Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin
ikonka komentarza

Miejsce ostateczne

Autor: Stella Aga twarz żeńska

grafika opisu

rozwiń




Ocknęła się nad brzegiem morza. W pamięci nadal miała zrozpaczone głosy mówiące: „za młodzi by umierać”. Jednak biegu wydarzeń już nie można odwrócić. Spojrzała na siebie. Jej ciało było prawie przezroczyste, momentami ledwo dostrzegalne, ale wyglądała i czuła się tak, jak gdyby była wciąż tą samą osobą. Gdy stąpała po piasku, potrafiła wyczuć go pod stopami, ale nie było to ani miłe, ani drażniące. Po prostu nijakie. Miała wrażenie, że dotyka zupełnie jednolitego podłoża. Zirytowało ją to. Dla sprawdzenia podniosła wyrzuconą przez falę muszlę o ostrych krawędziach. Przejechała nią po skórze. Żadnego bólu, żadnego śladu, nic. Spróbowała jeszcze raz. Znów to samo. Rzuciła nią ze zdenerwowaniem.
Weszła do wody. Nie potrafiła ocenić czy jest chłodna, czy ciepła. Kilka minut później z ciemnych, zalewających niebo chmur zaczął padać deszcz. Wiedziała, że moknie, lecz tutaj to nie miało żadnego znaczenia. Woda spływała z jej włosów i ramion, ale nie musiała panikować tak, jak kiedyś. Przypomniała sobie jak ulewa zepsuła jej fryzurę, gdy była w drodze na osiemnastkę przyjaciółki. Teraz nawet

1




nie wiedziała, czy jeszcze dokądkolwiek zmierza, choć miała jeszcze cień nadziei, że to miejsce nie jest tym ostatecznym.
W oddali zauważyła świetlistą postać o poważnym wyrazie twarzy. Domyśliła się, że to Anioł. Zmierzał w jej stronę. Kiedy był tuż obok niej, ku zdziwieniu dziewczyny, nie powiedział zupełnie nic, tylko poprowadził ją dalej, w głąb morza. Po pewnym czasie gestem nakazał jej się zatrzymać. Rozejrzała się dookoła. Spostrzegła innych. Bladych jak ona. Wyglądali na cierpiących, zagubionych, oczekujących na coś, czego chyba sami nie potrafili zdefiniować. Kiedy spoglądali na nią, odwracała głowę. Nie mogła znieść tego widoku. Poczuła chłód, ale nie fizyczny, chociaż bardzo chciałaby. Ten odczuwała w sobie i był o wiele gorszy od chłodu z powodu np. przemoknięcia.
Anioł przyglądał się jej przez chwilę, a potem bez słowa odszedł. Kiedy patrzyła na oddalającą się postać, przypomniała sobie o kimś. Musiała go znaleźć. Jak najszybciej. Zaczęła więc brnąć przez szarą wodę raz w jednym, raz w drugim kierunku, ale nigdzie Go nie widziała. Ciężko było jej przemóc się i spoglądać na te

2




twarze, lecz najgorsze było to, że tak wyczerpujące psychicznie zajęcie nie zdało się na nic. Skoro nie tutaj, czyżby… Szybko odrzuciła złe myśli i szła dalej, w stronę brzegu, za którym gdzieś w oddali wznosiły się masywne szczyty górskie.
Wyszła z morza i po przebyciu krótkiego piaszczystego odcinka, znalazła się na rozległej polanie, która sprawiała wrażenie tak beztroskiej, radosnej. Kwitnące kwiaty cieszyły oko i nakłaniały do choć lekkiego uśmiechu. Po poprzednich widokach wydały się dziewczynie największym cudem natury. Jednak kilka minut później poczuła się jeszcze lepiej, ujrzała bowiem znajomego siedzącego na kamieniu koło strumienia i wsłuchującego się w jego szepty. Poznał ją i wybiegł na spotkanie.
- Powiedziałeś jej? – zapytała szybko, nie tłumacząc jak się tu znalazła. Właściwie co tu wiele tłumaczyć…
- Tak – rzekł krótko.
- I co?
- Nic. To Niebo. Sprawy ziemskie nie mają już znaczenia – powiedział z nutą goryczy w głosie.
- Ale… - Nie mogła w to uwierzyć.
- Chciałem wszystko naprawić, lecz rozdział „Ziemia” zamknięty. Moje słowa już nie mogą niczego zmienić. Jedynie

3




wyjaśnić.
- Jesteś szczęśliwy? – zapytała, bojąc się odpowiedzi.
- Tak, ale to inne szczęście.
Wtem usłyszała jakieś pomrukiwania. To Anioł. Nawet nie zauważyła, kiedy pojawił się tuż obok niej. Miał dość niezadowoloną minę.
- Nie czas na pogaduszki. – Po raz pierwszy usłyszała jego czysty, dźwięczny głos. – Musisz wracać.
Posłusznie wróciła na plażę. Położyła się na piasku. Nie zasnęła, ale zapadła w pewnego rodzaju letarg. W takim stanie trwała przez kilka godzin, a gdy zaczęło świtać, stwierdziła, że teraz musi się udać w innym kierunku. Spodziewała się, że Anioł nie będzie zadowolony, ale co z tego, skoro nawet nie wiedziała jakie mogą być konsekwencje nieposłuszeństwa. Może wcale nie gorsze niż świadomość, że już nigdy nie zobaczy ukochanej osoby lub, że osoba ta jest w miejscu o wiele straszniejszym niż to…
Szła w kierunku przerażającego wulkanu, z którego krateru wydobywał się dym. Wiedziała, że nie powinna podchodzić zbyt blisko, ale musiała. Czy ten olbrzymi, czarny stożek stanowił dla niej fizyczne zagrożenie? Raczej nie. Powinna jednak obawiać się o duszę. I bała się, ale

4




przede wszystkim o Jego duszę, być może uwięzioną właśnie gdzieś tam…
Była już u jego stóp. Spojrzała przez specjalną anielską lornetkę, którą znalazła po drodze. Któryś z Aniołów musiał ją zgubić. Wyraźnie widziała, że jakieś ciemne postacie prowadzą kogoś na szczyt. Zmieniła ostrość. Teraz była jeszcze lepsza. To on. Znalazła tego, kogo szukała, choć w głębi duszy tak bardzo liczyła na to,
że Go tu nie będzie.
- Nieee! – krzyknęła głośno i przeraźliwie, czując, że jest już za późno.
– Kocham… - zaczęła, ale nie potrafiła dokończyć. Jakaś siła nie pozwalała jej mówić. Była całkowicie bezradna.
- Tu mieszka nienawiść. – Usłyszała w swojej głowie pozbawiony emocji głos. – On cię nawet nie pamięta.
Zawyła z rozpaczy i upadła. Nie mogła się uspokoić. Całe jej ciało drżało, a potem zaczęło się bezwładnie rzucać, jak gdyby dostała jakiegoś ataku. Czuła przy tym palący ból w duszy, ale reszta ciała wydawała jej się obca. Miała wrażenie, że wije się ono obok, poza nią. Myślała już, że to nigdy się nie skończy, gdy nagle poczuła, iż została oderwana od ziemi. To

5




Anioł. Wziął ją na ręce i z obojętnym wyrazem twarzy powiedział, że ma się uspokoić. Nie wiedziała jak to się stało, ale natychmiast opanowała się. Pozwoliła by niósł ją na plażę. Powiedziała tylko cicho:
- Wrócę po niego.
***
Patrzył na bulgoczącą lawę. Przywoływała go do siebie. Czuł, że w pewien sposób hipnotyzuje go. Nie mógł oderwać od niej wzroku. Chciał skoczyć…
- Znasz ją? – spytał Cień, wskazując dziewczynę i podając mu lornetkę.
Wyrwany tak nagle z hipnozy, czuł oszołomienie. Przez chwilę powracał do świadomości. Spojrzał krótko na dziewczynę, o którą pytał Cień. Nie miał ochoty wysilać się i zastanawiać, czy skądś ją kojarzy. W jakim celu miałby ją sobie przypominać?
- Nie – warknął z gniewem.
Czuł, jak jego dusza płonie i powoli się wypala. Gdy spadał do wnętrza wulkanu, w jego pamięci pojawiło się wspomnienie. Blade i krótkie. Zniknęło.
***
Siedziała na jednym z dużych kamieni, leżących na plaży. Obok niej stał Anioł. Nawet nie wiedziała, czy ma do niej pretensje o to, dokąd udała się dzień wcześniej. Może uznał, że została już wystarczająco ukarana.

6




Teraz wpatrywali się oboje w dymiący wulkan, które ewidentnie zwiastował nadejście katastrofy.
- Wkrótce wybuchnie. – Anioł przerwał nagle milczenie. – Wyrzuci całe Zło. Cieniom łatwo będzie rozprzestrzenić się na zniszczonych, pogrążonych w chaosie terenach. Będą chcieli przechwytywać dusze. Potrzebna jest specjalna ochrona. Pomocnicy przybędą lada chwila.
Ty też się przydasz.
- A co z Nim? – zapytała z drżeniem w głosie.
- Zwerbowali go. Jest Cieniem – powiedział chłodno.
Nie potrafiła się uspokoić przez kilka godzin. Przed oczami cały czas miała scenę z wulkanu. Był miłością jej życia. Zabrali go. Zniszczyli. Co takiego zrobił? Czym zasłużył sobie na taki los? Nie mogła tego pojąć. Najwyraźniej niewiele o nim wiedziała. Najgorsze jednak było to, że Anioł nie widział już dla niego żadnych szans. Ona jednak wciąż wierzyła. Nie zamierzała zrezygnować i pozwolić, by przepadł na zawsze.
Następnego dnia Anioły zabrały się do pracy. Planowały przygotować specjalne ogrodzenie z ognioodpornych materiałów, które zatrzyma lawę. Oprócz tego musiały sprowadzić maseczki na twarz, zapobiegające dostawaniu

7




się gazów wulkanicznych do dróg oddechowych. Oczywiście nie wyrządziłyby one szkód typowo fizycznych, ale zawierałyby pierwiastek Zła, który mógłby ułatwić Cieniom przejęcie kontroli nad duszami. Niezbędne było także zamontowanie urządzeń przechwytujących bomby wulkaniczne.
Czuła się trochę głupio, że im nie pomaga, tym bardziej, iż jej także groziło Zło. Obiecała sobie jednak, że dołączy do nich jak tylko go stamtąd wyciągnie. Tym razem na pewno ją sobie przypomni, a wtedy będzie w stanie wyrwać się spod kontroli Cieni. Aby tak się stało, musiała najpierw wykorzystać chwilę całkowitego skupienia Aniołów na wykonywanej pracy i niepostrzeżenie wymknąć się z obszaru będącego w zasięgu ich wzroku.
Nie zwrócili nawet na nią uwagi, przynajmniej tak jej się wydawało. Zmierzała więc pełna lęku, ale zarazem i nadziei w stronę wulkanu. Nie miała jeszcze konkretnego planu, zamierzała działać spontanicznie, gdyż i tak nie mogła przecież przewidzieć, co się wydarzy. Kiedy była już blisko, zauważyła, że ktoś przechadza się nerwowo u podnóża śmiercionośnej góry. Zatrzymała się. Musiała wiedzieć kto to,

8




zanim podejdzie bliżej.
Poznała go. Wyglądał trochę inaczej, miał zmienione rysy twarzy, schudł, ale przecież zawsze potrafiłaby określić, czy to on. Czuła to. Natychmiast skierowała się w jego stronę. Teraz zauważyła, że trzyma w rękach jakieś kartki.
Spojrzał na nią. Jego oczy pozbawione były dawnego blasku. Od razu zauważyła, że są przekrwione. Jego niegdyś zawsze nienaganna fryzura teraz była w absolutnym nieładzie. Twarz zaś wyglądała tak, jakby nie mył jej od co najmniej miesiąca. Kiedy skierowała wzrok na jego dłonie, zauważyła, że są poparzone. Zdziwiło ją to, bo przecież ona nie była w stanie się niczym skaleczyć.
- Czego chcesz? – warknął.
Tyle wystarczyło, by nie była już w stanie powstrzymać łez. Nigdy nie zwracał się do niej w taki sposób. W jego głosie zawsze była czułość… Nawet, gdy gniewał się na nią, nie potrafił odzywać się jakoś szczególnie złośliwie.
- Musisz mnie pamiętać. Byliśmy razem kilka lat. Poznaliśmy się na urodzinach twojej siostry. W ubiegłe wakacje pojechaliśmy w góry, a w te mieliśmy płynąć do Szwecji – mówiła szybko, chcąc powiedzieć jak najwięcej.

9




Bała się, że jej przerwie.
W pewnym momencie zabrakło jej tchu. Musiała przestać mówić i złapać oddech. On dalej patrzył na nią jak na zupełnie obcą osobę, a wręcz intruza, którego trzeba się pozbyć. Chciała ponownie zacząć mówić, ale odgadł jej zamiary i odezwał się pierwszy.
- To wszystko nie ma znaczenia. Możliwe, że było właśnie tak, jak mówisz, ale co z tego? Teraz jestem potrzebny tutaj. Przygotowuję niespodzianki, które wkrótce wyrzuci wam wulkan. Moje roztwory czekają. Same się nie zrobią. Uciekaj stąd, bo jak nie to Cienie dopadną cię wcześniej niż planowały. – Zaśmiał się złowieszczo.
Czuła, że to, co mówił jest prawdą. Zaczęła biec na plażę. Chciała znaleźć się jak najdalej od tego miejsca. Zabili jego duszę. To już nie był on…
Kiedy Anioł zobaczył ją zalaną łzami, spojrzał na nią ze smutkiem. Po raz pierwszy zobaczyła w jego oczach taki wyraz empatii.
- Pomogę wam – powiedziała nagle. – Ale boję się, co ze mną będzie. Nie zniosę tego bólu, a zapomnieć wcale nie chcę.
Udało im się zrealizować wszystko to, co zaplanowali. Anioły zachowywały spokój, oczekując na nadejście

10




kataklizmu, ale dusze były niespokojne bardziej niż kiedykolwiek, chociaż dziewczynie jeszcze niedawno wydawało się, że bardziej już nie można. Miała jednak wrażenie, że dla nich jest przynajmniej jakaś nadzieja, a dla niej żadna. Co z tego, że może uda im się przechytrzyć Cienie, skoro już zawsze będzie niewolnikiem swej pamięci?
- Nie wyobrażasz sobie jak bardzo doceniam twą pomoc – rzekł do niej Anioł, a jego usta ułożyły się w delikatny uśmiech. – Cierpiałaś tak, jak nikt nie chciałby cierpieć, a mimo to znalazłaś siły, by nam pomóc.
Gdy skończył mówić, jego wzrok skierował się w stronę gór. Odruchowo spojrzała tam, gdzie on. Coś jej się nie zgadzało, toteż chwyciła leżącą obok lornetkę. Przesmyk… Dość wąski, ale jak najbardziej do przejścia. Może jeszcze nie w tej chwili, ale już wkrótce, wtedy, kiedy pokonają Zło z wulkanu. Natychmiast zerwała się do biegu w stronę polany, którą odwiedziła jakiś czas temu. Jej znajomy znów tam siedział.
- To jeszcze nie to miejsce! – krzyknęła najgłośniej jak potrafiła. - Ono jest dalej, wśród gór.

11




Wyrazy: Znaki: