Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Obecnie w pracowni:
ikonka komentarza

Wspomnienie Rosanneikonka kopiowania

Autor: Tokomi twarz żeńska

grafika opisu

rozwiń




- Dwadzieścia tysięcy, tak jak się umawialiśmy.
Rodger pogardliwie spojrzał na wąsatego mężczyznę, który położył na stole worek z pieniędzmi.
- Miało być trzydzieści - mruknął, rozglądając się ukradkiem. Na szczęście nikt w karczmie nie zwracał uwagi na kąt, w którym tajemniczy łowca nagród dopinał interesu z właścicielem lokalu.
- Pozwól, że powtórzę - Rodger dyskretnie wyjął spod płaszcza blaster i wycelował w wąsacza. - Miało być trzydzieści tysięcy.
- Dobrze. Dobrze! Czekaj! - Mężczyzna uniósł obronnie ręce i szybko zniknął na zapleczu.
Czekając, Rodger upił łyk piwa, które wcześniej zamówił i skrzywił się. Mało, że smakowało okropnie, to jeszcze było ciepłe. Zmarnował pieniądze, których ostatnio nigdy nie miał w nadmiarze.
- Stara dobra perswazja zawsze działa, nie? - Piskliwy głosik odezwał się z kaptura łowcy. Zaraz po jego ręce zbiegła jaszczurka, by stanąć na dwóch łapkach na stole.
- A no - mruknął Rodger.
- Wreszcie będziemy bogaci! Będzie nas stać na coś bardziej wykwintnego niż pieczony szczur!
- Nie podniecaj się tak, Frik. Zresztą powinieneś sam łapać owady.
- Aż tak dużo

1




ci nie podjadam! - Zwierzątko wyglądało na napuszone. Zaraz jednak szybko czmychnęło w rękaw płaszcza, bo wrócił właściciel karczmy z mniejszym woreczkiem.
- Masz. I znikaj mi z oczu w tej chwili. - Wcisnął Rodgerowi woreczek.
Łowca nagród przez chwilę ważył go w dłoni.
- Co? Nie wierzysz mi? - Wąsacz przymrużył oczy.
- Nie. Ale ilość się zgadza.
- Bo w odróżnieniu od co niektórych jestem honorowym człowiekiem!
- Pijesz do mnie? Załatwiłem zlecenie. - Rodger nie widział sensu w unoszeniu głosu.
- Wy, łowcy, nie macie honoru, sprzedajecie się za pieniądze jak kurtyzany!
Rodger tylko zmierzył mężczyznę wzrokiem. Nie pierwszy raz ktoś go obrażał, nauczył się to ignorować. Wstał, zabrał oba worki z pieniędzmi i wyszedł, nie odwracając się za siebie.
Kiedy tylko zatrzasnął za sobą drzwi, na jego ramię wbiegł Frik, aby piszczeć mu do ucha.
- Głupi jesteś, trzeba było mu się odszczeknąć! No wiesz, "twoja stara nie umie złapać nawet muchy!" czy coś. Albo zastrzelić!
- Po co?
- Jak po co?! Ten stary kmiot najpierw błagał o przysługę, a teraz chciał cię oszukać i zrobił ci łaskę, że w ogóle

2




zapłacił.
- Mamy pieniądze? Mamy. Nie potrzebuję kłopotów - Rodger przesypał pieniądze do jednego worka, po czym wrzucił je do plecaka, w którym trzymał cały swój nabytek.
- Przez niego zostawiłeś niedopite piwo!
- I zaraz po nie wrócę, po czym cię w nim utopię, jeśli się nie zamkniesz - syknął przez zęby.
Podziałało natychmiast.
Rodger wyjął z plecaka manierkę, przepłukał usta, by pozbyć się tego okropnego smaku i splunął na ziemię, po czym ruszył w drogę. Nie chciał pozostać w tym pieprzonym miasteczku ani minuty dłużej. Jeśli nie będzie zwlekał, powinien zdążyć dojść do kolejnego jeszcze przed zmierzchem.
- Ej, ale nie gniewasz się na mnie? - Frik niepewnie wypełznął z kaptura.
- Nie - westchnął Rodger. - Ale wypuściłem cię z tamtej pułapki na myszy, żebyś nie męczył się, zdychając z głodu. Nie, żebyś ze mną łaził.
- No wiem, wiem... Ale hej, dzięki tobie jestem jaszczurką przeżywającą przygody! Poza tym, musisz chyba przyznać, że beze mnie to byś się zanudził.
- Nie. Jeśli nie zauważyłeś, cenię spokój.
- No weź - pisnął gad.
- Nie jęcz. Musimy znaleźć nocleg. Może Rosanne nas

3




przyjmie.
- Kto?
- Stara znajoma. Poznałem ją w wiosce, którą mamy po drodze.
- Było by miło, gdyby nas ugościła. - Frik rozejrzał się dookoła. - Noc będzie deszczowa.
Rodger spojrzał na niego.
- Owady nisko latają - wyjaśnił.
Po skinięciu głową na znak zakończenia rozmowy, łowca przyspieszył kroku.
***
Słońce barwiło niebo pomarańczem i czerwienią. Zbyt krwawą czerwienią. Nie, żeby Rodger był przesądny, ale znał własną intuicję. A ta podpowiadała mu, że tak łatwo dziś nie spocznie, mimo że dzięki temu, że szedł z górki, dystans do bramy wioski skracał całkiem szybko. Dym, z daleka wyglądający jak normalny element wieczornego obrazu gospodarstw, gęstniał i przybierał na sile, tak samo jak swąd spalenizny, niesiony wiatrem. Pożar? Albo napaść? Z całą pewnością coś niedobrego. Trzymać się z dala od kłopotów?
Zanim Rodger zdołał odpowiedzieć sobie na to pytanie, jego uwagę przykuła biegnąca w jego kierunku dziewczyna. Dziwne, że nie skręciła, by spróbować schować się w pobliskim lasku.
Biegła prosto do niego. Rodger rozejrzał się na boki, czy jeszcze ma szanse wymigać się jakoś od spotkania.
- Czemu

4




chcesz uciekać? Ładna dziewczyna - pisnął mu do ucha Frik i schował się znów pod płaszczem
- A co ja, smok, by się byle dziewicą intere... - urwał, bo dziewczyna stanęła przed nim, zgięta w pół, nie mogąc wymówić ani słowa przez zadyszkę. Korzystając z okazji, zlustrował ją wzrokiem z bliska. Jej suknia, mimo świeżych zniszczeń, wyglądała na prostą, lecz urokliwą, z pewnością nie robioną po taniości. Przesiąknięte teraz dymem blond włosy z pewnością jeszcze niedawno błyszczały w świetle słońca. Teraz jednak ostatnie promienie mogły się tak mocno odbić tylko na jej wilgotnych policzkach.
- Pomóż - wydyszała, podnosząc w końcu wzrok na Rodgera.
- Czemu ja? - odparował sucho.
- Moja rodzina... Bandyci ich porwali... Splądrowali nasze domy...
- Nic tu po mnie. Zresztą... Rosanne wam nie pomoże?
- Rosanne nie żyje. - Dziewczyna wybuchła płaczem.
Rodger stał bez ruchu, po części dlatego, że próbował przyswoić tę informację, a po części po prostu nie wiedział, jak ją pocieszać.
- Za-zabili ją... ci zbóje... - dodała, pociągając nosem.
- Jeśli byli w stanie dorwać Rosanne to tym bardziej nic tu po mnie -

5




mruknął Rodger i odwrócił się na pięcie. Nie uśmiechało mu się wracanie do tamtej karczmy, ale skoro była to jedyna opcja, jeśli nie chciał przemoknąć pod jakimś drzewem...
- Zapłacę.
Głos dziewczyny sprawił, że natychmiast się zatrzymał.
- Niby czym? - parsknął nieprzekonany.
- Moja rodzina ma statek kosmiczny, ukryty poza wioską.
Rodger odwrócił się.
- Statek kosmiczny? Kim ty jesteś?
- Nieważne, opowiem potem. Na razie wystarczy ci, że zwą mnie Ashira z Telli.
Tella. Nawet Rodger słyszał o tym miejscu. Drugi z pięciu poziomów, licząc od jądra planety Zem. Na pierwszym, najbliżej środka, mieszkał król i jego urzędnicy. Na powierzchni żyły tylko owady, czasem zsyłano na nią więźniów. Im dalej w głąb, tym surowców było więcej, a ludzie bogatsi.
Nic więc dziwnego, że jej rodzina mogła pozwolić sobie na statek. Pozostawało tylko pytanie, co robili tutaj, dwa układy słoneczne dalej?
- Szybko, moja rodzina może być już martwa! - Ashira pociągnęła Rodgera za rękę.
- Czekaj, potrzebuję planu! - zaprotestował, nie ruszając się o krok. - Nie możemy wrócić tak tam po prostu.
Dziewczyna puściła go. - Masz rację.

6




Zaszlachtują nas jak dzikie jaszczurki.
Z rękawa płaszcza dobiegł głośny pisk. Ashira wzdrygnęła się, patrząc niepewnie na Rodgera.
- To tylko Frik - wyjaśnił krótko. - Wyłaź.
Gad wyszedł z kryjówki i przysiadł na ramieniu Rodgera.
- Też jestem za ustaleniem planu. A ten burak, który się nie przedstawił, to Rodger.
- Powiedziałem "wyłaź", a nie "daj głos" - mruknął łowca.
- Wiem, gdzie się schowamy. Chodźcie. - Ashira gestem ręki pokazała, aby szli za nią w stronę dużego pagórka.
Ruszyli, zmotywowani faktem, że nadciągające chmury zasłoniły oba księżyce. Robiło się coraz ciemniej i zimniej.
- Opowiedz, co się stało. - Rodger wykazał zainteresowanie. Tym razem nie chciał iść w ciszy.
- O napaści? Ci bandyci regularnie zbierali od nas haracz. Mieszkańcy po raz drugi spróbowali się zbuntować. Nie udało się. Tylko ja uciekłam, z nadzieją, że znajdę pomoc.
- I znalazłaś - pisnął Frik.
- Pozwolisz, że spytam, jak się nauczyłeś mówić? - Ashira przyjrzała się jaszczurce.
- Spytać możesz, ale nie wiem, czy opowiem, to długa historia...
- Wcale nie. - Rodger wtrącił się, poprawiając kaptur -

7




Miałem zlecenie na eskortowanie maga, który od lat nie ruszał się ze swojej wieży, do miasteczka. Bardzo chciał ze mną rozmawiać, ale musiał ciągnąć mnie za język. Zirytował się i rzucił zaklęcie gadulstwa.
- No dobra, nie aż tak długa...
- Od tego czasu Frik nie umie zamknąć się bez groźby.
- Ej, wcale nie... Jak ktoś idzie, to się chowam i siedzę cicho... - Zwierzątko podciągnęło ogon pod siebie.
- Bo zwracasz uwagę. Nie będę tłumaczył się z ciebie każdemu przechodniowi.
- Jesteśmy - przerwała im Ashira, podchodząc do skalnego zbocza.
- Miała być kryjówka. - Rodger rozejrzał się dookoła.
Część kamiennej ściany przesunęła się, gdy Ashira odnalazła przycisk, odkrywając jaskinię. W środku pozostały ślady obozowiska, miejsce na ognisko i jakieś worki. W głębi rysował się duży ciemny kształt. Statek.
Rodger zrzucił plecak i kaptur, po czym rozpalił ognisko za pomocą leżących obok krzemieni. Całe szczęście pozostało dość drewna na tę noc, mokre niewiele by im pomogło. W świetle płomieni karoseria statku zalśniła metalicznie. Rodger podszedł bliżej. Nie widział nigdy takiej maszyny na oczy, a

8




nasłuchał się o nich tyle, że stało się to jego marzeniem. Przy niej był taki mały, mógłby schować się w silniku. Nic dziwnego, w środku zmieściła się cała rodzina z dobytkiem.
- Rodger, chcesz suszone mięso? Mamy go dużo, możesz też wziąć na zapas. - Głos Ashiry oderwał go od podziwiania statku. Nawet wcześniej nie poczuł, jak bardzo był głodny. Usiadł przy ognisku, dołączając do swoich towarzyszy i poczęstował się.
- Czemu się tutaj nie schowaliście? - wymamrotał z pełnymi ustami.
- Znali wioskę, grozili, że za każdą rodzinę, której nie będzie, zamordują kogoś. Zresztą... póki płaciliśmy, nie robili nam krzywdy. W czasie pierwszego buntu zginęła tylko Rosanne. Za nic nie chciała odpuścić.
Zapadła nieprzyjemna cisza.
- Um - mruknęła w końcu Ashira, by zwrócić uwagę na siebie. - To znaczy, że magia istnieje? To nie tylko legendy?
- Frik? - Rodger nawet nie próbował ukryć, że nie ma ochoty dalej mielić jęzorem. Zajął się przeglądaniem ekwipunku.
- Gdyby nie była, to bym nie mówił, więc musi być prawdziwa, no chyba że ja nie jestem. Co prawda, nie wiem wiele, tylko tyle, co ten mag nam opowiedział, ale

9




kiedyś czarodziejów było wiele i byli naprawdę potężni! Zamieniali ołów w złoto, garstką wygrywali wojny z wielkimi armiami...
Ashira wydała cichy okrzyk zdumienia. Rodger tylko zerknął na nią i wrócił do sprawdzania, czy nie podarł płaszcza.
- Niestety, teraz już prawie wszyscy wymarli - kontynuował Frik. Pozostali tylko dziadkowie i babcie, którzy wykorzystują magię już tylko do podlewania kwiatków w ogródku... Zresztą czary są podobno bardzo niebezpieczne, często zaklęcia mają ukryte konsekwencje.
- Na przykład? - wtrąciła Ashira.
- No na przykład ja. Miał to być czar na gadatliwość, ja się nauczyłem mówić od podstaw... znaczy znałem wasz język, bo moim terytorium był ogród ludzi, nasłuchałem się go, mimo że wtedy jeszcze nic nie rozumiałem. Wzrósł mi też poziom inteligencji.
- Przesadzasz - mruknął Rodger.
Ashira wybuchła śmiechem, Frik fuknął, a kącik ust łowcy już zaczynał się unosić, lecz opadł, zastąpiony ciężkim westchnięciem.
- Wszyscy w wiosce bardzo ją lubili - szepnęła dziewczyna.
Rodger skrzywił się. Nie był przyzwyczajony do sytuacji, w których ktoś czytał z niego jak z otwartej

10




księgi.
- Przykro mi - dodała po chwili ciszy.
- Przerwałem wam coś - burknął tylko.
- A, tak - zaczęła jaszczurka - Magia... Umm... To chyba tyle, co wiemy.
- Jak tu trafiłaś z Telli? - spytał Rodger, aby tylko zmienić temat.
- Przylecieliśmy statkiem - zaczęła, ale urwała, bo wzrok łowcy wskazywał, że nie o to pyta. - Na Zem wybuchła wojna domowa. Ludzie z dalszych warstw najechali "elitę" bliżej środka. Mojej rodzinie nigdy nie zależało na majątkach czy władzy, więc od razu uciekliśmy, szukając ciszy i spokoju. I znaleźliśmy je tutaj... no, przynajmniej tak było do niedawna.
- Rozumiem. - Łowca skinął głową.
- Właśnie, a propos bandytów, potrzebny nam plan.
- Mamy plan.
- Jaki? - Brwi Ashiry uniosły się w zdumieniu.
- Co byś zrobiła, gdybyś była bandytą, który właśnie zdobył wioskę?
- Nie wiem?
- Ja bym opił zwycięstwo. Za kilka godzin będą urżnięci w pień. - Rodger wzruszył
- Czy to honorowo atakować pijanych?
- A plądrować wioskę i zabijać niewinnych?
- Nie - szepnęła Ashira.
- Zresztą... ja podobno nie mam honoru. A gdybym miał, to nic mi po nim, kiedy będę martwy.
- Masz rację. To kiedy

11




atakujemy?
- Ty zostajesz - mruknął Rodger.
- Niby czemu?!
- A dasz radę?
- Sama ich nie pokonam, ale mogę pomóc. W końcu walczę o mój dom! - Jej oczy lśniły determinacją.
- Dobrze... ale to nie my zaatakujemy.
Dziewczyna spojrzała na niego wyczekująco, ale Rodger nie wyjaśnił.
- A ja co mam robić? - pisnął Frik.
- Nie przeszkadzać - westchnął łowca.
- No dzięki. Dobrze, pójdę się najeść, będzie wysyp ślimaków i dżdżownic.
- Smacznego - Ashira zaśmiała się lekko. - Mamy jakąś broń? - zwróciła się do Rodgera. - Twój pistolet, prawda?
- Blaster - sprecyzował. - Ale jest nienaładowany.
- Nie masz naboi?
- Nie jest na naboje tylko na baterię słoneczną. Drogie cacko, ale się zwraca. Starczy na strzał, biorę go tylko na wszelki wypadek. Będziemy improwizować. - Rodger wzruszył ramionami, po czym ziewnął. - A teraz prześpijmy się chociaż chwilę.
***
Po kilku godzinach Rodger obudził Ashirę i zebrał swoje rzeczy. Poczekał, aż dziewczyna się obudzi i założy znaleziony w obozowisku płaszcz, który teraz służył jej za posłanie. Był za duży, ale dzięki niemu jej drobna sylwetka wydawała się większa. Oboje

12




założyli kaptury i wyszli z kryjówki.
Jak zapowiedział Frik, noc była dżdżysta. Płaszcze zdążyły przemoknąć zanim dotarli do miejscowej karczmy. Już na zewnątrz słychać było wesołą popijawę.
- Do zobaczenia potem - pisnął Frik, uciekając z rękawa, a potem po nodze na ziemię.
- Nie zdejmuj płaszcza, dopóki ja tego nie zrobię - szepnął Rodger do Ashiry i pchnął mocno drzwi. - Barman! Dwa piwa! - zażądał, przechodząc przez próg.
Wszystkie twarzy natychmiast zwróciły się na nich. Rozmowy ustały.
- A wy tu czego? - Jeden ze zbirów podszedł na chwiejnych nogach, lecz nie tracąc pewności siebie.
- Jesteśmy wędrowcami, których złapał deszcz. Chcemy tylko odpocząć przy kuflu złocistego trunku.
- No to macie pecha... - Bandyta wyprowadził cios, lecz Rodger odparował go przedramieniem i skrzywił się.
Zabolało. Nie będzie tak łatwo.
- Nie szukamy zwady ani kło...
- Brać ich! - krzyknął ktoś spod stołu i kilku osiłków wstało.
Rodger zrzucił płaszcz. Ashira poszła w jego ślady i zaraz śmignęła w głąb karczmy, by przewrócić mały stolik i zza niego rzucać butelkami. Łowca złapał stolik, rozwalił na głowie

13




pierwszego zbira. Drugiego kopnął, posłał na ścianę. Trzeci złapał Rodgera w pasie i podniósł, chcąc rzucić o ziemię, ale butelka rozbiła się na jego potylicy. Puścił łowcę, który wylądował na podłodze średnio zgrabnie, ale nieszkodliwie.
- Dzięki! - rzucił do dziewczyny. Dołożył zbirowi cios w szczękę, a potem kilka z kolana w brzuch, aż ten padł. Ledwo otarł czoło z potu, już musiał uniknąć pięści posłanej w jego brzuch. Skontrował lewym sierpowym, złapał przeciwnika za koszulę i cisnął nim o ladę barową.
Powietrze przeszył krzyk Ashiry. Rodger odwrócił się. Dziewczyna została złapana od tyłu przez bandytę, który przyłożył nóż do jej gardła. Łowca nie zdążył zareagować. Łokieć Ashiry przywalił w żebra napastnika, co wystarczyło, by puścił broń. Kopnięciem w tył kolana sprowadziła go do parteru.
Miała rację, radzi sobie. Rodger nie mógł dłużej podziwiać jej zdolności, bo oto posłany wcześniej na ścianę bandyta zdążył się zebrać. Łowca już widział ten odsłonięty splot słoneczny...
Zamroczyło go. Zatoczył się do tyłu. Uderzył plecami w kant baru, ale nawet nie poczuł bólu.

14




Teraz jego uwagę przykuwał piekący nos, metaliczny zapach i ciepła ciecz na wargach. Grzbietem dłoni otarł usta.
Nie daruje tego. Uderzyła go fala wściekłości i dawne, kompletnie zapomniane uczucie. Satysfakcja. Kiedyś często bywał wciągany w bójki przez taką jedną...
Rosanne.
Chwycił za żeliwny kandelabr. Jednym zamachnięciem wybił kilka zębów. Drugim posłał zbira na ławę, która zamieniła się w drzazgi. Później przestał liczyć. Kiedy nikt więcej nie był w stanie wstać, Rodger odrzucił zakrwawiony świecznik. Dysząc ciężko, rozejrzał się po lokalu. Ashira podeszła do zaciemnionego kąta.
- Nic ci nie jest? - rzuciła w stronę beczek z piwem.
- N-nie. Dziękuję - odparł jej kobiecy głos i zaraz wyszła stamtąd kelnerka. - Mogę się jakoś odwdzięczyć?
- Nie trze-
- Butelkę najmocniejszego co zostało - wtrącił Rodger, rozglądając się po lokalu. Dwóch młodych kuchcików wyszło z zaplecza ze sznurem, by związać nieprzytomnych bandytów, ale alkoholu nie dostrzegł.
- Chyba wypili i rozbili wszystko oprócz piwa... - westchnęła kelnerka.
- Za słabe. Idę się przejść - mruknął, zakładając płaszcz.
***
Zimne nocne

15




powietrze przyjemnie uspokajało, zwłaszcza zapachem minionego deszczu. Rodger odetchnął głęboko, wychodząc z budynku. Ledwie zamknął za sobą drzwi, usłyszał klik odblokowywanego pistoletu tuż przy swojej skroni.
- A ty gdzie? - Głos był zachrypły i zimny.
Kątem oka Rodger dostrzegł ruch. Frik migiem wspiął się na ścianę budynku, z której zeskoczył na napastnika. Ten zaraz złapał gada i cisnął go o ziemię. Ciężki but podniósł się, by zmiażdżyć drobne ciałko jaszczurki... ale Rodger zdążył strzelić. Trafiony między oczy bandyta poleciał do tyłu jak kłoda.
Rodger natychmiast klęknął przy swoim towarzyszu i delikatnie jak tylko umiał podniósł go.
- Frik! Nie umieraj mi tu...
- Nie umrę - pisnął słabo. - Nie zapominaj, że jestem magiczną jaszczurką...
Łebek bezwładnie opadł na dłoń Rodgera. Tylko poruszający się tułów wskazywał na to, że jeszcze żyje.
- Ashira! - wrzasnął Rodger na całe gardło.
Dziewczyna wybiegła z karczmy.
- Pomóż - szepnął, pokazując na dłoniach Frika. Tylko tyle był w stanie teraz z siebie wydusić.
- Chodź. Znajdę miejscowego weterynarza. - Szybko pociągnęła go w stronę

16




odpowiedniego domu, Rodger tuż za nią, uważając, by nieść Frika jak najostrożniej.
***
- Słomiany! Potrzebujemy pomocy - oznajmiła Ashira, wchodząc do chatki.
Rodger posłał jej pytające spojrzenie.
- To przezwisko. Pracuje przy zwierzętach hodowlanych i zawsze gdzieś mu się słoma zapląta. Nie wiem czy on sam pamięta własne imię.
- Jestem! Karmiłem nietoperza. - Młody mężczyzna zaraz podbiegł do Rodgera trzymającego Frika. - Co się stało?
- Sukinsyn cisnął go o ziemię - szepnął łowca.
- Macie szczęście, że trochę badałem jaszczurki. - Uśmiechnął się smutno, oglądając jaszczurkę ze wszystkich stron. - Marnie to wygląda. Jest mocno poobijana i ma złamaną łapkę. Ale kręgosłup nie wydaje się uszkodzony, więc jest nadzieja.
Słomiany przełożył jaszczurkę do ptasiego gniazda i zaraz wylał na nią coś zielonkawego.
- Co to za glut? - spytał Rodger.
- Masa lecznicza dla zwierząt własnego przepisu. Leczy większość uszkodzeń mechanicznych, przyspiesza też gojenie złamań. Nic lepszego nie mam.
- Frik przeżyje - uśmiechnęła się Ashira.
- Skąd wiesz?
- Ma wolę do życia. Wie, że to jeszcze nie ostatnia wasza

17




przygoda.
- Obyś miała rację. - Rodger westchnął cicho, wpatrzony wciąż w jaszczurkę.
- Teraz potrzebuje tylko spokoju i odpoczynku - odezwał się weterynarz. - Wam też się przyda. Macie gdzie przenocować?
- Tak, mojego domu na szczęście nie spalili. - Ashira uśmiechnęła się smutno. - Moja rodzina ucieszy się, goszcząc ich wybawcę.
- Oj tam zaraz wybawcę - mruknął Rodger.
- Możecie wrócić po jaszczurkę rano.
Podziękowali i wyszli, kierując się do domu Ashiry. Mimo nocy, na ulicy kręcili się ludzie uradowani pokonaniem ich prześladowców.
- Wiesz, najbardziej bali się broni palnej. Zwykle są odważni ludzie, którzy sami by sobie poradzili, ale wystarczył jeden strzał w powietrze, by strach ich paraliżował.
- Jakim cudem umiesz tak dobrze się bronić? - zmienił temat. - Przecież jesteś...
- Z wyższych sfer? - wtrąciła. - Polowali na nas ci z niższych. Rodzice najchętniej w ogóle zabroniliby mi wychodzić, ale ja uznałam, że to nie jest rozwiązanie.
Rodger skinął głową i wszedł do chatki, wpuszczony przez Ashirę. Kiedy przekroczył próg, dotarło do niego jak bardzo jest zmęczony. Przywitał się z rodzicami dziewczyny,

18




chociaż nie był w stanie nawet zapamiętać ich imion i poszedł spać.
Rano, po szybkim śniadaniu i umyciu się, wpadł na rozpromienioną Ashirę. Mimo że spała tak krótko, przepełniała ją energia.
- Gotowy, by iść po Frika? - spytała z szerokim uśmiechem.
- Możesz go odebrać beze mnie. Jest jeszcze jedno miejsce, które muszę odwiedzic. Sam. Gdzie jest grób Rosanne?
- Na północ od wioski, przy samotnym dębie. Jej ukochane drzewo. Zaprowadzić cię?
- Trafię - mruknął, naciągając kaptur na głowę.
***
Rzeczywiście, nie miał problemu z odnalezieniem symbolicznego kamienia. Rytualna pierwsza litera słowa "śmierć" była wykuta bardzo starannie. Obcym mu zaś zwyczajem było wyrycie portretu. Niestety, deszcze zmyły farby, ale i w wyblakłych kolorach jej krótkie rude włosy i ostre rysy twarzy wyglądały bardzo podobnie do tych rzeczywistych.
Rosanne. To aksamitne imię ni jak nie pasowało do tej cwanej awanturnicy. Rodger zadarł z nią raz. I to o raz za dużo. Chociaż... inaczej by się nie poznali i nie zaprzyjaźnili. Mimo że widywali się może raz na rok, zawsze znajdowali czas na piwo albo osiem, co najczęściej kończyło

19




się bójką w lokalu i uspokajaniem kobiety.
Jedna z naprawdę niewielu osób na tym świecie, które lubił.
Będzie tęsknił.
Łowca pogłaskał policzek z portretu i ruszył z powrotem do wioski.
***
Kiedy dotarł, Frik już czekał rozbudzony na rękach Ashiry, jeszcze nie w pełni silny, ale nadrabiający entuzjazmem. Na łapce miał opatrunek ze skrawka materiału.
- Widziałeś, co zrobiłem? Widziałeś?
- Oczywiście. Uratowałeś mnie. Dzięki - szepnął Rodger, pogłaskał go po głowie palcem, po czym ostrożnie włożył go do swojego kaptura.
- Nie ma za co, stary. Ruszamy dalej?
Rodger kiwnął głową i założył plecak na ramiona, gotowy do drogi.
- Czekaj! A co ze statkiem? Zaraz ci dam papiery...
- Nie potrzebuję go - przerwał Ashirze.
- To czym innym mogę ci podziękować?
- Niczym. Nie zrobiłem tego dla zapłaty. Są w życiu rzeczy ważniejsze niż pieniądze.
Dziewczyna skinęła głową.
- Zobaczymy się jeszcze kiedyś?
- Pewnie nie - mruknął Rodger, ale widząc smutek w oczach dziewczyny, dodał - Nie wiem. Może.
Rozpogodziła się. - Miło było cię poznać.
- Ciebie też - odparł cicho, lecz szczerze.
- A, jeszcze jedno. Frik to

20




samiczka.
- ...co?
- Weterynarz mi powiedział.
- Frik, czemu mi nie powiedziałeś? -łaś?
- A co to za różnica? Mag nauczył mnie mówić, nie rozumieć wasze zawiłości językowe. Przecież nagle nie zaczniesz mnie traktować inaczej?
- Fakt. Dzięki, Ashira. - Łowca zwrócił się do dziewczyny. - Do zobaczenia.
- Do zobaczenia.
Rodger uśmiechnął się.
Poprawił plecak i ruszył w świat. W końcu gdzieś czekało na niego kolejne zlecenie.

21




Wyrazy: Znaki: