Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Obecnie w pracowni:
ikonka utworu

Komentarze do:
Pozór

10.12.2018
Cześć Magdaleno.
Twój utwór zaczyna się od bezpośredniego zwrotu do czytelnika i jest to bardzo ryzykowny zabieg. Raczej używa się go w historiach dla młodszych odbiorców lub takich mniej poważnych bo niestety może zostać odczytany jako patronizujący. Zadając też pytania o pewne emocje i ogólne sytuacje niczego nie przedstawiasz, a odwołujesz do czegoś co u każdego odbiorcy mogło wypaść inaczej lub być pamiętane lub odebrane inaczej. Stąd jak pisałem wcześniej i poniekąd teraz rozwijam, ryzykujesz (nieco bardziej niż zwykle, bo taka ewentualność zawsze istnieje), że tekst nie zostanie dobrze odebrany. Później jeszcze bardziej zaczynasz lawirować w zadawanych pytaniach. I właśnie to ostatnie pytanie w moim przypadku wydało się bardzo pobłażliwe. Później przechodzisz do przedstawienia bohaterki, ale strasznie to przekombinowałaś: jak taki narrator mógłby w ten sposób komentować ucieczkę - gdyby rzeczywiści uciekała w popłochu z tak gorącej sytuacji, to nie myślałaby o niczym innym jak ogniu i ucieczce, byłaby otumaniona. Stąd stosując taką narrację wprowadzisz czytelnika w naturalne niedowierzanie, a tego przecież nie chcesz. W takim przypadku kłóć będą też w oczy silenie się na ładne słowa typu "płomieniami liżącymi moje stopy" czy "strzelających w górę, podniecanych wiatrem płomieni" - mogło by to się znaleźć w retrospekcji (i tam można by docenić Twój wysiłek), ale nie w bieżącym opisie tak nagłych i przejmujących zdarzeń. Także w moim odbiorze obrazek się rozsypuje i ciężko będzie mi podejść/wrócić do niego z uczuciem wiarygodności.
cytat„Mój drugi brat, maleńki Witosz, leży martwy i sztywny wewnątrz płonącego domu.”
- to też mi nie gra, bo jeśli smoki, popłoch to kiedy oni mieli czas patrzeć na jego sztywność, dlaczego ktoś go nie wyniósł, nie próbował ratować - brak tu informacji do pełnego obrazka, a bez nich wydaje się ta informacja dziwna, nielogiczna, niekompletna. Dlaczego kowal i żona zostali pozbawieni przedstawienia imion? - dla mnie to niekonsekwentne. Reszta imion bardzo fajna, dobrze, że nad nimi pomyślałaś i nie skąpiłaś ich postaciom, bo to dodaje wiarygodności. Opis podtrzymywania piersi przez żonę kowala już lepszy, bo to jest coś takiego, nieistotnego, ale w szoku czasem właśnie zauważamy takie nieistotne rzeczy. Choć fajniej byłoby to też w taki sposób ukazać, to "zwieszenie" bohaterki, że ktoś w tym czasie ją ciągnie, popycha, potrząsa. Dalej piszesz znów o trupku Witosza i tłumaczysz w ten patronizujący sposób co jest przyczyną. Te połączenia nie grają ze sobą. Ja bym zaczął tekst od ukazania śmierci Witosza, a może jakiś wcześniejszych zdarzeń dla zbudowanie więzi z bohaterami. Nie ma sensu silić się na takie filmowe zajawki. Ciekawe postacie i zdarzenia będą bronić się same. Bo dalej widzę, że zaczyna się interesujący dialog - i tak spokojnie mógłby zacząć się ten tekst. I dalej jak opisujesz Borzywuja to też fajnie pokazuje charakter bohaterki/narratora.
cytat„Łączy nas niesamowita więź.”
- to zbędne: raz, że to ukazujesz, dwa, że właśnie lepiej ukazywać niż tłumaczyć, a to jest jeszcze takie zbyt dosłowne. Opis Radowita też bardzo pozytywny i dodający jednej i drugiej stronie charakteru.
cytat„Tym razem Witoszowi udaje się mnie przegonić. Biegnie szybciej ”
- to według mnie nieco nielogiczne, bo ten wyścig się już odbył - dotarli wcześniej do Borzywuja i kupili ryby. Bardzo ładnie przykładasz się do opisów i kreacji postaci, ale moim zdaniem prawie zapominasz o opisach otoczenia, pogody, pory dnia, wyglądu okolicy. Jest nabrzeże, to mogłyby być jakieś ptaki, kraby kamienie, piasek, fale, łodzie, klify, wydmy. Wyobrażam sobie postacie, ale nie ich otoczenie. Także tracisz przez to na takich potencjalnych walorach jak atmosfera i immersja. Gdy trafiają na rynek, to tam też przydałyby się od razu opisy. Według mnie, źle robisz przeskakując do opisu Buczka, przy scenie ze smokiem - zabijesz w ten sposób dynamikę tej sceny, bo przecież jest tam smok!, kogo obchodzi w tym momencie skąd wziął się Buczek? ;-) Choć jest trochę zabawne, a trochę straszne, czytanie o tym co zrobili biednej psinie, to poczekałbym na Twoim miejscu z tym na inną okazję.
cytat„mieszkamy na terenie, na którym smoki są równie pospolite co krowy”
- to według mnie bardzo kłóci się z kreacją świata, tym jak reagują na niego wieśniacy, bo przecież jakby mieszkali na takim terenie, to chcąc nie chcąc każdy, by dużo o nich wiedział, a zachowują się wręcz odwrotnie, łacznie z główną bohaterką. Jak ona miała na imię... Powinnaś częściej używać jej imienia, by rezonowało w głowie czytelnika (Wit mógł ją zawołać, zauważywszy w tłumie). Tracę wiarygodność czytając o tym jak bohaterka zapewnia o nieznajomości smoków. No nie gra mi ten świat. Jest niespójny i trochę pustawy. Przydałyby się jakieś wspomnienia relacji ludzie-smoki: może jakiś opis podróżnego, kupca, legendy, wspomnienie z dzieciństwa, czy inne niuanse. Zaraz też pojawia się przytoczenie kilku bóstw, które jest jak najbardziej na plus. Opis smoka też bardzo mi się podoba. Dalej czyta się to dobrze, może trochę za dużo skoków między nowymi postaciami i później to tłumaczenie czego Chors i Jutrzenka są bogami i za co odpowiadają, bo reszta wieśniaków powinna to wiedzieć, jeśli wyznaje tę samą wiarę - powinnaś to wytłumaczyć przez bohaterkę lub później gdy do tego dojdzie. Podoba mi się jak zręcznie zakańczasz ten rozdzialik. Kolejny znów zaczyna się przebijaniem 4 ściany, grrrr... To tłumaczenie zachowań wieśniaków moim zdaniem nie pasuje, przecież ich podejście było o wiele bardziej agresywne, brakowało też w tych krzykach wieśniaków jakiegoś głosu rozsądku. No nie kupuję tego, może jakbyś napisała, że mieszkańcy wioski się tam niedawno osiedlili... ale też po co by się osiedlali na terenie pełnym smoków, a jak są tu od dawna, to dlaczego są tak zacofani w tej sprawie smoków - widzisz to nie trzyma się kupy i trzeba nad tym popracować.
cytat„Znaliśmy doskonale konsekwencje obcowania ze smokiem. Ten, kto smoka dotyka, przebywa z nim,”
- znów nie trzyma się to kupy, bo skoro tak się bali, to by nie chcieli podchodzić do tego na rynku. Fajne to co napisałaś o Radowicie, ale reszta tego "objaśnienia" po prostu mi nie leży. Ten mini-rozdział o tym co robi kowal to takie niekonsekwentne w aspekcie narracyjnym. Dziecięca bohaterka nie określiłaby swojego podekscytowania używając słów "dziecięca fascynacja" - rozumiesz o co mi chodzi? Ten opis dokazywania smoka powinien pojawić się w całości przed wywodem o dzieleniu się wszystkim z Witoszem nawet z samego faktu, że bardzo mało się dzieje od dłuższego czasu, a bardzo dużo jest tłumaczone, co spowalnia dynamizm opowieści.
cytat„Czuję się poszkodowana, że Mruczek Witoszowi okazuje prawdziwe, żywe przywiązanie, mnie zaś co najwyżej – brak jawnej wrogości.”
- trochę za długo męczysz tę kwestię.
cytat„przełykam tę gorzką pigułkę”
- czy w tym świecie istnieją pigułki? Fajny ten opis odnośnie cierpliwości, ale nie wiem co ma cierpliwość do wymówek - tu raczej przydałaby się zdolność do zmyślania lub kłamania. Nie myśl, że się czepiam, po prostu zwracam Ci uwagę na miejsca, w których tekst może powodować różne nieprzychylne reakcje u czytelników, a im mniej takich momentów tym lepiej się go odbiera. Za szybko moim zdaniem koncentrujesz się na rzeczach związanych z karmieniem smoka, a nie ma mowy o tym gdzie go ukryli, nie ma scen, w których mieli jakiś kłopot - czemu tak okrężnie? Myślę, że rybie resztki mogłaby po prostu podkradać niż je w taki otwarty sposób egzekwować. Za mało opisujesz perypetii, budowania więzi, by tak przechodzić do stwierdzeń o miłości. To nie powinno być streszczane, bo nie uzyskasz później oczekiwanych emocji u czytelnika, a co gorsza czytelnik może się poczuć nieco oszukany, że tych uczuć nie doświadczył, a został o nich jedynie poinformowany. Czuć w tym niedostatek.
cytat„jako jedyna dziewczynka w wiosce mogę pochwalić się tak niezwykłym zwierzątkiem domowym”
- raczej nie może. Te krótkie rozdzialiki o nadchodzącym nieszczęściu zdają się działać, bo poniekąd stresują, poniekąd irytują, ale powodują taki niepokój przed czymś złym, co jest nieuniknione; ogólnie nie są to przyjemne uczucia, ale adekwatne do sytuacji. Chyba ogólnie nie podoba mi się, że Witosz tak umarł - nie podoba mi się nie tylko sama ta świadomość, ale też taki motyw przypadkowej śmierci - ale to już kwestia gustu. To co dzieje się później wydaje się nie adekwatnie brutalne do pozostałego tonu opowieści i u mnie wywołuje uczucie niesmaku. Przecież to spokojnie mogłaby być historia nadająca się nawet dla małych odbiorców - przynajmniej do tego momentu. ;-) Nie rozumiem dlaczego opisujesz dziewczynkę i jej przygody z takim urokiem, a później schodzisz w takie naturalistyczne klimaty. Czytelnik dostaje tu naprawdę sprzeczne sygnały, trochę jak w happy tree friends (może nie aż tak sprzeczne ;-D), według mnie powinnaś jakoś bardziej stonować, a może raczej wybrać jeden typ estetyki; może po prostu pomyśleć nad grupą docelową i ich potencjalnym odbiorem. Później robisz skok do tego, że bohaterka na studiach rozkminia całą tę sytuację ze smokiem - jakieś to tłumaczenie na siłę. Ile razy dziecko uderzy się w głowę w dzieciństwie i dlaczego smok miałby garnąć do niego skoro teoretycznie Wit mógłby przeżyć tyle co ten pradziadek zanim by się uderzył. Czyli, że jeszcze znał przyszłość?, a jeśli tak, to dlaczego go nie uratował, a poniekąd się przyczynił do jego śmierci. No i po co tak dużo tego tłumaczenia o zachowaniu rodziców, smoków i sygnalizacji Mruczka itd - to przecież oczywiste dla czytelnika, po co to jeszcze raz "mielić" i samemu tłumaczyć to co już zostało dokładnie opisane. Takie tłumaczenia są tylko dla najmłodszych, a jeśli piszesz to dla najmłodszych to ok. ale koniecznie pozbądź się tego opisu rzezi małego smoka.

Podsumowując, utwór stał na dość dobrym poziomie, bo nie doczytałbym do końca przy takiej długości. Na szczególne wyróżnienie zasługuje kreacja postaci, imion, charakterów, zachowań oraz wspierających je dialogów. Gorzej z opisami wnętrz, otoczenia, których prawie nie było. Brakowało mi też często spójności, logiczności i wiarygodności świata. Opowieść, moim zdaniem zyskałaby także na stonowaniu naturalistycznych momentów oraz porzuceniu zwiastuno-wstępu. Czy Wit rzeczywiście musi umrzeć?, a jeśli tak to może pomyśl o jakimś innym przypadku. To chyba już wszystko. Pozdrawiam i zachęcam do dalszej pracy nad piórem w naszym gronie.
cytat„w dłonią przyciśniętą do czubka głowy”
cytat„Wyszedł i nie zobaczył tego, co nie jest przeznaczone dla jego oczu.”
- tu nie powinno być "wychodzi i nie widzi"?
cytat„a Witoszowi mówię mu, żeby się położył”
cytat„powiekach księżycowy promień, spod uchylonych powiek”
Od: Pióroman Adam Mekla
twarz męska
11.12.2018
Bardzo dziękuję za rozbudowany, szczegółowy komentarz. Cenne jest dla mnie, że zdecydowałeś się poświęcić energię i czas.

Narratorem w historii jest Nawojka, jednak to nie do końca dzieje się “tu i teraz”. Moim założeniem było, aby dorosła Nawojka - ta, która pobiera nauki w innym mieście - opowiedziała to, co przydarzyło się jej i jej rodzinie lata wcześniej, gdy była małą dziewczynką. Oczywiście, użyłam czasu teraźniejszego, jednak wyłącznie dla zdynamizowania akcji, dania czytelnikowi poczucia, że wszystko dzieje się na jego oczach. Możliwe, że zabieg mi nie wyszedł i rzeczywiście można odnieść wrażenie dysonansu - faktycznie jest tak, jak opisałeś, jeśli ma się przed oczami przerażoną, biegnącą na oślep dziewczynkę, za plecami której buchają płomienie… Ja tymczasem czytając ten fragment widzę fotel, w tym fotelu bohaterkę (już dorosłą) z notesem na kolanach, skrobiącą kronikę albo coś podobnego. Wierzę, że ona mogłaby sobie pozwolić na kwiecisty styl, przekombinowanie itd. - była w końcu wykształcona. Ale masz rację, sposób pisania może wprowadzać w błąd.

Właśnie o to mi chodziło, żeby początek przypominał “filmową zajawkę” - taki trailer rodem z kina, z tego 40-minutowego bloku reklam przed seansem :). Czyli w sumie osiągnęłam cel (nawet jeśli niespecjalnie trafnie, to jednak udało się). Nie chciałam zacząć sztampowo, a po prostu “rozpoczęcie od początku” tak mi się jawiło. Od razu zdradziłam, co będzie w punkcie kulminacyjnym, bo to nie sama tragedia (pożar, śmierć brata) jest istotna, ale to, co do niej doprowadziło. Zgadzam się, że gdyby zacząć nie od ucieczki, a od śmierci małego, wyszłoby na to samo i może całość byłaby nieco bardzo zrozumiała.

“Smoki występujące pospolicie jak krowy” - miałam na myśli, że ogólnie, jako gatunek, są popularne, jednak w ramach gatunku istnieją też liczne rasy. Myślę, że gdyby przez domem Eskimosa pojawił się nagle Murzyn, ten mógłby był zaszokowany, mimo że na co dzień ma do czynienia z przedstawicielami gatunku ludzkiego. Ten konkretny rodzaj (Murzyni) nie jest jednak standardowym widokiem. Podobnie mogło być tutaj - wieśniacy, owszem, bardzo często natykali się, powiedzmy, na zielone smoki ze spikulcem w ogonie, a tu jak na złość pojawił się taki, co ani kolor się nie zgadzał, ani budowa, ani w ogóle nic.

“Happy Tree Friends” uwielbiam i w sumie porównanie jest dla mnie komplementem :D. Ale chyba rozumiem, o co Ci chodzi. Wyszłam z założenia, że opowiadanie o dziewczynce niekoniecznie musi zakładać cukierkowość i bajkowość. Niestety w przypadkowy, drastyczny sposób umierają również dzieci, zaś naturalizm współgrał mi z wioską, do której czasem trafiają ogromne, niekiedy agresywne, zionące ogniem gady. Faktycznie jednak obranie konkretnej estetyki byłoby pomocne. Na przyszłość postaram się lepiej określić potencjalną grupę docelową, bo tutaj chyba pojawiło się najwięcej wątpliwości.

Smok nie był wróżbitą :). Nie przewidywał przyszłości. Wyczuwał, że ktoś niedługo odejdzie z tego świata - gdyby Wit miał umrzeć w wieku starczym, nie wyczułby nic i nie garnął się do chłopca. Założyłam, że człowiek “na granicy śmierci” wysyła nieświadomie jakieś fluidy, feromony, cokolwiek - co te konkretne smoki wyłapują.

Jeszcze raz pięknie dziękuję za dogłębną analizę i wskazanie błędów, szczególnie braku spójności i konsekwencji, bo to z perspektywy autora najtrudniej samemu dostrzec. I cieszę się, że pewne elementy jednak przypadły do gustu. Gdybyś miał kiedyś chęć skomentować jeszcze coś, co wstawię w przyszłości, będzie mi bardzo miło.

Pozdrawiam,
Magdalena Lipniak
11.12.2018
Gdzieś w trakcie, a już na pewno pod koniec można się domyślić, że chodziło Ci o przedstawienie tej historii z perspektywy tej starszej Nawojki, więc może po prostu wystarczyłoby zacząć tak, że ta starsza patrzy na przykład na swoją rękę i widzi bliznę z tego pożaru i wracają do niej wspomnienia - można by to nawet opisać w dwóch, trzech zdaniach, jeśli zależy Ci, by przejść od razu do tego bardziej filmowego wstępu. Ważne, by myśleć nad tym odbiorem czytelnika i zastanawiać się czy narracja nie wprawi w zakłopotanie i jeśli coś "haczy", poprawiać.

Z chęcią znów do Ciebie zaglądnę, ale następny Twój utwór chcę zobaczyć w naszym kolejnym konkursie. :-)
Od: Pióroman Adam Mekla
twarz męska