Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Obecnie w pracowni:
ikonka utworu

Komentarze do:
DWIE OPOWIEŚCI

13.11.2018
Witam.
Tak się składa, że jako pasjonat historii temat obozów KL znam dość dobrze. To, co piszesz, całkiem dobrze obrazuje klimat samego obozu. Jednak czasami tam też powstawały głosy sprzeciwu. Przeciw Bogu także. Piszesz, że to Stutthof i dobrze, bo tam na jednej ze ścian bloku jednak z więźniarek napisała:
"Jeśli Bóg istnieje, to będzie mnie błagał na kolanach o przebaczenie".
Co do BDM to jak zapewne wiesz, była to organizacja bardzo podobna do Hitlerjugend. Tam szkolono dziewczyny niemieckie zarówno ideologicznie, jak i fachowo np. Na sanitariuszki.
Jak piszesz, ta młoda kobieta nie wiedziała dokładnie, kim jest, czy Niemką uformowana na nazistkę, czy zwykłą niemiecką kobietą.
- „. Czy to jest właśnie bycie Niemką, rozstrzeliwanie, gazowanie, morzenie głodem, szczucie psami, selekcjonowanie, liczenie trupów w umywalni? " - podejrzewam, że większość Niemek nie miała takiego problemu. One wierzyły w swojego Führera i były mu wierne aż do końca.
- A listy szczególnie z obozów KL były bardzo dokładnie selekcjonowane
i można było pisać tylko wg schematu zatwierdzonego przez szefostwo obozu, czyli same ogólniki tak dotyczące danego człowieka, jaki jego zdrowia itd.
Reasumując dobry prawdziwy tekst, ale brakuje mi w nim jakiegoś podsumowania, jakieś sugestii dla czytelnika. Czegoś za albo przeciw. Czegoś mocnego na zakończenie.
Od: Pióroman Markiz
twarz męska
14.11.2018
Bardzo dziękuję za konstruktywną krytykę. Jest dla mnie cenna.

1. Dylematy moralne bohaterki. Oczywiście, że większość Niemców nie miała żadnych dylematów, ale nie piszę o większości. To tylko jedna taka bohaterka. Znam przynajmniej jeden przypadek zbrodniarza, który nie tylko żałował, ale nawet się nawrócił w więzieniu: Rudolfa Hössa.
2. Listy, które pisała Ulrike do Johanna nie są wysyłane. To raczej rodzaj jej prywatnego dziennika.
3. Opublikowany tekst jest częścią większej całości: powieści "Wszystko, co tutaj kochałam" o bł. Julii Rodzieńskiej, jedne ze 108 Męczenników II Wojny Światowej. Dlatego Sprawia wrażenie urwanego.

Pozdrawiam serdecznie. Życzę wielu twórczych pomysłów. Miło, że się odezwałeś, bo po 3 miesiącach nie spodziewałam sie już żadnej recenzji. Szczerze mówiąc, po prostu o tym zapomniałam w natłoku różnych spraw. A powieść poszła do 2 wydawnictw i teraz czekam na odpowiedź.
15.11.2018
Dzieki za odpowiedź. Jestem pasjonatem historii a tu trafiłem za pośrednictwem koleżanki z innego forum. Czyli jak rozumiem to książka? Gratuluje, ale ostrzegam ja kiedyś napisałem powieść i wysłałem do ponad 50 wydawnictw i cisza jak po śmierci organisty. tematy obozowe są dość trudne, ale trzeba je pokazywać, bo to coś co w zasadzie przeczy sensowi człowieczeństwa. Mnie zawsze zastanawiało jak można wyhodować ludzi, którzy zabijają więźniów ot tak dla zabawy, albo z nudów. Dla nich człowiek to coś, coś co można sobie ustrzelić albo zakatować na śmierć choćby dyszlem od łopaty. I co? i nic! Większość z nich z takich katów nie poniosła żadnej odpowiedzialności. To bardzo smutne, ale prawdziwe.
Od: Pióroman Markiz
twarz męska
29.08.2018
Pierwsze dwa zdania są zgrabne i budują poprawnie atmosferę. W trzecim, słowo "ryzykantki" zaburza mi odbiór, bo jest wnioskiem narratora, a narrator, jeśli nie jest to bajka, nie powinien myśleć za czytelnika, a zarysować tak fabułę, by tamten sam mógł się wszystkiego domyślić. Opisy są dość dokładne i dobrze pozwalają wyobrazić sobie panujące w obozie warunki. Później narracja jeszcze bardziej szwankuje, bo narrator z opisu wielu więźniarek przechodzi na jedną i zaczyna nam tłumaczyć myśli bohaterki. To strasznie mi się nie podoba z powodu, który opisałem wcześniej, ale także faktu, że to jest biografia, więc jak można znać czyjś tok myślenia? To zbyt subiektywne, przynajmniej w moim mniemaniu. Można by zadać pytania: Czy myślała o tym? Czy myślała o tamtym?, ale to znów główkowanie za czytelnika i pozbawianie go przyjemności wyciągania własnych wniosków. Rozumiem, że to fragment tej biografii, ale jeśli to początek, to pisanie o ludziach, których straciła, w tak pobieżny sposób, nie wyzwoli w czytelniku właściwych emocji. Szczegółowe przedstawienie jej więzi/ wspomnień z innymi powinno pojawić się dużo wcześniej, by wywołać dane emocje, później w tej tragicznej sytuacji. Dalej niestety utwór podąża dalej subiektywnym myśleniem autorki i dalej zadajesz pytania za czytelnika. Niedługo później przeskakujesz na kolejną osobę i streszczasz jej historię. Co nie tylko jeszcze bardziej zaburza narrację, ale powoduje utratę zainteresowania, bo nie zżyliśmy się jeszcze wystarczająco z Julią, a Ty przeskakujesz na Ewę i streszczasz nam pokrótce jej tło. To naprawdę nie jest dobre podejście, bo nie pozwala nam, czytelnikom, porządnie się z kimś zapoznać, a przez to i dbać o jego historię/położenie. Na 3 stronie pojawia się kolejna postać. Ja w tym momencie rezygnuję z czytania.

Podsumowując, na pewno tym tematem możesz zainteresować wielu ludzi, ale by ten tekst zadowolił świeckich i/lub bardziej wymagających czytelników, potrzebuje większych starań i nakładu pracy. Przede wszystkim konsekwentności w narracji i głębi sylwetek postaci bez wykładowczego/tłumaczącego tonu. Polecam następujące punkty naszego poradnika: Niekonsekwentność, Zanik motywów przewodnich i pobocznych i Więź emocjonalna z bohaterem, a dalej Rażący subiektywizm. Polecam także czytać i analizować utwory korzystając z 3K. Historia jest jak najbardziej poczytna, a Twoje opisy mają w sobie dobry potencjał. Witam wśród Pióromanów i zachęcam do dalszej pracy nad piórem w naszym gronie. Pozdrawiam.
Od: Pióroman Adam Mekla
twarz męska
29.08.2018
Bardzo dziękuję za komentarz. Przemyślę te wszystkie uwagi podczas poprawek i korekty całej powieści, którą dzisiaj właśnie ukończyłam.
Nie ze wszystkim się zgadzam, bo w powieści jest taka opcja jak narrator wszechwiedzący. dlaczego wiec nie miałabym opisywać myśli bohaterów? To chyba dość częste zjawisko w prozie, prawda?
Ale przyjrzę się tym uwagom raz jeszcze na spokojnie.
Pozdrawiam serdecznie i życzę wielu twórczych pomysłów.
s. Benedykta Karolina Baumann
30.08.2018
To, że wszechwiedzący to nie znaczy, że o wszystkim informujący, bo może nawet wie z ilu desek i gwoździ składał się barak, ale czy czytelnikowi ta informacja potrzebna? Raczej nie. Tak samo, nie potrzebne jest mu dedukowanie treści przez narratora, bo zaburza odbiór i jak już wspominałem: pozbawia nas (czytelników) możliwości wyciągania własnych wniosków. Jasne, zdarza się czasami wtrącanie myśli bohatera w tekstach, ale w takiej ilości, natężeniu i wykładowczym tonie, to raczej tylko w bajkach dla młodszych (choć i te często zawierają go mniej). Tu jednak, z racji, że jest to biografia, nie pasuje mi to jeszcze bardziej. Wolałbym, czytając bogato spisane, faktyczne wydarzenia, sam zadumać się nad tym co bohaterka mogła czuć w środku, a nie mieć to narzucone przez autora. To trochę jakby do źle wykadrowanego zdjęcia dokleić strzałkę - "patrz tutaj", gdyby jednak zrobić zdjęcie dobrze, taki zabieg nie byłby potrzebny. I do tego zachęcam: dopracowania treści z świadomością percepcji/odbioru czytelnika.
Od: Pióroman Adam Mekla
twarz męska
30.08.2018
Dziękuję, przemyślę to w kontekście całej powieści. załączam pozdrowienia. K.B.
29.08.2018
Są takie zakamarki literatury, w które nigdy się nie zapuszczam. Są takie zdarzenia, których unikam, kryję się przed nimi, jednocześnie nigdy o nich nie zapominając.
"...Bo tak będzie lepiej..."
I nie chodzi tu wcale o zamknięcie oczu i udawanie, że to wszystko się nie wydarzyło. Po prostu nie umiem przejść obok, bez kompletnego rozsypania się na małe kawałki po przyjęciu tego, co mi dano przeczytać. Pozbieranie ich z powrotem, to dla mnie długi proces, bolesny.
Widząc siostrę na grupie facbookowej, wiedziałam, że czeka mnie i innych Pióromanów trudne wyzwanie.
Jako potomek Powstańców Warszawskich, stojących pod murem, a w końcu zawleczonych po powstaniu do obozu, mam w swej pamięci aż nazbyt dużo wspomnień babci i jej rodzeństwa. Dodając do tego wręcz nazbyt przerośniętą empatię, nie jest łatwe brnąć przez każde słowo, a za nimi, przez kolejne zdania takich historii.
Jak więc nazwać kogoś, kto ma w sobie tyle empatii, aby pochylić się nad tymi losami. Zagłębić się w nie i mieć odwagę, aby pokazywać je światu? Odwaga i siła, to widzę w tym fragmencie i w siostrze.
Czy ja mogę tu cokolwiek dodać od siebie, cokolwiek radzić czy poprawiać? - idąc za funkcją działu "pod lupą''. Nie czuję się na siłach, nie wierzę aż tak w swoje umiejętności, aby to robić.
Trudno jest mi ten tekst odnieść do standardowych dla portalu punktów 3K. Kiedy utwór przeładowany jest taką dozą emocji, które bolą, frustrują, nie pozwalają się skupić, to nie potrafię ich wkładać w ramy. Czuję się ogromnie przytłoczona, a głowa boli mnie już na samą myśl o tym, ile czeka mnie nocy, podczas których będzie trzeba to wszystko przepracować. Myślę że samo to, może być już wskazówką, jaki jest odbiór tego fragmentu.
Jedynie jako czytelnik, postaram się może wskazać to, co mnie osobiście wydaje się ważne przy samym przekazie.

Pierwsze spotkanie z siostry twórczością, to opis dodany do tego fragmentu. Musze przyznać, że już sam fakt wspomnienia iż mówimy tu o biografii, a nie fikcji literackiej, spowodował zawrót głowy jednocześnie szykując odbiorcę na to, co go czeka.

Na samym wstępie dodałabym jedno słowo, którego dla mnie brakuje. Chodzi dokładnie o to zdanie:
cytat„Kładła swą dłoń na rozgorączkowane czoła więźniarek.”

Można je zinterpretować (mnie się to zdarzyło) dwojako. Wstęp jest dość poetycki, składając się na wspaniałe porównania i opisy. Jest tu mowa o samej nocy, jednak:
cytat„Kładła swą dłoń na rozgorączkowane czoła więźniarek.”
- w pierwszym odruchu myślałam, że przechodzimy do opisu czynności wykonywanej przez główną bohaterkę. Przy kolejnym zdaniu, zorientowałam się, że wciąż mówimy tu o nocy.
Może warto byłoby dodać jedno słowo:

Kładła swą NIEWIDZIALNĄ dłoń na rozgorączkowane czoła więźniarek.

Co myśli siostra o takim rozwiązaniu? Wydaje mi się, że pomoże to nie zgubić czytelnika już na początku.

Reszta, to już mieszanka mocnych emocji i opisów dających poczuć klimat miejsca, do którego nas przenoszą.
Życie męczenników w obozie, przyrównane do cierpienia Jezusa, to jakby oczekiwana przez katolika metafora. Wiele razy właśnie tak myślałam o tym, na co zgadzał się świat. Wiele razy święci, błogosławieni, a także zwykli ludzie pojawiający się w naszym życiu, szli tą samą ścieżką, przyjmowali na siebie taki sam krzyż. To fantastyczne przesłanie.

Podczas modlitw siostry Julii i Ewy Hoff, następuje zbyt szybkie przeskoczenie w narracji. Dodatkowo
cytat„Obdarz pokojem nas i wszystko, co jest Izraelem. Tak. Amen.”
zapisałabym w formie dialogu, od myślnika.

Dodanie do samej biografii opowieści z perspektywy Ulrike, pozwala na inne spojrzenie i szerszą ocenę oprawcy, który zazwyczaj nigdy nie jest tylko katem (nie mówiąc oczywiście o psychopatach). Każdym kierują jakieś pobudki, a to co robi, wynika z wielu składni. Tak już jest. Jednak mi i tak trudno patrzeć przychylnie na tych, którzy nawet w brew sobie wykonywali takie a nie inne rozkazy. W imię zasady, że brak reakcji na zło, to przyzwolenie, aby istniało.
Kiedy babcia opowiadała mi, jak jako słodka pięciolatka o niebieskich oczach i kręconych blond włosach, upatrzona przez jedną ze strażniczek, dostawała od niej obierki z kuchni, aby przeżyła, zawsze myślałam cieplej o tej kobiecie. Jednak kiedy dojrzałam i poznałam zło, jakie jednocześnie musiała wyrządzać zabijając mniej urodziwe dzieci, czy gazując te ciemnowłose... Perspektywa się znacząco zmienia. Nie wiem do czego siostra zmierza w związku z tą postacią, jakie będą jej losy i cele, jednak cieszę się, że ktoś przedstawia, a chociaż stara się zobaczyć człowieka i ludzkie odruchy w kacie i potwornym oprawcy, z góry zaszufladkowanym.
Jest to fragment, więc nie można oczekiwać, że będzie w nim wszystko, co zawiera całość. Jednak mam trochę wrażenie, że całość, a szczególnie retrospekcja Ulrike, jest dość powierzchowna i za mało ujmująca, czy wciągająca. Więcej szczegółów, może jakieś fakty, które bardziej dałyby szansę polubić tę jej młodszą wersję? To dałoby szansę na szersze spojrzenie na człowieka, bez szufladki.
Na pewno ma to znacznie dla takiej osoby jak ja, która z empatią i ogromną dozą odgórnego zaufania, wierzy że w każdym kryje się dobro, że każdemu należy się szansa. Nie zawsze oczywiście kończy się to dobrze, ta wiara bywa nadszarpnięta, opluta, wyśmiana, czy przydeptana, tu już wszystko zależy od tego, jak siostra poprowadzi dalszą historię.
W tej retrospekcji brakuje mi jeszcze więcej fanatyzmu. Szerszego opisu i większej ilości szczegółów działania BDM. Myślę, że pokazanie form manipulacji i prania młodych umysłów, byłoby tutaj bardzo wskazane. Samo wspomnienie o haśle
cytat„Bądź prawdziwa, bądź przejrzysta, bądź niemiecka”
- nie jest tu wystarczające. Nie pozwala na wczucie się głęboko w to, jak programowane były te dziewczyny. To miało przecież ogromny wpływ na dalsze ich postępowanie i na wysoki poziom akceptacji tego, co robiły. Pytanie jednak, czy planuje siostra w jakikolwiek sposób uzasadniać ich czyny.

cytat„"Kiedy skończy się wojna – zaczęła i zamyśliła się.”

Ta myśl przewodnia jest taka naturalna! Każdy kto brał udział w tym szaleństwie, miał nadzieję i tęsknił za dawnym życiem. Kiedy wyobrażam sobie, że ja i moja rodzina, moje córki, miałybyśmy nagle zostać postawione w takiej rzeczywistości, to serce mi staje. Ta normalność, której nie doceniamy, jest tutaj fantastycznie zaznaczona, jednocześnie pokazując tęsknotę tych, którzy ją utracili.

Zakończenie tego fragmentu, po raz kolejny łamie serce na milion kawałków. Trudno mi je nawet podsumować i się do niego odnieść, bo uważam, że akurat tutaj im mniej słów, tym lepiej. Pozostawia siostra czytelnika twarzą w twarz z czyimś i jednocześnie z własnym sumieniem, rozgrzanym do czerwoności... Tu słowa są zbędne, a konieczne spotkanie z własnym ja.

Trudno jest podsumować tak naładowany emocjami tekst. Na pewno mogę przyznać, że jako autorka, osiągnęła tu siostra zamierzony cel. Czytelnik został przyciągnięty, utrzymany w pełnej immersji i walce z samym sobą od początku do samego końca. Jest to piękny i wzruszający fragment i tu gratuluję odwagi, umiejętności i serca do tego tematu. To niezwykły dar i trzeba go wypełnić. Nie dla nas, ale dla nich wszystkich. Oddając im sprawiedliwość i hołd.

Dziękuję siostrze za tę lekcję i życzę powodzenia w tworzeniu kolejnych pozycji, które na pewno poruszą, zmuszą do refleksji, aby codzienność i powtarzalność nie pozwoliła zapomnieć o tym, że nic nie jest na zawsze.
Pozdrawiam serdecznie.
Magda
Od: Pióroman Albi
twarz żeńska