Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin
ikonka komentarza

Piłki w kształcie arbuza się nie poddają!

Autor: Dos twarz żeńska

grafika opisu

rozwiń




Tego dnia słońce nie wzeszło. A nawet jeśli, to nikt go nie zobaczył. Na świecie pojawiły się tylko tysiące, jeśli nie miliony, maleńkich burych kropli deszczu. Rozpadało się na dobre i wszystko wskazywało na to, że lato w tym roku właśnie się skończyło. Ale nie tylko pogoda pod psem o tym świadczyła. Nigdzie nie było widać ludzi, którzy jeszcze kilka dni temu tłoczyli się zarówno na wąskich uliczkach miasta, jak i na nadmorskim deptaku. Zniknęły kramy, w których turyści zaopatrywali się w bransoletki z muszelek, gumowe rozgwiazdy czy magnesy z latarnią, idealne do przypięcia na lodówkę. Zniknęły budki z lodami i goframi. Zniknął artysta-malarz, który przez całe lato na małych, kwadratowych płócienkach uwieczniał nadmorskie zachody słońca wraz z górującą nad wodą sylwetką latarni. Tylko tu i ówdzie pojawiały się pojedyncze, okryte plastikowymi pelerynami cienie ludzi, którzy przebiegali ulicami, by jak najszybciej schronić się przed wpadającymi za kołnierz kroplami ciężkiego deszczu. Gdyby nie ci zagubieni przechodnie, można by rzec, że miasteczko zapadło w zimowy sen.
Zresztą, na plaży nie działo się dużo

1




więcej. Tam nawet nie pojawił się ani jeden zbłąkany wędrowiec. Ciszę rozganiał jedynie deszcz bijący się z morską pianą. Gdzie się podziały te wszystkie parawany, które tak niedawno niemal stykały się z sobą, nie dając możliwości przejścia? Gdzie chodzące brzegiem plaży zakochane pary? Gdzie, wreszcie, dzieci, grzebiące się całymi dniami w piachu i z piskiem wbiegające do lodowatej morskiej wody? Opustoszałe plaże, ginące w strugach deszczu – to doprawdy smutny widok.
Podobne odczucia miało pomarańczowe Szkiełko, które leżało pod jedną z sosen, tuż przy wyjściu z plaży. Z nostalgią patrzyło w dal, jego wzrok gubił się przy linii horyzontu. Tęskniło za wakacyjnym gwarem, jaki obserwowało już od kilku lat. Brakowało mu nawet tych skrzeczących mew, od których głośnego zachowania nieraz bolała je głowa.
Po kilku godzinach nieustającej ulewy deszcz jakby nieco zelżał. Wiatr już tak nie huczał wśród sosnowych igieł, krople także nie dudniły tak mocno o morskie fale. Na plaży zapanowała głucha cisza. Do uszu Szkiełka dobiegło ciche kwilenie. W pierwszym odruchu Szkiełko aż wzdrygnęło – nie spodziewało się

2




usłyszeć takiego odgłosu. Z uwagą zaczęło rozglądać się w prawo i w lewo, nawet odwróciło się za siebie.
– Hej! – krzyknęło, gdy dostrzegło coś leżącego tuż przy śmietniku.
W odpowiedzi usłyszało jednak tylko przykre szlochanie. Cóż było robić? Szkiełko poturlało się pod metalowy kosz i szturchnęło tajemnicze stworzenie.
– Prze-przepraszam – wyjąkała cicho zielona istota, patrząc z przerażeniem na Szkiełko. – Nie chciałam ci przeszkodzić, poturlam się gdzieś indziej.
– Nie! – zaprotestowało Szkiełko, może ciut za głośno, bo chyba wystraszyło nieznajomego gościa. – Nie musisz. Razem będzie nam raźniej.
Tajemnicze stworzenie nic nie odpowiedziało. Być może było nieśmiałe. Tylko jego lekko uśmiechające się oczy podziękowały Szkiełku za dodanie otuchy.
– Jestem Szkiełko. A ty to kto?
– Piłka. Piłka w kształcie arbuza – powiedziało stworzonko, a kąciki jego ust uniosły się delikatnie.
– Piłeczko, a dlaczego tak strasznie płaczesz? – spytało Szkiełko i otarło pomarańczową łapką łzę z policzka nowej koleżanki.
– Czekam na swoją rodzinę – odparła Piłka.
– Rodzinę? –

3




Szkiełko zmarszczyło brwi ze zdziwienia.
– Tak, rodzinę – potwierdziła Piłka. – No wiesz: mama, tata, Mikołaj i Nikodem. Poszli do hotelu, chyba o mnie zapomnieli. Czekam jak po mnie przyjdą, bo sama nie dam rady się doturlać. Tym bardziej, że jestem ranna.
Szkiełko patrzyło na dziurę, która szpeciła ciało Piłki. Zrobiło mu się bardzo smutno… Jak ma powiedzieć tej małej, zielonej piłeczce, że jest zepsuta i została po prostu wyrzucona? Żal ścisnął jego serce, a w gardle urosła wielka gula. Odchrząknęło więc, wzięło głęboki wdech i zaczęło:
– Wiesz, mieszkam na tej plaży już kilkanaście lat – Szkiełko zauważyło, że oczy Piłki robią się coraz większe ze zdziwienia, jednak postanowiło mówić dalej. – Gdy się tu znalazłem, wyglądałem zupełnie inaczej. Byłem smukłą, wysoką, błyszczącą butelką w kolorze bursztynu. Gdy przenikały przeze mnie promienie zachodzącego słońca, wszystko wokół mieniło się niczym najpiękniejsza tęcza. Ach, aż trudno było odwrócić wzrok, tak chciało się na mnie patrzeć…
Piłka w kształcie arbuza patrzyła jak Szkiełko zatapia się we własnych wspomnieniach.

4




Uśmiechało się do swoich myśli, pewnie nieświadomie, i co jakiś czas cicho wzdychało. Piłka była ciekawa dalszej historii Szkiełka, ale postanowiła cierpliwie poczekać – nie miała sumienia odrywać Szkiełka od wspomnień. W końcu sama pamiętała, gdy Nikodem i Mikołaj wybrali ją w sklepie spośród innych piłek w kształcie pomidorków, jabłek i kiwi. I pamiętała chwile, w których bawiła się z chłopcami w ogrodowym basenie, gdy skakała z nimi na trampolinie. A później chłopcy zdecydowali, że to ona pojedzie z nimi na wakacje nad morze. Myślała, że pęknie z dumy, gdy pozostałe w domu piłki patrzyły na nią z zazdrością…
– Na plażę przyniosły mnie dzieci, które przyjechały na kolonie – dalszy ciąg opowieści Szkiełka wyrwał Piłkę z rozmyślań. – Spędziliśmy tu razem fantastyczne chwile. Dzieciaki świetnie się bawiły, biegały po rozgrzanym piasku, rzucały się w morskie fale. Co jakiś czas łapała mnie czyjaś rączka, klejąca się od słodkiej jagodzianki. Aż w końcu wypiły całą oranżadę, którą miałem w sobie.
Szkiełko przerwało opowieść i ciężko westchnęło. Wiedziało, że przed nim

5




najsmutniejsza część historii jego życia. Nawet teraz, po tylu latach, zrobiło mu się bardzo, bardzo przykro i czuło, że jest bliskie łez.
– Gdy słońce zniżyło się tuż nad powierzchnię wody, dzieci zaczęły się pakować. Zebrały foremki do piasku, kocyki, klapki. Gdy ustawiły się w parach i zaczęły odchodzić za panią opiekunką, krzyczałem, że zapomniały o mnie! Jednak nie usłyszały… Dopiero po kilku dniach dotarło do mnie, że nie byłem im już potrzebny.
Piłka wyczuła jak dużo opowiedzenie tego wydarzenia kosztuje Szkiełko. Delikatnie pogłaskała jego bursztynowe ciało.
– Nie wrócą po mnie? – spytała ledwie słyszalnym szeptem.
– Przykro mi – odpowiedziało szczerze Szkiełko. – Chodź, przedstawię cię pozostałym mieszkańcom.
Nie czekając na reakcję nowej koleżanki, poturlało się z powrotem pod swoją sosnę. Chwilę później dotarła tam też Piłeczka.
Piłka rozejrzała się i miała problem, by uwierzyć własnym oczom. Znajdowała się na wysypisku śmieci! Wokół niej leżały najróżniejsze odpadki; od sterty podziurawionych reklamówek jednorazowych, przez podobne do Szkiełka resztki butelek, aż po

6




brudne, aluminiowe puszki. Odpadki niepewnie uśmiechały się do Piłki. Niektóre, prawdopodobnie te bardziej nieśmiałe, zerkały jedynie zza pleców pozostałych.
– To są pozostali mieszkańcy plaży – wyjaśniło Szkiełko, omiatając wzrokiem wszystkich tych, których Piłka uznała za śmieci.
Nawet sobie nie wyobrażacie, jak bardzo było jej teraz wstyd! Była pewna, że jest czerwona jak burak.
– Witajcie – odparła ledwo słyszalnym szeptem.
– Hej!
– Cześć!
– Miło cię poznać! – usłyszała w odpowiedzi.
– Jak długo tu mieszkacie? – spytała, bo nie bardzo wiedziała, co innego miałaby powiedzieć.
– To zależy – odezwała się mała Bateria. – Najdłużej jest tutaj Biała Reklamówka, bo prawie czterdzieści lat. Jak już pewnie wiesz, Szkiełko też jest tu już bardzo długo. Puszka mieszka z nami sześć lat, Materiał od parawanu dwa, a Gazeta dopiero od kilku miesięcy. Najnowszą mieszkanką jest Marzanna, którą dzieci wrzuciły do rzeki, żeby szybciej przyszła do nich wiosna. To podobno jakaś tradycja. Marzanna dopłynęła tutaj rzeką, a morze wyrzuciło na brzeg wczesnym latem.
Dopiero teraz Piłka dostrzegła piękną

7




dziewczynę, która wysunęła się nieśmiało zza sosnowego pnia. Miała rude, zaplecione w dwa warkoczyki włosy i duże oczy z zielonych guzików. Miała też wyszyty ciemną nitką uśmiech, zupełnie taki od ucha do ucha. Na jej chudym ciele wisiała brudnożółta sukienka. Czymś, co zdecydowanie dodawało dziewczynie uroku, były duże, różnokolorowe korale, wiszące na jej szyi. Jak to możliwe, że ktoś wyrzucił tak ładną dziewczynę?
– Marzanna trochę się wstydzi. Jesteś pierwszą osobą, która dołącza do mieszkańców po jej przybyciu – wyjaśniła Biała Reklamówka, widząc zainteresowanie Piłki oraz zakłopotanie Marzanny.
– Dlaczego tu mieszkacie? – spytała Piłka, zmieniając temat, by nie zawstydzać biednej Marzanny jeszcze bardziej.
– Przypuszczam, że z tego samego powodu co i ty, mała Piłeczko – powiedziała dobrodusznie Biała Reklamówka, która wyglądała na bardzo starą i mądrą. – Ludzie nas tutaj zostawili. Nic nie mogliśmy na to poradzić.
– Ja kiedyś miałam marzenie – wtrąciła Puszka po gazowanym napoju. – Chciałam trafić do wielkiej fabryki, w której z takich zniszczonych, nikomu nie potrzebnych

8




aluminiowych opakowań jak ja, robią nowe, śliczne i błyszczące puszeczki i pudełeczka. Miałabym wtedy poczucie, że dzięki mnie ktoś inny żyje, jest potrzebny i pomaga ludziom. Ale teraz…
Puszka była bliska łez. Zawiesiła głos, a wszyscy mieszkańcy, łącznie z Piłką, trwali w oczekiwaniu na dalszy ciąg historii. Po chwili milczenia i opanowaniu emocji, Puszka była gotowa kontynuować opowiadanie:
– Teraz jestem tylko bezużytecznym odpadkiem. I to przez tych, którym chciałam służyć i pomagać.
– Jak to? – wyrwało się Piłce.
– Po prostu – Puszka spojrzała smutnym wzrokiem na nową mieszkankę i wzruszyła ramionami. – Dopóki pływający we mnie napój dawał ludziom orzeźwienie podczas upału, byłam im potrzebna. Gdy wypili wszystko, rzucili mnie, ot tak, na piasek. Nawet nie pofatygowali się, żeby wyrzucić mnie do kosza. Nie pomyśleli, że jeszcze ktoś mógłby na mnie skorzystać… – dokończyła z goryczą w głosie.
– O tak! – dodała Plastikowa Butelka. – Ze mną było dokładnie tak samo! Też nie chciałam skończyć jako śmieć na plaży, też chciałam jechać do fabryki i stać się częścią nowej butelki.

9




Wszyscy tego chcieliśmy. Bo tylko w ten sposób moglibyśmy przydać się na coś w tej naszej starości – powiedziało Szkiełko.
– Ludzie są dziwni. Nie widzą, że szkodzą sami sobie. Czy oni naprawdę nie wiedzą, że przez produkowanie nowych opakowań z aluminium, takich jak nasza Puszka, wprowadzają do środowiska szkodliwy dla nich nadmiar fluoru? A trujące substancje, które wypełniają naszą porzuconą Baterię? Czy ludzie nie boją się, że będą później chorować? – pytała retorycznie najstarsza Biała Reklamówka, kręcąc głową z niedowierzaniem.
Piłka w kształcie arbuza była zrozpaczona. Też nie chciała skończyć na wysypisku śmieci jako bezużyteczny, nikomu niepotrzebny kawałek gumy. Naprawdę ma tu leżeć kilkadziesiąt lat, zanim całkowicie zniknie? I czy ona także będzie wydzielała jakieś szkodliwe substancje, które zagrażają ludziom? Nie wiedziała. Mimo tego poczuła się bardzo źle na samą myśl o tym, że coś mogłoby się stać jej rodzinie. Oczywiście, pamiętała doskonale, że chłopcy zostawili ją zepsutą na plaży, ale i tak nie chciała, by z jej powodu stała im się jakakolwiek krzywda. Rozejrzała się po

10




twarzach swoich nowych współlokatorów. Niektórzy z zamyśleniem patrzyli na morskie fale, inni cichutko pochlipywali ze smutku, jeszcze inni wpatrywali się w mokry piasek. Piłka westchnęła.
– Może powinniśmy jakoś poinformować o tym ludzi? – spytała.
– Oni to wiedzą, Piłko – oznajmiło Szkiełko. – Oni to wiedzą. Ale wolą wmawiać sobie, że to nie ich wina. Wolą myśleć, że powodzie, huragany, susze i pożary nie są przez nich.

     Chcą nie chcąc, Piłka musiała zaakceptować sytuację, w której się znalazła. Zamieszkała pod sosną wraz ze Szkiełkiem, Baterią, Puszką, Białą Reklamówką i pozostałymi lokatorami. Po pewnym czasie zaprzyjaźniła się z Plastikową Butelką i z Marzanną.
Dni mijały im na rozmowach oraz obserwowaniu coraz częściej wzburzonego morza. Patrzyli na wystraszone mewy, które skrzeczały bezradnie, podczas gdy porywisty wiatr znosił je w przeróżne strony, inne od tych, w które chciały akurat lecieć. Czasami na plaży zjawiali się jeszcze ludzie. Spacerowali po mokrym piasku, niektórzy odważyli się jeszcze na pomoczenie stóp w lodowatej już wodzie. Ale bardzo szybko ci śmiałkowie rezygnowali z

11




dalszej kąpieli. Jednak żaden człowiek nie spojrzał ani razu w stronę sosen, gdzie pod jednym z pni leżała sterta śmieci. Żaden człowiek nie zwrócił uwagi na rosnące na plaży wysypisko.
Z każdym dniem pogoda psuła się coraz bardziej. Ciągle padał deszcz i świat stawał się cały bury, a następnie deszcz ustąpił śniegu i cała plaża pokryła się białym puchem. Dla mieszkańców spod sosny był to ciężki czas, bo niemal nic się wtedy nie działo. Nie przechodził żaden człowiek, nie pojawiały się psy, a i mewy nie były tak skrzekliwe jak zwykle. Odpadki leżały więc w milczeniu i czekały na cieplejsze czasy.
Były to szczególnie trudne dni dla Marzanny, która wciąż nie potrafiła zapomnieć o tym, jak w taki właśnie mroźny dzień została wrzucona do oblodzonej rzeki i, obijając się o kry, dotarła tutaj. Na szczęście miała przyjaciół, którzy teraz przy niej byli i wspierali ją. Nawet w nocy, gdy budziła się z powodu złego snu, zawsze w pobliżu był ktoś, kto ją przytulił lub pogłaskał po rudej głowie.
Całe szczęście, że wkrótce zaczęło robić się cieplej. Wtedy biały śnieg odpływał powolutku wraz z morską

12




wodą. Na plażę zaczęli powoli wracać spacerowicze; początkowo były to pojedyncze osoby, później zaczęły przychodzić już całe rodziny. W jednym z takich dni na plaży pojawiły się dzieci. Była to rozbiegana grupa w kolorowych kaloszach, taszcząca z sobą plastikowe worki na śmieci. Wśród mieszkańców plaży wywołało to spore zamieszanie. Szybko zgromadzili się jak najbliżej, by obserwować tę niecodzienną sytuację.
Gazeta, która jako jedyna potrafiła czytać, ogłosiła, co napisane jest na ciągniętych przez dzieci workach:
– ŚWIATOWY DZIEŃ ZIEMI.
– Co to znaczy? Co oni będą robić? – dopytywały podekscytowane odpadki, jeden przez drugiego.
– Nie mam pojęcia, nic więcej tam nie ma – przyznała Gazeta ze smutkiem.
– Poczekamy, zobaczymy – westchnęła filozoficznie Biała Reklamówka, która mimo, że uspokajała innych, sama była niezwykle zainteresowana tą niecodzienną wycieczką.
Dzieci, które jeszcze chwilę temu były rozbiegane po całej plaży, teraz zgromadziły się wokół nauczycielki. Niestety stali zbyt daleko, by mieszkańcy spod sosny cokolwiek usłyszeli. Po chwili zobaczyli jednak, jak dzieci ponownie

13




rozbiegają się, a następnie co jakiś czas schylają się i wrzucają coś do niebieskich worów.
– Och, oni chyba zbierają muszelki – zauważyła Piłka. – Tylko po co im tyle muszli?
– Może będą robić jakieś naszyjniki? – zastanowiła się Puszka.
– Albo bransoletki – dorzuciło Szkiełko.
– Kochani, kochani, popatrzcie! – wykrzyknęła podekscytowana Marzanna – Dzieci nie zbierają muszli. Oni zbierają śmieci!
Faktycznie… Dzieci biegały po piasku, taszcząc za sobą worki, do których co jakiś czas wrzucały znalezione butelki, puszki i stare papiery. Mieszkańcy spod sosny aż zaczęli podskakiwać z radości! Oczy Białej Reklamówki i Szkiełka, którzy na plaży spędzili najwięcej czasu ze wszystkich, aż wypełniły się łzami wzruszenia. Tyle lat na to czekali! Byli pewni, że lada chwila zostaną odnalezieni i zabrani do fabryki, gdzie przerobią ich na nowiutkie przedmioty!
Tak się jednak nie stało… Dzieci pozbierały odpadki, które leżały na piasku i które morskie fale wyrzucały na brzeg, a następnie opuściły plażę. Śmieci spod sosny po prostu nie zauważyły…
Piłka ze złamanym serduszkiem patrzyła, jak starsi

14




mieszkańcy cierpią. Choć przez te wszystkie lata, które tu spędzili, zdążyli pogodzić się z tym, że zostaną tu już na zawsze, to w tej jednej chwili zapaliła się w nich iskierka nadziei. Teraz ta iskierka została brutalnie zgaszona.
– Koniec przedstawienia! – krzyknęło Szkiełko, które mimo surowego tonu głosu, wyglądało jakby skurczyło się z żalu.
Piłka patrzyła jak jej zrezygnowani przyjaciele wracają do swojej szarej i smutnej rzeczywistości. Ona tak nie chciała.
– Czemu nie dążycie do spełnienia swoich marzeń? – zwróciła się do Szkiełka, które jako jedyne nie ruszyło się z miejsca.
– Niby jak? – spytało, nawet nie patrząc na Piłkę.
– Ty pomogłeś mnie, ja pomogę wam wszystkim – uśmiechnęła się ciepło. – Piłki w kształcie arbuza się nie poddają!

     Odpadki z plaży nie zdążyły się nawet zorientować, kiedy minął kolejny rok. Szybko minęło lato, podczas którego na rozgrzanym piasku znowu poustawiano miliony kolorowych parawanów. Na plaży było gwarno, słychać było śmiechy dzieci, rozmowy dorosłych, dochodzące z wody piski osób, nieoswojonych jeszcze z zimnymi falami.
Po tych upalnych dniach

15




znowu zaczęły nadciągać te chłodniejsze i powoli lato zaczęło ustępować miejsca jesieni, a później zimie. Gdy i zima chyliła się ku swojemu końcowi, Piłka postanowiła zacząć wdrażać w życie swój plan.
Choć przez cały rok opracowywała go dokładnie, teraz musiała wprowadzić do niego kilka zmian. Bowiem w ciągu tego całego czasu do mieszkańców spod pnia sosny dołączyło spore grono nowych odpadków. Pojawiły się kolejne pozostawione przez ludzi puszki, plastikowe patyczki po lodach, nowe reklamówki i gazety oraz kolby po kukurydzach, które to w minionym sezonie były bardzo popularną przekąską na nadmorskich plażach. Na szczęście i dla nich znalazły się role w planie Piłki.
Gdy nadszedł dzień, w którym na plaży miały pojawić się dzieci z workami, wszyscy przygotowani trwali już na swoich miejscach. Wśród odpadków dało się wyczuć wielkie napięcie związane z oczekiwaniem. Zdawali sobie sprawę z tego, że jeżeli i tym razem zostaną pominięci, nie uda im się już nigdy więcej zdobyć na kolejną próbę. Jak długo można przegrywać?
O tym, że zbliża się grupka dzieci, pierwsza poinformowała Marzanna, która

16




leżała tuż przed wyjściem z plaży.
– Uwaga, wszyscy na miejsca. Podajcie dalej! – krzyknęła do Baterii, Szkiełka i Patyczka po lodzie, którzy znajdowali się najbliżej niej.
– Uwaga, wszyscy na miejsca! – wrzasnęło Szkiełko tak, żeby słyszeli następni w kolejności Kolba Kukurydzy, Puszka i Plastikowa Butelka.
Tym sposobem informacja dotarła aż pod sosnę, gdzie na ratunek czekały Gazety i Materiał po parawanie, którzy byli już w stanie rozkładu i nie mieli na tyle sił, by wyjść na środek plaży.
– Uda się. Musi się udać – dodawała im otuchy Biała Reklamówka, która była odpowiedzialna za opiekę nad nimi.
Stojąca tuż obok Piłka cała dygotała ze stresu i przejęcia. Była podekscytowana. Nie wybaczyłaby sobie, gdyby plan nie wypalił i gdyby jej przyjaciele po raz kolejny przeżyliby takie rozczarowanie. Musiała wierzyć, że wszystko się ułoży.
– Będzie dobrze – szepnęła Biała Reklamówka, która niespodziewanie pojawiła się przy Piłce.
Chwilę później do ich uszu dobiegł radosny dziecięcy głos.
– Och! Jaka piękna malutka laleczka! – krzyknęła dziewczynka w zielonych kaloszach. – Skąd się tu

17




wzięłaś?
Marzanna wiedziała, że nie może rozmawiać z ludźmi, nawet tymi niedorosłymi, ale w środku aż krzyczała z radości i ulgi. Była uratowana! Oby tylko pozostali jej przyjaciele mieli tyle samo szczęścia…
– O! Mam śmieci! – pisnęło kolejne rozradowane dziecko, które natknęło się na Baterię, Szkiełko i Patyczek po lodzie.
Jakiś inny chłopiec właśnie podnosił z piasku Kolbę Kukurydzy, Puszkę i Plastikową Butelkę. A więc plan Piłki zadziałał! Dzieci szły, a krok za krokiem znajdowały kolejną grupkę czekających odpadków. Gdy dziewczynka w zielonych kaloszach dotarła do tych czekających pod sosną, Biała Reklamówka poczuła, jak kamień spada jej z serca. Tyle lat na to czekała…
Tego dnia wszystkie śmieci zamieszkujące plażę zostały z niej wyniesione w dużych niebieskich worach. Zapanowała tam wtedy przyjemna cisza, przerywana jedynie przez szum fal. Od czasu do czasu wtórowały mu także gałęzie sosny, która teraz mogła swobodnie oddychać. Owszem, przywykła do swoich lokatorów, jednak poczuła ulgę, gdy miała pewność, że tam gdzie trafią, będzie im lepiej.

     Małe Piłeczki, którym Piłka w kształcie

18




arbuza opowiadała tę historię, wpatrywały się w nią wielkimi oczami.
– Czy to prawda? Czy to najprawdziwsza prawda? – chciały wiedzieć.
– Najprawdziwsza – przytaknęła Piłka.
Los chciał, że po zabraniu z plaży i wizycie w fabryce recyklingu ponownie stała się piłką, jednak nieco mniejszą. Wymieszana z innymi gumowymi odpadkami została Piłką Tenisową. Była teraz okryta puszystym żółtym meszkiem i była najszczęśliwszą piłką na świecie!
Opowiedziała innym piłeczkom swoją historię, by i one uwierzyły, że nie można się poddawać.
– Oby tylko dzieci, zanim staną się dorosłymi, nie zapomniały, że trzeba po sobie sprzątać – dodała na koniec.

19




Wyrazy: Znaki: