Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Obecnie w pracowni:
ikonka utworu

Komentarze do:
Nie ma tych dobrych stron [ver 2, poprawiona]

21.12.2018
Kolejne opowiadanie z czarodziejem Mikem za mną i znowu bawiłam się wyśmienicie, więc czuję się w obowiązku podzielić moimi spostrzeżeniami. Panie Jakubie, poniżej hymn pochwalny, tfu, MERYTORYCZNY KOMENTARZ.

Nie chciałabym się powtarzać, bo wszystkie dobre rzeczy, o których wspomniałam ostatnio, są aktualne - lekkość, dobry styl, profesjonalizm i dbałość o warsztat i stronę techniczną, bohaterowie, których się lubi, dobra historia. Pewnie to się będzie jeszcze przewijało poniżej, ale chciałabym, żebyś z tego komentarza przede wszystkim wyniósł to, że czytanie tekstu było zwyczajnie przyjemne.

cytatCoś huknęło. Spłoszona para drozdów poderwała się z gałęzi. Huk, a po nim kolejny i kolejny dochodziły ze schowanej w głębi lasu polany

Jak zwykle odniosę się najpierw do początku i również jak zwykle u Ciebie pochwalę, że tekst wciąga od pierwszego zdania. Od razu coś się dzieje, czytelnik jest wrzucony w sam środek akcji. Zdecydowanie wprowadzasz w życie ponadczasową zasadę Hitchcocka, że najpierw powinno być trzęsienie ziemi, a potem napięcie powinno tylko rosnąć.

cytat- Czarna magia w końcu pochłania każdego, bez wyjątku. - Białowłosy powoli regulował oddech.
- Wiem, nie musisz się o mnie martwić. - Mike podskoczył na pełne nogi - Daleko jeszcze do tego miasta?

A ja zabawię się w adwokata i stanę w obronie Mike’a, bo doskonale rozumiem, że czarna magia może być czymś, co fascynuje i w ogóle się nie dziwię, że chce jej używać - skoro przynosi takie wyśmienite rezultaty. Dobry nauczyciel potrafi wpłynąć na ucznia, by ten sam doszedł do wniosku, że rozwiązania najprostsze nie zawsze są najlepsze. Rozumiem podejście młodzieńca - liczy na czarną magię, wzywa ją, bo to łatwy sposób na “podkręcenie” swojej mocy i daje wyśmienite rezultaty. Skutków ubocznych póki co nie ma, więc hulaj dusza. Oczywiście na tym etapie każdy czytelnik, nawet ten, który nie czytał poprzednich części i nie zna Mike’a, nie wie, jak w Twoim uniwersum działa czarna magia, domyśli się, że z tego “igrania” wynikną kłopoty.

Dotarłam do fragmentu o pieniądzach - Mike proponuje, żeby je sobie wyczarowali, a mistrz oponuje. Pomyślałam sobie: świetnie, że wplatasz w tekst kontrargumenty na potencjalne zarzuty czytelnika. Faktycznie ktoś mógłby się doczepić, że akurat kasy nie powinno im braknąć, skoro to czarodzieje, a Ty mówisz: nie, nie wolno, basta. W sumie nie ma wyjaśnienia wprost, o co chodzi, ale można się domyślić, że byłyby jakieś dalekosiężne skutki. Może zrujnowałoby to gospodarkę, jak każda nadprodukcja kasy? Nie wiem. W każdym razie słowa Mike’a, że czarodzieje i tak tego nie robią, więc ten jeden raz nie zrobi różnicy, przypomniały mi anegdotę o pewnej wiosce rybackiej w Norwegii. Żyło tam, wśród zimnych fiordów, dziesięć rodzin. Każda obiecała łowić z jeziora tyle tylko ryb, ile jest im potrzebne do przeżycia. W ten sposób utrzymywali ekosystem w równowadze. Niestety pewnego razu wiosce przytrafili się turyści zainteresowani kupnem świeżych rybek. Mieszkańcy początkowo się opierali, ale koniec końców jeden rybak postanowił złowić więcej niż potrzebował i sprzedać nadwyżkę, bo “od jednej rybki ławica nie ucierpi”. Oczywiście łatwo się domyślić, że wszystkie rodziny pomyślały to samo. Mieszkańcy przetrzebili jezioro, nie ostała się ani jedna ryba, turyści przestali przyjeżdżać, wioska zbankrutowała, a oni musieli przerzucić się na brukiew. No dobrze, tego nie wiem na pewno, ale na sto procent ten substytut nie był tak smaczny jak świeża rybka.

Nie od dziś wiadomo, że najmniejsze działania, jeśli są zwielokrotnione czasowo lub ilościowo - mogą przynieść nieoczekiwane skutki (patrz: “Efekt motyla”). Ludzie miewają tendencję do umniejszania swojej roli w procederze, który jest szkodliwy i Ty to dobrze ukazałeś. (Ale tak naprawdę, to dlaczego magowie nie mogą wyczarować pieniędzy?)

cytat- Zapamiętaj, posługiwanie się magią to wielka potęga, ale zarazem wielka odpowiedzialność (...)

Wuj Ben też powtarzał, że “great power is the great responsibility” ;).

cytat- Dobra, rozumiem - uciął mentorowi Mike. - Równowaga i te sprawy. Opiekowanie się resztą świata i tak dalej, po to są magowie, spoko. Rozumiem to, naprawdę. A nawet jeśli tak na prawdę nie rozumiem to zapewne zrozumiem z czasem. Okej.

Uwielbiam Mike’a. Naprawdę uważam, że ta postać fenomenalnie wyszła. Jest to typowy nastolatek - nie wie, o co chodzi, ale udaje, że pozjadał rozumy i wie. Jest nonszalancki, wydaje mu się, że gdyby to od niego zależało, przebudowałby cały świat na swoją modłę i ten, oczywiście, byłby lepszy. Ten, kto przeżył taki okres w życiu, uśmiechnie się do wspomnień. Od początku odpowiadała mi autentyczność postaci, a tutaj mogę jedynie dodać, że trzymasz poziom.

cytat- Wejdź, a nie teleportuj! - przerwał mu w pół czynności białowłosy. - Nie wiemy kto może nasłuchiwać albo obserwować aury. Używamy magii tylko w razie ostateczności, pamiętaj!

Rozbraja mnie ta tendencja Mike’a do używania magii do wszystkiego - uniwersalne rozwiązanie na każdą bolączkę. To takie typowe - niemal jak sytuacja, gdy nastolatek dostaje nową elektroniczną zabawkę i potem przez jakiś czas się z nią nie rozstaje, zabiera ją nawet do klopa. Mike postępuje podobnie z magią.

cytatBo w Pradawnej Puszczy naprawdę wiele było możliwe.

Tak mi przyszła do głowy refleksja, że to w sumie zabawne, że taki motyw - tajemniczego lasu, boru, puszczy, często magicznej - pojawia się w wielu produkcjach, książkach, filmach itd. Taki ładny wspólny motyw fantastyczny. Co takiego jest w drzewach, że ludzie uważają je za takie magiczne?

cytatPrzez niebezpieczny las prowadziły do niego tylko trzy wąskie, wytyczone przez samą Puszczę drogi, a przecież nie było szans na kolejne. Kreator przypuszczał, że właśnie to mogło powodować tak nieduże zainteresowanie cesarza owym miejscem.

Tylko dlaczego ci, którzy miasto zakładali, w ogóle rozpoczęli ten proces, skoro od początku było wiadomo, że lokalizacja w centrum niebezpiecznej puszczy nie jest zbyt fortunna? Może wtedy jeszcze sądzili, że uda im się dojść do ładu z krnąbrnymi chaszczami.

cytatJednak jakoś tak się to wszystko poukładało, że od swojego wyjazdu, a zarazem rozpoczęcia zupełnie nowego rozdziału życia Mike nie miał okazji odwiedzić ani swoich okolic ani nawet samego kontynentu.

Jak zawsze uważam opisy za bardzo dobre i nastrojowe. Lubię czytać wstawki o Twoim uniwersum, bo mam przeczucie, że jest ono dopracowane i doskonale wiesz, o czym piszesz. Z przyjemnością się z nimi zapoznaję i tworzę sobie wyobrażenie o tym jakże odmiennym świecie - co w przypadku wielu twórców fantastyki (i nie tylko) nie jest takie oczywiste. Nagle wyskakują jak filip z konopi dziwne elementy, które ewidentnie “nie pasują”, bo już jako czytelnik zdążyłam sobie “uwić” na własne potrzeby kompletnie inny obraz w głowie. U Ciebie raczej się nie martwię o potencjalny dysonans, bo dbasz o szczegóły.

Zastanawiam się, w jak dalekiej przyszłości mają miejsce te wydarzenia? Mam na myśli przyszłości od tego tekstu, który czytałam uprzednio. Kilka lat? Ile lat ma teraz nasz młodociany czarodziej? I czy przed tymi wydarzeniami z „Mike’a” masz jeszcze jakieś inne teksty? Mistrz wspominał o przygodach i o miejscach, z którymi jeszcze się nie spotkałam i jestem ciekawa, ile jeszcze takich „przygód-scenek-epizodów” masz napisanych :).


cytatKiedy już się znudził, wypuszczał bandytów pokrytych pierzem, zupełnie ogolonych, nagich lub wręcz przeciwnie: ubranych w niezbyt adekwatne dla profesji, sukienki. Odczarować nieszczęśników mógł tylko odpowiedni czarodziej tudzież kapłan. Do czasu znalezienia takiego byli zmuszeni pędzić w owym osobliwym stanie dniami i nocami (...).

Naprawdę lubię Twój humor. Nie jest przegadany i nie „wali czytelnika obuchem między oczy”. Rzeczywiście musiało to wyglądać osobliwie, jak rosłe chłopy, zbóje w sukienkach i na szpileczkach, w pełnym makijażu i z pudrem sypiącym się z policzków na gęste brody pędzą z rozszalałym z przerażenia wzrokiem przez las, wykręcając w cwale kostki.

cytatCzy sam pomysł stworzenia maszyny, która oderwie się od ziemi albo będzie unosić na wodzie nie był na początku kompletnym wariactwem? Gwarantuję ci, kiedyś będziesz się cieszył jeśli ktoś nazwie cie szaleńcem!

Wiesz, tak sobie pomyślałam, że szaleństwem takie coś mogło być, i owszem – w czasach Rewolucji Przemysłowej. W „Lalce” jest to bardzo dobrze opisane, tam m. in. sam Stanisław był zafascynowany takimi nowinkami technicznymi, machinami latającymi itd., a to były późne lata 70. XIX wieku. Ale tam nie znano magii! Jakoś ciężko mi uwierzyć, żeby ludzie mieli problem z zaakceptowaniem „tylko” machiny latającej czy jednostki pływającej, skoro tuż pod ich nosem stoi czarodziej i ciska magicznymi granatami w drzewa, wzbijając w powietrze tumany różnobarwnych iskier rodem z sylwestra na Polsacie… ale może tak mi się wydaje, bo patrzę na to z innej perspektywy. Gdybym miała na co dzień dostęp do magii, to pewnie nawet ona by spowszedniała.

cytat- A ten hałas? Na Boga, jak można żyć w czymś takim!? Nie słyszę własnych myśli.

Mike, Mike, nie mógłbyś mieszkać u mnie na wiosce, gdzie naokoło jest jakieś siedem kościołów z potężnymi dzwonnicami, tuż obok jest droga do kopalni, którą na co dzień przejeżdżają jedna za drugą ogromne ciężarówy, zaś od drugiej strony są tory kolejowe, którymi puszczane są do dziesięciu razy dziennie pociągi z wagonami załadowanymi po same krawędzie węglem… Górny Śląsk, taki piękny <3.

cytatKreator, wspominając wcześniej o brudzie, nie przesadzał. Stare, brukowane ulice ukrywały się pod warstwą niezidentyfikowane szlamu na tyle skutecznie, że niektórzy filozofowie zapewne podważyliby ich metafizyczne istnienie.

No popatrz, budownictwo to futuryzm rodem z dzisiejszego Dubaju, a poziom higieny jak w średniowiecznej Europie, gdzie wylewali pomyje i nieczystości na trotuary!

cytat- To melina, prawda?
- Tak... Ale za to przyjemna!

Oj tam, oj tam, kilku zapitych w trupa moczymordów pochrapujących w kątach, dwóch rwących się do bitki żuli i jakaś prostytutka usiłująca niczym Kaitlyn Leeb w „Pamięci absolutnej” poderwać na trzeciego cycka kolesia niesprawiającego wrażenia totalnego bankruta - to jeszcze nie melina!!!

cytatJego ręka, od samego barku, była zastąpiona skomplikowaną, technomagiczną protezą. Uśmiechnął się na wspomnienie tamtych wydarzeń chociaż... Wtedy zdecydowanie nie było mu do śmiechu.

Intryguje mnie ta jego ręka; proteza jest na tyle dobra, że rzadko o niej wspomina, nie ma z nią problemów i właściwie niemal zapominam, że Mike nie ma ręki, ale bardzo mnie ciekawi, co się dokładnie stało. Wiem, że nie powinno się spoilerować przyszłych utworów, ale może uchylisz rąbka tajemnicy?

cytatMike był nie lada zdziwiony, jednak tylko przez moment, potem zadziałały wyrobione instynkty – zaczął szacować sytuację.
(...) Wstał, bez pośpiechu, i posłusznie oddał się do dyspozycji strażników.

Trochę kłóci mi się to stwierdzenie że „zadziałały wyrobione instynkty”, bo w przypadku Mike’a oznaczają jak widać… szczegółowe przeanalizowanie sytuacji. Niby każdy ma inne nawyki czy odruchy bezwarunkowe, jednak pierwsza część zdania daje do zrozumienia, że Mike powinien „instynktownie” walnąć całą piątkę świetlnym pociskiem i rozsmarować gwardzistów na ścianie, a potem ew. pomyśleć „o, cholera” :). Tak by to wyglądało w moim przypadku… czy to kiepsko świadczy o mnie czy dobrze o Mike’u?

cytatDo tej pory naszemu burmistrzowi jakoś udaje się ich trzymać z daleka. Ale dzielnica przepadła. Większość została pochłonięta przez las, a pozostała część nie nadaje się do zamieszkania. Mur i bramy zapieczętowano i tak się skończyły próby zagarnięcia tamtego terenu. Ale problem został.

Bardzo ciekawa koncepcja z tą porzuconą dzielnicą i tu wychodzi, że puszcza jest dziką, ale myślącą istotą i to myślącą jak człowiek, a nie jak zwierzę – ona poczekała, aż ludzie sobie pobudują na ziemi domeczki i się osiedlą, by móc wykorzystać ich potem w większych stopniu (!!!). Mocno to przerażające; i znowu: rany, ludzie są przyzwyczajeni do takiej demonicznej puszczy, w której drzewa wywlekają gałęziami niemowlęta z kołysek, a dziwią się jakimś sterowcom?

cytat(...) Tak czy inaczej, to nie twoja wina jeśli urodzisz się na parterze. Ale jeśli spędzisz tam życie i umrzesz, musisz wziąć za to odpowiedzialność.

Bardzo mądre zdanie, dobrze powiedziane i można to odnieść i do naszych czasów; też uważam, że nikt nie rodzi się zły. Ktoś może urodzić się w patologicznej rodzinie albo beznadziejnym miejscu, np. kraju ogarniętym wojną, i jemu jest o jakieś milion razy trudniej wyjść na prostą, ale jeśli się stoczy i spędzi życie, nie próbując wyrwać się z piekła i być uczciwym człowiekiem, to już jest tylko jego wina.

cytat(...) Widzisz - krasnolud zbliżył się do Mikego - nie gardzę takimi ludźmi, nie ma powodu, nawet jeśli to idioci, nieszczęśnicy, ktokolwiek. Ale gardzę ludźmi, którzy pozwalają sobie trwać w takim stanie, którzy nic z tym nie robią. Akceptują.

Mocne i bardzo dobra, trafna wypowiedź.

cytat- Ten Faun, burmistrzu, to zapewne był Leszy tutejszych lasów. Z tego co słyszałem dość łagodny. Myślę, że mógł przychodzić w geście dobrej woli. A wy przepędziliście być może jedynego w tej okolicy, sprzyjającego wam dobrego ducha, wiedząc tym bardziej jaka jest Puszcza i dziwicie się, że macie problem?

Ta puszcza coraz bardziej mnie zadziwia i intryguje i bardzo chętnie czytam o niej wstawki. Tworzy ciekawy ekoklimat.

cytat- Wow. - Mike nie mógł wyjść z podziwu. Przyzwyczaił się do tego, że nauczyciel nie przestawał go zadziwiać, ale rzadko miał okazję doświadczać, aby Kreator podchodził do spraw aż tak poważnie jak teraz. Zazwyczaj nie musiał. Chłopak zastanawiał się gdzie mogą leżeć granice możliwości białowłosego. Zastanawiał się czy będzie kiedyś w stanie doświadczyć albo chociaż pojąć jego prawdziwą potęgę. Zaiste, jego mistrz był nie tylko prawdziwie wybitnym magiem, ale i obserwatorem.

Też uważam Kreatora za godną postać i jestem pod jego dużym wrażeniem. Faktycznie dobry z niego obserwator i można go podziwiać za wyłapywanie takich niuansów niczym Gregory House. U niego też zawsze mi imponowała ta umiejętność dostrzegania szczegółów i wyciągania wniosków na podstawie tego, czego ktoś inny nie widział, bo uznawał to za nieistotne. Tutaj Kreator to połączenie House’a, ale bez tej jego wredoty i ironii, więc tym bardziej mi się podoba.

cytatNa zewnętrznym parapecie siedziała mechaniczna sowa.

No proszę, najpierw magiczna, żyjąca własnym życiem, niebezpieczna puszcza, potem różdżka z rdzeniem z włosa jednorożca, a teraz jeszcze sowa na parapecie, nieważne, że metalowa… nie mówiąc już o spelunie „Strumyku” podobnej nieco do „Dziurawego kotła”, przez który można dostać się na ulicę Śmiertelnego Nokturnu w magicznej części Londynu. Uroiły mi się aluzje do HP czy faktycznie jakieś tu są?

cytat- O Bogowie! To prawda co powiedział Aisel, prawda, że myśli. Nieprawda, że nie myśli.
- A kto to jest Aisel?
- To ja - wyjaśnił uczniowi Kreator, dodając po chwili stanowczo - ale zabraniam ci mnie tak nazywać.
- Poczekaj - Mike spróbował sobie wszystko ułożyć. - Ten golem naprawdę myśli? Tak sam?
- Tak, przecież mówię!
- Czyli, że ma w głowie czyiś mózg?
- Nie... Znaczy w pewnym sensie tak.
- Co?!
- Nie ma mózgu (...).
- To jak niby myśli?
- No właśnie dzięki nim do cholery!
- Nie rozumiem…

Cudowna jest ta wymiana zdań, to przerzucanie się pytaniami, czuję się trochę jak na meczu ping-ponga. Ustawiczne odbijanie piłeczki… Ewentualnie jak w czasie wykładu z ekonomii na studiach. „Rozumiecie?” „NIE!!!” „Okej, tłumaczę ponownie. <Trzy kwadranse tłumaczenia i rysowania po tablicy później> Rozumiecie?” „NIE!!!” „Okej, przyjmijmy roboczo, że tak po prostu jest, nauczyc się na pamięć, na następnych ćwiczeniach kolokwium”.

Ponownie jak przy poprzednich częściach rzucają się w oczy fajne, płynne i bardzo autentyczne dialogi i wyraziste postaci. Najpierw był pierwszy nauczyciel Mike’a, krasnolud, potem cudownie pocieszny wężoludź Gahaki, a teraz Kreator – genialny obserwator i świetny pedagog, znawca tematu. Jestem pod wrażeniem i cieszę się, że w każdym opowiadaniu znajduję coś nowego i kogoś nowego, z kim mogę sympatyzować.

cytat- Ooo, czyli dzielimy tylko na dwa!
- Zgadza się, dwie trzecie dla mnie, jedna dla ciebie.

Aż się prosi, żeby mistrz dodał: „Zgadza się, na dwa, równo i sprawiedliwie… Dwie trzecie dla mnie”.

cytat- I myślisz, że dam sobie z nimi radę sam? - Mike oczekiwał na słowa wsparcia. Nie otrzymał ich.
- Cóż... Nie wiem. Mam nadzieję!

Wystarczyło go zapewnić, że tak, bo droga jest prościutka. Jeśli coś jest tak trudne, że prawie niewykonalne, to zawsze znajdzie się ktoś, kto o tym nie wie i to zrobi… Przypomniała mi się sytuacja z mojego podwórka. Mamusia szykowała jakieś papu i bardzo mocno przypaliła coś w garnku. Ja się wzięłam za szorowanie tego garnka, szoruję, szoruję, namachałam się okropnie, ale wyszorowałam wszystko, aż lśni. Przychodzi mama, do tej pory zajęta czym innym, patrzy, co mam w rękach, wybałusza oczy. „UMYŁAŚ GO?!?!?!”. Ja, niepewna, czy przypadkiem nie zrobiłam czegoś złego – choć nie pojmowałam, w jaki sposób umycie garczka miałoby być złe – mówię niepewnie: „Taaaaak”. „Ale ja próbowałam wcześniej i to było kompletnie niemożliwe, nawet kąpiel w chlorze nie pomogła, odstawiłam go na bok, żeby potem wynieść na śmietnik...”. Moja reakcja: „O cholera, przepraszam, nie wiedziałam i go po prostu umyłam!”.

cytat- Tak... - usłyszał chrapliwy, przenikliwy, niesiony wiatrem głos. - Choć do mnie. Tak, idź przed siebie.

O rany, jakbym coś takiego usłyszała na jego miejscu, to chyba bym się posrała ze strachu. Szacunek, że Mike tego nie zrobił… i że w tym przypadku też zadziałał jego instynkt i tym razem owym instynktem było sięgnięcie po rewolwer, a nie skrupulatne analizowanie sytuacji :D.

cytat(...) Ludzie przybyli do tych krain ze swoimi siekierami i zaklęciami. I, jak to mają w zwyczaju, uznali je za swoją własność, uznali, że należą do nich. Poczęli wydzierać ziemie z Puszczy, poczęli ciąć i mordować. A kiedy Puszcza, mimo tych ich okrucieństw oddała im kawałek siebie, aby mogli żyć w pokoju i równowadze, ci jak zwykle nie docenili podarku i zapragnęli jeszcze więcej.

Ta koncepcja jest powszechna i bardzo często się ją spotyka – ludzie, którzy niszczą środowisko naturalne, rujnują lasy, osuszają jeziora i budują na tym miejscu molochy. Nigdy nie ma im dość i działają zgodnie z zasadą „dasz palec, odgryzą rękę”. Jest to bardzo smutna konkluzja – smutna dlatego, że jest to niestety trafne. Niby banalne i sztampowe zagadnienie, ale wg mnie na tyle istotne, że im więcej się o tym mówi pisze, tym lepiej – nie, żeby coś to miało zmienić, ale jeśli ludzie nie zaczną być chociaż świadomi, że niszczą samych siebie, to nigdy nic nie ulegnie poprawie.

cytatMike spróbował się roześmiać, ale zanim zdążył, absolutnie wycieńczony, zemdlał. Zjawy rozmyły się, zniknęły.

No i jeszcze te zjawy jak dementorzy, czar torturujący niczym Crucio i włamywanie się do mózgu przywodzącym na myśl legilimencję… Znowu zajeżdża “Harrym Potterem”.

cytatMike oprzytomniał na moment, na sekundę. Jedyne co zapamiętał to, że twarz jego mistrza nagle rozbłysła, a ork wrzasnął, wrzasnął tak przeraźliwie jak Mike nigdy do tej pory nie słyszał.

Bardzo dobra scena walki Mike’a z druidem-orkiem w chatce i nieoczekiwany ratunek Kreatora - coś wspaniałego! Obrazowość, dynamika. Znowu podoba mi się, że Mike jest taki wiarygodny jako postać, czasem spaprze sprawę tak jak tutaj, nie poradzi sobie z czymś, nie jest supermocny. B. często czytając jakąś powieść nudzi mi się, bo bohater to taka Mary Sue i wiadomo, że nic mu się nie stanie – a tutaj jest taka lajtowa wersja Geogre’a Martina i naprawdę czasem się obawiam, że Mike’owi coś się stanie – w końcu złych przeżyć mu do tej pory nie szczędziłeś. To jest super, bo nie nie dość, że czytelnik przywiązał się do bohatera, to na dodatek z wypiekami czeka na to, czy wyjdzie cało z opresji.

cytat- Miałem cię na oku, chyba zwariowałeś jeśli myślałeś, że puszczę cię tam samego.

Teraz nie wyprzesz się powinowactwa z HP. Mam przed oczami Dumbledore’a, który mógłby wypowiedzieć podobne słowa w stosunku do Harry’ego. Za dużo Rowling, teraz wszędzie ją widzę.

Scena, jak Kreator zwalnia Mike’a z treningu, jest wzruszająca; gdy Mike rzuca mu się ze łzami w oczach na szyję, sama miałam w oczach łzy.

cytatW końcu się poddał i udzielił swojemu dziełu ostatniej rady.
Zakasłał krwią, pobladł. I umarł.
Golem podniósł się. Rozpoczął namierzanie.

No i słowo o zakończeniu: wiadomo, że idealne zakończenie to to po zdaniu: „Gdzie moja jedna piąta?!”. Wtedy jednak opowiadanie byłoby zamkniętą całością. Tutaj dodałeś jeszcze jeden krótki fragment, który ewidentnie mówi, że będzie kontynuacja i co tu dużo mówić, bardzo się na nią cieszę. Specjalnie pozwoliłam sobie wleźć bezczelnie na Twój profil i przejrzeć w poszukiwaniu dalszego ciągu i nie znalazłam… I teraz nie wiem, czy jeszcze nie napisane, czy nie wrzucone… W każdym razie podoba mi się szalenie ten Mike, związałam się z nim. Na kolejne części masz więc co najmniej jednego czytelnika (niewdzięcznego, bo czytającego nieregularnie, ale przynajmniej wiernego). Kolejne przygody Mike’a przeczytam z przyjemnością, jak się pojawią. Pozdrawiam! Dzięki za przyjemną lekturę.

PS Przepraszam za straszliwe rozpisanie się.
Nie błędy, tym razem osobna sekcja “cytadełka” - fragmenty, które szczególnie przypadły (mi do gustu) i zapadły (w pamięć).

cytat- A to niby dlaczego?
- Ponieważ to właśnie ci, którzy mają odwagę być szaleńcami zmieniają nasz świat.

Bardzo dobrze powiedziane. Przy czym warto zaznaczyć, że mistrz nie doprecyzował, o jaką zmianę chodzi - dobrą czy złą.

cytat- W zeszłym miesiącu sprzątaliśmy - wyjaśnił z dumą strażnik, łagodniejszym już tonem.

Uwielbiam ten humor ;). Niestety często mogę powiedzieć to samo co ten strażnik w stosunku do własnego biurka w pracy… Sprzątanie raz na pół roku w zupełności wystarczy. A od warstwy kurzu przynajmniej robi się ciepła okrywa.

cytat(...) Jestem Johann. Johann Stein. A Ty to kto? I co tu robisz?
- Mam na imię Mike. I właściwie to też jestem niewinny. Tak mi się przynajmniej wydaje.


cytat- Jakich przepustek? - udał zdziwienie.
- Sektor administracyjny mówisz... - wymruczał pod nosem Mike.

Hahaha, dobra strategia, nie wiesz, co mówić, udawaj, że ta końska głowa leżąca pod twoimi nogami i zakrwawiona maczeta w twojej dłoni wcale nie należą do ciebie…

cytat- Jesteś pewny, że to dobry pomysł? - wypalił zaniepokojony krasnolud.
- Oczywiście, że nie.


cytat- A niech go diabły... - złorzeczył pod nosem Mike, pokonując gąszcze i gęstwiny. W pewnym momencie noga ugrzęzła mu po kostkę w błocie. - I jeszcze to! Jedna trzecia... Jedna trzecia... A wypchaj się tą jedną trzecią!


cytatPrzełknął ślinę, poprawił płaszcz, zebrał w sobie całą odwagę jaka mu pozostała – przy takiej jej ilości nie było to trudne - i ruszył do przodu.


cytatZa ciemnymi, oklapłymi, pogrążonymi w depresji, smutku i rozpaczy dębami rozciągała się popielata polana. Na niej stała powyginana, spróchniała, chatka.
Takie chatki nigdy nie wróżą nic dobrego – pomyślał chłopak.


cytat- Odpowiedni moment!?
- No wiesz, taki epicki. A jak ten ork powiedział „chyba nie puściłby cię samego”... Przyznaj, to było dobre.

Nie mogę z tego Kreatora :D. To jest chyba najgenialniejsze zdanie w tej części.

cytat- A żebyś wiedział, tak się składa, że tak. (...) mam dla ciebie twoją część nagrody. Całą jedną piąta.
- Jedną piątą?! Miała być jedna trzecia!

Urocze :). A jedna piąta to i tak sporo jak na kogoś, kto na samym początku negocjacji padł nieprzytomny i pozostawał w stanie katatonii przed dwa dni i trzeba było za niego odwalić całą robotę…

cytatPo chwili zmarszczył groźnie brwi – był pewny, że jego nauczyciel wcale o tym nie zapomniał...
- Hej! Gdzie moja jedna piąta!


cytatNim golem zdążył zareagować, strzała przebiła blachę pokrywającą jego prawe ramię.
- Panie, ktoś do nas strzela – oznajmił niewzruszonym tonem.
- Co ty nie powiesz!


cytatJohann leżał z nienaturalnie wykrzywionymi nogami, nie miał już nawet siły aby krzyczeć.
- Panie, wykrywam liczne krwotoki wewnętrzne, szanse przeżycia około dziesięć procent, szybko maleją. Czy włączyć protokół pocieszania?

Coś cudownego i niesamowitego, że nawet w sytuacji, gdy uśmiercasz bohatera, jesteś w stanie wpleść w to humor i to tak, aby nie brzmiało to żałośnie i by naprawdę było śmiesznie. Niezwykły dar, gratka dla lubiących czarny humor - pielęgnuj go.
Od: Pióroman Magdalena Lipniak
twarz żeńska
21.12.2018
Nie masz pojęcia jak uwielbiam Twoje komentarze. Jak widzę, że jakiś się pojawia to od razu mi się cieszy buzia. I wcale nie ma to związku z tym czy Ci się podoba to co napisałem czy nie. (Owszem, cieszę się bardzo, że Ci się podoba :) Ale o tym dlaczego uwielbiam Twoje komentarze będzie zaraz.)

Po pierwsze, sprawiasz wrażenie kogoś kto czyta żeby czytać i się dobrze bawić, a nie kogoś kto szuka rzeczy, do których można się przyczepić. (Zdarza mi się nawet celowo coś zrobić źle, zwykle drobiazg, ponieważ mam wrażenie, że tak będzie się czytało płynniej i po prostu lepiej. Niektórzy nie zwracają uwagi jak się czyta, po co coś jest tylko czytają żeby znaleźć coś takiego i powiedzieć, że regułka jest inna :). ) Tym bardziej biorę sobie do serca Twoje komentarze, ponieważ (może to nierozsądne, bo w Polsce niestety nie często się takich czytelników spotyka :( ) właśnie dla takich ludzi chciałbym pisać i dostarczać im frajdę. Jeśli uda mi się, jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.

Druga sprawa to Twoje uwagi i konkretne wskazywanie na to co Ci się podoba, uwielbiam. To jest po prostu bezcenne.

Trzecia sprawa, a tak naprawdę chyba pierwsza i najważniejsza, przez którą uwielbiam Twoje komentarze to Ty. Po prostu Ty. Nie tylko sposób w jaki myślisz i po co czytasz, ale też to w jaki sposób komentujesz. Te osobiste wstawki, np z czym Ci się kojarzy, albo o mieszkaniu na śląsku, odniesienia, choć czasem odpływające od komentowanego tekstu ( w żadnym wypadku nie chcę ich mniej!), czy metafory i własne pomysły, które można by z miejsca wziąć i wstawić do jakiejś opowieści (np, puder spadający na brody etc.) UWIELBIAM, PO PROSTU UWIELBIAM TO.
Wszystkie Twoje "Wiesz, tak sobie pomyślałam...", "kiedyś...", " tak mi się skojarzyło..." - NA PRAWDĘ UWIELBIAM.

Na prawdę, to dla mnie ogromne szczęście i zaszczyt, że chciałaś komentować moje prace. Jeśli Ci przypadły do gustu, szalenie się cieszę.

Co do Harry'ego Pottera. Co ciekawe, nie czytałem go wtedy, tzn nie miałem go przeczytanego właściwie w ogóle. Nie byłem fanem. Kojarzyłem tylko kilka rzeczy i niektóre to rzeczywiście lekkie mrugnięcie ( wszystkie takie mrugnięcia to mój wyraz szacunku dla takich fenomenalnych autorów za to co stworzyli, nie ważne czy ich lubię czy tak jak wtedy HP - nie), ale było ich ledwie kilka. Reszta to Twoja interpretacja, co też niezmiernie mnie cieszy, bo nie ma nic lepszego niż czytelnik doszukujący się fajnych rzeczy w tekście. Tak też niektóre rzeczy staram się zostawiać, aby były otwarte na interpretacje. Nie wykluczam też, że inne zrobiłem po prostu podświadomie.

Co do innych opowiadań, tutaj są wrzucone te, które mniej więcej uważam za prawie gotowe. Mam ich jeszcze kilka, ale wymagają poprawek, tak na prawdę wydaje mi się, że szybciej wyszłoby mi gdybym je napisał od nowa, ale jakoś tak nie mogę ich zostawić. : )
Co do samego świata i uniwersum, jest duże, stąd też te opowiadania skupiają się mniej więcej tylko na Terii. Co by nie zarzucić czytelnika informacjami itp. Same opowiadania wzięły się stąd, że pisałem książkę, której nie mogłem dokończyć, bo strach i perfekcjonizm brały górę i sprawiały, że wstrzymywałem się od pisania. Ona opowiada o czasach przed tymi opowiadaniami, fajnie nakreśla też uniwersum więc wypracowawszy to tam ( z lepszym lub gorszym skutkiem) mogę sobie z tego korzystać teraz. : ) Nie, nie jest nigdzie wrzucona i nie będzie dopóki nie skończę poprawiać przynajmniej jednego tomu tych zakichanych opowiadań. :X
A opowiadania zacząlem pisać tak, że i tak chciałem szlifować jakoś warsztat, a skoro boje się / nie chcę pisać książki, może po prostu będę pisał sobie opowiadanie po kilkanaście minut dziennie i najwyżej wywalę. Tak więc pisałem, a potem oczywiście ta sama sytuacja co z książką .:D I jakoś wzbraniam się od poprawek i skończenia. Ale motywujesz mnie bardzo abym to zrobił, tym bardziej, że w tej chwili nie mam nic gotowego, ale nie mogę pozwolić , aby nie mieć jeśli miałabyś ochotę obdarzyć mnie łaską i zerknąć na kolejne. ( tak na prawdę, to nie ironizuję. Poważnie. :p Spójrzmy prawdzie w oczy, to tylko Twoja uprzejmość, że to robisz, a napisałem już jak uwielbiam Twoje komentarze, więc w rzeczywistości dokładnie tak to można nazwać :p )

Wybacz, ale w tym momencie komentarza zapomniałem o wszystkich rzeczach, o których chciałem napisać. Tak więc przeczytam jeszcze raz Twój i ewentualnie coś dodam. : )
Na teraz dodam jeszcze tylko, że staram się, aby wszystkie te opowiadania wokół Terii stworzyły spójną historię i - nie wiem czy to ma sens - staram się je pisać tak że przeczytawszy inne, przeczytanie poprzedniego trochę się zmienia. Mam na myśli siadanie do czytania drugi raz. Stąd też Mike 1 i Mike2 , ponieważ troszeczkę zmieniają spojrzenie na Mikego przy powyższym. Ale to drobiazg, a o innych nie będę wspominać, zwłaszcza, że te wszystkie i tak stanowią ledwie wstęp (również nie wiem czy to dobrze, że tak powoli to prowadzę. Właściwie nie do końca jeszcze widać w jakim kierunku zawiązuje się cała historia).
Od: Autor Fortune
twarz męska
21.12.2018
Ok, wiem co muszę dodać. Na pewno to, że przeczytałem Harry'ego Pottera, ale było to zdecydowania po napisaniu tego opowiadania. I tak jak wspomniałem, wtedy jeszcze nie byłem fanem Rowling. Teraz jestem. A przynajmniej HP.

No i cytadełka, jak mogłem o tym nie wspomnieć. Genialny pomysł!!!
Od: Autor Fortune
twarz męska
24.12.2018
Dziękuję bardzo za niezwykle miłe słowa, wiedz, że wiele dla mnie znaczą. Jeśli moje komentarze motywują Cię do dalszego pisania, to Twoje odpowiedzi mnie motywują do kolejnych recenzji, bo naprawdę przyjemna jest świadomość dawania innym radości. Czasem ludziom się wydaje, że cała "chwała" należy się autorowi, bo to on wykonał robotę - czego oczywiście nie neguję, aczkolwiek warto zauważyć, że bez komentarzy nawet najlepsze dzieło jest niewiele warte. Staram się zawsze tworzyć takie komentarze, które sama chciałabym przeczytać - szczere, punktujące złe rzeczy, ale również skupiające się na zaletach. Oczywiście skutkuje to tym, że często w zwrotnym komentarzu otrzymuję informację, że jestem "okrutna" :P. A tak się człowiek stara, żeby powściągnąć cisnącą się na usta ironię, by chociaż od święta te jego wewnętrzne bestie przemówiły ludzkim głosem...

No dobrze, udało Ci się mnie zaskoczyć. Ta, z tym "Harrym Potterem". Bo ja byłam święcie przekonana, że w Twoim tekście Mikowym aż roi się od aluzji, a tu się nie roi, bo na etapie pisania nie miałeś przeczytanego tekstu, do którego mógłbyś takowe czynić. I trochę zbaraniałam przed komputerem (co w sumie by pasowało, zważywszy, co chwilę wcześniej pisałam o tych wewnętrznych bestiach - barany potrafią być prawdziwie mordercze!). [Anegdotka mode on.] Tak mi się przypomniało (podobno lubisz takie wstawki, to nawet w komentarzach będziesz je czytać, a co się będę ograniczać), jak kiedyś w LO podczas jednej z lekcji polskiego dotyczącej... sama nie pamiętam czego, ale prawdopodobnie abstrakcjonizmu, impresjonizmu albo czegoś równie dziwnego i niezrozumiałego, omawialiśmy jakieś wierszydło. Czyje, nie pamiętam, tytułu - nie pamiętam. W każdym razie w wierszu tym pojawiło się okno. Ot, takie normalne, rama, szyba, takie do patrzenia. I chyba nawet firaneczkę miało. Okno całkiem niewinne, wręcz jeszcze bardziej niż to, pod które przybyli w piosence ułani, by napoić swoje konie. Do tegoż okienka polonistka (którą bardzo szanuję, żeby nie było) w ciągu dziesięciu minut wyłożyła nam taką interpretację owych niewinnych okien, że byliśmy w kropce, gdyż owe okna nieoczekiwanie stały się symbolem wszechświata, miłości, nienawiści, relacji międzyludzkich, traum z dzieciństwa i chyba czegoś jeszcze, czego, nie pamiętam, ale pewnie było równie wzniosłe i patetyczne co cała reszta. Byliśmy pod wrażeniem, że w szybce i drewnianej ramce (i firance, nie wlno zapominać o firance!) można odkryć tyle treści! Pani polonistce nie spodobała się riposta mojej przyjaciółki o niewyparzonej gębie: "Ale pani zdaje sobie sprawę, że autor, pisząc o oknach, najprawdopodobniej miał na myśli... (efektowne zawieszenie głosu) OKNA?". Na szczęście rozbrzmiał akurat dzwonek, co uchroniło krnąbrną dziewoję przed równie efektownym wybebeszeniem.

No, to teraz, po tym przydługim wstępie mogę powiedzieć, że nie bez powodu przypomniała mi się tamta lekcja, bo okazuje się, że ja też widzę to, czego nie ma. [Anegdotka mode off. Puenty brak.]

Masz rację, że jest różnica między tymi, którzy czytają, by "się przyczepić" i tymi, którzy robią to dla przyjemności. Znam ludzi, którzy byliby genialnymi korektorami, redaktorami - uwielbiają rozgrzebywać tekst i wyławiać z niego pojedyncze przecinki, literówki, tu kropka za dużo, tam dwukropek zamiast myślnika. Inni nie są w stanie, bo chociaż drobne mankamenty widzą, to nie chce im się ich skrupulatnie wypisywać, wychodzą bowiem z założenia, że jak napiszą: "Autorze, bardzo często nie oddzielasz przecinkiem zdań podrzędnie złożonych i bezpośrednich zwrotów do adresata (przykład: 1, 2, 3), weź to popraw, bo wstyd", to w zupełności wystarczy.

Napisałeś: "Zdarza mi się nawet celowo coś zrobić źle, zwykle drobiazg, ponieważ mam wrażenie, że tak będzie się czytało płynniej i po prostu lepiej" - doskonale to rozumiem, bo swego czasu sama się zbuntowałam i zakomunikowałam, że nie będę używać prawidłowej formy "odnośnie do czegoś", bo całe życie mówiłam "odnośnie czegoś" i co z tego, że jest niewłaściwa, skoro dla mnie ta właściwa brzmi idiotycznie. Identycznie miałam z "zabieraniem się za coś" i "zabieraniem się do czegoś" - oznajmiłam, że będę pisać tak, jak mi się podoba i nikomu nic do tego, bo jestem na tyle świadomym autorem (chyba), że mam prawo bawić się trochę językiem, którego używam. Raz nawet zrobiłam spis właśnie takich błędnych wyrażeń, które wg mnie w takie formie brzmią lepiej i wszystkie bardzo skrupulatnie wplotłam w treść jakiejś szkolnej rozprawki... Pracę zwrócono mi całą w czerwieni, ale piątkę dostałam ;).

Miłe jest Twoje zapewnienie, że lubisz takie autobiograficzne fragmenty mające de facto z komentowanym utworem tyle wspólnego co Żyd ze szczodrością, a Szkot z rozrzutnością, bo zwykle im bardziej mi się podoba tekst, tym jest tego więcej. (Więc się przyzwyczajaj.)

Jeszcze się odniosę do jednego aspektu, o który zahaczyłeś, a który jest bardzo ciekawy: perfekcjonizm. Ach, perfekcjoniści wszystkich krajów, łączcie się! Nikt nie został tak skrzywdzony przez los jak ten, któremu podczas rozdawania cech charakteru przypadła w udziale ta zaraza. Perfekcjonizm-sronizm, psia jego mać. Właśnie z jego powodu przez całe szkolne życie nienawidziłaś nienawiścią szczerą a żarliwą pracy w grupach, bo zawsze kończyło się tak, że ja robiłam wszystko, a moją ocenę zgarniało pięć innych osób... I to nie dlatego że trafiały mi się zawsze same nieroby, po prostu uznawałam, że ja to wszystko zrobię lepiej i szybciej, więc wysyłałam kolegów na przymusowe wakacje z prośbą, by nie przeszkadzali, a kiedy koniecznie chcieli pomóc, oznajmiałam, że wystarczająco pomogą, znikając z pola widzenia. A potem włączała mi się frustracja, że całą pracę musiałam odwalić sama :P. Nie ma to jak porządna porcja hipokryzji!

Ale w sumie nie o tym miałam... Chciałam napisać, że perfekcjonizm w kwestii ogólnie pojętego tworzenia jest zjawiskiem prawdopodobnie równie patologicznym co "tumiwisizm" i bezkrytyczne publikowanie wszystkiego, co wyszło spod naszego pióra (względnie klawiatury). W ten sposób zazwyczaj grono czytających zawęża się do jednej-dwóch osób, prereaderów, którym autor raz na ruski rok podrzuca jakiś ochłap tylko po to, by po żarliwym zapewnieniu, że jest świetnie, potraktować całość Deletem. Też jednego takiego osobnika znam; osoba, która - niezadowolona ze swojej pracy - jest w stanie bez mrugnięcia okiem wykasować 50 stron tekstu, nad którym dłubał przez ostatni tydzień, bo mu się wymiana zdań z trzeciej strony nie podobała (!). Wiele razy nosiłam się z zamiarem, by mu wygarnąć, ale powstrzymuje mnie instynkt samozachowawczy, gdyż mowa o istocie mierzącej prawie dwa metry i ważącej prawdopodobnie tyle ile dobrze wykarmione cielę.

Opowiadania to faktycznie dobra "odskocznia", bo jakoś autor ma z tyłu głowy, że to "krótkie, niezobowiązujące i nie trzeba się tym przejmować, do wprawek i porannego rozpisania się akurat, nie to, co powieść, a nawet Powieść, to co innego, wyższa szkoła jazdy!". Szkoda, że potem okazuje się, że opowiadania rozrastają się w serię, zaczynając tworzyć spójne uniwersum, sam autor przyzwyczaja się do bohaterów... i nagle te opowiadania lądują w hierarchii równie wysoko co ta utopijna, nigdy niedokończona (w skrajnych przypadkach - niezaczęta) powieść. Ale i tak najgorszą, najgorszą rzeczą jest poprawianie własnej twórczości - coś, czego wielu nienawidzi (nie wiem, czy Ty też, ja na pewno). Niby można to komuś zlecić... Tylko "kto to zrobi lepiej niż ja?" ;)

Dzisiaj Wigilia, więc na nieodległe Święta życzę Ci wszystkiego dobrego, dużo weny i mniej perfekcjonizmu (upierdliwy skurczybyk!), a przede wszystkim - naładowania akumulatorów przed kolejnym rokiem uprawiania najtrudniejszej dyscypliny sportowej zwanej życiem.

Najlepszego!
Magda
Od: Pióroman Magdalena Lipniak
twarz żeńska