Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin
ikonka komentarza

Zosia, kołtun i magiczna wróżka

Autor: Albi twarz żeńska

grafika opisu

rozwiń




Była sobie Zosia, która lubiła misie, lalki i klocki, ale tak najbardziej na świecie uwielbiała jeździć na rowerze. Mogłaby jeździć dzień i noc, gdyby nie to, że mama wołała ją spać przed dwudziestą. Czy było coś, czego Zosia nie lubiła? No jasne! Lista nie była wcale krótka. Nie przepadała za warzywami, które mama dawała do obiadu, nie chciała nosić kaloszy, kiedy z nieba padał deszcz ani ścielić łóżka z rana, ale nic nie martwiło mamę bardziej, niż to, że Zosia za żadne skarby nie chciała czesać włosów.

     A włosy, musicie wiedzieć, miała długie, sięgające spódnicy, a kolorem bardzo podobne do kasztanów. Gdy tylko mama wołała Zosię:
– Zosiu!! Zosiu!! Chodź, uczeszemy włosy! – Zosia natychmiast uciekała, gdzie tylko mogła.
Raz uciekła pod stół w kuchni, a innym razem do gabinetu taty. Chowała się pod ciężkim biurkiem z ciemnego drewna, aż mama rezygnowała i ze smutkiem kręciła głową, bo wiedziała, że to nie może skończyć się dla włosów dobrze.

     Na głowie Zosi tworzyły się kołtuny, poplątane i poskręcane włosy bardzo trudne do rozczesania. Dziewczynka zupełnie ich nie zauważała, tylko mama

1




widziała, że będzie coraz trudniej się ich pozbyć. Dzień minął Zosi na zabawie, najbardziej upodobała sobie skakanie po łóżku. Była piratem, który nosił dużą czapkę zapinaną na rzep z tyłu głowy, była podróżnikiem wędrującym po szczytach gór, była królewną z piękną koroną samodzielnie sklejoną dużą ilością kleju. Dziewczynkę rozpierała duma z własnoręcznie zrobionych rekwizytów, mimo że czapka piracka trochę ciągnęła rzepem za włosy, a korona, zanim wysechł klej, już znalazła się na głowie, dość solidnie przyczepiając się do włosów. Nie zmartwiło to jednak Zosi, która – nie przejmując się tym za bardzo – zostawiła koronę na miejscu i stwierdziła, że widocznie należy jej się za wspaniałe panowanie w królestwie wróżek i elfów.
– Zosia! Pora na kąpiel!! – zawołała mama, kiedy za oknem już całkiem się ściemniło. Nowo mianowana królewna szybko zebrała zabawki do różowych pudeł i pobiegła schodami na dół, bo bardzo lubiła kąpiele i pianę. Jednak głowy nie chciała myć, zawsze wtedy okropnie krzyczała i uciekała przed czesaniem.
Od progu łazienki zauważyła dziwną minę mamy,

2




wyglądała na rozbawioną, ale oczy miała wpatrzone w pięknie zdobioną koronę. Jakoś się Zosi ta mina nie podobała, wyglądała, jakby mama coś ukrywała, więc obserwując mamę bacznie, postanowiła zostać w progu łazienki.

     – Zosiu… – powiedziała mama powolutku jak do ptaszka w ogródku, którego bała się spłoszyć – piękną masz koronę, ale musimy ją na czas kąpania zdjąć, bo się zamoczy.
– Nie zamoczy się, nie zamoczy, będę ostrożna, nie będę rzucała pianą do góry – odpowiedziała dziewczynka dumna ze swojej rezolutności. Była pewna, że na taki pomysł mama nigdy by nie wpadła.
– Zamoczy się, kiedy będziemy myć głowę – powiedziała mama, bacznie przyglądając się jej reakcji i celowo unikając słowa włosy, żeby córka nie uciekła w popłochu, zanim dobrze nie weszła do łazienki.
– Mamo!! – wykrzyknęła Zosia – nie ma mowy, bo ja głowy myć przecież nie będę! Więc korona będzie cała i bezpiecznie przeczeka kąpiel. – To mówiąc, Zosia zaczęła szykować się do zabawy w pianie. Tymczasem mama kręciła głową z niedowierzaniem, bo zauważyła pozlepiane klejem i mocno poplątane włosy. Duży

3




kołtun rósł jeszcze bardziej. Jednak co najgorsze. Poniżej trochę z lewej strony, pojawił się kolejny, który do rana zapewne dorówna wielkością temu pierwszemu.

     Zosia weszła do wanny pomalutku, bacznie obserwując mamę i patrząc, czy nie złapie za koronę, żeby szykować głowę do mycia. Mama jednak tylko stała i patrzyła na włosy swojego dziecka i na wielki kołtun z tyłu z miną już bardzo zmartwioną. Postanowiła, że dalej tak być nie może, że Zosia musi pogodzić się ze szczotką albo rozczesać się już tego nie da. Poczekała cierpliwie, aż Zosia cała się umyła i złapała za szampon, ale dziewczynka – gdy tylko to spostrzegła – HYC!!!! wyskoczyła z wanny, jakby ktoś wodę podgrzał przynajmniej do 100 stopni! Złapała za szlafrok i wybiegła z łazienki z prędkością większą niż rakieta, którą wczoraj leciała na księżyc poszukać cennych kamieni. Mama zaskoczona reakcją uciekiniera nawet nie zdążyła nic powiedzieć ani ruszyć się z miejsca, gdy Zosia już wbiegała na górę, potykając się na schodach o sznurek szlafroka. Złapała równowagę i szybko musiała wybrać jedną z lepszych kryjówek, bo bała się, że

4




tym razem mama nie odpuści. Rozejrzała się po korytarzu, zrezygnowała ze swojego pokoju, bo tam wiadomo, że mama najpierw będzie szukać. Wskoczyła do sypialni rodziców, wbiegła do wielkiej szafy, wdrapała się na dużą półkę i głęboko zakopała się w wełniane swetry tatusia. Było ciepło, miękko i ciemno, od razu z wrażenia zamknęła oczy i zasnęła.

     Mama długo jej szukała, a że większość kryjówek znała, to najpierw sprawdziła te stare, ale nie znalazła dziecka. Zanim skierowała się do szafy taty, minęło sporo czasu, a Zosia już dawno smacznie spała. Mama tylko pokręciła głową, zmartwiona patrząc na pogiętą już koronę, mocno przytwierdzoną do włosów oraz na nowego, drugiego już kołtuna, który był jeszcze gorszy, bo zlepiony klejem. Mama nie wiedziała, co będzie rano, kiedy klej twardy jak kamień nie da się rozłączyć. W nocy przy każdym ruchu Zosi kolejne włosy przyczepiały się do dwóch sporych już kołtunów, tworząc coraz większe kulki.

     Dziewczynka obudziła się głodna, bo przez wieczorną ucieczkę nie zjadła kolacji. Zauważyła słońce wkradające się przez szparę otwartych wieczorem drzwi, które

5




mama zostawiła uchylone. Nie patrząc wcale pod nogi zbiegła więc szybko do kuchni, skąd dochodziły zapachy smacznego śniadania. Aromaty prowadziły głodomora jak niewidzialna ręka, wprost do źródła ich powstawania. Jak gdyby nigdy nic zasiadła przy okrągłym stole, patrząc na mamę smażącą pyszną jajecznicę i szykującą już kakao dla księżniczki, która koronę próbowała poprawić, jednak co dziwne, nie chciała już leżeć tak prosto na włosach, coś jakby ją odpychało.
– Proszę, Zosiu, to twoje śniadanie. Zrobiłam ci kakao, bo dzisiaj potrzebujesz dużo energii, czeka nas dzień pełen wrażeń – powiedziała mama tajemniczo. Zupełnie nie zwracała uwagi ani na krzywo leżącą na głowie koronę, ani na kołtuny, jakby zapomniała o nich i przestała się już martwić. Dziewczynka bardzo chciała wiedzieć, co mama zaplanowała, jednak mama nie chciała zdradzić tajemnicy.
– Pojedziemy na wycieczkę, ale gdzie – dowiesz się na miejscu.
Zaciekawiona dziewczynka szybko pochłaniała jajka i upijała małe łyczki gorącego kakao ze swojego ulubionego czerwonego kubka z wielkim uchem. Po śniadaniu umyły zęby i ubrały się szybko, bo

6




ciekawość już rozpierała Zosię, więc mamę pospieszała i sama w tempie ekspresowym wciągała na nogi skarpetki.

     W samochodzie mama powiedziała:
– Zosiu, ponieważ nie dbasz o swoje włosy, nie chcesz ich czesać, zadzwoniłam do takiej specjalnej pani, która ma pewną magię w rękach.
Zosia zrobiła wielkie oczy, nie mogła uwierzyć w to, co mama właśnie powiedziała, jaką magię? Magię to mają wróżki, jednorożce, księżniczki w bajkach, ale to też nie wszystkie. Czyżby jechały do różowej wróżki z różdżką i brokatem sypiącym się przy każdym jej ruchu?? Nieeee. Nawet Zosia wiedziała, że takie wróżki są tylko w opowieściach.
– Mamusiu, ale muszę ci powiedzieć, że nie ma takich wróżek w naszym świecie, one są tylko w bajkach, wiesz??? – zapytała mocno zmartwiona, że to akurat ona musi mamie powiedzieć tę niewygodną prawdę. Bała się, czy mamie nie będzie smutno, ale ona zamiast tego wybuchnęła śmiechem i pokręciła głową.
– Oj wiem, Zosiu, wiem. Jednak są takie specjalne panie od włosów, które swoją niesamowitą magią ratują dziewczynki, którym na głowie zamieszkały niesforne kołtuny, a u ciebie są już

7




aż dwa i z tego, co widzę, ciągle rosną.
– Co!!!! – zdziwiła się Zosia i przestraszyła troszeczkę, bo nie wiedziała, że na jej głowie ktoś mieszka. Wprawdzie coś przesuwa ciągle jej koronę, ale przecież nikogo tam nie ma!! Dotknęła włosów i oniemiała. Były sztywne, twarde i jakieś grube, kosmate, jakby piłeczki uczepiły się wśród kosmyków. Zmartwiła się bardzo, bo przy próbie przeczesania ich palcami aż zawołała głośne „AŁA!!!!”.
– Mamusiu – powiedziała smutno – jedźmy szybciej do tej wróżki, bo coś mi się we włosy stało.

     Gdy dojechały na miejsce, Zosia zobaczyła piękny kolorowy afisz z nożyczkami i grzebieniem i szybko straciła wszystkie chęci, już miała uciekać na myśl o czesaniu, ale mama szybciutko wprowadziła ją do środka. Tam zobaczyła dziewczynkę na pięknym kolorowym tronie, której dwie panie czesały długie, jasne, piękne włosy, a ona nie uciekała! Na ścianach były namalowane kolorowe zamki i latające wróżki, a lustra tworzyły piękne kształty chmur, drzew i domów. Zosia nigdzie na ziemi nie widziała tak cudownego i magicznego miejsca jak to, do którego właśnie weszła.

     – Czyli

8




to jednak magia – powiedziała po cichutku do siebie zdumiona. Popatrzyła znowu na dziewczynkę, która uśmiechała się szczerze, nie bojąc się czesania. Na koniec dostała koronę, ale nie z papieru, tylko prawdziwą z cekinami i brokatem. Włożyła ją na głowę i dumnie przeszła obok. Wyglądała tak pięknie, jak prawdziwa królewna.
– Tak jak ja! – pomyślała Zosia, poprawiając swoją przekrzywiającą się koronę. Popatrzyła w lustro, żeby podziwiać swoją księżniczkowatość i zamarła z szeroko otwartą buzią. To, co zobaczyła, ani trochę nie przypominało pięknej królewny, która przed chwilą wyszła z tego magicznego miejsca. To, co widziała, przypominało jakąś straszną postać z najokropniejszych bajek, jakie można wymyślić. Zosia była przerażona, korona połamana, powyginana i brudna od kleju leżała krzywo, bo spod niej z tyłu głowy wystawał kłąb poplątanych włosów. To chyba ten kołtun, co pewnie nocą ukradkiem zrobił się w jej włosach i rósł! Pod nim zauważyła drugi mniejszy, ale okropnie zlepiony. Zosia zapłakała głośno, krzycząc, że nie chce tak wyglądać, że chce mieć takie piękne włosy, jak tamta

9




dziewczynka, i prawdziwą koronę. No i jeszcze wcale nie chciała takich okropnych kołtunów.

     – Trzeba się ich pozbyć!! Gdzie macie tę magię?? Bez magii nic nie zdziałamy – powiedziała smutno, spuszczając głowę i nie patrząc już w to prawdomówne lustro. Poprosiła mamę i panią, która stała przy pięknym fotelu, żeby uratowały jej włosy. Mimo że bardzo się bała czesania, to siadając przed lustrem, nie mogła patrzeć na ten bałagan na własnej głowie. Czy to ona sama pozwoliła, żeby jej piękne włosy wyglądały tak okropnie??

     Pani z magią w rękach walczyła z okropnymi kołtunami wodą, grzebieniem i szczotką, aby ostatecznie obciąć je nożyczkami w kolorach tęczy. Zosia była tym bardzo zaskoczona, nie wierzyła na początku, że jej długie kiedyś piękne włosy wylądowały na podłodze, tworząc bałagan kosmatych kołtunów. Wyraźnie widziała dwa duże kłęby i mimo że bardzo cieszyła się, że nie ma ich już na głowie, to zapłakała chwilkę za swoimi włosami. Jednak kiedy tylko magiczna pani skończyła pracę, Zosia odważyła się popatrzeć przed siebie. Była zaskoczona, ale i zachwycona. Z włosami kończącymi się

10




zaraz nad ramionami, gładkimi, bez kołtunów Zosia wyglądała pięknie. Od razu spodobała jej się nowa fryzura i, ocierając łzy rękawem bluzki, powiedziała:
– Już nigdy nie pozwolę na to, żeby na mojej głowie pojawiły się te okropne kołtuny! Będę czesać i myć włosy codziennie – zapowiedziała z całą stanowczością mała księżniczka, a w nagrodę otrzymała koronę, wcale nie z papieru, oraz nową różową szczotkę z pasującym do niej grzebieniem. Zosia była zachwycona, aż skakała z radości!

     Kiedy wychodziły szczęśliwe, zatrzymała ją jeszcze magiczna pani i wręczyła małą brokatową buteleczkę, mówiąc tajemniczo:
– Wasza wysokość, oto jest magiczna mikstura w magicznej butelce. Zawsze, kiedy będziesz nią myć włosy, to czesanie będzie łatwe i bezbolesne.
– A co jak skończy mi się ta mikstura? – powiedziała prawie szeptem zmartwiona Zosia, ściskając mocno podarek.
– Wtedy buteleczkę daj mamie. Mama zadba o to, żeby nigdy nie zabrakło w niej płynu.

     Po tej przygodzie Zosia pełna nadziei i zadowolona z nowej fryzury wróciła do domu, nie wypuszczając magicznego szamponu z ręki nawet na chwilkę, żeby go nie

11




zgubić. A co najważniejsze już zawsze czesała swoje włosy, nie marudząc ani nie uciekając do szafy.

12




Wyrazy: Znaki: