Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Obecnie w pracowni:
ikonka komentarza

Demony Przeszyłości #1ikonka kopiowania

Autor: Minia  twarz żeńska

grafika opisu

rozwiń




Prolog.

      Stała oparta o futrynę i patrzyła, jak pakuje wszystkie swoje rzeczy do jednej walizki wielkości jej dwóch małych walizek. Bezsilność i bezradność doprowadzały ją do szaleństwa, kompletnie nic nie mogła zrobić.

     - Nie masz mi nic do powiedzenia? - nawet na chwilę nie przestawał się pakować – co? Uśmiechnęła się i wzruszyła ramionami. To raczej ona powinna się go o to zapytać.

      -Tak, mam – odparła po dłuższej chwili – jedno słowo; wypierdalaj.

     Mężczyzna rzucił jej zdziwione spojrzenie i oderwał się na chwilę od swojej już prawie zapakowanej walizki.

     - Nie planowałem tego – westchnął i uciekł spojrzeniem – wiem, że pewnie w tym momencie mnie nienawidzisz i jest ci cholernie ciężko patrzeć na mnie, ale kiedyś mi wybaczysz.

     Po tych słowach zaśmiała się głośno. Czy on w ogóle zdawał sobie sprawę z tego, co jej zrobił? Jak miała teraz niby żyć? Przez ostatnich sześć lat, to właśnie on był całym jej życiem. Wszystko kręciło się wokół niego. Wspólne zamieszkanie było jednym z jej największych marzeń, a teraz zostanie sama w tej wynajętej kawalerce.

     - Co mam ci wybaczyć? - po raz

1




pierwszy podniosła głos – przekreślenie wspólnych lat, czy może to, że będziesz miał z nią dziecko? Chłopak obrzucił ją niepewnym spojrzeniem.

      - Nie chciałem tego – powiedział ostrożnie – ale musisz mnie zrozumieć. Jestem jej potrzebny.

     A co w takim razie z nią? Przecież jej również był potrzebny.

      -A ja? - teraz już krzyczała – co ze mną? Co z naszymi planami? Pomyślałeś o tym?

     Chłopak jak gdyby nigdy nic wrócił do pakowania.

      -Będą musiały zaczekać na kogoś innego – odpowiedział po dłuższej chwili.

     W jednej chwili znalazła się przy nim, wyrwała mu jedną z jego ulubionych koszulek i cisnęła nią w najdalszy kąt pokoju.

     -Daj, pomogę – warknęła i nie czekając, na jego reakcję zamknęła walizkę z impetem.

     Podniosła ją do góry i poszła z nią w kierunku drzwi wejściowych – wynoś się stąd.

      Gdy w końcu zatrzasnęła za nim drzwi, opadła na podłogę bez sił i rozpłakała się. Łzy mieszały się z tuszem do rzęs, pozostawiając na policzkach czarne zacieki. Chociaż w tym momencie wygląd zewnętrzny liczył się dla niej najmniej. Właśnie straciła cząstkę siebie.

     
Pół roku

2




później.

     Leżała w łóżku i obracała telefon w dłoni. Była niedziela, a ona nie miała kompletnie żadnych planów. Konsekwentnie odrzucała wszelkie propozycje wyjścia na miasto od swoich kilku dobrych przyjaciółek. Ich argumenty o poznaniu kogoś ciekawego i interesującego również jej nie przekonywały; tak naprawdę wciąż chciała tylko tego jednego, który zapewne teraz trzymał w ramionach swojego syna lub swoją córkę i nie mógł wyjść z podziwu dla kobiety, która wydała je na świat. W przypływie złości cisnęła telefonem o leżącą obok pustą poduszkę. Niech go szlak. Właśnie miała przyrządzić sobie coś do jedzenia, gdy nagle na jej sufit spadła bomba, a przynajmniej tak myślała, dopóki nie spojrzała w górę i nie upewniła się, że nic nie spadnie jej na głowę.

     Do tej pory była przekonana, że nad nią nikt nie mieszka; a jeżeli ktoś zajmował to mieszkanie, to na pewno był w podeszłym wieku, a tymczasem basy dochodzące z góry z każdą upływającą sekundą stawały się coraz bardziej niemożliwe do zniesienia.

      -Jasna cholera – zaklęła na głos.

     Niewiele myśląc, wyszła boso z mieszkania na klatkę

3




schodową i skierowała się w kierunku schodów. Kimkolwiek był miłośnik basów, miała zamiar przerwać to natychmiast.

     
Stała pod drzwiami i tłukła w nie pięścią tak długo, aż w końcu ból stłuczonej ręki dał o sobie znać.

      -Co ja wyprawiam – zaczęła rozmasowywać obolałe miejsce – przecież ten ktoś i tak nigdy w życiu tego nie usłyszy. Położyła zdrową rękę na klamce i nacisnęła ją w dół, w nadziei, że drzwi ustąpią.

     
-Pani też nie może już tego znieść? - usłyszała czyjś głos za sobą – widziałam, jak wprowadzał się do tego mieszkania jakiś tydzień temu. Na pierwszy rzut oka, wydawał się takim grzecznym i przyzwoitym chłopcem. Dziewczyna przewróciła oczami, policzyła w myślach do trzech i odwróciła się za siebie.

     -Widzi Pani – obrzuciła starszą kobietę niechętnym spojrzeniem – jak czasami pozory mogą mylić? Niech Pani wraca do siebie, zaraz się z nim rozprawię i znów zapanuje cisza. Staruszka w odpowiedzi kiwnęła głową i posłusznie zeszła na dół po schodach.

     Kiedy młoda kobieta już się upewniła, że nikt jej nie przeszkodzi we w targnięciu do cudzego mieszkania i tym samym

4




naruszenia miru domowego, ponownie nacisnęła klamkę i weszła do cudzego mieszkania.

     Czuła nieznany jej wcześniej dreszczyk emocji, gdy z zaciekawieniem rozglądała się po obcym mieszkaniu. Na ścianach wisiało pełno zdjęć dziewczyny w mniej więcej jej wieku. Średniego wzrostu, szczupła i bardzo ładna brunetka uśmiechała się do niej, delikatnie mrużąc przy tym oczy.

     Tylko jedna fotografia była zupełnie inna niż reszta. Widniała na niej z chłopakiem; stali nad brzegiem jeziora, on delikatnie przyciągał ją do siebie, a ona sprawiała wrażenie osoby bardzo szczęśliwej i zadowolonej z zaistniałej sytuacji. Dziewczyna mimowolnie wyciągnęła rękę przed siebie i delikatnie opuszkami palców dotknęła czarno-białego zdjęcia. Zajęta studiowaniem fotografii nawet nie zwróciła uwagi, kiedy muzyka ustała, a drzwi jednego z dwóch pokoi otwarły się.

     -Kim jesteś? - pytanie wypowiedziane złowrogim tonem przywróciło ją do rzeczywistości – Jakim prawem weszłaś do mojego mieszkania? Kto ci na to pozwolił?

     
Uśmiech, który zagościł na chwilę na jej twarzy, znikł.

      -Nie weszłabym tutaj, gdybyś miał, chociaż odrobinę szacunku do

5




innych lokatorów i słuchał tego wycia po cichu. Chłopak ze zdjęcia przeczesał dłonią włosy.

      -A nie mogłaś zapukać? Mimowolnie zacisnęła zdrową dłoń w pięść.

     -Pukałam – na dowód swoich słów, podniosła lekko opuchniętą rękę do góry – ale przez ten ryk, chyba nic nie słyszałeś.

     Mężczyzna uśmiechnął się przepraszająco i przestąpił z nogi na nogę. Wyglądał całkiem uroczo, gdy nie miał takiego surowego wyrazu twarzy.

      -Eh, przepraszam – westchnął ciężko – nie sądziłem, że to będzie aż tak słychać. Może zaczniemy jeszcze raz?

     Mężczyzna, który dotąd opierał się plecami o framugę drzwi, teraz stał naprzeciw niej z wyciągniętą w jej kierunku ręką.

      -Jasne – wybąkała i chwyciła niepewnie jego ciepłą, mocną i zdecydowaną dłoń – Olivia.

     - Maksym – odparł, zaciskając palce na szczupłej dłoni – widziałem, że spodobały ci się zdjęcia. Szybką zmianę tematu, wzięła za dobry znak i przytaknęła głową.

     - To twoja dziewczyna? - zapytała z nieukrywaną ciekawością – jest śliczna.

     Chłopak chrząknął głośno, starając się w ten sposób zatuszować emocje, które

6




zaczynały brać nad nim górę.

     - Była śliczna – poprawił – bo już nie żyje.

7




Wyrazy: Znaki: