Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Obecnie w pracowni:
ikonka komentarza

rozwiązanie siłoweikonka kopiowania

Autor: ble ble twarz żeńska

grafika opisu

rozwiń




Gdy Wiktoria szła korytarzem słychać było szepty. Wiktoria wyróżniała się z tłumu nie tylko mocnym kolorem włosów, które były wściekle fioletowe. Jej usta pomalowane były na neonowy błękit. Sądząc po nieśmiałych spojrzeniach uczniów nietypowy kolor pomadki wzbudzał zaciekawienie. Przyglądali się jej mimo strachu. Ciuchy miała czarne i obcisłe, gdzieniegdzie ozdobione dużymi kolorowymi agrafkami. Pasek zaopatrzony był w ćwieki. Kolce miała także na pierścionkach, które nosiła na palcach obu dłoni. Gdy szła korytarzem, nawet nauczyciele dyplomatycznie odwracali wzrok.
Po szkole chodziła plotka, że w podstawówce Wiktoria była całkiem normalną, miłą dziewczyną. Plotka jednak nie tłumaczyła w jaki sposób dziewczyna przekształciła się w “potwora”, który tylko wyglądem przypomina człowieka. Uczniowie pokazywali ją sobie palcami, ale tylko wtedy gdy stała do nich plecami. Często szeptali o przewinieniach, za które zapłacili jej rodzice, ale przede wszystkim o tych, których jej nie udowodniono. Nie warto się narażać komuś kto stara się o opinie nieobliczalnej, dlatego większość ekscesów uchodziła jej płazem. Tym

1




bardziej nie należało zwracać na siebie jej uwagi.
- Witaj Vip! - pozdrowił ją jakiś chłopak, wydał jej się znajomy.
Uniosła brew z niedowierzaniem i minęła go, za plecami usłyszała krótki nerwowy śmiech jego kolegów. Obróciła się i napluła mu w twarz. Rozejrzała się, a gdzie padał jej wzrok tam “potulne owce” spuszczały głowy. Nikt nie widział jak z niezadowoleniem pokręciła głową. Cisza, w tej ciszy słyszała bicie własnego serca. Chłopiec wytarł twarz rękawem. Jego wargi trzęsły się od silnych emocji. Gdy odważył się podnieść wzrok ona była już dziesięć kroków dalej.
„Dlaczego oni nigdy nie reagują?” zapytała sama siebie w myśli, a serce znów biło jej jak szalone. Twarz zachowała ten sam kamienny, zimny wyraz, zmarszczyła tylko brwi.
Od paru miesięcy uczniowie nazywali ją VIPem, w sumie podobał się jej ten nowy pseudonim. Był pretensjonalny, ale lepszy od wcześniejszego “Wiki”. Wiki wydawało jej się takie bezbarwne.
Weszła na pierwsze piętro.
- Nie ustepujcie mi drogi, odbieracie mi efekt zaskoczenia - syknęła łapiąc za kark jednego z chłopców, który właśnie się od niej odsuwał.
Jej

2




paznokcie i pierścienie zostawiły na jego szyi czerwone ślady, które chłopiec teraz nerwowo pocierał.
Nie był to pierwszy raz, gdy wydawała tą komendę.
Szybkim ruchem zarzuciła na głowę kaptur, by jej fioletowe włosy nie przyciągały wzroku. Kontynuowała obchód klucząc między uczniami. Witały ją zmrożone zaskoczeniem i strachem twarze, ale nie odsuwali się. Wiktoria nie robiła im krzywdy. Powoli zbliżała się do celu.
Wiktoria w końcu zobaczyła swoją klasę. Uśmiechnęła się złośliwie.
Schowała się pomiędzy uczniami z innej klasy. Przyglądała się swojej klasie, szukając ofiary. Dziewczyny między którymi stanęła milczały, wyczekując, czy zostaną przez VIP zaatakowane. Nie tym razem.
Lysa i Karo idealnie nadawały się do zaczepek. Były wobec siebie takie czułe, dodatkowo Lysa za każdym razem płakała. Właśnie o czymś żywo rozmawiały, ściskając się radośnie.
Wtedy z tłumu wyskoczyła Wiktoria. Karo zamarła w pół zdania. Wzrok VIP utkwiony był w nią. Wiktoria podchodząc szarpnęła Lyse za ramię, gwałtownie wyrywając ją z objęć Karo.
- Co wy lesby? - powiedziała z pogardą.
Odepchnięta Lysa prawie straciła

3




równowagę. Wiktoria odruchowo chwyciła koleżankę, która nieomal upadła. Zamaskowała ten gest pomocy szarpnięciem przyciągając ją do siebie.
Karo odwróciła się do nich plecami.
- Widzę tu wyższy poziom desperacji. Czyżby nawet faceci z symulatorów randkowych cię nie chcieli? – drwiła głośno mówiąc wprost do jej ucha.
Jej paznokcie wbijały się w ramiona koleżanki.
Lysa, której prawdziwe imię brzmiało Katarzyna, podniosła na nią błagalny wzrok. Jakby szeptała „proszę nie”. Z oczu ciekły jej łzy. Karolina zmarszczyła brwi i w gniewie zacisnęła palce na parapecie okna. Gdy pochyliła głowę, jej proste ciemne włosy zasłoniły jej twarz. Zdecydowała się zareagować dopiero gdy VIP ruszyła już na dalszy obchód szkoły, dlatego krzyknęła za nią:
- Wiktoria! Czemu dręczysz Kaśkę?!
Karo skrzywiła się z bólu, gdy dostała w twarz podręcznikiem z biologii.
Klasa 1c miała dziś mieć sprawdzian z tego przedmiotu, więc VIP chwyciła najbliższą z otwartych książek i rzuciła go jako pocisk.
- To moja książka – wyszeptał, zaskoczony jej bezczelnością, niski chłopiec o łagodnych rysach.
- Daj spokój – powstrzymał go

4




kolega, kładąc mu dłoń na ramieniu.
Jednakże, gdy podniósł wzrok z przerażeniem zauważył, że VIP już się do nich uśmiecha. Nie uniknęliby kary, gdyby nie Lysa...
Przed filigranową, zapłakaną blondynką pojawiło się wirujące światełko. Wielkości świetlika, ale świeciło dużo mocniej niż świtlik. Kasia nie wyglądała na oślepioną, mimo iż wodziła za nim wzrokiem.
Zaskoczona Wiktoria ściągnęła kaptur, ruszyła się o parę kroków w prawo by mieć lepszy widok.
- I wszystko już będzie dobrze? – Lysa zadała to pytanie patrząc na wirujące światełko.
Nie usłyszeli odpowiedzi, ale najwyraźniej Lysa ją usłyszała.
- To nic, to i tak lepiej - powiedziała wzruszając ramionami.
Przez chwilę niecierpliwie potakiwała głową, ciągle gapiąc się w światełko. Potem uniosła się lekko nad podłogę, a światło rozrosło się w portal.
- Więc idę z tobą – powiedziała Lysa ocierając ostatnią łzę i włożyła dłoń w portal, który ją połknął.
Zniknęła otoczona oślepiającym światłem.
VIP przybiegła i stała już w miejscu gdzie przed chwilą była jej najsłodsza ofiara. Rozglądała się z zaskoczeniem.
Jedyny

5




logiczny wniosek jaki jej się nasuwał, to że jest chora na schizofrenię. Wiktoria zadrżała zaniepokojona. Rozglądnęła się po uczniach, byli zszokowani i przerażeni. „Ale co tak naprawdę się stało? Lepiej nie dać po sobie znać, że nie wiem co się dzieję” pomyślała. Gdy znów podniosła wzrok wszyscy się na nią gapili. Zmarszczyła brwi, serce waliło jej jak szalone.
- Idę na wagary – oznajmiła niedbale, chcąc uniknąć konfrontacji z uczniami.
- Wiktoriaaaa! – krzyknęła za nią Karo.
Następnego dnia uderzyła Karo za wołanie jej po korytarzu, ale tego dnia nawet na nią nie spojrzała. Musiała teraz pozbierać myśli, ochłonąć.

     
Podczas wagarów podciągała się na osiedlowym trzepaku. Próbowała zgubić gonitwę myśli. Jak dotąd wszystko w jej życiu było nie takie jak chciała, szczególnie... otaczający ją ludzie. Wszyscy sprawiali wrażenie słabych i beznadziejnych. Myślała, że gorzej już nie będzie nigdy. Jednak niejasne przeczucia, pozostawione przez media, podpowiadały jej, że schizofrenia jest gorsza. Myślała o swoim życiu szukając innych omamów. Znalazła parę sygnałów, które potrafiła dopasować do

6




schematu.
“I jeszcze ten dziwny tłum w szkolę, oni nigdy nie reagują. To nie może być realne, zawsze wiedziałam, że coś jest z nimi nie tak.”
- Może to i lepiej – sapnęła przy kolejnym podciągnięciu. – Wszystkie te pierdolone miernoty... – sapnięcie – …są moim złudzeniem – dokończyła.
Rozkurczyła nogi i puściła trzepak, podeszwy jej glanów delikatnie opadły na ziemię. Spojrzała w stronę bloku w którym mieszkała. Nie chciała wracać do rodziców. W domu czuła się tak samo jak w szkole. Rodzice potulnie słuchali jej żądań i już dawno przestali patrzeć jej w oczy. Kopnęła śmietnik, a potem odeszła parę kroków dalej i położyła się na ławce by studiować zalety swojej sytuacji. Schizofrenia nagle przestała wydawać się taka zła, dawała jej nadzieję na polepszenie sytuacji. Była czymś z czym mogła wygrać. Uśmiechnęła się. Bardzo dawno nie czuła się tak lekko na sercu, może dlatego usnęła.
Przyśnił się jej brat. Miał na szyi ślady od sznura, powiesił się dwa lata temu.
- Dlaczego robisz im krzywdę? – zapytał nieśmiało.
Zwyzywała go, używając do tego najmocniejszych przekleństw jakie

7




przyszły jej do głowy. Gdy zabrakło jej słów, zamachnęła się, by go pchnąć... jednak jej ręce bez oporu przeleciały przez ducha. Nieomal upadła. Cofnęła się.
- Po co mam z tobą rozmawiać – prychnęła odwracając się, ale tam gdzie przed chwilą był park teraz była ściana. Droga ucieczki została zablokowana.
Stali teraz w ciasnym kwadratowym pokoju o niezidentyfikowanym źródle światła.
- Jesteś gorsza od ludzi którzy mnie zabili.
- Sam się zabiłeś – warknęła. – Nigdy nikogo nie poprosiłeś o pomoc. Nigdy się nie broniłeś. Byłeś po prostu głupi. Wstyd mi za ciebie - to powiedziawszy splunęła z pogardą.
Spuściła głowę przypominając sobie jak napadała jego oprawców i biła ich, wyładowując na nich swoją wściekłość. Oni też się nie bronili. Zawsze gdy przechodziła korytarzem, spuszczali głowę.
- Nienawidzę cię – szepnęła do brata. – Byłeś tak bardzo beznadziejnie słaby, że w ogóle mi cię nie szkoda! – wrzasnęła.
- Przeraża cię cisza? – zapytał kuląc się.
- Bo jestem samotna! Samotny wilk pośród owiec!
- Jeśli chcesz by ktoś cię ukarał… - kontynuował.
- Nie mam żadnych powodów by

8




cię słuchać!
Vip kopnęła ścianę tak mocno, że ta się rozpadła ukazując za sobą nieprzenikniony mrok. Wiktoria zerwała się ze snu. Chwyciła dłonią obolały kark, skrzywiła się.

     
Nauczyciele codziennie wypytywali ich o Lisę, która w środku lekcji uciekała i od trzech dni nie wróciła do domu. Paru uczniów twierdziło, że widziało ją biegnącą po schodach. Potwierdzało to podejrzenia Vip, że ma schizofrenię.
Od czasu ucieczki Lysy, w klasie było cicho i ponuro.
W tej chwili dziewczyny w strojach wueficznych zmierzały w stronę boiska szkolnego.
- Wszyscy wiedzą, że to przez ciebie Lysa uciekła.
Wiktoria obróciła się i spojrzała z zaskoczeniem na chłopca, który śmiał ją o coś oskarżać.
- Znęcałaś się nad nią. Lysa nie wytrzymała - kontynuował.
- Moja wina? - obruszyła się Vip.
Przypomniała sobie w końcu skąd go zna. To jemu trzy dni temu napluła w twarz, bo się z nią przywitał.
- Nie ucieka się z domu, bo ktoś cię nazwał lezbą! – roześmiała się. – Czy słowo lezba ma jakiś negatywny wydźwięk? Pod jak grubym kloszem trzeba żyć, żeby się obrażać o takie żarty? A w ogóle to co ty tu mały robisz?

9




– popchnęła go. – Chcesz nas podglądać podczas wuefu? Gap się przez okno w klasie, zboczeńcu.
- Vip! Coś jest nie tak – usłyszała drżący głos Karoliny. – Coś jest nie tak – Karo z przerażenia zaczęła płakać. Ryczeć.
Zamiast boiska zobaczyły gęste szuwary, a za nimi jezioro, po którego tafli ślizgała się mgła. Przeszły ją dreszcze.
- Naprawdę mam schizofrenie – szepnęła przekonując siebie, że to nie jest realne.
Szczególnie niepokojąca była ta mgła. Wyglądała bardziej jak unoszący się w powietrzu gęsty pył. Pył jednakże zdążyłby już opaść.
- Widzicie to, prawda? – zapytał chłopiec.
- Tam na środku chyba coś się unosi – szepnęła jedna z dziewcząt.
W jakiś magiczny sposób, wszystkich nagle ogarnęło przekonanie, że pośród mgły na wodzie dryfuje Lysa.
Vip szarpnęła Karo, a gdy to jej nie pobudziło, uderzyła ją pięścią w twarz:
- Biegnij po higienistkę – krzyknęła.
Karo nieprzytomnie kiwnęła głową. Jej policzek był do krwi przeorany kolczastymi pierścieniami Wiktorii.
Zaraz po tym, Vip zapuściła się przez szuwary w stronę jeziora.
Cała klasa ruszyła za nią, trzymali się jednak

10




z tyłu, za Wiktorią. Karo nie pobiegła po higienistkę, była częścią tłumu.
- Nie wejdę tam, nie umiem pływać – szepnęła Karo patrząc na dryfujące w oddali ciało koleżanki.
- Tam w wodzie chyba coś się rusza - szepnęła jedna z dziewczyn.
- Ktoś musi ją ściągnąć stamtąd, ona się utopi – Ance drżał głos. – Ona się utopi.
- Więc płyń – rozkazała Vip.
- Co? – szepnęła Anka. – Ja...
- Płyń! - wrzasnęła Vip.
Pokręciła głową, jej rozedrgane strachem ciało upadło na ziemię, skuliła się, ciągle kręcąc głową. Vip kopnęła ją, potem wytarła buty o Anki koszule.
Rozejrzała się i czepiła drugiej deski ratunku.
- Czy którykolwiek z was jest mężczyzną? – zaadresowała pogardliwe pytanie, do kolegów z klasy. - Kto z was zachowa się po męsku i pójdzie ratować KSIĘŻNICZKĘ Lyse? – „To tylko sen” szepnęła do siebie uspokajająco. Chłopcy rozglądali się po kolegach, lub po prostu odwracali wzrok by się wycofać, chwyciła za ramię, tego który wydał się jej najodważniejszy. – Płyń, książę - rozkazała z nonszalancją.
Popłynął, a za nim woda burzyła się, aż nawet Vip przyznała, że

11




widzi pośród mgły ścigające go czarne macki. Jednak gdy tylko „książę” dosięgnął „księżniczkę” dłonią cała ta mroczna sceneria zniknęła. Leżał rozłożony na szkolnym boisku, a obok leżała Lysa. Nie oddychała. Vip podbiegła i pomogła mu udzielić koleżance pierwszej pomocy.
Wszyscy inni przyjęli rolę nieruchomych gapiów.
Nauczyciel wuefu, który przyszedł minutę później, tak się przejął znalezieniem półmartwej Lysy, że nie zastanawiał się nawet skąd na boisku wzięła się męska część klasy. Zajęcia wueficzne przecież zawsze były prowadzone z podziałem na płcie.

     
Vip bardzo chciała porozmawiać z Lysą, może pomogłoby jej to zrozumieć co się wydarzyło. Jednak Lysa nie wracała do szkoły. Karo i Anka mruczały pod nosem, że powinna odwiedzić i przeprosić Lyse. Dlatego Vip zdecydowała się nie iść.
Skoro nieco opadły emocje powinna była lepiej się teraz czuć, jednak czuła się tylko znudzona. Uciekanie przed obowiązkami, agresywne odpieranie uwag niezadowolonej masy i wszystkie inne zwyczajne dla niej zajęcia teraz nudziły ją. Z niecierpliwością, ale też niepokojem czekała na dalszy rozwój

12




wydarzeń.
Kiedy podczas historii znudzona gapiła się w okno, z zamyślenia wyrwała ją nagła cisza. Parę sekund minęło nim uświadomiła sobie co się działo, gdy nie zwracała uwagi na rzeczywistość. Ciszę rozpoczęły słowa “Nie chce mi się”. Wszyscy gapili się na “księcia”, to on wypowiedział owe słowa.
Nauczycielka bezsilnie dalej usiłowała namówić go by wstał i odpowiedział na zadane przez nią pytanie. Jednak “książę” ją ignorował.
Chłopak jak dotąd był dobrym i grzecznym uczniem.
Ta wewnętrzna przemiana przypadła Vip do gustu. Postanowiła odprowadzić go dziś do domu i lepiej poznać.
- Czemu to zrobiłeś? - zapytała z podnieceniem. Patrzyła na niego wyczekująco. Miała nadzieje, że oto „narodził się” ktoś jej pokroju. W dodatku mężczyzna.
- Co? - zapytał apatycznie.
- Czemu sprzeciwiłeś się nauczycielce? - Szarpnęła go drżącą dłonią, może tak naprawdę po to by go dotknąć.
- Nie chce mi się - odparł obojętnie.
- Jak dotąd byłeś jednak dobrym uczniem... - zmarszczyła brwi zdziwiona.
- Lysa zapytała mnie „po co się wysilasz?” i miała rację, to bez sensu.
Rozczarowanie wbiło ją w

13




ziemię. „Książę” automatycznie przestał ją interesować, zdecydowanie nie był osobą, której szukała. Odchodząc z pogardą napluła mu pod stopy.
Gdy opadły emocje związane z przeżytym zawodem, przeszedł ją dreszcz strachu. Zdała sobie sprawę, że słowa Lysy wywarły na “księciu” zbyt mocny efekt. Wiedziała, że temu co wydawało się logiczne nie można już wierzyć, przyjmując, że naprawdę widzieli jezioro, świat nie rządził się zasadami, które uważała dotąd za realne. Obejrzała się za „Księciem”, wlókł się powoli w stronę domu, bez przekonania.

     
Podczas języka polskiego do klasy weszła spóźniona Karo. Stanęła na środku i z podnieceniem obwieściła:
- Lysa znów uciekła, rozumiecie?!
Nauczycielce wypadła kreda z ręki, a potem przez prawie minutę stała tam pod tablicą jak słup soli.
- To można było przewidzieć – szepnął z rezygnacją „Książę” – Po co w ogóle ją uratowaliśmy?
Karo podeszła do niego i go spoliczkowała:
- Jesteś nieczułym draniem! – krzyknęła z przerażeniem.
- Ej! Nie zapominaj, że to on uratował Lyse – odezwała się któraś z dziewczyn.
Nauczycielka nie odzywając

14




się podniosła kredę i wróciła do prowadzenia lekcji, uciszając kolejne rozmowy groźbami uwag.

     
Po jedenastu dniach ich koleżanka się odnalazła. Na dworcu w Poznaniu. Tym razem Vip poszła ją odwiedzić, nim ktoś powiedział, że powinna to zrobić. Chociaż bała się, że będą ją podejrzewać o życzliwość, to uznała, że przesadą jest by się tym przejmować w takiej sytuacji. Musiała wiedzieć co się dzieje, musiała wiedzieć, czemu tym razem wyrzuciło Lyse tak daleko od domu. Zdziwiła się, że rodzice pokrzywdzonej ucieszyli się na jej widok. Widać nie zdawali sobie sprawy, że to ona jest dręczycielką.
- Cześć siedem nieszczęść! – klepnęła słodką dziewczynkę w łopatki.
Lysa kuliła się pod kołdrą. Vip usiadła obok. „Jeśli jestem winna jej stanu to będzie się mnie bać” pochyliła się by Lysa zobaczyła jej twarz.
- Po co mnie uratowaliście? – spytała apatycznie Lysa.
- By cię uratować – wzruszyła ramieniem Vip.
- Chce wrócić.
- Jak udało ci się wrócić do rzeczywistości tym razem?
- Nie udało mi się przejść tam. Szukałam, uciekałam z domu by szukać posłańca, ale mnie znaleźli i pochwycili. Muszę

15




go znaleźć. Muszę tam wrócić – w jej głosie słychać było cierpienie. – Rozumiesz to, prawda? Pomożesz mi?
Wiktoria z niedowierzaniem uniosła brew, nigdy by się nie spodziewała, że Lysa poprosi ją o pomoc.
- Więc nie byłaś w tamtej innej rzeczywistości? - dopytywała dalej Vip.
- Nie, szukałam przejścia. Pomóż mi. Pomóż mi.
- Nie - odparła odchodząc.
- Pomóż mi.
Vip zamknęła za sobą drzwi.

     
Klasowi wielbiciele okultyzmu i fantastyki wpadli na pomysł, że Lyse i Księcia można odczarować. Po dwu miesiącach przeglądania internetu i starych książek wyklarował się jasny plan zdjęcia klątwy. Niektórzy próbowali rozmawiać o tym z rodzicami, ale nie zostali potraktowani poważnie.
Vip nie uczestniczyła w zbieraniu materiałów, ale przyszła na rytuał. Powiedziano jej, że muszą być na nim wszystkie dziewczyny. Dodatkowo była bardzo zaintrygowana, chciała zobaczyć rytuał i jak najszybciej przekonać się czy podziała.
Szesnaścioro dziewczyn mieściło się w sypialni Lysy na ścisk.
Karo przepchnęła się pomiędzy nimi do okna i zasłoniła zasłony. Potem Lysa usiadła na środku pokoju, a one zamknęły wokół niej

16




podwójny krąg. Karo podała jej jakąś zmurszałą księgę. „Księżniczka” zaczęła czytać, wkrótce wszyscy zapadli w trans.

     
- Nigdy nie będziesz silna – te słowa obudziły Vip.
Naprzeciw niej siedział jakiś chłopak, jego twarz wydała się jej znajoma, pochylał się w jej stronę. Znajdował się nieprzyjemnie blisko, jakieś piętnaście centymetrów od niej. Wpatrywał jej się w oczy jak drapieżnik, który bada swoją ofiarę, czeka na odpowiedni moment do ataku.
- Mam to w dupie – odpowiedziała nonszalancko Vip, były to pierwsze słowa, które przyszły jej do głowy. Jej uniwersalna riposta, używana zawsze gdy nie wiedziała co odpowiedzieć.
- Po co się starać? – zapytał troskliwym tonem.
Wiktoria rzuciła okiem na sytuację, zamaskowała odwrócenie wzroku podwójnym mrugnięciem.
Jej koleżanki otoczone były wibrującymi światełkami. Z takim światełkiem Lysa rozmawiała pamiętnego dnia. Teraz światełek było więcej. Słyszała też szum rozmów, który miał zaskakująco zmienne natężenie.
W jakiś instynktowny sposób chłopiec wydawał się jej większym zagrożeniem. Zagrożeniem, które bezpośrednio dotyczyło jej.
- A

17




czy ja się staram? – roześmiała się sztucznie Vip.
- Starasz się być kimś więcej niż jesteś - kontynuował chłopiec.
- Jeśli ci chodzi o to, że źle ukierunkowuje moją siłę, to tak, wiem o tym - odparła arogancko.
- Chodź ze mną do świata, gdzie nie trzeba się starać.
W tym momencie zauważyła, że Lysa wstała, była uśmiechnięta. Wiktoria ze strachem szybko wróciła wzrokiem do chłopca. Potraktował ją karcącym spojrzeniem. Znajdował się teraz jeszcze bliżej, czuła jego oddech. Jego ręka podpierała się na jej kolanie. Vip się nie odsunęła.
- Nie bardzo sobie to wyobrażam – głos jej zadrżał ze strachu, mimo iż tak bardzo starała się ukryć emocje. - To byłoby nudne.
- Lysa tam była, widziałaś jak bardzo tęskniła. Tamta rzeczywistość to jedyne prawdziwe szczęście.
- Idź w cholerę ze swoją jak to się nazywało... demagogia? Manipulacja emocjonalna w każdym razie. Brak ci logicznych argumentów, odpadłeś – wykonała gest zestrzelenia z rewolweru, odgrywając silną i pewną siebie. Wobec niewielkiej przestrzeni, która ich dzieliła, opuszki jej palców dotknęły chłopca.
Chłopiec wstał:
- Całe życie będziesz

18




mieć wyrzuty sumienia – i rozmył się w powietrzu.
Wtedy zauważyła, że jej koleżanki mają w rękach noże, próbowała je im wyrywać, ale ich było czternaścioro, a ona jedna. Drugą ręką chwyciła komórkę, wykręciła 999.
- Moje koleżanki popełniają samobójstwo! Ratujcie je! Pomocy!!!!
Lysy nigdzie nie było.

     
Nie odratowali ich.
Siedząc w poczekalni szpitala Wiktoria zaczęła obdzwaniać chłopców, w końcu jedną z komórek odebrali rodzice.
- Sławek zostawił telefon, jest u kolegi, mówił coś, że wszyscy chłopcy z klasy będą na tej imprezie.
- Więc pański syn nie żyje. – wyrzuciła ze złością i poczuciem bezsilności
- Co takiego?
- Pozwoliliście mu pójść na imprezę pt „Zbiorowe samobójstwo”!
- Co?!
- Czy pani jest papugą? Próbowałam ich ratować, ale byłam sama... sama bezradna. Do cholery! Byłam sama!
Vip rzuciła komórką o ziemię. Wypadnięcie baterii przerwało połączenie.

     
Korytarz był pusty. Vip była już spóźniona na lekcje, w zasadzie to chciała tylko wykonać tą zajebistą scenę „widzi pani, jestem w tej chwili jedyną uczennicą klasy, wszyscy pozostali nie żyją”.
Pod klasą stał chłopiec. Ten

19




chłopiec.
Opierał się o ścianę luzackim gestem.
- I co warto było? – zapytał szyderczo.
Zacisnęła zęby, by nie trząść nimi ze złości.
- Będziesz miała traumę na całe życie.
- Nie złamałeś mnie – odparła rumieniąc się ze wściekłości.
Odchodząc wciąż słyszała jego śmiech. Powtarzała jednak w myśli „wygrałam z nim, żyję”.
Kiedy nacisnęła klamkę do drzwi klasy nadal miała nadzieję… nadzieję, że to schizofrenia. Drzwi były zamknięte. Odwróciła się, na szczęście magicznego chłopca już tu nie było. Usiadła pod drzwiami, by zastanowić się co dalej.

     
Vip nieśmiało otwarła drzwi do gabinetu pani pedagog.
- Mam schizofrenię – powiedziała drżąc lekko, jej głos jednak nadal był spokojny.
- O Bożę! Wiktoria! – kobieta zaskoczona i przerażona poderwała się z miejsca. - Co ty tu robisz? Dzwonili z policji, że uciekłaś z celi.
- Mam schizofrenię, prawda? – powtórzyła drżąc trochę bardziej.
- Jak uciekłaś z celi?
Wiktoria pokręciła głową, nie wydawało jej się to ważne.
- Co tam się wydarzyło? – dopytywała się pedagog.
- Nie wiem, nie rozumiem.
Vip nie wyglądała już jak ta

20




przerażająca, zbuntowana nastolatka, którą pedagog znała z opowiadań uczniów. Wyglądała jak skrzywdzone, zagubione dziecko. Coraz bardziej drżała. Zaczęła łapczywie wciągać powietrze do płuc, jak niedoszły topielec.
- Spokojnie – pani pedagog podeszła do niej, mimo strachu. Przytuliła ją, ale utrzymywała jednak pełną gotowość, gdyby dziewczyna zechciała ją zaatakować. – Teraz zadzwonię na policję, dobrze? - zaproponowała.
- Dobrze – odparła machinalnie Wiktoria.
Pedagog uniosła brwi w zdziwieniu. Nigdy wcześniej nie rozmawiała z Wiktorią, była jednak przekonana, że to nie jest typowe zachowanie dla tej nastolatki.
- Poproszę ich by przydzielili ci psychologa - kontynuowała. - Zabiorą cię w bezpieczne miejsce. Wszystko będzie dobrze - Mówiła powoli kierując Wiktorię na swój fotel i sadząc ją tam.
Fotel był duży i miękki. Wiktoria szybko się w nim zatopiła, ale jej ramiona nadal delikatnie drgały. Dziewczyna schowała twarz w oparciu, by zatrzymać dygotanie warg.
Pedagog wykonała obiecany telefon, a później obserwowała dziewczynę. Kobieta zagryzła wargi, powstrzymując napływające pytania, jednak gdy usłyszała

21




sygnał alarmowy zbliżającego się wozu policyjnego, pękła:
- Wiki… Skąd wiedziałaś, że chłopcy też się zabili? – pochyliła się nad Wiktorią – Wiedziałaś że oni planują samobójstwo? Dlaczego tylko ty żyjesz?
Po policzku Wiktorii popłynęła łza:
- Więc to jednak się wydarzyło? – zapytała zagubiona.

22




Wyrazy: Znaki: