Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Dzisiaj gości: 44
Dzisiaj w pracowni: 6
Obecnie w pracowni:
ikonka komentarza

Pięciu „Wspaniałych”ikonka kopiowania

Autor: Kemilk twarz męska

grafika opisu

rozwiń




Sen po imprezie jest niczym zapadnięcie się w nicość, a następny dzień jest naznaczony walką z samym sobą. O ile kondycja fizyczna ujawnia się zaraz po przebudzeniu i zazwyczaj woła o pomstę do nieba, to sprawa z psychiką, wymaga nieco wysiłku intelektualnego. Siedząc na łóżku, próbowałem sobie przypomnieć, co tak naprawdę wydarzyło się wczoraj. Mogę z pewnością powiedzieć, iż zgubił mnie pęd do poszerzenia wiedzy z zakresu mikroekonomii. Zazwyczaj chęć do nauki jest dobrze postrzegana przez społeczeństwo, niestety, gdy przekraczałem próg akademika, moja perspektywa uległa znacznej zmianie. Do pokoju sto szesnaście, gdzie mieszka Łukasz szedłem pełen optymizmu i zapału. Umówiłem się z nim, że pożyczy mi swoje notatki, które powszechnie uważane były za najlepsze. Dzięki nim mogłem szybko i sprawnie posiąść wiedzę, potrzebną do egzaminu. Wiem, może się wydawać, że pieprzę bez sensu i nie można w ten sposób podchodzić do nauki. Jednak ja naprawdę lubiłem się uczyć. Stałem więc i coraz to głośniej pukałem, lecz oprócz jakichś dziwnych odgłosów, wydobywających się zza drzwi, nikt nie miał zamiaru ich

1




otworzyć. Ostatecznie sprawdziłem, czy są otwarte i były.

     Z pomieszczenia wydobywały się kłęby dymu, a w środku zobaczyłem siedzących przy stole czterech studentów, obficie raczących się wódką, o czym świadczył bogato zastawiony stół. Pokój delikatnie rzecz ujmując, wyglądał żałośnie. Z szafy wyłaziły niemieszczące się w niej ubrania, umywalka będąca częstym wyposażeniem akademików, wypełniona była brudnymi naczyniami. Parapet ozdobiony był w połowie uschniętą paprotką, na podłodze walały się puszki po piwie, gdzieniegdzie zaś leżały majtki i skarpetki.

     W tym właśnie pokoju przebywał mój kolega Łukasz, którego znałem jako osobą pedantyczną i dbającą o wygląd. Teraz wyglądał zupełnie inaczej. Nienaganna fryzura była zaburzona przez koguta, sterczącego mu na środku głowy, koszulka z narysowaną zapałką była wymięta i poplamiona czymś czerwonym, spodnie zaś zdawały się krzyczeć: „chcemy do prania”. To, co pozostawało niezmienne, to ten bezczelny wyraz jego twarzy, na którym gościł ironiczny uśmieszek. Jednak nie wygląd kolegi przykuwał uwagę, a dźwięki przypominające kwiczenie świń,

2




wydobywające się z gardeł uczestników biesiady.
- Łukasz, ja po notatki.
Rozglądałem się po pokoju, który bardziej przypominał melinę niż pokój studencki.
- Pierwszy się odezwał. Nalej mu kielonka i drugiego za spóźnienie. – powiedział mocno zaokrąglony facet.
- Ja tylko po notatki.
Łukasz popatrzył na mnie jak na kosmitę i wybełkotał.
- Słuchaj stary…, on ma rację. Nie kwiliłeś jak świnia, więc musisz się napić.
Jeden z kolesi podniósł się i sprawnie napełnił dwa kieliszki.
- Grzesiek jestem. Za to spóźnienie to powinienem ci nalać do szklanki. Siadaj!
Ruszył ku mnie wielki, chudy człowiek, którego lewy policzek ozdobiony był niewielką blizną w kształcie krzyżyka i popchnął mnie w kierunku stołu. Nastała cisza, a ja czułem cztery pary oczu, wgapiające się we mnie. Cóż było robić, wypiłem te dwa kieliszki, mając nadzieję, iż na tym się skończy.
- Teraz krowa! – krzyknął niejaki Gienio, facet o niewielkim wzroście, za to z bardzo bujnym zarostem, który niemal w całości zasłaniał mu twarz.
Momentalnie wszyscy zaczęli muczeć, udając nieszczęsne krowy.
- Ale ja po notatki…
- Znowu przegrał, lej mu!

3




– powiedział Gienio.

     Mój kieliszek został ponownie uzupełniony. Patrzyłem z nadzieją na Łukasza, który wstał i wybełkotał.
- Sorry Marek…, że cię nie przedstawiłem. Ten gruby to Czarek, tamten pigmej z bujnym zarostem to Gienek, a Grzesiek się już przedstawił. To wypij tego kielonka, a ja poszukam notatek.
Wydawało mi się, iż uda mi się jakoś wyjść z notatkami w stanie tylko lekko wskazującym na spożycie. Wychyliłem ostatniego kielonka i …
- No to teraz musisz wypić brudzia z nowymi kolegami – stanowczo, acz bełkotliwie powiedział Łukasz.
W ten oto sposób byłem po sześciu kieliszkach, co zdecydowanie zmniejszyło mój zapał do dalszej nauki.
- Teraz osioł – zarządził Łukasz
Tym razem i ja zacząłem ryczeć jak osioł i chyba całkiem dobrze mi szło. Pierwszy wymiękł Grzesiek.
- Chłopaki lejcie kielicha..., to jest nudne. Chodźmy na miasto.
- Wiesz, że Czarek nie jest tu legalnie. Jak go portier zobaczy, to będzie po nim – odpowiedział Łukasz.
Sześć pięćdziesiątek zrobiło swoje i mój umysł zaczął, jak mi się przynajmniej wydawało, działać jak nowiutki, wypasiony komputer.
- To wyjdźmy oknem. To tylko

4




pierwsze piętro, zwiążemy prześcieradła i już.

     Chłopakom pomysł przypadł do gustu i całkiem sprawnie powiązaliśmy ze sobą dwa prześcieradła oraz dwie poszewki od pościeli. Lina była gotowa, nie było natomiast Grześka.
- Słuchajcie, gdzie jest Grzesiek? – zapytał Czarek.
Rozglądaliśmy się po pokoju, niestety chłopaka nie było. Było za to otwarte okno i gdzieś z dołu usłyszeliśmy stękanie. To Grzesiek jęczał, leżąc pod oknem. Gdy my byliśmy zajęci robieniem liny, on postanowił zejść bez niej, co właściwie mu się udało. Nie zastanawiając się wiele, wyszliśmy jak najbardziej normalnie z akademika, pozbieraliśmy poobijanego kolegę i wróciliśmy do pokoju.
- Stary..., żyjesz? – zapytał Czarek.
- Noga..., cholernie boli.
- Załatwię coś – powiedział Gienek i wyszedł.

     Położyliśmy tymczasem Grzesia na łóżko i z uwagą obejrzeliśmy nogę. Na moje oko wszystko było w jak najlepszym porządku. Czekając na Gienka, wypiliśmy kolejkę dla lepszego samopoczucia. Po paru minutach Gienek wrócił z dziewczyną ledwo trzymającą się na nogach, niosąc w ręku słoik z siwo-zielonym płynem.
- To jest Jolka, studiuje

5




medycynę.
Jolka popatrzyła na nas tak jakoś mało przytomnie, przysiadła na łóżku i zaczęła oglądać lewą rękę Grzesia.
- Złamana jest – stwierdziła kategorycznie i zasnęła.
- Ćpały głupie..., ona wyglądała i tak najlepiej. Miały imprezę z chemikami. Na szczęście mam wodę z kiszonych ogórków, zrobimy okład, a jak wytrzeźwieje, pojedziemy na pogotowie.
Gienek postawił słoik na stoliku, natomiast Czarek i Łukasz wynieśli Jolę. Wrócili zadziwiająco szybko i zaczęli szukać jakiejś szmatki, która mogłaby posłużyć jako bandaż. Ostatecznie zdecydowali się na białą koszulkę, z piękną żółtą kaczuszką, podarli ją na paski i bandaż był już gotowy.
- Gdzie słoik z wodą po ogórkach? – spytał Czarek.
- Wypiłem – z rozbrajającą szczerością odpowiedział Grzesiek.
- Słuchajcie, niech on tu zostanie, a my idziemy na bibę – wybełkotał Łukasz.
Sprawa była dla nas oczywista. Zmarnować imprezę to grzech, a my grzeszyć nie lubimy, tym samym wybraliśmy się na dyskotekę. Na korytarzu przeszkoda w postaci śpiącej Jolki nie zrobiła na nas żadnego wrażenia.
- Przeskakujemy śpiącą królewnę! - krzyknął

6




Czarek.
Leżąca Jolka faktycznie wyglądała jak królewna. Jej piękne blond włosy oplatały ją, ciało zaś unosiło się miarowo, co świadczyło o głębokim śnie. Przeskoczyliśmy ją całkiem sprawnie i droga była wolna.
- Słuchajcie, skoczmy po Wojtka – zaproponował Czarek.
Wojtek jak się okazało, mieszkał w dziesięciopiętrowym bloku na pobliskim osiedlu. W miarę szybko doszliśmy do bloku, umilając sobie czas śpiewem i coraz lepszą wódką.
- Słuchaj, domofon zepsuty. Nie da rady wejść – stwierdziłem.
- Ja mam klucz…, odsuńcie się.
Gienek z całej siły uderzył nogą w szybę drzwi, która momentalnie się rozbiła, częściowo wbijając się w jego kończynę, z której natychmiast chlusnęła krew. W tym momencie resztkami zdrowego rozsądku zdjęliśmy swoje koszulki i zatamowaliśmy krwotok.
- Cholera, cholera, krew. Zróbcie coś! – jęczał Gienek.
Niezwłocznie zadzwoniliśmy na pogotowie.
- Zimno jest – powiedziałem.
Czarek wydawał się w najlepszej formie. Po prostu mógł pić za dwóch, gdyż jego waga skutecznie niwelowała działanie alkoholu. Nie przejmował się, jak to ujmował chwilowymi niedogodnościami.
- To są tylko

7




chwilowe niedogodności, pójdziemy do Wojtka, to nam pożyczy jakieś koszulki. Drzwi można już otworzyć.

     Zostawiliśmy Gienka czekającego na pogotowie, w trójkę zaś udaliśmy się do Wojtka. Jako że mieszkał na ostatnim piętrze, postanowiliśmy skorzystać z windy. Winda w bloku nie wyglądała najlepiej, była starego typu, przyciski były poprzypalane papierosami, jednak swą podstawową funkcję spełniała. Była sprawna i swobodnie woziła ludzi na górę i w dół. Stojąc w niej, Czarek stwierdził.
- Ten Gienek, to jakiś ciapa jest. Patrzcie, jak wybija się szyby z buta.
Winda ruszyła, a Czarek z całą mocą kopnął uciekające w dół okienko. Windą szarpnęło, a z nogi Czarka zaczęła sączyć się krew. Nieszczęśliwie urwało mu kawałek pięty.
- Jasny gwint, moje nowe buty.
W pierwszej chwili Czarek nie pojął, iż stracił coś cenniejszego niż but. Stracił kawałek pięty, zyskał zaś przydomek Achilles.
Winda dojechała na ostatnie piętro, my jednak z niej nie wyszliśmy. Pojechaliśmy z powrotem odstawić Gienka. Szczęśliwie karetka jeszcze nie przyjechała, więc obaj zostali usadowieni na schodach, natomiast ja i Łukasz przytomnie

8




poszliśmy dalej. Nie chcieliśmy robić sobie kłopotów, a blok Wojtka był z całą pewnością pechowy.

     Na dyskotekę, wciąż chcieliśmy iść, jednak niekompletny strój ewidentnie w tym przeszkadzał. Chwilowe niedogodności wydawały się za nami, a przed nami niczym fatamorgana pojawił się sklep Tesco 24 h. Było tam dosłownie wszystko. Maszerowaliśmy bez koszulek po prawie pustym sklepie. Ochroniarz mający już swoje lata patrzył na nas z wyraźną pogardą, jednak widać było wyraźnie, iż boi się bezpośredniej konfrontacji. Pewnie dlatego nie zaczepił nas, co było chyba dobrą decyzją. Nagle Łukasz przystanął i z zachwytem zaczął przyglądać się wielkiej pięciolitrowej butelce Whisky.
- Stary, gdybyśmy taką mieli, to byśmy ją pili i pili. Normalnie byłaby prawie jak stoliczek, co się sam nakrywa. Nigdy niekończąca się flaszka – bełkotał zachwycony.
- Za droga jest, weźmy połówkę i wystarczy.
Wziąłem do ręki flaszkę i niemal siłą zaciągnąłem Łukasza, do działu odzieżowego. Tam przymierzyliśmy czarne koszulki z czachą, do których dobraliśmy żółte krawaty.
- Stary, jesteśmy zajebiści..., wszystkie będą

9




nasze.– zachwycony Łukasz oglądał się w lustrze.
Teraz byliśmy gotowi na dalszą zabawę. Do dyskoteki doszliśmy, jak można by to ująć w sam raz, znaczy się, akurat skończyła się nam flaszka, a pić wciąż się chciało. Zaduch dyskoteki zrobił jednak swoje i dalszej części moich przygód już nie pamiętam. Teraz zaś siedzę na łóżku i głowię się, co było dalej. Faktem jest, że siedziałem w jakimś pokoju w akademiku i za moimi plecami spał ktoś przykryty kocem. Odsunąłem nieznacznie kocyk i moim oczom ukazała się Jolka. Obudzona światłem, otworzyła oczy i wyszeptała.
- Byłeś naprawdę wspaniały.

10




Wyrazy: Znaki: