Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Obecnie w pracowni:
ikonka komentarza

Oszustkaikonka kopiowania

Autor: Minia  twarz żeńska

grafika opisu

rozwiń




Rok wcześniej

     Dlaczego to musiało się tak skończyć? Właśnie teraz, kiedy wszystko szło tak dobrze i po mojej myśli.
- Nie będę z kimś – doleciało do moich uszu – kto nie jest ze mną szczery.
Zamknęłam oczy i mocno zacisnęłam powieki. Nic mu nie powiem. Nie mogę. On musi odejść, a ja muszę to przeżyć. Nie on pierwszy i nie ostatni. Ludzie często odchodzą.
- Jasne – mruknęłam bardziej do siebie, niż mężczyzny wiercącego spojrzeniem, dziurę w moich plecach – już się z tym pogodziłam.
Kłamałam, ale jakie to miało znaczenie w tym momencie? Dla mnie żadnego i tak go straciłam.
- Co się z tobą dzieje dziewczyno? - usłyszałam z oddali – nie poznaję cię.
Wzruszyłam ramionami, nie chcąc już nic więcej mówić. Stałam na balkonie, lekko wychylona za barierkę i czekałam, aż trzaśnie drzwiami od mojego mieszkania, a ja będę mogła wykonać telefon i powiedzieć, że plan został wykonany.
- Porozmawiaj ze mną – zamiast spełnić moją niemą prośbę, nadal tutaj był i zaczynał tracić cierpliwość – przestań traktować mnie jak powietrze.
Pokręciłam przecząco głową. Powiedziałam mu już wszystko, co powinien

1




wiedzieć. Czyli nic, oprócz kilku kłamstw, które odkrył, zanim zdążyłam zniknąć bez słowa. Teraz pozostało mi już tylko błagać go w myślach, by nie zobaczył najważniejszego, nim odejdę. Później będzie mi już wszystko jedno.
Poczułam ostre szarpnięcie do tyłu. Ubiegł mnie. W ułamku sekundy stałam odwrócona przodem do niego i wpatrywałam się w obłędnie czekoladowe oczy, których już nigdy więcej nie będzie mi dane zobaczyć. Coś we mnie pękło. Chwyciłam jego przystojną twarz w swoje dłonie i złożyłam na idealnie wyrzeźbionych ustach pocałunek, w którym chciałam zawrzeć wszystkie uczucia, jakie miałam dla tego człowieka.
- Wiki – szepnął, gdy pocałunek się skończył – kocham cię.
Czemu musiał mówić mi coś takiego właśnie teraz? Wcale nie ułatwiał mi i tak już skomplikowanej sytuacji. To wszystko nie tak miało być. W umowie nie było słowa o zakochaniu się, zwłaszcza tym obustronnym.
- Przepraszam – odparłam, powstrzymując łzy i jednocześnie uciekając wzrokiem.
W momencie, gdy chciałam się już odsunąć na bezpieczną odległość; on przyciągnął mnie na powrót do siebie i zaczął obsypywać

2




pocałunkami, na które nigdy nie zasługiwałam. Krzywdziłam go każdym gestem i słowem.
Chwycił moją dłoń, delikatnie pociągnął w głąb mieszkania i dużego małżeńskiego łoża. Wiedziałam, co chciał zrobić i wcale nie miałam zamiaru protestować. Sama nie znalazłabym lepszego pomysłu na pożegnanie. Ostatni raz znaleźć się w jego ramionach, przesiąknąć zapachem uwodzicielskich perfum.
Jutro, gdy obudzi się sam i dotrze do zakochanego umysłu informacja, że mnie już nie ma i nigdy nie będzie, ja będę wystarczająco daleko, by nie musieć patrzeć w oczy przepełnione szokiem, niedowierzaniem i nienawiścią. Chociaż, nie. Nienawiść przyjdzie wtedy, gdy uzmysłowi sobie coś jeszcze gorszego.

     Rok później.

     Uwielbiałam wiosnę, wszystko było takie nowe i świeże; jeszcze nieprzesiąknięte zapachem spalin wydzielanych przez samochody.
Szłam przez park i nuciłam pod nosem kołysankę. Moja najpiękniejsza i najwspanialsza pamiątka po mężczyźnie, bliskiemu mojemu sercu walczyła w wózeczku ze snem przejmującym nad nią kontrolę. Uśmiechnęłam się do niej i na moment zatrzymałam, chcąc pogłaskać ją po aksamitnym i delikatnie

3




zaróżowionym policzku. Gdy tak na nią patrzyłam, zastanawiałam się jak to możliwe, by w ciągu zaledwie kilku miesięcy mogła wywrócić mój świat do góry nogami.
- Jaka śliczna dziewczynka – starszy mężczyzna ukłonił się w naszą stronę – jak ma na imię?
Coś zmroziło mnie w środku. Przychodziłam codziennie do tego parku i jeszcze nigdy go tutaj nie widziałam. Od razu zaczęłam szukać w pamięci, jego twarzy, ale nic nie znalazłam. Z drugiej strony, byłam w mieście, gdzie nikogo nie miałam i byłam nowa. Więc czemu teraz umierałam ze strachu?
- Ma na imię Kaja – odparłam – to córka mojej przyjaciółki, którą się zajmuję, gdy jej mama jest w pracy.
Nie miałam pojęcia, dlaczego kłamałam, ale czułam, że tak trzeba. Chciałam ją chronić za wszelką cenę. W jej żyłach płynęła krew mężczyzny, który kiedyś mnie kochał. Na samo wspomnienie tej miłości, skuliłam się w sobie. To był zły pomysł, żeby wracać do przeszłości. A tym on właśnie dla mnie był. Nawet wymówienie jego imienia sprawiało mi trudność.
- Pięknie – nieznajomy wyrwał mnie z zadumy – ile ma już miesięcy?
Nie podobało mi się jego

4




wypytywanie. Zazwyczaj, gdy ludzie przechodzili obok wózka z dzieckiem, uśmiechali się do niego i szli dalej, a on chciał wiedzieć jak na mój gust zbyt wiele.
- Około pięciu miesięcy – odparłam i chciałam już ruszyć dalej – przepraszam, ale musimy już wracać.
Mężczyzna ukłonił się ponownie; nałożył kapelusz na głowę i odszedł szybkim krokiem. Mogłam odetchnąć z ulgą. To był tylko fałszywy alarm, który obudził moją uśpioną od jakiegoś czasu czujność.

5




Wyrazy: Znaki: