Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Obecnie w pracowni:
ikonka utworu

Komentarze do:
Pozór

30.12.2018
Cześć i czołem.

Przez czas jakiś zastanawiałem się jak podejść do komentowania tego utworu, ale wydaje mi się, że zamiast komentować Twoje zabiegi lepiej będzie jeśli spróbuję opisać swoje uczucia, które miałem czytając. (przynajmniej postaram się na tym skupić)

Ogólnie, do takiego podejścia skłonił mnie początek, pierwsze zdania. Taki zabieg niektórych czytelników może odrzucić, a innych wręcz zachęcić(ależ odkrycie, chwała mi). Chodzi o to, że wydaje mi się iż już pierwsze zdanie jak nóż ucina część ewentualnej widowni, ale drugą wciąga jeszcze głębiej. Warunkiem tutaj jest to jak bardzo czytelnik jest zamknięty(ciężko mi to opisać, może zrozumiesz o co mi chodzi) przed tekstem. To znaczy jak entuzjastycznie do niego podchodzi i jednocześnie jak chce się wciągnąć. Jeśli całkiem całkiem, to wtedy zacznie się zastanawiać nad tym pytaniem. Jeśli niezbyt, to raczej (jak obawiam się, większość polskiej widowni) oburzy się, że "jak to takie pytanie" " a kim ty jesteś żeby mnie pytać" czy masa innych, zwykle podświadomych rzeczy. Może poprawi na chwilę swój kij (nie ważne gdzie) i poczyta jeszcze przez chwilę, ale raczej niedługą.

Ja natomiast ( bo taki to ze mnie wyjątkowy czytelnik, <wzdech(jest takie słowo?) samozachwytu>) patrzę na to raczej w ten sposób "hmm.. Dokąd mnie to pytanie zaprowadzi" i jednocześnie zastanawiam się nad nim jak ta pozytywna część o której wyżej wspomniałem. Drugie pytanie to samo, i trzecie również, choć w międzyczasie zdałem sobie sprawę, że mega mnie ciekawi co z tym zrobisz, żeby mnie (czytelnika) nie rozczarować. Jako czytelnik daje Ci się prowadzić wersami, choć zaczynam myśleć, że coś tu się dzieje dziwnego i ciekawe dokąd to pójdzie. Owszem, masowo to może niezbyt pożądane uczucie, ale jeśli celujesz w niszę, WZBUDZASZ TĄ CIEKAWOŚĆ, co może ewentualnie było Twoim celem.
Wybacz, że tak się rozpisałem nad tym jednym drobiazgiem, (ale z drugiej strony to Twoja wina, że takiego narzędzia użyłaś :p ) idźmy dalej.

... Może o to, że przestraszył krowę. - tutaj pojawia mi się lekki dysonansik, bo jeszcze bardziej wątpię, że puenta będzie dobra(może to moja sceptyczna natura), ale z drugiej strony jeszcze bardziej nie mogę się doczekać do czego to wszystko zmierza.

Ohh Ty... Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać niezgrabne to co robisz, tzn, że zaraz wchodzisz w aluzję do tego dawania mleka - błahostki. ALE mi wydaje się, że mogłaś to zrobić celowo, celowo przeciągnać suspens, który wywołałaś u pewnej niszy czytelników. Tu jednak należy podkreślić, że ewentualnym modelowym czytelnikiem będzie właśnie taka pewna nisza(mająca mnóstwo znakomitych cech, jednak nadal jedynie nisza w naszym kraju).
ja jednak jako partner w tańcu z autorem jestem zadowolony tym gdzie mnie prowadzisz i jak sprytnie prowokujesz (trochę jakby np. dziewczyna zrzuciła lekko, ale tylko lekko koszulkę w pewnej obietnicy, a zaraz później założyła, mam nadzieję, że wiesz o co mi chodzi- bo moim zdaniem robisz coś takiego słowami), jednak na prawdę jeszcze raz podkreślam, że obawiam się iż jedynie bardzo malutka nisza doceni kunszt tego co robisz.(nie chodzi mi o formę, o samo pisanie dla pisania, wszak dostarczasz mnóstwo emocji i po to się czyta, ale po prostu kanał w jaki to robisz jednym będzie odpowiadał, innym niestety nie).

Ohhh, Mleko, no trochę szkoda, zaraz... Pożar? Braciszek umarł? :O : [ - bardzo fajnie operujesz tu emocjami, ale to nadal niestety trafi do niszy. Innym się nie spodoba :/

Smoki, zajebiście :D - nie, ja poważnie dokładnie w ten sposób pomyślałem, zwłaszcza, że nic tego nie zapowiadało więc tym bardziej w tym momencie jestem ciekaw uniwersum.

Co do rzeczy warsztatowych, moim zdaniem bardzo zgrabnie operujesz słowem, choć (jak u większości ludzi, w tym u mnie) znajdzie się tu trochę zbędnych wyrazów. Np "martwy i sztywny" - moim zdaniem sztywny jest mega zbędne, bo wcale nie wnosi nic do moich przeżyć, tudzież żadnej informacji.
"Niebo, zwykle niebieskie i spokojne, jest brunatne od dymu i pomarańczowe od strzelających w górę, podniecanych wiatrem płomieni." - bardzo fajnie splecione zdanie i łatwo mi to zwizualizować, ale i tak pozbyłbym się "podniecanych wiatrem". Zbędne, po co, po co. I będzie cacy :) ( W sensie, może chciałaś wprowadzić wiatr, ale moim zdaniem na prawdę bardzo zbędne)
"Tym nieprzyjaznym niebie" - również bym usunął. (to powtórzenie i ... to coś że dodajesz niepryjazne( wypadło mi teraz słowo z głowy :D) nie działa moim zdaniem na emocje w żaden ciekawy sposób. Wywalić i zapomnieć.)

Wiem, że może się czepiam, ale z jakichś powodów gdyby zamienić "zataczając" na drugiej stronie na "zataczają" wydałoby mi się to troszeczkę płynniejsze i bardziej dynamiczne. Ale dobra, dość czepiania się takich rzeczy, bo nigdy nie skończe komentarza. W każdym razie przykładowa sugestia w tej sprawie już rzucona więc resztę na pewno sama znajdziesz jeśli uznasz, że warto. : )

"Ja, mama, tata oraz Radowit mamy przed oczami tylko jeden obraz – maleńkiego trupka, który leży w łóżku w gorejącym domu. " - bardzo mi smutno tu :( na prawdę.
Cała dynamika do tej pory również super.
Ale znowu to powtórzenie, "trupka, który..." i dalej :/ Ehh.. Na prawdę moim zdaniem te zabiegi tylko tu przeszkadzają. Szkoda, bo wytrącają ze znakomitej dynamiki ( o której nawet przed chwilą wspomniałem) i nic nie wnoszą. Zupełnie się nie opłacają ( tak myślę).

"W tym miejscu należało zadać pytanie" - nie, wcale nie uważam, że to jest dobry moment na takie pytanie :D Wręcz fatalny i bardzo źle mi z tym. Ale rozumiem co chciałaś zrobić, jednak zupełnie bym to przeformułował.(tylko to zdanie, bo pomysł bardzo fajny.)

Do dialogu strona 3 coś bym dodał, cokolwiek o tym kto coś mówi, nawet osoba/dziewczyna/chłopak, cokolwiek bo chyba łatwiej byłoby to sobie wyobrazić a tak to jest takie trochę "wait... What? wtf. meh.. Przeczytam dalej, ale nie jestem zachwycony tą wymianą zdań."

Możesz też tą wymianę przerzucić np gdzieś za "przekomarzamy się". Wydaje mi się, że miałoby efekt, który mógłby Ci się spodobać :)

W ogóle, warto tu zauważyć, że nie mam żadnego problemu z wyobrażeniem sobie uniwersum. Po prostu jest, naturalnie, gładko, płynnie. To musi oznaczać, że bardzo ładnie to zagadnienie tutaj prowadzisz. Gratulacje!
"Łączy nas niesamowita więź" - wydaje mi się, że w komentarzu innej osoby widziałem, że uznał to za zbędne. Moim zdaniem absolutnie nie. Zostawiłbym na 100%.
"ja urodziłam się w czasie zbiorów zboża, a on w kolejnym roku, kiedy następne rośliny były dopiero wysiewane." - oh, i taki ładny zabieg pogłębiający immersje, a do tego dający informacje. Super.

Opisy moim zdaniem też fajnie współgrają z tekstem. W ogóle, dopiero teraz zwróciłem uwagę na to, że ona jest narratorem, innymi słowy wszystko do tej pory czytało się mega płynnie i naturalnie, duży plus! (wcześniej po prostu czytałem, byłem ja i dziewczyna opowiadająca historię. Dopiero po zastanawieniu okazała się literkami i narratorem, mam nadzieję, że wiesz o co mi chodzi mniej więcej. Immersja, te sprawy :D )

Żałuję tylko, że ciągle muszę się zatrzymywać w czytaniu żeby dodać coś do komentarza :( Na prawdę. Od teraz będę to robił rzadziej :X Na pewno wiele wywnioskujesz z tego co już napisałem :p

I jedną linijke tekstu dalej oczywiście znowu muszę skomentować xD Zwykle bardzo nie lubię takich opisów, że biegł szybko jak wiatr itp ale tutaj, u Ciebie bardzo mi pasują i są mega naturalne. Świetne. Choć nie mam pojęcia jakim cudem. Tym lepiej!
"piszczy wysoko" - już wspominałem o zbędnych słówkach i wiem, że sama sobie wyciągniesz ich wiele, ale na wszelki wypadek przypomnę co byś nie zapomniała. W tym wypadku jedno z dwóch w cytacie, sama zgadnij które :p
"skanduje z werwą" - moim zdaniem to samo co przed chwilą (w sensie, coś zbędnego tu jest)

"Tam jest smok!" - Uuu, a ja czytając to jestem podekscytowany :D Poważnie.
Choć opis psa za chwilę zbija mi tą ekscytację i wydaje mi się, że możnaby się go pozbyć. Walić go, gdzie jest ten smok?

"Najprawdziwszy smok!" - Gdzie, gdzie!? Ah... Może za kolejnym opisem, który zbił mi znowu świeżo nabytą ekscytację : [

"Ogarnia mnie podniecenie..." - No mnie też, ale pewnie zaraz znowu będzie opis.
Ehh.. Niby nie ma takiego opisu, ale jednak. Olać Twoje bóstwa i składanie modłów, poważnie! Dawaj tego smoka, bo zupełnie to mnie nie interesuje! Gdyby te wszystkie wyrazy poświęcić smokowi, a najlepiej akcji a nie opisowi. Na pewno nie zabiłoby to dynamiki i ekscytacji :X

Jak to jest nieforemny? To znaczy jaki? :D

"Zabijcie to szkaradztwo, zabijcie, szybko! " - zgadzam się! Zabijmy te wszystkie zbędne opisy i wstawki, które były wcześniej i pewnie jeszcze się pojawią później!

"Smoczątko jest zbyt powolne, by zareagować" : [
" Dopiero po chwili uwięziony smok zaczyna się szarpać, jak oszalały szukając słońca." : [[
"odrąbując mu głowę jednym ruchem." :O :[[[

"które swego czasu
przeszył grot wrogiej strzały" - zbęęęęęęędneeeee.

"...złożę ofiarę Chorsowi, bogowi księżyca, i Jutrzence, bogini nowego dnia. Jemu – za to, że pod osłoną nocy udało się pozbawić życia bestię, jej – że kolejny poranek pozwoliła powitać bez wijącej się nam u stóp poczwary." - O! A ten fragment jest akurat fajny. Zupełnie nieporównywalny i lepiej wpleciony z tym poprzednim o Bogach. Ten jest mistrzowsko wykonany.

"Szamocący się worek z paskudną.(..)" : [ Ale muszę dodać, że moim zdaniem znakomicie potrafisz budować niektóre elementy obrazu, jak na przykład ten. Na prawdę, podziwiam. (gdyby się pozbyć tylko tamtych zbędnych rzeczy, byłoby to mega mega mega fenomalne i mówię poważnie i bez przesady)

"Nie potrzebujemy słów, by wiedzieć, co będziemy robić dzisiejszej nocy." - O tak! Nie mogę się doczekać!

"W tym miejscu należy się wytłumaczenie" - nie, błagam, nie... Nie znowu wstawka.
No dobra, ta nie jest taka tragiczna jak poprzednie. (Choć chyba nadal obyłoby się bez niej, ale nie jest taka tragiczna). Ale szczerze mówiąc, to co tu opisujesz na prawdę bardzo mało (bardzo bardzo mało) mnie obchodzi.
Swoją drogą, w tej wstawce mogą być na prawdę ciekawe (Dla mnie jako czytelnika) informacje, ale po prostu przez częstość ich i rozlazłość, zupełnie nie mam na nie ochoty i lądują tam gdzie cała reszta.
"pełną mocą żądnego zemsty potwora" - przecież zmieścił się w worku... Jaka to miałaby być zemsta.
"Kowal nigdy nie przyzna się przed mieszkańcami wioski, że nie dotrzymał obietnicy unicestwienia bestii.
Wszystko ma wyglądać tak, jakby smok przepadł na wieczność." - O, a to się robi ciekawe. Na prawdę.
"(...) - Mruczka włażącego Witoszowi na ramiona, oplatającego swoim długim, obłym ciałem jego szyję, wylizującego mu uszy postrzępionym, szorstkim językiem?" - moim zdaniem bardzo fajnie prowadzisz ten wątek, nie mogę się doczekać co z tego wyjdzie, a wszystko brzmi mega naturalnie i prawdziwie.

"Imię Mruczek (...) kocur." - tu na przykład moim zdaniem prowadzisz opis na zupełnie innym poziomie. Jest znakomity. Nie mówiąc już, o tym że zdania te spełniają więcej funkcji aniżeli jedną. (Np mówią nam też o niej i o nim).
"Mama od małego uczyła... " - za dużo takich wstawek, na prawdę tak myślę : ) Przestały mnie interesować już jakiś czas temu, a teraz (właściwie od kiedy ktoś krzyknął o smoku) już tylko denerwują.
Rozumiem, że tworzysz nimi elementy, do których będziesz mogła się odnieść pózniej, np Buczek itp, ale moim zdaniem cena tego jest zdecydowanie, nieadekwatnie za wysoka.(w cholerę wręcz). Jeśli nawet chcesz mieć te elementy pod ręką, trzeba wymyślić coś innego (tak mi się wydaje).
" Ten kot musi być wielkości cielęcia, skoro tyle żre!"- A ja wiem, że to nie kot :) Ale nikomu nie powiem i będę się cieszył że wiem, bo dobrze się bawie czytając i będąc częścią tej opowieści. : ]

" Z katastrofami jest tak..." - Jezusie Chrystusie, po tych wstawkach już nawet taki początek akapitu mnie odrzuca. Mimo, że sam akapit będzie całkiem spoko.

"Tak strasznie mnie boli. Jakby ktoś..." - Nie, on nie może umrzeć, prawda? : [ A jak już to niech ona go zabije w zemście. (tu nie ma zarzutu żadnego, po prostu na prawdę nie chcę żeby umarł, ale przy okazji wiedz co tam mogłem sobie tworzyć w głowie przeczytawszy co do tej pory przeczytałem.) Może jestem socjopatą, ale na prawdę usatysfakcjonowałby mnie taki obrót fabuły :)

"Lico Witosza jest kredowobiałe.." - K%@a, nie. (na prawdę taka była moja reakcja. Nie chciałem żeby umarł. : ( Ale nie ma tu żadnego mojego zarzutu, wręcz przeciwny, najwyraźniej wszystko zrobiłaś bardzo dobrze)

Ehh I wszystko od razu zaczyna się p... Szkoda :/ (mowię o sytuacji w jej świecie)

"jednym szybkim ruchem podrzyna Mruczkowi gardło" - K@%$a Co? :O : ( :O :O :O

"...smocza posoka tryska" - no nie, no na prawdę nie :[[[

(ale opis makabry bardzo fajny moim zdaniem. Bardzo dobrze zrobiony. I jeszcze te rodzaje odgłosów, wykonanie mistrzowskie.)

"Nim groza sytuacji..." - kilka kolejnych wersów moim zdaniem jest lekkim przerostem formy nad treścią i raczej odbiera niż dodaje emocji. Z resztą, miałaś okazje dostrzec gdzie miałem silne emocje, choć nie jestem pewny ich źródła, stąd też wolałem właśnie je sygnalizować miast tego co robisz.

"nad miasteczkiem zbierają się czarne chmury, które, jak się ma okazać, wcale nie są chmurami, ale masywnymicielskami smoków. Smoków jest więcej i więcej, a potem każdy z nich rozwiera paszczę i rozpętuje się piekło. " - nice. Na prawdę fajny plotwist. Ale będzie masakra na wsi :D

" O tym, jak bardzo groźne bywają pozory, dowiaduję się lata później... " - znowu taki styl (ten odrzucający mnie już) początku akapitu :/

Bla bla bla opis, skrót narracyjny bla bla - przepraszam, ale dokładnie w ten sposób to odczuwam.

Sam pomysł i te deduckyjne rozważania są mega fantastyczne (moim zdaniem), ale wydaje mi się, że tutaj wykonanie zawiodło. To znaczy taki jednolity, nudny, nieciekawy opisopodobny monolog.
"Okazało się coś zupełnie odwrotnego – on instruował nas,..." - to już w ogóle super. Ale forma tego jest dla mnie mega odpychająca i z czegoś co mogło być fenomenalne mamy coś pokroju nieciekawego meh.

Podsumowując zakończenie, pomysł - super. Fenomenalny. Na prawdę. Z resztą jak większość tego opowiadania.
Wykonanie, miejscami również bardzo dobre, a miejscami sama widzisz co myślę.

Mam nadzieję, że nie obrazisz się za moje uwagi, w żadnym wypadku nie miałem nic złego na myśli, ale chciałem żebyś miała jak najlepszy wgląd w moją opinię, stąd pozwoliłem sobie nie powstrzymywać szczerości.

Już powiedziałem jak bardzo uważam, że znakomite i wyjątkowe mogłoby to być(dosłownie. Wyjątkowe, w każdym tego słowa znaczeniu(pozytywnym)), dlatego pozwolę sobie już Ci nie słodzić i się po prostu pożegnać : ) (Jestem bardzo ciekaw jak się odniesiesz do tego komentarza. Aczkolwiek rozumiem jeśli z częścią albo nawet całym nie będziesz się zgadzać. Mimo to, nadal jestem ciekaw :) )
Trzymaj się i pisz dalej!

Ps. Nie masz pojęcia jak się cieszę, ze akurat znalazłem chwilę żeby zajrzeć tutaj ;)
Od: Pióroman Fortune
twarz męska
30.12.2018
Ta pierwsza część komentarza oczywiście na temat pierwszych zdań Twojego tekstu i pytań, które tam postawiłaś. Przepraszam jeśli komentarz będzie niezrozumiały, niespecjalnie jak miałem go poprawić po napisaniu : [ W razie co ,pytaj!
Od: Pióroman Fortune
twarz męska
04.01.2019
Bardzo dziękuję za szczegółowy, wielce pomocny komentarz. Udało mi się wreszcie (po pochłonięciu od początku tygodnia całej zawartości domowej apteczki i wysłaniu domowników do apteki po drugą identyczną porcję) nieco stanąć na nogi i odgonić grypę na tyle, by móc myśleć. Wobec tego mogę w końcu odpisać.

Masz rację z tym, że już sam początek konkretyzuje czytelnika, do którego chcę trafić. Zdradzam zakończenie na wstępie, więc czytelnik musi zdawać sobie sprawę, że mniej ważne od tego, co się zdarzyło, jest to, jak do tego doszło. Oczywiście wielu to zniechęci, masz tu słuszność.

Szalenie jestem zadowolona, że tak dokładnie określiłeś momenty, kiedy coś jest nie tak - zgadzam się z Tobą, że to bardzo pomaga! Zwłaszcza wszystkie fragmenty, gdzie czegoś było za dużo, przeciągam, dopowiadam albo się powtarzam innymi słowami - pewnie już zauważyłeś, że mam znaczny problem ze słowotokiem (nie ma to jak anegdotki rozpoczynające się słowami "tak mi się skojarzyło" :P). Zwrócenie na to uwagi przez osobę z zewnątrz to cenna lekcja i uczula autora takiego jak ja, "wodolejcę", do opanowania się i skupienia na przyszłość na opowiadaniu historii, a nie snuciu wokół niej otoczki niepotrzebnych słów.

Twoje pochwały dotyczące opisów i języka to miód na serce i bardzo dziękuję <3. Szczególnie że Twoje, jak wiele razy podkreślałam, są bardzo obrazowe i dynamiczne, więc tym bardziej miłe słowo z Twoich ust jest wartościowe. Głupio się przyznać, ale uniwersum nawet ciężko tak nazwać - jest to świat, jakby to powiedzieć... Taki "jest, bo jest". Bo historia musi się gdzieś dziać. W związku z tym "przygarnęłam sobie" niektóre elementy z innych utworów fantastycznych - a to coś skojarzyło mi się z "Wiedźminem", a to coś ze "Starej baśni", jakiejś opowieści o wikingach, średniowieczne wioski czy nazwy geograficzne kojarzące mi się z mapami zamieszczonymi na początku "Hobbita" czy "Eragona" i wiele innych. Wyszedł miks, co do którego trochę dię bałam, że pokręcony, niezrozumiały i wtórny, dlatego cudownie słyszeć, że nie było tak źle. Z kreowaniem uniwersów nie jestem za pan brat. Ty masz to "na co dzień", w końcu choćby dla Mike'a stworzyłeś własny świat i wydaje mi się, że w fantastyce, w której ramach się poruszasz (z b. dobrym efektem) umiejętność wyjścia poza świat znany wszystkim świadczy o talencie autora. Ja zdecydowanie celuję bardziej w gatunki obyczajowe i skupiam się na postaciach, emocjach, doświadczeniach, a jaki jest koń - znaczy, tfu, świat - każdy widzi. Przy tym tekście zaparłam się, by opuścić swoją strefę komfortu i stworzyć coś swojego od zera. Bardzo się cieszę, że ta próba wypadła dość dobrze.

Haha, bardzo ładnie rozłożyłeś na czynniki pierwsze fragment natknięcia się po raz pierwszy dzieciaków na smoka - dopiero po przeczytaniu w komentarzu człowiek orientuje się, ile zbędnych słów używa i jak niefajnie niektóre rzeczy brzmią ;).

Przepraszam, że zabiłam młodego :(. Pociesz się, że teraz na pewno jego dusza jest szczęśliwa i bawi się w krrainie wiecznych harców z "żartym kotem wielkości cielęcia" ;).

Z opisu makabry na smoczku po śmierci Wita akurat jestem dumna i bardzo się cieszę, że również się podobał :). I znów bardzo podziękuję za skrupulatn wypunktowanie wszystkich momentów, gdzie "przegięłam" - niesamowite, że autor, jak patrzy, to takich niedoróbek nie widzi, że czegoś jest zbyt wiele. Nie wiem, czy Ty też tak masz, że każde słowo wydaje Ci się "niezbędne" i ręka drży za każdym razem, gdy znajdzie się nad Backspacem :). Takie komentarze jak Twój i Twojego poprzednika jednak są jak wskazanie palcem "tu jest do bani" i na przyszłość człowiek jest już zdecydowanie bardziej wyczulony - dzięki!

Twoja recenzja jest bardzo pomocna i podnosząca na duchu - przynajmniej wiem, że tworzenie własnych uniwersów nie jest przeznaczone wyłącznie dla "starych wyjadaczy" :). Człowiek uczy się przez całe życie i zamierzam wziąć sobie do serca uwagi dotyczące elementów zbędnych - bo faktycznie jest ich bardzo wiele. Super, że spodobała się ogólna koncepcja, bo ten pomysł długo "mieliłam" w głowie i w pewnym momencie nie wiedziałam już, czy dobre toto, czy może nie, a szalenie chciałam wykorzystać motyw "oceniania po pozorach" (razem z morałem, że nie powinno się tak robić, bo to się straszliwie mści). Mogę chyba uznać, że sama esencja - tematyka, pomysł, postaci (ale się ucieszyłam, że się związałeś z Witkiem na tyle, by jego śmierć nie przeszła bez echa :)) wyszły całkiem dobrze. Wykonanie, oczywiście, pozostawia wiele do życzenia - ale dzięki takim komentarzom można się czegoś nauczyć i poprawić.

Dziękuję pięknie, bo dostawanie komentarzy jest tak samo przyjemne jak dawanie. A skoro już udało mi się odegnać mór, to mogę zabrać się (wreszcie!) do czytania ostatniego podesłanego przez Ciebie tekstu. Jeszcze się u Ciebie zjawię. Pozdrowienia!

Magda
10.12.2018
Cześć Magdaleno.
Twój utwór zaczyna się od bezpośredniego zwrotu do czytelnika i jest to bardzo ryzykowny zabieg. Raczej używa się go w historiach dla młodszych odbiorców lub takich mniej poważnych bo niestety może zostać odczytany jako patronizujący. Zadając też pytania o pewne emocje i ogólne sytuacje niczego nie przedstawiasz, a odwołujesz do czegoś co u każdego odbiorcy mogło wypaść inaczej lub być pamiętane lub odebrane inaczej. Stąd jak pisałem wcześniej i poniekąd teraz rozwijam, ryzykujesz (nieco bardziej niż zwykle, bo taka ewentualność zawsze istnieje), że tekst nie zostanie dobrze odebrany. Później jeszcze bardziej zaczynasz lawirować w zadawanych pytaniach. I właśnie to ostatnie pytanie w moim przypadku wydało się bardzo pobłażliwe. Później przechodzisz do przedstawienia bohaterki, ale strasznie to przekombinowałaś: jak taki narrator mógłby w ten sposób komentować ucieczkę - gdyby rzeczywiści uciekała w popłochu z tak gorącej sytuacji, to nie myślałaby o niczym innym jak ogniu i ucieczce, byłaby otumaniona. Stąd stosując taką narrację wprowadzisz czytelnika w naturalne niedowierzanie, a tego przecież nie chcesz. W takim przypadku kłóć będą też w oczy silenie się na ładne słowa typu "płomieniami liżącymi moje stopy" czy "strzelających w górę, podniecanych wiatrem płomieni" - mogło by to się znaleźć w retrospekcji (i tam można by docenić Twój wysiłek), ale nie w bieżącym opisie tak nagłych i przejmujących zdarzeń. Także w moim odbiorze obrazek się rozsypuje i ciężko będzie mi podejść/wrócić do niego z uczuciem wiarygodności.
cytat„Mój drugi brat, maleńki Witosz, leży martwy i sztywny wewnątrz płonącego domu.”
- to też mi nie gra, bo jeśli smoki, popłoch to kiedy oni mieli czas patrzeć na jego sztywność, dlaczego ktoś go nie wyniósł, nie próbował ratować - brak tu informacji do pełnego obrazka, a bez nich wydaje się ta informacja dziwna, nielogiczna, niekompletna. Dlaczego kowal i żona zostali pozbawieni przedstawienia imion? - dla mnie to niekonsekwentne. Reszta imion bardzo fajna, dobrze, że nad nimi pomyślałaś i nie skąpiłaś ich postaciom, bo to dodaje wiarygodności. Opis podtrzymywania piersi przez żonę kowala już lepszy, bo to jest coś takiego, nieistotnego, ale w szoku czasem właśnie zauważamy takie nieistotne rzeczy. Choć fajniej byłoby to też w taki sposób ukazać, to "zwieszenie" bohaterki, że ktoś w tym czasie ją ciągnie, popycha, potrząsa. Dalej piszesz znów o trupku Witosza i tłumaczysz w ten patronizujący sposób co jest przyczyną. Te połączenia nie grają ze sobą. Ja bym zaczął tekst od ukazania śmierci Witosza, a może jakiś wcześniejszych zdarzeń dla zbudowanie więzi z bohaterami. Nie ma sensu silić się na takie filmowe zajawki. Ciekawe postacie i zdarzenia będą bronić się same. Bo dalej widzę, że zaczyna się interesujący dialog - i tak spokojnie mógłby zacząć się ten tekst. I dalej jak opisujesz Borzywuja to też fajnie pokazuje charakter bohaterki/narratora.
cytat„Łączy nas niesamowita więź.”
- to zbędne: raz, że to ukazujesz, dwa, że właśnie lepiej ukazywać niż tłumaczyć, a to jest jeszcze takie zbyt dosłowne. Opis Radowita też bardzo pozytywny i dodający jednej i drugiej stronie charakteru.
cytat„Tym razem Witoszowi udaje się mnie przegonić. Biegnie szybciej ”
- to według mnie nieco nielogiczne, bo ten wyścig się już odbył - dotarli wcześniej do Borzywuja i kupili ryby. Bardzo ładnie przykładasz się do opisów i kreacji postaci, ale moim zdaniem prawie zapominasz o opisach otoczenia, pogody, pory dnia, wyglądu okolicy. Jest nabrzeże, to mogłyby być jakieś ptaki, kraby kamienie, piasek, fale, łodzie, klify, wydmy. Wyobrażam sobie postacie, ale nie ich otoczenie. Także tracisz przez to na takich potencjalnych walorach jak atmosfera i immersja. Gdy trafiają na rynek, to tam też przydałyby się od razu opisy. Według mnie, źle robisz przeskakując do opisu Buczka, przy scenie ze smokiem - zabijesz w ten sposób dynamikę tej sceny, bo przecież jest tam smok!, kogo obchodzi w tym momencie skąd wziął się Buczek? ;-) Choć jest trochę zabawne, a trochę straszne, czytanie o tym co zrobili biednej psinie, to poczekałbym na Twoim miejscu z tym na inną okazję.
cytat„mieszkamy na terenie, na którym smoki są równie pospolite co krowy”
- to według mnie bardzo kłóci się z kreacją świata, tym jak reagują na niego wieśniacy, bo przecież jakby mieszkali na takim terenie, to chcąc nie chcąc każdy, by dużo o nich wiedział, a zachowują się wręcz odwrotnie, łacznie z główną bohaterką. Jak ona miała na imię... Powinnaś częściej używać jej imienia, by rezonowało w głowie czytelnika (Wit mógł ją zawołać, zauważywszy w tłumie). Tracę wiarygodność czytając o tym jak bohaterka zapewnia o nieznajomości smoków. No nie gra mi ten świat. Jest niespójny i trochę pustawy. Przydałyby się jakieś wspomnienia relacji ludzie-smoki: może jakiś opis podróżnego, kupca, legendy, wspomnienie z dzieciństwa, czy inne niuanse. Zaraz też pojawia się przytoczenie kilku bóstw, które jest jak najbardziej na plus. Opis smoka też bardzo mi się podoba. Dalej czyta się to dobrze, może trochę za dużo skoków między nowymi postaciami i później to tłumaczenie czego Chors i Jutrzenka są bogami i za co odpowiadają, bo reszta wieśniaków powinna to wiedzieć, jeśli wyznaje tę samą wiarę - powinnaś to wytłumaczyć przez bohaterkę lub później gdy do tego dojdzie. Podoba mi się jak zręcznie zakańczasz ten rozdzialik. Kolejny znów zaczyna się przebijaniem 4 ściany, grrrr... To tłumaczenie zachowań wieśniaków moim zdaniem nie pasuje, przecież ich podejście było o wiele bardziej agresywne, brakowało też w tych krzykach wieśniaków jakiegoś głosu rozsądku. No nie kupuję tego, może jakbyś napisała, że mieszkańcy wioski się tam niedawno osiedlili... ale też po co by się osiedlali na terenie pełnym smoków, a jak są tu od dawna, to dlaczego są tak zacofani w tej sprawie smoków - widzisz to nie trzyma się kupy i trzeba nad tym popracować.
cytat„Znaliśmy doskonale konsekwencje obcowania ze smokiem. Ten, kto smoka dotyka, przebywa z nim,”
- znów nie trzyma się to kupy, bo skoro tak się bali, to by nie chcieli podchodzić do tego na rynku. Fajne to co napisałaś o Radowicie, ale reszta tego "objaśnienia" po prostu mi nie leży. Ten mini-rozdział o tym co robi kowal to takie niekonsekwentne w aspekcie narracyjnym. Dziecięca bohaterka nie określiłaby swojego podekscytowania używając słów "dziecięca fascynacja" - rozumiesz o co mi chodzi? Ten opis dokazywania smoka powinien pojawić się w całości przed wywodem o dzieleniu się wszystkim z Witoszem nawet z samego faktu, że bardzo mało się dzieje od dłuższego czasu, a bardzo dużo jest tłumaczone, co spowalnia dynamizm opowieści.
cytat„Czuję się poszkodowana, że Mruczek Witoszowi okazuje prawdziwe, żywe przywiązanie, mnie zaś co najwyżej – brak jawnej wrogości.”
- trochę za długo męczysz tę kwestię.
cytat„przełykam tę gorzką pigułkę”
- czy w tym świecie istnieją pigułki? Fajny ten opis odnośnie cierpliwości, ale nie wiem co ma cierpliwość do wymówek - tu raczej przydałaby się zdolność do zmyślania lub kłamania. Nie myśl, że się czepiam, po prostu zwracam Ci uwagę na miejsca, w których tekst może powodować różne nieprzychylne reakcje u czytelników, a im mniej takich momentów tym lepiej się go odbiera. Za szybko moim zdaniem koncentrujesz się na rzeczach związanych z karmieniem smoka, a nie ma mowy o tym gdzie go ukryli, nie ma scen, w których mieli jakiś kłopot - czemu tak okrężnie? Myślę, że rybie resztki mogłaby po prostu podkradać niż je w taki otwarty sposób egzekwować. Za mało opisujesz perypetii, budowania więzi, by tak przechodzić do stwierdzeń o miłości. To nie powinno być streszczane, bo nie uzyskasz później oczekiwanych emocji u czytelnika, a co gorsza czytelnik może się poczuć nieco oszukany, że tych uczuć nie doświadczył, a został o nich jedynie poinformowany. Czuć w tym niedostatek.
cytat„jako jedyna dziewczynka w wiosce mogę pochwalić się tak niezwykłym zwierzątkiem domowym”
- raczej nie może. Te krótkie rozdzialiki o nadchodzącym nieszczęściu zdają się działać, bo poniekąd stresują, poniekąd irytują, ale powodują taki niepokój przed czymś złym, co jest nieuniknione; ogólnie nie są to przyjemne uczucia, ale adekwatne do sytuacji. Chyba ogólnie nie podoba mi się, że Witosz tak umarł - nie podoba mi się nie tylko sama ta świadomość, ale też taki motyw przypadkowej śmierci - ale to już kwestia gustu. To co dzieje się później wydaje się nie adekwatnie brutalne do pozostałego tonu opowieści i u mnie wywołuje uczucie niesmaku. Przecież to spokojnie mogłaby być historia nadająca się nawet dla małych odbiorców - przynajmniej do tego momentu. ;-) Nie rozumiem dlaczego opisujesz dziewczynkę i jej przygody z takim urokiem, a później schodzisz w takie naturalistyczne klimaty. Czytelnik dostaje tu naprawdę sprzeczne sygnały, trochę jak w happy tree friends (może nie aż tak sprzeczne ;-D), według mnie powinnaś jakoś bardziej stonować, a może raczej wybrać jeden typ estetyki; może po prostu pomyśleć nad grupą docelową i ich potencjalnym odbiorem. Później robisz skok do tego, że bohaterka na studiach rozkminia całą tę sytuację ze smokiem - jakieś to tłumaczenie na siłę. Ile razy dziecko uderzy się w głowę w dzieciństwie i dlaczego smok miałby garnąć do niego skoro teoretycznie Wit mógłby przeżyć tyle co ten pradziadek zanim by się uderzył. Czyli, że jeszcze znał przyszłość?, a jeśli tak, to dlaczego go nie uratował, a poniekąd się przyczynił do jego śmierci. No i po co tak dużo tego tłumaczenia o zachowaniu rodziców, smoków i sygnalizacji Mruczka itd - to przecież oczywiste dla czytelnika, po co to jeszcze raz "mielić" i samemu tłumaczyć to co już zostało dokładnie opisane. Takie tłumaczenia są tylko dla najmłodszych, a jeśli piszesz to dla najmłodszych to ok. ale koniecznie pozbądź się tego opisu rzezi małego smoka.

Podsumowując, utwór stał na dość dobrym poziomie, bo nie doczytałbym do końca przy takiej długości. Na szczególne wyróżnienie zasługuje kreacja postaci, imion, charakterów, zachowań oraz wspierających je dialogów. Gorzej z opisami wnętrz, otoczenia, których prawie nie było. Brakowało mi też często spójności, logiczności i wiarygodności świata. Opowieść, moim zdaniem zyskałaby także na stonowaniu naturalistycznych momentów oraz porzuceniu zwiastuno-wstępu. Czy Wit rzeczywiście musi umrzeć?, a jeśli tak to może pomyśl o jakimś innym przypadku. To chyba już wszystko. Pozdrawiam i zachęcam do dalszej pracy nad piórem w naszym gronie.
cytat„w dłonią przyciśniętą do czubka głowy”
cytat„Wyszedł i nie zobaczył tego, co nie jest przeznaczone dla jego oczu.”
- tu nie powinno być "wychodzi i nie widzi"?
cytat„a Witoszowi mówię mu, żeby się położył”
cytat„powiekach księżycowy promień, spod uchylonych powiek”
Od: Pióroman Adam Mekla
twarz męska
11.12.2018
Bardzo dziękuję za rozbudowany, szczegółowy komentarz. Cenne jest dla mnie, że zdecydowałeś się poświęcić energię i czas.

Narratorem w historii jest Nawojka, jednak to nie do końca dzieje się “tu i teraz”. Moim założeniem było, aby dorosła Nawojka - ta, która pobiera nauki w innym mieście - opowiedziała to, co przydarzyło się jej i jej rodzinie lata wcześniej, gdy była małą dziewczynką. Oczywiście, użyłam czasu teraźniejszego, jednak wyłącznie dla zdynamizowania akcji, dania czytelnikowi poczucia, że wszystko dzieje się na jego oczach. Możliwe, że zabieg mi nie wyszedł i rzeczywiście można odnieść wrażenie dysonansu - faktycznie jest tak, jak opisałeś, jeśli ma się przed oczami przerażoną, biegnącą na oślep dziewczynkę, za plecami której buchają płomienie… Ja tymczasem czytając ten fragment widzę fotel, w tym fotelu bohaterkę (już dorosłą) z notesem na kolanach, skrobiącą kronikę albo coś podobnego. Wierzę, że ona mogłaby sobie pozwolić na kwiecisty styl, przekombinowanie itd. - była w końcu wykształcona. Ale masz rację, sposób pisania może wprowadzać w błąd.

Właśnie o to mi chodziło, żeby początek przypominał “filmową zajawkę” - taki trailer rodem z kina, z tego 40-minutowego bloku reklam przed seansem :). Czyli w sumie osiągnęłam cel (nawet jeśli niespecjalnie trafnie, to jednak udało się). Nie chciałam zacząć sztampowo, a po prostu “rozpoczęcie od początku” tak mi się jawiło. Od razu zdradziłam, co będzie w punkcie kulminacyjnym, bo to nie sama tragedia (pożar, śmierć brata) jest istotna, ale to, co do niej doprowadziło. Zgadzam się, że gdyby zacząć nie od ucieczki, a od śmierci małego, wyszłoby na to samo i może całość byłaby nieco bardzo zrozumiała.

“Smoki występujące pospolicie jak krowy” - miałam na myśli, że ogólnie, jako gatunek, są popularne, jednak w ramach gatunku istnieją też liczne rasy. Myślę, że gdyby przez domem Eskimosa pojawił się nagle Murzyn, ten mógłby był zaszokowany, mimo że na co dzień ma do czynienia z przedstawicielami gatunku ludzkiego. Ten konkretny rodzaj (Murzyni) nie jest jednak standardowym widokiem. Podobnie mogło być tutaj - wieśniacy, owszem, bardzo często natykali się, powiedzmy, na zielone smoki ze spikulcem w ogonie, a tu jak na złość pojawił się taki, co ani kolor się nie zgadzał, ani budowa, ani w ogóle nic.

“Happy Tree Friends” uwielbiam i w sumie porównanie jest dla mnie komplementem :D. Ale chyba rozumiem, o co Ci chodzi. Wyszłam z założenia, że opowiadanie o dziewczynce niekoniecznie musi zakładać cukierkowość i bajkowość. Niestety w przypadkowy, drastyczny sposób umierają również dzieci, zaś naturalizm współgrał mi z wioską, do której czasem trafiają ogromne, niekiedy agresywne, zionące ogniem gady. Faktycznie jednak obranie konkretnej estetyki byłoby pomocne. Na przyszłość postaram się lepiej określić potencjalną grupę docelową, bo tutaj chyba pojawiło się najwięcej wątpliwości.

Smok nie był wróżbitą :). Nie przewidywał przyszłości. Wyczuwał, że ktoś niedługo odejdzie z tego świata - gdyby Wit miał umrzeć w wieku starczym, nie wyczułby nic i nie garnął się do chłopca. Założyłam, że człowiek “na granicy śmierci” wysyła nieświadomie jakieś fluidy, feromony, cokolwiek - co te konkretne smoki wyłapują.

Jeszcze raz pięknie dziękuję za dogłębną analizę i wskazanie błędów, szczególnie braku spójności i konsekwencji, bo to z perspektywy autora najtrudniej samemu dostrzec. I cieszę się, że pewne elementy jednak przypadły do gustu. Gdybyś miał kiedyś chęć skomentować jeszcze coś, co wstawię w przyszłości, będzie mi bardzo miło.

Pozdrawiam,
Magdalena Lipniak
11.12.2018
Gdzieś w trakcie, a już na pewno pod koniec można się domyślić, że chodziło Ci o przedstawienie tej historii z perspektywy tej starszej Nawojki, więc może po prostu wystarczyłoby zacząć tak, że ta starsza patrzy na przykład na swoją rękę i widzi bliznę z tego pożaru i wracają do niej wspomnienia - można by to nawet opisać w dwóch, trzech zdaniach, jeśli zależy Ci, by przejść od razu do tego bardziej filmowego wstępu. Ważne, by myśleć nad tym odbiorem czytelnika i zastanawiać się czy narracja nie wprawi w zakłopotanie i jeśli coś "haczy", poprawiać.

Z chęcią znów do Ciebie zaglądnę, ale następny Twój utwór chcę zobaczyć w naszym kolejnym konkursie. :-)
Od: Pióroman Adam Mekla
twarz męska