Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin
ikonka komentarza

Roześmiane oczy

Autor: Dos twarz żeńska

grafika opisu

rozwiń




Jesteś ostatnią osobą, którą mógłbym skrzywdzić. To zdanie często padało z jego ust. Chyba nawet zbyt często, bo zdążyłam uwierzyć, że mówi prawdę. To ma swoją fachową nazwę: naiwność. No bo jak inaczej nazwać sytuację, w której wysokie niebieskookie cudo zakochuje się w takim chuchrowatym nijakim kimś? Naiwność. Albo, ewentualnie, cud lub sen. W cuda wierzę średnio, w sny to już w ogóle, więc wychodzi na to, że jestem zwykłym naiwniakiem. Wystarczyło, że Borys powiedział kilka słodkich słówek, wyszczerzył krzywe ząbki w uroczym uśmiechu, spojrzał tymi swoimi roześmianymi oczami... I już, wpadłam jak śliwka w kompot. Zniewolił mnie doszczętnie. A było tak...

Poznali się w pracy. On był szefem, ona – jego podwładną. Taki układ już na wstępie nie wygląda dobrze. A dalej nie było wcale lepiej. Karina pracowała w firmie już pół roku, kiedy Borys niespodziewanie awansował i został jej przełożonym. Znienawidziła go od pierwszej chwili, gdy się o tym dowiedziała. Tak po prostu. A może dlatego, że Borys był zawsze w centrum uwagi, zawsze otoczony wianuszkiem wielbicielek. Karina nie chciała być kolejną

1




członkinią jego fanklubu. O nie, nie, za żadne skarby. Wykonywała jego polecenia, bo musiała. Ale nie pozwalała sobie na żadne pozasłużbowe kontakty. Zresztą, Borys też nie wydawał się być zainteresowany Kariną. Do czasu...
Karina stanęła naprzeciwko niego i wyzywająco spojrzała w jego roześmiane, jasnoniebieskie oczy. Subtelnym ruchem ręki odgarnęła długie, ciemne włosy, które opadały na jej twarz. Na jej paznokciach Borys zauważył biały, lekko zdarty już lakier, który doskonale kontrastował z jej opalonymi dłońmi. Patrzył i zastanawiał się, czy całe jej ciało pokrywa złocista, przypominająca pocałunki słońca opalenizna. Z rozmyślań wyrwał go jej miękki głos.
– Proszę, to dla ciebie. – powiedziała, wręczając mu plik kartek.
Jego rozkojarzony wzrok zatrzymał się na czarnym druku.
– Jak udało ci się w tak krótkim czasie skończyć te raporty? – spytał zaczepnym głosem, a na jego usta wkradł się zawadiacki uśmieszek.
– Nic trudnego. – wzruszyła obojętnie ramionami – Masz okazję przekonać się, jaka jestem zdolna.
– Nie wątpię. – mruknął Borys, wpatrując się w odchodzące plecy swojej

2




podwładnej.
I wszystko się zmieniło. Niczym kierunek wiatru podczas burzy. Zaintrygowane spojrzenia, nieśmiałe uśmieszki. Coraz dłuższe rozmowy. Borys zaczął coraz częściej zauważać Karinę, Karina zaczęła cieplej odnosić się do Borysa. A później pierwsze spotkanie.
Rozdygotany patrzył, jak Karina pewnie chwyta w dłonie duży kubek i jak delektuje się delikatnym smakiem świeżo parzonej herbaty. Patrzył, jak zanurza usta w ciepłym naparze, jak po każdym łyku oblizuje wargi. Pragnął być tym płynem, który spływał teraz do jej wnętrza.
– Pyszna herbata. – powiedziała po prostu.
Odstawiła kubek na blat kawiarnianego stolika i usiadła wygodnie, podwijając nogi pod siebie.
– Tak. – powiedział bezmyślnie Borys.
Wciąż na nią patrzył. Miała na sobie fioletową bluzkę z długim rękawem, która ponętnie odsłaniała jej plecy. Mimo opalenizny, dostrzegł liczne piegi, pokrywające skórę Kariny.
I ona na niego patrzyła. Było w nim coś takiego... Nie potrafiła tego nazwać. Może to ten uśmiech, może roześmiane oczy. A może to, że słuchał wszystkiego, co miała do powiedzenia. Niezaprzeczalnie przyciągał ją do

3




siebie.
Któregoś razu Karina zaprosiła go do siebie. Borys niepewnym krokiem wszedł do małej kawalerki, rozejrzał się po otaczającym go wnętrzu. Od progu dało się wyczuć delikatną naturę Kariny. W mieszkaniu znajdowało się wiele roślin. Miękkich i kruchych. Sosnowy regał pod oknem wypełniony był książkami. Na fioletowych ścianach zawieszonych było kilka ram z subtelnymi obrazami.
– Nie wiedziałem, że malujesz. – zaczął Borys.
– Tylko troszkę. – odparła Karina, uśmiechając się słodko.
Wręczyła mu kieliszek, do połowy wypełniony różowym winem. Przysunęła się przy tym nieprzyzwoicie blisko. To nie było do niej podobne. Borys głośno przełknął ślinę, by pozbyć się uczucia suchości w przełyku. Odstawił kieliszek na blat stołu i bez słowa przejechał palcem po jej ustach. Bezwiednie rozchyliła wargi. Borys nachylił się i delikatnie ugryzł Karinę w szyję. Objęła go za kark i zanurzyła dłonie w jego gęstych, szorstkich włosach. Odchyliła głowę do tyłu, przymknęła powieki i cicho westchnęła. Borys z zaangażowaniem całował jej obojczyk, jego dłonie błądziły po jej biodrach. Przysunął się

4




bliżej i mocniej przytulił ją do siebie. Jego ręka powędrowała do zapięcia jej stanika. Kiedy Karina odpięła górny guzik jego granatowej koszuli, wiedziała, że nie ma już odwrotu.
– Pięknie pachniesz, kotku – wymruczał Borys i poprowadził Karinę w stronę śliwkowej sofy.
Karina wolno, lecz konsekwentnie odpinała guziki koszuli Borysa. On w tym czasie oswobodził ją z koronkowego biustonosza, wypuszczając jej niewielkie piersi na wolność. Brał w usta sterczące sutki, doprowadzając tym Karinę do szaleństwa.
Od tego wieczoru Karina i Borys oficjalnie zostali parą. Przestali ukrywać się przed spojrzeniami współpracowników, którzy zresztą i tak już dawno domyślili się prawdy. Pojawiły się wspólne plany na przyszłość, imiona dla dzieci, wyznania, zapewnienia o wierności i lojalności. Wymienili się kluczami do swoich mieszkań, a w ich życiu zapanował ład i wszechobecna miłość. Oczywiście – do czasu...
Uczestnicząc w popołudniowych korkach, Karina zastanawiała się, co w tej chwili robi Borys. Miała nadzieję, że czeka na nią z otwartym winem i dwoma kieliszkami. Chciała zatracić się w nim bez reszty. Uśmiechnęła

5




się, gdy na parkingu przed blokiem zauważyła samochód Borysa. Cichutko otworzyła drzwi i, starając się nie hałasować, weszła do jego mieszkania. Delikatnie położyła klucze na szafce w przedpokoju i bezszelestnie przeszła do salonu. Nie zastała tam Borysa. Karina usłyszała hałas dochodzący z kuchni. Zaśmiała się cichutko i ruszyła przed siebie. Wzięła głęboki oddech i nacisnęła klamkę kuchennych drzwi. Jej oczom ukazały się dwa złączone z sobą ciała, które na podłodze poruszały się w takt swoich oddechów. Przyspieszały, to znowu zwalniały. Karina stała jak w transie. Dopiero po kilku sekundach zorientowała się, że jedno z ciał należy do jej ukochanego Borysa. Nie była jednak w stanie zareagować w jakikolwiek sposób. Jej kończyny dostały nagłego paraliżu, ślina całkowicie odpłynęła, uniemożliwiając jej wydanie jakiegokolwiek dźwięku. Po prostu stała i patrzyła, dopóki nie zauważyła jej pulchna blondyna z napompowanymi ustami.
– Borysku, kto to? – zapytała, przestając kołysać się na mężczyźnie.
Borys podniósł głowę i dostrzegł stojąca w progu bladą, ledwo przytomną Karinę. W ciągu

6




sekundy zrzucił z siebie zszokowaną blondynę i znalazł się tuż obok Kariny.
– Kochanie, posłuchaj... – zaczął i wyciągnął rękę w jej stronę.
Karina odskoczyła jak oparzona, unikając dotyku Borysa.
– Niech zgadnę: to nie tak jak myślę, nie wiesz co w ciebie wstąpiło, bo przecież kochasz mnie nad życie i nigdy mnie nie skrzywdzisz, prawda? – zapytała z ironią.
– Tak. – szepnął Borys zbolałym głosem i spojrzał na nią błagalnie.
Był bliski łez. Karina zauważyła z zażenowaniem, że Borys nadal ma pełną erekcję. Poczuła dla niego jedynie litość.
– Nie kpij. – powiedziała twardo, choć czuła, jak właśnie pęka jej serce.
– Karina, zaczekaj. – krzyknął za odchodzącą dziewczyną.
Nie zareagowała.

Płakałam, płakałam, płakałam. Nie za Borysem. Bo wiedziałam już, że dałam mu zbyt dużo. Płakałam, bo odebrał mi to, co najważniejsze. Moje czyste serce. Zaufałam, chociaż na to nie zasłużył. Sprawił, że teraz dla innych mężczyzn będę zgorzkniała i podejrzliwa. Czy będę umiała zaufać? Czy będę umiała pokochać tak mocno, jak pokochałam Borysa? Nie można

7




wyrządzić kobiecie większej krzywdy, niż zabawa jej uczuciami. To zwykła podłość.
Teraz wiem, że nie powinnam w ogóle dopuścić go do siebie. To był mój podstawowy błąd.

8




Wyrazy: Znaki: