Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin
ikonka komentarza

Gdy zawyją Lisy - rozdział 1

Autor: Hoviel twarz żeńska

grafika opisu

rozwiń




„…na mocy prawa udzielonego przez koronę królewską, władca Isludorf II, rodu Hivarynów, powołuje do działania Bractwo Srebrnego Lisa. Zgodnie z powyższym dekretem każdy obywatel Velikonii i przyległych ich ziem ma prawo złożenia skargi na toż, iż inny obywatel nie dotrzymał wobec niego obietnicy, którą jawnie złożył. Zgłoszenia przyjmować będą członkowie bractwa. Winny przestępstwa otrzymuje 30 dni, aby danego zaprzysiężenia dotrzymać. W inszych przypadkach czeka go egzekucja z rąk bractwa, reprezentującego interes królewski”.
___

     Sztylet zatoczył półkole. Kropelki krwi pociekły po policzku i zebrały po drodze nadmiar pudru, aby wpaść ostatecznie między kurtynę włosów. Jasne kosmyki splamił szkarłat. Ostrze zgrzytnęło, wyjechało poza schemat. Lisica prychnęła zirytowana. Kurczowo ściskając rękojeść, pochyliła się bardziej nad ciałem, aby oddać swoją pracę jak najlepiej. Lubiła wszystko wykonywać perfekcyjnie.
– Krzywo.
Wyprostowała się gwałtownie i uniosła broń. Veltian kucnął tuż obok ze swoim stałym, aroganckim uśmiechem. Jak zwykle ubrany na bogato, w skórzane buty i porządny, granatowy

1




płaszcz. Słoneczne lato pozostawiło na nosie mężczyzny liczne piegi, a skóra stała się jeszcze ciemniejsza niż dotychczas.
– Ten lis przypomina prędzej mleczną krowę niż jakiekolwiek znane mi zwierzę leśne – zauważył. – Chyba że mało znam się na lasach. Ale ten Księżyc… Caraniello, czyżby ręka ci drżała? Trudne zlecenie?
Dziewczyna zmarszczyła groźnie brwi, ale ukradkiem oceniła rysunek. Taki sam nosiła jako tatuaż na nadgarstku, więc wydawało jej się, że potrafi prawidłowo go odwzorować. Twarz ofiary powinien zdobić konkretny symbol: lis, otoczony przez tarczę Księżyca. Pozornie dosyć prosty. Jak się okazało, jedynie pozornie.
– Przyszedłeś tutaj, aby podrwić, czy przeszkadzać mi w pracy? – zapytała ponuro. Zrezygnowała z dalszych prób poprawiania znaku. Podniosła się.
Veltian wbił wzrok w trupa.
– Po prawdzie ani to, ani to – mruknął. – Wracałem z karczmy i… czy to nie jest Madame Rosseb? Zabiłaś jedyną wróżbitkę w okolicy?!
Caraniella pokiwała głową.
Leżąca w kałuży krwi kobieta uchodziła niegdyś za piękną, choć bez ujmującego wyrazu twarzy straciła urok. Cienkie strąki włosów

2




wiły się tuż obok tandetnie zdobionej sukni. Paznokcie nosiły ślady obgryzania. Zmyty makijaż uwidocznił blizny po ospie. Lisica pamiętała, gdy przyszła do wróżki po raz pierwszy. Była świetną aktorką, nienaganną damą, a jednocześnie tajemniczą mistyczką. Choć, jak się okazało, umiejętności magicznych nie posiadała. Inaczej zapewne umiałaby się obronić.
– Dostałam na nią zlecenie. Obiecała swojemu słudze, że odziedziczy cały jej majątek. I cóż, już wkrótce potem wyrzuciła chłopaka do rynsztoku. Nawet pod groźbą śmierci nie chciała przyjąć go z powrotem. To tyle.
Ulicą przejechał ryży koń. Podkute kopyta wybijały rytm na nierównym bruku. Dosiadający go jeździec nosił grube futro z wilka. Słońce już dawno zaszło za budynkami Grirerdic, a zmęczeni przechodnie ciągnęli do okolicznej karczmy. Nikt nie zwracał uwagi na dwójkę młodych ludzi w ciemnym zaułku i towarzyszący im odór śmierci.
Veltian przejechał dłonią po zaczesanych do tyłu, ciemnych włosach. Lubił odwiedzać Madame Rosseb w jej namiocie. Nie wierzył we wróżby, ale ekscytowało go słuchanie o własnej przyszłości. Co prawda czasem go

3




oszukiwała, ale zdecydowanie nie zasługiwała na śmierć.
– Pamiętaj, że sama zawiniła – Caraniella stanęła przy wyjściu i spojrzała wyczekująco na Lisa. – Chodź już, nie ma co rozpamiętywać.
Gdy zobaczyła, że się podnosi, weszła w tłum na ulicy. Zarzuciła kaptur na twarz, aby uniknąć nienawistnych spojrzeń, przekleństw, czy nawet rękoczynów. Inni członkowie organizacji, jak Veltian, nie zwracali szczególnej uwagi. Ale jej twarz stanowiła niemal wizytówkę Bractwa Srebrnego Lisa.
Opatuliła się szczelniej płaszczem. Na otwartej przestrzeni chłód nieprzyjemnie szczypał skórę, nie dając zapomnieć o nieuchronnie zbliżającej się zimie. Jedynie bluszcz na budynkach, który przybrał czerwone barwy, ocieplał nieco smutny klimat. Grirerdic zawsze było najweselszym miastem w Velikonii, jednak takie poranki jak ten odbierały mieszkańcom zapał do szerzenia pozytywnej energii. Wisieli sennie na parapetach okien lub snuli się jakby we śnie.
– Hej, gdzie się tak śpieszysz? – Veltian zrównał się z dziewczyną.
– Muszę złożyć raport szefowi.
Uśmiechnął się krzywo.
– No tak. To niesłychanie pilne, prawda?

4




Powiedzieć jedno zdanie Olivierowi i zamknąć się w pokoju z fiolką w dłoni.
Zaczerwieniła się z oburzenia. Przyśpieszyła kroku.
– Nawet sobie nie myśl, że odciągniesz mnie od pracy – warknęła. – Jeśli przez ciebie miałabym później mieć wyrzuty sumienia, że…
– Że co? Że nie zrobiłaś czegoś idealnie w porę?
Nie odpowiedziała. Szturchnął ją w ramię.
– Mam do ciebie ważną sprawę.
Dziewczyna zaśmiała się gorzko.
– Sprawę? Żartujesz? Przyjdzie czas później.
Bez słowa wyminęła mężczyznę i ruszyła do siedziby bractwa. Szybkim krokiem przecięła znaną drogę, aby nieco się rozgrzać. Przed jej oczami pojawił się widok martwej wróżki. Poczuła się nieswojo, długo skrywane emocje wypełzły na wierzch. Zacisnęła zęby. Nie, zapomnij Caraniella. Po prostu o tym nie myśl.
Wbiegła po schodkach i pociągnęła za klamkę starego domostwa z szarego kamienia. Witryny okien były szczelnie zamknięte. Kamienica sama w sobie znajdowała się w bogatej dzielnicy miasta, choć stała na uboczu. Nie raziła złotem ani wymyślnymi zdobieniami. Prosta, wysoka i dość spora w porównaniu z okolicznymi posiadłościami

5




szlacheckimi. Jedyną dekorację całości stanowiły ciężkie, mahoniowe wrota.
Korytarz tonął w mroku. Ciemność wzmogła w Lisicy stres. Czuła go zawsze, gdy zmierzała do drzwi z gałką w kształcie lisa.
Odetchnęła głęboko. Pożałowała, że nie udała się najpierw do swojego pokoju, aby zostawić broń. Szef mógł się zdenerwować. Caraniella była bardzo smutna, gdy szef się na nią denerwował.
Hol się skończył.
Zapukała.
– Wejść.
Zawiasy zaskrzypiały niepewnie. Wewnątrz gabinetu panowała ciemność. Okna były zasłonięte. Jedynie wąski snop światła, wydostający się spomiędzy zasłon trochę rozpraszał mrok. Dzięki niemu zobaczyła zarys biurka. Postać siedząca przy nim kryła się w cieniu. Słyszała jego równy oddech, który zawsze ją uspokajał.
– Nie stój tak w drzwiach – powiedział szef swoim głębokim, miękkim głosem. – Podejdź bliżej, kochanie. Zakładam, że przyszłaś z raportem.
Zachęcona, Caraniella postąpiła kilka kroków w półmrok. Stanęła, czując na sobie wyczekujące spojrzenie.
– Tak – potwierdziła gorliwie. – Winna zlikwidowana zgodnie z procedurami, wszystko poszło gładko.
Widziała

6




jedynie zarysy Oliviera. Obracał w dłoni kawałek papieru, który szeleścił wyjątkowo irytująco.
– Gdzie znajduje się ciało?
Spuściła wzrok i momentalnie skuliła w sobie. Przejechała czubkiem buta po podłodze, starając się opanować drżenie nóg.
– Zadałem pytanie – głos wzmógł się. Caraniella wzdrygnęła się ze strachu.
– To znaczy - przełknęła ślinę – w zaułku, blisko centrum. A-ale zapewniam, że winna nie miała rodziny, strażnicy pewnie i tak ją znajdą, prędzej czy później…
Usłyszała jak biurko stęknęło, a fotel odsunął się. Rozległy się ciężkie, powolne kroki. Obcasy butów odbijały się echem od posadzki. Caraniella zastygła w przerażeniu, zdając sobie sprawę, że popełniła błąd.
– Postąpiłam źle – jęknęła zrezygnowana. Słyszała, że mężczyzna stanął tuż za nią, lecz nie odwróciła się. – Bardzo się wstydzę, szefie.
Milczał kilka sekund. Dziewczyna czuła spojrzenie, wbite w własny kark. Pojedyncza łza potoczyła się po policzku, nie miała jednak odwagi ją otrzeć. Poruszyła lekko głową, starając się zakryć twarz włosami. Drgnęła, poczuwszy na barkach ciężkie

7




dłonie. Przejechały powoli po jej ramionach. Zatrzymały się na łokciach i ścisnęły je lekko.
– Mówiłem jasno, że każda egzekucja ma odbywać się w domu winnego, aby rodzina mogła zająć się ciałem - szepnął blisko jej twarzy. Poczuła gorący oddech, przesycony fetorem alkoholu. – Czy moje zasady są mało klarowne?
Pokręciła głową z trudem. Gula w gardle odbierała jej mowę. Popłynęły łzy. Nie wiedziała jak to zrobił w takiej ciemności. Może dostrzegł spadające krople, może poczuł drganie jej ciała. Ale szybko obrócił Lisicę do siebie, aż prawie straciła równowagę.
Wtedy dopiero zobaczyła go z bliska. Jak zawsze szukała pocieszenia w karmelowych oczach, które patrzyły na nią z troską. Był niższy prawie o głowę i grubszy. Łysina i starannie przystrzyżony wąs nadawały Olivierowi, szefowi Bractwa Srebrnego Lisa, przyjazny wygląd. Ogolony podróbek przecinała poszarpana blizna, pamiątka po dawnym życiu. Ciągnęła się aż do lewego ucha, pozbawionego płatka.
– Dlaczego płaczesz? – zdziwił się. – Boisz się mnie? Caraniello, przecież jesteś tutaj bezpieczna. Musiałem tylko cię upomnieć, rozumiesz? Nikt

8




więcej cię nie skrzywdzi.
– Pamiętam, szefie – wydukała mało przekonująco, nadal roztrzęsiona. – Przestraszyłam się tylko, że… szef się na mnie zawiedzie.
– Nie wydaje mi się, że to tylko o to chodzi. Coś cię gryzie.
Spuściła głowę. Wciągnęła powietrze, smakując zapach duchoty, starego dywanu oraz alkoholu. Sama nie wiedziała co odpowiedzieć, aby znów nie zaczynać tego samego tematu. Wiedziała, że Olivier go nie lubił. Ostatecznie jednak załamała ręce.
– Znów czuję tą pustkę – wyjaśniła z poczuciem winy. – Pożera mnie od środka, drażni. Czasem wydaje mi się, że coś pamiętam, obrazy wracają. Ale ostatecznie uświadamiam sobie ich bezsensowność, więc to zapewne jedynie wytwory mojej wyobraźni. Pozostaje jedynie niedosyt.
Mężczyzna pogładził jej włosy ze zrozumieniem. Od razu poczuła się lepiej, jakby z jej piersi ulatywał długo więziony ptak, gotowy uciec gdy tylko nadarzy się okazja. Zalała ją fala ciepła, wszystkie obawy przyćmiło poczucie błogiego spokoju. Odważyła uśmiechnąć się słabo.
– Przeszłość już minęła – wyjaśnił. – Nie ma sensu wracać do rzeczy zapomnianych, skoro i

9




tak nie wrócą. Caraniello, tam był tylko ból, cierpienie i męki. Chwilowa pustka jest lepszym rozwiązaniem, prawda?
Pociągnęła nosem. Olivier miał rację. Powinna zająć się teraźniejszością, zamiast ciągle tęsknić do dawnych lat.
- Idź do pokoju, wypij eliksir i połóż się spać. W razie problemów zawsze możesz do mnie przyjść, wiesz o tym – odsunął się i ruszył z powrotem do biurka. – A teraz zmykaj, córeczko.

10




Wyrazy: Znaki: