Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin
ikonka komentarza

Zagubiony w ciemności

Autor: deepro twarz męska

grafika opisu

rozwiń




Wokół jest ciemno. Patrząc przed siebie ma się wrażenie jakby wszystko było jednolite, bez początku ani końca. Nie wiem jak się tu znalazłem. Obudziłem się tutaj i nic więcej nie pamiętam... Zastanawia mnie jak się poruszać w takiej przestrzeni. Może uda mi się odnaleźć punkt zaczepienia, cokolwiek co nada konkretny kształt. Pocieszam się faktem, że ja jestem. To już coś czuć siebie. Mimo tej panującej ciemności postrzegam siebie bardzo wyraźnie. Mogę obejrzeć swoje ciało, poczuć wyraźnie swoją obecność. Ta ciemność przeraża. Nie tylko panującym bezkresem, lecz także bezsensem samym w sobie. Zastanawiające jest to, że widzę siebie tak, jakbym był oświetlony od środka. Tak jakbym był oddzielony od tej całej materii. Moja skóra, moja koszula i spodnie, które mam na sobie mają kolor. Stawiam kroki pewnie, niczym nie ograniczony w ruchach własnego ciała. Pytanie jakie sobie stawiam jest jedno: co dalej? Chciałbym określić konkretny cel mojego bycia w tej przestrzeni. Może czegoś poszukam, ale czego? Może gdzieś pójdę, ale gdzie? Szukam konkretu... Pierwsze zasadnicza myśl: co ja właściwie tutaj robię? Skoro posiadam

1




myśli to już jest coś. Nie jestem nieokreślony, mam ciało, które jest posłuszne moim rozkazom. Świetnie! Spróbuję sformułować cel. Potrzebny mi jakiś obraz, wszystko jedno jaki. Czuję potrzebę wyodrębnienia czegoś konkretnego z tej czarnej materii. Więc może tego poszukać na początek? Może zaufać wewnętrznej potrzebie, zaspokoić ją? Tak! Wyraźnie czuję, że tego własnie chcę. Jak zamknę oczy to widzę obrazy, przedmioty, to wszystko, co tylko jest w stanie wyprodukować mój umysł. Nie ma ograniczeń, są konkretne wizje. To jest to, czego poszukuję. Zacząłem iść przed siebie. W mojej głowie kłębiły się myśli. Wyobraźnia podsuwała mi przeróżne obrazy niczym ze sobą nie powiązane. Jednym z nich była wizja dużego obrazu w pięknej, złotej ramie, przedstawiającego pięknie ubraną i patrząca dumnie kobietę. Nie umiałbym wytłumaczyć skąd wziął się w moim umyśle ten wyobrażony obraz. Być może była to potrzeba odcięcia się od tej czarnej przestrzeni, która otaczała mnie z każdej strony. Czyżby mój umysł potrzebował wyprodukować cokolwiek, co stałoby się alternatywą dla niczego? Nie wiem. Wiedziałem tylko,

2




że chciałbym dojść gdziekolwiek. Wszystko jedno gdzie, bez znaczenia co ujrzę na swojej drodze. Czułem, że oszaleję, jeżeli ta wędrówka potrwa jeszcze przez jakiś czas. Jednak im bardziej przychodziły mi do głowy tego typu myśli, tym bardziej miałem wrażenie, że ta czarna przestrzeń pożera mnie coraz bardziej. W przypływie zmęczenia poczułem ogromną złość i nagle odkryłem, że mogę przeżywać emocje, które są tak samo realne jak moje ciało. Wściekłość narastała we mnie, aż pomyślałem, że mam dosyć! Chciałem, aby „coś” wyrwało mnie z tego beznadziejnego stanu i przestrzeni w której się znalazłem. Nagle dotarło do mnie, że to jedyne „coś” jest we mnie. Bo wokół nie było nic. Skoro tam tego nie znajdę to jedyne wyjście szukać w sobie. Ogarnęła mnie rozpacz. Zostanę tu bez niczego, bez określonego znaczenia, bez nadziei. Zmęczony zacząłem krzyczeć. Czułem, że nie wytrzymam tego wszystkiego, że eksploduje niczym wulkan, że zaleje mnie od środka. Nagle zdałem sobie sprawę, że tego krzyku nikt nie słyszy, że to całkowicie bez znaczenia, czy będę się wysilał. Ku mojemu zaskoczeniu zamilkłem. Byłem

3




spocony, oddychałem szybko i byłem totalnie zmęczony. Położyłem się na czarnej przestrzeni i zasnąłem.
Kiedy się obudziłem miałem wrażenie, że odzyskałem sporo siły. Oddech miałem spokojny, czułem się jakbym wziął orzeźwiający prysznic. W przestrzeni zauważyłem unoszącą się mgłę, ale był to dość nietypowy obraz i niczym nie przypominający tej mgły, którą znałem. W ciemności wisiało coś na kształt chmury. Biło od tego czegoś świeżością i lekką wilgocią. Podszedłem bliżej i poczułem bardzo miłe orzeźwienie. Stałem przez dłuższą chwilę i delektowałem się tym miłym uczuciem po czym zapragnąłem wejść w głąb tej chmury. Myśli krążyły wokół danej chwili, umysł koncentrował się na doznaniach, których doświadczałem. Wszedłem do środka. Było wilgotno i cudownie odświeżająco. Po raz pierwszy miałem wrażenie, że przytłaczająca zewsząd czarna masa gdzieś odeszła. W pewnym momencie we mgle ujrzałem dom. Nie mogłem uwierzyć w to, co ukazało się moim oczom. W tej ciemności coś jednak jest! To była pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy w tamtej chwili.
Dom był podobny do tych, które

4




widziałem już w swoim życiu. Drewniany, dwu piętrowy ze starego typu oknami. Przed wejściem miał trzy stopniowy schodek. Wszedłem po nim i nacisnąłem na klamkę. Drzwi się otworzyły i udałem się do środka. W całym domu było pusto i ciemno. Poczułem się znów jak w tej czarnej masie. Nagle na środku domu w tej ciemności dostrzegłem zarys jakiegoś przedmiotu. Udałem się w jego kierunku. Odkryłem, że to było lustro. Miało rozmiar mojego wzrostu, więc spokojnie mogłem przejrzeć się w nim cały. Stanoąłem naprzeciwko niego, niczym wiedziony instynktem, że tak właśnie należy zrobić. W tej ciemności, która zalewała mnie zewsząd widziałem tylko swój obraz odbity w zwierciadle. Poczułem się niczym zahipnotyzowany. Czas jakby zatrzymał się w miejscu o ile można mówić o jakimkolwiek jego istnieniu w tym wymiarze. Przez umysł przebiegły mi tysiące myśli. Były niczym puzzle, które rozsypane nie stanowią żadnego znaczenia a dopiero poukładanie ich w jedną całość ustanawia ich sens. Te drobne elementy zaczęły wnikać w głąb lustra stanowiąc dla nich ekran na którym chciały zostać mi wyświetlone w postaci obrazów. To co

5




ujrzałem stanowiło konkretną wizję tego co dzieje się z moim życiem. Małe fragmenty przybierały postać konkretnych obrazów. Czułem się niczym w konie w którym zostanie mi wyświetlony bardzo ciekawy film. Miałem wrażenie, że zlewam się z tą prezentowaną treścią, że wszystko co dla mnie najistotniejsze dzieje się tu i teraz. Zobaczyłem w lustrze odbicie moich wszystkich marzeń, pragnień i skrytych namiętności o których niekiedy wstydziłem się nawet pomyśleć. Ujrzałem swoje pierwsze fascynacje światem jakich doznaje się będąc dzieckiem, swoje pierwsze miłości kiedy się dorasta. Na nowo ożyły wzniosłe ideały, którymi chciałem budować swoje dorosłe życie niczym dom z cegieł. I ujrzałem swoją twarz po czym wszystko zniknęło.
Po chwili w lustrze zaczęły migotać małe świecące kryształki. Poczułem się wyjątkowo podekscytowany, tak jakbym czekał na swój pierwszy pocałunek. Nie mogłem oderwać wzroku od lustra. Migoczące kryształy dawały coraz więcej światła. Miałem wrażenie, że z każda sekundą lustro staje się coraz bardziej oświetlone. W pewnym momencie spośród kryształków wyłonił się obraz białego

6




gołębia, tak pięknego, że nie mogłem przestać go podziwiać. Gołąb wpatrywał się we mnie przez chwilę, zatrzepotał skrzydłami po czym zniknął. Nie miałem pojęcia o co w tym wszystkim chodzi, co się teraz ze mną stanie.
Nagle w domu zapaliło się światło i z sufitu spadła na mnie cała masa drobnych elementów, które przypominały puzzle. Miałem wrażenie, że jest ich niezliczona ilość. Wiedziony instynktem usiadłem na podłodze i zacząłem układać te drobne elementy dopasowując je jeden do drugiego. Poczułem tak ogromny przypływ energii, że ułożenie całości było tylko kwestią czasu. Każda sekunda przyczyniała się do ukończenia tego dzieła. Nie wiem jak długo to trwało, ale złożyłem układankę. Obraz, który powstał był zadziwiający. Przedstawiał wielką górę. Na niej poprzyklejane były małe kwadraty a w środku każdego był istotny dla mnie element z mojego życia. Kwadraty przedstawiały zarówno te rzeczy, które udało mi się do tej pory osiągnąć jak i te o których wciąż marzę. Nagle poczułem w sobie ogromną złość. Więc znalazłem się tu po to, aby ktoś lub coś pokazało mi taki banał? Co to miało

7




być? To jakiś żart! Byłem wściekły! W tym stanie rzuciłem się na ten obraz, zaczołem go rozrywać i rzucać tymi elementami na oślep. Krzyczałem i zarazem śmiałem się niczym człowiek, który postradał zmysły. Zniszczyłem wszystko po czym wybiegłem z domu. Biegłem na oślep wpadając w czarną masę. W pewnym momencie poczułem, że moje ciało zaczyna się rozpływać i staje się jednością z tą czernią. Nie wiem co stało się dalej...

     Otworzyłem oczy. Leżałem w swoim łóżku. Promień słońca przedzierał się przez szybę w oknie mojej sypialni. Zaczął się kolejny dzień. Więc to tylko sen. Dobrze, że się skończył. Chociaż... sam już nie wiem.
Wstałem z łóżka i poszedłem do salonu. Wisiał w nim obraz , który dostałem od rodziców, kiedy wprowadziłem się do tego domu. Taki tani widoczek gór z zachodem słońca. Nigdy za nim nie przepadałem, wydawał mi się taki tandetny. Tylko, że teraz popatrzyłem na niego inaczej niż zwykle. Przypomniały mi się dwa kwadraty z mojego snu, które wisiały na górze. Jeden przedstawiał drzewo na rozstaju dróg, drugi mnie z pogodna twarzą jakiej przeważnie brakowało. Nagle

8




zrozumiałem. W śnie sam układałem obraz. Tylko dlaczego go zniszczyłem? Czyżbym bał się już marzyć i pożądać?

9




Wyrazy: Znaki: