Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin
ikonka komentarza

Arawir cz2

Autor: Wiktor twarz męska

grafika opisu

rozwiń




Arawir wstał wraz z porannym kurem. Za oknem padał gęsty śnieg, więc do swojego standardowego stroju, lekkiej zbroi, to jest skórzanej kurty podszytej kolczugą, skórzanych spodni spodni i wysokich butów, dołączył długi płaszcz i rękawice z wszytymi ćwiekami na knykciach. Gdy już się ubrał zaczął dobierać ekwipunek, w pochewkę przytroczoną do pasa Arawir schował ten sam sztylet, którego uprzednio użył jako argumentu podczas negocjacji. Dodatkowo zabrał jeszcze nóż do rzucania. Jego kabura była wykonana ze skóry wzmocnionej od spodu stalą, mocował na przedramieniu przy pomocy dwóch skórzanych pasków z klamerkami. Nóż był wykonany ze zwykłej stali hartowanej, a jego rękojeść była obszyta skórą podszytą ćwiekami, sprawiająca, że nawet w rękawicach nóż trzymał się ręki. Dodatkowo nóż był zabezpieczony przed wypadaniem, w miejscu styku rękojeści i klingi zostały wykute wgłębienia, w które wchodził ćwiek wbudowany w kaburę. Sięgnął po miecz. Chwycił za rękojeść i wydobył go z pochwy i przejrzał się w lustrzanej klindze. Solidne sześćdziesięcio centymetrowe ostrze z hartowanej stali. Chwilę trzymał go w

1




ręku, po czym zakręcił dwa młynki i schował go do pochwy. Tylko rekonesans. Po schowaniu miecza zamknął okiennice, przytroczył do paska sakiewkę i wyszedł z pokoju zamykając za sobą drzwi na klucz. Zszedł na parter gdzie znajdowała się gospoda. Zamówił śniadanie.
-,,Dwa dni” - pomyślał - ,,dwa dni i nie przyszedł. Chyba muszę złożyć mu wizytę”
Gdy już zjadł wstał i podszedł do karczmarza.
Gdyby ktoś o mnie pytał to proszę powiedzieć żeby przyszedł wieczorem. Do widzenia - powiedział Arawir do karczmarza wkładając mu w rękę dukata.
Oczywiście, oczywiście wieczorem. Dziękuję i do widzenia łaskawemu panu.

     
Arawir przemierzał uliczki handlowe Vardleru. Tego typu uliczki w innych miastach były zazwyczaj czyste i schludne. Jednym słowem było widać że mieszkają w niej ludzie, bardziej lub mniej, zamożni. Lecz tutaj było inaczej. Ulice były brudne od ekskrementów wylewających się z przepełnionych i nie czyszczonych rynsztoków. Na ulicach nie było także widać strażników miejskich, których widok w dzielnicach handlowych w których tylu handlarzy ubija interesy i trzyma swoje majątki. Zamiast strażników patrole

2




sprawowały tu grupy najemnych mordoklepów skompletowanych zapewne w jednym z ciemnych zaułków w dzielnicy biedoty. Każdy z nich miał przypiętą do ubrania broszę z symbolem czerwonej ręki na czarnym tle. Arawir starał się nie rzucać w oczy. Przemierzając ulicę trafił w końcu do siedziby cechu. Wszedł do środka.
Witam - zaczął Arawir - chciałbym się dowiedzieć gdzie mieszka przedstawiciel miejscowego zgromadzenia cechowego? - Od razu zobaczył że człowiek stojący za kontuarem chwycił za broń schowaną pod blatem. - Widzę że wie pan kim jestem - zaczął Arawir łagodnie, po czym rzekł już ostrzej sięgając po sztylet. - Zostaw to! Myślisz że mi coś zrobisz?
Myślę że tak - odpowiedział tamten zza kontuaru.
Zanim Arawir zdążył odpowiedzieć tamten rzucił się na niego z dwoma sztyletami. Arawir przeklął w duchu że nie wziął ze sobą miecza. Sięgnął jednocześnie po sztylet przy pasie, i nóż do rzucania na przedramieniu. Nie zdążył. Tamten ciął i pomimo uniku Arawir poczuł że dostał w ramię. W końcu uporał się z zabezpieczeniem noża do rzucania i jednocześnie zbił i odparował sztylety przecinika. Teraz gdy miał

3




broń przeszedł do ofensywy. Pomieszczenie było małe postanowił to wykorzystać. Zaatakował przeciwnika gradem ciosów który miał za zadanie zepchnąć go do przeciwległego rogu pomieszczenia. Gdy to osiągnął przeszedł do defensywy. Odbicie. Parowanie. Zbicie. Gdy zbliżyli się do kontuaru Arawir zadał dwa szybkie ciosy by oddalić od siebie przeciwnika. Pod naporem ciosów tamten zaczął się cofać. Gdy tylko oddalił się na odpowiednią odległość Arawir wybił się i wylądował na blacie kontuaru. Zachwiał się. Tamten dobiegł do niego. Wtedy Arawir odzyskał równowagę. Odbił się od blatu, wykonał salto i wylądował za przeciwnikiem. Nie wstając obrócił się i ciął zdezorientowanego przeciwnika. Przeciął więzadła kolan, co skutkowało ogromnym krzykiem i tym że tamten złożył się jak domek z kart. Arawir wyrwał mu broń z rąk i przyłożył sztylet do gardła.
Mówił że nie dasz rady - zaczął - a teraz gadaj. Kto cię na mnie nasłał?
Pieprz się - Odpowiedział tamten trzymając się za spód kolana spod którego ciekła krew.
Mogę ci jeszcze sprawić dużo cierpienia zanim zakończysz swój parszywy żywot na tym świecie.

4




Powtarzam, kto cie na mnie nasłał?
A ja powtarza. Pieprz się!
Arawir cofnął sztylet spod gardła tamtego, po czym kopnął go z całej siły w żebra tak że wylądował na plecach.
Kto cię nasłał - zaczął Arawir biorąc jedną z desek leżących za kontuarem.
Ktoś kto zatłucze cię tak łatwo jak łatwo zabija się muchę - odpowiedział tamten śmiejąc się do rozpuku.
Arawir zamachnął się deską i uderzył tamtego z całej siły w kolano. Jego niedoszły zabójca krzyknął tak głośno że było go chyba słychać w kwartale dzielnicy.
Kto chciał mnie zabić?
Kto by nie chciał?
Arawir uderzył go z całej siły w drugie kolano. Tamten znowu wrzasnął.
Kto chciał.. - nie dokończył pytania gdy tamten odpowiedział
Jarret! Jarret! Zabij mnie! Zabij mnie kurwa! - krzyczał tamten przez łzy.
Tamten wił się i krwawił z połamanych kolan i poprzecinanych więzadeł. Arawir pochylił się i wbił mu sztylet w gardło. Tamtemu rozszerzyły się oczy i zaczął kurczowo łapać powietrze, Arawir wyciągnął ostrze. Trysnęła jasna krew. Wokół głowy tamtego utworzyła się duża, czerwona kałuża.

5




Wyrazy: Znaki: