Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Obecnie w pracowni:
ikonka komentarza

Cień krzyku: Prologikonka kopiowania

Autor: Gabriela twarz żeńska

grafika opisu

rozwiń




Po raz kolejny tej godziny spojrzałam na dom. Nie mogłam uwierzyć, że to już ten dzień, kiedy się wyprowadzam. Co prawda na trzy lata i to do cioci w mieście obok, na czas liceum, ale to zawsze duża zmiana. Mimo wszystko, nie mogłam się doczekać tej chwili. W końcu nie będę musiała żyć w ten sposób co do tej pory. W ten sposób, który mnie każdego dnia niszczył i zżerał od środka. Wypalał mnie jak rozpuszczalnik, do którego jakiś debil wrzucił płonącą zapałkę. Uśmiechnęłam się na kolejną myśl, że nic już nie będzie takie samo. Nowe miasto, nowy dom, nowy pokój, nowa szkoła. Wszystko nowe. Tylko ja ciągle ta stara, zniszczona, wypruta z wszelkiej życiowej energii i chęci do życia.
Znów przybrałam obojętny wyraz twarzy, który oświetlało to irytujące, świecące prosto w oczy, zmuszając je do zmrużenia, południowe słońce.
– Okej, wszystkie walizki są już spakowane do auta. Koc i poduszkę masz na tylnym siedzeniu, a jedzenie w tej fioletowej torbie w kwiaty. Pieniądze będziemy przesyłać Agacie co miesiąc, rozumiesz wszystko? – Po raz kolejny zaczęła wyliczać moja mama stając tuż przede mną.
Krótkie, blond

1




włosy miała akurat spięte w luźnego koka, a kilka ich pasm zwisało po bokach jej podłużnej twarzy. Na szerokim czole, które teraz co chwilę marszczyła, zastanawiając się, czy o niczym nie zapomniała, już pojawiały się zmarszczki, a jej dłonie o długich palcach cały czas przekładały między sobą telefon o potłuczonej szybce, który dzięki swojemu roztargnieniu wielokrotnie upuściła.
Kiwnęłam głową na znak, że wszystko jest dla mnie jasne. Miałam szczęście, że ojciec nie dostał na dzisiejszy dzień wolnego w pracy, a ciocia Agata akurat dzisiaj miała jeden z kilku dni przerwy pomiędzy konsultacjami. Dzięki temu oszczędzono mi wielu nerwów, których mogłabym się nabawić, gdyby jednak szanowny pan Shanon raczył się pojawić. Tak, to było prawdziwe szczęście.
– Na pewno o niczym nie zapomniałaś? Nie chcesz jeszcze raz sprawdzić może? – Znów gorączkowała się kobieta, chcąc opóźnić nieuniknione. Przecież nie mogłam dojeżdżać do szkoły pięćdziesiąt kilometrów każdego dnia.
– Och, nie męcz już jej tak, pomagałam ci w sprawdzeniu tych bagaży już chyba ze trzy razy. – Odezwała się w końcu ciocia

2




Agata.
Ciocia jest siostrą mamy, ale nie są jakoś bardzo podobne. Ciocia ma bardziej owalną twarz, za to twarz mamy przypomina trójkąt. Poza tym ciocia ma długie ciemnobrązowe włosy, zawsze starannie ułożone, nawet kiedy idzie tylko wyrzucić śmieci. Jedynym podobieństwem między nimi jest ich figura, bo obie są wysokie i szczupłe. Poza tym wszystko mają inne. Inne oczy, inne usta, inne nosy. Nawet chodzą i mówią zupełnie inaczej. Można to dostrzec zwłaszcza w takich momentach jak teraz, kiedy stoją obok siebie ubrane prawie identycznie i bez makijażu. Jedna z tych nielicznych rzeczy, które je łączą to to, że tak samo stawiają na naturalność.
– Mamo, przestań. – Mruknęłam zrezygnowana, wkładając dłonie do kieszeni. – Nie mam pięciu lat, tylko szesnaście, więc nie traktuj mnie jak małego dziecka, które nie potrafi nic zrobić porządnie. W tym momencie zmieniasz się w tatę.
Trochę ją to wybiło z rytmu, bo jej ręce zastygły w pół ruchu. Ciocia też to zauważyła, więc nie chcąc wtrącać się w nasze rodzinne niesnaski odeszła w stronę auta ze słowami, że zaczeka wewnątrz.
– Wiesz doskonale, że to jeden z

3




głównych powodów, z których tak cieszy mnie ten wyjazd. Wiesz o tym.
Nie odpowiedziała mi już, tylko mnie przytuliła. Nie odwzajemniłam uścisku i tylko czekałam, aż przestanie mnie obejmować. Stało się to dopiero kilka minut później, kiedy rozległ się odgłos szybkiego stukotu szpilek o asfalt. Mama wróciła do domu, by dać mi ostatnie chwile na pożegnanie, a już po paru sekundach na chodnik wpadła czerwonowłosa kulka szczęścia, Emily, jedyna dziewczyna, jaką naprawdę mogłam nazywać moją przyjaciółką. Natychmiast, gdy tylko znalazła się przy mnie, złapała mnie za ramiona.
– Okej, teraz słuchaj mnie uważnie, bo nie dam rady powiedzieć tego dwa razy. Pamiętasz, jak się poznałyśmy?... Fakt, ja też nie pamiętam, tak po prostu było, że się znamy i razem bawimy. Nie wiem, w którym momencie zaczęłam myśleć o tobie, jak o najbliższej mi osobie, ani też nie wiem, w którym momencie przestałam wyobrażać sobie życie bez ciebie. Po prostu zawsze byłaś i zawsze miałaś być, ale wiem, dlaczego nie możesz zostać i też wiem, jak trudna to jest dla ciebie decyzja. Wiem też, że jak wyjedziesz będzie tam dla ciebie lepiej, niż

4




jest teraz – Mówiła już praktycznie przez łzy, coraz mocniej wbijając krótko przypiłowane paznokcie w moją skórę.
Wyjęłam ręce z kieszeni i złapałam ją za łokcie, jednocześnie leciutko unosząc jeden kącik ust. Po kilku wdechach dziewczyna kontynuowała.
– Lucas mimo swojego trudnego charakteru jest naprawdę dobrym kuzynem, który pomoże ci, w razie gdybym ja nie mogła. Będziemy pisać jak tylko będziemy mogły. Jeszcze do końca wakacji do ciebie przyjadę, a potem może w weekendy będę cię odwiedzać i wyciągać do centrum czy gdzieś indziej. Będzie dobrze, zobaczysz. Wszystko będzie dobrze.
Gdy tylko skończyła mówić, mocno mnie uścisnęła, przez co z moich płuc uciekło całe powietrze, ale zaraz nieco zluzowała chwyt, w jakim mnie trzymała. Wtedy usłyszałam jej płacz. Płakała, bo wyjeżdżałam. Płakała przeze mnie. Natychmiast poczułam nieprzyjemny skurcz w sercu, który pojawiał się zawsze, gdy czułam się winna.
– Przepraszam – Szepnęłam tylko, lekko odwzajemniając uścisk.
Odsunęłam dziewczynę od siebie i pogłaskałam ją po włosach, bo wiem, że gdybym tego nie zrobiła, najpewniej stałybyśmy tak do

5




wieczora.
Uśmiechnęła się jeszcze do mnie smutno i spojrzała na swoje szpilki w panterkę.
– To do zobaczenia, skarbie – Dodała jeszcze i na sekundę położyła dłoń na moim ramieniu, po czym odsunęła się, dając mi tym samym znak, że nie da rady nic więcej powiedzieć i mogę już jechać.
– Do zobaczenia – Odparłam, otwierając drzwi do auta, do którego natychmiast wsiadłam.
Silnik już chodził, a z radia płynęły ciche takty fortepianu, więc nie oglądając się za siebie, poprosiłam ciocię, żebyśmy już odjechały, na co ta przystała z lekkim uśmiechem.
Jechałyśmy tak przez chwilę, kiedy nagle coś sobie uświadomiłam.
– Mogłybyśmy się jeszcze zatrzymać w jednym miejscu? – Zapytałam natychmiast.
– Okej, bardzo będziemy musiały zjechać z drogi do Flame Falls? – Odparła tylko.
– Nie, to po drodze, powiem ci gdzie się zatrzymać.
Kilka kolejnych kilometrów przemierzyłyśmy w ciszy, słuchając jedynie muzyki wypełniającej samochód, niczym duszący dym, którego nie można się pozbyć.
– To tutaj, możesz zaparkować między tymi drzewami – Wypaliłam w końcu, kiedy przejeżdżałyśmy przez jedną z dzielnic,

6




na której stały domki jednorodzinne.
Ciocia skorzystała z rady, ale nie zgasiła auta. Wyszłam na powietrze, które gryzło w płucach. Wszędzie unosił się pył i zapach spalin. Mimo to, niespiesznie przebyłam odległość dzielącą mnie od wejścia do budynku, które znajdowało się po jego boku. Bałam się, zwyczajnie się bałam, nawet nie do końca wiedziałam czego. Czułam ten irracjonalny strach gdzieś w głębi umysłu odkąd tylko wsiadłam do auta, ale teraz on wydostawał się na sam wierzch i przykrywał wszystko inne jak płachta.
Zapukałam do drzwi. A może to moje serce tak łomotało? Chyba jednak naprawdę to zrobiłam, bo klamka powoli poruszyła się w dół i z powrotem do góry. Wlepiłam wzrok w swoje glany.
– Raven? Coś się stało? – Dobiegł mnie głos z góry.
Przez chwilę nie byłam w stanie odpowiedzieć, ale w końcu udało mi się wykrztusić jedno słowo.
– Wyjeżdżam.
W odpowiedzi oczekiwałabym chyba wszystkiego, ale nie tego, co otrzymałam. Śmiechu.
– W sumie zabawne, że powiedziałaś to pierwsza. Miałem właśnie do ciebie iść i powiedzieć dokładnie to samo.
Nie wiedziałam, co mam odpowiedzieć. Powoli zaczęłam

7




podnosić głowę, lustrując go wzrokiem. Zwykłe sportowe buty, zielone spodnie do kolan, granatowa koszulka z jakimś obrazkiem to idealny strój na pożegnanie. Ale co za różnica. Nie jestem lepsza. Przetarte, luźne dżinsy, glany, koszulka od piżamy i o wiele za duża flanelowa koszula brata. Oboje mogliśmy powalać stylem. Dlatego właśnie byliśmy takimi dobrymi przyjaciółmi.
W końcu spojrzałam mu w oczy, a w nich jak zwykle kręciła się ta iskierka dziecięcego szczęścia, która mimo wszystko nie gasła. Z racji, że był wyższy ode mnie o ponad dziesięć centymetrów i jeszcze stał na schodach, musiałam bardzo unieść głowę, by tego dokonać. Mimo tego, że znałam go prawie całe życie, czułam się niesamowicie dziwnie.
– Gdzie jedziesz? – Powiedzieliśmy w tym samym momencie.
Natychmiast opuściłam z powrotem głowę. Nie, nie, nie. Nie dam rady.
– Ojciec wysyła mnie do szkoły wojskowej. W najlepszej wersji wrócę w marcu. Do tego czasu nie będę mógł się z nikim kontaktować w żaden sposób. A ty Flame Falls, prawda? – On zawsze wiedział co powiedzieć. Nigdy nie miał tego problemu, że brakuje mu słów lub nie może nic z

8




siebie wydusić.
– Tak. Właściwie… Może… Chyba powinnam już iść. Ciocia na mnie czeka i… –Zaczęłam się plątać.
Zanim powiedziałam coś jeszcze, chłopak zszedł ze schodów i mnie przytulił. Czując, że to koniec rozmowy, przynajmniej z mojej strony, odwzajemniłam uścisk. Nie wiem ile tak staliśmy, ale ciocia ma anielską cierpliwość, ponieważ ani razu nie trąbnęła ani nie krzyknęła, żebyśmy się pospieszyli. W końcu chłopak odsunął mnie od siebie i zaczął szukać czegoś w kieszeniach. Gdy po chwili to znalazł, polecił mi nie patrzeć w dół i wsunął mi w dłonie coś małego i miękkiego, ale z jakimś zimnym łańcuszkiem.
– Spójrz co to jest dopiero jak już będziesz w samochodzie, proszę – Powiedział, z całkowitą powagą.
Patrząc mu w oczy, kiwnęłam na potwierdzenie głową. Chłopak uśmiechnął się i pocałował mnie w czubek głowy, a ja w tym czasie oparłam czoło o jego klatkę piersiową.
Po kolejnej długiej chwili odsunęłam się od niego i z lekkim uśmiechem zaczęłam wracać w stronę auta. Będąc już na drodze, odwróciłam się po raz ostatni i krzyknęłam.
– Powodzenia, Damien!
Potem, widząc

9




jego uśmiech, poszłam już prosto do cioci. Gdy usiadłam i zapięłam pas, spojrzałam, co trzymałam w ręku. Wtedy po moim policzku spłynęła pierwsza tego dnia łza.

10




Wyrazy: Znaki: