stojacej w deszczu na peronie i czytającej mój skromny komentarz, chwycił mnie za serce (gdyby je miał:P) Bo wiem co to znaczy stać w deszczu na trójmiejskim peronie...

Cieszy mnie też fakt o tym, że droga autorka lubi długie komentarze, bo faktycznie osobiście tęsknie za historiami kiedy znani pisarze korespondowali ze sobą w listach i długich opisach, pisząc o tym co tworzą, co zamierzają, co im wychodzi a co nie. Dzisiaj wszystko nastawione jest na minimalistykę i nie ma już miejsca na długie teksty-odpowiedzi przepełnione trafnymi przemyśleniami i ciekawością...

Pozdrawiam cieplutko!!
Od: Pióroman Zczarny
twarz męska
02.11.2017
Drogi Autorze!
Wybacz opóźnienie z odpisem, ale jestem człowiekiem chaosu, robiącym wszystko na ostatnią chwilę. Wzięłam sobie drugi przydział opowiadań, więc większość uwagi poświęciłam na pisanie komentarzy, by wyrobić się z terminem, co i tak ostatecznie mi się nie udało. Na szczęście dzień po wszystko zostało "uregulowane" :)
Ha! Widzę więc, że w tej kwestii rozumiemy się doskonale, pomimo różnicy płci. Mam jednak nadzieję, że jeśli kiedyś uda mi się spełnić moje największe marzenie (i cel), zaryzykujesz ten jeden raz i sięgniesz po książkę napisaną kobiecą ręką, ale niekoniecznie w kobiecy sposób ;)
Nie mieszkam w Trójmieście (jeszcze), lecz w Olsztynie, czekałam na pociąg powrotny, choć w Gdańsku często bywam, bo mieszka tu ktoś mi bliski. W przyszłym roku jednak planuję przeprowadzkę do tego wielkiego, obcego miasta :) A co do deszczu i peronu - nic przyjemnego, brr!
Niestety, masz całkowitą rację. Myślę, że częściowo winny jest postęp, listy papierowe stały się przeżytkiem i mało kto do nich sięga, nie licząc pocztówek na urodziny i święta. Są, co prawda, maile, ale to kompletnie nie to samo - nie ma tego klimatu, na swój sposób ekscytującego czasu oczekiwania na odpowiedź i dreszczyku emocji towarzyszącemu otwieraniu koperty. Tym jednak co mnie zawsze smuci, a na swój sposób przeraża jest płytki sposób myślenia niektórych ludzi - mam na myśli nastawienie na puste pochlebstwa. Każdy lubi być chwalony, wiadomo, ja również uwielbiam czytać pochwały od innych ludzi, ale nie dla samego zadowolenia z faktu bycia chwalonym, lecz ze świadomości, że moja ciężka praca owocuje, że robię postępy. Umiem jednak i cenię sobie bardzo komentarze zawierające wszelkie uwagi i spostrzeżenia dotyczące tekstu, które mogą pomóc mi stać się jeszcze lepszym pisarczyną, a kiedyś - może nawet i pisarzem. Najwięcej dały mi nie poradniki internetowe, lekcje czy wykłady z języka polskiego, ale, prócz mojej własnej pracy oczywiście, obszerne komentarze pokazujące i uświadamiające mi nad czym muszę popracować, gdzie popełniam notoryczne błędy, czego muszę się wystrzegać. Uważam, że takie komentarze są na wagę złota, naprawdę, bo mało komu chce się wnikać głęboko w tekst, analizować go, wypisywać wszystkie błędy, a także je opisywać i podpowiadać sposób, w jaki można je naprawić. Ja cenię je sobie najbardziej i dlatego sama obdarowuję ludzi takimi komentarzami. Są niestety osoby, które nie widzą w tym chęci pomocy ani szansy na polepszenie warsztatu i umiejętności, zamiast skupić się na tym co tak naprawdę jest w komentowaniu najważniejsze, mają za złe szczerość, która nie jest częsta, a także fakt, że komentarz nie schlebia autorowi. Traktują to jak swojego rodzaju obrazę, parę razy usłyszałam nawet w podzięce, że w ten sposób próbuję się wywyższać nad innymi i pokazywać jaka to jestem mądra - nie wiem czy to bardziej mnie oburzyło czy zabolało. Ludzkie ego jest bardzo wrażliwe, ale czasem opętuje ludzi przerażający bezkrytycyzm. Nawet tutaj, gdy pisałam komentarze naprawdę wnikliwe, przekraczające limit znaków, wkładając w to serce, wiesz jaką potrafiłam otrzymać wiadomość? ŻADNĄ. Żadnego głupiego "dzięki", podczas gdy ja siedziałam nad jednym komentarzem średnio -w większości przypadków- od dwóch do trzech godzin. Mnie osobiście to boli, bo poświęcam na kogoś swój cenny, wolny czas, a ktoś raz, że nie docenia, to jeszcze nie jest w stanie odpisać mi choćby słowem. To już moim zdaniem jest bezczelność, ale to może ja mam skrzywiony światopogląd i w ogóle jestem nienormalna. Ale mimo wszystko nadal robię swoje, bo wiem, że nadal są ludzie, którzy tak jak ja, doceniają takie komentarze i na nie czekają.
Odzdrawiam niemniej ciepło ;)
Od: Autor Shirru
twarz żeńska
03.11.2017
Droga Autorko!

Od jakiegoś czasu próbuje się przebić przez ścianę krytycyzmy która polega na zupełnie innej działalności. Jakiej? Otóż wypuściłem swego rodzaju podręcznik do gry fabularnej, wersje bardzo wczesną, która posiada ponad 273 strony. Wiedziałem, że zawiera sporo błędów, bo mało jest ludzi którzy za darmo przeczytali by podręcznik i wykonali jego korektę. Więc wypuściłem podręcznik w takiej formie, bo dałem słowo już pewnemu gremium "czytelników", że w lutym pojawi się pierwsza wersja. I gdy się pojawiła, powstała wielka fala krytyki ale nie takiej, że to jest złe i tamto, i siamto i jeszcze to ale obok zostało napisane, ale to jest ciekawy pomysł, tutaj widać potencjał itd. Fala krytyki skierowana na czysty hejt bez dobrego słowa. Faktem jest, że może zraziłem pare osób tym że w prywatnych rozmowach skrytykowałem inne systemy wydane przez większe wydawnictwa ale to były moje prywatne opinie, zresztą tam nad tymi podręcznikami pracowała kupa ludzi i duże pieniądze. A moje dzieło to samotny i zmęczony rycerz w podartym płaszczu stojący naprzeciw wielkiego smoka krytyki, który pożera mnie gdyż śmiałem stanąć tam gdzie inne wydawnictwa mające swoje "sztaby" i pieniądze.

Czemu o tym pisze, otóż to przedstawia właśnie tych ludzi, którzy sami nic nie są w stanie zrobić, a jeżeli komuś się coś uda to będą go cisnąć bo to przecież za niski poziom. Tak samo jest z ludźmi, którzy czytają komentarz autora i nic nie odpowiadają, nawet dziękuje... bo przecież, nikt im nie każe podziękować, bo skoro skomentowałaś to dobrze, ja nie muszę.

Ludzie w dzisiejszych czasach moim zdaniem oczekują pochwał lecz sami nie są skorzy aby cokolwiek w tym kierunku czynić, a nawet dziękować. Są bierni "skoro umieściła tutaj tekst to na pewno dostane komentarze, ale nie jest nigdzie napisane, że muszę na nie odpowiadać".

Co do ludzi, którzy zdrową krytykę przyjmują jako obrazę... tutaj nawet nie ma sensu pisać komentarza. Bo żaden uczeń nie stanie się mistrzem jeżeli nie będzie przyjmował krytyki i nie będzie się uczył na własnych błędach wyłapanych przez innych. Ale mówię tutaj o krytyce która przeplata się z pozytywnymi opiniami a nie "bicz boży" i "Samo zło".

Tak późno napisana odpowiedź to wszak przyjemność w sumie, bo to jest tak jak z prezentami pod choinkę! Więcej frajdy jest z rozpakowywania prezentu (czekania na komentarz) niż z bawienia się nim (czytania komentarza) chodź to ostatnie też należy do miłych uczuć :P

A co do pustych pochlebstw! Perły między wieprze! Lepiej słodzić żeby nie zrazić kogoś przypadkiem bo wtedy może dojść do konfrontacji, a przecież w tych czasach to nie wypada... nie wypada się przecież kłócić prawda? Bezstresowe wychowanie i te sprawy! Każdy powinien być każdego przyjacielem, bo to przecież takie dobre. No niestety, co raz więcej ludźmi miałkich którzy nie ceną szczerej, czasem bolącej ale prawdziwej rozmowy, a wolą tylko radosne pierdu pierdu o głupotach...

Pozdrawiam tak samo ciepło! :)
Od: Pióroman Zczarny
twarz męska
23.10.2017
Witaj Autorko!
Napisałaś bardzo dobrą baśń, która wciągnęła mnie już od samego początku. Ciekawy zabieg z tą kompozycją szkatułkową, postać bajarza dodała takiego baśniowego klimatu całości. Z początku podziwiałam Cię także za to, że naśladowałaś archaiczny język, ale ten efekt zepsuły nieco przekleństwa. Wydaje mi się, że powinnaś używać bardziej archaicznych obelg. Typowe znane nam wulgaryzmy kompletnie psują baśniowość. W przypadku postaci Birna jestem jeszcze w stanie to wybaczyć, ale król mówiący do córki, że ta się "kurwi", to już zupełnie nie pasowało.
Co do bohaterów, niektórych wykreowałaś naprawdę świetnie, zwłaszcza Birna, ale Mirella i Uriel w ogóle nie zdobyli mojej sympatii. Uriel był zbyt nierealny, mało wiarygodny. To jego wychwalanie Mirelli wypadło sztucznie, nawet jak na minstrela. Z kolei Mirella była całkowicie "bez wyrazu". Co do wiarygodności, nie mogę uwierzyć, że Mirella była aż tak naiwna i uwierzyła, że Uriel zabił tę dziewczynę. Przecież go kochała i prędzej uwierzyłaby w jego niewinność nawet jakby był winny. Poza tym wiedziała, że ojciec go nie akceptuje... Trochę dziwnie wypadło także to, że zwracała się do ojca "Panie".
Jeszcze jedną wadą jest tu brak emocji. Wszystko jest takie... powierzchowne. Nie czułam tej miłości między bohaterami.
Pomimo tych wad, Twoje opowiadanie jest bardzo ciekawe. Widać, że masz dużo pomysłów, potrafisz zainteresować czytelnika. Poza tym Twój styl jest bardzo przyjemny, a tworzone przez Ciebie opisy wspaniale ukazują świat przedstawiony.
Jeśli miałabym udzielić jakichś rad, to przede wszystkim zwracaj uwagę na konsekwencję języka. Jak archaizmy to archaizmy. Poza tym popracuj nad bohaterami, aby byli ludźmi z krwi i kości. Nie zapominaj także o przekazywaniu emocji.
Powodzenia!
Od: Pióroman Stella Aga
twarz żeńska
23.10.2017
Witaj!
Bardzo się cieszę, że opowiadanie przypadło do gustu i że ktoś zauważył obecność kompozycji szkatułkowej :)
Co do archaicznego języka i przekleństw - po tym stwierdzeniu zakładam, że nie czytałaś Wiedźmina. Jeśli lubisz fantastykę, z całego serca polecam Ci tą sagę - to od niej zaczęła się moja historia zarówno z czytaniem jak i pisaniem, więc można powiedzieć, że to na Wiedźminie uczyłam się pisać. Jest on zdecydowanie ikoną polskiej fantastyki XXI wieku. Wierz mi, nie było w moim opowiadaniu żadnego przekleństwa, które nie wystąpiłoby w Wiedźminie czy innych podobnych pozycjach. W języku archaicznym również figurowały przekleństwa, w tym takie, których używamy do dziś. Przykładowe cytaty z Wiedźmina:
" – Tyś, siwy huncwocie, nadal kiepski w rachunkach – syknęła Fryga. – Znowu trzeba ci pomóc liczyć? Ty jesteś jeden, nas jest trójka. Znaczy, nas jest więcej.
– Was jest trójka, a ja jestem jeden. Ale wcale nie jest was więcej. To taki matematyczny paradoks i wyjątek od reguły.
– Znaczy, że jak?
– Znaczy, spierdalajcie stąd w podskokach. Póki jeszcze jesteście zdolni do podskoków."
albo:
"Strzyg, wiwern, endriag i wilkołaków wkrótce nie będzie już na świecie. A skurwysyny będą zawsze"
albo:
"– Foremny zameczek – rzekł z podziwiem Cahir – niech mnie, w samej rzeczy foremny i cieszący oko zameczek.
– Dobrze księżna mieszka – powiedział wampir – przyznać trzeba.
– Wcale ładny, kurwa, domek – dodała Angouleme."
To tylko kilka wybiórczych przykładów, ukazujących dobrze znane nam przekleństwa w prozie geniusza pióra. Od razu mówię, że opowiadanie to nie było z założenia baśnią, jest adaptacją fragmentu kołysanki "Na Wojtusia z popielnika", oczywiście mowa o ostatniej zwrotce: "Była sobie raz królewna, Pokochała grajka, Król wyprawił im wesele I skończona bajka". Dlatego też mamy motyw intrygi, zdrady, morderstwa, prostactwa, są przekleństwa i tak dalej. Formę baśni stosuje tylko bajarz, jako że opowiada ją dzieciom, jednak właściwa akcja opowiadania nie ma z nią za wiele wspólnego, chyba że uzna się ją bardziej baśnią dla dorosłych :)
"W przypadku postaci Birna jestem jeszcze w stanie to wybaczyć, ale król mówiący do córki, że ta się "kurwi", to już zupełnie nie pasowało. - Birn jest pospolitym człowiekiem, że tak powiem, chłopakiem ze wsi, który ponad połowę życia tam spędził, nic dziwnego więc, że wyraża się dość prosto, czasem ordynarnie, w przeciwieństwie do Uriela, który w młodym wieku wyjechał w świat, przystał do ludzi o duszach artystów, wnikał w coraz to dostojniejsze towarzystwa i przesiąkał tą kulturą, stąd jego język jest poetycki, wyszukany, bo sam jest poetą, śpiewakiem. A dlaczego niby do króla ma nie pasować takie słowo? Toć to człowiek jak każdy inny, klnąć klnie gdy czuje potrzebę. Myślisz, że w rzeczywistości królowie byli dystyngowanymi dżentelmenami, zważającymi na etykietę, na każde słówko? Otóż nie, znaleźli się tacy co zdradzali swe małżonki, gwałcili, torturowali dla rozrywki, siali terror, mieli skłonności do pedofilii. Nie mówię, że wszyscy byli podobnie zwichrowani, mam na myśli to, że nawet jeśli ktoś piastuje pozycję króla, nie znaczy, że nie może klnąć jak stajenny. Król Henselt dla przykładu (z Wiedźmina) miał ciekawe powiedzonko brzmiące "kurwa kurwie łba nie urwie", a po bitwie jednej z bitew miała miejsce urocza scenka z królową Meve, jej fragment: "...królowa usiłowała się zaśmiać, ale nie bardzo jej się udało. Wykrzywiła się, zaklęła brzydko, acz niewyraźnie, splunęła znowu. Zanim zdążyła zasłonić usta, zobaczył paskudną ranę, zauważył brak kilku zebów. Złowiła jego spojrzenie.
- A tak - powiedziała zza chusteczki, patrząc mu w oczy. - Jakif fkurwyfyn walnął mnie profto w gębę. Drobiafb". Wiadomo, mój król przed poddanymi stwarzał te pozory i wyrażał się jak należy (choć nie musiał), ale w mniejszym, bardziej zauwafnym gronie nie powstrzymywał się ani nie maskował, mówił co myślał, co mu ślina na język przyniosła, a w tamtym momencie był pod wpływem silnych emocji, gniewu, tym realniejsze się to wydaje.
"To jego wychwalanie Mirelli wypadło sztucznie, nawet jak na minstrela." - Nie wiem ile masz lat, więc nie potrafię stwierdzić, czy miałaś już w liceum topos miłości w literaturze średniowiecznej. Tak czy siak wyjaśniam - to świecki model miłości, tak zwanej, miłości dworskiej. Zgodnie z charakterystycznym dla kultury rycerskiej kultem kobiety, mężczyzna był oddany swej kochance, służył jej i był gotów oddać życie w obronie jej czci, wychwalał jej cnoty, urodę, była tą najpiękniejszą i najwspanialszą, kultywował ją wręcz. Dla potwierdzenia dorzucę kilka cytatów z wikipedii na ten temat: "Miłość dworska (fin' amors, minne) – tematyka miłości idealnej, choć pojawiająca się już wcześniej, była przez długi czas uważana za wkład trubadurów w europejską literaturę.[...]Jednocześnie interesujące jest zestawienie mocy przypisywanej kobietom w wielu pieśniach trubadurów z ograniczeniami na nie nakładanymi w rzeczywistości. Tworzy się wyidealizowany obraz kobiet na tle ich podporządkowania w społeczeństwie." Opowiadanie rozgrywa się w średniowieczu, toteż motyw miłości dworskiej jest realny i poprawny, choć z perspektywy naszych czasów, współczesnemu człowiekowi może wydawać się sztuczny :)
"Co do wiarygodności, nie mogę uwierzyć, że Mirella była aż tak naiwna i uwierzyła, że Uriel zabił tę dziewczynę. Przecież go kochała" - mimo, że jestem autorką, nie mogę stwierdzić jednoznacznie, że miłość między nimi była prawdziwa albo nie. Fakt jest faktem - znali się zaledwie miesiąc, osobiście nie wierzę, żeby w tak krótkim czasie można było stworzyć tak silną i zażyłą więź jak miłość. W tym przypadku już na początku bajarz wspominał, że zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia, a więc można założyć, że była to miłość dosyć... no, powierzchowna, będąca raczej zauroczeniem, zafascynowaniem sobą nawzajem. W miesiąc nie da się poznać człowieka, ludzie uczą się siebie przez lata, dlatego więc to, że Mirella uwierzyła w winę Uriela jest w stu procentach realne. Znaleziono go na miejscu zbrodni, byli świadkowie, a do tego jego winę orzekli sami Słyszący, będący niepodważalnym autorytetem w królestwie, w końcu reprezentowali bogów, skoro powiedzieli, że grajczyna jest winny, tak jest w istocie. A przynajmniej z takiego założenia wychodzili mieszkańcy Orlego Królestwa.
"Trochę dziwnie wypadło także to, że zwracała się do ojca "Panie"." - ojciec czy nie, był królem, nawet królowe, żony, zwracały się niekiedy do swych mężów w ten sposób, chociaż raczej przy dworze, tak oficjalnie. Sporo już siedzę w temacie, więc możesz wierzyć mi na słowo, jeśli nie, możesz poszperać w internecie lub innych źródłach. Drugim zastosowaniem akurat takiego zwrotu jest zwrócenie uwagi na dystans między córką a ojcem, nie ma pomiędzy nimi rodzicielskiej więzi, to jak i reszta opowiadania ukazuje nam, że Reighar nie sprawdził się w roli ojca.
"Jeszcze jedną wadą jest tu brak emocji. Wszystko jest takie... powierzchowne. Nie czułam tej miłości między bohaterami." - rozumiem, że mowa jest o Mirelli i Urielu? Jeśli tak, wątek ten wyjaśniłam już powyżej :)
Mam nadzieję, że rozwiałam większość wątpliwości i naświetliłam trochę sytuację. Dziękuję za czas poświęcony mojemu opowiadaniu, przychylne słowo i wszelkie uwagi.
Pozdrawiam! ;)
Od: Autor Shirru
twarz żeńska
23.10.2017
Sapkowskiego czytałam fragmenty i owszem, występują tam przekleństwa, ale u niego jest to od samego początku, a Ty je wprowadziłaś tak jakoś nagle, przynajmniej ja mam takie wrażenie, ktoś inny może mieć inne. Nie wiem też, na jaki konkretnie czas stylizujesz utwór, średniowiecze trwało długo i akurat używanie wyrażenia "kurwa" jest cały czas badane przez historyków i podchodzi się do tego z dużą dozą ostrożności. Powszechnie znane są inne średniowieczne przekleństwa, ale rozumiem Twoje uzasadnienie.
Miłość dworska nie jest mi obcym tematem, liceum mam już za sobą i rozumiem, że chciałaś ten motyw zawrzeć, ale w dzisiejszych czasach to po prostu nie wzbudza emocji, jeśli jest napisane właśnie "tak idealnie". Obecnie trzeba tam dodać trochę smaczku, więcej wiarygodności i właśnie tych emocji, bo współczesna literatura rządzi się trochę innymi prawami niż ta średniowieczna, choć miałaś oczywiście prawo do ścisłego trzymania się konwencji, jeśli taki był Twój zamysł.
Pozdrawiam :)
Od: Pióroman Stella Aga
twarz żeńska
23.10.2017
Witaj! Przyznam Ci, że pomimo sporej objętości Twojego opowiadania przeczytałem je z zaciekawieniem. Akcja jest wartka, a postacie wyraźnie nakreślone. Podobało mi się wtrącenie anegdoty o siejącej mak babie - to przywołało wspomnienie dzieciństwa, i przygotowało na wysłuchanie bajki. Bo tak właśnie Twoją opowieść zinterpretowałem. Fabuła jest według mnie dość mało oryginalna: para tragicznych kochanków, na drodze których stoją różnice klasowe i materialne. Przyznam również, że motyw wrobienia w zabójstwo, czy późniejsza pomoc przyjaciela w ucieczce też nie były dla mnie wielkim zaskoczeniem. Nie traktuj tego proszę jako przytyku. Twój styl i lekkość opisów spowodowały, że pomimo przewidywalności czytałem całość z przyjemnością.
Natomiast to, co wzbudziło moje największe wątpliwości, to pomoc Birna w ucieczce, a dokładnie fakt, że dowolny pachołek dostaje pęk kluczy do wszystkich celi. Myślę, że żaden dowódca straży nie wpuściłby samotnie pachołka do lochów. Podobnie fakt, że pachołkiem okazuje się być uczeń płatnerza, myślę, że wzbudziłby podejrzenia. No i co ze współwięźniami, czy niczego nie zauważyli? Piszesz, że zza krat wystają palce, widać zniekształcone twarze. Myślę, że w takich okolicznościach niewiele jest w stanie umknąć ich uwadze.
Zastanawia mnie też łatwość, z jaką Mirella przyjęła zarzut morderstwa stawiany ukochanemu. Podczas rozprawy zadaje świadkowi pytania, rodzą sie wątpliwości, lecz nie kontynuujesz później tego wątku, przez co królewna wypada dość blado. Według mnie trudno uwierzyć, by tak wrażliwy poeta nagle stał się mordercą. Być może gdybyś wprowadziła scenę, w której królewna jest przekonywana przez kogoś o słuszności oskarżeń, wypadłaby bardziej wiarygodnie?
Pozdrawiam!
Od: Pióroman Arek Rataj
twarz męska
23.10.2017
Witaj :)
Cieszy mnie, że pomimo wspomnianej długości nie męczyłeś się i przeczytałeś tekst bez wzdychania i kontrolowania ilości stron do końca ;)
Jeśli o fabułę chodzi, powiem wprost - opowiadanie to jest adaptacją fragmentu kołysanki "Na Wojtusia z popielnika", oczywiście mowa o ostatniej zwrotce:
"Była sobie raz królewna,
Pokochała grajka,
Król wyprawił im wesele
I skończona bajka... "
Stąd może brak jako takiej oryginalności, w końcu to piosenka dla dzieci... chociaż moja wersja odbiega od oryginału i wprowadza sporo nowych wątków i faktów :)
Co do pęku kluczy - ktoś cele musiał sprzątać, wątpię żeby dowódca straży czy nawet pospolity wartownik, zniżył się do czegoś takiego XD Od tego właśnie jest służba. Poza tym w przedsionku, miejscu, którego nie dało się uniknąć, chcąc wejść do lochów lub z nich wyjść, zawsze siedzieli strażnicy, którzy kluczy pilnowali - oni je dawali, a potem odbierali, gdyby któryś zniknął, nie przeszłoby to bez echa, więc wydaje mi się, że można było to uznać za wystarczające zabezpieczenie. Z biernymi więźniami za to się zgodzę, o tym nie pomyślałam - słuszna uwaga.
Z tymi wątpliwościami odnośnie przyjęcia przez królewnę do wiadomości, że Uriel zabił, powiem tak - mimo, że jestem autorką, nie mogę stwierdzić jednoznacznie, że miłość między nimi była prawdziwa albo nie. Fakt jest faktem - znali się zaledwie miesiąc, osobiście nie wierzę, żeby w tak krótkim czasie można było stworzyć tak silną i zażyłą więź jak miłość. W tym przypadku już na początku bajarz wspominał, że zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia, a więc można założyć, że była to miłość dosyć... no, powierzchowna, będąca raczej zauroczeniem, zafascynowaniem sobą nawzajem. W miesiąc nie da się poznać człowieka, ludzie uczą się siebie przez lata, dlatego więc to, że Mirella uwierzyła w winę Uriela jest w stu procentach realne. Znaleziono go na miejscu zbrodni, byli świadkowie, a do tego jego winę orzekli sami Słyszący, będący niepodważalnym autorytetem w królestwie, w końcu reprezentowali bogów, skoro powiedzieli, że grajczyna jest winny, tak jest w istocie. A przynajmniej z takiego założenia wychodzili mieszkańcy Orlego Królestwa.
Mam nadzieję, że w tych dwóch kwestiach rozwiałam Twoje wątpliwości. Bardzo dziękuję za czas poświęcony mojemu opowiadaniu oraz dobre słowo.
Pozdrawiam! ;)
Od: Autor Shirru
twarz żeńska
24.10.2017
Witaj! Zaskoczyłaś mnie tym, że z krótkiej zwrotki potrafiłaś wysnuć całą historię, brawo!
Dzięki za wyjaśnienie "dystrybucji kluczy", faktycznie taki sposób jest przekonujący.
Ok, najwidoczniej przeoczyłem fakt, że znali się bardzo krótko. W takich okolicznościach rzeczywiście nie można się dobrze poznać, więc Mirella miała pełne prawo uwierzyć w oskarżenia Uriela.
Dzięki za wyjaśnienia. Pozdrawiam!
Od: Pióroman Arek Rataj
twarz męska
23.10.2017
Na początku muszę przyznać, że Twój tekst zostawiłam na koniec widząc jego objętość.. Pierwsza myśl - bezlitosna, jak mogła do konkursu dodać tak długie opowiadanie. Obawiałam się, że jak nie przypadnie mi do gustu, to będę musiała porzucić czytanie w jego trakcie, a tego nie lubię robić. Na szczęście wstęp nie zapowiadał porażki, brnęłam więc dalej, aby po jakimś czasie zatracić się zupełnie. Już wcześniej widziałam błędy o których wspomnę, ale muszę Ci wskazać do tej pory najbardziej rażący. Dlaczego najbardziej? Bo jest strona nr 39, czytanie pochłonęło mnie całkowicie do tego stopnia, że nawet nie robiłam notatek co mam w zwyczaju, aż tu nagle to:
"– Jesteś obleśny! Nienawidzę cię, słyszysz?!" - obleśny? Kompletnie nie pasujące zdanie, wybijające z atmosfery i pełnej immersji. Przez takie zdania (to już drugie, ale tekst o zawale jakoś dało się przełknąć), utwór traci swój charakter i spójność. To bardzo poważnie wybija czytelnika.
Poza tym, mam zarzut co do tej sceny. Jakoś niesamowicie szybko uwierzyła w winę Uriela, bez szoku, niedowierzania, czy odruchu miłości. Jej reakcja była bardzo mało wiarygodna, przez co mnie nie przekonuje.
Kolejne wybicie z rymu i nieścisłość: Skoro Uriel był ubrany w ciuchy sługi czyszczącego cele, to skąd na jego nogach ostrogi którymi pogonił konia podczas ucieczki? Coś przegapiłam?

Dotarłam do końca i nie wiem co napisać. Jedyne co na już ciśnie się na usta to: ŁAŁ...
Nie wiem od czego zacząć, może od początku. Lubię takie wstępy, opowieść bajarza, jeśli oczywiście dobra, zawsze niesie za sobą jakieś przesłanie, głębszą historię. Mimo ze początek nie był w niczym oryginalny, a takich jak ten czytałam tylko u Nas na portalu wiele, to nie zraził mnie. Pierwsze strony spełniły swoje zadanie, wciągnęły mnie do świata który stworzyłaś. Jeśli już o nim mowa, to muszę wspomnieć, że kupiłaś mnie całkowicie opisami otoczenia, krótkimi, charakterystycznymi wstawkami przedstawiającymi stołek czy inne drobne przedmioty, które tworzyły otoczenie nadając mu konkretny charakter. Miało to konkretny, bardzo dobry wpływ na całość.
Trochę szwankowała mi fabuła w niektórych miejscach, poza tymi które Ci już wskazałam, dodałabym jeszcze sam fakt, że Uriel spacerował sobie i żył w królestwie przez miesiąc (jeśli dobrze zapamiętałam) i nikomu nie przeszkadzał, panoszył się jak u siebie ;) aż tu nagle zaczął przeszkadzać i być zagrożeniem. Niby ok, nie jest to jakiś błąd, ale jego zachowanie wydawało mi się zbyt swawolne jak na gościa.
Co do samego barda, postać jak każda inna, poza głosem, w sumie nic go nie wyróżniało. Lekkoduch, który nabrał moresu dopiero w obliczu zagrożenia jego przyjaciela. Dopingowałam go, miałam nadzieję że przeżyje, jednak więcej szacunku i sympatii poczułam do Birna i mam na koniec poczucie, że faktycznie zginął ten bardziej wartościowy, oddając życie za lekkoducha bez większych ambicji.
Podobały mi się dialogi, chociaż w ich zapisie jest sporo błędów, gdzieniegdzie brakuje opisów, ale przy dobrej redakcji i korekcie, byłoby idealnie.
zauważyłam równie poważny błąd, jak nie w sumie najważniejszy z całości:
Adept:
2. Niekonsekwentność:
F. Punktu widzenia/narracji bohaterów
Podsuwam punkt poradnika, tam jest to szeroko opisane. Ja wspomnę tylko, że dość męczącym jest dla czytelnika kiedy tak często, w jednym fragmencie, jednej akcji zmieniasz narrację, skaczesz od jednej do drugiej postaci. To jest już coś, co nie powinno się zdarzyć na pewno w konkursie. Ten błąd pojawia się stosunkowo rzadko. Na kilkadziesiąt poznanych utworów na Pióromanach, trafiam na niego drugi, może trzeci raz. Jest jednak poważny, chociaż i to wyłapuje się w sumie przy korekcie.
Podobają mi się relacje starych przyjaciół, są prawdziwe, naturalne. Dodałaś również retrospekcje, co jest zawsze wskazane podczas wspominania dawnych czasów.
Nie skupiałaś się bardzo na opisywaniu wyglądu bohaterów, a jednocześnie nie miałam najmniejszych problemów aby wyobrazić ich sobie. Nadałaś im wystarczająco dużo charakterystycznych cech. Ciara - też majstersztyk ;)
Sama relacja Uriela z Mirellą jest przez Ciebie opisana, występuje częściej w jego wspomnieniach, niż samej fabule. Używając skrótu myślowego - nie zdążyła nabrać mocy, kiedy się rozpadła. No i fakt, że dziewczyna po tym miesiącu już planowała gdzie będą mieszkać i że wezmą ślub... hmm.. albo była głupia, albo niedojrzała ;) Generalnie, nie zdążyłam w nich uwierzyć.
Podobał mi się motyw wisiorka, trochę sentymentalny jak na facetów i męski typ Birna jaki wykreowałaś, ale mimo wszystko podobał mi się.
Tak samo jak zakończenie, chociaż muszę przyznać, że w chwili, w której Uriel przeganiał dzieciaki, już wiedziałam że go wyjmie z kieszeni. Po prostu było to tak bardzo oczywiste dla mnie, że gdyby zakończyło się inaczej, czułabym dyskomfort ;)
Czy zakończenie mnie zaskoczyło? Można powiedzieć że tak. Bo mimo, że domyśliłam się go po tym konkretnie fragmencie:
"– Kto wie? – rzekł dziadyga w zamyśleniu, patrząc gdzieś ponad głowy dzieci. – No, ale koniec na dziś. Późno jest..." - to wcześniej nie wpadłam na to, więc było to miłe zaskoczenie.
Twój utwór wciągnął mnie bez pamięci, wywołując tysiące różnych uczuć. Dopingowałam bohaterów, był i smutek, żal, współczucie, nadzieja, radość i pewnie jeszcze wiele więcej, których już nawet nie wyłapałam.

Podsumowując, pozostaje mi pogratulować Ci bardzo ciekawego i wciągającego tekstu, który na pewno na długo pozostanie w mojej głowie. Owszem, pojawiły się w nim błędy mniejsze czy większe, ale zwróć uwagę na to, że one wszystkie to tylko kosmetyka. To co ważne, jest tutaj bez zarzutu, fabuła, opisy, pomysł, zaskoczenie, napięcie, zakończenie - złożyłaś to wszystko i powstał naprawdę ciekawy i godny uznania tekst. Bez wahania poddałabym go redakcji, poprawkom i byłabym z niego dumna na Twoim miejscu.
To chyba tyle, nie będę już się rozpisywać, bo i tak dobijam do 1000 wyrazów :P
Jeszcze raz gratuluję i zarazem dziękuję. Nie przypuszczałam, że ten długi utwór przeczytam tak szybko i z takim zapałem. Mimo obaw, to nie był stracony czas, a kolejne wspomnienie do kolekcji.
Mam nadzieję, że mogłam być pomocna, pozdrawiam serdecznie.
Od: Pióroman Albi
twarz żeńska
24.10.2017
To mój pierwszy raz w tym konkursie, nie wiedziałam więc jaka jest "norma" znaków, a nie ma żadnego limitu, postanowiłam więc zaryzykować, tym bardziej, że jedna z wcześniejszych zwycięskich prac miała 145 stron! Uznałam, że przy tym moje 68 to nie tak dużo XD

Nie spodziewałam się, że jedno słowo może wprowadzić tyle zamieszania, ale skoro tak mówisz, poprawię to, gdy tylko konkurs dobiegnie końca :)
Nie jesteś pierwszą osobą, która zarzuciła opowiadaniu, że królewna za szybko przyjmuje do wiadomości, że Uriel jest mordercą. Odpowiem więc w ten sam sposób: mimo, że jestem autorką, nie mogę stwierdzić jednoznacznie, że miłość między nimi była prawdziwa albo nie. Fakt jest faktem - znali się zaledwie miesiąc, osobiście nie wierzę, żeby w tak krótkim czasie można było stworzyć tak silną i zażyłą więź jak miłość. W tym przypadku już na początku bajarz wspominał, że zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia, a więc można założyć, że była to miłość dosyć... no, powierzchowna, będąca raczej zauroczeniem, zafascynowaniem sobą nawzajem. W miesiąc nie da się poznać człowieka, ludzie uczą się siebie przez lata, dlatego więc to, że Mirella uwierzyła w winę Uriela jest w stu procentach realne. Znaleziono go na miejscu zbrodni, mogła być oszołomiona, pod wpływem emocji, okej, ale dalej mamy proces - był świadek zeznający przeciwko niemu, a do tego jego winę orzekli sami Słyszący, będący niepodważalnym autorytetem w królestwie, w końcu reprezentowali bogów i ich wolę - skoro powiedzieli, że grajczyna jest winny, tak było w istocie. A przynajmniej z takiego założenia wychodzili mieszkańcy Orlego Królestwa.
Racja, racja! Coś mi się popieprzyło i napisałam "ostrogi", zamiast "strzemiona".
"...panoszył się jak u siebie ;) aż tu nagle zaczął przeszkadzać i być zagrożeniem." - z tym łażeniem po całym zamku może i faktycznie masz rację, trochę za swobodnie się poczuł, pomimo "silnych pleców", ale to nie tak, że po miesiącu nagle zaczął przeszkadzać i być zagrożeniem - chodziło raczej o to, że król początkowo to tolerował w nadziei, że młodzi znudzą się sobą, że to tylko chwilowe, ale minął ten czas i stwierdził, że ma już dość, marka się przebrała, basta! Tak mniej więcej :)
Szczerze? W pełni się z Tobą zgadzam, też zdecydowanie większą sympatią pałam do swojskiego, prostego Birna, wydaje mi się naturalniejszy i myślę, że byłby z niego świetny kompan. Myślę, że większość czytelników przywiązała się do Birna i to właśnie dlatego on ginie XDD Żeby wywołać emocje, jakiś smutek, gorycz, że to właśnie on musiał umrzeć i to o krok od wolności! To była kwestia sekund, przecież jeszcze chwila, a byłby po drugiej stronie muru cały i zdrowy...
A tak, co do tego zmieniania narracji, przyznaję, że mam do tego skłonności. Ten tekst powstał niemal rok temu, więc tego może nie widać, ale w obecnych tekstach staram się zwracać na to uwagę i ograniczać ten zabieg do minimum :)
"No i fakt, że dziewczyna po tym miesiącu już planowała gdzie będą mieszkać i że wezmą ślub... hmm.. albo była głupia, albo niedojrzała ;) " - albo po prostu młoda i niedoświadczona przez życie i los. Pamiętajmy, że to królewna, jej wizja świata różni się od rzeczywistości, jest wyidealizowana, ona sama żyje odgrodzona od świata wysokimi murami, jej codzienność to puchy, atłasy, kwiaty i beztroska, wyrosła, jak większość królewien, na opowiadaniach naniek o romansach księżniczek i rycerzy, którzy żyli za siedmioma górami długo i szczęśliwie. Nie oczekujmy od niej zbyt wiele :)

Bardzo dziękuję Ci za te wszystkie słowa, jest mi niezmiernie miło, rumieniec przemknął mi przez twarz, na pewno jestem z siebie dumna. Zarówno Twoje uwagi i wytknięte błędy, jak i pochwały są dla mnie cholernie ważne - wiem na co zwracać uwagę, a co jest moimi mocnymi stronami. Dobrze coś takiego usłyszeć (czy przeczytać), bo samemu ciężko jest ocenić własną pracę obiektywnie, no jakby się nie próbowało, to nie wyjdzie i już. Cieszę się ogromnie, że pomimo objętości opowiadanie wciągnęło i nie pozwoliło Ci się nudzić, że znaleźli się bohaterowie, których obdarzyłaś sympatią i towarzyszyłaś im przez tę podróż, że ich dopingowałaś, wspierałaś, przeżywałaś wszystko z nimi - jestem Ci za to wdzięczna, dziękuję ^^
Mało kto to zauważył, więc w ramach ciekawostki dodam, że całe opowiadanie jest stworzoną przeze mnie adaptacją fragmentu kołysanki "Na Wojtusia z popielnika", oczywiście mowa o ostatniej zwrotce: "Była sobie raz królewna, Pokochała grajka, Król wyprawił im wesele I skończona bajka... ".
Jeszcze raz dziękuję za szansę dany mojemu tekstowi oraz poświęcony mu czas. Dziękuję również za długi, wyczerpujący komentarz, który zrobił mi dzisiaj dzień ♥
Od: Autor Shirru
twarz żeńska
24.10.2017
Cieszę się, że mogłam Ci pomóc, to najważniejszy mój cel na tym portalu :) Pomagać, jednocześnie ucząc się od innych.

Co do kołysanki - wyłapałam to na początku, ale nie przyszło mi do głowy aby wspominać.
To że utwór otrzymał szansę, to nie moja zasługa, czy samozaparcie ;) to kwestia tego czy sam się broni. Skoro mnie wciągnął, to odpowiedź masz.

Oczywiście, że niema górnej granicy, nie odbieraj tego jako naganę. cieszę się, że tekst jest na tyle dobry, że niema to znaczenia.
Fajnie że poprawiłam Ci humor :) Tą informacją ty poprawiłaś mój :D
Od: Pióroman Albi
twarz żeńska
22.10.2017
Witaj!
Pierwszą rzeczą, którą zauważyłem to genialne opisy, realnie i przybliżające nas do świata jaki sobie wyobraziłaś. Następnie dialogi. Idealne, realne. Nic dodać nic ująć. Uwielbiam to jak napisałaś to, jest bardzo realne i gdy czytam wydaje mi się jakbym był tam wszędzie gdzie niesie opowieść. Sposób w jaki to opowiadasz (czyli dziadek, który opowiada historyjkę dzieciom) jest dobry i muszę przyznać, że sam próbowałem coś napisać w właśnie ten sposób ale nic z tego nie wyszło. Scena z zdenerwowaniem się ojca (króla) jest świetnie skomponowana. Dużo emocji, szybkie tempo i genialna scena gotowa. Podoba mi się jak wplotłaś tam kilka zdań opisu gniewu, emocji królewny, najbardziej ten fragment:

– Nie obchodzi cię moje dobro! – wrzasnęła, a jej pełen desperacji głos echem odbił się od ścian przyozdobionych barwnymi gobelinami z wizerunkiem orła.

Widoczna jest jeszcze jakaś gwara ale nadal nie wiem jaka.
Uważam, że utwór jest spójny, pomysłowy, zaskakujący i co najlepsze przesiąknięty dobrze opisanymi emocjami.

Gratulacje. Nie wiem do czego mam się przyczepić lub co wskazać jakieś błędy, więc chyba dobrze. Uczyć się zawsze trzeba i rozwijać, więc nie wolo spoczywać na laurach i dalej pracować. Pozdrawiam bardzo i życzę powodzenia oraz kolejnych równie dobrych i ciekawych tekstów.
Od: Pióroman Rockefay
twarz męska
23.10.2017
Cześć!
Bardzo cieszy mnie, że opowiadanie przypadło do gustu i pomimo ilości znaków, nie męczyłeś się czytając :) Wszystkie Twoje uwagi są dla mnie naprawdę ważne, dzięki Tobie widzę z czym się poprawiłam, a co wychodzi mi dobrze - takie informacje są równie cenne, co wskazanie błędów, bo jako autor nie jestem w stanie podejść do własnego opowiadanie w 100% obiektywnie.
Co do gwary - nie jest to żadna istniejąca, zastosowałam po prostu język archaiczny :)
"Uczyć się zawsze trzeba i rozwijać, więc nie wolo spoczywać na laurach i dalej pracować." - zgadzam się z tym całym sercem. Uważam, że przede mną jeszcze daleka droga i wciąż nad sobą pracuję, ale jak to mówią; człowiek uczy się przez całe życie :)
Bardzo dziękuję za czas poświęcony mojemu tekstowi oraz za przychylny komentarz. Pozdrawiam! :)
Od: Autor Shirru
twarz żeńska