Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Obecnie w pracowni:
ikonka utworu

Komentarze do:
Misja ''Chamstwo w państwie'', czyli jak uczyć dobrych manier

19.12.2018
Przybywam tutaj zaintrygowana tytułem - oryginalnym i niespotykanym. Obiecuje on… sama nie wiem, co, ale na pewno, że dzieło będzie niesztampowe. Tekst niestety nie podobał mi się. Ma kilka zalet, ale ma też wady, przez które wydaje mi się nie do przełknięcia.

cytatJeśli ktoś uważa, że najtrudniejsze dla belfra jest wyrobienie u nieletnich nawyku trzymania się w liniaturze zeszytu, wyjaśnienie powodów, dlaczego woda zmienia swój stan skupienia, czy przedstawienie sposobu skracania ułamków - jest w błędzie.

Sam początek zachęca. Przykuwa uwagę i jest czymś innym od standardowego opisu pogody (nie mam pojęcia, dlaczego zaczynanie od świecącego słońca jest wciąż takie popularne, skoro autorzy sami twierdzą, że nie lubią czytać książek, które mają coś podobnego na wstępie). Niestety, im dłużej czytam wynurzenia głównej bohaterki, tym mniej ją lubię. Nie czuję do niej cienia sympatii. Wręcz jestem skłonna wulgarnie powiedzieć, że najchętniej bym ją potrząsnęła i stwierdziła, że ma ból tyłka, ale pewnie bym się powstrzymała, bo, jak mniemam, bohaterką jest jakaś sędziwa nauczycielka przed emeryturą (a przynajmniej osoba ode mnie starsza).

Wybór narracji pierwszoosobowej był dobrym pomysłem. Dzięki temu czytelnik może wczuć się lepiej w emocje narratora - inna sprawa, że większości z nich nie rozumie, bo uważa, że są wydumane i nieprzystające do okoliczności, ale na pewno łatwiej mogę poznać rację postaci. Niestety, przez ten zabieg bohaterka robi się jeszcze bardziej irytująca, bo mówi sama za siebie, w swoim imieniu, natomiast gdyby wypowiadał się narrator trzecioosobowy, wyszłoby może bardziej obiektywnie.

cytatReszta, pozostając nadal cierpiąca na brak poszanowania dorosłych, zaczęła dodatkowo zarażać tupetozą innych.

O, tutaj aż sobie zaznaczyłam, bo strasznie mi się to określenie spodobało. Tupetoza jako nowa jednostka chorobowa? Świetne! Zapiszę sobie to słowo, bo jest fenomenalne.

cytatMiało to na celu wywołanie zażenowania nieletniego i mocne postanowienie poprawy. ''Dzień dobry'' następnego dnia powinno wystrzelić z jego ust szybciej, niż pociski z karabinu maszynowego. Niestety, po przebadaniu połowy szkoły wyciągnęłam wniosek, iż znikoma część uczniów została uleczona.

W takich momentach wybitnie tej pani nie lubię. Mam wrażenie, że sili się na ironię. Nagromadzeniem drwiny w krótkich przecież fragmentach jest tak duże, że stylowi nie działa to na zdrowie. Całość robi się ciężka i przytłaczająca i jako czytelnika zaczęła mnie boleć głowa od tej fali narzekania.

Podoba mi się za to sam sposób wypowiadania się pani profesor. Używa ona bardzo bogatego słownictwa, co pozwala mniemać, że nie mamy do czynienia z nieukiem, “farbowanym lisem”, tylko naprawdę wykształconą kobietą. (To, że wredną i niesympatyczną, to inna sprawa.)

cytatNa trwałe efekty, jak wiadomo, trzeba poczekać. Jednak póki co - pięknej dla mych uszu melodii o poranku, nie ma końca. Nie mogę się doczekać, kiedy rozpocznę wdrażanie programu ''Proszę, dziękuję, przepraszam''.

Zakończenie całkiem mi się podoba. Jest zgrabne i dobrze charakteryzuje panią nauczycielkę (przynajmniej jest konsekwentna do końca). Niestety całość nie prezentuje się wg mnie najlepiej. Nie wiem, o czym jest ten tekst i dla kogo został napisany. Jaki jest jego cel, sens? Czy to jest rodzaj pamiętnika? Pani profesor pisze jakiś list? Wylewa z siebie swoje żale, całość prezentuje się jak notka na blogu… Takie to karykaturalne i nie potrafię określić, na ile jest to “na serio”, a na ile po prostu główna bohaterka wylewa na nie wiadomo kogo wiadra pomyj.

Opowiadanie nie jest typowe, bo nie ma standardowych opisów czy dialogów. Jest za to dużo jojczenia i chyba to mi się najbardziej w tym wszystkim nie podoba. Nie bronię dzisiejszej młodzieży (sama widzę jej przewinienia i również sama do tego elitarnego grona nie należę od co najmniej kilku lat, więc nie można mnie posądzić o “sympatyzowanie ze swoimi”), bo wiem, że przedstawiciele bywają nieznośni i chamscy, ale czytanie o nauczycielce-malkontentce, która chciała zbawić świat i nauczyć grzeczności jak ta kwota z wiersza dla dzieci, nie daje ani trochę przyjemności. Nie widzę przez to żadnego przesłania, bo co nim niby jest? Czy chodziło o to, by przybliżyć czytelnikowi metody wychowawcze? (Bardzo niektóre kreatywne, swoją drogą i te nazwy to też wyżyny pomysłowości, pani profesor nie brakuje polotu.) Nauczycielka powinna wzbudzać szacunek, a tutaj tego nie ma - przynajmniej ja tego nie czuję. Nie lubię osób, które w taki sposób traktują innych - wywyższają się, wszyscy, którzy nie mają szczęścia mieć jej DNA, są z góry skazani na ironię i wytyki… A że jej DNA posiada wyłącznie ona sama, bo każde jest unikalne, cóż, jedyną osobą, która okazuje się dla niej godnym rozmówcą, jest jej odbicie w lustrze.

Miało być w założeniu zabawnie, ale te żarciki polane sosem ironii wywołują politowanie (i niestrawność). Nie odpowiada mi to. Tekst jest kiepski, krótki i nie wiem, czy się kierował się autor, pisząc go. Czy chciał rozśmieszyć? Przekonać do swoich racji? A może ponarzekać na własny los, o ile dzieli doświadczenia z nieszczęsną panią nauczycielką?

Nie ma tu niestety nic, co zapadłoby w pamięć. Nie ma wypowiedzi, które same prosiłyby się o cytowanie (może poza tupetozą). Przeczytałam bez entuzjazmu, a przy początku do końca nie miałam nadziei na poprawę. Tylko coraz bardziej odczuwałam znużenie i zniechęcenie. Żeby nie było - wykonanie jest całkiem poprawne, język, styl - do niczego nie mogę się przyczepić, a i sama bohaterka przecież niektórym może przypaść do gustu, mogą ją polubić. Po prostu mnie nie podpasowała. Widać też jakiś pomysł, więc tym bardziej tekst jednak “o czymś” jest. Chyba jednak zdecydowanie wolałabym inną formę - np. lekką komedyjkę, w której nauczycielka wprowadza w życie albo, jeszcze lepiej, dopiero opracowuje te swoje niecodzienne metody walki z szerzącym się w społeczności uczniowskiej chamstwem. Na pewno obiektywny narrator, który trochę by “studził” całość, zrobiłby dziełu lepiej. Przynajmniej tak mi się wydaje.

Pozdrawiam,
Magdalena Lipniak
Od: Pióroman Magdalena Lipniak
twarz żeńska
19.12.2018
Przede wszystkim dziękuję za podzielenie się swoimi odczucia na temat tekstu. Włożyła Pani dużo pracy i czasu w przestudiowanie go, więc tym bardziej mi miło. Zdziwiło mnie jednak to, aby przez pryzmat sympatii lub antypatii do bohatera opiniować całe opowiadanie. To tak jakby czytając kryminał stwierdzić, że była to najgorsza na świecie książka, bo głównym bohaterem był zabójca bez żadnych skrupułów ćwiartujący bezbronne kobiety :) To w kwestii tego, co mnie z kolei rozbawiło w Pani komentarzu.

Ogromnie ucieszył mnie zaś fakt, że sam styl pisania odebrała Pani jako dobry i niestandardowy. Dostrzeżenie bogatego słownictwa to dla mnie zdecydowanie większy komplement, niż wyrażenie sympatii do bohatera, czy to jak ocenić morale. Bohatera zawsze można zmienić (tak jak pracę czy męża, prawda :) ) Żartowałam oczywiście...

I w tym miejscu chciałam właśnie przejść do meritum, a mianowicie do wyjaśnienia faktu, iż tekst jest przedstawieniem sytuacji we współczesnej polskiej oświacie. Celowo zostało tu wyolbrzymione wszystko, co tylko mogło zostać wyolbrzymione. Uwypuklone zostały wszelkie niedociągnięcia uczniów i dziwactwa przedstawicielki grona pedagogicznego. Pracując w szkole z pewnością nie można być ''normalnym''. Trzeba być jakimś. Nawet gdyby miało się przybrać maskę szaleńca. Z pewnością zadziała to na młodzież lepiej niż szary, nijaki, bez indywidualnych metod wychowawczych, miły w obyciu nauczyciel. To gwarantuję.

Liczne osoby (w tym nauczyciele, ale nie tylko), które miały okazję zapoznania się z opisem tej historii w wersji papierowej, a także innymi historiami z tej serii, jednoznacznie stwierdzały, że uśmiały się przednio. Tym bardziej niepokoi mnie fakt, aby odbierać wszystko na poważnie. Ale tak jak Pani mówi, są gusta i guściki. Niektórzy biorą życie pół żartem pół serio, ciesząc się dzięki temu długoletnim zdrowiem. Inni widząc wszędzie (no może poza sobą) narzekanie, posiadając najprawdopodobniej bardzo ponurą egzystencję.

Utwierdziłam się jednak w przekonaniu, że styl krzywego zwierciadła to jednak to co kocham, bez względu na ewentualne poklaski bądź opluwanie mojego pióra. Tak czy inaczej, jeszcze serdecznie dziękuję za pochylenie się nad moim opowiadaniem. Poświęciła Pani bardzo dużo swojego czasu na dokładne sprecyzowanie, w których momentach nauczycielka jest najbardziej wredna, a których ociupinkę mniej. Myślę, że uczniowie będą dumni. Koniecznie muszę podzielić się z nimi tym wyróżnieniem.

Pozdrawiam serdecznie,

Antynina
Od: Autor Antynina
twarz żeńska
19.12.2018
Za błędy jakie wkradły się podczas pisania tego komentarza, przepraszam. Nie widzę tu jednak opcji skorygowania go.
Z pozdrowieniami raz jeszcze,
Antynina
Od: Autor Antynina
twarz żeńska