Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin
ikonka komentarza

Chłopiec Pustki i Nicość

Autor: AdShiroyui twarz żeńska

grafika opisu

rozwiń




1. CHŁOPIEC PUSTKI I WSZYSTKO
W nieskończonej, pustej przestrzeni wokół Chłopca Pustki była tylko Nicość. Istniał tam także Nikt, ale w tym samym czasie go tam nie było, ponieważ wśród Nicości nie było nic – nawet jej samej, bo była Niczym.
Chłopiec Pustki był całkowicie pusty. Sądził, że jego serce było na jakiś sposób niepełne, dziurawe. Brakowało w nim konkretnego, ważnego fragmentu. Nie znał uczucia, które sprawia, iż wyraźnie czujesz, że żyjesz. Nie chciał tego udowadniać, szukając pulsu na nadgarstkach. Nie potrafił kochać ani nienawidzić. Był pustym naczyniem. Wyschniętą studnią.
Pragnął, by złagodziła jego ból, który odczuwał z żalu, że nigdy nie stanie się prawdziwą osobą. Jednak wciąż, niezmiennie, Nicość była Niczym i nie mogła mu w niczym pomóc. Sama nie miała emocji ani nawet kruchej, cielesnej skorupy, ponieważ ona także była próżną pustką.
Twierdził, że są tacy sami. Puści. Odnosił wrażenie, że ją kocha. Wiedział to, chociaż Nikt go tego nie nauczył, bo istniał tam tylko on i Nicość – choć Nicości tam nie było.
Wtedy uświadomił sobie, że nie może być Pusty, bo potrafi

1




kochać.
W ten sposób Chłopiec przestał być Chłopcem Pustki, a Nicość przestała być Nicością, kiedy dla niego stała się Wszystkim.
2. CHŁOPIEC I NICOŚĆ
Nicość nie umiała kochać, ponieważ była Niczym, więc w niej też nie było Nic – właściwie nie było tam nawet Nic, bo była pustą próżnią.
Czekała jakby uwięziona w bursztynie muszka – czysta, nieskazitelna, niezmienna.
Pojawił się skądś, ale nie przejęła się nim zbytnio, kiedy to będąc pustą nic jej nie obchodziło. Obserwowała go jednak z udawaną uwagą, bo przecież nie mogła czymś się interesować, sama będąc Niczym.
Ów Chłopiec był Czymś – mogła dostrzec jego białe włosy i srebrzyste oczy. Była o nie zazdrosna. Niemal wszystko we wszechświecie miało swoją własną, niepowtarzalną barwę. Nawet nieruchoma, bezduszna skała była szara. Jednak Nicość nie mogła spojrzeć w lustro i zaobserwować swojego wyglądu. Nie miała ani lustra ani twarzy. Była po prostu Nicością. Tak została stworzona albo, mówiąc poprawniej – nie stworzono jej wcale.
Chłopiec stał i patrzył, chyba na nią.
Nie, z pewnością nie mógł jej zobaczyć.
– Nic, nic – mówił

2




do siebie, patrząc niewidzącymi srebrzystymi oczami. – Czy wiesz, co znaczy kochać? Chcę wiedzieć, ale każdy mówi, że to trzeba czuć... a ja nic nie czuję.
Pozostawała cicha, uśpiona, lecz, mimo wszystko, zaintrygowana.
– Nie, nie – szepnęła sama do siebie. Jednocześnie nic nie powiedziała.
Nikt nie mógł jej usłyszeć. Była próżnią. Wszechświat stworzono tak, by pozostała niemą. Chociaż Nikt pozostawał głuchy na jej bezgłośne słowa, Chłopiec rozumiał. Nie musiał ich słyszeć.
Zrozumiał, bo w przeciwieństwie do niej i Nikogo, był Kimś, a serce w jego piersi zdawało się grać miarowego, dosadnego marsza.
– Jestem Pusty. Jesteśmy tacy sami. Bez uczuć. Czy wiesz, co znaczy kochać? Chcę poczuć…
Wyciągnął w jej kierunku wątłe ramiona i blade dłonie.
– Czego chcesz? Jestem Nicością i we mnie nie ma nic, co mogłoby kochać. Jestem Niczym. Nie ma mnie w ogóle, więc mnie też nie można kochać… Nic ze mnie nie powstanie. Nawet Nic.
Chłopiec zamknął oczy. Łzy jak gwiazdy lśniły na jego policzkach.
– Ale dla mnie nawet Nic, próżnia i otchłań Nicości jest od teraz Wszystkim.
3. WSZYSTKO
Chłopiec leżał,

3




obsypany niby srebrnym pyłem, delikatny, blady i okropnie mały, jakby bez znaczenia na tle Nicości. Wydawał się przy jej czeluściach niewartym uwagi okruchem życia, równie nieważnym co ona sama.
Nicość przyglądała się w lustrze, z fascynacją oglądając własną twarz.
Jej skóra miała ciemny odcień, niemal czarny, a oczy lśniły jak dwa węgle. Proste, hebanowe włosy opadały jej na ramiona. Czy ta czerń miała być Wszystkim?
Nie nazywała się już Nicość. Była Wszystkim, prawda? Po co miałaby mieć te przytłaczające ciemne smoliste barwy, kiedy mogłaby przybrać każdy z kolorów tęczy?
Czy dla Chłopca Wszystko ograniczało się do jedynie bezkresnej czerni?
Nie powiedziała mu jednak tego, że chciałaby być czymś innym. Większym, piękniejszym, bardziej wyrazistym i o większym znaczeniu.
Nadal pozostawała zazdrosna o jego białe włosy i srebrzyste oczy.
Tego także nie powiedziała, ale Chłopiec wiedział o niej więcej, niż ona by sobie tego życzyła.
Oboje trwali w milczeniu do momentu, w którym Chłopiec przemówił:
– Niedługo odejdę.
Jej serce załomotało w przerażeniu.
Zdawała sobie sprawę, że jeśli on zniknie, ona także

4




przestanie istnieć, bo stanie się Nicością i wyparuje do Nikąd, bo jej już nie będzie.
– Dlaczego? – zapytała, odtrącając od siebie lustro. – Jaki masz ku temu powód?
Chłopiec zamrugał i otworzył oczy; spojrzał, ale Wszystko miała wrażenie, że jednak nie zobaczył przed sobą niczego.
– Każdy żywy człowiek ma kogoś takiego o kim myśli, nawet, kiedy go przy nim nie ma i coś niematerialnego ciągnie go do powrotu do tej osoby. Jeśli i ty kiedyś pomyślisz tak o mnie i poczujesz się podobnie, to znak, że…
Nie było jej jednak dane usłyszeć, czego miała to być oznaka. Nigdy nie usłyszała zakończenia.
Chłopiec zasnął. Na jego policzkach wykwitły ciepłe gwiazdy, stały się jedyną barwną częścią jego twarzy. Wszystko zbliżyła swoją twarz do jego ust i nic nie poczuła. Ona także zrozumiała, że tak musiało się stać.
Chłopiec zasnął i już nie przebudził się ze swojego słodkiego snu.
Mimo to ciepło, którym otulił jej puste serce zostało przy niej, wyłącznie dla niej. Wkradło się niezauważalnie do jej wnętrza. To ono stało się dla niej Wszystkim.
4. NIEPOTRZEBNE CI NIC
Chłopiec otworzył oczy i poczuł

5




przerażenie, kiedy zamigotały przed nimi setki, tysiące barw, których nigdy wcześniej nie był w stanie zobaczyć. Było ich tak wiele, że oślepiały go. Dziwaczna, obca postać przyglądała mu się z zainteresowaniem zza grubych szkieł okularów. Mężczyzna w średnim wieku był zajęty badaniem jego tętna przez co nawet nie zauważył, kiedy Chłopiec się przebudził.
Kręcił głową, przyglądając się wynikom badań aktywności jego mózgu.
– To ciekawe, a jednak nie rozumiem, nie rozumiem… wygląda na to, że wszystko powinno być w porządku! – pomrukiwał sam do siebie w roztargnieniu.
Miał szpakowate włosy. Kiedyś musiały mieć barwę ciemnego, gorzkiego kakao, ale obecnie pojawiła się między nimi spora ilość siwych kosmyków.
Chłopiec próbował przemówić, ale pozostawał niemy. Czuł się, jakby był Nikim – zawsze w cieniu.
Nawet Nicość była czymś większym od niego…
W końcu mężczyzna go dostrzegł.
– Matko Boża! Oliver! Widzisz mnie, chłopcze? Wszystko słyszysz? Widzisz mnie?
Mężczyzna najwyraźniej fascynował się każdym, nawet najmniejszym ruchem na twarzy Chłopca.
Chłopiec nie mógł się w żaden sposób

6




poruszyć. Chociaż po tylu latach, które spędził w bezkresnych ciemnościach, teraz widział każdą barwę, która zdobiła lody wszechświata, czuł się bardziej pusty niż kiedykolwiek wcześniej.
Chociaż lód mógł wydawać się ładniejszy, wcale nie stawał się cieplejszy.
Ta pustka biernie trwała w jego również pustym wnętrzu przez następne sześć lat. Przez ten czas uczony był życia na nowo, jakby ktoś bez jego zgodny nacisnął w jego biografii przycisk „restart”. Nauczył się pisać i czytać oraz rozwiązywać średnio skomplikowane działania matematyczne. Poznał podstawowe zasady fizyki, nauczono go także budowy komórki bakterii. Recytował długie wiersze i płynnie porozumiewał się językiem koreańskim. Kolejno stawiał na swojej czystej ścieżce chwiejne kroki. Był tylko ciekaw, dokąd ta dróżka wiodła. Dokąd? Tego mu nikt nie kazał zanotować…
Miał jednak świadomość, że jego życie przedłużane przez najnowsze zdobycze techniki nigdy nie zastąpi mu tamtego życia, utraconego i pogrzebanego w kartach historii jak każda kolejno mijająca sekunda.
Żałował, choć nigdy nie poskarżył się głośno, że brakowało mu

7




płuc, dzięki którym mógłby wdychać orzeźwiające powietrze i delektować się nim, wiedząc, że nigdy mu go nie zabraknie. Nie miał także serca, które mogłoby wybijać marsza i grać zawrotne melodie na jedno tylko Jej spojrzenie… Nawet jego własna dłoń tak naprawdę nie stanowiła jego części.
Nadszedł jednak dzień, w którym spojrzał w lustro, przyjrzał się sobie z uwagą i wówczas zrozumiał, że tegoż dnia przestał być Chłopcem.
Chociaż pustka w nim stawała się coraz głębsza nie czuł nic z tego powodu, ponieważ był wewnętrznie pusty.
Jego sztuczna skóra nie starzała się, jasne włosy nie rosły ani nie przebarwiały się naturalnie z wiekiem. Nie urósł chociażby o cal przez następne czterdzieści lat. W tym czasie wiele wokół (Nie)chłopca uległo zmianie, ale on sam nie został w żaden sposób nadgryziony przez ząb czasu.
Wujek Aiden umarł przed rokiem. Zasnął i już się nie przebudził jako osiemdziesięciodwulatek, a on, Oliver, pozostał wiecznym uczniem liceum.
Jego opiekun nie zdążył jednak powiedzieć mu prawdy o jego rodzicach i bratu. Zbyt bardzo bał się jego reakcji, a przecież zareagowałby „nijak”. Był

8




pusty.
Oliver pokochał swoją wewnętrzną pustkę, bo prócz niej nic innego mu nie pozostało.
Pamiętał, co powiedział wujek, kiedy odkrył, iż jego bratanek nie potrzebuje do życia tlenu. „To fascynujące! Niepotrzebne ci Nic”.
Teraz chciał mieć przy sobie nawet Nicość. Nie był jednak pewny czy ona, istota nieistniejąca i zarazem pozbawiona serca, potrafiłaby kogokolwiek kochać. Wtedy zrozumiał, że naprawdę są tacy sami. Puści.
Przypomniał sobie dzień, w którym wujek Aiden wręczył mu do dłoni pędzel, postawił przed nim sztalugę z płótnem oraz paletę rozmaitych barw i poprosił, by zobrazował swój aktualny stan emocjonalny.
Oddał płótno takie, jakim je otrzymał.
„Dlaczego nic nie namalowałeś?” zapytał go mężczyzna.
„Ależ nie, wuju, to Nicość.”
5. DALEKA DROGA DO SŁOŃCA
Wszystko została sama. Zaobserwowała u siebie sporo zmian od kiedy Chłopiec ją opuścił. Nie zniknęła, jej osoba nie runęła w przepaść pustki. Była, lecz w ten sposób nie mogła być naprawdę żywą istotą. Tak naprawdę nie istniała.
Miała przy sobie tylko lustro. Przyglądała się swojej twarzy do znudzenia. W końcu odsunęła je od

9




siebie. Pamiętała słowa Chłopca „Jeśli i ty kiedyś pomyślisz tak o mnie i poczujesz się podobnie, to znak, że…”. Nie miała jednak pojęcia, co miał na myśli, mówiąc to do niej. Nie była także pewna co do swoich uczuć względem niego. Stanowiły dla niej wyjątkowo abstrakcyjne zjawisko – móc zarówno odczuwać szczęście jak i troski. Mimo to Wszystko wyjątkowo lubiła właśnie to uczucie. Przyjemnie rozgrzewało ją od środka.
Wciąż miała wspomnienie o jego cieple i jakie ono było – prawdziwe i szczere. Chciała znów go zobaczyć, ujrzeć jego bladą twarz obsypaną srebrnym pyłem. Jednak gdyby postanowiła pozostać w Pustce, do takiego spotkania mogłoby nigdy nie dojść.
Gdzie mógł być teraz Chłopiec? Zapewne na planecie Ziemia, trzeciej planety od Słońca, gwiazdy znajdującej się Ramieniu Oriona galaktyki zwanej Drogą Mleczną. Nie miała pewności co do tego, czy znajduje się ona daleko czy też całkiem blisko, ale nie istniejąc nie mogła pojawić się tam, gdzie wszystko było realne i namacalne. Szukała odpowiedzi, jednak ta nie miała gdzie się znajdować. Oprócz niej było tylko lustro i Nikt, a właściwie nie było

10




niczego.
Znużona, przyłożyła policzek do chłodnej powierzchni lustra. Zamknęła oczy i śniła.
We śnie widziała zielone łąki i lasy, błękity ciepłych mórz oraz białe włosy całe w srebrnym pyle. Nie chciała już nigdy więcej otwierać oczu i mieć przed nimi tylko czerń. Zakochała się w błękicie nieboskłonu.
W tym samym czasie gdzieś daleko, w odległej przestrzeni na małej górniczej planecie skolonizowanej przez człowieka i bardzo oddalonej od Ziemi oraz jej pięknych pól, w surowej, pachnącej środkami dezynfekującymi szpitalnej sali rozległ się płacz dziecka.
Kilka godzin później położna podała dziewczynkę jej matce, by ta mogła przytulić do piersi delikatną główkę dziecka i uspokoić ją.
Minęło kolejne sześć lat zanim ta rudowłosa makówka wreszcie spojrzała trzeźwo na otaczający ją świat, a nie tylko błagała matkę o zaplatanie jej warkoczyków.
Chociaż nie do końca potrafiła to zrozumieć, ponad dekadę po swoich narodzinach Amy ze zdziwieniem zauważyła, że jej pierwszym wspomnieniem nie jest żadna pluszowa zabawka, uśmiech jej mamy ani drapiąca broda ojca. Było nim coś zupełnie innego. Nie umiała

11




ustawić tej retrospekcji w żadnym momencie chronologii jej życia – widok śnieżnobiałych włosów całych obsypanych srebrnym pyłem… Zupełnie jakby wyrwano je z jej innej rzeczywistości.

12




Wyrazy: Znaki: