Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Obecnie w pracowni:
ikonka utworu

Komentarze do:
Wakacje w domu cieni

19.12.2018
Muszę przyznać, że ten tekst jest trudny - zarówno w odbiorze, jak i do oceny. Jest krótki, ale przeczytanie go do końca stanowiło dla mnie pewien problem. Ma dużo zalet, ale również ma słabe strony, o których za chwilkę wypowiem się więcej.

Podoba mi się początek. Opis ukropu panującego za oknem kojarzy mi się z pierwszym rozdziałem jednej z części “Harry’ego Pottera”, nie pamiętam której, bodajże piątej… Ale pewna nie jestem. W każdym razie na tej sadze się wychowałam, bardzo ją lubię, wspominam z sentymentem i dlatego Twój tekst również przykuł moją uwagę ;). A tak serio, dzięki temu, że pogoda odznacza się czymś charakterystycznym, zacząłeś niesztampowo i człowiek od razu ma przed oczami pewien obraz, może umiejscowić akcję w konkretnej rzeczywistości.

Podoba mi się też pomysł na szpital psychiatryczny. To bardzo dobre miejsce, żeby o nim pisać. Intrygujące i zarazem niewielu ludzi miało okazję poznać je “od środka”. Wielu z przyjemnością poznałoby jego sekrety, jednak nie jestem pewna, czy po tym tekście mogliby powiedzieć, że dowiedzieli się czegoś istotnego.

Jeśli chodzi o pierwsze wrażenia: odpowiednio, moim zdaniem, dobrałeś narrację, bo pierwszoosobówka bardzo tutaj pasuje. Dzięki temu poznajemy lepiej głównego bohatera (i przy okazji narratora), który nie szczędzi emocji, opisując swoje życie. Narrator miewa pewne denerwujące nawyki, np. poniżej:

cytatPacjenci chodzili tam i z powrotem, przewalali się z kąta w kąt, wydeptywali drogę i zdarte linoleum podłogi, nie mogli niczym się zająć. Ich zajęciem jedynym było cierpienie.

Takiej inwersji i przepoetyzowania jest w tekście więcej i nie jestem pewna, czy mnie to intryguje, irytuje czy Bóg wie co jeszcze. Bohater stwarza pozory natchnionego poety, a przynajmniej takie odnoszę wrażenie, bo na co dzień przecież nikt tak nie mówi.

cytatWszyscy mieli dokładnie to samo ciśnienie tętnicze, czego żadna ze stewardess nie potrafiła wytłumaczyć.

Stewardessa jest na pewno na pokładzie samolotu, w przypadku szpitala spotkałam się tylko z określeniem pielęgniarka, oddziałowa… Ale nie jestem (na szczęście) w temacie.

Jak można się było domyślić, opisujesz dzień na oddziale psychiatrycznym. Powiem, że jestem nieco zawiedziona. Sama koncepcja jest bardzo dobra, ale wolałabym na początek przeczytać typowy dzień z życia takiego pacjenta - co się dzieje po przebudzenia, przed południem, co jedzą pacjenci, kiedy i jakie przyjmują leki, z kim rozmawiają, kto przebywa aktualnie na oddziale, jak mają zorganizowany czas i czy mają jakieś rozrywki, czy są odwiedzani, czy mogą porozmawiać z bliskimi (o ile jakichś mają) itd. Tutaj miałam wrażenie, że ten dzień, który opisuje narrator, jest właśnie inny, niecodzienny. Nie mogę być tego pewna, bo nie mam punktu odniesienia - to jeden z pierwszych akapitów, nie wiemy jeszcze zbyt wiele o rzeczywistości, w której funkcjonuje główny bohater. Może gdybym mogła przeczytać trochę więcej o konkretnych pacjentach, jakąś ogólną charakterystykę oddziału. “Na tę chwilę mamy Jezusa, Bonapartego i jeszcze wilka z baśni o trzech świnkach, który chodzi od pokoju do pokoju i na widok zamkniętych drzwi nadyma policzki jak obżarty chomik; o jedenastej Karolek jak zwykle dostaje ataku paniki i nikt nie wie, z jakiego powodu. Godzinę później dzwony kościelne biją na sumę i wtedy Kamil pod wpływem tego dźwięku zaczyna piać jak kogut. Pan dyrektor szpitala już dawno próbował przebłagać proboszcza, by przez wzgląd na spokój ducha jego pacjentów ograniczono bicie dzwonów, jednak farosz okazał się nieugięty. Generalnie - dzień jak co dzień. Rutyna. Normalka”.

cytatProfesor R. znowu kogoś przysłał. Tym razem był to kapelan, który tym, co chcieli rozdał “chleb aniołów”. Po czym również nas opuścił.

Wszystko tutaj dzieje się bardzo szybko, postaci przychodzą, odchodzą i trochę się mieszają.

cytatMiędzyczasie z dwudziestoletniej śpiączki wybudził się starszy mężczyzna, którego nazywałem w myślach “Ojciec Pio”, bo fizys miał bardzo podobną do słynnego zakonnika. Pokój wybudzeń celowo pomalowano mocną, żółtą farbą. Janusz, bo tak się naprawdę nazywał, dwadzieścia lat wcześniej ledwie przeżył koszmarny wypadek samochodowy. Po wybudzeniu nie pamiętał nic.

Nie przekonuje mnie obecność na oddziale psychiatryczny gościa w śpiączce - przecież to nie jest miejsce, gdzie można by mu pomóc. Są specjalistyczne kliniki, gdzie tacy ludzie otrzymują opiekę. Są hospicja, w których personel ma za zadanie zajmować się pacjentami 24h/dobę. Może i w zwykłych szpitalach są oddziały, gdzie takich pacjentów się kładzie. Nie wiem, jak mówiłam, nie jestem w temacie, jeśli chodzi o szpitale, więc może faktycznie osoby w stanie śpiączki trafiają na oddział psychiatryczny (choć jest to dość nielogiczne, skoro tam powinno się leczyć ludzi chorych psychicznie, a pacjent w śpiączce nie potrzebuje leczenia psychiki, tylko ruchowej rehabilitacji, by nie stracił mięśni, i sztucznego podtrzymywania życia).

Przeszkadza mi jeszcze chaos. Czas wydarzeń nie jest jednoznacznie określony, w sumie nawet miejsce wydarzeń - czy to jest oddział w jakimś szpitalu czy odrębna placówka? Z jednej strony taki zabieg jest dość naturalny, zważywszy że bohaterem jest człowiek będący pacjentem, czyli ma coś nie tak z psychiką.

cytatJeszcze parę dni lipca i pobyt zbliżał się do końca. Rozmawialiśmy, paliliśmy papierosy, wymykaliśmy się nawet na miasto i byliśmy szczęśliwi. Wiedziałem, że los się do mnie uśmiechnie. I tak się stało. Ale o tym w innym czasie…

Nie bardzo rozumiem przesłanie tego tekstu. Jako wstęp do czegoś dłuższego jest dość dziwaczny i niezachęcający, a jako całość - jakby urwany i niewyjaśniony. Wydawało mi się po przeczytaniu, że narrator rzucił po prostu kilkanaście anegdotek z codziennego życia - ot, tych, które akurat mu się przypomniały. Nie umiem się w tym odnaleźć, strasznie jest to chaotyczne.

Jaki jest cel tego tekstu? Czemu ma służyć fragment o gościu budzonym ze śpiączki? A ten o “jednakowym ciśnieniu”? Całość stanowi zbiór luźnych przemyśleń, coś jak dziennik Adriana Mole’a, z tym że “Sekretny dziennik” był zabawny, a tutaj nic zabawnego nie widzę. O tym, że mamy do czynienia z czymś w rodzaju pamiętnika świadczy również fakt, że nie ma dialogów, a opisy są jakby “urwane” - narrator przeskakuje od jednego wątku do drugiego, nie kończąc tego pierwszego, a to jest naturalne w przypadku strumienia świadomości, którym posługują się ludzie piszący pamiętniki. O bohaterach dowiadujemy się bardzo niewiele i generalnie, gdybym sięgnęła po Twoją książkę w księgarni czy bibliotece, to po takim wstępie nie chciałabym czytać dalej.

Za to tytuł jest bardzo ładny, choć też na razie nietrafiony - bo przecież na tym oddziale nie dzieje się jak dotąd nic szczególnego.

Pozdrawiam,
Magdalena Lipniak
Od: Pióroman Magdalena Lipniak
twarz żeńska
20.09.2018
Fajnie, że na początku próbujesz wywołać opisem pewną atmosferę, jednak to :
cytat„na progu jego”
zaburza czytanie, jest bardzo niezgrabne, to o ogrodniku też ani nie śmieszne, ani nic nie wnoszące. Zamiast pisać, że bohater nie miał nic do roboty, lepiej napisać co robił dla zabicia nudy. Na początku dobrze jest przejść do sedna, ukazać charakter, problem lub cel żeby zainteresować. Początek to zbyt ryzykowny moment, by pisać o niczym lub niczym specjalnym, bo można łatwo stracić czytelnika. Lepiej gdybyś pisał bardziej konkretnie i szczegółowo zamiast
cytat„jakiegoś tutejszego ogrodnika”
czy
cytat„odwiedzający mnie z dalekiego południa ojciec”
podał imię lub firmę ogrodnika i miejscowość, z której przyjeżdża ojciec; wiem, że może Ci się to wydawać to trywialne, ale dobrze działa na wiarygodność i całościowe wrażenie tekstu.
cytat„z południa aż do zaplanowanego miesiąca wakacyjnego u stryja w płn.-zach. Polsce”
- czy Ty pisałeś to na komórce?
cytat„feralną trasę nr 11 na Szczecin,”
- widzisz, da się konkretnie i w ten sposób jest o wiele lepiej.
cytat„za zarobionego gdzieś tam pieniądze”
- chyba tego nie czytałeś przed publikacją...
cytat„Teraz było już po wszystkim - w połowie podróży pogotowie ratunkowe przywiozło mnie spod klasztoru dominikanów, gdzie dostałem śniadanie, prosto na izbę przyjęć w szpitalu. I to nie byle jakim szpitalu...Wedle tygodnika “Wprost” z feralnego roku, oddział “B” dla mężczyzn był najlepszą lecznicą w kraju. Czemu nie wierzyć? Na bok sceptycyzmy i różne krytycyzmy. Nikt to nikogo nie cenzurował, panowała absolutna wolność myśli i słowa. To mi się pewne spodobało najbardziej. ”
- co tu się w ogóle dzieje? Nie mam pojęcia o co Ci chodzi w tym fragmencie. Chcesz jakby pisać naraz o wszystkim, ale by to miało ręce i nogi, tak nie można. Masz tu za duży chaos. Musisz się skupić na jednym wątku, a nie o podróży, pogotowiu, klasztorze, śniadaniu, tygodniku "Wprost" i wolności słowa. To jest tak jakbyś zapisywał słowa z głowy, tak jak lecą, bez żadnej premedytacji. Ma to na pewno terapeutyczną wartość, ale nie literacką. Musisz więcej myśleć o tym jak czytelnik odbierze to co czytasz.
cytat„Przemijały jak woda w rzece dni i noce, a nic się specjalnego nie zdarzyło.”
- kolejny strzał w stopę. Tu kończę czytanie.

Nie chcę byś przez to co napisałem nie myślał, że Twoja historia jest słaba, po prostu w takiej formie bardzo ciężko się to czyta i nie sprawia to żadnej przyjemności. Wszyscy popełnialiśmy kiedyś takie błędy więc nie ma się co wstydzić tylko brać do roboty. Przede wszystkim przeczytaj w poradniku punkty: Percepcja, Wstęp, Ortografia i gramatyka oraz Natłok informacji, choć proponowałbym Ci cały pierwszy rozdział. I zacznij analizować portalowe teksty przy pomocy 3K - to powinno dać Ci dużo do myślenia. Twój utwór jest do gruntownej przeróbki. Jeśli zastosujesz się do moich wskazówek i przerobisz tekst to daj znać, a wrócę wtedy do niego i dam znać co myślę. Witam wśród Pióromanów i zachęcam do dalszej pracy nad piórem w naszym gronie. Pozdrawiam.
Od: Pióroman Adam Mekla
twarz męska
20.09.2018
Dziękuję, tak zrobię, jak sugerujesz. :-) Dziękuję za porady i konstruktywną opinię.
Od: Autor Rafaello
twarz męska