Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin
ikonka komentarza

Gdy zawyją Lisy - rozdział 2

Autor: Hoviel twarz żeńska

grafika opisu

rozwiń




Caraniella przekręciła klucz. Jeszcze przez chwilę stała z twarzą przyciśnięta do chłodnej framugi drzwi. Po chwili zapaliła świecznik, który rozświetlił mrok pokoju. Starannie odwiesiła płaszcz na oparcie krzesła. Odpięła pas, ściągnęła ubrania i ułożyła na komodzie. Zarzuciła czystą koszulę nocną. Zmęczona opadła na wąskie łóżko, które zdążyło stać się jej schronieniem przed problemami.
Zakryła twarz dłońmi i chłonęła spokój nocy.
Bractwo Srebrnego Lisa powstało sto sześćdziesiąt lat temu, a wydarzyło się to nie bez przyczyny. Ówczesny władca, Tiahan II Hivaryn prowadził akurat wojnę z sąsiadami, Wyspami Gren. Odnosił spore sukcesy militarne, ofensywa szła do przodu. Aż któregoś dnia jego dorastający syn wyraził chęć wzięcia udziału w bitwach, pośród rycerzy. Król oponował, bał się o życie młodego księcia. Ostatecznie zabrał głos brat władcy, Rodris, jeden z dowódców armii. Obiecał, że zadba o bratanka na froncie i ten na pewno wróci zdrowy do zamku. Młody dziedzic dostał więc zgodę na wyjazd; walczył w legionie wuja. Wkrótce, po jednej z większych potyczek, odnaleziono jego ciało

1




wśród zmarłych. Rozpacz monarchy nie miała granic.
Tymczasem Greńczycy podjęli obronę kraju i wojna zakończyła się kapitulacją Velikonii oraz podpisaniem pokoju. Po wielu latach pojawiła się jednak wiadomość, która zmieniła losy kraju. Przypadkiem na jaw wyszła prawda, że Rodris sam zabił księcia na polu walki, aby oczyścić drogę do korony. Rozgniewany król zemścił się na bracie, skazując go na śmierć. Uświadomił sobie jednocześnie jak wielkie zakłamanie niesie ludzkie słowo. Owa refleksja skłoniła go do wydania dekretu, w którym powołał Bractwo Srebrnego Lisa. Jako jego zadanie wyznaczył stanie na straży prawdy i składanych obietnic. Od tamtej pory każdy obywatel mógł zgłosić się do organizacji, aby oskarżyć kogoś o niedotrzymanie przysięgi. Prawdomówność klientów sprawdzali magowie za pomocą telepatii. Gdy zgłoszenie zostawało przyjęte, jeden z braci udawał się do winnego, aby poinformować go, że ma 30 dni, by wywiązać się z danego słowa. W przypadku nieposłuszeństwa czeka go śmierć. Społeczeństwo nigdy nie żywiło sympatii wobec ludzi, którzy bez konsekwencji mordowali ich najbliższych, w dodatku za

2




ich własne podatki. Nikt nie doceniał istotnej roli bractwa w zachowaniu sprawiedliwości i wzajemnego szacunku. Mylili to z terrorem.
Caraniella pracowała u Lisów już przeszło dwa lata. Leżała wpatrzona w sufit i przypominała sobie ten moment, gdy życie zaczęło się od nowa. Gdy obudziła się z kompletną pustką w głowie, bez żadnych myśli, wspomnień, jakiejkolwiek pamięci przeszłych zdarzeń. Wtedy przyszedł on. Z początku wydawał się groźny wobec słabej, wychudzonej osiemnastolatki. Potem wyjaśnił jej wszystko. Nazywał się Olivier i był szefem Bractwa Srebrnego Lisa, gdzie ona, Caraniella, mogłaby pracować gdyby tylko chciała. Wyjaśnił, gdzie ją znalazł… i w jakich okolicznościach.
Zacisnęła oczy.
Olivier zadbał o nią jak ojciec. Obdarzał opieką, zapewniał bezpieczeństwo. Czuła presję, jaką wywierał, aby była jak najlepsza, lecz sama także pragnęła perfekcji. Tylko przy szefie potrafiła się otworzyć, wyjawić swoje troski i problemy. On jedyny na całym świecie ją rozumiał i wysłuchiwał. Oczekiwał jedynie posłuszeństwa.
Dziewczyna zagryzła mocno wargę. Podniosła się, przypomniawszy sobie o eliksirze.

3




Podeszła do miednicy. Służka Isabelle zawsze pod wieczór przynosiła do izby każdego Lisa czystą wodę, niekiedy zakrapianą olejkami zapachowymi, gdy król był szczodry przy wypłatach.
Przetarła mokrą twarz dłońmi i uniosła głowę.
Szybko odwróciła wzrok. Drżącymi rękoma złapała za małą fiolkę, ukrytą na rzemyku między fałdami koszuli. Roztwór, który pływał w środku naczynia emanował srebrem. Ściągnęła korek i natychmiast pociągnęła łyk. Poczuła gorzki posmak, który od razu sprawił ulgę. Spojrzała niepewnie w lustro, które moment wcześniej odważyło się ją przestraszyć.
Prawdziwa twarz zanikała. Skóra całkowicie się wygładziła i stała bledsza, bardziej przezroczysta. Od nasady lekkich loków popłynęło srebro, które zatrzymało się na końcówkach, sięgających ramion. Kolor ten był nieco przymglony, przypominał stal. Cała siła działania eliksiru – zwanego potocznie maską – skupiała się na oczach.
Lisy używały ją, gdy wychodziły na spotkanie z winnymi. Sprawiał, że oczy zażywającego przyjmowały srebrny kolor. Magiczne działanie specyfiku skupiało uwagę rozmówcy jedynie na tęczówkach,

4




przez co nie zapamiętywali twarzy. Pozwalało to na zachowanie prywatności, a niekiedy bezpieczeństwa.
Odkąd Caraniella wstąpiła do bractwa, zaczęła pić maskę regularnie. Olivier ostrzegał przed skutkami ubocznymi, ale zdawał sobie sprawę, że dziewczyna musi zakryć prawdziwe oblicze. Wkrótce pigment jej włosów zaczął także zmieniać kolor, choć działanie eliksiru straciło całą moc. Ale w „przebraniu” lisicy nie zależało na anonimowości.
Wróciła do łóżka. Zdmuchnęła świecę i natychmiast zakryła się kocem. Minęło dużo czasu nim zdołała zasnąć. Co chwilę odwracała się, aby spojrzeć w ciemność. Ale jak zwykle nic jej tam nie groziło. Chciała mieć taką pewność zawsze.
___
Ciężkie krople uderzały o bruk. Deszcz padał spokojnie od przeszło godziny, dzięki czemu wypędził z pola widzenia wszystkie bezpańskie kundle i koty. Woda w rynsztokach płynęła wartko po nierównych ulicach, aby ostatecznie wpaść do rzeki przy południowej bramie.
Kobieta odrzuciła przemoczony kaptur. Złapała za kołatkę. Zastukała.
___
Caraniella usiadła na łóżku, rozejrzała się zaskoczona po pokoju. Było ciemno, Księżyc

5




przysłoniły deszczowe chmury. Deszcz pobrzękiwał o szybę. Ale czy byłby w stanie ją obudzić? Położyła się z powrotem, nasłuchując. Zza ściany dobiegało przytłumione chrapanie jej przyjaciela, Aleksandra, który służył w bractwie jako mag. Zwykle jej nie przeszkadzało, ale w tamtym momencie było wyjątkowo uciążliwe. Postarała się zasnąć z powrotem.
Stukot. Wstała z łóżka, odpaliła świecznik i zaczęła się szybko ubierać. Tym razem była pewna, że ktoś pukał do drzwi.
Wychodząc, zawahała się jeszcze ze wzrokiem utkwionym w komodzie. Ostatecznie złapała sztylet i zdecydowanym ruchem włożyła do skórzanej pochwy przy pasie.
Kołatka odezwała się jeszcze raz. Lisica zabrała świecę i przeszła kilka kroków do sąsiednich drzwi. Wpadła do pokoju. Aleksander nigdy nie zamykał się na klucz.
– Wstawaj, prawdopodobnie mamy klientkę – powiedziała cicho, aby nie obudzić pozostałych.
Ciemna masa na łóżku poruszyła się.
– O tej porze? – burknął w poduszkę. – To dlatego tak się krzątasz w środku nocy, żeby cały dom pobudzić?
– Nie marudź, tylko zbieraj się. Późno, nie późno, mamy obowiązek otworzyć.

6





– Ale przecież…
– No chodź już.
Mruknął coś jeszcze niewyraźnie, ale zaczął powoli wstawać. Kołatanie nie ustawało. Dziewczyna zostawiła przyjaciela i zbiegła na parter wąskimi, krętymi schodami. Otworzyła skomplikowany system zamków i wyjrzała na zewnątrz.
Kobieta miała urodę typową dla równin Dosseldory, gdzie znajdowała się stolica. Ciężki płaszcz i strąki słomianych włosów były przemoczone. Błękitne oczy patrzyły ze spokojem, godnym dojrzałej kobiety. Poważny wyraz twarzy uwidocznił lekkie zmarszczki na czole.
– Witam, Bractwo Srebrnego Lisa, Caraniella do usług. W czym mogę służyć?
Odpowiedziała po dłuższej chwili, uważnie lustrując twarz dziewczyny.
– Witaj, Lisico – jej głos był zbyt głęboki i chropawy jak na kobietę. – Wybacz późną porę, lecz sprawa wymaga dyskretności. Moje miano Mirisha z Gór Kostrych. Przybyłam złożyć skargę.
– Tak, zapraszam panią.
Caraniella otworzyła szerzej drzwi. Kobieta weszła raźnym krokiem i od razu podążyła korytarzem, jakby świetnie go znała.
– Zaraz zaprowadzę panią do szefa, to on przyjmuje wszystkie sprawy.
– Dobrze.
– Niestety szef jest

7




aktualnie nieobecny.
Aleksander wyłonił się z mroku. Na jego wyciągniętej dłoni jarzył się mały, biały płomyczek. Ogniki odbijały się w okrągłych okularach o złotych oprawkach. Rude włosy sterczały na wszystkie strony, co dobitnie świadczyło, jak bezczelnie przerwano mu ukochany sen.
Klientka nie przestraszyła się, lecz w jej oczach błysnęło zrozumienie. Ukłoniła się lekko, na co mag skinął głową z roztargnieniem.
– Jak to nie ma szefa? – spytała Caraniella. Przecież nic nie wspominał o żadnym wyjeździe. Czyżby nagła sprawa, jakiś wypadek?
– Widziałem przez okno jak późnym wieczorem wyjeżdżał konno w stronę zamku. Zapewne pilna sprawa. – Posłał klientce nonszalancki uśmiech. – Lecz zapraszam panią do pokoju wspólnego, możemy porozmawiać we trójkę.
Mężczyzna ruszył korytarzem, nie czekając na resztę. Caraniella zbliżyła się do niego i syknęła:
– Co ty wyprawiasz?
– Przyjmuję klientkę. Przecież mi kazałaś.
– Myślałam, że Olivier jest w domu. Dobrze wiesz, że bez niego nie można podjąć żadnej decyzji, a mimo to jej nie odprawiłeś!
Przewrócił oczami.
– Moja ty niedoświadczona

8




smarkulo. Prawo bractwa pozwala na rozporządzanie obietnicami, kiedy nie jest obecny główny zarządca. Wtedy po prostu inicjatywę przejmuje wiodący mag.
Pogubiła się. Jeszcze nigdy nie spotkała się z takim nakazem. Chociaż nigdy dotąd nie zdarzyło się, aby musiała radzić sobie bez Oliviera. Zdenerwowała się. A jeśli powie coś nieodpowiedniego? Nawet obecność Aleksandra nie uspokajała Lisicy, który rzadko kiedy przejmował się czymś innym niż swoja magia.
– Jak chcesz.
Gdy tylko weszli do pokoju wspólnego, Aleksander dmuchnął w płomyk na dłoni, który zniknął. Po ułamku sekundy pojawił się na wśród przyszykowanych na rano drew kominka. Światło rozświetliło przestronne pomieszczenie. Na środku stało kilka eleganckich sof i foteli z gładkiego, ciemnozielonego materiału. Dębowa podłoga i niski stolik lśniły czystością. Isabelle musiała sprzątać, gdy wszyscy rozeszli się do pokoi. Bractwo Srebrnego Lisa miało swoje siedziby w kilku miastach Velikonii, lecz w samej stolicy znajdowała się główna baza. Liczyła tylko jedenastu członków, ponieważ większość rozjechała się po innych miejscowościach lub odwiedzała wsie,

9




szukając skarg. Mimo wszystko nawet po dziesięciu mężczyznach i jednej kobiecie ciężko było czasem posprzątać. Choć służka wykonywała swoją pracę perfekcyjnie.
– Może wezmę od pani płaszcz, jest cały przemoczony…
Klientka pokręciła energicznie głową i cofnęła się o krok przed magiem.
– Nie, dziękuję panu – rzekła spokojnie, choć jej twarz mówiła coś innego. – Przychodzę jedynie na chwilę, szkoda fatygi.
Usiadła na skraju fotela i splotła dłonie na kolanach.
Lisica specjalnie zajęła miejsce dokładnie naprzeciwko AAA, aby cały czas móc jej się przyglądać. Zachowywała się co najmniej dziwnie, jakby starała się ukryć jakiś sekret lub stłumioną emocję. Z każdą kolejną chwilą dziewczyna bała się coraz bardziej. Deszcz padał miarowo, drewno trzaskało wesoło w kominku. O dziwo nikogo jeszcze nie obudziły hałasy.
Caraniella chrząknęła.
– Dobrze – powiedziała poważnie, starając się naśladować oficjalny ton Oliviera. – Proszę opowiedzieć nam o pani sprawie.
Wydawało jej się, że kobieta ścisnęła mocniej palce, aż do bólu. Spuściła wzrok.
– Naprawdę to obietnica nie dotyczy do końca

10




mnie – rzekła ledwie o ton głośniej niż szum deszczu – lecz mojej córki.
Aleksander rzucił przyjaciółce krótkie spojrzenie.
– Proszę mówić dalej.
– Ona… – kobieta podniosła głowę. Jej oczy były zaczerwienione, lecz nie płakała. Była za twarda na płacz. – Ona nie żyje.
Zapadła cisza.
Pierwszy odezwał się mag.
– Proszę pani, nie zajmujemy się sprawami morderstwa, czy…
– Wiem. Irvette umarła z powodu choroby.
Irvette. Caraniella smakowała to imię w myślach. Wydawało jej się egzotyczne, pełne jakiejś dzikości. Szaleństwa.
– Nie rozumiem więc w jakim celu…
– Powiem panu – powiedziała gorzko. Widać było jak trudno przychodziły klientce kolejne słowa. – Miała narzeczonego. Bardzo się kochali, planowali ślub. Byłam przekonana, że zapewni jej należytą ochronę. Ona jednak cztery lata temu… może to nie jego wina. Ale obiecał mojej Irvette bezpieczeństwo i ochronę przed złem, sama byłam świadkiem jak wymawiał dokładnie te słowa. A później niespodziewanie zaszła w ciążę, co wywołało w naszej rodzinie szok. Krótko przynosiła nam hańbę. Gdy wybuchła zaraza… ta, kiedy to kilka lat temu

11




niespodziewanie zaczęły umierać wszystkie kobiety brzemienne… wtedy moje dziecko zmarło, będąc już w drugim trymestrze. A on miał ją chronić, nawet w złych chwilach. Tymczasem sam stał się przyczyną jej zgonu – Uniosła hardo głowę. Błękitne oczy rozjaśnił błysk nienawiści. – Żądam więc, aby ukarano jego niesłowność.
Caraniella wpatrzyła się tępo w przestrzeń. Aleksander przejechał dłonią po włosach i odetchnął głęboko.
– Skoro minęło tyle czasu, to dlaczego przychodzi pani dopiero teraz? Możliwe, że winny jest poza zasięgiem.
Kobieta zaczęła bawić się pierścionkiem na palcu. Przedstawiał wizerunek ważki w locie, wykutej starannie w białym, tanim kamieniu.
– Dowiedziałam się ostatnio, że ma nową kobietę.
Mag nie pytał o nic więcej. Znał miłość matek i znał skutki długo krytej nienawiści. Mogła wybuchnąć w każdej chwili. A bractwo nie ustalało terminu ważności.
– Caraniella? Co sądzisz?
Dziewczyna dopiero wtedy oderwała wzrok od oparcia kanapy. Nie odzywała się, targana uczuciami, których nie była w stanie określić.
– Caraniella?
Wzruszyła bezwiednie ramionami.
– Czysta

12




obietnica.
– Słucham? – klientka zmarszczyła drobny nosek.
– To co pani słyszała. Owy mężczyzna dostanie trzydzieści dni na dotrzymanie przysięgi, ale co z tego? Przecież nie może ochronić kogoś, kto już nie żyje. Więc zwyczajnie po wyznaczonym czasie zostanie zabity. Tego pani chciała? Morderstwa na niewinnym człowieku?
– Niewinnym? – twarz Mirishy przybrała ciemniejsze barwy, choć nadal mówiła spokojnym głosem. – Miał chronić moją córkę, zarzekał się. I słowa nie dotrzymał, a więc należy mu się kara. Czyż nie na tym polega prawo Bractwa Srebrnego Lisa? Na karaniu za słowa?
– Właściwie to tak, ale…
– Zaprzeczasz więc własnej profesji, Lisico.
– Uważam jedynie, iż pani oskarżenie jest bezpodstawne.
– Spełniam wszystkie warunki zawarte w prawie.
Caraniella załamała ręce. Klientka miała rację i świetnie zdawała sobie z tego sprawę. Nie mieli powodów, aby odrzucić to zgłoszenie. A gdyby jednak postanowili to zrobić, na pewno bractwo mogło mieć kłopoty u króla.
Aleksander czekał na jej decyzję.
Pomyślała o Olivierze. Mogłaby pokazać mu jak dobrze sobie radzi z pracą. Po raz kolejny poczuć z

13




jego strony dumę, zobaczyć uśmiech pochwały. Pragnęła tego niczym wilk, który potrzebuje zwierzyny, aby nie umrzeć z głodu. Natrafiła na idealną szansę, aby zrehabilitować złe zachowanie na ostatniej misji.
Ostatecznie pokiwała głową.
W atmosferze grobowej ciszy mag podszedł do klientki. Nawet deszcz przestał padać, zmieniając się w lekką mżawkę. Nieco ze zbytnią emfazą, ale też bardzo efektownie, przełożył dłonie na jej mokrą głowę. Wyglądał poniekąd komicznie, niski, drobny okularnik przy mocnej budowy kobiecie. Przymknął powieki i poruszył niemo ustami. Mirisha zesztywniała. Jej źrenice zaszły mgłą, gdy straciła kontakt z rzeczywistością.
– Nie kłamie – mruknął mężczyzna. – Widzę to wspomnienie, taaak, jest wyraźne. Musiała je nieźle pielęgnować. Ten winny… cholera, to młody chłopak. Nazywa się Sevaren. Mieszka w stolicy. Mam jego obraz, później przekażę ci go telepatycznie. Ale to tyle, nic więcej pani nie wie?
Oderwał ręce. Kobieta rozluźniła się.
– Tylko tyle pani wie? – powtórzył pytanie. – Mało informacji, może jakiś dokładniejszy adres zamieszkania, praca, cokolwiek?
– Niestety

14




– mruknęła.
Westchnął i posłał Caranielli ciężkie spojrzenie.
– Dobrze, to wszystko. Resztą zajmiemy się sami.
Pożegnali klientkę najszybciej jak się dało. Kobieta była nieco oszołomiona po badaniu prawdomówności, ale zapewniała, że trafi do domu. Mieli zresztą poważniejsze zmartwienia.
– Ta sprawa śmierdzi – zauważył Aleksander, gdy rozstawali się przy swoich pokojach. – Kompletnie bezsensowne zgłoszenie, dziwnie zachowująca się klientka, ten chłopiec… Caraniella możemy to jeszcze odwołać. Przecież nie musisz iść na ostrzeżenie.
Dziewczyna oparła się ciężko o ścianę. Chciała po prostu wrócić do łóżka i przespać solidnie całą noc, aby rano przemyśleć wszystko na trzeźwo.
– Jutro – mruknęła cicho. – Teraz idźmy już spać.
– Dobrze. Miłej nocy.
– Tak. Miłej nocy.

15




Wyrazy: Znaki: