Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin
ikonka komentarza

Zapomniana melodia

Autor: Chovilatte twarz żeńska

grafika opisu

rozwiń




Wchodziła powoli po schodach, z trudem stawiając kolejne kroki. Chore kolano raz po raz dawało znać o sobie, ostrym, rwącym skurczem a w piersi brakowało tchu. Nie chciała dać za wygraną. Ilekroć karciła się za pomysł wchodzenia na strych w swoim stanie, przed oczami pojawiała się zawiedziona buzia małego Victora. Obiecała mu, że odnajdzie starego konia na biegunach, na którego grzbiecie bujali się jego dziadek i tata. Dla ukochanego prawnuka zrobiłaby wszystko. Wreszcie stanęła przed masywnymi drzwiami. Czy wzięła ze sobą klucz?! Nie wyobrażała sobie kolejnej wędrówki po krętych, stromych schodach. Gorączkowo sprawdzała kieszenie wełnianej spódnicy. Jest! Na szczęście nie jest tak źle z jej pamięcią. Uspokojona włożyła klucz do zamka i z pewnym trudem przekręciła. Drzwi zaskrzypiały i ustąpiły z oporem. Musi pamiętać, aby poprosić Emmeline o naoliwienie zawiasów. Postukując laską ostrożnie stawiała kroki. Rozejrzała się po rozjaśnionym od słońca pomieszczeniu. Wszędzie walały się starocie pokryte kurzem. Nagle, tuż obok niej przebiegła spłoszona mysz. Wzdrygnęła się z obrzydzeniem. Jeszcze myszy tutaj

1




brakowało. No cóż, od dawna nikt tu nie zaglądał. Ostatnim razem była na strychu ... jakieś piętnaście lat temu. Gdy umarł jej mąż - William. Schowała tutaj jego osobiste rzeczy: książki, dzienniki, zegarek, globus. Wdychając unoszący się wokół kurz pomyślała, że przydałoby się tutaj zrobić gruntowne porządki. Przekładając niecierpliwie kolejne rzeczy, nie ustawała w poszukiwaniach. Przecież ten koń powinien być gdzieś tutaj. Wreszcie niedaleko XIX wiecznego, dębowego kredensu zamajaczył upragniony kształt. Ruszyła raźnie w jego kierunku, podpierając się o ustawione wzdłuż ściany meble. Gdy mijała starodawną toaletkę, jej dłoń natknęła się na małe pudełeczko, strącając je. Gdy spadło na podłogę z lekkim stukotem, otworzyło się. Pomieszczenie wypełniły dźwięki delikatnej muzyki. Pozytywka! Jak urzeczona wpatrywała w miniaturową postać baletnicy, obracającą się wokół własnej osi. Kobieta przymknęła oczy i zanuciła wygrywaną przez pozytywkę melodię. Im dłużej ją nuciła, tym więcej przypominała sobie rzeczy. Szumiący, zielony las, łąkę pełną dmuchawców, delikatne, jak muśnięcie skrzydeł

2




motyla pocałunki oraz ... Andrew, jej pierwszą miłość. Trzymając w dłoniach pozytywkę, starsza kobieta podeszła do fotela obitego czerwonym suknem i nie bacząc na okrywającą go warstwę kurzu, usiadła wygodnie. Pozwoliła porwać się wspomnieniom.

     Andrew, wiecznie roześmiany, przystojny Andrew ... Dlaczego pojawiasz się znienacka po tylu latach? Dlaczego właśnie teraz? Kiedy przeglądam się w lustrze, czasami dziwię się, kim jest ta stara, pomarszczona kobieta. Gdzie się podziała młoda, piękna Rosemary o gładkiej twarzy i kasztanowych włosach? Pamiętasz, Andrew nasze pierwsze spotkanie? Bo ja tak. Pamiętam upalny sierpień 1941 roku. Po raz pierwszy ujrzałam Cię na festynie. W mojej głowie wciąż rozbrzmiewa swing, który tańczyliśmy. Nadal pamiętam zapach tytoniu, którego wypaliłeś krótko przed tym, jak poprosiłeś mnie do tańca. Miałeś mocny uścisk i zgrubiałe, pokryte odciskami dłonie od ciężkiej pracy. Ale nigdy i nigdzie nie czułam się tak bezpiecznie, jak w Twoich ramionach. Powiedziałeś, że do twarzy mi w żółtej sukience. Że jestem Twoim słoneczkiem, radosną iskierką. Potem zawsze tak do mnie się zwracałeś:

3




Iskierko. Dla Ciebie moje kasztanowe loki były najpiękniejsze, choć wiedziałeś, że się ich wstydzę, gdyż były obiektem drwin niektórych koleżanek. Dla Ciebie byłam piękna, choć daleko mi było do zgrabnej sylwetki Olivii. Akceptowałeś mnie całą, moje wady i zalety. Kochałeś mnie. Czego może pragnąć więcej osiemnastoletnia dziewczyna? Czy pamiętasz Andrew nasze potajemne wycieczki? Pływanie łódką po jeziorze? Wspólne pikniki? Wpatrywanie się w niebo pełne gwiazd? Mieliśmy swoją własną gwiazdę. Nazwałeś ją moim imieniem. Nie mogłeś podarować mi brylantów, więc podarowałeś mi gwiazdę. Powiedziałeś: „Ilekroć za mną zatęsknisz, spójrz na nią. Wiedz, że gdziekolwiek będę, również będę na nią spoglądał i myślami będę przy Tobie". Czy nadal na nią patrzysz? Czy myślisz o mnie czasem?

     Pamiętasz Andrew nasze pierwsze pocałunki? Pierwsze nieśmiałe pieszczoty? Ciepłe, letnie noce przepojone namiętnością. Pomogłeś mi przekroczyć granice, o których nawet nie śniłam. Pokazałeś mi, czym jest rozkosz. Pokazałeś mi, czym jest wolność. Sprawiłeś, że choć przy Tobie mogłam być sobą. Mogłam choć

4




na chwilę uwolnić się od konwenansów, sztywnych zasad i reguł. Nasze szczęście trwało zaledwie dwa lata. Zaledwie? Czy może „aż". Och, Andrew! Choć już przekroczyłam osiemdziesiątkę, wciąż drżę na tamto wspomnienie: rozpaczliwego płaczu mojej matki i furii ojca. Nigdy nie widziałam go w takim stanie. I był to pierwszy raz, kiedy mnie uderzył. Nie byłam zbyt ostrożna. Znalazł listy, które do mnie pisałeś, pełne pasji i namiętności. Myślę, że od jakiegoś czasu podejrzewał, że coś nas łączy. Na nic zdały się twoje oświadczyny. Mojemu dumnemu ojcu nie wystarczył skromny warsztat stolarski i praca rąk prostego rzemieślnika. A ja? Ja stchórzyłam. Bałam się porzucić dostatek i przepych, w jakich się wychowałam. Bałam się niepewnej przyszłości, nierównej walki o byt w nadchodzącej wojennej zawierusze. Pewnie w myślach wyzywałeś mnie od najgorszych, że tak szybko wyszłam za Williama. Gdybyś tylko wiedział ...

     Niedługo potem nadeszła wojna. Moja siostra Martha – na pewno ją pamiętasz, to ona wyciągnęła mnie na tańce, na których się poznaliśmy – powiadomiła mnie ukradkiem, że dostałeś wezwanie do

5




armii. Następnego dnia miałeś wyruszyć na front, by przysłużyć się Anglii. Wiedziałam, że nie mam dużo czasu, i że być może nie będzie więcej drugiej szansy. Chciałam się z Tobą zobaczyć. Chciałam się ... pożegnać? Wytłumaczyć? Prosić o wybaczenie? Sama nie wiem. William akurat był w pracy, więc mogłam wyjść z domu bez zbędnego tłumaczenia. Nie chciałam zostawić maleńkiego Henriego bez opieki, więc ubrałam go ciepło i z półrocznym dzieckiem w ramionach wybiegłam w zacinający deszcz. Gdy dotarłam na umowione miejsce, przez dobrą chwilę nie mogłam Cię poznać. Poważny, niemal surowy, może to przez mundur angielskiej armii? Ale instynktownie czułam, że ta surowość, ten dystans i ból w Twoich oczach są spowodowane przeze mnie. Przez moją decyzję. „To mogło być nasze dziecko, Rose". „To mógł być mój syn!" – zawołałeś, wskazując na Henriego. Och, Andrew! Bóg mi świadkiem, że wszystko we mnie krzyczało: „I jest nim! To Twój syn! Myślisz, że dlaczego tak szybko poślubiłam pierwszego kandydata zaprezentowanego przez mojego ojca?!" Ale nie mogłam wykrztusić ani słowa. Wiedziałam, że

6




gdybyś znał prawdę, nie odpuściłbyś. A wtedy dowiedziałby się William, matka, ojciec i wszyscy inni. I znowu stchórzyłam. Przez chwilę patrzyłeś na mnie z pogardą, a może to była litość? A potem odwróciłeś się i odszedłeś bez słowa. Na przeszło siedemdziesiąt lat ...

     Zdaję sobie sprawę, że kłamstwo i nieślubne dziecko są ciężkim grzechem ... Bóg będzie mnie za to sądził. Choć już wydał na mnie wyrok, gdyż Henry przeżył zaledwie osiem wiosen, zmarł na tyfus. „Bóg dał i zabrał", jak powiedziała moja matka. A ja przez długie miesiące odchodziłam od zmysłów z rozpaczy. Jednak Bóg okazał się miłosierny i obdarzył mnie czwórką dzieci. A potem wnukami i prawnukami. Przez te wszystkie lata robiłam wszystko, by być dobrą żoną dla Wiliama. Troszczyłam się o niego, o dom i o dzieci . Pielęgnowałam go w chorobie. Byłam przy nim, gdy umierał. Wyprawiłam mu uroczysty pogrzeb. Sądzę, że dobrze wykorzystałam tę drugą szansę. Czy go kochałam? Tak. Nie była to jednak ta sama miłość, jaką do czułam do Ciebie. Raczej była ona dojrzała, cierpliwa, taka która pojawia się z czasem. Czy gdybym mogła

7




cofnąć czas, wybrałabym Ciebie? Nie umiem powiedzieć. Może, gdybym nie została matką i babcią, zrezygnowałabym z tego wszystkiego. Z obserwowania pierwszych kroków dzieci w dorosłość, z powitania na świecie wnuków i prawnuków, z radosnego śmiechu Victora i rozczulającego gaworzenia Emily.
Zastanawiam się co teraz robisz, Andrew? Gdzie jesteś? Czy zostałeś raniony na polu bitwy zabłąkaną kulą? Czy umarłeś samotnie, na zimnych, obcych ziemiach, tak daleko od domu? A może żyjesz spokojnie, gdzieś na wsi, wśród najbliższych, otoczony miłością i opieką. Gdziekolwiek jesteś, na tym czy innym świecie, mam nadzieję, że jest Ci dobrze ...


     Siedząca w fotelu starsza kobieta westchnęła cichutko, a jej twarz pokrytą siateczką zmarszczek, rozjaśnił leciutki uśmiech. Pozytywka, którą trzymała w dłoniach wciąż wygrywała delikatną melodię.

     * * * *

     Z głębokim smutkiem zawiadamiamy, iż w dniu 15 sierpnia 2008 roku, w wieku 85 lat odeszła do Pana

     Rosemary Elizbeth Barnes

     – najukochańsza Mama, Teściowa, Ciocia, Babcia i Prababcia.
Msza Święta Żałobna odbędzie się 20 sierpnia br. w St. Paul Church w Cambridge, po

8




czym nastąpi odprowadzenie Zmarłej na miejsce wiecznego spoczynku na Cmentarz Parafialny w Cambridge.
Prosimy o nieskładanie kondolencji.

     Rodzina

9




Wyrazy: Znaki: