Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin
ikonka komentarza

Porachunki z wampirami

Autor: Madeline Blitzo twarz żeńska

grafika opisu

rozwiń




PROLOG
Kobieta w średnim wieku spojrzała na swoją małą latorośl z wielką miłością. To, co musiała zrobić dla dobra własnej córki łamało jej serce na milion kawałeczków. Jeśli jednak było to jedyne wyjście, aby móc utrzymać ją bezpieczną nie było innego wyjścia.
Mała Kaylee spojrzała na swoją matkę z rozbrajającą niewinnością w oczach nieświadoma zbliżających się wydarzeń, które całkowicie zmienią jej życie. Bawiła się Dużą Patty, lalką, którą dostała w prezencie od obojga rodziców, razem z mamą. Co prawda jeden rodzic odszedł dawno temu, o czym młoda dziewczynka nie pamięta, ale nie miało to znaczenia dopóki matka robiła wszystko, aby Kaylee była najszczęśliwsza na świecie. Nawet kosztem cierpień innych ludzi.
Kobieta jeszcze raz zerknęła na córkę, tym razem z pewnym niepokojem.
- Kochanie, pamiętasz o czym ci niedawno mówiłam? - spytała z napięciem w głosie.
Kaylee skierowała spojrzenie swych niebiesko-zielonych oczu w brązowe oczy matki. Uśmiechnęła się radośnie.
- Oczywiście. Mam być grzeczna, kiedy przyjdzie taki jeden pan. Mam siedzieć w pokoju i nie wychodzić stąd, dopóki mamusia nie

1




pozwoli - robiąc warkoczyki na głowie Dużej Patty, dziewczynka nie przestawała się uśmiechać.
Matka była zdziwiona jak dzieci potrafią być takie beztroskie do samego końca, dopóki nie zaczną dojrzewać i dostrzegać krzywizny rzeczywistego świata. Jej córka była inna i może to czyniło jej zachowanie niezwykłym w dość kryzysowych sytuacjach. Miała jednak nadzieję, że zachowa tą beztroskość ze względu na wszystko, nie mogła sobie wyobrazić ból, jaki córka odczuwałaby za każdym zawodem, które by doznała w życiu.
W razie niebezpieczeństwa załatwiła jej najlepszą opiekę, jaką mogła. Najlepszy start w życiu, na jaki nikt inny by sobie nie pozwolił. Wierzyła, że jej mała córeczka poradzi sobie w każdej sytuacji, ale bała się jednocześnie, że prawda wyjdzie na jaw. Serce matki nie przeżyłoby, gdyby nagle dostrzegła zdradę w oczach córki i nienawiść, dlatego musiała działać jak najostrożniej.
Oby tylko wszystko poszło zgodnie z planem.
- Mamusiu, głodna jestem. Zrobisz te pyszne tosty z topionym serkiem? - nagle głos córki przebił się przez niepokojące myśli matki.
Kobieta spojrzała na nią z czułością i

2




pocałowała w czubek głowy, wdychając zapach brzoskwiniowego szamponu dla dzieci, który nadal się trzymał po kąpieli.
- Oczywiście, kochanie. Już idę. Herbatkę, królewna sobie życzy? - matka uniosła brwi do góry.
Kaylee zachichotała, szczerze ubawiona.
- Ależ oczywiście, milady.
"Milady" podniosła się z klęczek i już była przy drzwiach do pokoju, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi wejściowych. Spięła się na całym ciele, mocno zaciskając palce na klamce. Przyszedł.
Biorąc parę głębokich wdechów aby uspokoić rozszalałe serce, odwróciła się do dziewczynki.
- Kochanie, ten pan właśnie przyszedł. Zrób tak jak mówiłam. Mamusia za niedługo przyjdzie, dobrze? - spytała mocno zdenerwowana.
Mała Kaylee zmarszczyła swój nosek, niezadowolona z faktu, że już teraz ktoś przeszkadzał w ich wspólnej zabawie, ale posłała delikatny uśmiech mamie.
- Dobrze.
Po chwili jej matka zniknęła za drzwiami, a mała wróciła do zabawy z lalką. Musiała być grzeczna, jeśli chciała by mamusia szybko wróciła do niej, a na niczym innym jej nie zależało.
Nucąc cichutko pod nosem piosenkę z bajki Smerfy, spojrzała przez okno w

3




czarną toń nieba, na którym nie dostrzegła żadnych gwiazd. Westchnęła po chwili znużona czekaniem i zaciekawiona, co mogło dziać się z mamusią, podeszła do drzwi.
Zanim jednak zdążyła je otworzyć, z dołu zaczęły dochodzić głośne dźwięki i okrzyki. Przerażona dziewczynka cofnęła rękę, przyciskając ją do piersi. Co tam się mogło dziać?
Mamusia przecież obiecała, że zaraz wróci, dlaczego słychać takie odgłosy z dołu?
Czy wszystko dobrze z mamusią?
Nagle przerażające dźwięki ucichły. Po paru minutach Kaylee cała roztrzęsiona, sięgnęła po Dużą Patty i używając jej jak tarczy podeszła jeszcze raz do klamki. Tym razem najciszej jak mogła, nacisnęła ją z nadzieją, że nikt nie usłyszy skrzypień otwierających się drzwi.
Odczekała chwilę i gdy uznała, że nikogo nie zaalarmowała, powoli ruszyła w kierunku schodów na dół.
Tej nocy żaden z sąsiadów nie zapomni przeraźliwego, dziecięcego krzyku, jaki dało się słyszeć w domu samotnej matki z córeczką.

4




Wyrazy: Znaki: