Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Obecnie w pracowni:
ikonka utworu

Komentarze do:
Pianistka ( poprawione)

01.09.2018
Cześć. Po pierwszych trzech zdaniach w moim sercu coś się narodziło, z każdym następnym zdaniem rosło coraz bardziej i bardziej... to zaangażowanie. Cholera, to pierwszy utwór, ktory wywołał we mnie tak pokaźną paletę emocji! I wcale nie jest to złe, że zdecydowana większość to negatywne odczucia jak melancholia, przygnębenie, mało tego, to dowodzi jak świetnie budujesz ten beznadziejny i mroczny klimat, który ciągnie się... do końca? Czy to jest koniec? Mam szczerą nadzieję, że nie, bo ów przedsmak łechta wyobrażnie i niczym nikotyna uzależnia. Bardziej od strony technicznej: Opisy są jak najbardziej w porządku, nie mam do czego się przyczepić. Tekst czyta się jak lekko, płynnie i bez zwiech. Logika jest zachowana, błędów nie zaobserwowałem. O ortografii nie wspominam, jest dobrze. Do interpunkcji również nie mam zastrzeżeń. Co do dialogu. Troszeczkę zgrzyta mi ogólny zarys. Stricte rozmowa zaczyna się od słów
cytat„Co takiego powróciło, Lynette?”
To sprawia wrażenie niejasnego, chciałoby się rzec, że pojawia się tak ni z gruchy, ni z pietruchy. Emocje znowu ukazane dobrze, iimmersja zachowana, to na plus. Słowami wieńczącymi mój komentarz pragnę przekazać, że masz naprawdę wielki potencjał, ba, nie boję się użyć słowa talent! Nie zmarnuj go, bo z tego może wyjść świetne opowiadane. Pozdrowionka!
Od: Pióroman Adam Gabrysz
twarz męska
06.09.2018
Bardzo dziękuję za tak miłe słowa.
Zdaję sobie sprawę, że tekst jest za krótki, ale nie starczyło mi czasu na stworzenie czegoś dłuższego.
Na pewno będę pisać dalej, o ile wena pozwoli. Dziękuję jeszcze raz, pozdrawiam!
Od: Autor Ronnie
twarz żeńska
09.09.2018
Będę bacznie obserwował, ostatecznie stanę się twoim osobistym męczydupą i będę Ci przypominał, że masz coś do napisania (Oczywiście żartuję). Rozwijaj się, bo to może być coś świetnego!
Od: Pióroman Adam Gabrysz
twarz męska
15.08.2018
1. Utwór wciągnął mnie na samym początku i mimo zawartości dramatycznych wydarzeń, nie niepokoił mnie, co wychodzi na plus. Albowiem przeczytałem gdzieś, że powinno się wzruszać, ale nie niepokoić.

2. utwór wprowadzał mnie powoli w zadumę. Jak go przeżyłem? Wzbudzał we mnie odrobinę goryczy. Bardzo podobał mi się styl. Zostałem niepomiernie zaciekawiony rozwojem tak sytuacji gry na pianinie, jak i wizyty u psychologa.

3. Historia była dla mnie w 100% wiarygodna i wczułem się w nią.

4. Sylwetki bohaterów jak najbardziej pełnokrwiste i ciekawe.

5. Dialog bardzo skromny i dobry.

6. Opis świata napawa zgrozą, ale nie odstrasza. Ma się ochotę na jeszcze.

7. Atmosfera jest wartka, pełna swobodnych skojarzeń i narastającego napięcia. Mimo dramaturgii, akcja jest wartka.

8. Utwór wciągnął mnie do swojego świata jak najbardziej. Miałem prostą ochotę na przygodę i katharsis.

9. Historia jest dla mnie jak najbardziej spójna. Utwór trzyma się utartej ścieżki, która wywarła na mnie ogromne wrażenie. Przejście z czasów dzieciństwa do czasów dorosłości jest jak najbardziej taktowne i zgrabne.

10. Pomysłowość jest znakomita. W szczególności zachwyciłem się kilkoma zabiegami.

11. Ulubiona sentencja: "Twój mózg musiał odreagować.- Mężczyzna kliknął długopisem, po czym zaczął sunąć nim po małej karteczce." Ponieważ wciąga mnie wizyta u psychologa i jej dość dobra detaliczność.

12. Koniec był w sam raz na krótką historyjkę. Spokojny i zmuszający do refleksji.

13. Jeśli się nie mylę, autor utworu celowo grał na emocjach i zrobił/a to w udany sposób.

14. Co do rad i w wskazówek jakie mógłbym udzielić moją skromną osobą, to zechciałbym przeczytać jak główna bohaterka Lynette (ładne imię) radzi sobie z problemem i jak mogłyby postępować dalsze relacje z ojcem - czy w ogóle dożył wieku średniego swojej córki itd.
bardzo dobra.
Od: Pióroman BonjurBuonegiorno
twarz męska
19.07.2018
Trzy zdania i trzy wystąpienia słowa ciemność. Jeśli zrobiłaś to specjalnie to zabieg się nie udał.
cytat„Ciemność spowijała pomieszczenie, niczym wata cukrowa, jednak nie była równie słodka”
Przeczytaj proszę jeszcze raz to zdanie i przemyśl co chciałaś przekazać.

Niestety przeczytałem jeszcze kilka zdań i nie dam rady skończyć tego utworu. Odsyłam Cię do poradnika Twój utwór niestety jest idealnym przykładem przerostu formy nad treścią. Skojarzył mi się ze sceną z "Przyjaciele", gdzie Joey używa tezaurusa, aby napisać wyrafinowanym językiem list polecający dla Moniki i Chandlera. Wychodzi z tego niestety komiczny list. Poczytaj poradnik poniżej wkleiłem link. http://pioromani.pl/poradnik_pioromana.php#przerost Zachęcam Cię do komentowania utworów innych pióromanów, mi to pomogło krytyczniej spojrzeć na własną twórczość. Zdaje się, że też podniosło poziom mojego słowa pisanego. Nie zniechęcaj się , pisz dalej. Potem czytaj, wycinaj, edytuj przerabiaj, aż będziesz zadowolona. Poniżej napisałem jeszcze kilka uwag, głównie po to , aby komentarz został uznany z zgodny z zasadą 3K. [7][8]Nietrafione porównania nadają utworowi komiczny wydźwięk, przez co nie da się odczuć, jak mniemam atmosfery napięcia, grozy, strachu.[6] Opisy świata przekombinowane w słowach, nie budujące obrazu całości, bądź nie związane z historią.
cytat„Nieszczelne okna były dobre tylko latem, kiedy to
dawały przyjemny przeciąg”
[2] Na początku była irytacja, jednak po chwili dostrzegłem zapewnie niezamierzoną komiczność tekstu.[11]
cytat„A serce małej Lynne poczęło bić w tempie skrzydeł kolibra.”
Wiem, że chciałaś powiedzieć jak bardzo, ale to bardzo szybko, biło to małe serduszko. Jednak sposób w jaki to wyrażasz nie brzmi po polsku.

pozdrawiam
M
Od: Pióroman Matt Podl
twarz męska
23.06.2018
Droga Autorko.

Stworzyłaś bardzo krótki tekst, naładowany całą masą bardzo nieprzyjemnych emocji. W wielu miejscach uwidaczniają się Twoje umiejętności, które są całkiem spore. Łączysz słowa w zdania, zdania w strony w taki sposób, że trudno jest oderwać się od lektury, jednocześnie marząc o tym, aby przestać to czytać.
Nie wiem czy myślałaś może że taki efekt osiągniesz, czy jest to przypadek, jednak ja czuję to tak, jak bohaterka którą stworzyłaś. Udało Ci się stworzyć atmosferę, która dobija czytelnika. Zupełnie jak Lynette, od pierwszych zdań chciałam natychmiast przestać to czytać, nie zajmować się tym tekstem, który tak potwornie bolał w każdym mięśniu, w każdej kości... a jednocześnie nie mogłam nie czytać i nie skończyć tej historii.
Taki paradoks.

Co do samego warsztatu, muszę przyznać, że już pierwsze zdanie wprowadziło mnie w konsternację. Nie rozumiem porównania waty cukrowej do ciemności, co to miało wnieść w tak niecukrowym tekście. Nie pasuje mi to zupełnie.

Cały tekst jest napisany szalenie poprawnie, a nieliczne, a nawet napiszę - pojedyncze opisy, pozwalają czasem zwrócić uwagę na Twoje umiejętności pisarskie, a nie skupiać się jedynie na emocjach które wywołuje ten tekst.
Co do emocji, muszę przyznać, że nic innego poza nimi w tym tekście niema. Wszystko co zrobiłaś, to wystawiłaś czytelnika na falę uczuć tak paskudnych, że aż odrzucających. Nie mogę przyznać iż oparcie całego tekstu jedynie na tym, można uznać za korzystne w efekcie końcowym. Owszem osiągnęłaś u mnie chwilowy stan przedzawałowy, skok adrenaliny i poważny dylemat co z tym wszystkim zrobić, ale to dla czytelnika jest zbyt duża dawka.
Opowiadanie nie zawiera w sobie nic poza tym. W pierwszej części przedstawiasz wspomnienie i dzieciństwo dziewczyny, aby w drugiej części, przy spotkaniu z lekarzem, powtórzyć dokładnie to samo, tyle że w skrócie. Brak tu poza tym akcji, jakiejkolwiek. Całość jest tak krótka, że bez problemu można by dodać porządny wstęp, który nakreślałby trochę sytuację kobiety, lub ją samą. Nie mam pojęcia jak wygląda ani za młodu, ani w dorosłości. To samo tyczy się otoczenia w jakich dzieją się te dramatyczne wydarzenia. Zero opisu, zero wczucia się w atmosferę. Jedynie zalewanie czytelnika falą paskudztw. To niestety nie pozostawia dobrego wspomnienia o utworze, a wręcz podświadomie chcę go wypchnąć z pamięci jak najszybciej, jak najdalej...
W tym wszystkim, patrząc na chłodno, można odnaleźć takie smaczki:
cytat„A serce małej Lynne poczęło bić w tempie skrzydeł kolibra.”
cytat„Oddychała spazmatycznie, dostarczając do płuc niewystarczającą ilość tlenu, serce boleśnie obijało się o żebra, a każdy możliwy mięsień drżał.”
cytat„Słone łzy zaczęły płynąć strumieniem po bladych policzkach dziewczynki. Przysłaniały też widok na świat, który stał się jedynie gamą rozmazanych kolorów.”
cytat„Dźwięk ten w panującej ciszy równie dobrze mógłby być odgłosem młotu pneumatycznego.”
cytat„Słońce świeciło jasno, ludzkie ciała spragnione były jego ciepła, natomiast umysły blasku, który wypędzał mrok”

Widać, że doskonale potrafisz żonglować słowami, a to co wychodzi z pod Twoich palców nie jest byle jakie i niedopracowane. Oczywiście pojawiają się nieliczne powtórzenia, czy pojedyncze błędy, ale to kosmetyka, która w tym wydaniu nie zaburza aż tak bardzo całości.
Co do samych postaci - nie wykreowałaś ich. Opisałaś podłości ojca i automatycznie człowiek go nienawidzi, ma ochotę zlinczować i tp ;) Wzbudzasz, nawet w kobiecie, najgorsze instynkty i odruchy. Gdyby tylko było to łagodniejsze, byłoby naprawdę godne docenienia. W sumie myślę, że nawet jest. Jednak przesyt przesłania Twoje starania.
Co do samej Lynette - automatyczne współczucie do dziecka - tu również niejako żerujesz na naturalnych odruchach człowieczeństwa, ale nie ma mowy o jakiejś specjalnej sympatii, czy prawdziwym współczuciu.
Jest to dokładnie to samo jak w sytuacji, kiedy idąc ulicą zobaczysz dorosłego pastwiącego się nad dzieckiem. Naturalnym odruchem będzie, aby zareagować, ale niema mowy o tym, aby ta reakcja wynikała z przywiązania do tego konkretnego dziecka, czy z sympatii do niego. Wynika jedynie z poprawnych reakcji i osobistego sumienia. Mam nadzieję, że rozumiesz mój przydługi wywód, bo staram się najlepiej jak umiem zobrazować Tobie to, co poczułam. ;)
Wracając do postaci - lekarz w ogóle tutaj nie istnieje, jest wspomniany, ale kompletnie papierowy i nie sprawia wrażenia osoby, która ma pomóc czy mieć jakikolwiek wpływ na kobietę. Jest i go niema jednocześnie.
Historia niestety jest jak najbardziej wiarygodna i realna. To w tym wszystkim jest chyba najgorsze. Molestowanie, znęcanie, maltretowanie dzieci jest bardzo często opisywane i nigdy nie zostanie wyczerpane, ze względu na ludzką empatię i chęć oddania tragedii, uczuć. Piszemy po to, aby wywoływać emocje, jak napisał kiedyś Adam bodajże w poradniku. Więc i takie tematy są potrzebne i będą, jednak warto skupić się nie tylko na tragedii, ale też nieść nadzieję, pokazywać że da się inaczej, że da się wyjść z takich tragedii. Jeśli tworzysz coś tak bardzo naładowanego, to warto dać też temu upust. Nie wiadomo nigdy na kogo i w jakim momencie życia trafisz ze swoim tekstem, dlatego myślę, że zdrowym podejściem byłoby końcowe zmiękczenie tego obrazu, pokazanie odbiorcy że po czymś tak traumatycznym można wstać, podnieść się z kolan i żyć, a nie tylko sięgnąć po garść tabletek nasennych wypisanych przez psychiatrę i zasnąć snem wiecznym.
Oczywiście to tylko moje spojrzenie, a literatura obfituje w teksty kończące się tragicznie, to też nie jest przecież błędem. Pytanie, w jakim kierunku zmierza Twoje wyobrażenie.
Ciężko odnieść się do dialogów, bo są bardzo skąpe i właściwie dość szablonowe, nic w nich porywającego nie odkrywam, nie zauważam w nich żadnego polotu. Są bo są i tyle.
Tworząc taką, a nie inną atmosferę, już od pierwszych zdań (właściwie od drugiego ;) bo wata cukrowa na początku zbiła mnie kompletnie z tropu), wciągnęłaś mnie kompletnie w wir wydarzeń i jak już wspomniałam, mimo usilnych chęci, nie mogłam oderwać wzroku od liter, które złożyłaś umiejętnie w tym tekście.
Całość trzyma się przyjętych ram, jest równe i przemyślane, niema mowy o przypadkowych zdaniach, wyrwanych z kontekstu.
Samo opowiadanie nie jest w żadnym razie ani nowatorskie, ani nie tworzysz w nim nic nowego, czego by już nie stworzono. Ty jednak robisz to na swój, dość wyjątkowo mocny sposób, nie ukrywając kunsztu którego zazdroszczę. ;)
Zakończenie, jak już wspomniałam przy opisie emocji, trochę mnie rozczarowało. Ponieważ tekst urywa się właściwie niczym. Brak mi jakiegoś przesłania, czy po prostu zakończenia całej historii, czy to dobrego czy mało korzystnego dla Lynette - obojętnie.

Podsumowując, muszę przyznać, że stworzyłaś dość niesamowity i niecodzienny tekst, przeładowany dawką szalenie negatywnych emocji, nie dając czytelnikowi nawet chwili na złapanie oddechu. Jako oddzielny twór, mający tworzyć całość, brakuje kilku elementów. Jednak traktowany jako wizytówka i pokaz niektórych z Twoich umiejętności - mistrzostwo.
Szczerze muszę przyznać, że nie mam pojęcia czy Cię chwalić, czy ganić. Wszystko jest tak skrajnie, że nawet moja ocena jest dla mnie samej bardzo trudna. Może jakby się z tym przespać... ale nie będę przeciągać, bo może nie wyciągnę już więcej żadnych wniosków ;)
Co dalej? Najważniejsze, to: pisz, pisz i jeszcze więcej pisz!
Masz to coś, co potrafisz wykorzystać i wierzę, że w bardziej obszernym tekście z większą fabułą, zaczytywałabym się bez pamięci. Może jakaś literatura kobieca? Z takimi umiejętnościami wywoływania konkretnych odczuć, dodając do tego empatię, warsztat i wyczucie, mamy przepis na bardzo konkretną i ciekawą lekturę. Wciągającą i przejmującą, łapiącą za serce. Jakoś w takim wydaniu bym Cię widziała :) Oczywiście, jeśli Ty sama nie, to nie sugeruj się tym, bo po jednym, tak krótkim tekście, nie można poznać Autorki i wysnuć sobie jakiegoś konkretnego zdania na Twój temat, jako twórcy.

Życzę Ci powodzenia i zapału do dalszej pracy, bo warto! Do zobaczenia na portalu. Czekam niecierpliwie na koniec konkursu, aby zobaczyć Cię w innych tekstach, jeśli są na Pióromanach.
Pozdrawiam serdecznie.
Od: Pióroman Albi
twarz żeńska
12.06.2018
Hej.

Postaram się komentować na bieżąco, w trakcie czytania. Przede wszystkim bardzo podobają mi się niektóre porównania, niektóre na prawdę fajnie oddają klimat(wers z kolibrem). Inne z kolei w drugą stronę (wers z watą cukrową). Nie wiem czy to kwestia gustu, czy stylu.
Co do stylu, dokładnie to samo, tzn. raz wciąga mnie i podoba mi się jak piszesz, innym razem odrzuca mnie to trochę, np. niespecjalnie rozumiem zdanie (to chyba kwestia składni)
cytatDrżała na całym ciele tak bardzo, że rękoma uderzała się w bladą twarzyczkę. „”
Tego pokroju mankamenty wybijają mnie z rytmu i klimatu, a szkoda, bo wydaje mi się, że mogłoby być mega klimatycznie : )

Kontynuując, może to tylko moje zdanie, ale wydaje mi się, że można byłoby podarować sobie nie tylko szczegóły, ale wręcz całe zdania, które zupełnie nic nie wnoszą i nie budują. Np.
cytat„Zwykła nocna koszula bynajmniej nie dawała ciepła. Zwłaszcza że okna były nieszczelne, przez co do domu przez każdą możliwą szczelinę wdzierał się zimny, listopadowy wiatr. Nieszczelne okna były dobre tylko latem, kiedy to
dawały przyjemny przeciąg.”

Tak samo rzuca mi się w oczy mnóstwo powtórzeń, drżenia drżenia drżenia, ok zrozumiałem, że drży, ale powtórzenia nie sprawiają, że odczuwam to bardziej, w tym wypadku wręcz przeciwnie. Apropos wydaje mi się, że w zdaniach wręcz kręcisz się w kółko, a nie pchasz historię do przodu.
Nie do końca też rozumiem, co jest celem opowiadania. Ok, mamy wydarzenie z przeszłości i wizytę u lekarza, nie widzę żadnej fabuły ni nic innego.

Jako pojedyncze sceny(może część dłuższej historii) jest moim zdaniem całkiem spoko. Napisałem to wszystko powyżej ponieważ jako, że jest to konkurs, muszę ocenić to jako opowiadanie i mam nadzieję, że coś z tego co napisałem okaże się korzystne : )

Może po prostu nie jestem fanem tego gatunku.

Tak czy inaczej chciałbym zwrócić uwagę również na to co bardzo mi się spodobało.
Po pierwsze klimat, prawie. Tzn. Bardzo by mi się spodobał gdyby nie to co wymieniłem powyżej. Na prawdę uważam, że mógłby być mega, ewidentnie Cię na to stać.
Po drugie, połączenie a la retrospekcji z drugą częścią opowiadania, na prawdę zmyślnie zrobione. Tak na prawdę bez tych kropeczek oddzielających obie części mogłoby być chyba całkiem uderzające(pozytywnie). Mam na myśli płynne przejście, ale i tak jest fajnie : )
Od: Pióroman Fortune
twarz męska
10.06.2018
Trudno mi pisać o początku opowiadania. Było ono za krótkie i samo w sobie mogłoby być początkiem czegoś, co można byłoby czytać dalej. Pierwsze zdania były ciekawe, ale też zaskakujące w bardzo dezorientujący sposób:
„A serce małej Lynne poczęło bić w tempie skrzydeł kolibra.”
Rozumiem, że miało być to porównanie, niestety nim nie było, przez co wyobraźnia podpowiadała dość makabryczny atak serca, taki o którym lekarze mówią latami, zaczynając swoje wywody od słów "fenomen medyczny".
Tekst zaskoczył mnie momentem, gdy okazało się, że sam początek jest snem, wspomnieniem dorosłej pianistki. Gdyby utwór był bardziej rozbudowany, może bym przywiązał się do tej bohaterki. Opowiedziana historia była wiarygodna, aczkolwiek za krótka. Dialogi pasowały do historii. Wydaje mi się, że były naturalne.
Sylwetki bohaterów?: D Może główna bohaterka, ale całość była zbyt krótka, by nakreślić jako taką postać.
Opisy pasowały do historii. Były krótkie, ale realistyczne. Może poza fragmentami „typu koliber". Tekst potrafił zaskoczyć. Mam na myśli końcówkę utworu. Rozumiem, że całość tekstu miała grać na moich emocjach, ale niestety nie mogło się to udać. Było tego po prostu za mało. Może gdyby bardziej rozbudować opisy albo pociągnąć historię trochę dalej?

Mam nadzieje, że chociaż trochę pomogłem swoim komentarzem. Dobrze by było, gdyby Twoje opowiadania były bardziej rozbudowane. Nie opisywały jedynie pojedynczego wydarzenia, ale pokazywały większy sens albo też, zarys fabuły.
„Tylko, że nie mogę.- Spojrzała na mężczyznę...”
Tylko, że — spójników złożonych nie rozdziela się przecinkiem.
Od: Pióroman Tomasz Janczy
twarz męska
07.06.2018
Już od początku widać, że twój warsztat jest na dobrym poziomie.
Fabuła zaciekawiła mnie już od pierwszych zdań, których niestety nie ma aż tak dużo.
Może opowiadanie nie jest jakieś szczególnie oryginalne, ale czyta się je przyjemnie.
Późniejsze dialogi są napisane dobrze, nie mam się do czego przyczepić.
Podoba mi się narracja, bohaterka w bardzo naturalny sposób opisuje to, co przeżywa.
Ten nagły przeskok w czasie trochę mnie zdezorientował, i niestety nic nie wyjaśnił. Niestety końcówka jak dla mnie jest słaba, w ogóle nie zachęca do dalszego czytania. Nie dała mi wrażenia, że coś się dalej wydarzy.
O świecie przedstawionym nie dowiedziałem się za wiele, ale co się dziwić po tak krótkim opowiadaniu.
Historia wydaje się realna, łatwo mi było w nią uwierzyć i od razu współczułem bohaterce.
Po zastanowieniu doszedłem do wniosku, że nie wiem co miało być głównym wątkiem tego opowiadania. Jej dzieciństwo rozumiem; znęcający się ojciec, zmuszanie jej do grania. Ale w drugiej części? Wygląda to na terapię po traumatycznych przejściach, ale jaki jest jej cel? Nic nie wiemy tak naprawdę.
Podsumowując, uważam, że to dobre opowiadanie, które tylko potrzebuje rozszerzenia treści, żeby stało się jeszcze lepszym utworem. Po twoim stylu pisania wiem, że to jest możliwe! :)
Pozdrawiam ;)
Gramatyka trzyma poziom, nie mam się do czego przyczepić.
Od: Pióroman Mymek
twarz męska
04.06.2018
Witam. Komentarz będę pisać na bieżąco w trakcie czytania 😊

Na początku przyczepię się do... Początku. Miałam spore wątpliwości co do tego fragmentu, ale nie dawał mi on spokoju, a skoro tak - znaczy, że coś jest na rzeczy. Mowa o "Ciemność spowijała pomieszczenie, niczym wata cukrowa" - okej, rozumiem, że porównanie miało być poetyckie i zadziałać na wyobraźnię, ale dając podobne porównania musi być jakiś związek pomiędzy przyrównywanymi obiektami. A tu za nic nie mogę znaleźć punktów wspólnych dla ciemności i waty cukrowej.

"Zamiast tego usłyszała, jak deski wyginają się pod ciężarem jego stóp." - to nie jego stopy były na tyle ciężkie by deski się wygięły, ale jego całościowa masa XD Więc albo zostaw samo "pod jego ciężarem" albo "pod jego stopami".

"Zwłaszcza że okna były nieszczelne, przez co do domu przez każdą możliwą szczelinę wdzierał się zimny, listopadowy wiatr. Nieszczelne okna były dobre tylko latem, kiedy to dawały przyjemny przeciąg." - cały fragment o zimnie jest ładny i oddziałuje na wyobraźnię. Koniecznie jednak trzeba wyrzucić ostatnie zdanie, które psuje cały efekt i wygląda, jak doklejone na siłę. Informacja zbędna i bez znaczenia, a psuje klimat.

"Zważywszy na fakt, iż stojący przed nią mężczyzna napawał ją tak wielkim strachem, iż brakowało jej tchu." - powtórzenie z "iż". Zauważyłam, że wręcz go nadużywasz. Wiem, że to jedyny zamiennik dla "że", ale nie wszędzie pasuje i często tworzy efekt sztuczności. Radzę korzystać z niego tylko w ostateczności.

"nich.- powiedział," - na tym przykładzie poruszę trzy błędy, które notorycznie się powtarzają:
1) używasz dywizów zamiast myślników. To nieprofesjonalne, psuje estetykę pracy i często uznawane jest jako błąd.
2) po wypowiedzi bohatera dajesz kropkę, okej, ale nie dajesz spacji (odstępu) między nim a dywizem. To błąd typowo techniczny, ale psuje odbiór i estetykę, sprawia, że tekst wygląda niechlujnie.
3) w dialogach po myślniku jeśli dajemy czasownik oznaczający mowę np. powiedział, rzekł, mruknął, krzyknął, zakomenderował itp nie stawiamy kropki na końcu zdania dialogowego, a owy czasownik dajemy z małej np. "- Cześć - przywitał się.". Jeśli zaś po myślniku występuje każdy inny czasownik nie związany z mową np. podszedł, pomyślał, schylił się, kopnął, dajemy kropkę na końcu wypowiedzi dialogowej i po myślniku duża litera np. " - Nie chcę. - Odwrócił wzrok."

"[...]Jak bańka mydlana. A wtedy jest już za późno. Więc płacz.- Lynette nie zareagowała[...]" - mamy wypowiedź mężczyzny, po myślniku mogłabyś dać opis, ale bezpośrednio dotyczący tego faceta. Jeśli zaś, tak jak w tym przypadku, piszesz o innym bohaterze niż się wypowiadał, musisz go dać od nowej linijki. Wtedy ciąg dalszy wypowiedzi mężczyzny również powinien być od nowego akapitu.

Oznaczyłaś tekst jako typ "realistyczny z elementami romansu i obyczajowymi" i ja się pytam gdzie ten romans? Nie ma go tu nawet szczypty. Zamiast romansu powinno tu być, jak w mordę strzelił, dramat, a nie romans.

I dotarliśmy do końca. Mam spory problem z tym opowiadaniem. Z jednej strony jest ładnie napisane - opisy są dopieszczone, obrazowe, świat wewnętrzny i emocjonalny - to co się działo w głowie bohaterki również zostało odwzorowane, jak należy, a mimo to opowiadanie tak naprawdę o niczym. Nie, źle to ujęłam - opowiadanie prowadzi do niczego. Nie ma żadnego punktu kulminacyjnego, wygląda, jakbyś je urwała w połowie albo zaprezentowała prolog i kawałek pierwszego rozdziału czegoś dłuższego, wyobraź więc sobie moje zdziwienie, gdy czytam, czytam, a tu koniec. Myślałam, że to net mi znowu zaczął zamulać albo że zasięg padł (pisząc komentarz jechałam pociągiem), a tu po prostu koniec. I szkoda, bo widać tu kawał dobrej roboty. Cóż, choć sama historia jest wybrakowana, niekompletna, przez co sprawia wrażenie historii "od czapy", wybraniasz się warsztatem - swoimi umiejętnościami, które od razu widać. Czasem troszkę przekombinowujesz, jak np. z tą watą czy "iż", ale to kwestie kosmetyczne. Pracuj dalej, a wróżę sukcesy 😉

Pozdrawiam ciepło 😉

Od: Pióroman Shirru
twarz żeńska
31.05.2018
Witaj droga Autorko!
Nie mogę się powstrzymać i zacytuję pytanie, które ciśnie mi się na usta: "why so serious?". Bo widać, że jesteś raczej początkująca, więc dlaczegóż nie napisać o czymś przyjemniejszym dla wprawki? Nie jest to oczywiście zarzut do tekstu - możesz przecież pisać o czym chcesz.
Na wstępie ostrzegam: czepiam się szczegółów, a jak już się przyczepię, to się rozpisuję. Ale bez obaw - nie lubię się znęcać. Rozpisuję się dlatego, aby udowodnić, dlaczego nawet niewielki szczegół jest bardzo ważny dla czytelnika, mimo że autor może czytać swój tekst 100 razy i nie zauważy problemu. Abyś pojęła w jaki sposób osoba trzecia - czytelnik, czyli najważniejsza osoba dla której piszesz - odbiera pewne rzeczy i dlaczego mogą one mu w czytaniu przeszkadzać, bądź mu czytanie utrudniać. Czytelnik to leniwa bestia - on chce by czytanie szło gładko i bez wysiłku, by wyobraźnia pracowała w tle na bieżąco, płynnie i bez potrzeby zatrzymywania się by podjąć większy wysiłek. Tak już jest, tak działa człowiek - po najmniejszej linii oporu. Zobaczmy, jaki opór napotyka w Twoim tekście :)

Zacznę od początku... Otóż pierwsze zdanie i porównanie spowijania ciemnością do waty cukrowej - ryzykowne. Wata cukrowa może być lepka, słodka, ale spowijająca? Oczywiście rozumiem - spowija patyczek, ale gdy się zastanowić nad taką interpretacją, to jest dosyć głupia, tudzież śmieszna/groteskowa w miejscu, gdzie tak nie powinna być.
Wata cukrowa generalnie jest w pewnym sensie takim kłębem który może spowijać, ale skojarzenia związane z watą cukrową nie "lepią" się z ciemnością i mrokiem - nie daje to efektu jaki chcesz osiągnąć i jest to wobec tego porównanie nietrafione.

Drugie zdanie to bardziej klasyczny błąd - na sekundę wskoczyłaś omyłkowo w czas teraźniejszy. Uważaj na to!

cytat„Zamknęła oczy, jakby sprawić to miało, iż mężczyzna opuści jej pokój.”

Oczywiście, drzwi się rozwarły i ułuda pękła, mężczyzna wszedł wówczas do pokoju, ale to zdanie oznajmia nam o jego obecności tak, jakby ten cały czas tam był. Czytelnik nie został należycie poinformowany, że ktokolwiek wszedł do pomieszczenia, tylko od razu dostajemy nadzieję bohaterki, że ów ktoś pokój opuści. Stworzyłaś wrażenie, jakby się tam teleportował. Spójrz na następne zdanie:
cytat„Zamiast tego usłyszała, jak deski wyginają się pod ciężarem jego stóp.”

Bardzo dobrze - właśnie w taki sposób powinnaś poinformować czytelnika że ktoś wchodzi do pokoju. Błędna jest tutaj kolejność zdań, albo bardziej precyzyjnie - kolejność podawania informacji, która w tych trzech zdaniach może jeszcze ujść uwadze, ale jeśli będzie się tak działo częściej - czytelnik nie tylko zacznie się gubić, ale czytanie będzie go męczyć. A tego jako Autorka z pewnością nie chcesz :)

cytat„Drżała na całym ciele tak bardzo, że rękoma uderzała się w bladą twarzyczkę.”

Oj nie. Wyobraźnia to bardzo ważne narzędzie nie tylko dla czytelnika, ale i dla twórcy. Jalko Autorka tekstu musisz wyobrażać sobie sceny jakie opisujesz a potem opisać je zgodnie z wyobrażeniem. Zatem uruchomimy teraz wyobraźnię. Nawet najmocniejsze drgawki, czy to z zimna czy ze strachu nie mogą tego sprawić, a o atak epilepsji tutaj nie chodzi. To co opisujesz to nie drżenie, a niekontrolowane wymachiwanie kończynami.
Wyobraź sobie teraz scenę którą opisałaś w tym jednym zdaniu, albo lepiej - dla uzmysłowienia sobie tego, dlaczego się go czepiam, spróbuj realnie wykonać ruchy, owo "drżenie", ale takie, aby uderzać się po twarzy - i to za pomocą obu rąk! Serio, zrób to. I teraz zadaj sobie pytanie: Czy to było normalne/naturalne? Czy może groteskowe, wymuszone, generalnie bezsensowne? No właśnie ;)
A coś takiego napisałaś, a ja jako czytelnik czytam i muszę to sobie wyobrazić i... jest problem. Jeśli uważasz, że przesadzam, to teraz pomyśl o tym, że czytając kilka zdań dalej:
cytat„Lynette nie potrafiła opanować drżenia ciała (...) ”
,
muszę wrócić do tej sceny i ponownie wyobrazić sobie takie drżenie, które powoduje bicie się po twarzy.

cytat„Zważywszy na fakt, iż stojący przed nią mężczyzna napawał ją tak wielkim strachem, iż brakowało jej tchu.”

Zdanie wcześniej powinno być zakończone przecinkiem i połączyć się z zacytowanym, inaczej powstaje gramatyczno-logiczny potworek.
Ale to szczegół. Bo problemem jest właśnie to co zacytowałem. To zdanie to postrach początkujących autorów, kwintesencja jednego z najczęstszych błędów z którymi walczą nawet najwięksi pisarze - nadmiar zaimków, które trzeba skreślać. Zobacz:
cytat„stojący przed NIĄ (...) napawał JĄ (...) iż brakowało JEJ”

W jednym zdaniu! To się bardzo źle czyta.
Podam od razu przykładowe rozwiązanie:
cytat„Stojący w pomieszczeniu mężczyzna przerażał dziewczynę do tego stopnia, że ledwo była w stanie oddychać.”

Z trzech zaimków został nam jeden... tudzież pół, bo ten jeden jest domyślny. Znacznie lepiej to brzmi, prawda? A można to ułożyć jeszcze zręczniej... no, ale to już pozostawiam do Twoich przemyśleń, bo każde zdanie można napisać na tysiąc sposobów, z czego zaledwie dziesięć nadaje się do wykorzystania, a tylko dwa-trzy są naprawdę dobre i rola autora w tym, aby je sklecić ;)

cytat„Tym razem nie było inaczej.”

Przed chwilą opisałaś, jak Lynette próbowała opanować strach, oraz że mężczyzna ją przerażał. A teraz piszesz, że tym razem też tak jest - ale przecież nie opisywałaś wcześniej przeszłych wydarzeń, by móc się do nich odnieść. To zdanie należy całkiem skreślić, lub przebudować konstrukcję całego akapitu.

cytat„wyleczyć niezasklepione rany”

Hmm... to ona jest ranna? O tym też należało napomknąć wcześniej. Mogłaś to wykorzystać na początku, aby lepiej wprowadzić czytelnika w sytuację w jakiej dziewczyna się znajduje.

cytat„Każdy milimetr sześcienny jego skóry przesiąknięty był wonią alkoholu”

Bardzo nieszczęśliwe sformułowanie. Domyślam się co ma na celu rozdrobnienie się tutaj aż do milimetra, zamiast poprzestać na centymetrze, choć uważam że to nie brzmi zbyt dobrze. Natomiast sześcienny? Tak, wiem że skóra ma też swoją objętość i że technicznie rzecz biorąc można stwierdzić, że wszystko jest dobrze, ale... nie jest. Bo piszesz o objętości skóry, a to nie jest naturalny sposób postrzegania tego organu. Naturalne, a dzięki temu łatwe do przyswojenia i przeczytania jest pisanie o skórze jako o obiekcie który posiada powierzchnię, a zatem milimetr kwadratowy, a nie sześcienny. To niby bzdura, drobiazg, ale mam nadzieję że widzisz, dlaczego tak się go przyczepiłem - bo zaburza płynność wyobrażania, zmuszając do nieortodoksyjnego podejścia.

cytat„Powłócząc nogami, szła posłusznie za swym rodzicielem. Ten szarpał nią, celowo obijając o każdy napotkany mebel, jakby była zwykłym, nic nieznaczącym przedmiotem, trzymanym w dłoni.”

Oj... Najpierw ją chwycił za ramię i postawił, potem opis rewelacji zapachowych i teraz nagle idzie. Informujesz o tym nie przygotowując należycie czytelnika. Informacja o tym że mężczyzna jest jej ojcem, a nie np. porywaczem też została tak podana. Czytelnik musi przyjąć pewne założenia, choćby tego nie chciał i zostaje zaskakiwany, więc musi swoje założenia korygować. To mocno utrudnia czytanie. Umiejętność podawania informacji mimochodem, "przy okazji", a w dodatku we właściwym momencie to coś, co charakteryzuje dobrego pisarza. I Ty to ewidentnie próbujesz robić, np. tutaj:
cytat„Lynette pragnęła, aby pewnego dnia jej ojciec po prostu się nie obudził.”

To bardzo dobre zdanie. Ale wykorzystałaś je nieumiejętnie. Sprzedałaś w fajny sposób informację kim jest mężczyzna - brawo. Ale źle wyczułaś moment. To powinno być dużo wcześniej, w nieco bardziej rozbudowanym wstępie, np. jeszcze przed otwarciem drzwi.
Trudno jest tutaj doradzić coś konkretnego, bo to nie ścisła matematyka, a język - twój niezwykle elastyczny. Mam jednak nadzieję, że zwrócenie uwagi na ten fakt powinien Ci uzmysłowić błędy jakie popełniasz.
Wróćmy do podążania za rodzicem - dziewczyna nagle idzie za ojcem, choć czytelnik nie wiedział, że rodzic w ogóle zaczął iść. Potem okazuje się, że tak naprawdę wcale nie szła za nim, a już na pewno nie posłusznie jak sugeruje zdanie, tylko była przezeń ciągnięta/szarpana. To dwie zupełnie różne sytuacje z którymi zderzasz swojego w tym momencie już biednego czytelnika, który musi to przeczytać, rozszyfrować i wyobrazić sobie scenę opisaną dwoma wzajemnie sprzecznymi zdaniami. To zadanie niewykonalne.



cytat„Nic nie było w stanie pomóc zielonookiej kobiecie.”

Czyli komu? W tekście jest tylko jedno odniesienie do koloru zielonego:
cytat„I był wtedy szczęśliwy. Zielone oczy iskrzyły się dziwnym blaskiem, kiedy to wymierzał jej kolejne ciosy.”

Jeśli to odniesienie opisywało kolor oczu Lynette, to znaczy, że popełniłaś błąd z podmiotem domyślnym. Zdanie "był wtedy szczęśliwy" wskazuje na ojca, który automatycznie staje się domyślnym podmiotem zdania następnego i czytelnik z całym przekonaniem interpretuje, że w drugim zdaniu chodzi właśnie o oczy ojca. Jeśli jest inaczej, to błąd popełniłaś niestety Ty, droga Autorko, dopuszczając do takiej sytuacji.
Ponadto, jeśli miałaś na myśli oczy dziewczyny, to dlaczego miałyby się "iskrzyć" i dlaczego "dziwnym" blaskiem? Oba wzięte w cudzysłów słowa wskazują ponownie na ojca. A zatem skoro ojciec ma zielone oczy, to nigdzie w tekście nie dostajemy informacji, że takie oczy miała Lynette, czy jakakolwiek inna postać, wobec czego nagle pojawiające się sformułowanie "zielonooka kobieta" odnosi się do... nikogo.
Teraz tak... Bo oczywiście możesz, jeśli chcesz, nawet wprowadzić nową postać i nazwać ją "kulawym mężczyzną", by potem określić go dalej i przedstawić szerzej. Możesz. Więc dlaczego czepiam się zielonookiej kobiety? Powiem szczerze, gdy się zastanowiłem nad tym dłużej - nie wiem. Nie potrafię logicznie tego wyjaśnić. Po prostu czuję, że popełniłaś tutaj błąd. Taka męska intuicja, o ile coś takiego istnieje. Może bredzę - nie przeczę, nie jestem wszak nieomylny - i jeśli tak jest to nazwij mnie czepialskim wariatem - będę na to zasługiwał. Po prostu konstrukcja Twojego tekstu sprawia, że czuję, że albo omyłkowo zapomniałaś wcześniej napomknąć o kolorze oczu Lynette, albo zrobiłaś to ale popełniając błąd z podmiotem domyślnym. Wobec czego choć teoretycznie napomknięcie o "zielonookiej kobiecie" może błędem nie jest, to coś mi mówi, że nie zapanowałaś nad tekstem jako jego Autorka - co w pewnym sensie błędem jest, nawet jeśli przypadkiem udało się to ukryć ;)

cytat„tu i ówdzie ciemne włosy przyprószała siwizna, jednak mężczyzna umiejętnie ją ukrył.”

W jaki sposób? Farbuje włosy, czy powtykał siwiejące kosmyki pod te jeszcze ciemne? A jeśli ukrył ją tak umiejętnie, to dlaczego jesteśmy informowani że tu i ówdzie są siwe? To detal, ale jakoś ten motyw z ukrywaniem siwizny do mnie nie przemawia.

cytat„(...) z rozwarciem się starych drzwi (...) ułuda pękła niczym bańka mydlana.”

cytat„Człowiek (...) w końcu pęka. Jak bańka mydlana.”

Jedno z pierwszych, oraz jedno z ostatnich zdań opowiadania. To celowe, czy przypadkowe? W każdym razie, nawet jeśli celowe - jako czytelnik odebrałem to niczym powtórzenie. Tak jakby zabrakło Ci porównań, więc ponownie użyłaś tego samego. Sam fakt że tak odbiera to czytelnik sprawia, że nawet jeśli jest to celowy zabieg, to jest użyty na tyle nieumiejętnie, że jest błędny. Dlaczego zatem? Już tłumaczę: Fajnie jest puścić do czytelnika oczko, nawiązać do wcześniejszej sceny, powtórzyć zdanie, czy nawet kilka zdań z początku powieści na jej końcu. Ale aby to się udało, to owo "powtórzenie" musi pod koniec utworu wyglądać inaczej. Czytelnik który zna już całą treść powinien patrzeć teraz na znajome wyrażenia przez pryzmat przeczytanego tekstu i widzieć te same słowa w innym świetle. U Ciebie tego nie ma - a przynajmniej mnie się nie udało dopatrzeć takiego czegoś. Stąd nawet jeśli zrobiłaś ten zabieg z premedytacją, to podobnie jak z tym nieszczęsnym podrzucaniem informacji mimochodem - zrobiłaś to niestety nieumiejętnie.


Ok... Utwór jest króciutki, więc udało nam się przelecieć przez całość. Skoro już masz przed sobą analizę tekstu, to teraz skupmy się na 3k.

1. Początek.
Otóż jest nader przyspieszony, niejako dopasowany do krókości całego opowiadanka-miniatury. Nie zdążamy się zapoznać należycie z sytuacją, nie dostajemy szansy na poznanie czy też polubienie bohaterki. Ot, jest ona, mrok i strach, wchodzi zły mężczyzna i tyle. W dodatku wymienione wyżej błędy mocno utrudniają odbiór i źle nastawiają czytelnika, odbierając chęć dalszej lektury.
2. Emocje.
Tutaj króluje strach, ale jedynie w sercu Lynette, czytelnik raczej się z nią nie utożsami, nie ma miejsca i czasu na empatię. Czytelnik może poczuć jednak żal, ale niestety - nie ja. Powodem jest punkt następny, który zepsuł cały efekt:
3. Wiarygodność.
Otóż nie, nie kupiłem tego. Muszę wziąć to, co mi dałaś. A dałaś pusty pokój, który właściwie dla mnie może być piwnicą w której dziewczyna jest trzymana i głodzona. Jeśli napisałabyś, że jest tam okno, to chyba automatycznie bym założył, że są w nim kraty. Zamknęłaś akcję w małym pomieszczeniu i napomknięcie że Lynette chodzi do szkoły aż mnie zaskoczyło w tym klaustrofobicznym nastroju. Opisujesz jak jest traktowana. Owszem, przemoc domowa to poważny problem i często długo pozostaje w ukryciu, ale opisujesz to tak drastycznie, że nie wyobrażam sobie, aby chodząca do szkoły dziewczyna która jest TAK traktowana mogła ujść niezauważona. Rany zarówno fizyczne jak i psychiczne aż krzyczałyby od niej o pomoc.
cytat„Jako że rok szkolny się zakończył, mógł sobie pozwolić na bicie w widocznych miejscach.”

Czyli Lynette faktycznie oprócz chodzenia do szkoły była trzymana w swoim pokoju niczym więzień? Po przeczytaniu tego zdania powiedziałęm sobie tylko "nie, nie mógł, nie ma takiej opcji żeby dołożyć jeszcze to". Pojawia się pytanie gdzie jest matka i kto pracuje na utrzymanie, jak to niby działa?
Jest jeszcze scena z psychiatrą, ale to odłożymy do opisu zakończenia.
4. Bohaterowie.
Już wspomniałem - dziewczyna to tylko strach. Ciekawszy jest ojciec, ale ten to tylko podpity tyran znęcający się nad córką. Ponawiam pytanie - jak to działa? Jeśli założymy, ze działą, to i tak - bohaterowie są nudni, przewidywalni. Nic się nie dzieje. Rzuca się w oczy fakt, że w żadnej ze scen nie znamy wieku Lynette. Nie jest to bardzo istotne, ale jednak pozostawiłaś tu zbyt wiele swobody w interpretacji.
Scena z psychiatrą ponownie - ale skupimy się na postaci doktorka. Otóż jest to klisza wycięta z taniego serialu. Wszyscy to znamy. Doktorek który myśli o niebieskich migdałach bo już dawno wszystko wie i jedynie udaje że słucha pacjenta po to, aby na koniec powiedzieć że jest dobrze w taki sposób, że chciałoby mu się dać w mordę za olewanie pacjenta. Zapisuje jeszcze bezużyteczne tabletki i rzuca klasyczne "czas się skończył, tam są drzwi". Nigdy nie byłem u psychiatry, ale coś mi się wydaje, że nawet największy buc wśród nich wszystkich próbowałby zachować choć pozory zainteresowania pacjentem. Ty jednak skorzystałaś z tej kliszy i to się rzuca w oczy. To duży minus tak dla postaci, jak i dla sceny w której bierze udział.
5. Dialogi.
Brawa za interpunkcję dialogów, poza nagmiennie pomijaną spacją po myślnikach, oraz ostatnim akapitem o którym więcej w gramatyce. Nie mam tutaj za bardzo czego się czepiać, może największym zarzutem jest to, że nie porywają, nie są ciekawe, a co najwyżej poprawne. Opis snu poczyniony przez Lynette bardzo zwarty i konkretny - to mówię jako pozytywy. Ale generalnie mało dialogów i nie porywają - to moja opinia.
6. Opisy.
To już wspominałem - mrok. Co mamy? Pusty pokój z łóżkiem, drugi pusty pokój z instrumentem, trzeci pusty pokój z fotelem. Napomknięcie o meblach tylko po to aby raz czy drugi ojciec zahaczył o nie w czasie szarpania się z Lynette i tyle. O Lynette wiemy że była zielonooka i też w sumie to wszystko - opisy świata są jednak jeszcze słabsze niż skromne przedstawienie postaci, zatem to punkt do pracy.
7. Atmosfera.
W sumie jakaś była. Zepsuły je wymienione błędy i wiarygodność którą kwestionuję, ale można poczuć beznadzieję sytuacji w pierwszej części opowiadania. I pewien smutek w drugiej. Szału nie robi, ale jest.
8. Immersja.
Nie. Absolutnie nie z powodów wymienionych wyżej. Przykro mi, ale to wszystko co mogę tutaj powiedzieć.
9. Spójność.
W zasadzie tak, aczkolwiek utwór jest zbyt krótki aby to ocenić należycie.
10. Pomysłowość/nowatorstwo.
Nie. Nic nowego tutaj nie widziałem, wręcz przeciwnie - w oczy rzucają się klisze z doktorem o których wspominałem. Bijący ojciec, gra na fortepianie - nic nie zrobiło na mnie wrażenia, nie zaskoczyło.
11. Nie jestem w stanie go wskazać. To jest też wadą utworu - jest jednostajny, monotonny niemal. Przez chwilę posuzkiwałęm celowości w tym pękaniu niczym bańka mydlana, ale nie udało mi się nic tam znaleźć.
12. Koniec.
W sumie już go opisałem - klisza. Już bym wolał tutaj znaleźć chociażby rozmowę z koleżanką z celi więziennej po tym jak pełnoletnia Lynette odsiaduje wyrok za zamordowanie ojca - jakiś zwrot akcji zrobiłby dobrze Twojemu utworowi. Wiem że to nie Twój styl i nie to chciałaś opowiedzieć, ale opowiadania jest nijakie w formie w jakiej je przedstawiłaś.
13. Przekaz.
Hmm... Że człowiek w końcu pęka jak bańka mydlana? Tudzież że jakieś wydarzenie może sprawić, że przeszłość do nas powróci? W to bym celował, choć nie wywarło to na mnie większego wrażenia, może na kimś innym zrobiłoby, widocznie nie jestem grupą docelową dla tego tekstu.
14. Wskazówki/rady.
W zasadzie piszę komentarz tak, że ten punkt jest już zrealizowany. Dodam teraz jedynie, abyś nie przejmowała się tą krytyką. To nie jest tak, że wszystko jest źle i szczerze przyznaję że widziałem znacznie gorsze prace nadesłane do konkursu. Musisz tylko popracować nad sposobem/kolejnością przedstawiania informacji i zacząć budować opisy, kreować bohaterów uważniej. Dużo czytaj - to bardzo pomoże.
Powodzenia i pozdrawiam!
Generalnie nadużywasz przecinków, zapoznaj się zporadnikiem na stronie portalu. Poznaj zasady, spróbuj je bardziej konsekwentnie wprowadzać w życie i... tyle. Nie marnuj na przecinki więcej czasu niż to konieczne, bo nie są tego warte i często można się o nie spierać, ale troszkę go im poświęć, bo się rzucają w oczy.

cytat„- Sny.- rzekła cicho. ”
- Super, że "rzekła" z małej litery. Naprawdę doceniam, gdy ktoś początkujący przywiązuje wagę do poprawnego opisywania dialogów. Jednak nagminnie pomijasz spację przed myślnikiem z taką konsekwencją, że muszę Ci to uświadomić - to błąd, spacja jest potrzebna ;)

cytat„Nie mam z Ciebie żadnego pożytku”

Nie piszesz listu, aby zwracać się do adresata z uprzejmością z wielkiej litery. To ja pisząc do Ciebie powinienem tak robić, ale Ty w dialogach między postaciami - nie ;)
Wiem, wiem - to z przyzwyczajenia. Drobnostka.

cytat„(...) towarzyszył mu zapach zgnilizny, jakby w środku wszystkie jego narządy zaczęły gnić”

Lekko zamaskowane, ale rzucające się w oczy powtórzenie - gnić.

Ostatni akapit, od momentu "Nie wstydź się płakać" to w zasadzie monolog psychologa. Jest to króciutki fragment w trakcie którego bez korzystania z dobrodziejstw nowej linii czy innych zabiegów poprawiających czytelność tekstu doktor wypowiada się pięć razy, oraz pięć razy w wypowiedzi te wtrącane są didaskalia opisujące raz Lynette, raz doktora, bez łądu i składu. Bardzo źle to wygląda tak estetycznie, jak i gramatycznie. Ewidentnie widać, że się spieszyłaś i chciałąś zakończyć już i tak bardzo krótkie opowiadanie na siłę. Tam najmocniej zabrakło korekty, cały ten akapit jest do przepisania.
Od: Pióroman Zorann
twarz męska
31.05.2018
Drogi Autorze/Autorko
Początek opowiadania sugerował i było to dla mnie całkowicie oczywiste, że zaraz staniemy się świadkami bardzo złych stosunków pomiędzy ojcem a córką. Spodziewałem się gwałtu i całe szczęście, że zostałem zaskoczony. Historia nie podążyła w tym kierunku, chociaż tworzysz sytuację, delikatnie rzecz ujmując, niezbyt przyjemną. Co gorsza, historia wydaje mi się wiarygodna i możliwe, że jakieś biedne dziecko było w ten sposób skrzywdzone. Do tego momentu wszystko bardzo dobrze opisane, wczuwam się w to dziecko, czuję jej strach i jednocześnie współczuję. Jest to także najlepszy moment opowiadania. Czekam na ciąg dalszy i nic. Nagle przechodzisz do gabinetu psychologa/psychiatry i dowiadujemy się, iż jest to jedynie sen. Moim zdaniem przeskok jest zbyt gwałtowny i negatywnie wpływa na płynność opowiadania. Głębia uczuć, jaka mi towarzyszyła to tej pory, schodzi na dalszy plan. Pojawia się psycholog, tak naprawdę mający gdzieś uczucia kobiety. Zachowanie jego jest bezuczuciowe i standardowe, na koniec zaś daje jakieś leki. Brakuje mi tu człowieka żywego. Mamy wyrobnika, jakich pewnie jest wiele nie tylko w tym zawodzie. Oczywiście jest to jak najbardziej wiarygodne, tylko czy o to chodziło? Czy w Twoim opowiadaniu jest miejsce dla takiego kogoś? Nie ma! Może lepiej by był to jakiś psychopata? Może lepiej by się w niej zakochał i próbował przebić przez jej pancerz? Niestety nikt taki się nie pojawia i opowiadanie się kończy. Już? To opowiadanie powinno być dłuższe, powinno wciąż trwać, a bohaterka powinna powalczyć o siebie. No i dialogi, pojawiły się, ale były takie troszkę mało uczuciowe. Piszesz naprawdę dobrze, o czym świadczy pierwsza część opowiadania. Utwór mógł być naprawdę dobry, wręcz bardzo dobry, niestety nie pozwoliłaś na to, gdyż skończył się on zbyt pośpiesznie.
Od: Pióroman Kemilk
twarz męska
30.05.2018
Początek jest dość wstrząsający. Zdecydowanie wzbudza w czytelniku strach o los głównej bohaterki. Muszę jednak przyznać, że opis zadawanej jej przemocy nieco mnie zniesmaczył, a pod koniec nawet trochę znudził. Jestem wdzięczna za przeskok akcji. Trzeba podkreślić, że scena początkowa jest ważna. Bez tej brutalnej sceny jej słowa byłyby dla nas suche.
Koniec bardzo mnie zaskoczył. Nie swoją treścią, ale tym, że nie ma nic dalej. Przyzwyczaiłam się, że ludzie gdy piszą to starają się stworzyć jakąś niesamowitą historię. Nic w fabule nie zaskakuje, ale mimo to nawet mi się podobało. Przedstawiona historia jest dosyć normalna. Mogę sobie wyobrazić, że zdarzyła się komuś znajomemu.
Co do dialogów.
cytat„Nie wstydź się płakać. Płacz jest dobry. Oczyszcza cię z negatywnych emocji, pozwala ci się uwolnić. Tłumienie płaczu ma złe następstwa. Człowiek dusząc w sobie zbyt wiele negatywnych emocji, które nie mają ujścia, w końcu pęka. Jak bańka mydlana. A wtedy jest już za późno. Więc płacz.”

Brzmi drętwo. Słowa terapeuty zapętlają się. Powtarza wszystko dwa razy, zmieniając tylko sposób przekazu treści. Nie wiem, czy ma to ją uspokoić. Czy terapeta po prostu chce udawać, że jego problemy ją martwią, więc nawija, nawet jeśliby miał nawijać bez sensu.
Wizyta u terapeuty raz w miesiącu nie zgadza się z wytycznymi leczenia, ale zgadza się z wytycznymi NFZ. Wnioskuję więc, że bohaterka przyszła w ramach NFZ. W tym kontekście udawana troska terapety jest jak najbardziej normalna.
Muszę jednak podkreślić, że wolałabym dostać jakąś delikatną wskazówkę w tekście. Np. "mężczyzna spojrzał na nią ze znużeniem". Po opisie jego zadbanego wyglądu spodziewałam się po nim więcej profesjonalizmu.
cytat„mężczyzny w średnim wieku, tu i ówdzie ciemne włosy przyprószała siwizna, jednak mężczyzna umiejętnie ją ukrył. Tworząc z włosów coś na kształt pędzla, stwarzał pozory bycia młodszym, niż w rzeczywistości.”

Jeśli wytwarzasz taką sprzeczność, to lepiej byś zwróciła czytelnikowi uwagę, ze sie pomylił co do terapeuty.
Opisy.
Rozbawiło mnie porównanie ciemności do waty cukrowej.
cytat„Ciemność spowijała pomieszczenie, niczym wata cukrowa, jednak nie była równie słodka. ”

Czemu używasz dziwnego porównania, skoro zaraz potem je negujesz? Nie lepiej napisać. "Pomieszczenie spowijała gęsta ciemność"? lub "ciemność pomieszczenia otulała Lanette niczym puchowa kołdra", bardziej by pasowało do sytuacji i jednocześnie nadal jest szokującym porównaniem.
Poza tym jednym mankamentem raczej niczego bym nie zarzucała opisom. Są dosyć klimatyczne i ładnie nakreślają miejsce akcji.
Ogólnie wydaje mi się, ze masz dobry styl. Fabuła nie jest zaskakująca, ale dość dobrze przedstawione są emocje Lanette. Ciężar jej wspomnień.
Od: Pióroman ble ble
twarz żeńska
30.05.2018
Fabuła nie miała czytelnika zaskakiwać. Choć może popełniłam błąd i powinnam tą historię pociągnąć dalej i lepiej, przyznaję się bez bicia, że o tym nie pomyślałam. Pragnęłam stworzyć historię pewnej zagubionej w swej rzeczywistości, młodej kobiety; ''pokazać'' jej emocje, uczucia.
Co do porównania; lubię stwarzać dość nietypowe. W pisaniu ważne jest, aby czasem bawić się słowem. Przynajmniej dla mnie, dlatego czasem daję się ponieść mojej chorej wenie. Nie zawsze- jak w tym przypadku- wychodzi dobrze.
Bardzo dziękuję za komentarz, z pewnością wezmę sobie twoje uwagi do serca. Jak również naniosę poprawki. Słowa zarówno pochwały, jak i krytyki są dla mnie bardzo ważne.
Od: Autor Ronnie
twarz żeńska