Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Obecnie w pracowni:
ikonka komentarza

Demony Przeszyłości #5ikonka kopiowania

Autor: Minia  twarz żeńska

grafika opisu

rozwiń




Ręka bolała ją niemiłosiernie. Idiota. I to niby on chciał dać jej szansę? Chyba w głowie mu się klepki poprzestawiały od tego całego pieprzonego ojcostwa. Wściekłość rozsadzała ją od środka i pałała ogromną chęcią mordu. Tylko nie takiego zwykłego, jak wbicie noża prosto w serce, ale bardziej wyrafinowanego z wielogodzinnymi torturami, po których ofiara sama prosiłaby się o śmierć.
Wchodząc na klatkę schodową, potknęła się i zaklęła głośno.
- Cholerny świat – warknęła – czy wszystko musi być dzisiaj przeciwko mnie?
Naprawdę, miała już dość tego dnia i gdyby tylko mogła, z chęcią przesunęłaby wskazówki zegara tak, by był już następny dzień a najlepiej inne stulecie.
Drżącą z nerwów ręką, wsadziła klucz w zamek i weszła do swojego mieszkania, mając szczerą chęć zamknąć się w nim na cztery spusty i już nigdy więcej z niego nie wychodzić.
Raz po raz odtwarzała w głowie spotkanie ze swoim byłym chłopakiem i za cholerę nie mogła pojąć, gdzie miała oczy sześć lat temu.
Przez jej głowę przebiegła myśl, że może faktycznie powinna kogoś poznać i udowodnić nie tylko jemu, ale i sobie, że

1




może bez niego żyć i już go nie potrzebuje.

     Maksym.
Pierwszy raz od kilku dni, w swoim mieszkaniu był totalnie sam i nareszcie mógł odpocząć od Wiktora i jego troski. Autentycznie był wdzięczny tej całej Ricie, że nieświadomie stała się jego wybawicielką od natarczywego przyjaciela.
- Wera – przejechał delikatnie opuszkami palców po jednym z wiszących zdjęć – brakuje mi ciebie.
Całym sobą pragnął usłyszeć jej głos, perlisty śmiech i poczuć delikatny dotyk na swojej skórze. Nigdy nie zapomni tych drobnych dłoni sunących po jego umięśnionym brzuchu w dół, aż do klamry paska; nieodłącznego elementu spodni.
- Kocham cię skarbie – wymruczał – i zawsze będę.
Przed jego oczami pojawił się nagle obraz samochodu, który w ułamku sekundy stanął w płomieniach, a on był zbyt daleko by móc dobiec i ją z niego wyciągnąć. Czuł się winny, i nic nie było w stanie tego zmienić.
- Przepraszam – głos uwiązł mu w gardle – mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz.

     Olivia.
Tak, jak przypuszczała, Fabian poszedł na skargę do swojej matki, a ta zadzwoniła do Irminy. To nie była przyjemna rozmowa, ale przynajmniej upewniła

2




się, że dobrze zrobiła. A jedyną jej winą było to, że nie przywaliła mu jeszcze mocniej. Może wtedy znalazłby w sobie, chociaż odrobinę mężczyzny, a nie jak mały chłopczyk leciał od razu na skargę do mamusi.
- Nie musiałaś go bić – usłyszała, zaraz po odebraniu telefonu – co ci strzeliło do głowy?
Westchnęła cicho i przewróciła oczami.
- Mamo – jęknęła – on sobie zasłużył i …
Już miała powiedzieć, że wcale tego nie żałuje, ale Irmina przerwała jej w połowie zdania.
- Bicie to nie jest rozwiązanie – podniosła głos – pomyślałaś, co będzie, jeżeli złożą na ciebie skargę? Mogą wyrzucić cię ze studiów.
Pierwszy raz słyszała, by wyrzucano ze studiów kogoś, kto tylko się bronił. Przecież zawsze mogła powiedzieć, że ją napastował.
- Mam to w nosie – wymruczała pod nosem – kiedyś myślałam, że jest tylko zwykłym dupkiem, ale teraz wiem, że jest jeszcze cholernym tchórzem i maminsynkiem.
- Dość – usłyszała po drugiej stronie – masz go przeprosić i nie interesuje mnie twoje zdanie na ten temat. Przyjaźnię się z jego matką i nie mam zamiaru tracić przyjaciółki tylko dlatego, że

3




nasze dzieci trochę się pogubiły i nie potrafią dojść do porozumienia między sobą.
Przeprosić? Ona? Myślała, że się przesłyszała. Przecież on złamał jej znacznie więcej niż ona jemu. Do dzisiaj nie wyraził najmniejszej nawet skruchy.
- Nie żartuj sobie ze mnie – podniosła głos – myślałam, że jesteś po mojej stronie.
Po drugiej stronie usłyszała ciche westchnięcie.
- Bo jestem skarbie – usłyszała po dłuższej chwili – tylko nie tak cię wychowałam. Kobiecie nie wypada bić się i to na środku ulicy.
Już miała powiedzieć, że to nie była ulica, a zwykły parking, ale postanowiła odpuścić. To nie miało sensu. Przepraszać i tak nie miała zamiaru, bo nie miała najzwyczajniej w świecie za co.
- Wiem, wiem – przygryzła dolną wargę – miałam damą być.
- Złamałaś mu nos – Irmina nie dawała się spławić – to jest poważna sprawa. Może cię oskarżyć o naruszenie nietykalności cielesnej i zażądać wysokiego odszkodowania.
Zaklęła głośno. Mogła uciąć mu jeszcze język, przynajmniej nie mógłby pleść ozorem na prawo i lewo.
- Czekam na to – odparła wyzywająco – ja go nie przeproszę.
Teraz to jej

4




mama przeklęła.
- Jesteś uparta, jak osioł – warknęła – tylko później nie przychodź do mnie i nie proś mnie o pomoc. Nawarzyłaś sobie piwa, to je wypijesz.
Zanim zdążyła coś odpowiedzieć, Irmina przerwała połączenie. Szukając paczki papierosów w swojej torebce, odrzuciła telefon na bok. Jeżeli za chwilę nie zapali, to zwariuje.

5




Wyrazy: Znaki: