Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Obecnie w pracowni:
ikonka komentarza

Wizytaikonka kopiowania

Autor: BonjurBuonegiorno twarz męska

grafika opisu

rozwiń




Malesin siedział w statku oczekując powrotu swojego homoseksualnego partnera i przełożonego zarazem. Targały nim najgorsze myśli. Przechadzał się w tą i z powrotem co rusz sprawdzając parametry urządzeń dla zabicia czasu. Spojrzał na wybitnomierz i z rozwścieczeniem stwierdził, że to wszystko trwa już za długo. Kiedy przubyli do Keratsu zobaczył po raz pierwszy jednego z gwardzistów reptiliańskiej straży przybocznej. Na ten widok małe serce podeszło mu do gardła. Nie miał nic innego do roboty. Czekanie wymuszało w jego wyobraźni najgorsze scenariusze. Usiadł w fotelu i żeby głupocie stało się zadość, zapiął pasy, po czym znowu je odpiął. Położył głowę na sterze i sapnął ciężko. - Wracaj szybko - Szepnął do siebie.
Oraddon przeszedł do jednej z siedmiu obszernych sal. Każdy miał siedem sal, choćby nie wiem z jakiej kasty się wywodził. Podszedł do olbrzymiego zwierciadła, spojrzał na ręce i poprawił karwasze wykonane ze stali. Grube jak jego dłoń i ciężkie jak jego ręka. Na każdym połyskiwał wzór wykonany z platyny i złota - jego sygnatura. Spojrzał na pysk jeszcze raz. Gdyby zrobił to trzy razy, zhańbiłby

1




się. Zerknął zaledwie na wszystkie kły. Zdrowe - pomyślał. Usłyszał lekki stukot łap o podłoże. Mechasześcionóg wszedł tuż za nim patrząc się nie na swojego pana, ale przed siebie. Stworzenie to zupełnie nie myślało. Było imitacją wymarłego gatunku ichtioimitara. Długi na dwa metry, nie włączając ogona, i szeroki na pół. Gvelseptor Kromikron włożył lniane sukno na łeb, a na sukno hełm oraddona. Przemierzył kawałek drogi i znalazł się przed elektrycznymi wrotami. Wrota rozwarły się i powitano go biciem pięści w pierś. Szpaler gwardzistów rozpościerał się przed nim tworząc korytarz wiodący do gniazda. Spoczął na nim ciężko, naśladując bezczelnie swojego poprzednika - zachowywał pozory. Nie musiał długo czekać. To na niego zawsze czekano. Chudy jak patyk przybysz pojawił się w windzie przypominającej kapsułę, która wychynęła z ziemi ukazując zaledwie jego głowę. Wizytator oczekujący tego co można by nazwać audiencją utknął, winda zatrzymała się. Tu i ówdzie słychać było parsknięcia gwardzistów. Gvelseptor lustrował każdego z osobna chłodnym jak sama śmierć spojrzeniem, co spowodowało przeciwną

2




od zamierzonej reakcję. Oraddon wstał urażony do szpiku kości. Członek gwardii podszedł do windy. - Panie, zacięła się. - Poinformował.
Oraddon syknął ze złości. Zaczęto skrzętnie się uwijać. Ktoś powiadomił mechanika. Ktoś inny próbował daremnie wyciągnąć windę siłą.
- Boże spraw, żeby wszystko się udało. - Pomyślał zamknięty w windzie Illijn. Strach sprawiał, że drżały mu nogi.
Nie czekając na przywitanie, Gvelseptor Kromikron podszedł do windy i wyciągnął swojego gościa za twarz pomrukując coś pod nozdrzami. Ten zaś puszczony powstał z kolan. Zmitygował się w myślach i natychmiast oddał spóźniony pokłon.
- Mmmmów! - Zaryczał oraddon.
- Oraddonie, pprzynoszę ci wwieść... - Wyjąkał Illijn. Jego oddech przemienił się w sapanie. Myślał, że będzie go na to stać, że przekaże nowinę, jak to mówił "prosto w oczy". - Nnasza flota odmawia wzięcia udziału w...
Szybki jak kobra Reptilianin wystrzelił do przodu by zacisnąć dłoń na gardle. Illijn zaczął się krztusić.
- Zdrada. - Powiedział Oraddon zamykając dłoń niczym imadło. Muskyły zamieniły się w stal.
- Kha, kha, kha. -

3




Illijn chciał coś powiedzieć. Coś ważnego. Wiadomym było, że celowo uniemożliwia mu się wyartykułowanie choćby zdawkowego sprawozdania, które rozpoczął. Wiedział o tym aż nazbyt dobrze co go może czekać i stało się. Oczy zaszły mu mgłą, naczyńka krwionośne zaczęły pękać i krew wylała się do mózgu. - Kha... - Dogasał. Właśnie miał sie dowiedzieć czegoś ważnego, czegoś dla niego jeszcze ważniejszego niż jego rzekoma zdrada. Illijn, genetycznie Szarak, niewolnik swoich mistrzów Reptilian, nim dogasło w nim życie, zorientował się, że był duszony z zamysłem, to znaczy powoli. Oraddon napawał się każdą chwilą nim skruszył grdykę. Głowa opadła na ramiona. Zwolnił się uścisk i wiotkie zwłoki rozlazły się na połyskującej podłodze komnaty. Ze stojącego muru gwardzistów wystąpiło dwóch żmijopodobnych żołnierzy przybocznej straży nie wzruszając się widokiem ani ociupeńki - widać był to dla nich widok jeśli nie codzienny, to najbardziej zwyczajny. Nie wypuszczając broni z rąk wzięli pod ramię gibkie truchło i zanieśli na śmietnik.

4




Wyrazy: Znaki: