Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin
ikonka komentarza

Druga szansa. Część pierwsza

Autor: Karolina Milcarz twarz żeńska

grafika opisu

rozwiń




Zaczynam wszystko od początku...

     __________________________________

     PROLOG

     Orkiestra właśnie rozpoczęła grać pierwszy taniec młodej pary. Patrzyła na nich i nie mogła uwierzyć, że ona już za dwa miesiące również będzie tak tańczyć.

     -Musimy porozmawiać – usłyszała, tuż przy swoim uchu.

     Oderwała na moment wzrok od swojej przyjaciółki i spojrzała na swojego przyszłego męża z czułością.

     -Oczywiście – wymruczała, muskając jego policzek ustami.
-To ważne – usłyszała w odpowiedzi.

     Nawet przez chwilę nie przeszło jej przez myśl, że już za chwilę wszystkie jej plany o szczęśliwym życiu przy boku ukochanego mężczyzny legną w gruzach.

     -O czym chcesz rozmawiać? - zapytała, niczego nieświadoma.
-Chodźmy się przejść – usłyszała w odpowiedzi – to jest dłuższy temat.

     Nie zdążyła odpowiedzieć, ponieważ jej narzeczony szarpnął ją za ramię.

     -Poczekajmy – zaprotestowała – niech, chociaż skończy się pierwszy taniec.

     Dyskretnie rozejrzała się po sali weselnej. Wszyscy goście stali w kółku, wpatrzeni w młodą parę, jakby byli zaczarowani. Nie mogli teraz wyjść.

     -Sonia – wyszeptał – proszę

1




cię.

     Coś w tonie jego głosu kazało jej wyjść posłusznie za nim.

     Szła ramię w ramię z mężczyzną wyraźnie pogrążonym w swoich myślach i zastanawiała się, co było tak ważne, że wyszli w tak ważnym momencie.

     -Pamiętasz tę ostatnią imprezę? - usłyszała ciche pytanie – nie chciałaś iść na nią ze mną.

     To o to chodziło? Czy teraz będzie robił jej wyrzuty z tego powodu? Zdecydowanie to nie był najlepszy moment na kłótnię. Zresztą już chyba mu wytłumaczyła, dlaczego z nim wtedy nie poszła?

     -Pamiętam – pokiwała głową – nie uważasz, że to nie jest dobry czas na wypominki?

     Nie bardzo rozumiała, do czego miała prowadzić ta rozmowa. Powinni być teraz na sali i bawić się z parą młodą i resztą gości.

     -Pieprzyć czas – wymruczał pod nosem – zdradziłem cię.

     To jedno, krótkie zdanie, w ułamku sekundy wywróciło jej cały świat do góry nogami. Patrzyła na niego, otwierając i zamykając usta, nie bardzo wiedząc, co ma powiedzieć. Gdyby mogła, udusiłaby go gołymi rękami.

     -Zadowolony jesteś z siebie? - wydukała po dłuższej chwili – jak długo to trwa?

     W odpowiedzi pokręcił głową.

     -Soniu –

2




wysyczał – to nie jest tak, jak myślisz.

     Nie tak, a, jak? Jeszcze moment, a wydrapie mu oczy.

     -Nie obchodzi mnie to – podniosła głos – nie chcę cię znać.

     Nie czekając na jego odpowiedź, odwróciła się na pięcie. Jedyne czego teraz chciała, to znaleźć się jak najszybciej na sali weselnej i postarać się zapomnieć o tym, że ze ślubem będzie musiała poczekać jeszcze kilka lat.

     ROZDZIAŁ PIERWSZY

     Siedziała na barowym stołku przy barze i obserwowała gości. Klub był wypełniony po brzegi i dosłownie tętnił życiem. Otwarcie tego miejsca było strzałem w dziesiątkę i cieszyła się, że posłuchała swojej intuicji, a nie ludzi, którzy jej to odradzali i zaryzykowała.

     -Widzę, że interes kwitnie – usłyszała tuż przy swoim uchu – jesteś zadowolona?

     Pokiwała w odpowiedzi głową. Nie miała ochoty z nim rozmawiać. Był tutaj co piątek i za każdym razem ich rozmowa kończyła się tak samo. Kłótnią.

     -Kiedy nareszcie mi odpuścisz? - zapytała ze złością, odwracając się do niego przodem – co z tobą jest nie tak?

     Mężczyzna podniósł obie dłonie w geście poddania do góry.

     -Spokojnie – powiedział stanowczo –

3




po prostu martwię się o ciebie.

     On się martwił? Wolne żarty.

     -Nie dostaniesz ode mnie ani grosza – wysyczała – najwyższa pora usamodzielnić się.

     Poczuła ostre szarpnięcie do przodu.

     -Nie podskakuj mi – mężczyzna nachylił się w jej stronę – jestem twoim bratem.

     Bratem? Przestał nim być kilka lat temu.

     -Powiedziałam już – wyszarpnęła się z jego mocnego uścisku – albo wyjdziesz sam, albo wezwę ochronę.

     Ochrona, no właśnie. Wyraźnie im powiedziała, że mają go nie wpuszczać.

     -Wzywaj sobie, nawet papieża – oczy zalśniły mu niebezpiecznie – śpisz na kasie, a nie chcesz rodzonemu bratu odpalić kilka stówek. Suka z ciebie.

     To ostatnie zdanie wyprowadziło ją z równowagi. Nie miał prawa jej obrażać, do wszystkiego musiała dojść sama.

     -Zamknij się – krzyknęła, kątem oka dostrzegając zaciekawioną minę barmana – nie masz prawa mnie oceniać.

     Poczuła piekące łzy pod powiekami. Dlaczego musiał się tak bardzo zmienić? Kiedyś był jej ukochanym starszym bratem, na którego mogła liczyć, a teraz? Ukłucie żalu ścisnęło ją za serce.

     -Gdybyś nie była taka beznadziejna – wysyczał ostatnie słowo,

4




akcentując je – Mike, nigdy by cię nie zostawił.

     Już miała coś odpowiedzieć, gdy przypomniała sobie, że nie są sami, a ich rozmowie przysłuchuje się nie tylko jej barman, ale również goście siedzący przy barze. Ta myśl była nie do zniesienia. Zsunęła się z barowego stołka i pokazała gestem dłoni by przeszli z dala od ciekawskich gapiów siedzących przy barze. Nie mogła pozwolić sobie na to, by jej problemy rodzinne stały się tematem do plotek.

     Siedziała w swoim wygodnym SUV-ie i wpatrywała się w swoje nadal zadbane dłonie, z idealnie pomalowanymi i opiłowanymi na kształt migdałków paznokciami.
Wspomnienia, które przywołał do niej jej brat, podczas jednej z wielu kłótni nie chciały dać spokoju. Pomimo upływającego czasu to wszystko wciąż bolało tak samo „Gdybyś nie była taka beznadziejna „. Chciała głęboko wierzyć w to, że wcale nie jest aż tak beznadziejna, jak próbował jej wmówić. Znęcanie psychiczne się nad kimś było o wiele gorsze od fizycznego. Siniaki w końcu znikną, a słowa pozostaną na zawsze.

     Właśnie miała odpalić silnik, gdy usłyszała dzwonek swojego telefonu. Wyjęła go z torebki i

5




spojrzała na wyświetlacz. Mama.

     -Syn ci się już poskarżył? - zapytała, nie siląc się na miły ton.

     Po drugiej stronie usłyszała westchnięcie.

     -Soniu – jej mama zawsze rozpoczynała rozmowę od wypowiedzenia jej imienia – dlaczego nie chcesz mu pomóc.

     A niby w czym miała mu pomóc? W otwarciu piwa?

     -Mamo – tym razem to ona westchnęła – przestań ślepo wierzyć swojemu synalkowi.

     Wiedziała, że rozmowa z jej matką na ten temat jest bez sensu. Zachowywała się, jakby miała klapki na oczach.

     -Przecież kiedyś – zaprotestowała – dogadywaliście się i byliście naprawdę zgranym rodzeństwem.

     Nie tylko czasy, ale również ludzie się zmieniają. Potrząsnęła głową, nie chcąc dopuścić do siebie wspomnień. Przeszłość zostawiła daleko za sobą i nie miała zamiaru do niej wracać. Nigdy.

     ****

     Droga do domu wlokła się niemiłosiernie. Odnosiła wrażenie, że im szybciej jedzie, tym droga jest dłuższa. Myślami wciąż powracała do rozmowy ze swoją rodzicielką. Kochała ją i oddałaby za nią życie, jednak nie potrafiła jej zrozumieć. Najwyraźniej brat, zdążył mamie zrobić porządne pranie mózgu.

     Dzwonek telefonu

6




oderwał ją od myśli.

     -Smith – powiedziała, wciskając przycisk w zestawie głośno mówiącym – słucham.
-Cześć – usłyszała wesoły ton głosu swojej przyjaciółki – jakie masz dzisiaj plany?
Jedynym planem, jaki miała, to wyspać się.

     -Będę spała – odpowiedziała, uśmiechając się – a czemu pytasz?

     Po drugiej stronie usłyszała głośny wrzask, maleńka córeczka Hany, Jula domagała się uwagi swojej rodzicielki.

     -Szkoda – usłyszała po dłuższej chwili -miałam nadzieję, że zechcesz wpaść do mnie na kawę.

     Pokręciła głową, poprawiając zestaw głośno mówiący. Może później, jak chociaż trochę się prześpi.
Poza tym dzisiaj była sobota, a w piątki i soboty było największy ruch w interesie.

     -Hann – stłumiła ziewnięcie – wpadnę do ciebie, ale koło południa. Mocna kawa przyda mi się przed pracą.

     Oczami wyobraźni widziała, jak jej przyjaciółka robi do swojej córeczki głupie miny i macha jej przed twarzą jedną z tych śmiesznych dziecięcych zabaweczek, by chociaż przez chwilę nie płakała i pozwoliła dokończyć im rozmowę.

     -To jesteśmy umówione – odpowiedziała – muszę kończyć, wracam do

7




obowiązków macierzyńskich.

     Kobieta przytaknęła głową i nacisnęła przycisk w zestawie głośno mówiącym. Pięć lat od czasu ślubu jej przyjaciółki zleciało tak szybko, a ona wciąż była sama. To właśnie na tym ślubie rozstała się ze swoim narzeczonym. Łzy pod powiekami zaczęły same napływać. Musiała szybko mrugać powiekami, by nie pozwolić im płynąć. Miała w sobie tak wiele żalu. Wcisnęła pedał gazu, chcąc jak najszybciej dotrzeć do swojego przytulnego mieszkanka.

     *****

     -Już myślałam, że nie przyjdziesz – usłyszała na powitanie od swojej przyjaciółki – jesteś strasznie blada.

     Odruchowo spojrzała w lustro. Rzeczywiście była blada i jeszcze te sińce pod oczami.

     -Może odrobinę – nieśmiało zaprotestowała – wiesz jak wiele mam zajęć.

     Nie miałaby tyle zajęć, gdyby sama sobie ich nie dokładała. Kochała swoje mieszkanie i uwielbiała do niego wracać po całym dniu, ale nie wyobrażała sobie spędzić w nim samotnie całego dnia. To było zbyt przytłaczające.

     -Musisz zrobić sobie wakacje – przyjaciółka pogłaskała po policzku swoją córeczkę – zasłużyłaś na nie.

     Wakacje? Prawie zapomniała co

8




to znaczy. Ostatni raz na wakacjach była, gdy skończyła studia, czyli około sześciu lat temu.

     -Na razie to nie wchodzi w grę – powiedziała, siadając przy stole w kuchni – nie mogę zostawić klubu bez opieki. Nie mam nikogo, komu mogłabym powierzyć na ten czas wszystkie moje obowiązki związane z Deja vu.

     Hana przytaknęła głową.
-Potrzymasz Julę? - z uśmiechem podała dziecko kobiecie – ciężko jest z nią coś zrobić na rękach.

     Dyskretnie rozejrzała się po kuchni i musiała przyznać rację. Wszędzie panował bałagan.

     -Nie da się tego ukryć – odpowiedziała, śmiejąc się – trochę ci zazdroszczę.

     Nareszcie powiedziała to na głos. Zazdrościła jej męża, dziecka i tego ciągłego chaosu.

     -No coś ty – Hana spojrzała na nią w zdumieniu – powinnaś się cieszyć, że możesz robić karierę i jesteś taka niezależna. Ja tonę w pieluchach.

     Czułość, z jaką Hana spojrzała na Julę, rozczuliła ją. Ona również chciałaby w nich tonąć. Poczuła ogromną gulę w gardle. Jak najszybciej musiała odsunąć od siebie smutek, inaczej się rozklei.

     ROZDZIAŁ DRUGI

     Stała na pół piętrze i rozmawiała z menagerką dyskoteki

9




o grafiku na przyszły weekend, gdy go zobaczyła. Szedł w jej stronę, uśmiechał się.

     -Niezłe ciacho – usłyszała cichy zachwyt swojej pracownicy – i jeszcze ten nieziemski uśmiech.

     Kobieta zmierzyła ją wzrokiem. Lubiła Mery i uważała, że jest naprawdę dobra w tym, co robi, jednak zdecydowanie powinna zastanawiać się nad tym, co mówi, do kogo i przy kim. W końcu nie płaciła jej za ocenianie gości, tylko za dbanie o wizerunek klubu.

     -Wróć do swoich obowiązków – powiedziała, tonem nieznoszącym sprzeciwu – przyjrzyj się pracy kelnerek.

     Mężczyzna był coraz bliżej, a ona poczuła, jak zaczynają mięknąć jej kolana. Ile to już lat minęło od ich ostatniego spotkania? Pięć? Była ciekawa, co działo się u niego przez te lata. Czy ożenił się z kobietą, dla której poświęcił ich związek, jest szczęśliwy, ma dzieci? A może rozstał się z nią i teraz jest sam?

     -Witaj – usłyszała – nie spodziewałem się ciebie tutaj.

     Przecież musiał wiedzieć, że ten lokal należy do niej. Jej brat i matka zadbali o właściwą reklamę Deja vu i nie omieszkali pominąć faktu, że należy do niej.

     -Ja ciebie tym bardziej –

10




odpowiedziała, patrząc mu prosto w oczy – co tutaj robisz?

     Mężczyzna uśmiechnął się i zaczął się uważnie rozglądać dookoła.

     -Przyszedłem potańczyć – odpowiedział – zresztą jak reszta ludzi na parkiecie. A ty?

     On chyba naprawdę nie wiedział o niczym.

     -Pracuję tutaj – odpowiedziała poważnym tonem – chcesz się czegoś napić?

     W głębi duszy ucieszyła się, że nie wie o prowadzonym przez nią interesie.

     -Myślałem, że – powiedział po dłuższym czasie – stać cię na lepszą pracę, niż praca kelnerki i to jeszcze w takim miejscu. Co się z tobą stało dziewczyno?

     Co on chciał od tego miejsca? To była jedna z najlepszych dyskotek w tym mieście, ludzie rezerwowali loże z wyprzedzeniem, cieszyła się ogromnym zainteresowaniem nie tylko ze strony młodzieży, ale również osób w średnim i podeszłym wieku.

     -To źle myślałeś – odpowiedziała, podnosząc głos – to miejsce jest całkiem przyzwoite.

     Widziała, że chciał coś powiedzieć, ale w tym momencie podeszła do nich Mery i zupełnie nie zwracając uwagi na jej mordercze spojrzenie, podała dokumenty do podpisu.

     -Przyniosłam ci dokumenty do podpisu, o które

11




prosiłaś – powiedziała, jednocześnie robiąc maślane oczy do jej byłego narzeczonego.

     Mężczyzna wyglądał tak, jakby właśnie ktoś w tym momencie wylał mu wiadro zimnej wody na głowę.

     -Nie jesteś kelnerką – to było bardziej stwierdzenie niż pytanie – kretyn ze mnie.

     Z grzeczności nie chciała zaprzeczyć.

     -Masz rację – odpowiedziała z satysfakcją – nie jestem kelnerką.

     Spojrzała na Mery, w nadziei, że ta zrozumie jej niemy przekaz i odejdzie, zostawiając ich samych.

     -Możesz już odejść – zwróciła się do swojej menagerki – dostaniesz dokumenty z powrotem, gdy tylko je przejrzę.

     Kątem oka widziała, jak mężczyzna przestępuje z nogi na nogę w napięciu.

     -To, kim tutaj jesteś? - zapytał, gdy tylko dziewczyna odeszła od nich – dlaczego nie powiedziałaś mi od razu? Zrobiłem z siebie idiotę.

     Ta noc była dłuższa od poprzedniej i bardziej wyczerpująca. Włócząc nogami, szła przez parking do swojego samochodu.

     -Poczekaj – usłyszała, jak ktoś ją woła – chcę się tylko o coś zapytać.

     Stanęła w oczekiwaniu, aż nieznany człowiek ją dogoni. Czego niby mógł chcieć od niej? Była ósma

12




rano.

     -Słucham – burknęła pod nosem, grzebiąc w torebce za kluczykami.
-W pani klubie pracuje Mery? - młody mężczyzna z trudem łapał oddech – musi pani na nią uważać.

     Co on bredził? Dlaczego miała uważać?

     -Chłopaku – zaśmiała się – Mery pracuje u mnie na tyle długo, że nie mam powodu tego robić.

     Chłopak pokręcił głową.

     -Ona planuje przejąć Deja vu – powiedział stanowczym głosem – mogę dać pani dowód.

     Przyjrzała mu się uważniej. To z nim Mery kiedyś rozmawiała na zapleczu. Dlaczego nie poznała go od razu? Gdy zapytała Mery, kim on jest i czemu wpuściła go na zaplecze odpowiedziała jej z dawko, że przyszedł w sprawie pracy, ale odmówiła mu przez brak wolnych etatów. Małpa. Już ona sobie z nią porozmawia.

     -Jak szybko możesz mi je dostarczyć? - zapytała rzeczowo, chcąc jak najszybciej wsiąść do samochodu i odjechać w kierunku domu.

     -We wtorek w tym samym miejscu i o tej samej porze co dzisiaj – odpowiedział, odrobinę speszony.

     Kiwnęła głową i bez pożegnania odeszła. Nie uwierzy mu, dopóki nie dostarczy jej dowodów i tylko miała nadzieję, że nie próbuje jej oszukać. W końcu Mery była

13




naprawdę dobrą pracownicą.

     ROZDZIAŁ TRZECI

     Wciąż zastanawiała się jakie dowody ma nieznajomy mężczyzna przeciwko Mery. Ciężko było jej uwierzyć w to, co powiedział. Może to tylko zemsta porzuconego kochanka? Oni na pewno kiedyś byli razem i była tego pewna.

     Właśnie miała zaparzyć sobie herbatę, gdy usłyszała dzwonek do drzwi. Kto mógł przyjść do niej o tej porze. Dochodziła dziesiąta w nocy. Podeszła do drzwi i spojrzała przez wizjer. Skąd on znał jej adres? Kto mu go dał? Przekręciła zamek i powoli uchyliła drzwi. Nie chciała wpuszczać go do środka.

     -Czego chcesz? - zapytała, mierząc go spojrzeniem – skąd wiesz, gdzie mieszkam?

     Mężczyzna uśmiechnął się i przeciągnął dłonią po włosach.

     -Nie wpuścisz mnie do środka? - patrzył na nią w oczekiwaniu.

     Pokręciła głową ani jej się śni wpuszczać go do mieszkania. To nie była odpowiednia pora na odwiedziny.

     -Nie – odpowiedziała stanowczym tonem – masz świadomość, która jest godzina?

     W odpowiedzi skinął głową. Jego uśmiech zaczął ją drażnić.

     -W takim razie – zniżył głos, do konspiracyjnego szeptu – twoi sąsiedzi będą mieli jutro

14




temat do plotek.

     No tak, zapomniała, że mieszkanie w bloku nie oznacza, że jest anonimowa. Tutaj każdy wiedział o wszystkim. Z westchnięciem odsunęła się od drzwi i pozwoliła wejść mu do środka.

     -To, czego chcesz? - zapytała, gdy nareszcie rozgościł się w salonie – mam nadzieję, że to coś ważnego.

     Obserwowała jak, rozsiada się na jej kanapie i z zaciekawieniem rozgląda dookoła. Mieszkanie urządzone było w stylu skandynawskim dużo bieli i drzewa. Na drewnianych parapetach królowały kwiaty, które dodawały temu miejscu ciepła. Tradycyjne zasłony ustąpiły miejsca elektrycznym roletom. Na środku drewnianej podłogi gościł ogromny puchowy dywan.

     -Ładnie tutaj – powiedział, lekko mrużąc oczy – jesteś z siebie dumna?

     Skłamałaby, gdyby powiedziała, że nie jest. Nie mniej jednak w pewnym stopniu swój sukces zawdzięcza również jemu, ich rozstanie dało jej kopa do działania. Podwójna motywacja.

15




Wyrazy: Znaki: