Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin
ikonka komentarza

Jaśko

Autor: Maksim Wolff twarz męska

grafika opisu

rozwiń




Wczesnym rankiem, gdy słonko tylko zza pagórków wyjrzało, młody Jaśko osiodłał ogiera i ruszył ojcowiznę dozorować. Pognał co koń mocy w kopytach ku wzgórkom, co łanem złocisty zboża świeciły, ku dolinom gdzie popasało pogłowie rogate w mleko pełne, ku zagajnikom gdzie jagody i maliny wabiły już bąki i pszczoły swym zapachem kwiecia.
Gnał Jaśko przez las, co grzybami i zwierzyną obficie karmił jego braci i siostry z ojcami. Poganiał ogiera gdy skraj miedzy dopadł i płot przeskakując w sąsiada dobra wtargnął.
Jaśko młodym chłopcem będąc nie lękał się sąsiadów swych i z ochotą ku ich izbom pognał, gdzie Zosię swą zobaczyć śpieszył . Widząc dom i zagrody w dolinie skryte, wstrzymał lejce i ogiera w miejscu osadził. Spojrzał młodym wzrokiem, szukając kogo żywego krzątającego się w obejściu, miarkując, jaki by tu pretekst do wizyty stosowny tej pory wydumać, a nie widząc nikogo westchnął głęboko i walcząc z rozsądkiem pokłusował na tyły domostwa. Tam, pośród drzew wysokich we frukty obfite, pośród chruśniaków maliną obfitych, gdzie ściana domu graniczy z kwieciem bujnym, jest okno co wabi go i

1




nęci w sposób grzeszni i niegodny.
Nie bacząc na implikacje mogące za czyn ten czekać, podjechał na koniu do drzew jabłoni. Ominął malinowy labirynt i kopytami ogiera w kwiaty wtargnął. Pogłaskał czule kark siwka, by uspokoić zwierzę w tym ważnym monecie i spojrzał przez szybkę do środka izdebki. Tam w wśród kredensów, stoliczków i stołków, tuż pod ścianą okna łóżko gospodyni wstawiła i młodej córce pościel co noc szykowała. Tam w białych puchach, na szerokich poduszkach w koronki zdobnych, swą główkę mała Zosieńka złożyła. Jasne loki jej twarz skrywają, gorące ciało w pierzynach tulone i tylko ramie jedno swą urodę dziewczęcą Jaśkowi ukazało. Ciche myśli, wstydliwe, niegodne jego uczuciu, poczęły szemrać mu w głowie plan iście szatański.
– Oj Zosiu ma luba, gdybym mógł twe rączki choć ucałował, – szepnął cicho Jaśko do obrazu za oknem – byłbym szczęściem przez ciebie obdarowany i spokojnie twych lat bym czekał.
Wtem złociste pukle skrywające twarz młódki poruszyły się, – Jaśko zamarł z bojaźni – główka Zosi okręciła się w stronę izby i oczom widza ukazała się bielusieńka szyja.

2





Serce Jaśka podskoczyło w szybszym rytmie – Uciekać! Uciekać! A to chyżo uciekać! – Krzyczał w nim rozsądek, ale oczy nie słuchały. Dłonie mocno trzymały uzdę, by koń nie zerwał w galop. Kolana ściskały zwierzę, by nawet nie drgnęło. Cielisty kolor ramienia wysunął się spod góry puchu. Dłonie Zosi objęły twarz i odsłoniły jej piękne lico z łanów złocistych włosów, po czym wystrzeliły wzdłuż głowy, wyciągając się sprężyście daleko ponad wezgłowie. Usta dziewki rozwarły się szeroko, powoli wciągając powietrze w młode ciało i jędrne piersi, których widoku Jaśko tylko mógł się domyślać. Oczy lubej zaciśnięte teraz mocno, tylko czekają by spojrzeć na nowy dzień i przywitać go uśmiechem i z radością.
Jaśko już wzrok odwracał, już jego lewica konia do zrywu gotowała, w siodle ciało poprawiał, gdy wtem stało się coś nieoczekiwanego. Coś czego oczy szlachcica niegodne oglądać z ukrycia. Zamarł nasz jeździec w przerażeniu, przez głowę myśl straszna o zemście braci i ojców Zosieńki przeleciała, ale nie uległ zgrozie i w miejscu ostał.
Małe rączki dziewki uchwyciły wezgłowia w ornamenty

3




kwieciste zdobiony i wyciągnęły wyprężone ciało spod śnieżnobiałej pościeli. Oczom jeźdźca ukazała się wpierw jedna pierś, a za chwilę i drugą, wprawiając młodzieńca w zdumienie i niemoc umysłową. Jak w urok, czy czar wpuszczony, patrzył i nie wierząc, przetarł wierzchem dłoni oczy, pomyślał: czy to nie jakieś urojenie tworzone myślami nieczystymi.
Dla pewności zamknął oczy i spojrzał ponownie. Piersi nadal tam były, na wyciągnięcie ręki, gdyby tylko zszedł z ogiera i okno na oścież otworzył, mógłby ich dotknął, poczuć w dłoniach, przekonać się jakie są jędrne i ile w nich ciepła. Te myśli, tak plugawe, tak niegodne jego pozycji, wcale nie wpędziły go w zakłopotanie, lecz zgoła na przekór rozhulały jego wyobraźnie.
Dziewczę, zbyt młode na takie sytuacje, nieświadome jakich myśli jest ofiarą, cichutko mruczy wspominając nocne sny o jasnowłosym młodzieńcu porywającym ją na koniu. Chłonie ciepło skryte pod pierzą, przeciąga się leniwie i z uporem zaciska powieki, mając nadzieję, że sen powróci i zakończy romantyczną przygodę. Oj jakby chciała, by jej młody wiek minął, by przybyli swaty i

4




przedstawili jej ojcom przyszłego męża. Białe ząbki ukazały się Jaśkowi w chwili, gdy marzył o pocałunku. Widok ten tylko wzniósł go na wyżyny niepokojącego drżenia, bo zobaczył oczyma swymi, jak dotyka tych bieli ustami, jak ich smakuje.
Poprawił się w siodle jeszcze raz, a koń między jego nogami wyprężył się gotując do zrywu: unosił grzbiet, prężył kark, wznosił wysoko głowę, szykując się do rychłego galopu.
Jaśko spoglądając na piękną twarz Zosieńki, na jej smukłą szyję i na krągłe młode, a jednak pełne kobiece piersi, westchnął tylko i puścił ogiera w kłus. Oddaliwszy się trochę od izb z oknami, zwarł pięty wbijając je w brzuch konia i pognał co sił ku zamku na szczycie. Tam w samotnych murach hrabina nieszczęsna, czeka powrotu męża swego z wojaczki; a że lat kilka minęło gdy chłopy wszystkie wróciły, tak z tęsknoty przyjmuje każdego jak swego i gości jak ukochanego.

5




Wyrazy: Znaki: