Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Obecnie w pracowni:
ikonka komentarza

Oszustka (rozdział 1)ikonka kopiowania

Autor: Minia  twarz żeńska

grafika opisu

rozwiń




Miałam złe przeczucia. Gdy tylko wyszłam z domu, cały czas towarzyszyło mi nieodparte wrażenie śledzenia każdego mojego kroku. Coś było nie tak. Czułam to.
Szłam szybkim krokiem, raz po raz rozglądając się na boki. W pewnym momencie zatrzymałam się na chwilę, by zapiąć kurtkę ubieraną w pośpiechu. Pomimo wiosny, nadal było chłodno, a ja nie mogłam rozchorować się, teraz kiedy dopiero rozpoczęłam pracę. To była moja szansa doświadczenia czegoś normalnego i oczywistego. W końcu każdy porządny człowiek zarabiał na utrzymanie swoje i rodziny uczciwą pracą. Gdy zapięłam już kurtkę na ostatni guzik, znów się rozejrzałam i ujrzałam go. Stał nieopodal mojego mieszkania i przyglądał mi się z głupim uśmiechem na ustach. Znalazł mnie, tylko jak? Przecież pozacierałam wszelkie swoje ślady, dbając o każdy najmniejszy szczegół, zerwałam kontakt z ludźmi uważającymi mnie za swoją przyjaciółkę a on i tak trafił na mój trop. Przez krótką chwilę, myślałam nad tym, co należałoby teraz zrobić. Udawać, że go nie widzę czy wmawiać mu chwilowy zanik pamięci. W jednej sekundzie podjęłam decyzję. Na drżących nogach z

1




nerwów skręciłam w jego stronę.
- Udało ci się mnie znaleźć- powiedziałam do niego, bez wcześniejszych uprzejmości. Mikołaj był ostatnią osobą, jaką pragnęłam spotkać w tym mieście po tak długim czasie.
Chłopak wzruszył ramionami, wsadził sobie do ust papierosa, którego swoim starym zwyczajem wcześniej miał włożonego za ucho i podpalił, głęboko się nim zaciągając.
- Tęskniłem – odparł wymijająco, mierząc mnie spojrzeniem.
- Daruj sobie – prychnęłam – nie jesteś zdolny do takich uczuć.
Dopóki stał w tym samym miejscu i nie starał się do mnie zbliżać, byłam pewna siebie, ale to mogło ulec zmianie w każdej chwili. Mikołaj był nieprzewidywalny.
- Wyładniałaś – kompletnie nie zwrócił uwagi na moje słowa – chociaż zawsze byłaś niczego sobie.
Na końcu języka miałam ciętą ripostę, ale wolałam odpuścić. Niech powie mi, czego chce i zniknie.
- Powiedz lepiej, czego chcesz – zażądałam – nie mam całego dnia.
- To chyba proste – oderwał ode mnie spojrzenie szarych oczu – ciebie.
Żołądek, a raczej jego zawartość podeszły mi do gardła. Nie będę znów tego robić. Skończyłam z tym.
-

2




Spłaciłam już swój dług – odparłam ze ściśniętym z emocji gardłem – zgodnie z umową.
W jednej chwili Mikołaj znalazł się przy mnie i próbował przyciągnąć do siebie. Szarpałam się, nie chcąc mu na to pozwolić.
- Oczywiście – wychrypiał – ale wciąż jesteś mi coś winna, za te wszystkie noce spędzane z innym.
Do moich oczu napłynęły łzy. To nie działo się na prawdę, znów będę przeżywała ten sam koszmar. Oddałabym wszystko w zamian za cofnięcie czasu.
- Przecież to ty mi kazałeś – szepnęłam – przypomnij sobie, jak było.
Poczułam na swoich ustach, jego chłodne wargi. Wymuszał na mnie pocałunek.
- Jesteś moja – wymruczał – dziś wieczorem u ciebie.
Pokręciłam przecząco głową, doskonale zdając sobie sprawę, że moje protesty są na nic. On i tak zrobi, co będzie chciał. Zawsze tak było.

     Jeszcze raz przeszłam po mieszkaniu, upewniając się, że wszystko, co było związane z Leną, zostało schowane. Cieszyłam się, że mogłam ją na tę noc oddać pod opiekę mojej sąsiadki. Kobieta zajmowała się nią każdego dnia, gdy musiałam iść do pracy, lub na uczelnię.
Upewniłam się jeszcze raz, że drzwi

3




do pokoju mojego dziecka są zamknięte na klucz i dopiero teraz odetchnęłam z ulgą. Dopóki nie wiedział nic o istnieniu Lenki, byłam spokojna. Ten drań nigdy nie dotknie jej nawet palcem, a jeżeli pewnego dnia odkryje prawdę i zechce ją skrzywdzić, dając mi w ten sposób nauczkę. To przysięgam, zabiję go. Byłam do tego zdolna.
Dzwonek do drzwi sprowadził mnie na ziemię. Poszłam otworzyć, chcąc mieć go już z głowy.
- Wejdź – rozkazałam – nie chcę, by ktoś cię tutaj widział.
Gdy tylko przekroczył próg mojego mieszkania, od razu zamknęłam drzwi.
- Nie jesteś w sukience – bardziej stwierdził, niż zapytał – od kiedy ich nie lubisz?
- Od kiedy przestałam pracować dla ciebie – odcięłam się – przyszedłeś rozmawiać ze mną o preferencjach ubioru?
Chłopak uśmiechnął się do mnie ironicznie. Tak, stąpałam po cienkim lodzie. Tylko czy to było ważne? Dla mnie nie. Ręce z nerwów zaczęły mi się pocić.
- To mieszkanie – zatoczył krąg dłonią – kupiłaś za ostatnią działkę?
Drań wiedział, gdzie uderzyć by zabolało najbardziej.
- Nie jest moje – kolejny raz w ciągu zaledwie dwóch dni skłamałam gładko –

4




wynajmuję je.
Mikołaj potakująco kiwnął głową. Miałam w nosie, czy mi uwierzył, czy nie. Mógł sobie myśleć, co chciał.
- Gdzie twoi rodzice? - uderzył w kolejny mój czuły punkt – chciałem ostatnio ich odwiedzić, ale sąsiadka powiedziała, że już tam nie mieszkają.
Skuliłam się w sobie na myśl o nich. Przez moje zamiłowanie do robienia głupot, musieli zmienić całe swoje dotychczasowe życie.
-Nie wiem – wzruszyłam ramionami, głośno przełykając ślinę – wyrzekli się mnie i nie chcą znać.
Podobno jedno kłamstwo, ciągnęło za sobą drugie i byłam teraz idealnym przykładem na to. Zawodowa kłamczucha.
- Sama mieszkasz?
Wbiłam wzrok w podłogę. Próbował mnie wybadać, na ile jestem z nim szczera, ale nie ze mną te numery. Czy już zapomniał, że kiedyś byłam w tym najlepsza?
- A niby z kim mam mieszkać? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Świetnie – znów zignorował zaczepkę.
Moje odpowiedzi chyba go usatysfakcjonowały, bo przestał stać nade mną, niczym kat nad swoją ofiarą, tylko usiadł na kanapie i rozłożył ręce po bokach oparcia. Jak idiotka stałam przed nim, zamiast go po prostu wyrzucić i czekałam na

5




ciąg dalszy.
- Powiesz mi w końcu – zażądałam – czego oczekujesz ode mnie?
W odpowiedzi zmierzył mnie spojrzeniem od góry do dołu, dając mi w ten sposób jasno i wyraźnie do zrozumienia swoje oczekiwania. Moje ciało po ciąży zmieniło się. Zaokrągliłam się mocniej w niektórych miejscach. Nadal karmiłam piersią i gdyby nie podwójne wkładki laktacyjne, na mojej bawełnianej koszuli, zapinanej na guziki pojawiłyby się mokre plamy na wysokości pokaźnego biustu.
- Jesteś inteligentna – mruknął po dłuższej chwili – nigdy nie miałaś problemów z dodawaniem dwóch do dwóch. Ułatwię ci jednak zadanie i powiem wprost. Ty prześpisz się ze mną, a ja dam ci święty spokój i już nie będziesz musiała uciekać.
Po moim trupie. Nigdy więcej tego nie zrobię. Na samą myśl, że mógłby mnie dotknąć, robiło mi się słabo.
- Przespać z tobą? - na usta cisnęły mi się same wulgaryzmy – zapomnij. Możesz mnie zabić, nie dbam o to.
Mężczyzna wstał z kanapy i mocno chwycił mnie za rękę.
- To ja cię stworzyłem – warknął – beze mnie jesteś nikim.
Wolałam być nikim bez niego niż kimś przy nim. Gdybym zrobiła to, czego

6




chciał, do końca życia nie spojrzałabym w lustro, chociaż i tak starałam się w nie, nie patrzeć. Za każdym razem, gdy zbliżałam się do niego dwudziestoletnia, drobnej budowy brunetka patrzyła na mnie litościwym wzrokiem i całe szczęście, że nie mogła mówić, bo pewnie usłyszałabym od niej kilka gorzkich słów.
Tęskniłam za normalnym, zwyczajnym życiem bez zbędnych komplikacji i już nie mogłam doczekać się dnia, w którym otwierając, oczy wiedziałabym, że wszystko jest dobrze.

7




Wyrazy: Znaki: