Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin
ikonka komentarza

Wieczór panieński

Autor: emila twarz żeńska

grafika opisu

rozwiń




Uśmiechasz się przez sen albo tylko udajesz, że śpisz. Patrzę na ciebie i trochę czuję się jak debilka, która na siłę chce zrobić ze swojego życia komedię romantyczną (słynna scena z „Bridget Jones”). Już jest rano – słońce zdążyło wyjść na dobre, ale nadal jest wcześnie, gdybym wyjrzała przez okno miasto dopiero leniwie by się budziło. To dzisiaj. Patrzę na twoje, splątane po całej nocy na poduszce, włosy, wystające obojczyki i miarowo unoszącą się klatkę piersiową. Na chwilę, z trudem, odrywam wzrok, żeby rozejrzeć się po pokoju. Wokół łóżka leżą nasze porozrzucane ubrania, a na stoliku stoją dwa kieliszki do wina – odpowiednio ze śladem czerwonej i różowej szminki. Znowu przenoszę wzrok na ciebie.
- Nie gap się tylko zrób kawy –Oho, obudziłaś się. W świetnym nastroju, jak zawsze z rana. Wstaję z łóżka i po drodze do kuchni zabieram kieliszki.
Ekspres hałasuje i nawet nie słyszę jak wchodzisz do kuchni. Masz na sobie moją koszulkę i swoje majtki (czyste, wczoraj miałaś inne).
- Czemu się ubrałaś? – mruczę niezadowolona. Trzesz oczy i narzekasz, że wczoraj nawet nie zmyłaś makijażu, a

1




powinnaś wyglądać świeżo i promiennie. Jest jakaś iskra boskości w niewyspanych, nieumalowanych kobietach, które dopiero co wyszły z łóżka. Przynajmniej dopóki się nie odezwą.
Zaglądam do lodówki, ale nie widzę tam, nic poza sałatą nie pierwszej świeżości, kartonem mleka (wyciągam do kawy) i trzema butelkami bułgarskiego wina. Do tostera wkładam dwie grzanki i zajmuję się szukaniem Nutelli.
- Muszę coś ze sobą zrobić – jęczysz po drugim łyku kawy. Lustrujesz mnie wzrokiem. – Zresztą ty też. A teraz powinnaś coś na siebie włożyć, bo założę się, że w bloku naprzeciwko nie brakuje zboczeńców-podglądaczy.
Jemy śniadanie i próbuję się rozkoszować tą chwilą. Przypominam sobie wszystkie nasze wspólne śniadania – te po imprezach w akademiku, po nocowaniach i jedzone na mieście o każdej możliwej porze doby. Zaczynamy wspominać, śmiejemy się, prawie zapominam o tym wszystkim. Nagle dzwoni twój telefon. Żołądek podjeżdża mi do gardła, ale uśmiech nie znika z ust. Wszystko jest ok, już od kilku lat jest ok.
Nie rozmawiasz długo. Bierzemy razem prysznic i zachwycam się tobą od nowa, tak jak poprzedniej nocy, tak

2




jak za pierwszym razem. Potem maluję ci paznokcie, robimy maseczki. W telewizji lecą nasi ukochani „Przyjaciele”. Czuję się zupełnie jak na studiach, kiedy spędzałyśmy ze sobą niemalże każdą wolną chwilę. Patrzę na ciebie i przez chwilę myślę, że w tym momencie jesteś moja i chociaż zaraz to minie – nikt mi tego nie zabierze.
Ale w końcu musisz iść i jakaś malutka cząstka mnie krzyczy z tyłu głowy, że idziesz na zawsze. Zabrałaś wszystkie pary majtek i szczoteczkę do zębów. Ale jest ok.
- Nie rób mi tego – szepczę, a kiedy prosisz, żebym powtórzyła, bo nie dosłyszałaś, wykręcam się pospolitym „Nie, już nic”.
- Kocham cię – mówię na pożegnanie, a ty przez chwilę patrzysz mi prosto w oczy i całujesz w czoło.
- Do wieczora – rzucasz i już cię nie ma. I cię nie będzie. Jakby nigdy cię nie było.
Późne popołudnie. Wyglądam tak ładnie jak tylko można wyglądać po niedospanej nocy i połowie dnia spędzonej na płaczu i paleniu papierosów. Ale na szczęście jest korektor Yves Saint Laurent i perfumy Chanel. Wchodzę do kościoła. Uśmiecham się do twojej mamy. Niedługo potem zaczyna się. Jesteście.

3




Wyglądasz prawie tak pięknie jak dzisiaj rano. Ładnie ci w bieli. Przez chwilę łapiemy się wzrokiem. Uśmiechasz się i puszczasz mi oczko. Podchodzisz przed ołtarz. Robię znak krzyża. Ale Boga nie ma, są tylko modlitwy.

4




Wyrazy: Znaki: