Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin
ikonka komentarza

Klasówka

Autor: Mariusz Wiewióra twarz męska

grafika opisu

rozwiń




- Marek, cykora mam. A jak nas ktoś złapie?
- To chcesz poprawić tą pałę czy nie? Nikogo nie ma. Podmienimy kartki i po kłopocie. Zrobiłeś w podkładce jakieś błędy? Nikt nie uwierzy, że zrobiliśmy wszystko na tip top.

      Okno ze zgrzytem ustąpiło. Wychodząc w południe ze szkoły zostawili lekko niedomkniętą klamkę.

      - Zrobiłem żeby było dobrze trzy na pięć zadań. Na tróję wystarczy i nikt się nie zdziwi bo to mój szczytowy poziom.

      Na pomysł wpadli po wczorajszej klasówce z matematyki. Zbliżał się koniec roku i od niej zależało czy przedmiot będzie zaliczony. Cały rok szło im jak po grudzie. Już po napisaniu wiedzieli, że nici z dobrej oceny. Murowana pała.

      - Właź pierwszy, będę ubezpieczał
- Jak nas złapią to już po mnie. Ojciec mnie zatłucze a w wakacje nie ruszę dupy poza próg domu
- Właź mówię! Żebym wiedział, że z ciebie taka pietrucha to poszedłbym sam. Zresztą zawsze możesz wrócić do mamy pod pierzynkę. Jak dostaniesz pałę na koniec roku to ojciec i tak da ci szlaban na całe wakacje.

      Jacek z ociąganiem, na drżących, nogach wspiął się na parapet i zniknął w pracowni

1




matematycznej. Jak to dobrze, że szkoła była parterowa.
W środku panowały ciemności z lekka tylko rozpraszane przez lampę stojącą przy szkolnym boisku. Nie potrzebowali światła. Chodzili do tej szkoły już siódmy rok i potrafili się po niej poruszać z zamkniętymi oczami. Trzy rzędy podwójnych ławek. Przy pierwszym rzędzie, tym najbliżej okna, biurko nauczyciela. Stare, drewniane i ciężkie. Ich cel.
Mimo, że w szkole nie było już nikogo starali się zachowywać jak najciszej.

      - A teraz się módl żeby Pi nie zamknęła szuflady na klucz - szepnął Marek

      Pi, tak nazywali nauczycielkę matematyki, zawsze zostawiała świeże klasówki w szufladzie biurka. Kłopot w tym, że czasem zamykała ją na klucz. To był jedyny niepewny element, który mógł spisać ich plan na straty. Nie mogli pozwolić sobie na zostawienie jakichkolwiek śladów włamania bo wtedy wszystko się wyda. Plan był prosty. Znaleźć swoje klasówki w szufladzie i podmienić je na przygotowane w domu wersje poprawione. Nikt się nie zorientuje.
Wstrzymali oddechy kiedy Marek pociągnął za uchwyt szuflady. Ustąpiła z lekkim ociąganiem. Byli uratowani. Wizja rychłych

2




wakacji zaczęła się mienić w coraz pełniejszych kolorach. Nie musieli szukać. Plik klasówek leżał na samym wierzchu pomiędzy całym mnóstwem długopisów, ołówków i starych kawałków kredy.
Wzrok przyzwyczaił się już do ciemności a dodatkowe, rozproszone, światło lampy na zewnątrz ułatwiło znalezienie w pliku właściwych kartek. Poszło łatwo bo ich kartki były, jako jedyne, praktycznie puste. Podpisane, z zanotowaną treścią zadań. Odpowiedzi brak.

      - Dawaj podkładkę - szepnął Marek, który już trzymał w ręce swój gotowiec.

      Napracował się nad nim solidnie tego popołudnia. Nie sztuką jest znaleźć i przepisać gotowe rozwiązania. Musiał dodać przekreślenia i trochę błędów. Pi na pewno nie uwierzyłaby w nagły przypływ matematycznego geniuszu.
Podmiana kartek i zamknięcie szuflady. Poszło gładko.

      - Dobra, zmykamy cykorze
- Nie zapomnij tylko przymknąć okna, a zaraz rano musimy zamknąć klamkę od wewnątrz. A cykor już mi minął - dodał z uśmiechem Jacek
- Trzeba jeszcze zniszczyć dowody przestępstwa i jesteśmy w następnej klasie

      Za szkolnym boiskiem, przy blaszanych garażach rosły od zawsze

3




bujne krzaki, które nie raz służyły im za kryjówkę na szkolnych przerwach. Nikt nie zauważy niewielkiego płomienia z dwóch kartek papieru.

      - Dawaj zapalniczkę
- Marek !
- No dawaj zapalniczkę i te cholerne kartki
- Zawaliliśmy sprawę
- Co ty pieprzysz? Wszystko wyszło super
- No chyba nie. Sam zobacz

      Jacek trzymał w ręku dwie kartki papieru, z prawidłowo rozwiązanymi zadaniami.

      - Kretynie, pomyliłeś się i te nasze niewypały włożyłeś z powrotem do szuflady - syknął Marek
- Mówiłem ci, że mam stracha. To pewnie przez to.
- Wracamy
- Przepraszam stary. Teraz lepiej ty się zajmij podmianą bo znowu coś zawalę
- Tylko uwijamy się ekspresem bo w domu będzie chryja. Późno się zrobiło.

      Skok przez okno, otwarcie biurka, podmiana kartek. Cała akcja przebiegła dokładnie tak jak za pierwszym razem. Lekko zdyszani wpadli w gąszcz przy garażach. Wieczór był chłodny ale na czołach chłopców perliły się krople potu.

      - Palimy i zmykamy do domu

      Jacek wyjął z wewnętrznej kieszenie kurtki niebieską zapalniczkę BIC, którą podkradł przed wyjściem z szuflady ojca. Ojciec był nałogowym

4




palaczem i miał w szufladzie pełno zapalniczek działających i pustych. Właściwie nigdy ich nie wyrzucał. Marek przysunął kartki do wątłego płomienia. Zajęły się błyskawicznie. Jeszcze nim płomień objął je w całości przydepnął kartki butem tłamsząc ogień.

      - Patrz !

      Przed oczami mieli mocno już nadpalone klasówki z równymi linijkami prawidłowo rozwiązanych zadań …

     ————————————

      Ten dzień zapowiadał się źle. Nie odważyli się zakraść do klasy po raz trzeci i dzisiaj miał zapaść wyrok skazujący.
Matematyczka jak zawsze weszła do klasy punktualnie po wybrzmieniu dzwonka kończącego przerwę. Była nauczycielką starej daty. Wymagała dużo od uczniów ale przede wszystkim wymagała od siebie. Na autorytet trzeba zapracować. Na twarzy malowało się zmęczenie. Cały wieczór spędziła na sprawdzaniu klasówek VII B.
Jacek i Marek siedzieli z marsowymi minami. Z wakacyjnego wyjazdu nici, to już wiedzieli na pewno. Trzeba będzie ryć matematykę przed poprawką.

      - Dzisiaj rozdam klasówki z wynikami. Jak dobrze wiecie zależy od nich ocena końcowa kilkorga z was.
- Dawaj i miejmy to z głowy

5




- szepnął do siebie Marek
- Ja nadal nie wiem jak to możliwe - wydukał Jacek

      Matematyczka jak zawsze rozdawała kartki kolejno, ławkami, i chwilę trwało zanim dotarła do środkowej w trzecim rzędzie, w której siedzieli Marek i Jacek.

      - Jestem z was dumna chłopcy. Dobra robota.

      Pi stanęła właśnie przy nich i położyła klasówki na blacie ławki.
Dumna? Dobra robota? Mogłaby sobie darować to szyderstwo. Przez chwilę siedzieli jeszcze, jak od początku lekcji, ze spuszczonymi głowami ale w końcu odważyli się podnieść wzrok na leżące przed nimi kartki papieru. Mieli przed sobą swoje gotowce, a w rogu każdego z nich zakreślone na czerwono trzy litery „dst” i cyfrę 3. Równocześnie spojrzeli na siebie szeroko otwartymi oczami. Zaliczyli. To niemożliwe. Przecież je spalili.

     ————————————

      Starszy pan w trzyczęściowym, klasycznym garniturze, pobrudzonym na łokciach kredą uśmiechnął się pod wąsem. Stojąc w kącie klasy z rozbawieniem przyglądał się chłopcom ze środkowej ławki trzeciego rzędu.

      - Lata mijają a te nicponie cały czas próbują nas oszukiwać - pomyślał

      Zna tę szkołę

6




od podszewki. Wychował wiele roczników i nie są mu obce żadne sztuczki mające wyprowadzić belfra w pole. Jest na emeryturze ale nie potrafi rozstać się z tym miejscem. Kocha dzieci i rozumie ich potrzeby. Uczniowie też o nim pamiętają i regularnie raz w roku odwiedza go delegacja ze szkoły z kwiatami. Jutro też przyjdą, szósta alejka tuż pod wielkim dębem na cmentarzu komunalnym.

      Na kartkach przed oczami chłopców pojawił się na chwilę i zniknął napis „na zachętę łobuziaki”.

7




Wyrazy: Znaki: