Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin
ikonka komentarza

Podróż

Autor: Ambrosa twarz żeńska

grafika opisu

rozwiń




Czerwona sylwetka pojawiła się na horyzoncie i powoli przesuwała się w dół piaskowego zbocza. Kaptur przysłaniał twarz postaci, która pewnie kroczyła w kierunku piramidy.
- Ech, jedna podróż dobiegła końca, to zaczęła się następna. - mruknął do siebie nomada. Głos miał niski i melodyjny, można w nim było wyczuć lekką nutę ironii, jednak emanował spokojem.
Okolica nie należała do najpiękniejszych, jednakże podróżnik nauczył się doceniać nawet taki krajobraz - morze piasku, nie, ocean piasku w swojej prostocie kształtów i miękkiej materii miał w sobie coś magicznego.
Stopy zapadały się z cichym chrzęstem, gdy przemierzał kolejne wydmy. Było to dla niego jak muzyka, rytmiczna i jednostajna, lecz urzekająca.
Czerwonoszatego dzieliło już niewiele od zabudowań, jednakże błyskawicznie zerwała się burza piaskowa.
Nie zdążył się schronić przed wiatrem i kłującym piaskiem, został zwalony z nóg i fala bólu przemknęła po jego ciele. Przekręcił się na brzuch i osłonił głowę ramionami. Nie mógł się ruszyć, lecz tylko tak mógł swobodnie oddychać, nie narażając swoich płuc. Powłóczysta szata skutecznie

1




chroniła jego ciało przed zmasowanym atakiem drobinek kwarcu, jednak najbardziej irytowało go czekanie aż wiatr ucichnie. Nie zanosiło się na to, więc zerwał się nagle i skoczył.
Udało mu się schować się przed sercem burzy, więc nie czekając zanim go dogoni, ruszył nieco na zachód by okrążyć zagrożenie i jednocześnie nie zboczyć wiele z kursu.
Po kilku godzinach brodzenia w gęstym wietrze, dotarł do ruin. Uśmiechnął się do siebie. Wreszcie będzie mógł zacząć nowe życie, gdy tylko dostanie w swoje ręce Księgę!
Przedwczesny był to uśmiech...
Przed wejściem do piramidy siedział wielki, brzydki i cuchnący stwór. Jego szpetna, szara gęba odwróciła się w stronę nomady i spoczęło na nim spojrzenie małych, mętnych oczek.
- Troll skalny. - Podróżnik trzasnął się w policzek by zachować spokój i trzeźwość umysłu. - Troll skalny. Na pustyni. Świetnie.
Ruszył gniewnie w kierunku potwora, gotów stawić mu czoła, gdy ten przemówił:
- Czeeeeść Panieeenkoo!
Nomada zwolnił i westchnął głęboko. Rozmawianie ze stworem, którego inteligencja nie była większa niż u kamieni pokrywających jego plecy, było poniżej

2




godności Czerwonoszatego.
- Czego się nie robi dla Księgi od Wielkiej Przedwiecznej... - westchnął i uniósł głos:
- Hej, kreaturo! Co tu robi taki wielki, ciemny, ożywiony przez głupotę głaz jak ty?
- Hę? - Troll popatrzył na niego tępo. - A ja być Skał. Ja lubić skały, ja nie wiedzieć jak ty.
- Ta. To ja iść po Księga. Jasne? - Po tych słowach chciał przepchnąć się obok trolla i wejść do piramidy.
- Ty nie móc iść po Księga.
- A to czemu? - zapytał Czerwonoszaty, niezwykle zaskoczony.
- Czerwona Głaz nie móc, bo Skał tu siedzieć.
Nomada podrapał się po głowie, próbując zrozumieć co właściwie się dzieje.
Wyruszył by zdobyć Księgę, która z kolei była mu potrzebna by posiąść Wiedzę i dokonać Wyboru. Jeżeli nie uda mu się na czas, z pewnością Wielka Przedwieczna zmiażdży go niczym robaka. Albo i gorzej.
Rozmyślania przerwał mu Skał.
- Ty być od Biały Szmatka? Skał nie lubić Biali Szmatki. Skał je lubić tylko miażdżyć. Jedna leżeć o tam! Ona pękać jak ślimak i śmieszny dźwięk być...
Czerwonoszaty ruszył biegiem we wskazanym kierunku, nie słuchając bełkotu trolla. Dostrzegł jedną z

3




Białoszatych, częściowo zasypaną piaskiem. Wyśpiewał zaklęcie, jednakże nic się nie wydarzyło. Białoszata była martwa...
Padł na kolana tuż obok jej zwłok. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się pustym wzrokiem na powiewający biały szal, cały naznaczony runami. Została na nim resztka energii, bez zastanowienia wchłonął ją i uderzyły go ostatnie wspomnienia Białoszatej.
Szli od przeciwnej strony, mieli zamiar złożyć Księgę w najwyższej komnacie, by każdy Czerwono- jak i Białoszaty mógł z niej skorzystać i odkryć swoje przeznaczenie. Jednakże nie było im to dane, wdali się w rozmowę z trollem, którego przypadkiem rozzłościli...
Czerwonoszaty zawył z bólu, gdy głowę przeszyły mu miliony błyskawic, wciskających się gwałtownie w środek jego umysłu i kalecząc go od środka. Krzyczał tak długo swoim magicznym głosem, że ułożył przypadkowe zaklęcie, zrodzone z gniewu, rozpaczy, przerażenia i odrobiny szaleństwa.
Kiedy się ocknął był cały zesztywniały. Chciał wyśpiewać zaklęcie, lecz z jego gardła wydobył się chrapliwy warkot i nic się nie wydarzyło. Spostrzegł jednak, że jego szata przybrała kolor

4




samej Ciemności.
Zaśmiał się ochryple.
- Zawsze byłem inny.
Wypowiedział te słowa głośno i zdecydowanie, jego nowy głos doskonale podkreślał ironię w jego głosie.
Bez sekundy namysłu zaczerpnął energii z podziemnego źródła, jakby zawsze wiedział, że się tam znajduje i ruszył dokonać zemsty.
- Byłeś głupcem, myśląc, że uda Ci się mnie oszukać. - wyszeptał do trolla. - Zabiłeś moich pobratymców. Teraz to samo spotka ciebie.
- Ja nie rozumieć. Ja tylko siedzieć, gdy Biali Szmatki wziąć Skał...
Nie dane było mu dokończyć, Czarnoszaty nomada wyskoczył, obracając się wdzięcznie w powietrzu i przez chwilę przypominał swoje dawne oblicze. Ostre krawędzie jego szat zaskoczyły trolla, który ryknął gniewnie i chciał złapać napastnika. Był zbyt wolny, nomada wyprysnął w górę szybciej niż strzała, odbijając się od jego głowy.
- Czemu Czarna Głaz bić Skał?! Skał nie zrobić nic złe!
- Cóż. - Czarnoszaty patrzył na niego z góry, balansując na krawędzi balkonu. - Bowiem Skał sprawił, że Czarny Głaz stał się zły. Tak czasem bywa, słodki mój kamyczku.
Śmiejąc się, rzucił się w szczelinę i wpadł

5




do wnętrza piramidy. Ruszył labiryntem, sprawnie wymijając pułapki i wkrótce dotarł na najwyższe piętro.
- No to bierzemy Książeczkę i skopiemy Skałowi skałeczkę.
Zaśmiał się z własnego żartu i jednym susem znalazł się przy podeście.
Jego wrzask przeciął powietrze niczym zakrzywiona klinga.
- Ty głupi, nędzny pomiocie kamienia. - Tłukł trolla gołymi pięściami wraz z każdym wypowiedzianym słowem. - Ty nic nie warta sterto gruzu. Ty śmierdząca, obrzydliwa, plugawa kupo kamieni. 
- Czarna Głaz przestać! Przestać! - Troll mimo znacznej przewadze w sile, kulił się jak kocię przed gniewem Czarnoszatego. - Skał bolić! To bolić!
- Ile razy mam ci tłumaczyć, bezmózga brejo, że najpierw oddasz mi Księgę? No już!
- Nie! Nieee! Księga wygodna pod zad Skał! Skał prosić, ty zostawić! 
- Tępa, pusta istoto! - Czarnoszaty nie bacząc na siniaki, nadal znęcał się nad trollem.
Trwało to kilka dobrych godzin, nim troll opadł z sił. Nomada zaczął się szaleńczo śmiać, gdy zorientował się, że potwór omdlewa.
- Teraz zginiesz. - wyszeptał mu do ucha, głosem suchym jak pustynia i ciemnym jak ostatnie piekło. Ciało

6




trolla drżało ze strachu.
- Czarny Głaz! NIEEE!
W chwili, w której pięść Czarnoszatego dotknęła czaszki stwora, poraziła go straszliwa prawda. Zanim się otrząsnął, przez pewien czas trzymał pięść w rozgniecionych szczątkach... już nie trolla.
Trolle skalne miały specyficzną - o, zgrozo! - gramatykę, jeżeli można to tak nazwać i zawsze przymiotnik w rodzaju żeńskim łączył się z męskim rzeczownikiem. Czarnoszaty nie do końca rozumiał zasady, ale poprawna forma w paszczy stwora zdradziła wszystko. Obnażyła... zdradę.
Zabił trzech Białoszatych. Trup, którego wcześniej widział był niegdyś trollem, jednak...
Właśnie. Co się stało?
Białoszaci chcieli zawładnąć Księgą, tylko on stał im na przeszkodzie, więc zastawili na niego pułapkę. Wykorzystali iluzje, podsunęli fałszywe wizje, a nawet odmienili jego jestestwo. Nie przewidzieli tylko jednego - że Czarnoszaci byli nieprzewidywalni.
- Niechaj to miejsce na zawsze będzie przeklęte. - warknął, gdy dostatecznie oddalił się od piramidy. Zostawił splugawioną Księgę w katakumbach, pod trupami Białoszatych zdrajców. Przeczytał ją najpierw, mimo, że decyzja o

7




jego losie została podjęta za niego. W ten sposób znalazł kolejne zadanie. Czekała go długa podróż, którą każdy z nomadów kończy w ramionach Wielkiej Przedwiecznej.
- O, tak. Podróż. Do samego serca Ciemności... - wyszeptał, po czym zaczął się śmiać w charakterystyczny dla szalonych Czarnoszatych sposób.

8




Wyrazy: Znaki: