Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin
ikonka komentarza

Arawir cz.3

Autor: Wiktor twarz męska

grafika opisu

rozwiń




Arawir wstał i zaczął przeszukiwać budynek. Na parterze były tylko worki z jakimiś zbożami, ziemniakami, i cebulą. Przeszukawszy parter, skierował się na piętro. Zanim jeszcze otworzył drzwi, zaniepokoiły go ślady krwi na schodach. Chwycił mocniej sztylety, po czym otworzył drzwi butem i wskoczył do środka. Na środku pokoju leżał jego zleceniodawca z rozpłatanym brzuchem. Schylił się.
,,Rana na brzuchu, cięta” - pomyślał - ,,sztylet, sądząc po głębokości, jedno płynne cięcie. To robota tego co go na dole zabiłem”.
Rozejrzał się po pomieszczeniu, w oko wpadła mu skrzynia z dwiema kłódkami. Przeszukał ciało zamordowanego, lecz nie znalazł przy nim klucza Podszedł do skrzyni, obejrzał. Zdjął rękawice sięgnął do pasa i wydobył komplet wytrychów. Po chwili obie kłódki się poddały i Arawir mógł sprawdzić zawartość skrzyni. Wewnątrz leżało mnóstwo małych flakoników. Wziął jeden z nich, wyciągnął korek, wysypał odrobinę proszku znajdującego się wewnątrz. Obejrzał go i wciągnął do nosa. Po chwili poczuł silne zawroty głowy, ze względu na małą dawkę, uczucie minęło po krótkim czasie.
,,Czyli

1




chcieli tylko zdobyć monopol na półświatek miasta” - pomyślał Arawir - ,,Potem przeszliby do morderstw i tak dalej, mając w swoim zgromadzeniu chemików, kowali, żołnierzy, przejęli by, władzę w mieście. Może i dalej?”
Z zamyślenia wyrwał go tupot butów na schodach. Obrócił się, wyciągając sztylet. W drzwiach stali dwaj strażnicy miejscy, i mierzyli do niego z kusz.
,,O kurwa” - pomyślał Arawir przypominając sobie, iż stoi nad zwłokami wysoko postawionego urzędnika cechowego, z zakrwawionym sztyletem w ręku.
Nie było czasu na wyjaśnianie iż to nie on. Obrócił się w stronę okna, i zaczął biec w jego stronę, chowając jednocześnie sztylety. Gdy był już pod oknem, wybił się, zgiął i przeskakując przez okno znalazł się na dachu. Złapał równowagę i zaczął biec po dachu. Dobiegł do jego krawędzi i przeskoczy na dach po drugiej stronie, ulicy. Na szczęście ulice nie miały szerokości większej niż trzy metry. Biegł po drugim dachu, słysząc jednocześnie z dołu krzyki strażników. Kończył się kolejny dach. Skoczył. Już prawie wylądował, gdy w bok trafił go bełt z kuszy zmieniając trasę lotu. Ostatnimi

2




rzeczami jakie Arawir pamiętał były krótki lot, z wysokości pięciu metrów i ból lądowania. Potem ciemność wzięła go w swe objęcia.

3




Wyrazy: Znaki: