Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Obecnie w pracowni:
ikonka komentarza

Diamentowa korona. Rozdział 1 i 2ikonka kopiowania

Autor: Albi twarz żeńska

grafika opisu

rozwiń




Korona

     Zanim doszło do wydarzeń, które miały wstrząsnąć krainą Elfów, ich świat był spokojnym i bezpiecznym miejscem. Król Daxegon i królowa Diaena, od wielu lat panowali nad piękną, diamentową doliną. Pod ich rządami lud był szczęśliwy, a w rzekach i źródłach doliny płynęła krystalicznie czysta, magiczna woda, pochodząca z jednego, głównego nurtu rzeki Vidany. Dzięki niej, zamieszkujące okolicę elfy, żyły długo, ciesząc się znakomitym zdrowiem.
Pewnego poranka, kiedy słońce wstawało ze swej nocnej drzemki, królowa urodziła maleńką córeczkę o jasnych elfich włosach i niebieskich, przenikliwych oczach. Dano jej na imię Diaxemin.

     W wiek nastoletni księżniczka wchodziła wraz z przyjaciółką, która była dla niej jak siostra, a więź jaka je łączyła, nie zdarzała się często. Diaxi i Kristal były ciekawe świata, poszukiwały wszelkich informacji na temat magii, która je fascynowała. Nie raz zapuszczały się w miejsca, które powinny omijać, jednak ciekawość była silniejsza.
Tego dnia, kiedy wszystko miało się zmienić, weszły po chwiejącej się, dawno nieużywanej drabinie na strych wiekowego domu,

1




należącego od pokoleń do rodziny Kristal. Na poddaszu znajdowało się jedno maleńkie i mocno zakurzone okienko, które nie wpuszczało wiele światła. Chcąc rozjaśnić pomieszczenie, Kristal przetarła je ręką, choć niewiele to dało i mimo południa, wciąż otaczał je półmrok. Przedzierając się po omacku, znajdowały stare, rozpadające się przy dotyku książki, a kurz przez nie wzbijany, długo nie opadał. Na dłuższą chwilę zatrzymały się przy pełnym gnieździe jaskółek, jednak nie było to na tyle fascynujące, żeby poszukiwaczki poświęciły ptakom więcej czasu. Zrezygnowane, już miały schodzić na dół, kiedy Diaxemin zahaczając butem o stertę zakurzonych zasłon, ściągnęła je na ziemię. Po kilku chwilach, kiedy opadł kurz, ich oczom ukazała się brązowa, drewniana skrzynia. Domyślały się, iż od dawna nikt jej nie otwierał. Skobel wieńczyła duża, zardzewiała kłódka, a rdza nie odejmowała jej wyglądu solidności i trwałości. Jednak po dotknięciu, okazała się już słaba i zużyta. Kilka silniejszych szarpnięć wystarczyło aby obręcz poruszyła się, a cichy chrzęst starego mechanizmu oznajmił, że zamek

2




poddał się i otworzył. To jeszcze bardziej zachęcało do dalszej eksploracji. Podnosząc wieko skrzyni, usłyszały głośne, ostrzegawcze skrzypnięcie zawiasów. W środku znalazły kolejne księgi, a między nimi portrety nieznanych im elfów.
- To twoja rodzina? - zapytała Diaxemin przeglądając pożółknięte i postrzępione już kartki.
- Nie mam pojęcia, nie poznaję nikogo, ale są bardzo stare i nie wiadomo do kogo należała ta skrzynia – odpowiedziała.
Wyjmując kolejne mniej ciekawe znaleziska, natrafiły na szary kartonik, niepasujący do pozostałych rzeczy.
- Patrz, to nie jest takie stare jak reszta – powiedziała księżniczka wskazując na szary, papierowy pakunek.
- Ktoś je tu włożył całkiem niedawno – szepnęła przejęta Kristal, delikatnie wyjmując paczkę. Wierzchem dłoni przetarła wieko i podniosła je z lekkim trudem, gdyż ciasno przylegało do spodu pudełka.
W tym momencie, obie wstrzymały oddech, wyściełane krepiną pudełko, skrywało piękną, prawie przezroczystą i cudownie zdobioną koronę. Siedząc w mroku poddasza, zostały oświetlone jej delikatnym blaskiem. Diaxemin wyciągnęła po nią ręce, ale zaraz je

3




cofnęła. Nie wiedziała, czy powinna dotykać tak niesamowitego dzieła. Ciekawość jednak była silniejsza i po chwili wyjęła koronę, aby włożyć ją na głowę, a wtedy cudowne, jasne i ciepłe światło otuliło postać księżniczki, która w kilka chwil wyglądała jeszcze piękniej. Jej blond włosy, lśniły jak złoto, a turkusowa, codzienna sukienka, zamieniła się w jedwabną, zdobioną koronką kreację.
- Niesamowite... - wydusiła z siebie oszołomiona Kristal.
- Jest bardzo podobna do korony, którą kiedyś widziałam w królewskim skarbcu, chociaż to było tak dawno, że nie pamiętam jej dokładnie. Skąd wzięła się u ciebie taka korona? – Diaxemin nie kryła zdziwienia.
- Daj mi ją włożyć, teraz moja kolej – ponaglała Kristal, nie odpowiadając na pytanie koleżanki.
Księżniczka przekazała znalezisko w ręce przyjaciółki, a ta od razu włożyła ją na swoją głowę.
Jednak to co zaczęło się dziać, nie było już tak wspaniałe. Kristal uniesiona magiczną siłą lewitowała kilka centymetrów nad podłogą, dotykając czubkiem głowy skosu dachu. Promieniała czerwonym światłem, a jej włosy, dotychczas kasztanowe, zaczęły

4




zmieniać kolor na kruczoczarny. Otuliła ją długa, ciężka, ciemna suknia, sięgająca czubków czarnych butów.
Jednak najgorsze było to, co stało się z dziewczyną. Twarz nastolatki, młoda i piękna, zmieniła się w szare, pomarszczone oblicze, nie przypominające elfa. Diaxemin odskoczyła przerażona tym widokiem i zdążyła tylko krzyknąć:
- Kristal, zdejmij koronę! - Jednak jej przyjaciółka, a raczej to, czym się stała, dotykając czarnej jak smoła korony, która wydawała się z nią zrośnięta, wydała z siebie szyderczy, skrzypiący śmiech. Odwracając się plecami rzekła głosem nienależącym już do Kristal:
- Zniszczę ciebie i to szczęśliwe królestwo. Posiądę moc, która wypływa ze źródła waszej rzeki. Potrzebowałam jedynie ciała, które ją skumuluje, a wy mi je dałyście - mówiąc to, w mgnieniu oka stwór zeskoczył ze strychu i wybiegł z chaty, nadal śmiejąc się donośnym, diabelskim głosem.

     Diaxemin siedziała przerażona w rogu pomieszczenia, nie mogąc ruszyć się z miejsca. Nie miała pojęcia co się wydarzyło, było to jednak tak przerażające, że zupełnie ją sparaliżowało. Z tego stanu wyrwał ją krzyk

5




elfów dochodzący z zewnątrz. Zerwała się na równe nogi i ruszyła w jego stronę. Kiedy wybiegła przed chatę, zobaczyła na ziemi wypalony ślad, wskazujący drogę, jaką pokonał potwór, którym stała się jej najbliższa przyjaciółka. Diamentowe drzewa, tak licznie porastające dolinę, do tej pory mieniące się delikatnymi białymi kwiatami, były zwęglone. Dziewczynka widziała też, kilku nieprzytomnych elfów, leżących na pociemniałej i wysuszonej trawie. Strach ściskał jej pierś, aż trudno jej było oddychać. Zupełnie oszołomiona, wyszeptała tylko:
- Irwin.
Biegnąc w stronę zamku, ocierała rękawem łzy i przysięgała sobie, że uratuje Kristal. Cokolwiek się stało, cokolwiek będzie musiała zrobić, zrobi to i wiedziała również, kto jej w tym pomoże. Wbiegała po kręconych schodach wieży i potykając się o ostatnie stopnie, wpadła z hukiem przez drzwi do pracowni maga.
- Irwin! – krzyknęła, po czym zemdlała ze zmęczenia i nadmiaru emocji.

     
Irwin, plecak i Eridor

     Kiedy otworzyła błękitne oczy, nie od razu wiedziała gdzie jest, ani co się wydarzyło. Poczuła lekkie szarpnięcie i spojrzała w kierunku głosu

6




swojego ojca.
- Diaxi, wszystko w porządku? Dziecko, widzisz mnie? Co się stało?
- Tatusiu, Kristal i ta skrzynia, nie wiem co to było! Ona się zmieniła w… - zawahała się nie wiedząc jakich słów użyć - w coś okropnego! Musimy jej natychmiast pomóc, gońmy ją! - wykrzyknęła zrywając się z fotela na którym położył ją mag. Król złapał ją za ramiona i posadził z powrotem.
- Uspokój się. Wróć do samego początku i wytłumacz nam co się stało. Opowiedz wszystko ze szczegółami.
Diaxemin najspokojniej jak potrafiła w tej sytuacji, opowiedziała co spotkało je w domu Kristal. Podczas jej opowieści, oczy króla były coraz smutniejsze i widać było, że jest mocno zmartwiony. Dochodząc do momentu, w którym wbiegła na wieżę, król siedział ze spuszczoną głową, a długie włosy opadały, zasłaniając wyraz jego twarzy.
- Wiedziałem. Wiedziałem, że kiedyś do tego dojdzie – powiedział cicho, wpatrując się w swoje splecione dłonie, które zaraz schował pod płaszcz. Jego zgarbiona pozycja, powodowała, że wydawał się w tym momencie mały i bezsilny.
- Do czego panie? - dopytywał zdezorientowany Irwin.
- Kiedy cały kraj

7




świętował 6 urodziny Diaxi i nikt nie spodziewał się kłopotów, doszło do kradzieży. Ze skarbca, zniknęła diamentowa korona, która była symbolem stabilności i siły królewskiego rodu. Kiedy zniknęła, bałem się, że elfy zbuntują się przeciwko nam. - Patrzył na zebranych, a jego oczy, tak bardzo podobne do córki, zdradzały troskę - Musicie wiedzieć, że została stworzona przez Pradawnych, Pierwszych Elfów, założycieli naszej krainy. Jest obdarzona magią, która chroni, ale może też niszczyć. Jeśli włoży ją na głowę ktoś z rodu królewskiego, kto ma swoje korzenie wśród Pradawnych, to powoduje, że stajemy się silniejsi, mądrzejsi, doskonalsi. Chroni też przed złem i dodaje odwagi – powiedział i podniósł się ciężko z fotela, jak starzec, którym jeszcze nie był. - Wszystko, po to, aby jeszcze lepiej rządzić doliną. Lecz jeśli włoży ją ktoś, kto nie jest z królewskiego rodu, wtedy budzą się demony, uwięzione w diamentowych lasach, a osoba która ją nosi, staje się na zawsze jej więźniem i jest zagrożeniem dla naszego ludu.- powiedziawszy to, król opadł ciężko na fotel. - Obawiając się reakcji poddanych,

8




ukryłem ten fakt przed nimi, jak i przed swoją rodziną – popatrzył przelotnie na córkę - a zaufanemu rzemieślnikowi, nakazałem wykuć z diamentów idealną imitację i umieścić ją w skarbcu. Martwiłem się, czy i jak zostanie wykorzystana.
Diaxemin nie mogła uwierzyć w to, co właśnie usłyszała. Siedziała wpatrzona w ojca i zadała mu pierwsze pytanie, jakie przyszło jej do głowy.
- I co teraz?
- Trzeba znaleźć demona i go zgładzić. Wyślę wojsko na poszukiwania i rozkażę odebrać koronę.
- Nie! Nie możesz! Co będzie z Kristal? Co się z nią stanie?
- Przykro mi córeczko, to jedyny sposób…
- Nie jedyny – wtrącił się, do tej pory milczący i głęboko zamyślony Irwin. Stał na wprost króla, marszcząc czoło, a zdobiące je zmarszczki zdradzały iż przeżył wiele lat studiując tajniki magii. Ciemne i głęboko osadzone oczy, skrywały wiele tajemnic i widziały nie jedno. Od wielu lat był pomocnikiem i powiernikiem królewskiej rodziny. Zawsze oddany i służący radą lub lekarstwem. Był przy dziadku Daxegona, potem ojcu, a teraz stał przy nich. Nikt nie potrafił powiedzieć ile może mieć lat, a zapytany zawsze odpowiadał

9




inaczej. Diaxemin nie raz zastanawiała się, czy był to celowy zabieg, czy może on sam nie pamiętał już kiedy pojawił się na tym świecie.
- Jak to? - zapytał władca.
- Czytałem kiedyś zapiski na temat korony, jednego z poprzedników mojej profesji. Gdzieś tu mam książkę w której jest więcej szczegółów – powiedział, rozglądając się po obszernej bibliotece znajdującej się w pracowni. Był to wysoki na trzy piętra regał, zrobiony z ciemniejącego, lakierowanego dębowego drewna. Półki miał grube i szerokie, aby utrzymać wielkie tomy starych ksiąg. Kształtem dopasowany do okrągłej ściany komnaty w wieży.
Irwin wspinał się po długiej drabinie, aż natrafił na to, czego szukał. Z trudem wyciągnął grubą księgę, oprawioną w barwioną na czerwono skórę. Granatowy płaszcz maga powiewał lekko gdy schodził z drabiny. Położył znalezisko na wielkim stole i wykonał kilka ruchów ręką nad tomem. Wtedy zobaczyli, jak na czerwonej skórze pojawił się złoty napis: Królewskie artefakty. Przekładając szybko strony, mag dotarł do tej, na której była narysowana korona. Diaxemin szybko doskoczyła do stronicy i wskazując

10




na nią palcem krzyknęła z ogromnym entuzjazmem.
- Tak! To ona, to ta korona, którą znalazłyśmy!
Poza opisem jej mocy, który już znali z opowieści Króla, był tam też rozdział o tytule: Neutralizacja. Irwin przeczytał go szybko.
- Tutaj. – Stuknął palcem, wskazując właściwą linijkę – Jest sposób, trzeba sporządzić eliksir. Większość dość popularnych składników mam w swoich ziorach, jednak brakuje dwóch, trudnych do zdobycia. Potrzebny jest popiół Feniksa i bardzo niezwykły kwiat, o nazwie Ormiano.
- Ormiano? Nigdy o takim nie słyszałam, a znam się na kwiatach jak nikt inny – powiedziała Diaxi.
- To jest magiczny kwiat. Wyjątkowy i niestety bardzo rzadko spotykany. - Przełożył stronę i wskazał księżniczce ilustrację przedstawiającą niebieski, niezwykle piękny okaz. - Oto on.
Diaxemin przyglądając mu się, nie mogła uwierzyć, że nigdy nie natrafiła na niego w żadnej książce. Kwiat miał długie, błękitne płatki, szersze i jaśniejsze u podstawy, zwężające się ku górze, podobne do lilii, jednak było ich tylko pięć. Na środku każdego płatka, znajdowały się mieniące kreseczki, niczym

11




najszlachetniejsze, pozłacane nitki. Z opisu znajdującego się pod ilustracją, wyczytała, że te złote wypustki, nocą emanują delikatnym światłem, ale tylko przy kimś o czystym sercu. Jeśli zbliży się do nich ktoś, kto nie ma nieskalanego sumienia, płatki zwijają się, a sam kwiat staje się ciemnogranatowy, bardzo trudno go wtedy wypatrzeć. Dalej doczytała, że aby użyć jego magicznych właściwości należy zacząć go przerabiać w ciągu dwudziestu godzin od ścięcia. Później zaczyna usychać i traci swą moc.
- Jest bardzo niezwykły. Nie napisano tylko gdzie go znaleźć. wiesz to Irwinie ? - zapytała Diaxemin.
- Tego nie wie żaden z magów, wiem jednak kto może pomóc. Na południu od Wielkich Skał Nomena, jakieś 3 może 4 dni drogi piechotą, znajduje się jezioro. Na środku jeziora, można znaleźć wyspę, a na niej, jedyną jej mieszkankę, wróżkę Lunę. Niektórzy twierdzą, że to bardziej czarownica, ale ja nigdy nie słyszałem, żeby komuś w tej okolicy stała się jakaś krzywda, a w otoczeniu czarownicy, nigdy nie jest spokojnie. Wyspa nie zawsze jest widoczna, ale jak...
- Irwin! - krzyknął złowieszczo król – Przestań

12




już opowiadać mej córce te wszystkie bajki! Jeszcze zdolna w nie uwierzyć!
- Z całym szacunkiem Panie, ale to nie są bajki - próbował tłumaczyć się mag, jednak król stanowczo mu przerwał.
- Nawet jeśli to prawda, to nie ma znaczenia. Nikt nie będzie szukał przecież magicznych kwiatów i Feniksów. To zbyt niebezpieczne, poza tym, uważam że wystarczy złapać potwora, zgładzić i będzie po sprawie!
- Tato! Zapominasz, że to coś uwięziło i porwało Kristal?! Zabijesz również ją, a tego ci nigdy nie wybaczę – wykrzyknęła Diaxi, przytulając się mocno do swego ojca.- Ja je zdobędę. Zrobię wszystko, żeby ją ocalić.
- Wykluczone. Przykro mi kochanie. - Król złagodniał, ale nadal był nieugięty.
Księżniczka, nie patrząc na reakcję ojca, zwróciła się do maga:
- Irwinie, a gdzie znajdę popiół?
Mag spojrzał na swego Pana i widząc jego karcące spojrzenie, spuścił głowę.
- Dobrze, jak nie chcecie mi pomóc, to sama poszukam Kristal. Nie mam pojęcia jak jej pomogę, nie wiem czy dam radę, ale muszę spróbować! - rzekła nie biorąc już pod uwagę innej możliwości – Tato, wiesz że co postanowię, to zrobię, albo mi

13




pomożesz, albo zaryzykuję sama, co wybierasz?
Twarz Króla wyrażała mieszankę uczuć, jednak najbardziej widoczne było zaskoczenie słowami córki. Diaxemin wiedziała, że kocha ją na tyle mocno, aby mogła spróbować takiego szantażu. Ryzykowała jednak jego gniew, a po tym ,mogła już nic nie wskórać
- Wyjdź – powiedział po krótkiej chwili władca, nie patrząc już na swoje dziecko.
Dziewczyna była tak zaskoczona, że nie potrafiła zrobić nawet kroku, ojciec widząc ten moment zawahania, krzyknął stanowczo.
- Wyjdź!
Diaxi wyrwana z otępienia, natychmiast ruszyła z miejsca i z bijącym mocno sercem wybiegła z komnaty, głośno płacząc.
- Czekaj na mnie za drzwiami! - Daxegon wydał rozkaz.
Nie wiedziała jak to się skończy, obawiała się, że rozgniewała ojca zbyt mocno. Oparła się plecami o ścianę i opadła na kamienną podłogę. Objęła rękami nogi czekała, szlochając. Po kilku minutach udało jej się uspokoić, chciała usłyszeć, o czym rozmawiają mężczyźni, jednak grube drewniane drzwi nie przepuszczały zbyt wiele dźwięków. Docierały do niej urywki zdań, kiedy któryś z nich podnosił głos. Na słowa o

14




krasnoludach, aż podskoczyła. Nie wiedziała o co chodzi, ale na myśl o nich, poczuła na rękach gęsią skórkę. Czasami na targu pojawiał się jeden albo dwóch. Nie byli groźni, robili interesy w mieście, jednak wszystkie elfy czuły przed nimi respekt, ona również. Dobrze pamiętała opowieści, które krążą po wsiach i miastach. Najbardziej tę, o nieuczciwym handlarzu, który próbował oszukać Karsnoluda, a że nacja ta jest bardzo honorowa i nie uznaje kłamstwa, każe je dość surowo. Podobno przybysz złapał handlarza i cisnął nim w przylegający do kramu budynek. Przez wiele miesięcy można było zobaczyć w tym miejscu ślad po nieszczęśniku, który zdecydował się na oszustwo podczas transakcji. Wolała więc unikać kontaktu z nimi. Siedziała w mroku korytarza i oparła twarz w dłoniach, czekając na karę, jaką zapewne wymierzy jej ojciec.
Gdy po dłuższym czasie drzwi pracowni otworzyły się, zerwała się na równe nogi. Te zupełnie jej zdrętwiały, przez co niewiele brakowało, a przewróciłaby się na korytarzu, zapewne obijając sobie dłonie. Na szczęście Irwin na czas wyciągnął rękę i złapał księżniczkę w locie. Oboje

15




weszli do zupełnie cichej komnaty. Diaxemin słyszała swój szybki i niespokojny oddech, zdradzający jej zdenerwowanie. Rozejrzała się po bardzo dużym pomieszczeniu, w którym mimo to było niewiele miejsca. Każda wolną przestrzeń wypełniały tajemnicze księgami, zwoje z zaklęciami i przepisami na eliksiry. Na tych rozłożonych na stole, stojącym w centralnym miejscu, zauważyła rysunki, których nie umiała zinterpretować. Zapisane były runami i opisami w jakimś dziwnym, nieznanym jej języku. Na samym środku, stało drewniane pudełko, przypominające pozytywkę, jaką nakręcała jej mama, kiedy jeszcze była malutkim dzieckiem. Po prawej stronie stała wielka ława, na której mag zgromadził całe swoje laboratorium. Wszystkie probówki, szklane naczynia, mikstury, bardzo ją intrygowały i chętnie przyjrzałaby się im bliżej, jednak na dźwięk swojego imienia, odwróciła się w stronę wielkiego, kolorowo szklonego okna, sięgającego sufitu, wysokiego na wiele metrów.
- Diaxemin… - powiedział i urwał król Daxegon – stał odwrócony w stronę okna. Nie widziała jego twarzy, nie wiedziała w jakim jest nastroju i co ją czeka.
- Tak tato? -

16




wyszeptała zrezygnowana.
- Jesteś moim jedynym dzieckiem, jasne jest więc, że nie chcę narażać cię na żadne niepotrzebne niebezpieczeństwo. Korona musi zostać odzyskana, to jest pewne. Pewne jest też to, że mogę to zrobić za pomocą mojego wojska, ponieważ nie znamy dnia i godziny, kiedy demon przez nią uwolniony, zaatakuje elfy, lub inne nacje.
- Nie - szepnęła pewna, że życie Kristal przepadło bezpowrotnie. Upadła na kolana i wyszeptała – Błagam, tatusiu. To przecież nie jej wina. Jeśli chcesz to zrobić, to możesz również zabić i…
Nie zdążyła dokończyć, gdyż król jej przerwał:
- Wiem! Nawet tego nie mów, wiem doskonale, że to złamałoby ci serce. Musisz zrozumieć, że boję się o ciebie. - Odwrócił się w stronę księżniczki, siedzącej na podłodze – Popatrz na mnie.
Wykonała posłusznie polecenie i zdziwiona, zobaczyła, że ojciec jest zupełnie spokojny.
- Ponieważ ja nie mogę iść na poszukiwanie popiołu i kwiatu, nie wzbudzając jednocześnie zainteresowania dworu i ludu, poczyniliśmy z Irwinem pewne ustalenia. - Mówiąc to, popatrzył na maga, który tylko przytaknął skinieniem głowy.
- Miejsca, w

17




które trzeba się udać są dosyć daleko – powiedział Irwin – nie ma możliwości, aby ktokolwiek zdążył tam dotrzeć pieszo i wrócić, zanim demon zaatakuje. Kolejnym problemem jest kwiat, który po zerwaniu trzeba jak najszybciej wrzucić do eliksiru. Im szybciej, tym mikstura będzie silniejsza. Jak widzisz, nie jest to wykonalne dla elfa.
Na te słowa księżniczka zerwała się na nogi i stojąc przed ojcem i magiem, zapominając o obawach, podjęła już decyzję. Najbardziej dojrzałą, jaką musiała podjąć w swoim życiu.
- Trudno. Nie daruję sobie nigdy, jeśli nie spróbuję. Jak będzie trzeba, znajdę sposób, aby pokonać te trudności. Nie poddam się tak łatwo. - Mówiąc to zaskoczyła rozmówców, ale również siebie. Wiedziała, że tak trzeba, wiedziała też, że nie ma jeszcze żadnego pomysłu jak tego dokona, ale nie traciła wiary. Zwróciła się do Irwina:
- Gdzie jest ten popiół Feniksa?
- W kraju Nand, zamieszkałym przez Krasnoludów. Tam, wysoko w górach umierają Feniksy - odpowiedział.
Na te słowa odwaga Diaxi zachwiała się, a ona sama wstrzymała oddech czując jak ściska jej się żołądek. Widząc to, Daxegon

18




natychmiast zareagował.
- Poza tym, że otaczają ją ciemne bory, w których łatwo o kłopoty, to sami mieszkańcy są raczej przyjaźnie nastawieni. Szanują koronę i naszą rodzinę, więc nie powinni robić problemów. Niestety nie zdążymy wysłać posłańca przed twoim przybyciem, dlatego.. – nie zdążył dokończyć, ponieważ komnatę wypełnił pisk radości księżniczki.
- Tak! Tatku, czy to znaczy, że się zgadzasz? Mogę ruszać? W takim razie ja muszę już, jak najszybciej, bo sam wiesz jak mało mam czasu! - Wykrzyknęła jednym tchem.
- Hola, hola córko! Spokojnie. To, że się zgodziłem, oznacza również, że ci pomożemy, bez odrobiny magii nie dasz rady, sama wiesz. Uspokój się więc i wysłuchaj nas uważnie.
Roztrzęsiona z emocji usiadła i niecierpliwie wierciła się w wielkim fotelu Irwina, w którym zazwyczaj czytał.
- Zacznijmy od tego, że będziesz potrzebowała wyposażenia, dzięki któremu przeżyjesz i w razie kłopotów, których oczywiście nie przewidujemy - powiedział Irwin. - Będziesz miała dokładnie to, czego akurat będzie ci potrzeba. - Podał jej niewielki plecak, który mógłby pomieścić co najwyżej bochenek

19




chleba i bukłak z wodą. Zdziwiona, popatrzyła na maga i bez zdecydowania wyciągnęła rękę. Kiedy dotknęła swojego ekwipunku, okazało się że jest też bardzo lekki. Wtedy pojęła, że tutaj już musi kryć się magia, o której wspominał jej ojciec. Popatrzyła na Irwina, a ten skinął zachęcająco głową. Otworzyła więc metalową klamrę i rozchyliła plecak. Nie patrząc do środka, wyciągnęła z niego jeden, a potem zaraz drugi but. Przypominały jej bardzo te, których używała do jazdy konnej. Z tą różnicą, że te miały bardzo grubą podeszwę i pokryte były czymś, co przypominało ciemno szare łuski. Spróbowała ponownie, tym razem wydostała spodnie, podobnie wykonane oraz bawełnianą białą koszulę.
- Z czego są zrobione? - zapytała dotykając butów.
- To bardzo rzadko spotykany surowiec. Buty, jak również spodnie, wykonane są ze smoczej skóry. Bardzo trudno ją zdobyć, ponieważ nie zabijamy smoków, a można ją uzyskać tylko od martwych osobników i to też dosyć krótko po śmierci. Najważniejsze dla ciebie jest to, że są odporne na cięcia, zadrapania czy inne mechaniczne uszkodzenia. Co do plecaka – powiedział

20




wskazując na niego palcem – on da ci zawsze to, co akurat jest ci potrzebne, ale tylko to. Możesz do niego wkładać przedmioty, ale nie będziesz czuła ich ciężaru. Niestety, nie może dać ci składników eliksiru, co rozwiązałoby nasze problemy, jednak są to magiczne przedmioty, a nad nimi władzy nie mamy.
- To bardzo przydatny sprzęt, dziękuję. Tylko co z moją podróżą, czy plecak pomoże mi i podaruje jakiś sprzęt, który zawiezie mnie szybko do Krasnoludów? - Zajrzała od razu do środka, ale okazało się, ze jest on zupełnie pusty. - Chyba jednak nie – powiedziała rozczarowana.
- Irwin znalazł sposób i na to, ale najpierw idź do sypialni i zmień tę piękną, ale mało praktyczną suknię, na strój od hmm... plecaka – powiedział król, podchodząc ponownie do dużego okna, tym razem otwierając je szeroko.
Po chwili, kiedy Diaxi wróciła, wyszli na jedyny balkon na wieży, okalający ją całą dookoła. Mag wyprzedził władcę, stanął i z szerokim uśmiechem, gwizdnął bardzo głośno. Diaxemin wiedziała do czego zmierzają, ale nie mogła w to uwierzyć. Nigdy nie widziała Eridora z bliska, a teraz miała dzielić z nim tę

21




podróż? Po raz kolejny tego dnia, wstrzymała oddech i zebrała całą siłę woli, aby nie uciec. Kiedy poczuła powiew wiatru, cofnęła się instynktownie pod ścianę, aż dotknęła jej plecami. Mężczyźni wydawali się niewzruszeni, zapewne dla nich to nic nadzwyczajnego, jednak księżniczka drżała z emocji. Najpierw zobaczyła jego cień, potem usłyszała szelest, do którego już niedługo miała przywyknąć i nawet go polubić. Po chwili, na grubej kamiennej balustradzie zacisnęły się z gracją, ale widoczną siłą, szpony średniej wielkości smoka. Eridor wydał z siebie ryk, na znak przywitania ze swym panem i skinął głową w stronę Daxegona. Był piękny, jego łuski mieniły się w blasku dnia, zmieniając jednocześnie barwę, zależnie od kąta padania światła. W słońcu miały szaro-błękitny blask, aby za chwilę stać się srebrne. Stworzenie po wymianie uprzejmości z magiem i królem, zwróciło swój łeb w stronę Diaxi. Smok przyglądał się jej dłuższą chwilę, wpatrując się w błękitne oczy dziewczyny. Księżniczka czuła, jakby oceniał każdy jej włos, każdy ruch, ale też wszystkie myśli jakie kłębiły się w jej

22




głowie na jego widok. Była pewna, że czuł jej zachwyt, zaskoczenie, obawy. Nie potrafiła tego ukryć. Patrząc wprost na niego, nadal nie mogła uwierzyć w to, co się działo. Jego oczy były stworzone jakby z czystego srebra, przecięte jedynie błękitnymi, wąskimi źrenicami. Miała wrażenie, że bez trudu mógłby ją nimi zahipnotyzować.
Smok przerwał nagle swą obserwację, po czym przysiadł wszystkimi czterema łapami na balustradzie, owinął je długim, cienkim ogonem i zwinął skrzydła, wyczekując na słowa maga.
- Oto Eridor. Przedstawiciel rasy mniejszej, potomek wielkich smoków, które kiedyś rządziły górami, dolinami i równinami. Jest najinteligentniejszy, najsprytniejszy i najodważniejszy z tych, które udało mi się poznać. Jest też moim przyjacielem – powiedziawszy to, poklepał smoka po łuskowej, otoczonej kolcami głowie. Zwierze poddało się z radością tej pieszczocie, po czym wróciło do swej dostojnej pozycji, a Irwin kontynuował – Z pełnym zaufaniem mogę oddać ciebie księżniczko, pod jego opiekę. Zrozumie wszystko co powiesz, wykona każdy twój rozkaz, ale nade wszystko, będzie chronił twojego życia, dlatego

23




lepiej, żebyś nie popadała w konflikty z krasnoludami, elfami, czy jakąkolwiek inną nacją. Eridor nie jest może duży, jednak nie chcemy spalonej wioski, czy dwóch, co mogłoby wywołać wojnę. To twoja ochrona, ale również broń. Obyś nie musiała jej użyć. – Odsunął się od smoka, pozostawiając miejsce dla Diaxemin.
Dziewczyna poczuła rękę ojca na ramieniu, który chcąc dodać jej otuchy, podprowadził ją do tej pięknej i majestatycznej istoty.
- Córko, wiem że jesteś jedyną nadzieją Kristal, ale pamiętaj, że jesteś też moim jedynym dzieckiem. Nie jest mi łatwo wypuszczać cię na tak nieprzewidywalną wyprawę, jednak znam Eridora i jest to jedyny stworzenie, któremu mógłbym powierzyć twoje bezpieczeństwo.
Na te słowa, smok pochylił z szacunkiem głowę w stronę króla i przesunął ją również ku Diaxi, aby okazać jej swoje oddanie. Ośmielona jego zachowaniem, wyciągnęła do niego rękę, a to co poczuła pod palcami, bardzo ją zaskoczyło. Łuski wydawały się ostre i szorstkie kiedy na nie patrzyła, jednak w dotyku były delikatne jak aksamit. Odruchowo dotknęła spodni, które miała na sobie i stwierdziła, że nie są

24




tak miłe w dotyku. Ten smok musiał być wyjątkowy.
- To my mamy lecieć? - zapytała, bardziej stwierdzając fakt. Popatrzyła na cienką koszulę, którą miała na sobie – No ale w tym, to może mi być jednak trochę chłodno - mówiąc to, od razu otworzyła plecak, a ten nie był już pusty. Wyjęła z niego kurtkę, wykonaną dokładnie tak samo jak spodnie. Włożyła ją i zauważyła, że w miejscu serca, znajduje się wyrzeźbiony w łuskach herb jej rodu. Na ten widok, Daxegon wyrwany z zamyślenia powiedział:
- Herb! Pieczęć! Zapomniałbym. - Wypowiadając ostatnie słowo, już wbiegał do pracowni, złapał za drewniane pudełko, które leżało na rozwiniętych zwojach na biurku Irwina i wręczył je córce.
- To moja pieczęć podróżna, jest mniejsza i bardziej poręczna od tej, której używam w pałacu. Weź ją i pokaż u Krasnoludów, gdyby mieli wątpliwości kim jesteś. Nie zdążymy wysłać do nich posłańca z informacją o twoim przybyciu. - Wręczył pudełko Diaxi, a ta, od razu schowała je do plecaka.
- Dziękuję tato. Naprawdę dziękuję, że mnie nie zatrzymujesz. Kocham cię. Będę na siebie uważała, obiecuję. Wrócę

25




najszybciej jak się da. - Uściskała ojca.
Stali tak wtuleni kilka chwil, aż Daxegon odsunął lekko Diaxi i patrząc prosto w jej oczy powiedział:
- Wiem, że będziesz uważać, ale spiesz się. Będę powstrzymywał wojsko, ale jeśli demon podejdzie w okolice miasta, będę musiał wydać rozkaz do ataku, by chronić pozostałe elfy. Rozumiesz to?
- Tak tato, rozumiem. Nie zawiodę Kristal, ani was. Dziękuję. - Zwracając się do Irwina dodała jeszcze – Szykuj resztę składników i bądź gotowy na mój powrót Irwinie.
Odwróciła się w stronę Eridora, a ten wystawił do niej jedno ze skrzydeł, aby mogła się na niego wspiąć. Nie było to trudne, gdyż grzbiet smoka był na wysokości jej głowy. Gdy tylko usadowiła się wygodnie, zwierzę rozprostowało swe wielkie skrzydła, szykując się do odlotu.
- Do Nand Eridorze – wyszeptała mu, przytrzymując się mocno jego grubej szyi. Nie musiała długo czekać na reakcję, w tej samej chwili wznieśli się w powietrze.
Patrząc na oddalające się postacie na wieży, czuła niepokój. Jednak nie był to strach o siebie. Bała się, czy zdąży wrócić na czas. Trzymając się kurczowo szyi smoka,

26




patrzyła w nieznane, drżąc na myśl o tym, czego się podjęła.

27




Wyrazy: Znaki: