Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Obecnie w pracowni:
ikonka komentarza

Ostatnia różaikonka kopiowania

Autor: Jane Doe twarz żeńska

grafika opisu

rozwiń




Eliza Rogowska wiedziała, że matka umrze, że został jej może dzień, a prawdopodobnie nawet nie tyle. Nie miała pojęcia, skąd czerpie tę pewność, tak jak przedwczoraj nie wiedziała, skąd wzięła się świadomość, że dla ojca na jakąkolwiek pomoc jest już za późno. Zmarł, zanim dojechała karetka i żadna reanimacja nie mogła przywrócić go do życia.
Dotknęła ręki spoczywającej bezwładnie na kołdrze, rogiem chusteczki starła z kącika ust kropelkę śliny. Nic więcej nie mogła zrobić.
Pół godziny temu dokładnie to samo powiedziała lekarka. Operacja nie wchodziła już w grę – kobieta znajdowała się w ostatnim stadium choroby i wszystko zależało od tego, jak długo jeszcze organizm będzie miał siły walczyć.
Eliza obawiała się, że wszystko jest kwestią kilku zaledwie godzin. Matka nie miała w sobie nic z wojowniczki, zresztą nigdy nie musiała o nic zabiegać, więc takie cechy jak wytrwałość, upór czy chęć zwycięstwa były jej całkiem obce. Wychuchana jedynaczka wprost spod opiekuńczych skrzydeł rodziców przeszła pod pieczę męża, który zadbał, by najmniejszy nawet cień nie zmącił jej idealnego świata.

1





Mężczyzna niemal zdmuchiwał pyłki sprzed stóp żony i córce także wpoił przekonanie, że jej matka jest istotą zbyt delikatną, by obarczać ją jakimikolwiek troskami, wobec czego, jak daleko sięgała pamięcią, to właśnie do ojca przybiegała z problemami, które w jej dziecięcym umyśle urastały do rangi katastrof. To on przyszywał Panu Misiowi urwaną łapkę, on nadmuchiwał sflaczałą piłkę i wreszcie on cierpliwie przesypywał piasek w piaskownicy w poszukiwaniu pozłacanego pierścionka z zielonym oczkiem. Po przemianie z dziecka w nastolatkę w dalszym ciągu widziała w nim czarodzieja posiadającego cudowne remedium na wszelkie kłopoty. Była chyba jedyną dziewczyną w klasie, która informacją o dostaniu pierwszej miesiączki podzieliła się najpierw z ojcem.
Matka, o zwiewnej eterycznej urodzie, bardziej przypominająca baśniową wróżkę niż istotę z krwi i kości, zajmowała się… No właśnie, czym? Eliza dopiero teraz uzmysłowiła sobie, że nie ma pojęcia, co matka robiła przez całe dnie. Owszem, pilnowała, by wszyscy mieli czyste i wyprasowane ubrania, by nie chodzili głodni i by dom lśnił czystością, ale jej rola

2




ograniczała się do nadzoru i przysłowiowego wskazywania palcem. Wszystkie te czynności wykonywały zatrudniane kobiety, którym matka cichym, melodyjnym głosem wydawała polecenia. Sama nie umyła nawet szklanki.
Patrząc teraz na bladą, pozbawioną codziennego makijażu, a mimo to piękną twarz, Eliza zastanawiała się, czy z miłością nie było podobnie. Czy matka naprawdę ich kochała? A może tylko pozwalała się kochać, uważając, że to dla nich jest wystarczającą nagrodą?
– Pamiętam, że mnie przytulała i całowała. Tylko ona. On nigdy – jęknęła nagle, uświadomiwszy sobie, że tak było w istocie. – To ja tuliłam się do niego, a wtedy ona promieniała szczęściem.
Machinalnie pogładziła bezwładną dłoń Juliany Rogowskiej, usiłując zrozumieć skomplikowany sposób funkcjonowania własnej rodziny. Nigdy dotąd się nad tym nie zastanawiała, przyjmując za coś oczywistego, że ojciec jest wobec niej opiekuńczy, lecz nie uzewnętrznia swoich uczuć. Matka odwrotnie. Okazywanie emocji przychodziło jej z łatwością, gorzej było, gdy sytuacja wymagała czegoś więcej niż tylko uścisku czy słów otuchy. Wówczas wkraczał ojciec

3




lub wynajęta w tym celu fachowa pomoc. Tak było z nauką…
W kieszeni zawibrował telefon i Eliza, rzuciwszy niespokojne spojrzenie na matkę, wyszła na korytarz, by nie zakłócać chorej spokoju.
– Co z mamą? Jak to znosi? – usłyszała głos Karoliny Lach.
Znały się od czasów podstawówki, a z biegiem lat zwykła znajomość przerodziła się w prawdziwą przyjaźń. Karolina bywała częstym gościem w domu Rogowskich i rodziców Elizy traktowała jak bliskich krewnych. Od tygodnia przebywała u rodziny za granicą, lecz na wieść o wypadku natychmiast postanowiła wracać do kraju, żeby wesprzeć przyjaciółkę w trudnych chwilach.
– Pogorszyło jej się dwa tygodnie temu, a śmierć taty całkiem ją załamała i przez to…Jesteśmy w szpitalu na paliatywnym. To już chyba koniec… – Głos Elizy załamał się niebezpiecznie. Zakaszlała, chcąc to zamaskować, lecz Karoliny nie dało się oszukać.
– Właśnie wysiadłam z samolotu i czekam na Sebastiana. Przyjedziemy prosto do szpitala. Trzymaj się jakoś!
– Trzymaj się jakoś – powtórzyła Eliza cicho. – Tylko jak?
Wróciła do separatki i od razu zauważyła zmianę – matka oddychała

4




szybciej i głośniej, powieki drgały, jakby ktoś świecił latarką prosto w oczy. Podeszła szybko, nachyliła się nad łóżkiem i dotknęła bladego policzka.
– Mamo? Mamo, słyszysz mnie?
Kobieta nie zareagowała, w żaden sposób nie dała odczuć, że jest świadoma obecności córki. Eliza westchnęła, przysunęła sobie krzesło i usiadła tak, by móc trzymać delikatną, wypielęgnowaną dłoń chorej. Ta nagle się poruszyła, palce schwyciły skraj kołdry.
– Mamo? Boli cię? Mam zawołać pielęgniarkę.
Leżąca otworzyła nagle zamglone teraz bólem czarne oczy, tak bardzo różne od lekko skośnych zielonych oczu córki.
– Nie chciał ci powiedzieć – wyszeptała niemal bezgłośnie.
Eliza kucnęła koło łóżka, nachylając twarz ku twarzy matki.
– Kto nie chciał? Mamo?
– Ojciec… musisz poszukać. To ważne.
Po twarzy chorej przebiegł skurcz, jęknęła cicho i przymknęła powieki. Córka jakiś czas czekała na dalszy ciąg, lecz ten nie nastąpił. Wstała z kucek i podeszła do okna, z którego rozciągał się widok na Bystrą i majaczące w oddali góry. Krajobraz był piękny, lecz ona tego nie dostrzegała, zbyt wiele spadło na nią

5




w tak krótkim czasie.
– Eliza…?
– Jestem tutaj. – Natychmiast przypadła do łóżka i uklękła obok wezgłowia.
– Moja dziecina… Tak bardzo chciałam mieć dziecko, ale cóż, nie wyszło… A potem on mi dał ciebie. Nie pytałam o nic, bo nie chciałam cię stracić… – Juliana zakaszlała, zakrztusiwszy się śliną, z oczu pociekły łzy. Eliza delikatnie osuszyła je kawałkiem ligniny, potem wytarła ślinę z brody.
– O czym ty mówisz? – spytała, gdy oddech matki się uspokoił. – Dlaczego miałabyś mnie stracić?
– Byłaś taka bezradna. – Kobieta mówiła dalej, ignorując pytanie. – Taka… taka… – Nie umiała znaleźć właściwych słów. – Jakby opróżniona ze wszystkiego. Ze śmiechu, krzyku, a nawet mowy. I taka bezbronna. Nie mogłam pozwolić, żeby cię zabrali! – krzyknęła nagle, wywołując tym nowy paroksyzm kaszlu. – Ale potem chciałam ci powiedzieć, tylko że on nie pozwalał. Bo to by go zrujnowało. Poszedłby do więzienia.
Słowa przerywane kaszlem płynęły z ust chorej, wywołując zamęt. Eliza poczuła ból głowy jak zawsze wtedy, gdy usiłowała sobie przypomnieć swoje życie przed PRZEBUDZENIEM,

6




lecz nie przerywała matce, chcąc dowiedzieć się więcej.
– Musisz poszukać w domku. Tam są…
To zdanie już na zawsze miało pozostać niedokończone. Gdy Karolina i Sebastian weszli do separatki, zastali Elizę klęczącą przy łóżku, z policzkiem przytulonym do dłoni martwej Juliany.

7




Wyrazy: Znaki: