Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Obecnie w pracowni:
ikonka komentarza

Same absurdyikonka kopiowania

Autor: GWeronika twarz żeńska

grafika opisu

rozwiń




Zawsze miałam się za osobę będącą podręcznikowym przykładem ekstrawertyka. Kim jest ekstrawertyk nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć. Lubię być w centrum uwagi, lubię coś mówić i mieć wokół siebie grono słuchaczy, którzy mimo iż czasami wydają się nie rozumieć treści które próbuję przekazać i skrótów myślowych, które niestety stosuję bardzo często, zawsze sprawiają wrażenie ludzi niezmiernie zainteresowanych rozmową i zgadzających się ze mną w każdym możliwym aspekcie. Lubię patrzeć na ich twarze i widzieć te miny pod tytułem „chyba dobrze będzie udawać że się zgadzam, zresztą w sumie to może się i zgadzam, tyle, że nie wiem za bardzo z czym”. Zresztą kto z nas tak nie robi. Ja też wielokrotnie podczas interakcji z ludźmi na które specjalnie nie mam ochoty, gdy oczekuje się ode mnie jakiejś reakcji, przybieram pełną aprobaty dla rozmówcy minę, oraz ten konkretny rodzaj uśmiechu, który gdy twój rozmówca widzi natychmiast wydajesz mu się godnym partnerem w rozmowie. Inne środki z tego arsenału to przytakiwanie głową, dźwięki mhmm, no tak, no właściwie masz rację, no no bądź w sytuacji gdy nie jestem

1




do końca przekonana, jednak przedmiot dyskusji nie budzi we mnie na tyle silnych uczuć aby polemizować, bądź nazywając to bardziej trywialnie – po prostu mi się nie chce, są to nieartykułowane pomruki i lekkie poruszanie głową na boki. Tak postępując sprawiasz wrażenie, iż głęboko się zastanawiasz nad rzeczą którą ta osoba właśnie powiedziała. Większość ludzi tak naprawdę nie oczekuje żadnej reakcji, nic nie znaczące dźwięki, uśmiechy bądź ewentualne wzruszanie ramionami (byle nie za często, bo może sprawiać wrażenie arogancji) przeważnie w pełni wystarczy. Używając opisanych przeze mnie środków można stać się osobą dosyć aprobowaną przez towarzystwo. Zrobiłam kiedyś taki eksperyment. Spotkałam się z pewną dziewczyną, która jak przekazały mi osoby uważające się za moich przyjaciół, chciała mnie poznać. Przez 3 godziny spotkania poza krótkimi, grzecznościowymi słowami rzuconymi na wstępie, nie odezwałam się. Bez przerwy za to kiwałam, kręciłam, bądź ruszałam na boki głową, a moje struny głosowe bardzo odpoczęły przez ten cały czas produkując jedynie dźwięki mhmmm. Obserwowałam ją i czekałam

2




na moment zniechęcenia, w którym stwierdzi, że rozmowa ze mną nie ma najmniejszego sensu – zresztą co to za rozmowa jeżeli ja nic nie mówię, jednak ten moment nie nastąpił. Wprost przeciwnie, moje potakiwanie głową wydawało się stanowić zachętę do prowadzenia dalszego monologu przez nią. Przez pierwszą godzinę mówiła o sprawach przyziemnych, przez które rozumiem opowiadanie o przyjaciółkach, o pracy, o studiach, o rodzinie, oraz oczywiście o rozmaitych problemach sercowych. Ponieważ słucham takich rzeczy bardzo często, moje reakcje były najodpowiedniejsze jak tylko mogły być. Zwroty „ no niestety, tak to właśnie jest” bądź „no tak to jest” bądź „tak to jest, no” mogą być używane właściwie cały czas. Jeżeli chce się sprawić wrażenie człowieka nieco kreatywniejszego i takiego w ogóle mającego coś do powiedzenia radzę też używać sformułowań takich jak „dokładnie tak”, „masz rację”, „chyba tak właśnie jest” – w sytuacji gdy chcemy się z czymś zgodzić bądź „no nie wiem”, „trzeba to przemyśleć wieloaspektowe”, „to nie jest takie proste” – gdy stanowczo się z czymś nie

3




zgadzamy. Używając jedynie przytoczonych powyżej zwrotów zdobyłam aprobatę mojej towarzyszki. Godzina kolejna, naturalnym tokiem rzeczy, upłynęła już więc mi na słuchaniu o rzeczach nieco bardziej osobistych, a mianowicie o matce alkoholiczce (bardzo przykra sprawa), ojcu narkomanie (mój boże, ale to straszne), bratu który się powiesił (tak mi przykro – połączone ze współczującym spojrzeniem) oraz psu który umarł (mój pies też umarł – ewentualnie jeśli nigdy nie miało się psa, to umarł pies cioci/dziadka/babci/wujka bądź jakiejkolwiek spokrewnionej z Tobą osoby). Po upłynięciu drugiej godziny dziewczyna zaczęła płakać i płakała już do chwili naszego rozstania. Z uwagi iż „jestem świetnym słuchaczem” przyznała mi się, że jest lesbijką. Jako iż w Polsce tolerancyjni jesteśmy wszyscy aż do przesady, a niedługo ta tolerancyjność będzie już tak duża, że obawiam się iż na powrót może stać się nietolerancyjnością, do swojego arsenału środków werbalnych wprowadziłam „trzeba być przede wszystkim sobą”, „musisz być szczęśliwa” oraz „rób to co ci dyktuje serce”. Za stosowne uznałam również

4




podkreślenie swojej tolerancyjności, wobec czego gdy ona mówiła o nietolerancyjności jej rodziny i jej znajomych, ja ochoczo zgadzałam się, iż jest to fatalna sprawa i w ogóle że nietolerancyjni ludzi należą do tak zwanego najgorszego sortu. Mówię ochoczo, ponieważ w przypadku specjalnych okazji gdy właśnie trzeba coś podkreślić, należy kiwać głową nieco szybciej i więcej razy. Wasze kiwanie nie może być jedynie formalnym kiwaniem, to musi być kiwanie z przekonaniem. Moja rozmówczyni stwierdziła, iż jestem niesamowicie empatyczną osobą, a w chwili największego wzruszenia nazwała mnie „po prostu dobrym człowiekiem”. Ja, jako dobry człowiek podałam jej chusteczki. Właściwie to cała trzecia godzina składała się z mojego zachęcania jej do bycia sobą, mojego podkreślania swojej tolerancyjności oraz mojego podawania chusteczek. Ponieważ już na początku postanowiłam sobie, iż to nie ja będę osobą kończącą spotkanie, cierpliwie czekałam na moment w którym ona oznajmi, że musi już wracać bo ma dziś tyle na głowie. Przytaknęłam. Zaproponowała kolejne spotkanie. Uśmiechnęłam się i pokiwałam głową. Powiedziała że

5




do mnie napisze. Pokiwałam głową i uśmiechnęłam się. Pocałowała mnie w policzek, ja pocałowałam ją. Poszła, jeszcze raz odwracając głowę w moją stronę i mówiąc, że do mnie napisze. Ja się uśmiechnęłam.

      Następnego dnia zadzwonił telefon. Telefon odebrałam szeroko się uśmiechając. Bowiem trzeba wam wiedzieć, że każdy dzień zaczynam od małego treningu mięśni twarzy – uśmiechów lekkich, uśmiechów porozumiewawczych, uśmiechów szelmowskich, uśmiechów zgadzających się i na koniec uśmiechów szerokich. Tego typu ćwiczenia pomagają uniknąć bóli mięsni policzkowych które są nieuniknionym następstwem dnia w roli słuchacza. W słuchawce odezwała się osoba, która spodziewałam się że zadzwoni – wczoraj poznana przyjaciółka. Milisekundę po przyłożeniu słuchawki zalał mnie potok słów, wymawianych podekscytowanym tonem, płynących bez ładu i składu. Przytoczony poniżej dialog jest jedynie fragmentem rozmowy, jednak w pełni oddaje jej charakter.

     - Nawet nie wiesz jak mi pomogłaś. Nie znamy się, ale zrobiłaś dla mnie więcej niż ktokolwiek w życiu. Twoje słowa o byciu sobą i że trzeba robić to co Ci daje

6




szczęście sprawiły, że wszystko zrozumiałam. Wyznałam miłość swojej pracownicy, zresztą okazało się, że ona też mnie zawsze kochała. Niesamowite, co ?
- Niesamowite.
- Stwierdziłam też że rzucam tą nudną pracę która tylko mnie ogranicza. Dzisiaj wraz z nią wyjeżdżam na Hawaje, będziemy sączyć kolorowe drinki i tańczyć hula w słomianych spódniczkach. W ogóle wiesz, chyba wszystkiemu jest winien ten cały kapitalizm. Dlatego wszystkie swoje ubrania, całą biżuterię, kolekcję butów, kilkadziesiąt torebek dwa telefony, trzy laptopy, komputer stacjonarny, tablet, 4 inteligentne zegarki – pojechałam na wysypisko śmieci i z tego wszystkiego ułożyłam ogromny stos. Pieniądze, papiery wartościowe, weksle i wszystkie moje dokumenty oblałam benzyną i wykorzystałam jako podpałkę. Czuję się trochę jak taa, no jak tam jej było… Joanna Dark, ona też tam podpalała coś. Rozkosznie jest porzucić ten przebrzydły system. Tylko mam nadzieję, że wpuszczą mnie na pokład samolotu bez paszportu, jak myślisz ? Ale co ja gadam, jaki samolot, przecież możemy zrobić tratwę, oglądałam o tym tutorial na youtube. Ojej, znowu się

7




rozgadałam, no nic. Jeszcze raz Ci dziękuję kochana, owieczkę która zgubiła swojego pasterza i stado, zaprowadziłaś na nowe, o wiele zieleńsze pastwisko. Jestem taka szczęśliwa, że sobie nawet nie wyobrażasz !!!
- Bardzo się cieszę.
Seria pisków, słuchawka trzeszczy parę razy.
- Naprawdę, nie masz pojęcia jaka jestem szczęśliwa.
- Ogromnie mnie to cieszy.
- Jeśli kiedykolwiek byś czegoś potrzebowała, śmiało dzwoń do mnie. Zawsze chętnie z Tobą porozmawiam lub wyświadczę Ci jakąkolwiek przysługę. Myślałam, że tracę wiarę w społeczeństwo, ale spotkanie z takim człowiekiem jak Ty, momentalnie ją odbudowało.
- Niezmiernie się cieszę.

     Wszystko jednakże poszło nieco dalej niż przewidywałam, bowiem kilka dni później odebrałam kolejny telefon. Telefony, zabawne urządzenie działające za pomocą kilku sieci elektrycznych. Siedzimy sobie pod słupami wysokiego napięcia i innymi urządzeniami tego rodzaju. Patrzymy na nie, widzimy je, jednak ani przez chwilę nie uświadamy sobie roli jaką odgrywają one w naszym życiu. Nieważne, znowu złapało mnie na jakieś dziwne dygresje. No dobrze, zadzwonił ten telefon. Ja odebrałam.

8




Ponieważ telefon zadzwonił o godzinie 12.35, ja akurat uśmiechałam się półgębkiem. Odebrałam telefon. Głos w słuchawce był głosem, którego nie da się jednoznacznie określić i przyporządkować do jakiegoś konkretnego obrazu człowieka wytworzonego w głowie. Głos ten był tak całkowicie niejaki i bezbarwny, iż słowa które wypowiadał wydawały się nie być słowami a jedynie jakiś nieartykułowanym bełkotem. Mimo to, skupiając całą posiadaną przeze mnie energię i zdolności koncentracji udało mi się wyłowić sens tego, co rozmówca chciał mi przekazać. No więc zaproszono mnie do klubu dyskusyjnego. Głos zasugerował mi, iż niebagatelną rolę odegrała w tym Ona, która jak wynikało z treści monologu Głosu, posiadała ważne koneksje i znajomości w środowisku dyskutantów i głęboko ujęta moją fachową pomocą w „pierdoleniu kapitalizmu” i „pomocy w znalezieniu własnej drogi życiowej” postanowiła polecić mnie dyskutantom. Głos beznamiętnie zachęcał mnie do wzięcia udziału w spotkaniu klubu dyskutantów które odbywało się na ulicy xctgsydhjf w dniu jutrzejszym o godzinie 12.00. Powiedziałam, iż bardzo się

9




cieszę, uśmiechając się aprobująco.
A więc zostanę dyskutantką.
Bardzo się cieszę.

     
Punktualnie o godzinie 9.00 zadzwonił mój budzik. 2 minuty później wstałam, bowiem trzeba wam wiedzieć iż zawsze byłam osobą wyznającą motto, że jeśli trzeba zrobić coś nieprzyjemnego, to najlepiej zrobić to od razu, bowiem potencjalne nieprzyjemności rosną wprost proporcjonalnie do długości czasu odkładanego w zamiarze „ich załatwienia”. Przez kolejne dwie godziny ćwiczyłam uśmiechy. Przemyślawszy całą sprawę dnia poprzedniego, uznałam iż należy przede wszystkim przećwiczyć uśmiechy z gatunku aprobujących oraz te z gatunku pogardliwych. Zarówno te jak i tamte wychodziły mi wspaniale. Mając jeszcze 30 minut w zapasie, ułożyłam się na kanapie i postanowiłam obmyślić strategię działania. Ponieważ samo zaproszenie mnie do klubu DYSKUTANTÓW wydawało mi się samo w sobie być niepoważne, ja również postanowiłam zachować się niepoważnie. Największy dylemat stanowiła jednak kwestia w jaki sposób niepoważnie się zachować. Czy powinnam zawstydzić zebranych dyskutantów swoim wyrafinowaniem, dystyngowaniem, powagą i skrótowo

10




ujmując – wyższością, czy może powinnam celowo się poniżyć i przesadnie zaakcentować swoją niższość w stosunku do nich ? Jednakże moja strategia miała zasadniczą wadą. Była uzależniona od dyskutantów, a więc bez poprzedniego ich obejrzenia nie mogłam obrać najodpowiedniejszej taktyki. Wobec tego postanowiłam pójść na skróty, za czym nie przepadam, ale uznałam iż w tym przypadku może cel uświęci środki. Ubrałam się, tak ażeby ocena mojego wyglądu była ściśle uzależniona od punktu widzenia, osobowości i chęci ocenienia mnie widzącego. Nie będę opisywać swojego ubioru, bowiem nie ma on żadnego znaczenia. Wystarczy wyobrazić sobie, że wyglądałam jednocześnie jak osoba z tak zwanych „wyższych sfer” jak i zwykła pijaczyna spod „budki z piwem” (kiedyś zastrzegę sobie prawo do wyłączności tego zwrotu”) W zależności od zamiaru patrzącego mogłabym być kimś onieśmielającym i zasługującym na najwyższy szacunek/podziw/aprobatę jak i kimś, jeżeli już na coś w ogóle zasługującym, to jedynie na pogardę. A więc wyglądając tak niezasadniczo i nieokreślenie udałam się do klubu dyskutantów.
Dziwny był

11




to budynek. Nie dało się jednoznacznie określić stylu w którym był on wybudowany, bowiem wyglądało to tak jak gdyby styl romański wraz z gotyckim, rokoko i barokowym urządziły sobie jakąś przedziwną orgię. Wszystko to było bez ładu i składu. Cherubinki w formie płaskorzeźb płątały się między liścmi akantu, które to układały się w formy geometryczne. Ściany zdobiły popiersia wielkich filozofów, jednak były one umieszczone bez żadnego porządku. Wyglądało to tak, jakby artysta był chory na umyśle robił sobie jakiś przedziwny, obsceniczny żart. Tutaj Hegel z Arystotelesem, tam Heraklit z Platonem, jeszcze indziej Sokrates i Seneka (ta para jako jedyna tworzyła jakiś sens), dalej Nietzsche i Joyce. Weszłam do środka. Portier, młody staruszek, powiedział że do klubu dyskutantów to prosto. Uśmiechnęłam się i powiedziałam, że bardzo dziękuję. Poszłam prosto. Drzwi prowadzące do Sali klubu dyskutantów, chyba specjalnie zamieszczone zostały tak, aby żaden przyszły dyskutant nie mógł nie przyjść na spotkanie przedstawiając jako wymówkę niemożność znalezienia Sali. Średnio co 3 metry zamieszczone były różnego

12




rodzaju strzałki, znaki i wskaźniki – wszystkie oznajmiające to samo : Do klubu dyskutantów.
Podążając drogą wyznaczoną przez strzałki, nie dało się zresztą po wejściu do budynku nią nie podążać bowiem był to jeden, jedyny korytarz w całej, ogromnej budowli. Ściany po obu stronach korytarza miały mnóstwo drzwi. Na każdych drzwiach była tabliczka, oznajmiająca charakter pomieszczenia do którego one prowadzą. Były tam biblioteka, jadalnia, sala naukowa, sala główna, sala komputerowa, rozmaite pracownie, różniące się od siebie jedynie literą alfabetu. Jednak było w tym wszystkim coś bardzo dziwnego. Przykładowo pracownie zgodnie ze zdrowym rozsądkiem powinny zaczynać się od A a kończyć na jakiejś innej literze alfabetu, najlepszą by było Z, ale w przypadku braku odpowiedniej liczby drzwi mogłaby by to być inna dowolna litera, ważne aby znajdowała się ona w jakiejś odległości od A. Tymczasem pracownie po kolei nosiły identyfikatory „ u, ą, f, ś, z, m, r, h, c, k i g. Biblioteka, która chyba powinna być placówką edukacyjną, wspomagającą kształtowanie się intelektów młodych ludzi, już od początku z tych

13




intelektów wydawała sobie drwić. Bowiem nie była to biblioteka, to była „bybljoteka” jak głosił napis. Jadalnia była „jądalnią” a sala komputerowa – salą kompóterową. To nagromadzenie błędów nie mogło być przypadkowe, musiało ono czemuś służyć. Na zewnątrz Platon, akant i portyki a w środku sala kompóterowa ? Początkowo pomyślałam iż może to być jakaś specyficzna prowokacja, jednak w czyją stronę miałaby być ona skierowana ? Kilkukrotnie zostałam określona osobą egocentryczną (przez całkowitych egocentryków), jednak myśl, iż chciano sprowokować mnie wydała mi się być niedorzeczną i niczym nie uzasadnioną, a więc tak prędko jak pojawiła się w moim umyśle, tak prędko została odrzucona. Może była to jedynie próba przetestowania przyszłych dyskutantów. Bowiem jak tu dyskutować na wzniosłe tematy (bo naiwnie przypuszczałam że jedynie takie będą dyskutowane) gdy idąc do Sali dyskusyjnej przechodzisz się po budynku który wydaje sobie drwić z Ciebie, twojej inteligencji i wszystkich powszechnie wyznawanych zasad które i Ty wyznajesz. Już widzisz siebie, ubranego w rzymską togę, stojącego na stole i

14




wygłaszającego orację na jakiś niesamowicie podniosły, a jednocześnie na tyle przyziemny że wymagający omówienia temat, już zaczynasz wspinaczkę po stopniach twojej świetlanej kariery i bajecznej przyszłości, w której swoją dyskutantywnością zawstydzasz największych twórców retoryki, a tu mijasz bybljotekę. A potem jądalnię, salę głuwną i komputerową. Czy da się nie poczuć w takich okolicznościach urażonym ?

15




Wyrazy: Znaki: