Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin
ikonka komentarza

Upiór w górach

Autor: Stella Aga twarz żeńska

grafika opisu

rozwiń




Wiatr bezlitośnie smagał Niwę po opalonych policzkach i plątał jej płowe włosy. Szło się jej coraz ciężej, tym bardziej, że zmęczone nogi powoli zaczynały odmawiać posłuszeństwa. Wiedziała jednak, że musi zejść jak najniżej, zanim rozpęta się burza. W dolinie będzie stosunkowo bezpieczna. Nie była to pierwsza nawałnica w górach, której doświadczyła, ale czuła, że ta będzie gwałtowniejsza niż wszystkie dotychczasowe.
Kiedy rozległ się huk, aż podskoczyła. Myślała, że nie nastąpi to tak wcześnie, a najciekawsze było to, że jeszcze godzinę temu niebem nie płynęła ani jedna chmurka. Wszystko przyszło tak nagle, zupełnie nieoczekiwanie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Wkrótce, niebo, które przed chwilą było przerażająco czarne, migotało już od błyskawic jak gwiazda. Jeden rozbłysk za drugim, bez przerwy. Po chwili poczuła na nosie pierwszą kroplę deszczu, która w zawrotnym tempie przyniosła po sobie kolejne. Niwa zrezygnowała ze schodzenia. Usiadła na ziemi i skuliła się. Ktoś powiedział jej kiedyś, że właśnie w tej pozycji będzie najbezpieczniejsza.
Duże krople deszczu uderzały w nią z

1




zawrotną częstotliwością i siłą, wręcz powodowały ból, ale nie zważała na to. Bała się. Pierwszy raz w życiu aż tak. Próbowała liczyć czas między rozbłyskiem a hukiem, ale wiedziała, że nie ma to sensu, bowiem błyskawice raz po raz przecinały niebo i ciężko było określić, od której akurat pochodzi dany huk.
W pewnym momencie zauważyła, że ktoś się zbliża. W pierwszej chwili myślała nawet, że to ojciec postanowił ją odszukać, ale myśl ta była całkowicie niedorzeczna. Zawsze musiała polegać przede wszystkim na sobie. Kiedy tajemnicza postać zbliżyła się, Niwa podniosła głowę i dostrzegła wysokiego, barczystego mężczyznę. Trudno było oszacować jego wiek, bowiem prawie całą twarz zakrywały długie i gęste, brązowe włosy oraz broda.
- Możesz zginąć – powiedział donośnym głosem, brzmiącym raczej dość młodo.
- Ty również. – Zauważyła.
Przybysz zaśmiał się na te słowa, po czym przyjrzał się jej drżącej postaci, z której woda spływała strugami. Po chwili wybuchnął głośnym śmiechem.
- Nic nie rozumiesz. To przecież moje dzieło. Musiałem to zrobić, za bardzo mi się opierała.
- Kto?
-

2




Twoja siostra. Nie mówiła ci o mnie? Jestem Krakonosem, władcą tych gór. Raczej nie pokazywałem się ludziom, nie czułem takiej konieczności, ale wtedy zobaczyłem ją, Elizę. Bezskutecznie próbowałem zdobyć jej serce. Oddała je temu ciapowatemu rycerzykowi. Nie chciała po dobroci, więc spróbujemy inaczej. Pomóż mi, przyprowadź ją do mnie, wymyśl coś na niekorzyść tego durnia, może zrozumie.
- Nie mogę – odpowiedziała przestraszona. – To moja siostra. Wiem, że go kocha.
W tym momencie, w ziemię tuż obok Niwy uderzył piorun. Dziewczyna odskoczyła na bok. Krakonos chwycił jej ramię.
- Posłuchaj, to nie było pytanie, tylko nakaz. Mógłbym zabić cię jednym gromem, ale dam ci szansę, bo wierzę, że życie ci miłe. Dopóki jednak mi jej nie przyprowadzisz, nie waż się tu przychodzić.
- Nie pozbawisz mnie gór – powiedziała, tym razem już stanowczym głosem.
- Głupia jesteś, a z powodu twojej głupoty ucierpisz nie tylko ty – skwitował i odszedł.
Wraz z nim ustąpiły ciemne chmury i nastała absolutna cisza. Dziewczyna z przeraźliwie szybko bijącym sercem stała bez ruchu i wpatrywała się w miejsce, w którym przed chwilą

3




znajdował się Krakonos. Wkrótce jednak zaczęło dokuczać jej zimno, ruszyła więc w drogę do domu. Cały czas towarzyszyły jej niespokojne myśli. Ciągle miała jednak nadzieję, iż może to tylko sen, a może ktoś po prostu sobie z niej kpi.
Kiedy cała przemoczona zbliżyła się wreszcie do drewnianej chaty, siostra wybiegła jej na spotkanie.
- Niwa, tak się bałam!
- Krakonos – powiedziała szybko.
Eliza momentalnie pobladła i spojrzała na nią z przerażeniem.
- A więc to prawda – wyszeptała Niwa. – Dlaczego nic mi nie powiedziałaś?! – zapytała z wyrzutem.
- Myślałam, że to zwykły natręt albo szaleniec, ale któregoś razu zdradził, kim jest. Bałam się, że matka uzna mnie za pomyloną, a ciebie nie chciałam martwić, jesteś zbyt wrażliwa.
- Wrażliwa, a zarazem silna, przecież wiesz.
Eliza i Niwa były bliźniaczkami. Wyglądały prawie identycznie. Ten sam kolor włosów, te same błękitne oczy, delikatne rysy twarzy. Ludzie rozpoznawali je tylko po tym, iż twarz Niwy była ozdobiona nielicznymi piegami i bardziej opalona, dziewczyna bowiem potrafiła całymi dniami wędrować wśród gór, otulona promieniami słonecznymi.

4




Różniła się od siostry także tym, że prawie zawsze miała rozpuszczone włosy, podczas gdy Eliza zaplatała je starannie w warkocze. Osoby, które bardziej znały bliźniaczki, powiedziałyby też, że występują znaczne różnice w charakterach. Eliza urodziła się pierwsza, a matka nie spodziewała się, że za kilka minut wyda na świat drugą córkę. Była młoda, nie w pełni gotowa na macierzyństwo, a urodzenie bliźniąt zaskoczyło ją i przestraszyło. Większość swojej uwagi poświęciła pierworodnej, tymczasem Niwa dostawała tylko minimum. Ojciec czasem próbował jej to rekompensować, ale musiał zmagać się ze stanami depresyjnymi żony, co go wyczerpywało. Kiedy dziewczęta dorosły, matka czuła się już znacznie lepiej, ale dystans między nią a Niwą pozostał. Wszystkie te lata sprawiły, że Eliza była nieco rozpieszczona, przyzwyczajona do wygód, ale i bojaźliwa. Tymczasem Niwa wiedziała, że musi liczyć przede wszystkim na siebie i nie brakowało jej uporu oraz zaradności. Była jednak bardzo wrażliwa i zamknięta w sobie. Pomimo tych różnic i niesprawiedliwości siostry na swój sposób darzyły się miłością i były gotowe wiele

5




dla siebie zrobić. Właśnie dlatego Niwie nie przyszłoby nawet do głowy, żeby paktować z kimś przeciwko Elizie.
- Co teraz z tym zrobimy? – zapytała z powagą Niwa.
- Nic. Wkrótce z pewnością znajdzie nową ofiarę, a o mnie zapomni.
Niwę nie do końca to przekonało, ale nie miała w zwyczaju zamartwiać się na zapas, więc odpuściła. Bać się nie zamierzała, przynajmniej jeszcze nie teraz.

     - Morganie, urządźmy przyjęcie weselne w sadzie. – Rozmarzyła się Eliza.
Narzeczeni siedzieli właśnie nad brzegiem strumyka i chwytali ostatnie już tego dnia promienie słońca. Była to jednocześnie idealna okazja do snucia planów związanych ze ślubem, który miał odbyć się już za kilka miesięcy. Eliza wiedziała, że Morgan za wszelką cenę będzie chciał trwać przy tradycji, liczyła jednak na to, że uda jej się przeforsować chociaż jeden pomysł.
Nie pochodziła ze szlacheckiego rodu, ale mogła pochwalić się pokaźnym posagiem. Początkowo obawiała się, czy to małżeństwo w ogóle będzie możliwe, ale Morgan był rycerzem o niższej randze i mógł uzyskać zgodę na ślub z panną nie należącą do dworu. Jej rodzice oczywiście się

6




nie sprzeciwiali, wręcz przeciwnie, lepszej przyszłości dla córki nie mogli sobie wymarzyć.
- To nie wypada – zaprotestował.
Eliza westchnęła, ale nie zamierzała drążyć tematu, aby nie marnować tego pięknego wieczoru. Oparła głowę na ramieniu ukochanego i pomyślała, że będzie bardzo szczęśliwa nawet bez ślubu w sadzie. Wtem, poczuła nagłe dotknięcie chłodu, a po chwili usłyszała uderzenie w ziemię czegoś ciężkiego, tuż za ich plecami. Odwróciła się i ujrzała ogromny głaz. Tylko kilka centymetrów dzieliło go od Morgana. Natychmiast wstała.
- Chodźmy stąd – poprosiła.
- Kochanie, spokojnie, nic się nie stało.
Morgan nie zdążył powiedzieć nic więcej, bowiem nagle rozległ się wrzask, którego źródła nie potrafili określić. Chwilę później usłyszeli głos:
- Nie uciekniesz przede mną Elizo. Nikt nie jest w stanie oprzeć się przeznaczeniu.
- Co tu się dzieje? – zapytał wstrząśnięty Morgan, ale tajemniczy głos już mu nie odpowiedział.
Eliza wiedziała jednak, co się dzieje. Nadeszła chwila, kiedy musiała wyjawić prawdę.
- To Krakonos, potężny, zarośnięty dziad, który twierdzi, że włada górami.

7




Przyjął sobie za cel mnie zdobyć. Kilka dni temu omal nie zabił Niwy.
- Jaki władca gór?! Jak to zabił?! To jest jakiś żart, tak? Sprawdzasz mnie?
- Morgan, posłuchaj, ja też tego nie rozumiem. Nie wiem, skąd on się tu wziął. Może to jakiś zwykły obłąkany człowiek. Wiem tylko, że musimy uważać. – Próbowała mówić najspokojniej jak potrafiła.
- Spróbuję dowiedzieć się, kim jest ten Krakonos i będę cię chronił. Nic nam się nie stanie, obiecuję.
Morgan przytulił Elizę, ale wcale nie był tak spokojny, jak mogłoby się wydawać. Wiedział, że Eliza podoba się mężczyznom, lecz to nie był tylko zwykły rywal. Krakonos stanowił wielką tajemnicę, a zarazem niebezpieczeństwo…
Od tego czasu wszyscy mogli już zapomnieć o spokoju, bowiem zaczęły się dziać naprawdę dziwne rzeczy. Coraz więcej osób wracało z gór zziębniętych, przemoczonych, wycieńczonych, a co najistotniejsze, śmiertelnie przerażonych. Niejedni z trudem uszli z życiem. Twierdzili później, że zupełnie nagle pogoda załamała się i jeszcze nigdy nie doświadczyli czegoś takiego. Zdarzali się też tacy, którzy pobłądzili, bo ktoś błędnie wskazał im

8




drogę. Niektórzy zaś zarzekali się, że słyszeli jakieś tajemnicze głosy, ale oczywiście prawie nikt nie chciał im w to uwierzyć. Po pewnym jednak czasie coraz częściej mówiło się o tym, że w górach grasuje upiór.
Kiedy praktycznie nikt już nie wątpił w istnienie górskiego potwora, wszystko nagle uspokoiło się. Ustały gwałtowne burze, nikt nie słyszał tajemniczych głosów, nie działo się nic szczególnego. Okoliczna ludność powoli odzyskiwała spokój i zaprzestano narad, które miały na celu pozbycie się zagrożenia. Nawet Eliza i Niwa odetchnęły z ulgą. Przez ostatnie tygodnie było im bardzo ciężko. Wiedziały, skąd biorą się te wszystkie anomalie i nieszczęścia, ale nie mogły nic zrobić. Morgan, który zastanawiał się, czy pozostało im coś innego niż ucieczka z tego miejsca, teraz również uspokoił się nieco.

     Niwa po skończonej pracy odpoczywała w ogrodzie i napawała się widokiem kwitnących różnokolorowych kwiatów. Nie przepadała za pieleniem i tego typu obowiązkami, ale późniejszy efekt nagradzał jej trud. Zresztą i tak wolała już zajmować się ogrodem, niż domem, bowiem tu przynajmniej nie znajdowała

9




się w zasięgu wiecznie krytycznego oka matki.
- Niwa! Eliza źle się czuje? – Usłyszała nagle głos Morgana. Nawet nie zauważyła, kiedy mężczyzna się tu zjawił.
- Eliza? Skąd! Wyszła jakąś godzinę temu, myślałam, że byliście umówieni – powiedziała zaskoczona.
W zielonych oczach Morgana dostrzegła strach. Szybko pojęła, że faktycznie byli umówieni, a siostra po prostu nie przyszła na spotkanie. Poczuła dotkliwe ukłucie w sercu, ale przed Morganem postanowiła zachować spokój.
- Może spotkała kogoś po drodze albo przypomniała sobie o czymś i poszła na targ.
- Dobrze wiesz, że to mało prawdopodobne.
- Masz jakiś inny pomysł? – zapytała, znając już odpowiedź.
- Krakonos – rzekł cicho.
To imię nie padło w rozmowie już tak dawno, że teraz, gdy je usłyszała, przeszył ją dreszcz. Morgan przeczesywał nerwowo swoje przydługie, czarne włosy. Jeszcze nigdy nie był tak blady. Oboje wiedzieli, że jeśli mają rację to mogą już nigdy nie odzyskać Elizy.
Desperacko zaczęli jej szukać, a gdzieś tam, wciąż tliła się nadzieja, iż Eliza poszła do kogoś i zaraz wróci lub może skręciła kostkę i czeka na pomoc. Szukali

10




wszędzie, włączyli w to każdego, kogo tylko spotkali. Przeczesali prawie cały las, byli na targu, u wszystkich sąsiadów. Na próżno, po dziewczynie zaginął wszelki ślad i z każdą godziną coraz bardziej tracili wiarę w to, że ją odnajdą.
Minął dzień, a potem następny, i następny, a Eliza nie wracała. Niwa zrezygnowała już z poszukiwań, zaszyła się zamiast tego w swojej izbie i walczyła z myślami. Tymczasem matka zalewała się łzami i ewidentnie nie mogła przeżyć tego, że padło właśnie na Elizę. Morgan z kolei każdego dnia przeszukiwał okolicę, ale Niwa czuła, iż nie ma to najmniejszego sensu. Była już właściwie pewna, że siostra wpadła w sidła Krakonosa i zastanawiała się tylko, w jaki sposób może jej pomóc. Najpierw zresztą musiałaby odnaleźć jego siedzibę…
Któregoś dnia Niwa postanowiła powłóczyć się po górach, z nadzieją, że może przypadkiem natknie się na jakiś ślad. Nie wiedziała, jaką mocą dysponuje Krakonos, ale przebranie za starą zbieraczkę jagód musiało wystarczyć jako kamuflaż. W każdej chwili mogła bowiem natknąć się na Krakonosa.
Wyprawa niestety nie okazała się owocna,

11




podobnie jak kilka następnych. Niwa wędrowała już prawie wszystkimi możliwymi ścieżkami, ale nie pomogło to w niczym. Któregoś dnia stwierdziła, iż musi wspiąć się na najwyższy szczyt w okolicy, bo skoro Krakonosa dotychczas nigdzie nie było, oznaczało to, że prawdopodobnie pomieszkuje właśnie tam. Dość banalna kryjówka, choć może dla rzekomego władcy rzeczywiście nie najgorsza.
Następnego dnia, z samego rana Niwa bez słowa wymknęła się z domu. Dzień zapowiadał się na dość chłodny, toteż nie musiała brać ze sobą podwójnej ilości wody. Poza tym dzięki niskiej temperaturze nie irytowało ją aż tak przebranie, które zazwyczaj grzało niemiłosiernie. Nie znosiła babcinych chust.
Przez całą drogę zastanawiała się, jak to rozegra. Nie miała niestety konkretnego planu, bo nie wiedziała właściwie, czego się spodziewać, przez jej myśli przewijały się więc jedynie luźne pomysły.
Kiedy zaczęła ostateczne podejście pod kopułowate wzniesienie, czuła lęk, którego nie zabijało nawet fizyczne zmęczenie. Ryzykowała wiele, mogła nawet stracić życie, bowiem Krakonos wydawał się być nieobliczalny. Oczywiście nie

12




miała w ogóle pewności, że właśnie tu znajdzie siostrę, ale czuła, że jest to możliwe.
- Niwa! – Usłyszała ciche wołanie, gdy była już prawie na szczycie. Rozejrzała się, ale nikogo nie zauważyła. Dopiero po chwili dostrzegła wydrążony w skale tunel. Weszła do niego.
Zdążyła postawić zaledwie kilka kroków, kiedy dostrzegła potężny właz, strzegący przejścia. W niewielkiej szczelinie zauważyła twarz siostry. Ostrożnie zapaliła świeczkę, którą zawsze zabierała ze sobą i przyjrzała się Elizie. Nie wyglądała na bitą ani głodzoną, ale przepełniona była smutkiem i tęsknotą.
- Zauważyłam cię przez tę szczelinę. Nie powinnam była wołać, bo Krakonos może niebawem wrócić, ale tak bardzo chciałam zamienić z tobą choć kilka słów. – W oczach Elizy zalśniły łzy.
- Często wychodzi? – zapytała praktycznie Niwa.
- Jeśli nie ma upału to znika rano i wraca w południe, a w upalne dni nie ma go pod wieczór. Próbuję wtedy znaleźć stąd jakieś wyjście, ale to nie takie proste. I tak podstępem udało mi się dotrzeć aż tutaj. Gdyby wiedział… Jest tu u góry kolejna szczelina, nawet zmieściłabym się w niej,

13




ale nie mam jak się do niej dostać, znajduje się za wysoko.
- Posłuchaj. Jutro, kiedy wyjdzie, spróbuj znowu tu podejść, a wcześniej wymyśl coś, żeby poszedł w przeciwną stronę niż ten szlak, oczywiście, jeśli będziesz w stanie zrobić to tak, by nie nabrał podejrzeń. Do jutra siostrzyczko – powiedziała i po cichu zaczęła wycofywać się, zostawiając zdziwioną Elizę w jej więzieniu.
Następnego dnia wstała jeszcze przed świtem. Nic nie zapowiadało innej pogody niż wczoraj. Na plecy zarzuciła tobołek, w który zapakowała kilka niezbędnych rzeczy i ruszyła w drogę. Czuła jeszcze większy lęk niż poprzedniego dnia, ale i determinację. Może stała właśnie przed jedyną szansą na ocalenie bliźniaczki. Gdy była już u celu, siostra czekała tam, gdzie widziały się poprzednio.
- Poprosiłam go, aby udał się na targ po rzepę, abym mogła użyć jej do włosów i na twarz. Starałam się być miła i zgodził się. Nie wiem tylko jak tego dokona, żeby go nie złapali, ale pewnie ma swoje sposoby.
- Tak łatwo się zgodził? – zapytała zaskoczona Niwa.
- Osobami zakochanymi można dość łatwo manipulować.
- To nie w twoim stylu,

14




ale świetnie – pochwaliła ją Niwa i wyjęła z tobołka grubą linę.
- Zwariowałaś?! – krzyknęła Eliza, gdy zorientowała się, co kombinuje siostra.
- Zaufaj mi.
Niwie udało się wdrapać wyżej i dostać do szczeliny. Mocno przywiązała linę do skały i po pewnym czasie znalazła się w pomieszczeniu równie ciemnym jak tunel. Lata zabaw na dworze do czegoś się przydały. Potrafiła wspinać się i schodzić po linie. Wiedziała, że siostrze pójdzie o wiele gorzej, ale jeśli będzie zapierała się ściany, powinna sobie poradzić.
- Zamieńmy się ubraniami, byle szybko, a potem uczeszę się, wypudruję, a ty zabierzesz wszystkie moje rzeczy i uciekniesz. Nie zastanawiaj się, nie protestuj, po prostu działaj.

     Minął tydzień. Właściwie myślała, że będzie gorzej. Tymczasem Krakonos owszem, więził ją i nie dawał zbyt dużo swobody, ale przynajmniej nie krzywdził jej. Kilka godzin dziennie w ogóle go nie było i próbowała wtedy „zwiedzać” jego siedzibę, ale oczywiście niezbyt jej się to udawało. Pomieszczenie, w którym się znajdowała, było urządzone dość gustownie, choć surowo. Dominował przede wszystkim nieociosany kamień.

15




Dla wygody miała jednak dywany ze zwierzęcych futer i pled z grubej skóry.
Nie domyślił się, że doszło do podmiany. Udawało jej się maskować piegi i opaleniznę, a włosy zaplatała w warkocze i starała się zachowywać tak, jak na jej miejscu zachowywałaby się siostra. Wiedziała, że nie ma dla niej już szansy, mogła przecież uciec wtedy z siostrą, ale wówczas Krakonos nie dałby Elizie spokoju. To było jedyne wyjście. Czasem nawet cieszyła się, że nie musi już znosić niechęci matki.
- Elizo. – Z zamyślenia wyrwał ją jego głos.
Udawała, że nie słyszy, a schemat ten powtarzał się każdego dnia. Czasem zamieniała z nim kilka słów, ale była wtedy szorstka i Krakonos szybko się zniechęcał. Teraz jednak nie dał za wygraną i otworzył drzwi.
- To niegrzeczne – zauważyła.
- Przestań wreszcie o nim myśleć! – krzyknął.
Poczuła woń alkoholu. Dotychczas coś takiego się nie zdarzyło.
- On wyjechał, ma już inną. Widzisz, szybko o tobie zapomniał.
- Co nie znaczy, że ja o nim.
Wyszedł, ale po kwadransie wrócił. Niwa domyśliła się, że wypił coś jeszcze. Jego włosy były w większym nieładzie niż kiedykolwiek, a

16




sylwetka zawsze wyprostowana, teraz była pochylona.
- Nie rozumiesz, jak to jest być zawsze odtrącanym – powiedział z goryczą.
- Rozumiem, nawet bardziej niż ci się wydaje. – Jej głos zadrżał.
Krakonos spojrzał na nią, ale nic nie odpowiedział. Siedział tylko na kamiennym stołku i milczał, a ona też już się nie odezwała. Po pewnym czasie wstał wreszcie i poszedł.
Od tego dnia codziennie przychodził do niej bez pytania. Czasem tylko siedzieli i milczeli, czasem jednak zaczynał rozmowę. Zdarzały się dni, że opowiadał jej o swojej samotności, braku kogokolwiek, kto darzyłby go pozytywnymi uczuciami. Szczegółów nie zdradzał, ale domyśliła się, że nie miał łatwego życia. Próbowała jednak wytłumaczyć mu, że na siłę nikt go nie pokocha, a swoim postępowaniem wyrządza tylko krzywdę innym.
- Czy gdyby to wszystko się nie wydarzyło i nie byłabyś zaręczona z Morganem, a spotkalibyśmy się gdzieś przypadkowo, mogłabyś chociaż polubić mnie?
- Nie wiem – odpowiedziała szczerze.
Wkrótce zauważyła jednak, że jego towarzystwo nie irytuje jej, wręcz przeciwnie, w pewnym sensie potrzebowała go. Może cieszyła się, że ktoś

17




poświęca jej tyle uwagi, może rozumiała jego samotność.
Któregoś dnia uporczywie padał deszcz. Niwa mogła go zobaczyć, ale słyszała uderzające o skały krople. Na swój sposób potęgowało to przygnębienie. Krakonos też to czuł i tym razem usiadł tuż obok niej.
- Potrafię władać pogodą, właściwie to moja jedyna moc, ale nawet nie chce mi się zatrzymać tego deszczu.
- Jest jak łzy – stwierdziła cicho.
Nie wiedziała dlaczego, ale przytuliła się do jego ramienia. Potrzebowała chyba czyjejś obecności, nawet jeśli był to on… Krakonos odwrócił się do niej i przybliżył do jej twarzy swoją twarz. Nie odsunęła się, a z jej oczu popłynęły łzy.
Nagle jednak wyraz jego twarzy diametralnie się zmienił. Przejechał dłonią po jej policzku, ale gest ten pozbawiony był czułości.
- Dlaczego używasz tej farby? – zapytał stanowczo.
- To taki puder… - zaczęła.
- Zmyj to!
Spełniła jego rozkaz, ale wiedziała, co może wkrótce nastąpić. Próbowała jednak się bronić.
- Chciałaś ukryć piegi, których nie miała Eliza i uzyskać bladą cerę – wycedził.
- Zawsze miałam piegi, po prostu nie zauważyłeś, bo od początku

18




się pudrowałam.
- Nie kłam! Podczas porwania widziałem jej twarz z bliska, tak samo wtedy, gdy zdarzyło się jej zasłabnąć. Nie używała niczego takiego. I nie miała piegów. Zakpiłaś sobie ze mnie. – Krakonos wyglądał tak, jakby za chwilę miał wybuchnąć. Jego twarz poczerwieniała, a oczy zapłonęły gniewem.
- Musiałam ją ocalić. To moja siostra. Jedyna osoba, która mnie kocha. – Broniła się.
- Kiedy?! – warknął.
- Gdy poszedłeś po rzepę.
- Wynoś się stąd! Teraz, na ten deszcz! Wynocha!
Chwycił jej ramię i poprowadził do wyjścia, a potem wyrzucił ją na deszcz i zabarykadował wejście do jaskini. Powoli brnęła przed siebie, zalewając się łzami. Woda spływała z niej strumieniami. W doszczętnie przemoczonych butach ledwo była w stanie stawiać kroki. Co chwilę potykała się, ślizgała na kamieniach i odklejała włosy z twarzy, aby cokolwiek widzieć. Deszcz nie przestawał padać, miała wrażenie, że jest coraz gorzej, wydawało jej się, że niebo za chwilę zostanie rozerwane na strzępy. Podejrzewała, że Krakonos celowo podkręca ulewę.
Nie wiedziała dokąd iść. W pewnym sensie przyzwyczaiła się już do swojej

19




niewoli, do Krakonosa. Jeszcze niedawno, przez chwilę żałowała nawet, że nie spotkali się w innych okolicznościach… Zdawała sobie sprawę z tego, iż nie powinna bratać się z oprawcą, ale to było silniejsze od niej, a teraz wyrzucił ją, bo nie była Elizą. Właściwie nawet nie miała gdzie się podziać, o ile oczywiście w ogóle uda jej się przetrwać. Do domu wrócić nie zamierzała, nie, gdy nie ma już tam siostry.
W pewnym momencie wydało jej się, że deszcz nieco ustępuje. Nie minęło dużo czasu, gdy zauważyła biegnącą ku niej postać, przemoczoną tak, jak ona.
- Niwa! – To był Krakonos. – Wybacz, Niwa…
Nie zdążyła nawet zareagować, kiedy z drugiej strony pojawili się jacyś mężczyźni z siekierami i innymi tego typu narzędziami w rękach. Wydawało jej się, że kojarzy ich, prawdopodobnie mieszkali w jej osadzie. Jeden z nich wskazał na Krakonosa i krzyknął:
- To on! On był sprawcą tych nieszczęść, a teraz znów próbuje, bierzemy go!
Niwa spodziewała się, że uderzy w nich piorun, ale nic takiego się nie stało. Krakonos stał bowiem bez słowa i patrzył tępym wzrokiem gdzieś przed siebie.
- Zostawcie go! Zgodnie

20




z prawem i tradycją narzucę na niego chustę. – Zdecydowała nagle, bez zastanowienia.
- Zobaczymy czy powtórzysz to podczas procesu. – Zaśmiali się.

     Weszła do drewnianej kaplicy. Czekał już tam, razem z kapłanem. Założyła nawet jasną sukienkę, dla tradycji, ale on oczywiście nawet nie przyciął brody, zauważyła jednak, że się uczesał. Największą zagadką były dla niej jego oczy, nie potrafiła bowiem określić, co wyrażają.
Kiedy wypowiadała słowa przysięgi, patrzyła raczej na kojący płomień świecy, nie na niego. Chciała, żeby jak najszybciej skończyła się cała ta farsa. Dobrze, że on też nie chciał, by ktokolwiek przyszedł na ceremonię, byłoby to dość problematyczne. Gdy było już po wszystkim, powoli wyszli z kaplicy, a potem spojrzał na nią niepewnie i chciał coś powiedzieć, ale uprzedziła go.
- Czas się pożegnać – rzekła cicho, znów nie patrząc mu w oczy.
- Co ty mówisz?!
- Odchodzę. Chciałam po prostu podarować ci wolność. To było jedyne wyjście. Zabiliby cię.
- Niwa… Jesteśmy już związani. Ja… Potrzebuję cię – wyznał nagle.
- Nie będę zastępstwem za Elizę. Nie musisz też żywić

21




wobec mnie wdzięczności i proszę, nie idź za mną. Uszanuj moją decyzję i daj mi wolność, jak ja tobie.
Po tych słowach odwróciła się od niego i ze łzami w oczach ruszyła w stronę lasu.

22




Wyrazy: Znaki: