Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin
ikonka komentarza

Murek

Autor: Kuba Kapral twarz męska

grafika opisu

rozwiń





Z początku to mnie nawet, nie wiem, wzruszało, czy coś. Smutna sprawa, kobieta straciła syna. Ale po jakimś czasie pomyślałem, może już wystarczy? Bo ile można? Rozumiem, że jakiś czas po tragedii można przynieść kwiaty, zapalić znicz. Rozumiem i nie mam nic przeciwko. Tylko, pytam się jeszcze raz, ile można?

     Nas nie było, jak to się stało. Na wakacjach byliśmy, za granicą. Wracamy a pod murkiem, przy furtce kwiaty, znicz zapalony. Basia o mało trupem mi nie padła, myśleliśmy, że coś się stało któremuś z dzieci, albo wnukowi. Złapałem za telefon, ale nie, nikomu nic się nie stało. Zapukałem do Zbysia, sąsiada, tu z naprzeciwka i się okazało, że wypadek był, akurat na wysokości naszej furtki. Młody chłopak na motorze się rozwalił, śmierć na miejscu. Obejrzałem sobie dokładnie asfalt przed domem, ale żadnego śladu nie było, plamy, ryski nawet. No i co ten chłopak tu robił, w takiej spokojnej dzielnicy i jak zdołał się na tej uliczce rozpędzić, żeby się zabić, nikt nie wiedział. Zbyszek hałas usłyszał, huk a jak wybiegł z domu, to chłopak leżał parę metrów za motorem i nie żył. I to jego matka te kwiaty

1




przynosiła. Codziennie. Codziennie świeże kwiaty i nowy znicz. Pod naszym murkiem, rozumiesz.

     Dobra, myślę, smutna sprawa, ale to minie. Tylko, że mija miesiąc, dwa, a tu nic. Codziennie świeże kwiaty, czasem polne, bo lato w pełni i nowy znicz. A znicz z tych tanich, to nieraz się przepalił, zgasł, albo wręcz przeciwnie, zapalił mu się plastik i murek mi zaczęło osmalać. Więc napisałem karteczkę, taką małą, proszę nie stawiać znicza za blisko murku. Poskutkowało, znicz stał trochę dalej, ale, któregoś dnia ktoś kopnął, specjalnie, czy nie, ten znicz i wosk się rozlał nie dość, że na chodnik, to na murek prysnęło. Tego było już za dużo. Napisałem kartkę, że proszę usunąć kwiaty i znicz spod mojego murku, uprzejmie proszę, za dużo z tym kłopotu, jednocześnie z wyrazami żalu i współczucia, i te pe. Nic. Zero reakcji. Kwiaty pojawiają się codziennie. I ten cholerny znicz. To myślę, zasadzę się na kobiecinę i z nią porozmawiam, grzecznie, kulturalnie, przekonam. Wstawałem o szóstej, o piątej trzydzieści, ale na darmo. Musiała przychodzić wcześniej, bo nawet jak wstałem o piątej, znicz i kwiaty już były

2




wymienione.

     Ale nie ze mną takie numery. Chwyciłem za telefon, wykonałem parę rozmów i bez problemu ustaliłem nazwisko tej kobiety i adres zamieszkania, dla mnie to, rozumiesz, żaden problem. Parę telefonów i gotowe. Ulica Polna czternaście, podła okolica. Podjeżdżam, bloki jeszcze sprzed wojny, zapuszczone, śmierdzące. Pukam, otwiera. Skulona taka, wyschnięta kobiecina w czerni. Zaprasza do środka, pokój z kuchnią. Toaleta na korytarzu! Obraz nędzy i rozpaczy. Siadam za stołem w kuchni, ona zaczyna krzątać się przy gazówce, wodę leje do czajnika. Biedniusio, aż w oczy szczypie, zza stołu widzę pokoik, wersalkę zaścieloną, stary telewizor, jeszcze z kineskopem, obraz z Jezusem w łodzi. A młody gdzie spał? Na podłodze? Na telewizorze zdjęcie stoi, chłopak chyba, ale nie widzę dobrze. Woda jakoś nie chce się zagotować, kobiecina też porusza się ślamazarnie, ciągle tyłem do mnie, więc zaczynam. Wyłuszczam, że wszystko rozumiem, jeszcze raz składam kondolencje, ale nie widzę możliwości, by to trwało dalej. Proszę ją o wyrozumiałość, tym bardziej, że i tak koszty poniosę, murek muszę odmalować, ale biorę to na siebie. Ona

3




nic. Zalewa herbatę, stawia przede mną. Nie patrzy na mnie, zaczerwienione oczy wbija w podłogę. Z ciężkim sercem jeszcze raz mówię, że wszystko rozumiem, że to wielka strata i pewnie jej ciężko, ale, że ona też powinna zrozumieć, że to kwestia nie tyle własności prywatnej, nie tyle estetyki nawet, ale przede wszystkim bezpieczeństwa, znicze się zapalają, o kolejne nieszczęście łatwo. I czy się ostatecznie rozumiemy. Cisza. Po dłuższej chwili kiwa głową. Nie powiem, ulżyło mi. Oczy mi nawet, staremu durniowi trochę zwilgotniały. Powodowany impulsem wyciągnąłem z portfela stówę i położyłem na stół. Wyszedłem bez słowa, ale jakiś taki lżejszy...

     Dolać ci trochę? Bo widzę, że ci się kończy. Ja niestety nie mogę, lekarz nie pozwala, ale ty sobie, złociutki nie żałuj!

     No. I co się dzieje następnego ranka? Dokładnie! Nowe kwiaty, ba, cały wielki bukiet i znicz wielkości donicy, złocony, z figurką anioła na czubku. Wtedy mnie trafiło. Zdenerwowałem się nie na żarty. Tym bardziej, że byłem pewien, rozumiesz, na sto procent pewien, że to za moje własne pieniądze, te gówna! Wrzuciłem wszystko do worka i do śmieci.

4




Nie powiem, dziwnie się trochę czułem, bo to jednak pamięć po człowieku, ale miałem tego naprawdę dość. Następnego dnia, oczywiście pojawiają się nowe kwiaty i znicz. Wściekłem się do imentu. I do kosza z tym badziewiem. A ona swoje. A ja do kosza. A ona znowu, a ja znowu swoje. I tak w koło Macieju. A wtedy to już gorzej się zacząłem czuć, nie dość, że źle spałem, to jeszcze ucisk w piersi się pojawił. Baśka się zaczęła martwić, doszedłem do wniosku, że dość już tego.

     Chwyciłem za telefon, wykonałem parę połączeń i wywiedziałem się, co i jak. Jakie mam opcje, możliwości działania. Było ich kilka, uznałem jednak, że straszak ekonomiczny będzie najlepszym rozwiązaniem. Zacząłem robić zdjęcia tym kwiatom i zniczom, szczęściem miałem taki starszy aparat, w którym data była widoczna na zdjęciu. I dokumentowałem. Po paru tygodniach założyłem kobiecie sprawę z powództwa cywilnego. Na pierwszą rozprawę w ogóle nie przyszła, ale na drugą już tak. Pokazałem zdjęcia, a było tego ponad trzydzieści sztuk, ona zresztą przyznała się do winy. A mnie chodziło tylko o to, żeby sąd zadecydował, że jak ona

5




będzie dalej te kwiaty mi pod murkiem zostawiać, to na jej koszt będą usuwane. I powiem ci, że na psy schodzi to całe sądownictwo. Czego oni ich tam uczą? Nie, nie to, żeby mi się nie udało, udało się, a jakże. Ale dziwna była atmosfera na rozprawie, młoda taka sędzina była, nieopierzona, jak po grudzie to szło. Ale się udało. Byłem spokojniejszy. Murek sobie nawet odmalowałem.

     I się zaczęło. Następnego dnia po rozprawie, kwiaty i znicz. Jak w mordę. To ja za telefon i na Straż Miejską, bo to oni musieli najpierw przyjąć zgłoszenie. Przyjechali po dwóch godzinach, po dwóch godzinach, wyobrażasz sobie!? Spisali, co trzeba i wezwali ekipę sprzątającą. Ci przyjechali w piętnaście minut, rozumiesz, jak chodzi o pieniądze, to nikt się nie ociąga. Bo to kosztowało równą stówkę, to sprzątanie. Plus stówa mandatu za śmiecenie.

     I tak to się toczyło. Ona kwiaty, ja za telefon. Chociaż nie zawsze dzwoniłem, nieraz mi się nie chciało czekać na te ślamazary ze Straży i sam wyrzucałem. Ale raczej dzwoniłem. A czułem się już fatalnie, do Wozińskiego poszedłem, najlepszy jest skurczybyk, chociaż nietani. Okazało się, że

6




szmery jakieś w sercu mam, leki mi przepisał, uspokoić się kazał. A jak tu się uspokoić, jak mi ktoś dzień w dzień pod murkiem swoje śmieci kładzie? Najgorsze było, że ci ze Straży powiedzieli, że już nie przyjadą. Sobie to wyobrażasz!? Podszedł taki spasiony byczek i mówi, wie pan co, my już więcej nie przyjedziemy, niech pan da sobie lepiej spokój. Ty mi będziesz gówniarzu mówił, co ja mam robić!? Na moje własnej posesji? Na szczęście zapamiętałem jego numer służbowy, rozważam nawet, czy nie wnieść skargi. No, ale przestałem dzwonić, co miałem zrobić? I chyba nawet jakoś tak pogodziłem się z tymi kwiatami, z tymi zniczami, chociaż nadal źle spałem i ćmiło mnie w piersi. Tak przeszło parę miesięcy, a mnie się nieraz z domu nie chciało wychodzić, żeby na te badyle nie patrzeć, żeby mnie szlag znowu nie trafiał. Ale mnie trafił. Raz wyszedłem po gazetę, a tu pod murkiem wieniec. Ale nie jakiś tam zwykły, tylko wielki wieniec ze wstęgami, znicz też olbrzymi. Wyglądało na to, że rocznica była. I to mnie chyba najbardziej zabolało, że ja już cały rok się z tym zmagam, że już rok trwa ta walka.

     Tak jak

7




stałem wsiadłem w auto i pojechałem na Polną. Walę w drzwi, a tu mi jakiś facet otwiera. Nieprzyjemny bardzo. Że co ja mu tu w drzwi walę. Ja, grzecznie, że szukam takiej a takiej, a on, że tu taka nie mieszka i żebym spadał. Nie podobał mi się ten język i ten facet, ale co miałem zrobić? Chwyciłem za telefon, wykonałem parę rozmów i już wszystko wiedziałem. Kobieta nie płaciła mandatów za zaśmiecanie, nie płaciła za firmę sprzątającą, dług szybko rósł, z odsetkami zrobiło się naprawdę sporo, wszedł na nią komornik, zajął mieszkanie, zlicytował i cześć. I szukaj teraz wiatru w polu.

     Wróciłem do domu, wyrzuciłem wieniec, znicz. Siadłem i się zastanawiałem, co robić. Czuwać po nocy nie miałem siły, serce mówiło, że nie ma nawet mowy. Rozważałem, czy kamerę założyć, ale sprawdziłem ceny i taka z noktowizją kosztowała spore pieniądze. Nie powiem, czułem się trochę załamany. Następnego dnia kwiaty i znicz były już na miejscu, a we mnie coś pękło. I się z tym najzwyczajniej w świecie pogodziłem. Tak po prostu. Powiedziałem sobie, dobra, niech sobie tam stawia te kwiaty, te znicze, co mi tam. Za dużo

8




zdrowia mnie to kosztuje, mam dość. Wygrałaś kobieto. Niech ci będzie. I wiesz, co się stało kolejnego ranka? Były te same kwiaty, co poprzedniego, ten sam, zgasły już znicz. Nie ruszałem z początku tego, ale po trzech dniach jasne było, że to koniec. Że się już więcej nie pojawią nowe kwiaty, ani nowy znicz. Rozumiesz, jaka ironia losu! Jak ja się już ostatecznie z tym wszystkim pogodziłem, jak już powiedziałem sobie pas, to ona przestała to przynosić. Odpuściła sobie. Dokładnie w tym samym momencie, jak ja sobie odpuściłem. Dasz wiarę?

     

     

     

9




Wyrazy: Znaki: