Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Obecnie w pracowni:
ikonka utworu

Komentarze do:
Cykl

11.01.2019
Tytuł może oznaczać właściwie wszystko - dałoby się podciągnąć pod niego naprawdę dużo rzeczy. Nic dziwnego, że mnie zaciekawił, a już opis pod tekstem dopełnił dzieła. Aczkolwiek nie za dobrze świadczy o Tobie, że w jednozdaniowej, składającej się z czterech wyrazów zapowiedzi zrobiłaś literówkę w imieniu autora, którym się inspirowałaś.
cytatInspirowane twórczością Sephena Kinga.

Powinno się przykładać do tego większą wagę. W końcu to pierwsze, co przeczyta czytelnik.

cytat- Nie mam na siebie pomysłu – stwierdził człowiek bez właściwości pewnego dnia. I nie była to nowa myśl, zdarzało mu się wielokrotnie dochodzić do tego punktu bez wyjścia. Zdarzało mu się to bardzo często. Patrzył wtedy na żonę, jak małe dziecko szukające pocieszenia.

Bardzo intrygujący początek i faktycznie od samego początku od pierwszego zdania zalatuje mocno Kingiem (tym bardziej mistrzowi jest przykro za tę literówkę).

cytatW porze obiadowej znów usłyszał ten dźwięk. Najpierw gdzieś z tyłu głowy, potem w dalszej przestrzeni. Delikatne stukanie, gdzieś za drzwiami.

Całkiem dobrze opisane przeżycia osoby, która jest pochłonięta pisaniem do tego stopnia, iż musi, MUSI pisać, bo jest jej to potrzebne do życia. Cieszę się, że poruszyłaś ten temat. Można to odnieść właściwie do każdego rodzaju uzależnienia - chociaż samo słowo kojarzy się negatywnie, można przecież uzależnić się od pozytywnych rzeczy, np. od adrenaliny - a tę potrzebę można przecież zaspokajać poprzez intensywny, ekstremalny sport, a niekonieczne przez uprawianie hazardu lub coś równie niechlubnego. Zastanawiam się tylko, czy pisanie można zaliczyć do kategorii “pozytywnej” czy jednak nie (zważywszy, że masa pisarzy to ludzie nie do końca normalni) :P.

cytatByło cicho, przeraźliwie cicho. Tak cicho może być tylko wtedy, gdy jesteśmy sami w wielkim domu. Nadstawił ucha, by wyłapać te niby-zgrzyty, niby-stuki, niby-jęki.

Niby-stuki, niby-jęki? Genialne określenia! I znów przywodzą na myśl Kinga. Widać, że tekst jest nim inspirowany, więc cel udało się osiągnąć.

cytatWchodził w ciało ostrożnie, szukał wyraźnych granic, rozlokowywał się z uwagą, by nie naruszyć żadnej ważnej tkanki, organu, żyły. (...) Naraz zalała go fala gorąca, paniki, gdy arterie pobudziły pracę serca, jego serca. Miał je w tej chwili na własność, choć nie wiedział jeszcze, po co. (...) Był obciążony cielesnością.

Te opisy są w opowiadaniu o wiele dłuższe, ale chciałam zacytować chociaż kawałek, żeby na tej podstawie napisać stosowny komentarz. Bardzo “mięsisty” sposób pisania, bardzo bogate słownictwo. Najlepsze jest to, że pewnie gdzie indziej te fragmenty brzmiałyby niego kuriozalnie, ale tutaj, o dziwo, pasują. Wszystko wydaje się być na swoim miejscu, więc jestem pod wrażeniem, bo “pisanie Kingiem” nie jest takie proste. (Jak to bywa przy kopiowaniu - o, pardon - inspirowaniu się mistrzami.)

cytatSteve próbował łapać oddech. Włosy jeżyły mu się na głowie. Zabrnął za daleko. Kontakt z tą istotą był naprawdę niebezpieczny. Kosztował go bardzo wiele. Była silna. Miała moc, dzięki której wkradała się w ludzkie umysły. Wiedział, że miliony czytelników z zapartym tchem będą śledzić jej losy, jej rozpacz i powolne umieranie. Ale on też miał podobną władzę. Władzę, z której korzystał już wcześniej.

Bardzo dobrze ukazany proces pisania “Carrie”, podoba mi się obrazowość i emocjonalność. Z drugiej strony, King chyba straciłby zmysły, gdyby przeżywał w ten sposób wszystkie swoje horrory :D.

cytat„ – Ty krwawisz, głupia baryło. Zatkaj sobie, zatkaj sobie, zatkaj sobie, zatkaj…”

Z tymi tamponami to dobre i mądre zagranie. Faktycznie jest to jeden z najbardziej charakterystycznych elementów “Carrie” i każdy, kto czytał, z dużym prawdopodobieństwem ten fragment zapamiętał. Dziewczynka ma rację, że autor “stworzył ją tylko po to, by cierpiała”. W ogóle ta wizja w piwnicy jest dość makabryczna i mocna. Czytelnik też przestaje łapać, co jest naprawdę,a co to tylko urojenie, wyobrażenie autora. Jest to lekko niepokojące, ale też bardzo nastrojowe - nie wiedzieć, gdzie się kończy ułuda, a zaczyna rzeczywistość na jawie. Nie jestem pewna, czy sam główny bohater zdaje sobie z tego sprawę, bo on wydaje się najbardziej zamotany.

cytatDwa światy pomieszały się ze sobą. Nie odróżniał już tego, co istniało naprawdę, a co sam powoływał do życia. (...) Ten wymiar miał swoje prawidła i nie zamierzał z niego rezygnować. W gruncie rzeczy balansowanie na granicy musiało wiązać się z jakąś ofiarą.

Podsumujmy: pisanie powieści wiąże się z jakimiś “ofiarami”. Niecodzienna koncepcja i bardzo mi się podoba. Nie spotkałam się z tym pomysłem i w sumie takie podejście pasuje do Kinga, który sam pisał w “Pamiętniku rzemieślnika” - o ile dobrze pamiętam - że postaci powinno się traktować jak narzędzia do osiągnięcia celu. Wtedy jest prościej i autor unika błędu, jakim jest przywiązywanie się do nich. Jest to więc wiarygodne. A jeśli chodzi o “czynienie z postaci narzędzi do pokazania historii:, wydaje mi się, że do perfekcji opanował to m. in. autor “Pieśni lodu i ognia”, pan George R. R. Martin. (Ach, jakież emocje wzbudzała “Gra o tron”, w której nigdy nie było wiadomo, kto w danej chwili walnie w kalendarz! Ten to się zna na “traktowaniu postaci jako narzędzi”!)

cytatBył typowy. Typowy, ale nie przeciętny. Wzrostu powyżej średniego, urodzie żadnej, charakterze powtarzalnym, stylu bycia nie narzucającym się nikomu, namiętnościach, o których głośno się nie mówi. Typowy mężczyzna, jakich wielu. Z okularami na nosie sprawiał wrażenie sympatycznego, nawet odrobinę zawstydzonego. Mógłby być każdym.

Powiem szczerze, że rzadko spotykam się z tak dobrym, nieoczywistym, niecodziennym opisem postaci. Niby jest to całkiem przeciętny mężczyzna, ale gdy czyta się powyższy akapit, wiadomo, że “przeciętny” to ostatnie, co można o nim powiedzieć. Stwarza genialne pozory i to się właśnie kryje pod tym opisem. Jestem pod wrażeniem! Tak się powinno pisać charakterystykę postaci, by nie trąciła sztampą.

cytatNastępnego dnia zwlókł się z posłania wyczerpany. (...)
- Muszę się znów nauczyć, to na pewno nic trudnego – uspokajał sam siebie. – Trzeba tylko trochę poćwiczyć bycie zwyczajnym człowiekiem.

Dwa ostatnie fragmenty opowiadania (w tym ten powyższy urywek) są wyjątkowo mocne i chociaż proces twórczy Kinga raczej tak nie wygląda (a przynajmniej tak mi się wydaje ;), bo gdyby było inaczej, biedak naprawdę dawno wylądowałby na oddziale zamkniętym), to i tak się dobrze czytało. Z głównego bohatera bije szaleństwo i to jest fantastyczne, bo trudno opisywać coś, czego zazwyczaj mało kto doświadcza, a jeśli już, to nieczęsto. W pewnym momencie czytelnik przestaje mieć pewność, co się dzieje rzeczywiście, a co jest wyłącznie wyobrażeniem Steve’a. Może to wszystko to jego majaki? Wyobrażenia ogarniętego twórczym szałem umysłu, który on musi oczyścić, żeby w ogóle funkcjonować? Całkiem to fajne, nieoczywiste, niespotykane i zastanawiam się, skąd się wzięła taka a nie inna wizja; ogólnie końcówka jest dość mroczna. Fajnie budujesz klimat niepewności; całość trzyma w napięciu jak dobry thriller. Przeczytałabym chętnie coś Twojego-Twojego, a nie Twojego-Kingowskiego. Na pewno byłoby warto, choćby dla samej radości obcowania z tak dobrymi, dopracowanymi opisami i bogatym słownictwem. Czyta się ten tekst z przyjemnością, choć przez wzgląd na tematykę wcale nielekko.

Dobra robota.

Pozdrawiam,
Magdalena Lipniak
Od: Pióroman Magdalena Lipniak
twarz żeńska
27.05.2018
Bardzo fajna koncepcja i sposób narracji :) Również uwielbiam Kinga. Szczerze mówiąc, najpierw pomyślałam, że inspiracją będzie tu styl pisarza. W moim przypadku tak właśnie jest. Zaskoczyłaś mnie więc (pozytywnie) oryginalnym podejściem do tematu. Tekst bardzo fajnie się czyta, na początku nie wszystko jest jasne, co jest zdecydowanie dużym plusem. Określenia których używasz również bardzo przypadły mi do gustu. Jedyne co mi nie pasowało to zwrot " człowiek bez właściwości". Nie jestem pewna co chciałaś wyrazić i co właściwie powinien oznaczać. Aczkolwiek, może się czepiam ;) W każdym razie całość przyjemna w odbiorze, fajnie napisana, pasująca do krótkiej formy. Tak trzymaj :)
Bez zarzutu
Od: Pióroman whiterabbit
twarz żeńska
20.01.2018
Urbi! :)

Miło Cię ponownie widzieć w kolejnej przejmującej i przepełnionej emocjami odsłonie!

Nie mogłam nie zajrzeć, widząc nawiązanie do S.K. (Zjadłaś literkę w opisie ;))
Nie wiedziałam czego tym razem spodziewać się po Twojej twórczości, chociaż wiedziałam, że może mi się spodobać ;)
Na początku, już na wstępie od razu wiadomo kogo opisujesz. Wspomnienie żony jasno to określa. Tym bardziej z zapartym tchem, z rosnącą ciekawością czytałam dalej.
Opisy rozterek pisarza, czy walki z weną, lub jej brakiem, zdarzały się wielokrotnie, jednak pod taką postacią i w tej niezwykłej Kingowej formie są świetne.
Nie wiem na jakim jesteś etapie z własną twórczością, ale każdego z nas dopada czasem ciemność własnych myśli. Różne są sposoby na wyjście z niej i podjęcie się dalszej części historii czy kolejnego tworu. Twoja interpretacja tego, skąd czerpie siłę i motywację King, w oparciu o jego ponadczasowe dzieło, powinna trafić na jego stół :D
Tekst ciekawie stopniuje napięcie, od lekkiego znużenia na początku, gdzie wkrada się dużo tego, co można zaobserwować w wielu Twoich tekstach, czyli trochę nostalgicznych porównań, przenośni. Nie narzucają się one jednak, nie przeciągają, zastąpione szybko przez kolejne wydarzenia.
Koniec drugiej strony wciąga stopniowo i bezpowrotnie w wir wydarzeń. Od tego momentu można mówić już o pełnej immersji. Czytałam dalej z uśmiechem, lubując się w takich klimatach.
cytat„Poprawił spodnie, spadające z bioder, by, w razie czego, bronić się ucieczką. Nie należał do tych odważnych bohaterów, którymi zapełniał stronice swych książek, bez dwóch zdań. Ofiara, postać drugoplanowa lub nawet epizodyczna, zawsze stara się uciekać, dlaczego i on nie miałby spróbować? Nim zapalił lampę, wciągnął powietrze do płuc, niby przed skokiem do wody. Napiął wszystkie ścięgna do granic wytrzymałości, zaraz, zaraz, jest blisko, czuje jej śmierdzący oddech na plecach. Pstryk – mdłe światło


Podoba mi się to, w jaki sposób przedstawiasz głównego bohatera, która jako wszystkim znany, powinien jawić się jako nieskazitelny i nie do końca realny. Tymczasem targają nim takie same przyziemne emocje jak zwykłymi ludźmi. To też bardzo ciekawy sposób na pokazanie człowieczeństwa w kimś kogo kojarzy się ze sławą, idealnymi fotografiami i doskonałymi dziełami. Czy faktycznie S.K. przeżywa takie same wzloty i upadki weny i motywacji jak ja czy Ty? Pewnie tak, bo to jednak tylko człowiek. Może i posiada swoje moce ;) ale to nadal człowiek z całym bagażem życia.
Muszę przyznać, że na co dzień nie zastanawiając się nad takimi szczegółami, nie przeszło mi nigdy przez myśl to, co Ty zauważasz i wyróżniasz:
cytat„ To, czym się zajmował określało go. Było jego życiem. Bez pisania nie istniał – ta prosta prawda stała się jego przekleństwem. ”

Hmm... Muszę przyznać, że jestem bardzo ciekawa czy on sam kiedykolwiek tak o sobie pomyślał.

cytat„Siedziała tam – pokurczona, maleńka, jak robaczek świętojański, z błyszczącymi od łez oczyma.”

Tutaj nie pasuje mi ten "robaczek" i "maleńka". Burzy to budowany, ciężki nastój.
Może: Siedziała tam - pokurczona i mała - bez tego porównania? Lub z jakimś bardziej klimatycznym.

To co dzieje się później, nie jest do końca jasne, ale odbieram to jako bardzo mocne, wejście w historię, zanurzenie się we własne dzieło. Sama ta czynność wysysa z autora energię i powoduje ogromne zmęczenie, takie wyduszenie z siebie wszystkiego co najlepsze, na potrzeby książki.
Nie pasuje to do lekkości z jaką King wydaje książkę za książką, jednak nigdy nie wiadomo w jakich warunkach powstają ;)

Finalnie, ta walka o kolejne strony i dokończenie historii, w twojej aranżacji, wysysa z niego życie. Można śmiało powiedzieć, że autor stał się więźniem swojego życia i talentu. To co było do tej pory błogosławieństwem, okazuje się koszmarem który dopiero się rozpoczyna.
Tym optymistycznym akcentem, będę kończyć analizę tego tekstu. ;)

Muszę przyznać, że jak tylko zobaczyłam Twój nick i nowy utwór, to mimo masy obowiązków, nie mogłam się powstrzymać ;) Spodziewałam się czegoś fajnego, na miarę Twojego stylu i co najważniejsze: nie zawiodłaś mnie i tym razem.
Podobało mi się, potrzebowałam takiej odskoczni od rzeczywistości. Trochę filozoficznej, trochę dramatycznej, ale zachowującej niepowtarzalny styl.

Teraz jednak muszę dodać trochę prywaty ;)
Gdzie Ty jesteś dobra kobieto? Zniknęłaś nam z FB, mało Cię tu i tam. Mam nadzieję, że wrócisz nie tylko tym tekstem, ale znowu odnajdziesz serce do portalu i do nas ;)
Bo trochę jednak tęskno ;)

Pozdrawiam ciepło. Albi
Od: Pióroman Albi
twarz żeńska
20.01.2018
Albi.

Bardzo się cieszę, że znalazłaś czas na analizę tego tekstu. Jednak ważniejsza jest Twoja motywacja - zauważenie mojej tu obecności.

Rzeczywiście, życie bardzo mnie pochłonęło. Praca w Warszawie okazała się dużo bardziej wymagająca niż przypuszczałam. Niesamowicie brakuje mi siebie samej w wydaniu pisarskim, nie tylko piszącej, ale też zgłębiającej tajniki, przeglądającej nowinki i zaangażowanej w rozwijanie pasji - tak jak ma to miejsce na Pióromanach. I oczywiście brak mi wspaniałych ludzi, którzy tę pasję ze mną dzielą, uczą, motywują, rozumieją, są. Czyli Was.
Aktualnie mam trochę wolnego, więc wpadam, jak po ogień. Na co dzień nie mam niestety na to czasu. Wiem, jak to brzmi, ale to prawda. Nigdy też nie potrafiłam przestawić się momentalnie od podejścia zadaniowego, do twórczego, potrzebuję na to kilka spokojnych dni i lektury, by zasiliły zwoje mózgowe. Ciekawe jak to wygląda u innych. Jednak nie ma co narzekać. Zmiana perspektywy pozwala dotrzeć rzeczy, które nam umykały, docenić pełnię obrazu. Każde doświadczenie czegoś uczy.

King towarzyszy mi od jakiegoś roku. Pochłaniam jedną pozycję za drugą, analizuję jego styl - nie taki znów, moim zdaniem, dobry literacko, jednak niesamowicie wciągający, plastyczny. Moje myśli krążą wokół jego dzieł i samego autora - co zrozumiałe. Stąd ten tekst. Jasne, że to interpretacja, snucie fantazji na temat tego, jak funkcjonuje King, jak powstają jego książki. Nie ma dla mnie znaczenia, czy to prawda, czy nie. Jest Król, szklanka whiski, Tabby, cytaty z "Carrie", jak zauważyłaś, a reszta to już moja wyobraźnia. Motyw pisarza rozdwojonego - na człowieka "właściwego" i "kulturowego" nie jest nowy, ale zawsze mnie fascynował.

Bardzo dziękuję za Twój czas i bezcenne, jak zawsze, wskazówki, rady, spostrzeżenia. Cieszę się, że portal nadal się rozwija dzięki pracy takich ludzi, jak Ty. Na pewno będę wracać.

Uściski. Urbi.
Od: Autor Urbi
twarz żeńska
21.01.2018
Niestety wiem co to znaczy. Brak czasu pochłania ostatnio i mnie, ponieważ ruszam z nowym przedsięwzięciem i pracuję dzień i noc.. Do tego dochodzi usilne łapanie chwil chociaż, żeby kontynuować książkę, którą obiecałam dzieciom już w wakacje.. Ciężko to wszystko pogodzić, przez co i z mojej strony portal trochę opuszczony :( Jednak staram się bywać, bo to już jak drugi dom ;)

Co do Kinga, ja poznałam go jeszcze w podstawówce, biorąc przypadkową książkę w Empiku - Chudszy, jeszcze pod pseudonimem. Przez te wiele lat, pochłonęłam każdą jedną pozycję, kompletnie zafascynowana jego twórczością. Uwielbiam ten styl. Pokochałam horrory, ale i ostatnie pozycje (Pan Mercedes) też chłonę z takim samym zapałem.
Jeśli jeszcze nie czytałaś, to polecam "Sklepik z marzeniami". Czytałam tę pozycję dawno temu, jednak nadal pozostała dla mnie najciekawszą. Ciekawa jestem Twojej opinii o Sklepiku.

Fajnie, że wracasz. My jesteśmy i będziemy trwać i czekać.
Od: Pióroman Albi
twarz żeńska
21.01.2018
Na "Sklepik z marzeniami" trafiłam jakiś czas temu, jednak była to pozycja, którą zarzuciłam po przeczytaniu 1/3. Próbowałam się zmusić i poczuć to coś, ale nie udało się. Jeszcze "Oczy smoka" tak na mnie podziałały. Męczyło mnie przerzucanie akcji od jednego sąsiada do drugiego i to, że po kilkudziesięciu stronach ciągle nie wiem o czym czytam i po co.
Natomiast "Chudszy" mimo nieprzekonującej fabuły (klątwa Cygana) wciągnął mnie. Właśnie skończyłam "Rękę mistrza" i mam ugruntowane przekonanie, że z każdej niemal historii (choćby absurdalnej i nie do końca logicznie przedstawionej) King potrafi ukuć opowieść, od której trudno się oderwać. Jednak wielokrotnie dostrzegałam przegadanie - rozciąganie szczegółów do granic wytrzymałości, tak że rozmywał się sens. Choćby dialog przed konfrontacją ze złem - bohaterowie wybierali się, jak sójki za morze, co i rusz podejmując jakiś niekoniecznie istotny temat. Mielenie różnych drobiazgów jest irytujące u Kinga, ale rekompensuje to plastycznością opisu.
Chyba nie mam ulubionej pozycji Kinga - "Cmętarz zwierząt" wyróżniłabym, jak też zbiory opowiadań, w których prezentował się moim zdaniem najlepiej (choć nie pamiętam ich tytułów, "Marzenia i koszmary" czy coś podobnego).

Zawsze będę wracać. Choć wolałabym być stale. Wszyscy wiemy jak to jest z twórczością - różne są jej fazy :)
Od: Autor Urbi
twarz żeńska
21.01.2018
Kolejny dowód na to, jak inaczej może być odbierany utwór przez kolejnego czytelnika :D
Owszem, trzeba się zgodzić, że czasem King męczy opisami i przeciąga, jednak mnie to nie zraża. Czasem tylko przewalam oczami i mówię sama do siebie: King, do rzeczy ;) Jednak nie jest to tak częste.
Zbiory opowiadań faktycznie są dobre, szybkie opowiadanie na wieczór.
"Ręka mistrza" - zdecydowanie lubię, czytałam kilka lat temu.
Jednak mimo, że przetrwałam cegłę "Pod kopułą", to Bastion mnie pokonał. Skusiłam się na film. Wiem, że to błąd, ale nie dałam rady :P
A seria o Mrocznej wierzy, to już długa podróż przez cały przekrój zdolności i potknięć Kinga. Jest tam chyba wszystko, mnie jednak urzekła i jak nigdy nie wracam do raz przeczytanej książki, tak do tej serii wróciłam.
Od: Pióroman Albi
twarz żeńska