Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin
ikonka komentarza

Elfia Baśń

Autor: LilithAmey twarz żeńska

grafika opisu

rozwiń




Dawno, dawno temu, w krainie zwanej Elaine, żyło sobie małżeństwo elfów. Nie taka zwykła to była para, bowiem mężczyzna władał wraz z żoną ta bajeczną krainą pełną niespodzianek. Jedną
z takich niespodzianek były tajemnicze, lasy kryjące w sobie potężne, pamietające poprzednie tysiąclecie drzewa. Cały teren Elaine pokryty był jaskrawymi barwami, zieleń mchu łączyła
się z błękitem licznych jezior. Słońce podkreślało boskość tego miejsca. Blask bijący z nieba kierował się właśnie na rozweselone twarze dwójki elfów idących leśną dróżką. Promyki domagały się wdarcia miedzy korony drzew, co gdzieniegdzie się udało. Powiewał lekki, wiosenny wiatr, niosący za sobą zapach kwitnących nieopodal wiśni.
Para kierowała się w stronę złocistego pola zbóż, szumiącego z wolna. Sercem polanki była płacząca wierzba, posiadała ona podłużne, soczyście zielone listki spoczywające na pnączach drzewa. Dotarłszy do celu usiedli niespiesznie i spojrzeli w górę. Wierzba dawała im schronienie przed południowym skwarem.
Młoda elfka na imię miała Nama. Mleczna cera, lokowane włosy, kaskadą opadające na jej drobne

1




ramiona, ciepłe spojrzenie, dużych, brązowych oczu, skrytych za wachlarzem rzęs. Jedwabna, perłowa suknia z niebieskimi detalami. Na głowie wpięty diadem z białego złota, wysadzany drobnymi kamieniami szlachetnymi, z pobliskich krasnoludzkich gór. Wyglądała nieziemsko.
Dostojny, starszy o wiele elf, nie tknięty jednak wiele zębem czasu, zwał się Elrond. Posiadał bardzo męskie, poważne rysy twarzy, ale zarazem bardzo przyjazne. Włosy również miał długie, ale upięte w luźny, kruczoczarny warkocz. Nosił na sobie białą, prześwitującą delikatnie koszulę
z kwiecistym wzorem, na której spoczywał długi, srebrny płaszcz. Wiązane, skórzane spodnie trzymane na mosiężnym grubym pasie, schowane były w męskich kozakach. Na głowie również trzymała się uparcie biała korona.

     

     

     

     

     

     

      Zamiarem ich przybycia w takie miejsce była chęć mężczyzny by wspominać dawne czasy. Mianowicie, przypomnienie sobie o tym jak to było z początkiem prawdziwej miłości jego i matki Namy. Kładąc się na przyjemnie wilgotną trawę, spletli ze sobą palce rąk. Źdźbła trawy łaskotały ich zwrócone do siebie twarze. Elrond zaczął opowieść

2




basowym, niskim ale ciepłym głosem. Córka uwielbiała słuchać go, mogłaby tak leżeć i słuchać wiekami jak wtedy, gdy była jeszcze brzdącem.
- Pamiętam jakby to było wczoraj… - wyszeptał z początku. – był to dzień, taki jak dzisiaj. Mój świętej pamięci ojciec, a twój dziadek Marinur wysłał mnie do lasu, abym nauczył się porządnie strzelać z łuku w ruchu, jak to na elfa przystaje. Miałem wtedy coś około pięciuset lat. Żwawy
i młody pognałem chyżo w gąszcz. Biegłem tak i biegłem, aż usłyszałem gdzieś nieopodal ujmujący serce głosik. Głosik pełen wdzięku. Zainteresowany prędko, ale ostrożnie, poszedłem w jego stronę. Po pewnym czasie dotarłem do wodospadu, który wpływał do niewielkiego płytkiego jeziorka otoczonego krzewami dzikich róż. Rozejrzałem się i spostrzegłem usadowioną na skale, przy brzegu śpiewającą elfkę. Pomyślałem sobie ‘’…Z jaką gracją ona siedzi…jak rozkosznie wygląda układając drobnymi dłońmi włosy na bok’’. Musiałem ją poznać, musiałem wiedzieć o niej wszystko. Było tylko jedno ‘’ale’’…jak zareaguje widząc mnie wychylonego z krzewów?
Stwierdziłem - raz

3




kozie śmierć. Wyszedłem bezszelestnie, coraz bliżej niewiasty. Stałem już przy niej, wyczułem słodki zapach perfum, chyba bez. Odetchnąłem cicho by na spokojnie się przywitać
i wtedy…. Odwróciła się, zrobiła wielkie oczy, nic nie powiedziała. Wróciła do poprzedniego wyrazu twarzy jedynie lekko się uśmiechając, przesunęła się i poklepała miejsce obok. Zaskoczyła mnie, jednakże spełniłem prośbę i przycupnąłem na skale. Spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy długo milcząc. Po chwili ciszy, odwróciliśmy wzrok razem, patrząc przed siebie na ćwierkające, kolorowe ptaszki latające zygzakiem nad taflą wody. Złapaliśmy się za ręce, tak po prostu i wypowiedzieliśmy równo swoje imiona. Rozbawiła mnie ta sytuacja i powiedziałem Eleonora. Piękne imię, dla pięknej dziewczyny..’’. Widocznie się zarumieniła i ucałowała mój policzek, który po chwili stał się gorący jak lawa. Ta chwila była jedną z najlepszych w moim życiu. Niedługo potem postanowiliśmy spotykać się regularnie. – zaśmiał się na samą myśl. – Pamiętam jak uciekłem do niej nocą. To właśnie tutaj nawiązywaliśmy ze sobą potajemnie kontakt. W

4




końcu ojciec się dowiedział i zrobił mi sprzeczkę o to, ale warto było. Zakazana miłość smakuje lepiej, w dodatku gdy jest ona prawdziwa.. Kochałem Eleonorę coraz bardziej i kocham nadal, na znak tego wspaniałego uczucia wyryłem nasze inicjały na korze tego drzewa. – mówiąc to wyciągnął rękę do góry i przejechał opuszkami palców po korze wierzby, faktycznie widniały tam ich inicjały po środku obramowania w kształcie serca.– Jesteś do niej taka podobna…- stwierdził -Wiesz dlaczego Ci to wszystko mówię kochanie? Pragnę abyś i ty znalazła dla siebie kogoś, kto zabierze Ci dech w piersiach, od kogo serce bić będzie jak dzwony w kościele, w miejscu, godnym zapamiętania, dzięki któremu na samą myśl namaluje Ci
się szeroki uśmiech na twarzy. Pragnę Twojego szczęścia z matką najbardziej w świecie, ponieważ jesteś naszym skarbem.

     

     

     

     

     Dziewczynę urzekła opowieść ojca, usieli i przytuliła go mocno nie chcąc puścić. Właśnie tego potrzebowała. Słów, które pomogą jej wybierać z rozsądkiem.
Wstała, wysuwając się z objęć ojca.
-Wracajmy do mamy. – powiedziała krótko, półszeptem. Elrond podniósł się

5




również, strzepał
z siebie drobinki ziemi. Wrócili do zamku tą samą dróżką, tym razem słońce sennie chowało się za obrysem pałacu przed nimi. Dotarli do miejsca, dokładniej na królewski dwór. Stanęli przy samym wejściu do środka. Drzwi były mosiężne z pozłacanymi ościeżami. Elf spojrzał na córkę
z uśmiechem, ta odwzajemniła to przytuleniem się do ojca. Elrond położył dłoń na jej głowie
i zaczął głaskać miękkie włosy, powolnym ruchem w dół i w górę.
-Tato…- wyszeptała Nama nagle – dziękuje za wszystko.
- Proszę bardzo myszko. – zrobiło mu się ciepło na sercu. – Chodź. Mama pewnie czeka na nas
z niecierpliwością. Pewnego dnia i ona opowie Ci tą historyjkę ze swojej perspektywy. Opowieść ta będzie podobna, ale nie taka sama, więc słuchaj jej uważnie jak mojej dzisiaj. Tylko nie mów jej,
że już to słyszałaś. – puścił jej oczko i chwycił za gałkę drzwi, otworzył je płynnym ruchem .Elfka skinęła zadowolona i weszła do środka.
Tamtego wieczora, Nama zrozumiała, że w życiu warto dokonywać wyboru kierując się zarówno sercem, jak i rozumem. Miłość to zjawisko jedyne w swoim rodzaju,

6




trzeba uważać by się nie sparzyć. Pragnęła teraz tylko jednego - szczerego, czystego uczucia jakie doznali jej rodzice. Pewnego dnia i ona opowie o takim przeżyciu swoim dzieciom aby wiodły pełne szczęścia życie, wraz z pisanymi im osobami...

     

     

     

7




Wyrazy: Znaki: