Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Dzisiaj gości: 22
Dzisiaj w pracowni: 0
Obecnie w pracowni:
ikonka komentarza

Skrzacikowe opowieściikonka kopiowania

Autor: Diana P twarz żeńska

grafika opisu

rozwiń




Skrzacikowe opowieści

     
W podziemnej izdebce panował półmrok. Płomienie ognia wesoło trzaskały w rozpalonym kominku. Nieopodal, na bujanym fotelu, siedziała wiekowa już babcia skrzatowa. Przed nią stał mały okrągły stolik cały zrobiony z drewna. Miał jedną grubą nogę z pnia starej sosny i płaski blat – pamiątkę po najstarszym i najgrubszym dębie w Wielkim Zachodnim Lesie. Na stoliku stała filiżanka z gorącą kawą. Para delikatna jak mgiełka roznosiła na całe pomieszczenie jej cudny aromat. Na wprost babci, na posadzce siedziały małe skrzaciki. Każde na swojej ulubionej i wygodnej podusi do siedzenia. Pełne napięcia i oczekiwania wpatrywały się w pomarszczoną twarz starej skrzatowej. Jakąż historię im dziś opowie? Ona jednak nie spieszyła się z opowieścią. Unosiła filiżankę z kawą, pijąc pomału i delektując się każdym łykiem. Wiedziała dobrze, że wanilia, imbir, kardamon, cynamon, szczypta szafranu, garść puchu z białej chmurki i kolorowe nici z tęczy, które dodała do kawy pomogą jej piękniej opowiadać bajki.
- Babciu, kiedy zaczniesz opowiadać? - spytał niecierpliwiąc się mały skrzacik.
- Nudzi mi się

1




– pisnął następny.
- Babciu, co nam dziś opowiesz? - pytał kolejny malec.
- To będzie prawdziwa historia?
- Babcia przed opowiadaniem wypije całą kawę, czy nie?
- Babcia nie może wszystkiego wypić. Musi sobie coś zostawić na później - odpowiedział za babcię.
- Babci już zaschło w gardle? - szepnął z troską kolejny.
- Czy moje małe skrzaciki wiedzą, że nieładnie jest komuś przeszkadzać, gdy robi coś ważnego? - spytała babcia przerywając serię pytań.
- A babcia robi coś ważnego? - zapytał poważnie mały skrzat.
- Piję bardzo ważną kawę - odpowiedziała poważnie na poważne pytanie, lekko uśmiechając się pod nosem.
- Aaaaaaaaa - najmłodszy skrzat dał znać, że zrozumiał.
- A czemu ta kawa jest ważna? - dopytywał starszy skrzacik.
- A co ty się tak pytasz babci. - skarcił go kolejny, wymierzając kuksańca łokciem w ramię kolegi.
- Auuu! - rozległo się wołanie. - Babciu, bo Ilan mnie uderzył - poskarżył się.
- Nie uderzyłem - odparł stanowczo Ilan. - Tylko szturchnąłem. Przeszkadzasz babci - wyjaśnił i nie omieszkał pokazać języka Minkowi, który cały czas masował bolące ramię.
- Dobrze, moje maluchy -

2




odezwała się babcia stanowczym głosem. - Uspokójcie się już i nie dokuczajcie sobie. To bardzo nieładnie Ilanku. - Babcia skarciła go palcem, a potem dodała spokojnym głosem. - Dziś opowiem wam kolejną starą historię z naszej przeszłości. Usiądźcie wygodnie i zamknijcie oczy.
Skrzaciki posłusznie, rozłożyły się wygodnie na swoich podusiach i zamknęły oczęta. Pokój wypełnił się zapachem kawy i przypraw. Te najmłodsze zaczęły już ziewać nim babcia na dobre zaczęła opowiadać bajkę. Skrzatowa pomału opowiadała, a skrzaciki jeden po drugim zasypiały, pogrążając się w niej, jakby same tam były i brały udział w niezwykłych wydarzeniach.
To było bardzo dawno temu, gdy babcia skrzatowa była młodym skrzatem. Wielką Krainę Wiecznej Wody i Wiecznej Zieleni zamieszkiwały skrzaty, elfy, olbrzymi gargowie i waleczne Rady. Choć różnili się od siebie bardzo, to jednak żyli spokojnie każdy lud w swojej części Wielkiej Krainy. Skrzaty zamieszkiwały jej zachodnią część, radowie wschodnią, gargowie północną a elfy południową. Zupełnie tak, jak to jest dziś. Szanowali się wzajemnie i żyli ze sobą w zgodzie, mimo

3




odmiennych obyczajów i tradycji. Odwiedzali się często. Byli dobrymi sąsiadami. Na każdą uroczystość przybywali przedstawiciele pozostałych ludów. Stąd dobrze się znali i wiedzieli o sobie wiele.
Wielka Kraina Wiecznej Wody i Wiecznej Zieleni dzieli się na cztery części: północną, południową, wschodnią i zachodnią. Każda część zaczyna się Wielką Górę, u podnóża której rozpościera się Wielki Las, a za nim kierując się do środka Krainy, znajduje się Wielkie Jezioro. Środek Krainy otacza Wspólna Nizina Wiecznej Wody. Wewnątrz niej leży Wspólna Polana Wiecznej Zieleni ze strzelistą górą o jednym wierzchołku zwaną Wspólną Iglicą. Jest ona widoczna z każdego zakątka Wielkiej Krainy. Na szczycie Iglicy błyszczy z wysoka Wielki Kryształ – serce Wielkiej Krainy. To on daje energię słońcu, które sprawia, że Kraina żyje. Gdy go braknie, Kraina pokryje się śniegiem i lodem. Zrobi się zimno, zamarzną wody i jeziora, a wszystkie rośliny uschną. Nie będzie ciepła, światła i pożywienia. Zginie wszelkie życie. Zginą skrzaty, elfy, gargowie, radowie, wszystkie zwierzęta i cała roślinność Wielkiej Krainy.
Dawno

4




temu o mały włos, tak by się stało …
To był piękny, słoneczny dzień. O świcie zielne skrzaty wyszły do lasu, by nazbierać ziół pokrytych jeszcze poranną rosą. Zioła te mają szczególne znaczenie. Posiadają najwięcej aromatu i cudownych właściwości. Były tam też leśne skrzaty, które zbierały grzyby, jeżyny, jagody, poziomki, orzechy i inne leśne dobrodziejstwa. Skrzaty, jako jedyni, nie tylko jedzą dary ziemi, ale potrafią z nich przyrządzić różne pożyteczne napary. Łącząc ze sobą zioła, owoce i pewne niezwykłe składniki, mogą wyleczyć kogoś z choroby, poprawić mu nastrój, wyostrzyć wzrok, czy sprawić, że będzie niewidzialny. Zwłaszcza małe skrzaty, początkujące w robieniu naparów, muszą bardzo uważać. Wystarczy bowiem pomylić lub pominąć zioła, czy dać nie właściwe proporcje a cały napar się nie uda. Zdarzały się już różne pomyłki. Na szczęście raczej zabawne niż groźne. Dla przykładu pewien skrzat miał zrobić napar drugiemu, by wyostrzyć jego słuch, tymczasem pomylił jeden składnik i zamiast dwóch kłaczków z psiego ucha dodał dwa kłaczki ale z psiego nosa, tym sposobem zamiast

5




wyostrzyć mu słuch, wyostrzył mu węch. Niemiłym skutkiem ubocznym było to, że napar ten nie tylko wyostrza węch ale powoduję, że rośnie nos. I biedny skrzat nie dość, że miał jak one wszystkie kartoflany, to jeszcze całkiem spory, jakby ze trzy kartofle razem wzięte. Na szczęście wszystkie napary działają tylko przez jakiś czas, po którym tracą swoje niezwykłe właściwości. Nos skrzata również wrócił do swych normalnych rozmiarów.
Skrzaty to lud małych ale dzielnych stworzeń. Najwyższe z nich mierzą zaledwie metr wysokości. Serca za to mają wysoce szlachetne. Są bardzo życzliwe dla innych, a w trudnych sytuacjach wykazują się ogromną dzielnością, dużo przewyższającą ich wzrost. Mieszkają w małych ziemiankach w swoich osadach. Uwielbiają towarzystwo innych, doby humor i zabawę, choć najwięcej czasu spędzają na ciężkiej pracy. Wyglądają nieco śmiesznie - niski wzrost, okrągłe buzie, jasne, kręcone włosy sięgające uszu i kartoflane nosy. Na głowach noszą czapeczki z długimi szpicami zwisającymi nad prawym uchem. Każdy ma swój kubraczek w przeróżne odcienie zieleni. Na nogach zaś mają brązowe botki o

6




płaskich podeszwach, zakończone szpicem wywiniętym do zewnątrz.
Wszystkie skrzaty pracowały ciężko od rana. Jedne w Wielkim Zachodnim Lesie, inne na polanie i stokach Wielkiej Zachodniej Góry, inne na wodach Wielkiego Zachodniego Jeziora, a jeszcze inne w swych domach.
Nagle, ni stąd, ni zowąd pojawiła się mgła. Choć nie było wiatru, dość szybko się rozszerzała. Nie było widać skąd nadciąga. Zupełnie jakby okrążała Wielką Krainę i wychodziła jednocześnie ze wszystkich czterech jej stron: z północy, południa, wschodu i zachodu. Wszystkie Krainy ogarnął półmrok. Zrobiło się chłodniej. Zaniepokojone skrzaty wyszły ze swych ziemianek. Taka mgła nie była normalnym zjawiskiem. Było jej za dużo. Była zbyt gęsta i szara, przynosiła ze sobą nieprzyjemny chłód. Na dodatek szybko pokrywała coraz większe obszary i była coraz gęściejsza. Garstka skrzatów z królem na czele podążyła za mgłą, by sprawdzić co się stało. Mgła szła do przodu spowijając Wielką Zachodnią Górę, Wielki Zachodni Las i Wielkie Zachodnie Jezioro. W końcu dotarła do Polany Wiecznej Zieleni i niebezpiecznie zbliżała się do Wielkiej

7




Iglicy. Tam okazało się, że na polanę dotarły także inne ludy wraz ze swoimi królami. Wszystkich sprowadziła tu ta dziwna, gęsta mgła. Spotkali się pod Iglicą. W milczeniu i napięciu czekali na to, co się wydarzy. Mgły było coraz więcej, robiła się coraz gęściejsza i ciemniejsza. Oplotła Wspólną Iglicę i przysłoniła Wielki Kryształ. Z minuty na minutę blask Kryształu słabł. Jego biedne promienie z trudem docierały do słońca. Znacznie się ochłodziło. Z nieba zaczął padać śnieg z deszczem. Z trudem można było dostrzec stojących obok przyjaciół. Wszyscy patrzyli na te zjawiska z niepokojem. Groziło im wielkie niebezpieczeństwo – zagłada całej Wielkiej Krainy.
Królowie ludów zebrali się na naradę pod Wspólna Iglicą. Rozmawiali krótko. Szybko ustalili, że trzeba przemierzyć Wielką Krainę w poszukiwaniu źródła tej mgły. Trzeba odkryć, skąd się wzięła i dlaczego powstała, by móc ją powstrzymać. Ustalili, że z każdego ludu na wyprawę wyruszy troje przedstawicieli. Z pośród skrzatów wybrano starego i bardzo mądrego skrzata Matusa, skrzatowe Debe i Lare. Z pośród elfów: Sabela, Oriona, Migela. Z

8




pośród olbrzymów: Herena, Wikara, Marata. Z pośród radów: Grega, Ruda, Amada.
Podróżnicy ruszyli przed siebie z poczuciem wielkiego i ważnego zadania do wykonania. Mieli ocalić całą Krainę i wszystkich mieszkańców. Postanowili zacząć od północnej części Krainy zamieszkałej przez gargów. Mgła była jednak tak gęsta, że nie wiedzieli, w którą stronę się kierować.
- Co za mgła! - narzekał olbrzym Heren. - Nic nie widać. Jak będziemy się poruszać? W którą stronę mamy iść? - martwił się.
Olbrzymi, choć są wielkich rozmiarów, to odwagi im brakuje. Są bojaźliwi i marudni. Łatwo rezygnują, nie wierzą w siebie.
- Nie martw się, Herenie - odpowiedział mu skrzat Matus, poprawiając za duże okulary, które zleciały na czubek nosa. - Nie możemy się poddawać i wątpić, że nam się uda. Wspólnie coś wymyślimy. Hmm, ktoś z was ma jakiś pomysł?
- Nie widać kory drzew, więc z mchu nie odczytamy, gdzie jest północ - zauważyła skrzatowa Deba.
- Słońca niestety też nie widać. Nie pomoże nam określić kierunków świata - dodał elf Orion.
- Wiedziałem, że sobie nie poradzimy. Nie uda nam się - popłakiwał

9




Heren.
- Nie płacz, Herenie. Coś wymyślimy - pocieszał go Matus znów poprawiając spadające okulary.
Z pomocą przyszli Radowie. Posiadają bowiem niezwykłe umiejętności. Ich zmysły są tak wyostrzone, że nie sposób im się zgubić. Wzrok, dzięki któremu widzą w największych mgłach i ciemnościach. Słuch, który pozwala usłyszeć najcichszy szelest liści, czy najdalsze bzyczenie latającej muchy. Węch, który wyczuwa dalekie i najdelikatniejsze zapachy oraz pozwala bezbłędnie je rozpoznawać. Smak, dzięki któremu z łatwością rozpoznają, które rośliny są jadalne, a które trujące. Skóra ich zaś jest tak gruba, że zetknięcie z kłującą czy parzącą rośliną, nie robi im żadnej krzywdy. Dzięki tym zdolnością są świetnymi tropicielami. Nie sposób zgubić się w ich towarzystwie. Radowie poszli przodem, a reszta uczestników wyprawy za nimi. Trzymali się blisko, by nie stracić Radów z oczu. Wyprawa szła szybko i sprawnie. Nie było kłopotu z jedzeniem, wodą, bezpiecznym miejscem na postój czy nocleg. Minęli Wielkie Północne Jezioro, przeszli przez Wielki Północny Las i schodzili całą Wielką Północną Górę, ale nie

10




znaleźli źródła mgły.
Robiło się coraz zimniej i ciemniej. Wyprawa skierowała się na wschodnią część Wielkiej Krainy. Zeszli z ostatniego zbocza Północnej Góry. Powinni znaleźć się na polanie, przez którą przepływa rzeka. Ich oczom ukazał się jednak inny widok. Stali w bezruchu, nie mogąc uwierzyć w to, co widzą. Przed nimi rozpościerała się ogromna, czarna, przepaść. Nie było polany ani rzeki. Niczego nie było. Między Północną i Wschodnią Górą znajdowała się teraz jedna, wielka przepaść. Była bardzo szeroka i głęboka. Skrzaty dostały gęsiej skórki od samego patrzenia na nią. Gargowie, choć najwięksi, to najbardziej bojaźliwi, cofnęli się kilka kroków do tyłu. Strach obleciał wszystkich na widok tak wielkiej wyrwy w ziemi. Zebrali się, by postanowić, co dalej robić. Było oczywiste, że nie mogą zawrócić. Mają ważną misję do wykonania. Nie ma też innej drogi, by dostać się do wschodniej części Krainy. Musieliby cofnąć się aż do Polany Wiecznej Zieleni, a to kilka dni straty. Tymczasem liczy się każda minuta.
- Co teraz? - spytał rad Rud.
- Nie mam pojęcia - odpowiedział zrezygnowany olbrzym Heren.
-

11




To co wiemy to to, że musimy iść dalej - wtrącił się skrzat Matus. - Nie możemy się poddawać, nie mamy czasu, żeby zawrócić. Musimy coś wymyślić, żeby przedostać się na drugą stronę tej przepaści - mówił poprawiając spadające na czubek nosa okulary.
- Nie uda nam się. Wiedziałem, że nam się nie uda – popłakiwał dalej Heren.
- Nie martw się Herenie i tym razem sobie poradzimy. Musimy wierzyć, że się nam uda, inaczej nasza wyprawa nie ma sensu. - Matus uspokajał go znów poprawiając okulary.
- Tylko co tu poradzić? Nie przeskoczymy tej przepaści jest zbyt szeroka, nie damy rady jej obejść, bo nie widać jej końca - wtrącił się Rud.
- My, mamy pewien pomysł - dołączyła do dyskusji Migel, jedna z elfów. - Możemy spróbować przenieść was na drugą stronę. Potrafimy latać i przenosić ciężary cięższe od nas.
Elfy to lud wyrosły i bardzo mądry. Znają prastare księgi i prastare języki. Są wysocy i szczupli, a skóra ich jest bezbarwna. Wyglądają, jak chodzące sople. Każdy elf ma duże jasnoniebieskie skrzydła. Ubrany jest w jasnoniebieską lub białą długą suknię. Włosy mają długie, falowane, o różnych

12




odcieniach żółci i bieli. Chodzą boso. Mieszkają w ogromnych kielichach kwiatów elfowych, które rosną tylko w ich części Wielkiej Krainy. Każdy elf zamieszkuje jeden kwiat. Tylko one z wszystkich ludów potrafią latać. Do tego były bardzo silne. Nie miały przed sobą łatwego zadania przecież byli z nimi gargowie – lud wysokich i ciężkich olbrzymów. Na dodatek elfów było trzech. Każdy z nich musiałby przefrunąć z jednym skrzatem, jednym gargiem i jednym radem. Nawet dla elfów było to zadanie nie do wykonania. Na przenoszenie każdego z osobna, nie wystarczyłoby im sił, gdyż przepaść była bardzo szeroka.
- To będzie trudne zadanie – Greg zmartwił się - nawet jak dla was. Wszystkich nas nie uniesiecie jednocześnie, a przemierzanie tej szerokiej przepaści trzy razy i to z obciążeniem będzie wysiłkiem ponad wasze siły.
- Hmmm, a gdyby tak wzmocnić was? Dodać wam ponadprzeciętnej siły? - myślał głośno skrzat Matus poprawiając spadające okulary.
- Masz na myśli specjalny napar? - zapytała go Deba. - To jest pomysł, tylko czy mamy wszystko, by go zaparzyć?
- Sprawdźmy. – Matus uśmiechnął się i oboje sięgnęli do swych

13




skórzanych saszetek.
Skrzatowa miała w niej różne zioła i leśne owoce, które zebrała przemierzając Północną Krainę. Wyjęła wszystkie dary ziemi i rozejrzała się uważnie, czy coś może się przydać. Miała ze sobą dojrzałe owoce bzu czarnego, ciemnoróżowe płatki dzikiej róży, sporą garść świeżych liści pokrzywy, ususzone gałązki skrzypu polnego i silny podmuch północnego wiatru. Wystarczy połączyć wszystkie te składniki, dodać kilka kropli potu pracującej mrówki i otrzymamy napar, który da elfom niezwykłą siłę. Będą w stanie przenieść wszystkich za jednym razem na drugą stronę przepaści.
- Mam wszystko oprócz kropel potu pracującej mrówki – westchnęła smutno Deba.
- Ja niestety też nie mam - odpowiedział jej Matus przeszukawszy swoją saszetkę.
- Trzeba będzie szukać mrowiska. Nie mamy wyjścia - zarządził Greg.
- Chwileczkę - odezwała się Mara. - Gdzie ja mam głowę? Powinnam mieć kilka kropli w swojej saszetce. Zdążyłam je zebrać dziś w lesie, zanim pojawiła się mgłą.
Mara podała Debie krople mrówczego potu, a ta w wielkim skupieniu odmierzała i łączyła składniki ze sobą. Nie

14




mogła się pomylić, gdyż wystarczy dodać za dużo lub za mało jakiegoś składnika, by cały napar się nie udał. Po chwili wszystko było gotowe i elfy po kolei piły po kilka łyków tego napoju. Od razu poczuły, jak przybywa im sił. Z łatwością każdy z nich uniósł jednocześnie po jednym skrzacie, gargu i radzie. Wzbiły się w powietrze i bez trudu przeleciały nad przepaścią przenosząc wszystkich na drugą stronę.
Szczęśliwie znaleźli się we wschodniej części Wielkiej Krainy zamieszkałej przez radów. Kraina ta była niezwykła. Pełno w niej było bujnej zieleni i najróżniejszych gatunków zwierząt. Było ich tu najliczniej ponieważ radowie bardzo kochali przyrodę. Choć są myśliwymi, to dzięki swym zmysłom dbają o zwierzęta i rośliny. Pilnują, by żadne zwierze nie zostało zabite bez powodu, a żadna roślina zerwana bez przyczyny. Wolno zabijać zwierzęta tylko wtedy i tylko tyle, by wykarmić osadę. Podobnie jest ze zrywaniem roślin – tylko tyle i tylko wtedy gdy potrzeba. Na co dzień radowie zajmują się pielęgnacją zwierząt i zapewnieniem im jak najlepszych warunków do życia. Dbają o czystość wód, lasów, łąk i

15




gór. Jezioro w tej części Krainy jest wyjątkowo czyste. Zamieszkuje je wiele gatunków ryb, które są przysmakiem radów. Wielki Wschodni Las pokrywają najwyższe drzewa w całej Krainie. Wysoko na splotach grubych konarów radowie mają swoje domy. Całe są z drewna, a dachy pokryte mchem i dużymi liśćmi drzew. Radowie, by dostać się do nich wspinają się sprawnie po drzewach. Dla swoich gości mają przygotowane duże, plecione kosze, które są wciągane na górę za pomocy długich sznurów z lian.
Nastała noc i podróżnicy postanowili przespać się u radów. Gospodarze wraz ze skrzatami i elfami bez trudu dostali się do domów na drzewie. Po smacznej i pożywnej kolacji spokojnie zasnęli na drewnianych łóżkach miękko wyścielonych grubymi i mięsistymi liśćmi drzew. Jedynie gargowie ze względu na swoje rozmiary musieli zostać na ziemi i tu przenocować. Byli bojaźliwi, więc zbili się pod drzewem w ciasną grupkę i tak zasnęli.
O świcie, gdy wszyscy jeszcze spali skrzaty postanowiły odwdzięczyć się swoim gospodarzom i przyrządzić im ich ulubione ryby na śniadanie. Zjechali w koszu na ziemię i po cichutku, nie budząc gargów,

16




udali się nad rzekę. Mgła unosiła się w tym miejscu metr nad ziemią, więc skrzaty dzięki swojemu niskiemu wzrostowi miały doskonałą widoczność. Gęsta mgła znajdowała się ponad ich głowami. Woda była krystalicznie czysta, ryby wydawały się być na wyciągnięcie ręki. Skrzaty nie miały bladego pojęcia o łowieniu ryb. Ich przysmakiem były owoce leśne, nigdy nie miały potrzeby łowić. Nie bardzo wiedząc jak się to robi weszły do wody. Ryb było bardzo dużo, pływały dookoła skrzatów, zanurzonych po pas w wodzie. Wydawało się, że wystarczy wyciągnąć rękę, by złapać jedną. Nie wiele myśląc tak też zrobiły. Zaczęły się rzucać na ryby pływające wokół. Natychmiast ryby zaczęły uciekać w popłochu. Zrobiło się ogromne zamieszanie. Woda wzburzyła się od wyskakujących i wskakujących ryb. Nurt przybrał na sile, gdyż ryby zbiły się w ławicę i zaczęły uciekać razem. Między nimi cały czas stały skrzaty, które dalej uparcie próbowały je łapać. W pewnym momencie nawałnica powaliła małe skrzaty. Te plusnęły jak długie, zanurzając się całe w wodzie. Po chwili wszystko się uspokoiło, nawałnica przeszła, a

17




skrzaty wstały z wody. Były przemoknięte do suchej nitki. Jasne kędziory przykleiły się do odstających uszu, a przydługa grzywka do kartoflanych nosów. Woda kapała strumieniem z ich ubrań. Matusowi okulary spadły na czubek nosa. Wyglądali, jak siedem nieszczęść. W dodatku byli bez zdobyczy. Po rybach nie było śladu. Mokrzy, głodni ale w dobrych humorach wrócili do obozu radów. Cała sytuacja wydała im się zabawna, bo w końcu nic złego im się nie stało. Wyjątkowo rozbawieni byli także radowie, po tym jak usłyszeli od skrzatów w jaki sposób próbowali złowić dla nich ryby.
Po zjedzeniu solidnego posiłku podróżnicy ruszyli dalej. Schodzili całą Wielką Wschodnią Górę, przeszli Wielki Wschodni Las i opłynęli Wielkie Wschodnie Jezioro, ale źródła mgły nie znaleźli. Nie zauważali, żeby w którymś miejscu było jej więcej lub by była gęściejsza. Niektórzy z nich zaczynali się martwić. To już druga Kraina, a oni dalej nie wiedzą, skąd wzięła się ta gęsta mgła, która zagraża ich Krainie.
Nadeszła pora na sprawdzenie południowej części zamieszkałej przez Elfy. Płynąc Wschodnim Jeziorem dotarli do jego

18




zwężenia, gdzie zmienia się w wąską, południową odnogę Wielkiej Rzeki, a ta wpływa do Wielkiego Południowego Jeziora. Mgła nad wodą była wyjątkowo gęsta. Nic nie było widać. Jedynie Radowie, dzięki swym wyostrzonym zmysłom, widzieli i słyszeli więcej, niż pozostali. Nakazali gargom wstrzymać wiosłowanie. Coś wzbudziło ich niepokój. Wykryli jakieś niebezpieczeństwo. Stali w milczeniu w łodzi, wpatrując się w osłupieniu w coś przed nimi. Dopiero po pewnej chwili całej reszcie ukazał się nietypowy widok. W miejscu, gdzie Wschodnie Jezioro zwęża się i wpływa do południowej odnogi Wielkie Wody, znajdowała się wysoka na kilkadziesiąt metrów ściana lodu. Widocznie wody jeziora, poruszone silnym wiatrem, uniosły się i pod wpływem mroźnego powietrza, odczuwalnego w całej Krainie, zamarzły. Zamiast wąskiej rzeki stała olbrzymia ściana lodu. Znów zebrali się, by ustalić co dalej robić. Byli w połowie wyprawy. Wielka Kraina miała coraz mniej czasu, czego dowodem była ta ściana lodu. Przez tę mgłę, która zasłaniała promienie Kryształu, nie było już zimno, ale mroźno. Elfy nie mogły przefrunąć nad tą ścianą, gdyż

19




nie było już napoju dodającego siły ani składników, by go ponownie zrobić.
- A gdybyśmy tak podskoczyli z wami? – podpowiedział Heren, jeden z olbrzymów.
- To jest jakaś myśl – elf Sabel podjął temat. - Jesteście silni na pewno dacie radę nas wszystkich podnieść. Jesteście olbrzymi, więc nie musicie wysoko podskakiwać.
- Ale wszyscy wiemy, że w ogóle nie jesteśmy skoczni - dodała zrezygnowana Mirona, jedna z olbrzymów.
- Hmmm, chyba mogę coś z tym zrobić - wtrącił się Matus, poprawiając spadające na czubek nosa okulary. - Znam przepis na napar dodający wyjątkowej skoczności i lekkości. Jeśli będziemy mieli wszystkie składniki, twój pomysł Herenie może się udać.
- Jakich składników potrzebujesz? - spytała Deba.
- Trochę mchu leśnego, kilka nitek babiego lata, garść dmuchawców, kilka kropli rannej rosy i pyłek zebrany ze skrzydeł cytrynowych motyli.
Skrzaty przeszukiwały swoje skórzane saszetki, by sprawdzić, czy posiadają wszystkie składniki. Szczęśliwie mieli wszystko, co potrzeba, a Matus zabrał się do przyrządzenia napoju. Musiał tę pracę wykonać bardzo dokładnie i starannie, bo wystarczy mała

20




pomyłka, a napój się nie uda. Nieposłuszne okulary, raz za razem, spadały na czubek nosa, skutecznie utrudniając skrzatowi pracę.
- Musisz po powrocie zrobić coś z tymi okularami. Koniecznie! - powiedziała rozkazująco Deba i uśmiechnęła się do przyjaciela.
Wkrótce napar był gotowy. Gargowie pili po kolei, jeden po drugim, po kilka łyków. Natychmiast poczuli w sobie dziwną lekkość i ogromną skoczność. Każdy z nich chwycił na ręce po jednym skrzacie i radzie, a jeden elf usiadł mu na barana. I tak przeskakiwali z nimi jeden po drugim nad ścianą lodu. Znaleźli się w południowej części Krainy, nad Wielkim Południowym Jeziorem.
Południową cześć Krainy zamieszkiwały elfy.
Minęli Wielkie Południowe Jezioro, przemierzyli Wielki Południowy Las i schodzili Wielką Południową Górę, ale źródła mgły nie znaleźli. Wszyscy byli już bardzo zmartwieni. Została do sprawdzenia tylko zachodnia część Krainy, a przecież stamtąd wyruszyli. Nic nie wskazywało na to, by właśnie stamtąd ona wyszła, tam powstała. Oplotła Wielki Zachodni Las i Wielkie Zachodnie Jezioro. Tam nie było źródła mgły. Nie mieli pewności

21




jedynie co do Wielkiej Zachodniej Góry.
Schodząc z ostatniego szczytu Wielkiej Południowej Góry, dotarli na podgórze Wielkiej Zachodniej Góry. Jej najwyższe, strome szczyty pokryte są śniegiem. Na wysokich, stromych stokach rosną lasy świerkowe i sosnowe. Niższe stoki całe skąpane w różnokolorowych łąkach, pełnych polnych kwiatów. W jednym miejscu są niebieskie od chabrów, w innym różowe od górskich goździków, a w jeszcze innym żółte od skalnicy. Maleńkie doliny, znajdujące się u podnóży kolejnych pasm górskich, pokryte są dywanem soczystozielonej trawy. W tamtym momencie nie było widać tych pięknych krajobrazów. Wszystko spowiła gęsta, szara mgła. Wydawało się, że za podgórzem jest gęściejsza, niż wszędzie dookoła.
Przejście przez zachodnią odnogę Wielkiej Wody nie było trudne. Rzeka ta jest wąska, więc z łatwością dostali się na jej drugą stronę. Stamtąd już niewielki fragment podgórza dzielił ich od stoków Wielkiej Zachodniej Góry. W najniższych partiach wspinaczka była relaksującym spacerem. Brakowało tylko widoków. Nie sposób było zachwycać się pięknem otaczającej przyrody. Nie było

22




widać ani kolorowych kwiatów, ani soczystej zieleni traw. Nie odczuwali zmęczenia, gdyż góry w tym miejscu przechodziły w łagodne pagórki. Gdy przeszli przez doliny łąk i traw, zaczął się trudniejszy odcinek drogi. Przed nimi wyrosły wysokie góry pokryte lasami. Szli nieco wolniej po stromych, wąskich ścieżkach. Wysoko nad głowami szumiały korony świerków i sosen. Trzeba było uważać, by nie potknąć się o konary drzew. W każdej chwili można było spaść z wąskich ścieżek wprost do głębokich wąwozów. Najtrudniej było wspinać się olbrzymim gargom. Ich duże stopy nie mieściły się na ścieżkach. Korony drzew mieli zaś na wysokości twarzy. Musieli je odgarniać dłońmi. Przedzierali się przez ten wysoki las, jak przez gęste krzewy. Raz po raz uderzały ich pnie drzew, niczym bicze. Jeden z nich o imieniu Marat poprosił skrzaty o pomoc.
- Matusie, nie znasz jakiegoś naparu, który by nas zmniejszył? Trudno nam się wspinać, a nie chcemy opóźniać podróży. Czas bardzo się liczy.
- Znam pewien napar ale nie wiem czy mamy wszystkie składniki - odpowiedział Matus i poprawił spadające na czubek nosa okulary.
- Czego potrzebujesz

23




tym razem? - spytała Deba.
- Muszę mieć garść czarnych leśnych jagód, kilka kapeluszy kurek, parę pestek poziomek, kilka piórek parzydła leśnego, trzask suchych gałęzi i nieco poświaty księżyca podczas pełni.
Skórzane saszetki skrzatów znów okazały się bardzo przydatne. Wspólnie zebrali wszystkie potrzebne składniki. Skrzaty z wielką starannością i ostrożnością przygotowywały napój. Po chwili, gdy był już gotowy, gargowie pili go jeden po drugim, po kilka łyków każdy. Ledwie skończyli pić, każdy z nich szybko zaczął się kurczyć. Stali się tak mali, jak skrzaty. Było im dziwnie nieswojo ale wiedzieli, że tylko tak przebrną przez ten wysoki i gęsty las. Z tej wysokości świat wyglądał inaczej. Wiele rzeczy, których do tej pory nie zauważali z wysoka, dopiero teraz mogli odkryć. Wielu rzeczom dopiero teraz mogli się przyjrzeć z bliska.
Wyszli z części wysokich lasów. Przed nimi najwyższa część gór – pokryte śniegiem i lodem strome szczyty. Przemierzali je tak jeden po drugim. W pewnym momencie, gdy zeszli z jednego i już mieli się wspinać na kolejny, któryś z radów zobaczył przez mgłę wykutą w

24




skale grotę. Przykuła ona jego uwagę, gdyż do tej pory nie mijali żadnych grot. Najwyższe pasma gór nie są zamieszkałe.
Skierowali się ku tej grocie z wielką ciekawością. Zwłaszcza skrzaty, gdyż to ich część Kariny. Zastanawiali się kto mógł w niej mieszkać. Czyżby jakiś skrzat? To było mało prawdopodobne. Skrzaty to stworzenia bardzo towarzyskie. Żyją w licznych, pokoleniowych rodzinach, a Krainę zamieszkują w osadach. Wszyscy mają swoje indywidualne zadania i obowiązki, których nie może wykonać żaden inny skrzat. Każdy z nich ma inny wyjątkowy dar, którym służy całej wspólnocie. Są więc skrzaty o niezwykłych zdolnościach organizacyjnych, o wyjątkowym darze słuchania, o darze rozweselania, o niesamowitej intuicji, o niezwykłej mądrości, o wyjątkowym głosie, o darze przelewania uczuć na papier i wielu, wielu innych. Gdyby któryś skrzat opuścił osadę, przestałaby ona dobrze funkcjonować. To z kolei zaburzyłoby funkcjonowanie pozostałych osad. Nie da się bowiem zastąpić jednego skrzata żadnym innym. Nie podobna też, by jakiś skrzat sam z siebie wybrał samotność. To wbrew ich naturze. Skrzaty nie potrafią

25




żyć samotnie, bez towarzystwa innych skrzatów.
Weszli do środka groty. Tylko gargowie zostali na zewnątrz, gdyż się nie mieścili. Poza tym wszyscy czuli się bezpieczniej wiedząc, że ktoś z nich pilnuje wejścia. W grocie było ciemno, wilgotno i cieplej niż na zewnątrz. Zdziwili się, że jest jedynym miejscem, gdzie nie ma mgły. Z początku było tak ciemno, że prawie nic nie było widać. Szli obok siebie. Radowie nieco z przodu wyznaczali kierunek, pozostali tuż za nimi. Doszli do szerszej jamy. Było tam dużo cieplej, wilgotniej i jaśniej. Po obu stronach groty, w równych rzędach, wisiały przymocowane do ścian pochodnie. Zapalone rzucały lekkie światło na całe wnętrze. Była to piękna grota. Cała skąpana w białych i bladoróżowych soplach, od których odbijał się blask płomieni. Niektóre sople były tak duże i długie, że spływały do ziemi, tworząc piękne łuki i filary. Ogień mienił się i odbijał od tego cudu, jak od kryształu. Poczuli błogi spokój i odprężenie. Nie było śladu po niedawnym strachu i niepewności.
W samym końcu groty siedziała jakaś jasna postać. Miała delikatne kobiece kształty i długie,

26




jasne, falujące włosy. Ubrana była w długą, żółtą suknię, od której bił niezwykły blask, jakby była uszyta z samych promieni słońca. Na suknię delikatnie opadała z ramion biała, długa i delikatna peleryna. Nie było widać jej twarzy, gdyż miała spuszczona głowę.
Weszli do środka groty. Ich nogi delikatnie zapadały się w bardzo miękkim podłożu. Gdy byli pośrodku postać w jasnym ubraniu podniosła głowę i spojrzała na nich. Miała piękne i szlachetne rysy twarzy. Cera była jasna i gładka z bladoróżowymi policzkami, dodającymi jej urody i wdzięku. Duże niebieskie oczy przenikały głębią spojrzenia. Biło od niej piękno, dobro, szlachetność, ale jednocześnie jakiś smutek. Piękna pani wstała i dźwięcznym głosem zapytała ich.
- Jak tu trafiliście? Lepiej stąd uciekajcie.
- Przyszliśmy tu za mgłą - odparł Sabel, jeden z elfów. - Szukamy jej źródła, by ją zatrzymać, inaczej zniszczy ona naszą Krainę i nas wszystkich.
- Niepotrzebnie się trudziliście - odpowiedziała smutno. - Tej mgły nie da się powstrzymać ani cofnąć.
- Skąd masz tę pewność? - dopytywał elf. - Kim jesteś?
- Jestem Elora, wróżka

27




Wielkiej Krainy. Dzięki mnie, do tej pory w waszej Krainie panowały harmonia, ład i zgoda. Teraz przeze mnie waszą Krainę spowiła ta straszna mgła, która niesie śmierć i zagładę. Chciałabym wam pomóc, niestety nie wiem jak. Próbowałam już wszystkiego, bezskutecznie. Wasza piękna Kraina zginie, a ja nie mogę nic zrobić.
- Czemu uważasz, że to przez ciebie mgła spowiła naszą Krainę? Jesteś przecież jej wróżką. – Matus włączył się w rozmowę, poprawiając spadające okulary.
- My wróżki, czerpiemy swoją moc od was, mieszkańców Krain, którymi się opiekujemy. W nocy, gdy śpicie, zbieramy od was wasze radości, dobre uczynki, zadowolenie z dobrze wykonanej pracy, ale i każdą łzę, troskę i smutek. Zanosimy do Solnych Grot i mieszamy z tą niezwykłą solą, by nadać wszystkiemu smak życia. To zapewnia harmonię i ład. Mieszkamy w Solnych Grotach same, wykonując całymi dniami swoją pracę i strzegąc tej cudownej soli. Nie możemy przerwać naszej pracy, gdyż zamiast harmonii i ładu w waszych Krainach, pojawiłyby się oszustwa, podejrzliwość, chciwość, zdrada, zakłamanie, wzajemna wrogość i wojny. Będąc wśród was,

28




obserwując wasze codzienne życie, bardzo was wszystkich pokochałam. Samotność zaczęła mi coraz bardziej doskwierać. Codzienna praca przestała cieszyć. Pragnęłam się z wami zaprzyjaźnić, ale codzienne obowiązki nie pozwalały mi na to. Byłam coraz smutniejsza. W końcu straciłam sens życia. Mgła oplotła moje serce i rozniosła się na całą Wielką Krainę. Choć boli mnie bardzo to, co się z nią dzieje, nie umiem powstrzymać tej mgły płynącej z mojego serca. - Po tych słowach wróżka rozpłakała się z żalu. Krople jej łez spadły na kryształ soli leżący pod jej stopami.
Wszyscy ze smutkiem słuchali tych słów. Nie wiedzieli, że oprócz ich ludów ktoś jeszcze zamieszkuje Wielką Krainę. Tym bardziej nie przypuszczali, że istnieje wróżka, która dba o harmonię i zgodę między nimi. Jak mogli jej pomóc, skoro jej nie znali, a ona sama próbowała już bezskutecznie wszystkiego, by powstrzymać mgłę?
Matus wpadł na pomysł, by spróbować przyrządzić napój, który dodałby wróżce smaku życia. Niestety nie było gotowego przepisu. Musieli go sami wymyślić, wykorzystując swoją wiedzę o ziołach i darach ziemi.

29




Wiedzieli, że to musi być wyjątkowy napar. Smak życia pochodzi z czterech żywiołów i właśnie z nich powinien być sporządzony napar. Potrzebowali więc ziemi, wody, ognia i wiatru. Wysłali radów na zewnątrz groty, by przynieśli ziemię i złapali trochę górskiego wiatru. Ogień wzięli z palących się pochodni. Brakowało tylko wody. Mara odruchowo spojrzała pod nogi szukając na ziemi jej kropel. Spostrzegła, że pod stopami wróżki, na krysztale soli nadal leży kilka kropel jej łez. Były zmieszane z solą, ale nie mieli niczego innego. Musieli zaryzykować i dodać te dwa składniki, czyli wodę i sól, do naparu. Potrzebowali też jakiegoś składnika, który związałby ten napój w jedną wyjątkową całość. Niestety nie mieli przy sobie już nic. Z pomocą znów przyszedł Matus, który na naparach znał się najlepiej ze wszystkich skrzatów. Uplótł kilka nici przyjaźni, która zdążyła ich wszystkich połączyć podczas tej wyprawy. Matus i Deba z wielką starannością przygotowywali napój z żywiołów, soli i nici przyjaźni. Po chwili był gotowy. Wróżka nie mając nic do stracenia wypiła go szybko. Nie mieli pewności, czy zadziała.

30




Nie było dotąd przepisu na odnalezienie smaku, czy sensu życia. Jeśli pomysł na składniki napoju był dobry, to ten wykonany przez nich i tak nie zadziała, gdyż była w nim dodatkowo szczypta soli.
Wszyscy czekali w ogromnym napięciu, co się wydarzy. Wróżka wypiła ostatni łyk. Po krótkiej chwili z wejścia groty słychać było radosne okrzyki gradów. Mgła bledła i cofała się. Wszyscy cieszyli się i ściskali serdecznie. Odszedł strach o losy Krainy i jej mieszkańców. Widmo zagłady było zażegnane.
Gargów opuściła wrodzona niepewność i lęk. Stali się ufni i bardziej pewni siebie. Cała wyprawa nauczyła ich, że nie ma rzeczy i sytuacji nie do pokonania, że nigdy nie jest tak źle, by wątpić i tracić nadzieję. W żadnej sytuacji nie można się poddawać, zawsze trzeba próbować do końca. Poza tym mieli przyjaciół, na których zawsze i w każdej sytuacji mogli polegać. Z ich pomocą, wspólnymi siłami mogą stawić czoła najtrudniejszym sytuacjom.
Wróżka była wszystkim wdzięczna, a zwłaszcza skrzatom. Podróżnicy postanowili zadbać o tak ważną postać Krainy i od tej pory często ją odwiedzać i zapraszać na

31




wszystkie uroczystości, by nie czuła się samotna. Wróżka cieszyła się, nie tylko z powodu uratowania Krainy, ale i dlatego, że znów odnalazła smak życia i wiernych przyjaciół. Widać to było po jej pięknych oczach. Pojawiły się w nich radość i pokój. Okazało się, że istotnym składnikiem nadającym życiu sens jest bliskość drugiej osoby i szczypta soli, która dodaje uczuciom wyrazistości.

      Stara babcia skrzatowa skończyła opowiadać. Skrzaciki ani drgnęły dalej pogrążone w tej historii. Zdawało się, że dopiero teraz docierają do nich ostatnie słowa. Zupełnie jakby były na wspaniałym koncercie, gdzie, gdy orkiestra przestaje grać, słyszy się jeszcze w uszach ostatnie dźwięki cudnej symfonii. Babcia uśmiechnęła się pod nosem. Wiedziała przecież dobrze, że wanilia, imbir, kardamon, cynamon, szczypta szafranu, garść puchu z białej chmurki i kolorowe nici z tęczy, które dodała do kawy pomogły jej piękniej opowiedzieć bajkę.

32




Wyrazy: Znaki: