Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin
ikonka komentarza

Zygfryd i Oda

Autor: Stella Aga twarz żeńska

grafika opisu

rozwiń




Zygfryd jak zwykle wracał do domu zmęczony ciężką pracą. Cieszył się jednak, iż znów ujrzy swą ukochaną Odę, którą poślubił niecały miesiąc temu. Tak bardzo się spieszył, że prawie nie zauważył zmierzającej w jego stronę chudej staruszki. Babuleńka delikatnie chwyciła go za rękę i słabym głosem zapytała:
- Mieszkam nieopodal. Czy poznajesz mnie sąsiedzie?
- Wybaczy pani, ale jestem bardzo zmęczony i w tej chwili nie mogę sobie przypomnieć – odrzekł przepraszającym tonem Zygfryd.
- Nic nie szkodzi. Mam dla ciebie ważną wieść młody człowieku. Gdy jesteś w pracy, twoja małżonka wychodzi z domu i udaje się na spotkania z innym mężczyzną. Widziałam ich już kilka razy.
Zaskoczony i zdenerwowany tą informacją Zygfryd, nie słuchał dalszego monologu staruszki, tylko ruszył w drogę. Któregoś dnia rzeczywiście nie zastał Ody w domu. Wróciła godzinę później. Co prawda w ręku miała koszyk z zakupami i twierdziła, że była na targu, ale musiała przecież znaleźć jakieś wytłumaczenie, a na targ kobiety udają się rano. Wtedy jednak zaufał jej, teraz był pewien, że małżonka jest niewierna.

1




Ostatnio stało się to bardzo popularne wśród młodych niewiast. Kilku jego kompanów zostało przecież niedawno zdradzonych, a Oda sama kiedyś opowiadała, że gdy mąż jej siostry wyjechał na wojnę, ta dopuściła się cudzołóstwa! Teraz zaś jego spotkało takie nieszczęście i hańba. Serce biło mu w piersi jak oszalałe. Z żalu, a jednocześnie wściekłości, zaczął biec do domu, krzycząc.
Decyzję podjął bez dłuższego zastanowienia. Nie chciał, aby Oda została poddana torturom czy karze śmierci, bo przecież ją kochał. Chcąc oszczędzić jej cierpień, postanowił wyrzucić ją z domu. Dzieci jeszcze nie mieli, więc był pewien, że to najlepsze z możliwych rozwiązań. Żyć z niewierną kobietą nie potrafił i nawet nie chciał.
Gdy znalazł się już przed drewnianymi drzwiami, z całej siły uderzył w nie pięścią. Przestraszona Oda spojrzała w okno, aby sprawdzić, kto przyszedł, gdyż nie spodziewała się takiego zachowania ze strony Zygfryda. Kiedy zobaczył jej uroczą twarz, którą przecież tak ubóstwiał, zdenerwował się jeszcze bardziej i krzyknął:
- Otwieraj te drzwi! Natychmiast!
Nawet nie zdążyła

2




tego zrobić, bo Zygfryd mocno w nie kopnął, a spróchniałe deski nie wytrzymały.
- Teraz już wiem! Zdradzałaś mnie i oszukiwałaś cały czas! Wynocha z mojego domu i ciesz się, że daruję ci życie. Znikaj, bo zaraz mogę się rozmyślić!
- Ja… Nie zdradzałam cię! Nigdy! To jakaś pomyłka – zaprzeczyła zaskoczona kobieta, a w jej oczach zalśniły łzy.
- Idź już! – ryknął najgłośniej jak tylko potrafił i rzucił jej kawałek chleba.
Zrozpaczona Oda próbowała coś jeszcze powiedzieć, ale kiedy Zygfryd wziął do ręki siekierę, uciekła.
***
Zbliżał się już wieczór, a ona wciąż szła. Cienkie pantofle nie były w stanie ochronić jej stóp przed ostrymi kamieniami, a zwiewna chusta przegrywała w walce z październikowym chłodem. Twarz miała całą mokrą od łez, oczy szczypały niemiłosiernie, a ból głowy nie dawał jej spokoju. Tak bardzo kochała Zygfryda, a on nie chciał jej uwierzyć. Nigdy by go nie zdradziła, odwiedzała tylko swojego chorego brata, którego nie znosił jej mąż, więc musiała chodzić do niego w tajemnicy przed Zygfrydem.
Postanowiła zatrzymać się wśród skał, gdyż wiedziała, że według

3




plotek okolicznych gospodyń, w ukrytej jaskini mieszka czarownica… Oda uważała, iż to jej jedyna nadzieja na udowodnienie niewinności i odzyskanie męża. Poza tym chciała trochę się na nim zemścić i postraszyć go. Miała nadzieję, że będzie żałował swego czynu, a wtedy zechce, aby powróciła.
Okazało się, że znalezienie jaskini wiedźmy nie jest wcale takie trudne i niemożliwe. Widocznie zależało jej na gościach… Oda, której humor nieco się poprawił, poczuła bowiem, że nie wszystko stracone, bez wahania weszła do tajemniczej groty.
***
Minęły dwa dni, a Zygfryd przez cały czas siedział w domu i myślał. Co jakiś czas dostawał napadu złości i rozpaczy, a wtedy krzyczał tak przeraźliwie, że aż dzieci sąsiadów kuliły się przestraszone w kącie. Przypomniał sobie, jak poznał Odę na biesiadzie z okazji Dnia Plonów, ich pierwszy taniec, jej uśmiech. Przed oczyma wciąż ją widział, w wyobraźni znów była w jego ramionach. Jak ta cudna istota mogła ośmielić się go zdradzić? Czyżby naprawdę tylko mu się wydawało, że darzy go uczuciem? Nie potrafił bez niej żyć, nie wiedział za co się zabrać, jaki

4




jest sens jego dalszej egzystencji.
Nagle poczuł gwałtowny powiew chłodnego wiatru, który przedostał się przez otwarte okna i drzwi. Do chaty weszła stara, pomarszczona kobieta, a gdy przyjrzał się jej uważnie, odkrył, że to ta sama staruszka, która powiedziała mu o zdradzie Ody.
- Po co pani tu przychodzi?! – warknął.
- Przyszłam przyznać się do błędu – powiedziała ze skruchą. – Nie wiem, jak mogłam tak się pomylić! Pana małżonka odwiedzała swojego umierającego brata, gdy tymczasem z kochankiem widziałam bardzo podobną do niej kobietę. Zna pan Sygrydę, żonę młynarza, prawda?
- Czy jest pani pewna?! – krzyknął Zygfryd.
- O tak, dziś rozmawiałam z żoną brata Ody, a później znów widziałam Sygrydę z tym mężczyzną, obserwowałam ich.
Zygfryd najpierw poczuł radość. Jednak Oda dochowywała mu wierności, kochała go! Po chwili zaś dotarło do niego, że przecież wyrzucił ją z domu i nawet nie wie, gdzie ona teraz jest. Pod wpływem emocji chciał natychmiast rozpocząć poszukiwania, ale staruszka zagrodziła mu drogę.
- Jest jeszcze coś. Oda nie żyje. Powiesiła się z żalu. Znalazłam ją dziś w lesie,

5




nieopodal tej sosny, która runęła podczas ostatniej burzy. Ciało jest zmasakrowane, bo dopadły je zwierzęta, ale twarz można jeszcze rozpoznać.
- To niemożliwe, niemożliwe! – krzyczał głosem pełnym bólu Zygfryd.
- Czy tę chustę miała założoną, gdy widziałeś ją po raz ostatni młody człowieku?
Zygfryd wziął materiał do ręki i miał pewność, że należał on do Ody. Czuł nawet jej zapach, a poza tym do chusty przyszyte były bursztyny, które kiedyś znalazła. Zrozpaczony ukrył w niej twarz, a potem ignorując staruszkę, pobiegł do lasu. Doskonale wiedział, o które drzewo chodzi. Niestety, ciała już nie było, zamiast niego zauważył usypany kopiec. A więc zakopano ciało Ody bez jego wiedzy i zgody!
Tej nocy chodził nerwowo po mieszkaniu. Ostatnia nadzieja przepadła. Wbijał paznokcie w skórę, rwał włosy, ale ból fizyczny nie potrafił zagłuszyć bólu po utracie ukochanej. W pewnym momencie zasnął z wyczerpania. Jednak trzy godziny później obudził się i zauważył, że nie jest sam. Na krześle obok niego siedziała zjawa – widmo Ody.
- Jak mogłeś? – wyszeptała. – Jak mogłeś mnie porzucić? Zabiłam się przez

6




ciebie. Zobacz! Zobacz, jak sznur wbijał się w moją szyję i pozbawiał mnie oddechu. Spójrz, jak blednie twarz, którą obsypywałeś pocałunkami.
Widział to. Tuż przed nim umierała Oda. Próbował się odwrócić, ale coś mu nie pozwalało. Zamykał oczy, które jednak wciąż pozostawały otwarte. Krzyczał, lecz nikt go nie słyszał. Chciał ją ratować, niestety nie był w stanie wstać, a gdy wyciągał rękę, dotykał nicości.
- Teraz twoja kolej. Dołącz do mnie. Teraz – odrzekła, gdy wszystko się skończyło i znów siedziała obok niego.
Zaczęła wrzeszczeć, tańczyć jak opętana, potem rzuciła się na podłogę. Kilka minut później podała mu sznur i rzekła:
- Na co czekasz? Mnie już nie ma. Zrób to.
***
- Obudź się. Sprawa załatwiona. Powiedziałam mu, że to tragiczna pomyłka i jesteś niewinna. Trochę go postraszyłam i ma potworne wyrzuty sumienia. Możesz wracać - oznajmiła zadowolona z siebie czarownica.
Szczęśliwa Oda przytuliła wiedźmę i udała się do domu. Radośnie wbiegła do chaty i nagle zatrzymała się, a uśmiech zniknął z jej twarzy, ustępując rozpaczy.
- Nieee! Zygfryd! – krzyknęła

7




przerażona.
Łkając, pobiegła do niego, weszła na krzesło i uwolniła z pętli. Z trudem położyła bezwładne ciało na podłodze. Sprawdziła puls, oddech. Nic. Nie żył.
- Kocham cię! – krzyknęła bezradnie i zalała się łzami. – Wróć do mnie! Ja nie chciałam, ja… myślałam, że ona cię tylko trochę postraszy. Miałeś mieć wyrzuty sumienia, żałować, bać się o mnie, ale nie umrzeć!
Po tych słowach Zygfryd nagle wstał, a Oda nie mogła uwierzyć w swoje szczęście. Rzuciła się w jego ramiona, ale nie objął jej. Wyglądało to jak zderzenie ze ścianą. Próbowała coś do niego mówić, ale nie odpowiadał. Jego oczy nawet się nie poruszały, patrzyły gdzieś przed siebie. Zaczął iść, jak gdyby był kukłą, coraz szybciej i szybciej. Ruszyła za nim, ale on już biegł, co prawda niezdarnie, lecz z zawrotną prędkością. Nie była w stanie go dogonić.
- Zaczekaj – krzyknęła bezsilnie.
Wtem usłyszała za plecami czyjś rechot. Odwróciła się i zobaczyła czarownicę.
- Szłam za tobą. Musiałam to zobaczyć. Ciało Zygfryda ożyło, ale nie dusza.
- Oszukałaś mnie stara jędzo! Miałaś mi pomóc! Zabiłaś go,

8




zabrałaś!
Oda rzuciła się na wiedźmę z pięściami.
- Uspokój się głupia niewiasto. Wszystko jest waszą winą, a teraz zostaliście za to srogo ukarani. Zabawiłam się trochę, to prawda. Ludzie są jednak bardzo głupi i naiwni. Hahahaha. Wiedziałam, że Zygfryd cię wyrzuci, a ty poprosisz mnie o pomoc. Gdybyś tylko chciała udowodnić niewinność, ale nie, duma kazała ci się zemścić. Więc wyczarowałam ducha, powiedziałam, że nie żyjesz, pokazałam mu martwe ciało, a potem nawet śmierć i kazałam, aby zrobił to samo. Może przesadziłam, z tym się zgadzam.
- Nie było mowy o żadnych duchach czy śmierci! – wrzasnęła Oda.
- Kto by tam ufał czarownicy – zaśmiała się. – Oczywiście twój ukochany się powiesił, cóż za zdziwienie – rzekła ironicznie.
- To koniec, tak? – zaszlochała Oda.
- A ty dalej swoje. Niektórzy nigdy się nie zmienią. Szukaj go, a jeśli naprawdę kochasz, kiedyś odnajdziesz i odzyskasz jego duszę, pozwolę na to. Pamiętaj, magia magią, intrygi intrygami, ale w rzeczywistości wszystko zależy od ciebie.
Czarownica nagle zniknęła, nie został po niej ani jeden ślad. Oda pełna determinacji wyruszyła w

9




drogę.
Kobieta wciąż wędruje, przemierza lasy, góry, pustynie. Nadal wierzy, że odnajdzie ukochanego. Wiecie co, Drodzy Czytelnicy Wierzę, że kiedyś jej się to uda.

10




Wyrazy: Znaki: