Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Obecnie w pracowni:
ikonka komentarza

Strażnicy ikonka kopiowania

Autor: Paula twarz żeńska

grafika opisu

rozwiń




Na dworze snuły się deszczowe chmury, które z rzadka przepuszczały promienie słoneczne. Drzewami kołysał zmagający się wiatr i szarpał jasnymi kosmykami Diany, która w biegu uporczywie odgarniała je z twarzy. Była pochmurna jak pogoda. Na ostatnią chwilę zdążyła dobiec do przystanku. Wskoczyła szybko do pojazdu zajmując swoje miejsce. Siedząc w autobusie myślała tylko o wieczornym podglądaczu, zastanawiając się ciągle co on tam robił i czy na pewno to był on. Szybko dotarła pod uczelnie, co krok rozglądając się czy znowu nie ma nieznajomego w pobliżu. Miała wrażenie, że ktoś na nią patrzy. Z jednej strony chciała być już w towarzystwie koleżanek, a z drugiej strony nie miała ochoty odpowiadać na masę pytań jakimi na pewno zasypią ją Ala i reszta. Weszła na uczelnie, jej grupa już stała pod drzwiami. Podeszła do znajomych milcząca. Ala spojrzała na nią z niepokojem, chciała już coś do niej powiedzieć, lecz właśnie wtedy przyszedł pan doktor niosąc stertę kartek. Wpuścił studentów do klasy i bez żadnej zwłoki rozpoczął zajęcia od omawiania kolokwium. Jak zwykle znalazło się kilka orłów, którzy doprowadzili

1




do rozpaczy doktora, kiedy poprawiał ich tragiczne odpowiedzi. Zajęcia minęły całkiem szybko i mimo dobrych wyników z testu, Diana wciąż nie tryskała humorem. Po krótkiej przerwie cały rok spotkał się na wykładach z kardiologii. Ala i Diana weszły do dużej sali wykładowej i zajęły swoje miejsce. W sali panował półmrok, gdyż Pani profesor zawsze na zajęcia przygotowywała rozciągłe prezentacje z mnóstwem rycin i zdjęć. Nie były to najciekawsze wykłady, więc niejeden student dosłownie rozkładał się na stoliku i spał w najlepsze. Ala po długim milczeniu znaczącym wzrokiem spojrzała na Dianę, która starała się ignorować swoją przyjaciółkę udając, że nie widzi jak na nią patrzy. Lecz spojrzenie Ali było nieustępliwe. W końcu Diana nie wytrzymała i zapytała.
- O co Ci chodzi?
- O co mi chodzi ?! – zagrzmiała Ala - Przyszłaś na zajęcia zła jak osa, nic się nie odzywasz, jesteś biała jak ściana, ledwo oczy masz otwarte – wyliczała z wyrzutem – z ręki kapie Ci krew, a Ty się mnie pytasz o co mi chodzi?!
Diana westchnęła ciężko, podparła głowę ręką mówiąc.
- Prawie nie spałam tej nocy, obudziłam się

2




zlana potem, bo kolejny raz śnił mi się ten facet… - zacięła się – mam dość Ala, jestem po prostu zmęczona. To chciałaś usłyszeć?
Ala od razu zmiękła, spojrzała jeszcze raz na bandaż dopytując.
- A co z twoją ręką?
- A aa nic takiego, zaspałam i chciałam szybko zrobić sobie śniadanie. Jak kroiłam bułkę to przekroiłam sobie i rękę – odparła zmęczonym głosem.
Ala pokiwała głową mówiąc.
- Po zajęciach opatrzę Ci tę rękę jak należy, wstyd by fizjoterapeutka chodziła z taką szmatą na ręce.
- Przecież to nie wygląda aż tak źle – zaprotestowała Diana- chociaż… masz rację – dodała patrząc na luźny, krzywo pozawijany brudny bandaż.
Próbowała trochę to poprawić i schować postrzępione krawędzie, a wtedy na wykład wpadła spóźniona Natalia. Otwierając drzwi wpuściła światło z holu do zaciemnionej Sali wykładowej. Oczywiście zwracając tym uwagę wszystkich w tym Pani profesor która zgromiła ją wzrokiem. Natalia jak to Natalia, nie przejmując się z tym zbytnio z burzą długich płomiennych loków i uśmiechem na twarzy bez chwili namysłu zaczęła przepychać się między studentami by usiąść

3




koło swoich koleżanek. Kiedy znalazła się już koło Diany i Ali, rzuciła głośno torebkę na stolik. Zaczęła beztrosko wyciągać fruwające kartki, długopisy i inne rzeczy, ponownie skupiając na sobie uwagę Pani profesor której cierpliwość była na wykończeniu. Dlatego wysokim piskliwym głosem zniecierpliwiona profesorka zapytała.
- Czy zajęła Pani już miejsce?
Natalia spojrzała zaskoczona pytaniem po chwili namysłu odparła niewinnie.
- Tak, tak ... przepraszam
Pani profesor pokiwała tylko głową i wznowiła wykład.
Natalia nie przejmując się tym kompletnie, odwróciła się cała w skowronkach do koleżanek. Od razu zauważyła zabandażowaną rękę Diany.
- Co Ci się stało?!
- Aa nic – burknęła Diana
- Jak to nic? – ciągła dalej Natalia – wyglądasz strasznie!
- Oh… dzięki – oburzyła się Diana – od razu poprawiłaś mi humor.
- Wyglądasz jakbyś nie spała całą noc. Znowu śnił Ci się ten nieznajomy?
- Nie tylko jej się śnił – wtrąciła Ala
Diana spojrzała zawiedzionym wzrokiem na przyjaciółkę, było już pewne, że będzie musiała dokładnie wszystko zrelacjonować Natalii, której ze zdumienia aż szczęka

4




opadła.
- Spotkałaś go?! – zawołała niemal na głos, zwracając ponownie na siebie uwagę wszystkich.
Diana nie miała ochoty odpowiadać.
- No powiedz ?! – dopytywała się wyraźnie podniecona Natalia.
- Mówisz to tak jakbym miała randkę! – oburzyła się – jeśli Ci tak przypadł do gustu to go sobie weź. W końcu będę miała święty spokój.
- Oj przestań, wiesz, że nie o to mi chodzi. Też się o Ciebie martwię.
- No widzę właśnie.
- Ala Ty mi powiedz, co się wczoraj wydarzyło?
Ala Spojrzała na Dianę, jakby chciała uzyskać rozgrzeszenie za to co zaraz powie.
- No więc – zaczęła – nie spotkali się tak twarzą w twarz, pojawił się tylko na chwile pod lasem. Diana akurat była wtedy na balkonie i go zauważyła.
- Śledził Cię?! – zawołała na całe gardło, przez co ponownie naraziła się Pani profesor.
- Drogie Panie – zaczęła ironicznie – czy ja Paniom nie przeszkadzam? - Dziewczyny spojrzały zdezorientowane na nauczycielkę – co jest takie ważne, że cały czas przeszkadzacie mi w wykładzie!
- Yyy nic takiego – odpowiedziała szybko Ala – przepraszamy.
Stara Pani profesor zmierzyła je wzrokiem, założyła

5




ostentacyjnie nogę za nogę i ponownie wróciła do monotonnego monologu o zastawce trójdzielnej. Mimo upomnień i uwag ze strony wykładowcy Natalia długo nie usiedziała w ciszy i ponownie podjęła temat tym razem szeptem.
- Diana, musisz coś z tym zrobić.
- Niby co? – wzruszyła ramionami – wiecie, ja nie jestem pewna czy to w ogóle był on. Było ciemno, mogło mi się wydawać.
Ala tylko spojrzała z politowaniem na swoją przyjaciółkę.
- Diana, sama nie wierzysz w to co mówisz – dodała – po za tym uważam, że powinnaś o tym komuś powiedzieć.
- O czym? – mówiła jak by nie było w ogóle sprawy.
- Że śledzi Cię jakiś nieznany typ!
- I komu ja to powiem?!
- Policji, rodzicom, komukolwiek – dodała Natalia
- Policji – zaśmiała się nerwowo Diana – i co im powiem, że chodzi za mną nieznajomy, którego widzę w snach?!
- A jeśli to jakiś psychopata – ciągła dalej – dzisiaj obserwuje Cię z pod lasu, a jutro może już stać na twoim balkonie.
- Oszalałyście – śmiała się dalej – jestem dorosła, to nie żaden psychopata i nikomu nic nie będę mówić. I wy też nie – przykazała poważnie swoim przyjaciółkom.
-

6




Pomyśl przez chwile o tym – mówiła Ala – Natalia może mieć rację …
- A ty mówiłaś, że da się to racjonalnie wytłumaczyć – przerwała jej szybko – proszę nie mówmy już o tym, jestem padnięta – dodała układając się powoli na ławce.
- Diana, proszę Cię… - ciągła dalej Ala
- Dość - ucięła szybko -Zapomnijcie o tym wszystkim – i zanurzyła głowę w ramionach.
Ala i Natalia spojrzały tylko po sobie nieco zdziwione, a Pani profesor widząc, jak Diana rozkłada się na ławce rzuciła kolejne upominające spojrzenie. Lecz w końcu zapadła cisza, więc profesorka zignorowała ostatecznie jej zachowanie.
Wykład trwał, coraz więcej znudzonych studentów przysypiało chowając się za plecami tych bardziej wytrwałych lub pisząc smsy po kryjomu. Nawet Natalia zainteresowała się w końcu treścią zajęć. Monotonia wykładu nie potrwała długo, przerwało ją ciche chlipanie na końcu Sali. Płacz stawał się coraz głośniejszy i bardziej rozpaczliwy. Drzemiącą Dianę znowu nawiedził koszmar. Ala widząc to dotknęła jej ramienia by ją obudzić. Lecz ona zerwała się nagle z przeraźliwym piskiem spadając z krzesła. W jednym

7




momencie, wszystkie głowy zwróciły się w stronę jasnowłosej studentki. Przelało to czarę goryczy, dlatego z wielką furią w oczach Pani profesor zagrzmiała z katedry.
- Co wy sobie wyobrażacie! Gadacie przez całe zajęcia, upominam, proszę a wy nic! Potraficie tylko spać na wykładach i jeszcze mi tu jakieś wrzaski urządzacie! – krzyczała
Dziewczyny zszokowane całą tą sytuacją nie wydusiły z siebie ani słowa. Patrzyły tylko wielkimi oczami– koniec tego dobrego! Proszę opuścić zajęcia, natychmiast! - rzuciła na pożegnanie wskazując drzwi swoim kościstym palcem.
Ala, Natalia i kompletnie oszołomiona Diana pośpiesznie opuściły zatłoczone pomieszczenie. Usiadły na pierwszej lepszej ławce, która znajdowała się w głównym holu uczelni.
Diana siedziała pół przytomna po środku koleżanek ocierając łzy rękawem, trzęsąc się jak galaretka. Po chwili ciszy Ala zapytała.
- Diana co to było? – ona tylko pokiwała głową wbijając oczy w posadzkę
Milczała tak przez chwilę, w końcu drżącym głosem odpowiedziała.
- To dzisiaj, to się wydarzy dzisiaj …
- Co takiego? – zapytała Natalia – o czym ty mówisz?!
- To nie ten

8




mężczyzna mnie tak przeraża – wyjaśniała – tylko to przed czym tak usilnie za każdym razem uciekam. To nas dopadnie jeszcze dzisiaj.
- Kobieto o czym ty opowiadasz – zawołała zaniepokojona Natalia – czy ty się widzisz? Musisz z tym skończyć, nie można tego tak ciągnąć – wstała i zwróciła się do Ali – zaprowadzimy ją do doktor Paradaj. Patka ma z nią ćwiczenia z podstaw psychiatrii, ma dzisiaj dyżur w Sali na piętrze. Na pewno coś nam doradzi.
- Nigdzie nie idę! – zerwała się z ławki Diana – ja nie oszalałam!
- Chcę Ci pomóc – przekonywała Natalia – opowiesz jej o wszystkim, a ona pozwoli Ci to wszystko jakoś zrozumieć. – i objęła ją troskliwie.
- To jest takie realne – jęknęła
- Wiemy – dołączyła Ala – ale może warto spróbować porozmawiać z kimś kto się na tym trochę zna.
- I co położę się na kozetce, pani Doktor zrobi mi sesje i magicznie wszystko wróci do normalności?
- Masz lepszy pomysł? – zapytała zrezygnowana Ala – nigdy się tak nie zachowywałaś, to do ciebie niepodobne…
Diana spojrzała nieobcym wzrokiem na Alę jak by chciała jej coś przekazać, czego bała się

9




powiedzieć na głos. Czuła coraz bardziej że coś strasznego wisi w powietrzu. Czuła, że nie mają wiele czasu i że lada chwila wszystko się zmieni. Kręciła się nerwowo po korytarzu, podeszła do okna by ukoić umysł widokiem zieleni, lecz zamiast miejskiego parku ujrzała jak po niebie snują się ciężkie bordowo-szare chmury, zasłaniając całe niebo. W oddali pomiędzy gęstymi kłębami migały bezgłośnie błyskawice. Chmury były tak gęste, że ledwo trzymały się sklepienia. Wydawało się, że zaraz opadną i rozleją się po ziemi. Wiatr targała mocno drzewami, które gięły się pod jego naporem jak młode gałązki. Dziewczyny patrzyły z niepokojem na szalejącą pogodę.
- Dobrze, że wzięłam parasol – szepnęła Natalia, przyklejając nos do szyby.
- Na tą burze nie pomoże Ci żaden parasol – skwitowała ponuro Diana i skierowała się na schody.
- A ty gdzie się wybierasz? – zapytała Natalia
- Na taras – kiwnęła głową Diana w stronę piętra - Chce się rozejrzeć po okolicy.
Ala z Natalią rozłożyły tylko bezradnie ręce i ruszyły za nią.
Były już na górze, kiedy do uszu Diany dobiegło ciche skrzypnięcie rozsuwających

10




się drzwi wejściowych. Zaraz po tym poczuła ten tajemniczy i jednoczenie tak bardzo znajomy rześki zapach. Ciarki przeszły jej po skórze, odwróciła głowę i ujrzała dobrze już znaną jej postać stojącą w blasku zamglonego słońca. Zastygła na ułamek sekundy by po chwili bez namysłu jednym susem schować za rogiem.
- Gdzie tak biegniesz? – zdziwiła się Ala. Diana nic nie mówiąc spojrzała wymownie w kierunku wejścia – na co tak patrzysz? – zapytała i podeszła do balustrady. Wtedy ujrzała jak nieznajomy stał tyłem do drzwi, jakby kogoś oczekiwał - Co on tu robi? – wyszeptała Ala
- Nie obchodzi mnie to – sapnęła Diana – chce by stąd zniknął.
Natalia nieco śmielej wychyliła się zza poręczy. Widziała jak blond mężczyzna zaczął rozmawiać z ochroniarzem wypytując go o coś.
- Mamy problem – powiedziała do dziewczyn.
- To wiemy – odburknęła Diana
- Chcę wam powiedzieć, że rozmawia z ochroniarzem, a on wskazał mu salę wykładową- dodała Natalia.
- Na szczęście ktoś nas stamtąd wyciągnął – powiedziała Ala uśmiechając się do Diany – jednak do czegoś się przydają te twoje koszmary.
- Nie rozumiecie

11




– ciągnęła dalej Natalia – skoro pytał o salę wykładową to znaczy, że wie gdzie szukać.
- Wie gdzie mnie szukać! – stwierdziła z przerażeniem Diana – musimy natychmiast opuścić uczelnie.
- Nie! zostajemy tutaj – zaprotestowała Ala. Podeszła do Diany, która ponownie zaczęła panikować i spokojnie dodała – tu Ci nic nie grozi, jesteś na uniwersytecie, to on jest tu obcy.
- No nie wiem – odpowiedziała i zaczęła nerwowo krążyć po korytarzu
Natalia, która cały czas obserwowała nieznajomego z przerażeniem dostrzegła jak ów mężczyzna powoli zmierza w ich stronę – idzie tu! – krzyknęła i pobiegła do koleżanek.
Ala i Diana zaskoczone tym kompletnie znieruchomiały.
- Kuźwa, kuźwa, kuźwa – powtarzała jak mantrę Diana.
- Biegnijcie na koniec korytarza - rozkazała Natalia i popędziła koleżanki.
- A ty ?!- zapytała Diana
- Zagadam go
- Co ?! – zapytały równocześnie Ala z Dianą.
- Zatrzymam go na chwilę, nie ma czasu! – ciągła dalej Natalia wymachując rękami – szybko!
Dziewczyny zaskoczone decyzją swojej przyjaciółki w końcu pobiegły na drugi koniec budynku, gdzie były kolejne schody prowadzące na

12




dół. Diana prowadziła, a Ala biegła tuż za nią. Nie oglądając się za siebie, zbiegły sprawnie po schodach.
Natalia już szykowała sobie przemowę do nieznajomego, lecz on naglę stanął, a potem odwrócił się na jednej nodze i natychmiast zaczął schodzić ponownie w dół. Natalia aż złapała się za głowę. Po krótkiej chwili wahania pobiegła za koleżankami cicho wołając.
- Dziewczyny! Wracajcie!
Lecz one jej nie słyszały, biegły wprost na niego. Diana nie zwalniając wyprzedziła mocno Alę. Była już prawie przy głównych schodach. Oglądnęła się za siebie, a kiedy odwróciła głowę tuż przed nią pojawił się nieznajomy mężczyzna ze snów.
Diana znieruchomiała. Ala również stanęła jak wryta obserwując niespodziewane spotkanie. Nieznajomy patrzył na Dianę przenikając ją na wskroś swoimi błękitnymi oczami.
Nie mogła się ruszyć, nawet nie drgnęła była jak zahipnotyzowana. I wtedy mężczyzna powoli wyciągnął do niej ręce i złapał ją za dłoń. Dianie zabiło mocniej serce, krew szybciej zaczęła krążyć, zrobiło się jej ciepło i nagle lęk jaki jej towarzyszył minął. Nieznajomy uśmiechnął się lekko do

13




niej i rzekł.
- Nie bój się mnie - Diana słysząc ten ciepły kojący głos, poczuła jakby spotkała starego przyjaciela, za którym bardzo tęskniła. Znała ten głos, w jej głowie wiła się myśl, że już kiedyś go słyszała - Diano, chodź ze mną – odezwał się ponownie.
Otworzyła usta by mu odpowiedzieć, już chciała mówić, ale wtedy po korytarzu rozlał się przeraźliwy pisk kobiety. Echo pustego korytarza spotęgowało dodatkowo paniczny krzyk. Diana poczuła, jak z głowy odpływa jej krew z przerażenia. Zaczęło się, dokładnie tak jak w jej śnie. Poczuła ogromną niemoc. Kolejny kszyk, a zaraz po nim ten niski chrapliwi jakby szept zwiastujący najgorsze. Odwróciła twarz w stronę mężczyzny ujrzała w jego oczach troskę, poczuła jak ścisnął jej dłoń mocniej powoli ciągnąc do siebie. Lecz w tym momencie między nich wpadło coś strasznego rozrywając ich dłonie. Wielkie czarne cielsko warczące ochryple rzuciło się na nieznajomego. Powaliło go natychmiast na ziemię, przybliżając niebezpiecznie białe zębiska do jego gardła. Diana struchlała, patrzyła, jak stwór próbuje rozszarpać ów mężczyznę.
- Diana uciekaj! –

14




krzyknął.
Nie miała ochoty go tam zostawiać, chciała nawet mu pomóc, ale nie była to jedyna bestia. Kolejna zbliżała się do Ali. Wielkie jak lew, pokryte czarną lśniąca grubą skórą, z której przebijały się gęsto kolczaste wypustki. Kolce pokrywały całe ciało jaszczura, aż po sam koniec długiego i grubego ogona, którym smagał co chwila tnąc ze świstem powietrze.
I oczywiście wielki rogaty łeb, z wieloma rzędami zębów w paszczy. Szło powoli zbliżając się do swojej ofiary i patrzyło nieustępliwie wielkimi czarnymi jak noc ślepiami. Były to te same puste czarne oczy, które Diana widziała w swoich snach. Jaszczur człapał ciągle w stronę Ali ślizgając się swoimi pazurami po płytkach. Ala z przerażenia stała nieruchoma łkając cicho. Diana rozpaczliwie próbowała znaleźć sposób by pomóc przyjaciółce. Rozglądając się po korytarzu za czymś przydatnym spostrzegła gaśnicę. Natychmiast złapała ją w ręce. Odbezpieczyła i podbiegała do jaszczura, zalewając go spora ilością płynu gaśniczego. Zwierz zawył donośnie, a Ala i Diana korzystając z okazji natychmiast zaczęły uciekać co sił w nogach.
Biegły z trudem

15




łapiąc powietrze, nogi z przerażenia ledwo chciały się ruszać. Ala spojrzała za siebie i ujrzała, jak pędzi za nimi czarny potwór.
- Szybciej! – krzyczała – jest tuż za nami!
Biegły dalej w stronę sali gimnastycznej, już były przy drzwiach czując niemal chrapliwy dech bestii na swoich karkach. Wpadły przez drzwi zatrzaskując je za sobą, lecz bestia nie dawała za wygraną. Stały pośrodku Sali gimnastycznej patrząc, jak jaszczur wyważa drzwi. Ponownie zaczęły uciekać, ich jedyną nadzieją był mały schowek na piłki. Pobiegły w jego stronę, a zaraz za nimi dyszący ze wściekłości stwór. Już były prawie u celu, Diana otworzyła pomieszczenie i obie w ostatniej chwili wpadły do środka. Jaszczur całym swoim pędem grzmotnął o grube drzwi. Uderzenie dodatkowo domknęło mały pokoik odrzucając dziewczyny w tył. Poleciały bezwiednie uderzając o półki, z których pospadały piłki. Zasypane gratami straciły przytomność. Leżały tak przez chwilę, aż w końcu Diana powoli wracała do przytomności. Coraz mocniej dochodziło do jej uszu dudnienie zza drzwi. Zdezorientowana podniosła się powoli, rozglądając się dookoła. Kolejne

16




dudnienie do drzwi, tym razem głośniejsze. Oszołomiona na chwilę kompletnie zapomniała jak się tu znalazła i wtedy spojrzała na jeszcze nie przytomną przyjaciółkę. Przecierając oczy powoli uświadamiała sobie co się przed chwilą wydarzyło. Drzwi zadudniły. Diana skupiła uwagę na hałasie dobiegającym zza drzwi, irytowało ją to okropnie, gdyż zmagało to ból głowy. Uderzenia stawały się coraz mocniejsze i głośniejsze. I wtedy do Diany przebiła się złowroga myśl, która napędzała jej zdrętwiałe kończyny jeszcze 5 minut temu.
- To ten potwór – krzyknęła na głos – zerwała się na równe nogi i zaczęła cucić przyjaciółkę – Ala! Ala! obudź się – błagała rozpaczliwie.
Po kilku sekundach które zdawały się trwać wiecznie, Ala w końcu otworzyła oczy. Zaalarmowana przeraźliwym głosem koleżanki szybko, lecz jeszcze mało przytomnie stanęła na nogach.
- Co … co się dzieje – i złapała się za głowę, kiedy jaszczur kolejny raz dobijał się do drzwi – co tak dudni?
- Musimy uciekać! Ta bestia zaraz się tu wedrze! - wołała roztrzęsiona Diana.
- Co? Jaka bestia – bełkotała Ala, lecz po kolejnym uderzeniu

17




przeszył ją dreszcz, który przywrócił piorunująco świadomość.
Ala z niemym krzykiem na twarzy zaczęła się miotać po składziku, a o drzwi nadal bezustannie walił kolczastym łbem jaszczur by w końcu dorwać swoje ofiary.
Diana odwróciła się za siebie i spostrzegła małe okienko. Natychmiast rzuciła się w jego stronę przedzierając się przez powalone regały.
- Co robisz? – zawołała Ala
- Uciekniemy przez okno! – odpowiedziała dysząc Diana – musimy tylko czymś wybić szybę – mówiąc to potknęła się o coś wywracając się prawie.
- Jesteś cała – jęknęła Ala, oglądając się co chwilę za siebie z lękiem.
- Oszczep! - zawołała radośnie podnosząc się, trzymając w ręku metalowy drąg – tym wybijemy szybę.
Alę nieco zszokowało znalezisko przyjaciółki, lecz w tej chwili jedyne co ją interesowało to wyrwać się jak najszybciej z małej klitki, by uciec od morderczej poczwary, która lada moment wedrze się do środka. Były jak sardynki w puszce, którą sobie jaszczur zaraz otworzy na obiad. Diana zabrała się za wybijanie szyby. Lecz szybko okazało się, że nie jest to takie łatwe. Pierwsze uderzenie jedynie

18




odrzuciło ją w tył. Zamachnęła się mocniej i tym razem rozległ się pierwszy trzask rozbijanej szyby. Uderzała raz za razem i w końcu szyba rozbiła się w drobny mak. Dziewczyny zaczęły powoli wyskrobywać się na ramę okna, lecz w tym momencie donośny chrapliwy skowyt rozlał się po korytarzu. Struchlały w jednym momencie, a dudnienie do drzwi natychmiast ustało. Kolejny skowyt już nieco cichszy. Bestia zza drzwi też zawyła podobnie i pobiegła w stronę rozlegającego się wycia szorując pazurami o posadzkę. Ala i Diana stały przez chwile nieruchomo nasłuchując uważnie.
- Poszedł sobie? – szepnęła po chwili Ala
- Nie mam zamiaru sprawdzać – pokiwała głową Diana – spadajmy stąd, póki mamy okazję – dodała i ponownie zaczęła wskrobywać się na parapet okna.
Po chwili obie były już na zewnątrz. Znajdowały się na tyłach uczelni, gdzie był duży parking. Na dworze było coraz gorzej, wiał mocny wiatr, a gęste chmury jeszcze bardziej zasłoniły niebo. Ponura łuna zalała miasto. Zerwane liście fruwały po drodze tworząc małe trąby powietrzne.
- I co teraz – wysapała Ala
- Nie mam pojęcia – odpowiedziała Diana

19




wbijając oszczep w ziemię rozglądając się po okolicy.
Ala zaplotła ręce na piersiach kuląc się trochę przed porywistym wiatrem.
- Nie możemy tu tak stać i czekać, aż nasz znowu coś napadnie – ciągła dalej.
Diana milczała patrzyła tylko przed siebie ściskając oszczep w dłoni
– O czym myślisz?
Diana w końcu spojrzała na Ale i odparła.
- Nie spodoba Ci się to
- Co ty kombinujesz?
- Myślę …, że musimy odnaleźć tego mężczyznę.
- Co takiego – Ala aż zdębiała, bacznie mierząc wzrokiem przyjaciółkę – powtórz proszę?!
- Uważam, że musimy znaleźć tego tajemniczego mężczyznę – powtórzyła nieco zirytowana czując lekką kpinę w głosie Ali.
- Od dwóch dni od niego uciekałaś, a teraz nagle chcesz go szukać – uśmiechnęła się znacząco – oj mocno uderzyłaś się w głowę w tym składziku.
- Wiesz, że to jedyne wyjście – westchnęła – i nie patrz tak na mnie.
- Masz rację – przytaknęła chuda blondynka – ale ... dlaczego nagle zmieniłaś o nim zdanie?
Diana zmrużyła niebieskie oczy stając twarzą do wiatru, by odgarnąć fruwające długie kosmyki.
- Kiedy go wtedy spotkałam, przy schodach … -

20




zamyśliła się – on po mnie
przyszedł, wiedział co się stanie. Było tak jak we śnie.
Ala westchnęła ciężko i spojrzała poważnie na swoją przyjaciółkę.
- Mam nadzieje, że wiesz co mówisz – skwitowała przyjaciółka
- Ja też - sapnęła Diana – ja też.

     
Bez zbędnej zwłoki ruszyły ostrożnie do głównego wejścia. Diana szła wciąż ze zdobycznym oszczepem, który trzymała w ciągłej gotowości. Szły powoli rozglądając się ciągle, a każdy szmer przyprawiał je o gęsią skórkę. Doszły do głównych drzwi wyjściowych, a właściwie do tego co z nich zostało. Szklane tafle roztrzaskane na setki drobinek, które iskrzyły się w pomarańczowej łunie światła. Z każdym krokiem chrzęściły pod stopami dziewczyn. Przeszły przez pustą i pogiętą futrynę wkraczając na główny hol budynku. Tam wcale nie było lepiej. Wyglądało to jakby stado wściekłych dzikich zwierząt przegalopowało przez korytarz taranując, gryząc i szarpiąc co się da. Piękna do niedawna fontanna, pogruchotana tryskała krzywo wodą na boki. W koło niej rozsypana ziemia z kwiatów, a w niej lśniła ciemnoczerwona ciecz, ciągnąc się dalej po

21




płytkach długą smugą. Na ten widok Diana zatrzymała się na chwilę. Obawiała się, że na końcu krwistej ścieżki znajdzie właściciela owych śladów. Ala złapała ją za rękę i obie niepewnie zaczęły podążać za świeżym śladem krwi. Było jej coraz więcej i więcej. Okrążyły prawie cały stawek, a tuż za nim lśniła kałuża gęstniejącej ciemno-bordowej krwi, strzępy ubrań i plecak, ale ani śladu ciała. Stały tak obie patrząc się na makabryczny obraz czyjegoś nieszczęścia. Uwagę Diany przykuł zakrwawiony plecak, wydawał się jej znajomy. Podeszła bliżej i z przerażeniem spojrzała na Alę.
- O szlak! to plecak Ariela!
- Co ?! jesteś pewna? – wyszeptała Ala.
- Tak – odpowiedziała drżącym głosem Diana - ale gdzie reszta ... nic więcej z niego nie zostało?
- Zeżarły go …całego – dodała zrezygnowanym głosem Ala.
Dianie zrobiło się sucho w gardle. Nie przepadała za swoim kolega, ale nigdy nie życzyła mu takiego końca. Sama myśl, że one same mogły tak skończyć przyprawiało ją o mdłości.
- Co jeśli to samo stało się z Natalia i Patką? - jęknęła Ala ze łzami w oczach.
- Nie mów tak nawet! –

22




zakazała gwałtownie Diana, choć samej ta myśl boleśnie wiła się w głowie.
Ala zasłoniła twarz rękami, próbowała powstrzymać łzy. Diana również ostatkiem sił hamowała emocje. Widok krwi uruchomił im wyobraźnię podpowiadając najgorsze scenariusze.
- Chodźmy dalej- zdecydowała Diana – musimy je znaleźć.
Ala kiwnęła głową, otarła twarz obdartym przedramieniem i ruszyła powoli za Dianą spoglądając jeszcze czasem na plamę krwi.
Ruszyły w stronę otwartych drzwi sekretariatu. Ostrożnie weszły do środka. W pokoju pełno było porozrzucanych kartek, które podrywał lekko wiatr wpadając przez otwarte okno. Na środku dywanu leżał dymiący monitor komputera z dziurą w środku. Ku wielkiej radości dziewczyn nie znalazły żadnego ciała. Rozglądnęły się po pomieszczeniu, ale poza bałaganem nic szczególnego nie znalazły.
- Pusto – powiedziała Diana rozkładając bezradnie ręce – ani żywej duszy
Ala przeszła się po pokoju, kopnęła stertę kartek i podeszła do okna. Wychyliła się ostrożnie i rzuciła szybkie spojrzenie na okolice.
- Na zewnątrz to samo – dodała – najruchliwsza ulica jest całkiem pusta – i znowu

23




spojrzała na drogę, po której tańczył cichym szelestem worek foliowy.
- Gdzie się wszyscy podziali? – zapytała Diana siadając zmęczona na fotelu – jak to możliwe, że tak w krótkim czasie całe miasto stało się kompletnie bezludne?
Ala pokiwała głową niedowierzając temu wszystkiemu. Spojrzała poważnie na przyjaciółkę i zapytała.
- Czy to możliwe, że tylko my dwie zostałyśmy?
- Oby nie …- odpowiedziała Diana. Podparła głowę ręką o oparcie fotela i po chwili namysłu dodała – ile mogło minąć czasu, dwie może trzy godziny?
Ala spojrzała na połamaną tarczę swojego zegarka, lecz wskazówki zatrzymały się na godzinie piętnastej z minutami. Zegar wiszący na ścianie też się zatrzymał niemal o tej samej godzinie.
- Co to ma być? – zdziwiła się Ala – czas się zatrzymał czy co?
- Mój telefon też zatrzymała się o tej godzinie – spojrzała z niepokojem na bladą i chudą twarz koleżanki.
- Co tu się dzieje – szepnęła sama do siebie Ala.
- Szczerze mówiąc coraz mniej mam ochotę poznać prawdę – rzekła Diana podnosząc się z fotel – ale musimy znaleźć Natalię i Patrycję. Chodźmy z tond tu nie mamy

24




czego szukać.
Ala kiwnęła głową i wyszły z sekretariatu z powrotem na korytarz. Znowu musiały patrzeć, na kałuże krwi, gdy kierowały się w stronę głównej auli, z której niedawno zostały wyrzucone przez Panią profesor z wykładów kardiologii. Choć minęło już chwile czasu od przerażających chwil jakich niedawno doświadczyły, nie straciły czujności ani na chwilę.
O dziwo przestraszona i zmęczona koszmarami Diana nabierała dziwnego spokoju wraz z kolejnymi zdarzeniami. Jakby już nieraz, miała z tym do czynienia.
Nadszedł ten moment, kiedy musiały wejść do kolejnego pomieszczenia. Mimo udanego przeszukania sekretariatu, obie czuły, że tu nie będzie już tak miło. Kiedy tylko przekroczyły próg od razu uderzył ich dziwny, mało przyjemny zapach, którego nie mogły zidentyfikować.
Niechętnie szły dalej obok rzędu ławek. Aula po za kilkoma porozrzucanymi zeszytami wyglądała jakby ominęło ją całe szaleństwo. Lecz z każdym krokiem dziwny trochę duszący metaliczny zapach zmagał się. Nagle Ala zastygła w bezruchu. Jej oczy zatrzymały na czymś co wystawało zza biurka. Diana wpatrywała się owe miejsce, lecz nie mogła

25




rozpoznać tego na co obie patrzyły. Mimo strachu zaczęła powoli podchodzić bliżej. Ala złapała ją za ramię.
- Uważaj – szepnęła
Diana kiwnęła głową i ruszyła dalej. Jej dłonie zaciskały się coraz mocniej na zimnym oszczepie. Kawał metalu jaki miała przy sobie dodawała jej odwagi.
Podchodząc bliżej zaczęła rozpoznawać obiekt. Widziała wyraźnie kobiecy but, leżał samotnie na podłodze. Zatrzymała się na chwilę, przełknęła ślinę a serce podeszło jej do gardła. Odór stawał się coraz bardziej nie do zniesienia. Ruszyła ponownie i ujrzała czarne pukle włosów, które rozpościerały się w nieładzie na ziemi. Już wiedziała czego się spodziewać, a w myślach modliła się rozpaczliwie - „oby to nie była Patrycja „. Kiedy stanęła na katedrze jej oczom ukazały się wykręcone zwłoki Pani profesor z przeraźliwym grymasem na twarzy.
Diana zasłoniła sobie usta by nie krzyczeć. Ciało nieszczęsnej kobiety było rozszarpane i leżało we krwi. Ala widząc przerażoną przyjaciółkę natychmiast podeszła do niej by ją stamtąd odciągnąć. Lecz gdy zobaczyła znalezisko zawoła.
- O Boże! – dystansując się od

26




ciała.
Choć widok był straszny nie mogły oderwać wzroku. Stały tak nieruchome i pewnie trwały by tak jeszcze długą chwilę, lecz naglę Diana poczuła coś na swoim ramieniu. Odskoczyła nagle z cichym piskiem.
- Cii! – szepnęła błagalnym tonem czerwono włosa dziewczyna.
Ala i Diana zdębiały kompletnie. Nie mogły uwierzyć własnym oczom. Ale po chwili obie rzuciły się w ramiona dobrze znanej im postaci.
- Natalia! – zawołała Diana ze łzami w oczach – ty żyjesz!
- Oczywiście że żyje – odpowiedziała wesoło – tak łatwo się mnie nie da pozbyć.
- Jak się cieszę, że Cię znalazłyśmy – mówiła Ala ściskając nadal przyjaciółkę.
-Ja tym bardziej się cieszę – odpowiedziała Natalia uwalniając się z objęć – wy chociaż byłyście we dwie, a ja zostałam całkiem sama, kiedy … - spochmurniała trochę – kiedy to wszystko się zaczęło - Ala przytuliła ją raz jeszcze jak by chciała jej zrekompensować tę chwilę kiedy nie mogły być razem z nią - Diana ja bym chciała cię przeprosić - dodała skruszona - no wiesz, ty nas przestrzegałaś a my, to znaczy ja …
Diana spojrzała dobrotliwie na nią i złapała

27




troskliwie za dłonie.
- Nie masz mnie za co przepraszać.
Natalia wyraźnie odetchnęła z ulgą gdyż szczerze żałowała , że nie dała wiary od razu zawsze oddanej przyjaciółce.
Niestety czas euforii szybko minął, kiedy wszystkie z powrotem spojrzały na martwą nauczycielkę.
- Widzę, że i wam nie było dane uniknąć pięknych widoków – powiedziała nieco sarkastycznie Natalia.
- Byłaś tu już? – zapytała Diana
- Tak byłam – przytaknęła – próbowałam odszukać kogoś, ale niestety … udało mi się znaleźć tylko szczątki tych którym szczęście dzisiaj wyjątkowo nie dopisało.
Ala pobladła natychmiast.
- Jak to szczątki? Jest więcej zabitych?
Natalia pokiwała tylko niechętnie głową i rzekła.
- Nie każ mi o tym opowiadać.
Ala gestem ręki przytaknęła Natalii.
- Chodźmy stąd - powiedziała zatykając sobie nos- nie mogę dłużej wdychać tego smrodu.
- Racja – przytaknęła Ala – musimy znaleźć Patkę.
I ruszyły powoli, lecz Diana stała jeszcze i patrzyła na ciało, na czarne kosmyki na martwą twarz z zastygniętym przerażeniem. Z zamyślenia wyrwał jej cichu głoś Natalii.
- Nie patrz, jej to już nie pomoże.
-

28




Przez chwile myślałam, że to Patrycja – jęknęła Diana i odwróciła się z bolesnym grymasem twarzy.
Natalia objęła ją i szepnęła do ucha.
- Ale to nie Patka, jestem pewna, że niedługo znajdziemy ją całą i zdrową, a ona znowu przywita nas swoim szerokim uśmiechem.
Diana pokiwała głową trochę pokrzepiona słowami przyjaciółki, która jako jedyna mimo wydarzeń nadal trzymała trzeźwy umysł.
Szły korytarzem, pośrodku Diana z oszczepem. Zaglądały w każde otwarte pomieszczenie, z każdymi uchylonymi drzwiami coraz lepiej szło im przeszukiwanie i powoli przyzwyczajały się do ciągłego lęku jaki im towarzyszył. W końcu doszły do toalet skąd na korytarz wypływała woda. Stanęły przed wejściem, drzwi były oderwane, leżały na ziemi z wygryzioną wielką dziurą. Od razu było widać czyje zęby to zrobiły, dlatego dziewczyny zanim weszły do środka dobrze się rozglądnęły czy przypadkiem autor owego podpisu na drzwiach nie jest gdzieś w pobliżu. Weszły ostrożnie do toalety stąpając po wszechobecnej wodzie, która wylewała się z roztrzaskanego zlewu. Duże lustro powieszone nad umywalkami było rozbite, a w centrum pogruchotanego

29




okręgu plama krwi. Na ten widok ścisnęło każdą w żołądku. Wiedziały, że pasuje zaglądnąć do każdej z kabin. Popatrzyły po sobie nie paląc się do zadania.
- Ktoś chętny? – zapytała beztrosko Natalia – to tylko trzy kabiny.
- Raczej aż trzy kabiny – odpowiedziała Ala
- Dobra miejmy to za sobą - rzuciła nagle Diana. Przyjaciółki spojrzały na nią z podziwem, ale i z zaskoczeniem – jednego trupa już widziałam, kolejny nie zrobi mi już różnicy.
I po tych słowach wpadła na wdechu do pierwszej kabiny. Pusto, nikogo nie było, odetchnęła z ulgą. Ustawiła się przed drugimi drzwiami, wzięła głęboki wdech i ponownie z impetem wparowała do środka. Zrobiła to tak szybko, że omal nie wylądowała na wielkim czarnym cielsku. Od razu odskoczyła w tył, przeraziło ją to tak bardzo ze nawet nie krzyknęła. Natalia i Ala odruchowo przygotowały się do ucieczki. Diana stała wbita w ścianę wytrzeszczając oczy.
- Szlak! – wrzasnęła, gdy w końcu ściśnięte gardło pozwoliło jej mówić – niech to szlak!
Ala i Natalia zaglądnęły powoli do kabiny. Ich oczom ukazał się wielki jaszczur, leżał na wznak na rozbitej

30




porcelanowej muszli, ciało było wykręcone i rozcięte od ogona aż po prawie sam pysk. Było to jedno precyzyjne głębokie cięcie. Z wielkiej dziury brzucha bestii zwisały wnętrzności i kapała krew. Wszystkie trzy stały i patrzyły na przerażający obraz końca poczwary, i pewnie trwałoby to jeszcze chwile, lecz w ostatniej kabinie coś zaszurało. Zmroziło im to krew w żyłach. I wtedy do ich uszu dobiegło przerażające skrzypnięcie. Odwróciły powoli i niechętnie głowy, widziały jak klamka `powoli opada w dół. Drzwi ruszyły się powoli w akompaniamencie skrzeczących zawiasów. W końcu zza drzwi wyłoniła się czarna czupryna, duże brązowe oczy i dygocząca niewielkiej postury kobieta. Dziewczyny tak zamurowało, że nie były wstanie wydusić ani słowa.
- Cześć – odezwała się nieśmiało brunetka – to ja- Wszystkie stały nadal nieruchomo – nie poznajecie mnie? – powtórzyła niepewnie.
Kiedy ponownie rozbrzmiał jej głoś wszystkie nagle rzuciły się jej na szyje ściskając mocno.
- Patrycja, w końcu cię znalazłyśmy – jęknęła Ala.
Po długiej chwili objęć i uścisków w końcu Patka mogła zaczerpnąć powietrza, a jej

31




koleżanki mogły się jej dobrze przyglądnąć.
- Patka jak ty wyglądasz? – zawołała ze zdumień Natalia
Ona spojrzała sama po sobie i wzruszyła niewinnie ramionami. Jej koszulka była poszarpana i mocno schlapana krwią. Czarne gęste włosy w nieładzie.
- Co Ci się stało – kontynuowała Natalia – co oni z tobą robili, po ziemi Cię tarzali? Czyja to krew?!
- Ah, długa historia – westchnęła.
- A to, co tu robi – zmieniła temat Diana wskazując na martwą bestię.
Patrycja spojrzała na truchło i cofnęła się z niesmakiem.
- Wiecie co, opowiem wam wszystko tylko wyjdźmy stąd, czuję się nieswojo w pobliżu tego stwora – odpowiedziała powoli wychodząc z łazienki – jeszcze to coś znowu się obudzi.
- Co? – Diana wytrzeszczyła oczy – jak to obudzi?!
- Już raz widziałam jak niby martwe padło na ziemię.
Diana zszokowana popatrzyła raz jeszcze na wybebeszony brzuch gada, potem na Patkę. Myśla przez chwile, że jej przyjaciółkę powie, że to żart, lecz nic takiego nie usłyszała, dlatego bez zbędnych pytań wybiegła pospiesznie za koleżankami, oglądając się niepewnie za siebie.
Usiadły wszystkie na ławce. Zmęczone i

32




niemające pojęcia co robić dalej.
- I znowu tu siedzimy – skomentowała Natalia
- Jak to? – zapytała Patrycja
- Tu się wszystko zaczęło – kontynuowała - Po tym jak Diana z przeraźliwym piskiem obudziła się w trakcie wykładów, zostałyśmy wyrzucone z Sali.
- Naprawdę? – zaśmiała się Patrycja
- Naprawdę. Ale to nic w porównaniu z tym co było potem.
- Potem, to już tylko nieznajomy, jaszczury, szalona ucieczka przed nimi – dodała Diana
- I składzik na piłki – uzupełniła Ala z lekkim uśmiechem.
- Martwa Pani profesor – dowaliła na koniec Natalia.
Patka natychmiast spojrzała wielkimi oczami na koleżankę. Ala pokiwała tylko głową.
- Weź mi nie przypominaj – burknęła Diana
- Wiele cię ominęło – dodała sarkastycznie Natalia - Ale co z Tobą się działo?
- No więc – zaczęła powoli Patrycja – byłam na korytarzu, wtedy usłyszałam pierwszy raz ten dziwny odgłos. Potem krzyki, od razu zrobił się harmider na korytarzu. Nie wiedząc, kiedy zaatakował mnie ten stwór, więc zaczęłam uciekać. Pobiegłam w kierunku toalet. Nagle poślizgnęłam się na czymś, po chwili zorientowałam się, że leże w kałuży

33




krwi, nie wiem czyjej. To coś mnie dogoniło i tuż przed moimi oczami klapnęło zębiskami. Myślałam, że już po mnie, i wtedy nagle pojawił się mężczyzna, ten nieznajomy.
- Ten z parku? – ożywiła się nagle – jesteś pewna?
- Tak to na pewno był on – kontynuowała – Wysoki niebieskooki blondyn. Twój prześladowca mnie uratował. Gdyby nie on, to coś rozszarpało by mnie na kawałki – wzdrygnęła się na myśl o tym - nie wiem kim jest, ale był niezły. Jak on walczył z tym stworzeniem, w ogóle się go nie bał. Miał wielkie dwa sztylety, ciął jak szalony tego stwora. Krzyknął do mnie – Uciekaj – i wtedy jakoś wyzbierałam się z podłogi i zaczęłam ponownie biec. Wbiegłam do łazienki i skuliłam się pod oknem. Tak się bałam, że nie mogłam się ruszyć. Wiedziałam, że muszę się schować, ale nie dałam rady podnieść się z posadzki. Skulona w kącie z zamkniętymi oczami słyszałam jak ten mężczyzna dalej walczy. Niestety mimo wysiłków mojego wybawiciela ta bestia przyczłapała do toalet. Usłyszałam trzask. Rozpryskująca woda otrzeźwiła mnie i resztkami sił na czworakach weszłam do kabiny zamykając się w niej.

34




To było straszne, słyszałam jak tuż zza drzwiami rozgrywała się walka na śmierć i życie. Wrzaski nieznajomego w jakimś dziwnym języku, wycie tego stwora, miałam wrażenie, że trwa to wieki. Koniec tej szarpaniny był najgorszy. Kiedy ten jaszczur wpadł do środkowej kabiny zatrzęsła się cała ściana, myślałam, że wszystko runie na mnie! I ten okropny ogłuszający skowyt. Do tej pory mam ciarki jak tylko o tym myślę.
Dziewczyny słuchały Patrycji z zapartym tchem, każda miała wrażenie jakby opisywała to co same przeżyły.
- No nie złe miałaś atrakcję – podsumowała Natalia
- Wielkie dzięki za takie atrakcję – skwitowała szybko Patka
- Ale co było dalej – zapytała Diana – co stało się z mężczyzną?
- Nie wiem – pokiwała głową Patrycja – byłam tak przerażona że do czasu waszego przyjścia nie wystawił nosa spoza kabiny.
- Ale nic mu się nie stało?
- Mówiłam Ci, że nie wiem, słyszałam tylko jak gdzieś pobiegł. Czemu tak nagle się nim interesujesz?
Ala spojrzała znacząco na Dianę potem na Patkę.
- Diana chce go odszukać. Uważa, że on o wszystkim wiedział i przybył tu by nas przed tym ostrzec.
- Co

35




takiego? – zdziwiła się Natalia – nic mi nie mówiłyście.
- Bo nie było kiedy – odpowiedziała Diana – po za tym Patrycja tylko potwierdza moje przypuszczenia – i spojrzała na nią z nadzieją, że ją wesprze.
Patrycja, spuściła wzrok i niepewnie rzekła.
- Faktycznie uratował mi życie, ale dlaczego nie ma go teraz?
- Nie wiem – westchnęła ciężko Diana – ale czuje, że tylko on będzie wstanie nam to wszystko wyjaśnić.
- Sugerujesz – zaczęła wywód Natalia - że mamy wyjść tam na zewnątrz, gdzie pełno jest kolczastych jaszczurów, szukać po całym mieście obcego faceta, który nie wiadomo gdzie jest, dlatego że tak podpowiada Ci twoje przeczucie?
- No tak – odpowiedziała nieco zmieszana Diana
- Jesteś szalona – podsumowała krótko Natalia – ale wchodzę w to!
Diana była pozytywnie zaskoczona poparciem Natalii, za to reszta koleżanek nie była już tak entuzjastycznie nastawione to tego pomysłu.
- Żartujesz sobie? – zapytała Patrycja
- Nie, mówię poważnie – potwierdziła Natalia stojąc w bojowej gotowości.
Patrycja bała się, że faktycznie będzie musiała wyjść z bezpiecznego miejsca, dlatego spojrzała

36




błagalnie na Alę pytając.
- Ty też chcesz iść z nimi?
Ala milczała przez chwilę i w końcu niezbyt zachwycona odpowiedziała.
- Natalia ma rację to szalone, ale jedyne wyjście.
Patrycja złapała się za głowę.
- Nie wierzę, normalnie nie wierze
- Już raz zlekceważyłam słowa Diany – zaczęła Natalia – i drugi raz tego błędu nie popełnię. Każde jej szalone wizję i przeczucia sprawdziły się i tylko dzięki temu jeszcze żyjemy. Zresztą nie możemy tu siedzieć i czekać nie wiadomo na co, nikogo tu nie ma, musimy sprawdzić co dzieje się w pozostałej części miasta.
- No dobrze, więc zróbmy to! -zagrzała do gotowości Diana.
I ruszyły, Patrycja nadal lekko przerażona pomysłem kurczowo trzymała się w środku grupy. Ala mimo ciągłego lęku starała się trzymać fason by nie straszyć bardziej Patki, a Diana z Natalią dziarsko szły przodem w pełnym skupieniu.
Szły tak przez centrum, mimo że miasto było duże i zawsze pełne ludzi teraz usłyszeć można było jedynie wycie wiatru pomiędzy budynkami. Ponura a wręcz podła pogoda dodatkowo potęgowała mroczną atmosferę. Niegdyś zakorkowane ulice były puste, gdzieniegdzie tylko

37




stały porzucone samochody. Cisza była tak nieznośna, że każdy krok studentek odbijał się echem. Przechodziły przez kolejne ulice, a tam pusto jak wszędzie indziej, minęły mały sklep, w którym ktoś wybił okna, na chodniku walały się czasem porzucone kobiece torebki lub torby z zakupami i sporadycznie strzępy ubrań. Miasto wyglądało jakby od lat nikt tu nie przebywał. Szły powoli w ciszy, nerwowo oglądając się co chwilę za siebie. Doszły w końcu do głównego placu miasta. Na środku stał duży pomnik tutejszego bohatera z przed lat, zaraz obok stała studnia a koło niej rosło drzewko. Po bokach rynku ustawione były parasolki, gdzie normalnie o tej porze pełno było by studentów pijących piwo przegryzając zapiekanką. W przypadkowych miejscach stały małe gipsowe posążki postawione niedawno w ramach prezentu z okazji dnia artysty, który odbywał się hucznie co roku w mieście.
Wszystko jak dotąd szło dobrze, nic złego ich nie spotkało. Niestety spokój Diany zmącił drobny ruch, który dostrzegła kątem oka. Momentalnie ją zmroziło. Przyjaciółki wyczuły napięcie i też zaczęły gorączkowo rozglądać się po okolicy.

38




Zatrzymała się i bacznie obserwowała duży pomnik. I znowu dostrzegła ruch i zaraz po tym szmer. Serce zaczęło jej łomotać. Pożałowała, że zachciało jej się bawić w poszukiwania.
- Widzisz coś – szepnęła Natalia
- Chyba ktoś jest za pomnikiem – odszepnęła Diana
- Trzeba to sprawdzić – zaproponowała Ala
- Jesteś chętna – zapytała z ironią Diana
- Ja? Niee to nie na moje nerwy – stanowczo zaprotestowała Ala
Diana spojrzała z wyrzutem na przyjaciółkę. Wcale nie miała ochoty znowu odwalać brudnej roboty jak ostatnio w szkolnej toalecie.
- Trzeba to sprawdzić – ciągła dalej Ala – może to jakiś wystraszony ocalały?
Każda spojrzała po sobie. Patka tak się trzęsła, że odgłos trzaskających zębów głośno odbijał się echem.
- Ohh dobra ja pójdę– postanowiła Diana- ale nie sama.
- Idę z tobą – dołączyła Natalia
I ruszyły powoli przed siebie z duszą na ramieniu. Każdy krok był wielką batalią z rozsądkiem, który nakazywał całkowicie odwrotną stronę.
- Halo – zawołała cicho Diana – jest tam ktoś?
Ledwo skończyła to mówić, a nad jej głową świsnął z hukiem głośny wystrzał trafiając

39




w głowę gipsowego posążka. Dianie i Natalii aż ugięły się nogi, zza plecami usłyszały cichy pisk Patrycji. Żadna nie miał pojęcia co się właśnie stało. W uszach jeszcze im piszczało i po chwili dało się wyczuć zapach prochu. Ponownie coś zaszurało i zza pomnika i wyłoniła się postać. Wysoki, dobrze zbudowany brunet. Stał na wprost dziewczyn z bronią w ręku. Diana migiem rozpoznała młodego mężczyznę. Strach i przerażenie natychmiast przerodził się we wściekłość na widok młodzieńca.
- Ariel!?– krzyknęła – Ty kretynie! co ty do kurwy nędzy wyprawiasz!!
Chłopak wyraźnie był zaskoczony słowami a właściwie bluzgami jakie w jego kierunku
posłała Diana.
- Sorry – wydukał po chwili chłopak
- Sorry ?! – nie dawała za wygrana – omal nie odstrzeliłeś mi głowy, a ty mi mówisz
sorry!
- Zestresowałem się – bronił się Ariel- tak nagle się pojawiłyście
- Nagle? Przecież wołałam do ciebie a ty zamiast się odezwać to posłałeś pocisk w naszym
stronę!?
- To tylko figurka, nie rób afery
Diana czerwona ze złości podniosła rozłupaną głowę gipsowego posążka i wymachując
Arielowi przed oczami

40




warknęła.
- To mogło być moja głowa!!
- Daj spokój – machnął ręką lekceważąco – nikomu nic się nie stało
- Oh ty! – warknęła i już chciała się rzucić na niego z pięściami, lecz w ostatniej chwili powstrzymała ją Natalia.
- Uspokój się, to nic nie da. Po za tym wrzaski nam nie pomogą.
- Natalia ma rację! Lepiej bądź cicho – wtórował bezczelnie Ariel
- Ty się nie wtrącaj! – wrzeszczała nadal Diana – jednym wystrzałem zrobiłeś sto razy
więcej hałasu niż ja!
- Diana ma rację – dodała Natalia – zrobiłeś głupotę i tyle!
- Myślałem, że to jedna z tych poczwar – bronił się głupkowato Ariel
- Nie myśl, bo Ci to nie wychodzi – syknęła na koniec Diana i popukała mu do głowy.
Ariel to można powiedzieć typowy pogromca serc. Całkiem przystojny młodzieniec
z sylwetką modela, ale kiedy tylko otwierał usta czar pryskał. Gwiazdeczka uniwersytetu i
zadufany w sobie narcyz. Diana szczerze go nie cierpiała, zresztą ze wzajemnością.
Nie mogła zrozumieć co widzą w nim te wszystkie dziewczyny. Swego czasu nawet Natalia miała do niego słabość, ale Diana szybko jej to wyperswadowała.
- Co ty tu w ogóle

41




robisz – zapytała Ala
- Jak to co? – rzucił lekceważąco – chowam się przed tymi poczwarami.
- Myślałyśmy, że nie żyjesz, znalazłyśmy twój plecak … leżał cały we krwi.
- Aa no mało brakowało – mruknął – na szczęście dopadło tego nowego, przez tego nieudacznika straciłem mój plecak.
W Dianie ponownie się zagotowało,
- Te gady zjadły jakiegoś biedaka, a tobie szkoda plecaka! Cały Ariel …
- Kosztował ponad pięć stów, wiesz jak ciężko dostać ten model – burknął i machnął bezwiednie strzelbą.
Na ten widok dziewczyny pobladły, tylko patrzeć aż zbłąkany pocisk trafi w kogoś.
- Przestań tak robić – powiedziała Natalia
- Co mam przestać robić? - zapytał Ariel i ponownie wycelował lufę w stronę dziewczyn
- Przestań wymachiwać tak tą strzelbą – powtórzyła zniecierpliwiona Natalia
Ariel spojrzał głupkowato na nią a potem z dzikim uśmiechem dodał.
- Ale jak, tak? - i z premedytacją zaczął kręcić bronią dookoła
- Ariel! zaraz kogoś postrzelisz! – krzyczała Natalią
- Zostaw tę strzelbę! – piszczała Patka
Lecz Ariel nadal dobrze że bawił wymachując lufą przed ich oczami. I wtedy Diana

42




nie wytrzymała i jednym szybkim ciosem przywaliła mu w twarz.
Zawył głośno i skulił się na chwilę. Wyrwała mu broń z ręki.
- Ty suko …– zawył Ariel spluwając krwią – wybiłaś mi zęba!
Na te słowa natychmiast wymierzyła mu cios kolbą prosto w żebra. Ariel zachwiał się na nogach i upadł na jedno kolano.
- Jeszcze słowo a wybiję Ci wszystkie pozostałe – warknęła i oddała strzelbę Natalii.
Lekko oszołomiona wzięła od niej niepewnie broń.
- Po co mi to dajesz?
- Żebym nie odstrzeliła mu tego pustego łba – i spojrzała groźnie na Ariela mówiąc – skąd ty w ogóle masz broń!
- Znalazłem - charknął lekceważąco
- Ciekawe, gdzie?! Na wyprzedaży rozdają?
- Nie będą Ci się spowiadał … - splunął krwią pod jej buty
Natalia widząc, że Diana szykuje się na kolejną walkę postanowiła się wtrącić.
- Chcemy przeszukać miasto, może znajdziemy innych ocalałych.
Ariel wyprostował się w końcu i z pogardą zapytał.
- I co? mam się dołączyć do waszej grupy ratowniczej?
- Nie, możesz tutaj zostać i poczekać na kolczastych przyjaciół – uśmiechnęła się szyderczo Diana.
Ariel spojrzał na nią zawzięcie,

43




wydął pierś do przodu i z krzywym grymasem odpowiedział.
- Idę z wami, i przejmuje dowodzenie!
Diana westchnęła ciężko, nie miała już siły tego komentować. Tak więc ruszyli ponownie dalej. Ariel dumnie na czele niczym wódz wyprawy wojennej, za nim dziewczyny. Przeszły spory kawałek, a mimo to nikogo nie spotkali. Mijali kolejne ulice i budynki, nie znajdując nic prócz nieznośnej ciszy. O tej porze na niebie kluczyły wielkimi stadami kawki oraz liczne gołębie, a teraz jedyny ślad po ptakach to kupki piór walające się, gdzie nie gdzie po chodniku. Nagłe wyludnienie dużego miasta wzbudzało coraz większy niepokój. Każdy po cichu w myślach modlił się by ujrzeć choćby jedną żywą duszę.
W końcu znaleźli się pod galerią handlową. Każdy spojrzał na ogromny budynek ziejący totalna pustką. Ciemne chmury odbijały się w oszklonych ścianach potęgując grozę.
Ariel jako jedyny nie miał ciarek na skórze na widok pustego gmachu.
- Chyba nie masz zamiaru wejść do środka – zapytała Diana
- A myślisz, że po co tu szedłem taki kawał drogi – prychnął lekceważąco
- To nie czas na shopping!
Ariel zbył ją kolejnym prychnięciem

44




i ruszył w stronę drzwi.
- Może jednak ktoś jest w środku – szepnęła niepewnie Patka – po za tym nie możemy go tak samego zostawić.
- On by nas zostawił … - mruknęła niezadowolona Diana ruszając powoli za koleżankami.
Długo nie zabawili w galerii, po szybkim obchodzie spotkali się pod głównym wejściem.
Diana cieszyła się w duchu, że nikogo nie znaleźli. W końcu Ariel przestał się tak szarogęsić i widać było, że jego pewność siebie nieco zmalała, krążył tylko nerwowo po korytarzu.
- Co zakupy się nie udały? – zapytała z nieukrywaną satysfakcją Diana
- Spadaj – burknął Ariel
Diana zaśmiała się pod nosem.
- Co dalej? – zapytała Ala – nie możemy się wiecznie tułać po mieście.
- Musimy znaleźć tego mężczyznę – rzekła Diana
- Wiem, ale za niedługo się ściemni. Nie mam ochoty wałęsać się nocą po mieście widmo.
- Co chłopak Cię zostawił – wtrącił się Ariel – oj jak mi przykro
- Nie wtrącaj się, gówno wiesz – syknęła Diana
- Czyli to taka wyprawa ratownicza – Ariel zaśmiał się spastycznie – cały ten trud by odszukać twojego kochasia!
Diana, gdyby mogła zabiła by go

45




wzrokiem.
- Po pierwsze to nie mój chłopak, po drugie to jedyna osoba która może nam pomóc.
- Jasne – śmiał się dalej Ariel
- Nie masz o niczym pojęcia!
- Ty też
- Ej! Zamknąć się! – wrzasnęła Natalia i wskazała palcem na plac przed galerią – mamy towarzystwo.
Ariel i Diana natychmiast ucichli i ostrożnie podeszli bliżej wejścia.
- Nic tam nie ma – burknął Ariel
- Schowało się koło budki z lodami – odpowiedziała Natalia wskazując palcem przed siebie.
Każdy wytężył wzrok i po chwili zza ściany wyłoniło się wielkie zwierzę. Przycupnęło lekko na krawężniku i bacznie spoglądało w stronę galerii. Patka pisnęła cicho, wszyscy oniemieli patrząc tak przez chwile nie wiedząc co powiedzieć.
- To pies? – przerwała ciszę Natalia
- Nie, to wilk – sprostowała Diana – wielki biały wilk.
I tak faktycznie było. Piękne stworzenie miało krystalicznie biała sierść. Wilk był naprawdę duży, postura i siła największego drapieżnego kota. Lekko machał puszystym ogonem i mimo odległości widać było duże lazurowe oczy na wielkim łbie zwierzęcia.
- Patrzy się na nas – zadygotała Patrycja
- Co robimy? – zapytała

46




niepewnie Ala
- Jak to co? zastrzelmy to bydle! – zawołał Ariel i wyrwał strzelbę z rąk Natalii.
- Idiota! – wrzasnęła Diana – siebie zastrzel!
- Oszalałaś! Nie ma na co czekać, odsuń się, bo strzelam.
- Ty to byś strzelał do wszystkiego co się rusza!
I wybiegła na zewnątrz zostawiając zszokowanych przyjaciół. Kiedy była ledwie parę kroków przed zwierzęciem zatrzymała się. Wilk spojrzał na Dianę swoimi hipnotyzującymi oczami w taki sposób jakby chciał powiedzieć „nie bój się mnie „. Po chwili wahania, powoli lecz ostrożnie zbliżyła się do zwierzęcia i zanurzyła dłoń w gęstej lśniącej sierści. W tej chwili świat się dla niej zatrzymał. Przykucnęła i pogłaskała wilka jeszcze raz patrząc mu prosto w oczy tym razem z wielkim spokojem. Wtedy Diana zauważyła skurzaną obroże, a na niej kołysał się szmaragdowy kamyk otoczony srebrną ramką. Z tyłu wyryty był napis.
- Wenus – przeczytała - gdzie twój pan Wenus?
Wilk przechylił tylko lekko głowę i pisnął cichutko. Z chwili intymności wyrwały ją głośne kroki przyjaciółek i narzekanie Ariela.
- Diana co ty wyprawiasz! - wołała zaniepokojona Patka
-

47




Spokojnie jest niegroźna
- To ona?
- Tak, nazywa się Wenus – oświadczyła Diana i pogłaskała wilka.
Dziewczyny nieco się ośmieliły i podeszły bliżej. Patka jako wielka fanka zwierząt nie mogła się powstrzymać i pogładziła wilczycę po grzbiecie.
- Jaka milutka – westchnęła i wtuliła się w zwierzę.
Ala z Natalią stały i patrzyły na wielkiego wilka lekko zdziwione. Nigdy żadna nie słyszała o tym by ktoś w mieście chwalił się takim pupilem.
- Skąd wiedziałaś, że jest niegroźna? -zapytała Natalia
- Bo ją znam – uśmiechnęła się Diana do wilczycy, a ona przyjaźnie machnęła łbem.
- Jak to?
- Widziałam ją w snach. To z nią stał pod moim domem nieznajomy.
Koleżanki nie kryły zdziwienia.
- To się robi coraz dziwniejsze – sapnęła Natalia – co jeszcze Ci się śniło, czego więcej mamy spodziewać?!
Diana rozłożyła tylko bezradnie ręce i pokiwała głową.
- To już wszystko, moje sny dotyczyły tylko ataku na szkołę. Ale skoro znaleźliśmy Wenus to gdzieś w pobliżu musi być ten mężczyzna. Zaprowadzi go do nas.
- Nie ma mowy! – wtrącił się Ariel – nie będą się szwendał po mieście z jakimś zawszonym

48




kundlem!
- Nikt nie pytał Cię o zdanie – skontrowała Diana
- Nikt nie będzie łaził z wariatką w poszukiwaniu innego wariata!- wrzasnal i wtedy Wenus warknęła naglę na Ariela. Ten cofnął się zaskoczony jej reakcją. Diana zaśmiała się.
- Masz odpowiedz
- Bystra bestia ! – zawołała Patka
Ariel prychnął ostentacyjnie, ale nikt się tym nie przejął. Całą uwagę skupiła na sobie Wenus.
Patrycja głaskała ją i cały czas zachwycała się jej miękką sierścią. Wilczycy bardzo to odpowiadało, czasem tylko zerkała znacząco na Dianę. Chwila choć krótka była dla wszystkich pierwszą przyjemną rzeczą jaka im się przydarzyła od dłuższego czasu.
Niestety nie trwało to długo. Wenus jako pierwsza usłyszała nadchodzące niebezpieczeństwo. Natychmiast nastawiła bacznie uszy stając w bojowej gotowości. Wyszczerzyła kły i zaczęła warczeć cichym gardłowym pomrukiem.
- Uspokójcie to wilczysko – mruknął Ariel wzdrygając się na widok wzburzonej Wenus – jak mnie ugryzie to poszczuje was wszystkie moim adwokatem.
Diana spojrzała na niego z politowaniem i rzekła.
- Głupi! nie na Ciebie warczy. Wyczuła coś - i spojrzała w dal

49




z niepokojem. Po chwili jej oczom ukazały się czarne migoczące sylwetki, które zbliżały się w ich stronę – o nie! - i dygoczącym palcem wskazała przed siebie.
Wszyscy struchleli na chwile ze strachu. Każdy doskonale wiedział co się do nich zbliża.
Wenus zawyła donośnie i podrywając się szybko złapała Dianę za rękaw ciągnąc za sobą.
- Masz racje ... uciekajmy!
I każdy co sił w nogach popędził przed siebie. Wenus prowadziła na swych dużych mocnych łapach. Chwilę później rozległy się niskie ponure pomruki, mrożąc każdemu krew w żyłach.
Jaszczury szybko ich dogoniły. I znowu się zaczęło, morderczy bieg o przetrwanie. Adrenalina buzowała we krwi, serce waliło jak młot by nadążyć za szaleńczym oddechem.
Wybiegli z centralnej części miasta kierując się ciągle za Wenus, która wyraźnie prowadziła ich na obrzeża. Cała piątka wbiegła między domki, z nadzieją, że zgubią pościg w labiryntach działek i ścieżek. Cały czas czuli na plecach dech bestii. Jaszczury ryły pazurami po żwirze mknąc zwinnie i wściekle między zakrętami. Każdy miał coraz mniej sił, Patka nie mogąc znieść napięcia ze łzami w oczach

50




przebierała ledwo nogami. W końcu organizm się poddał i runęła nagle na ziemię. Ostre kamienie poraniły jej kolana i dłonie.
- Patrycja! – zawoła przerażona Ala i podbiegła szybko do niej.
Natalia i Diana zatrzymały się także, gdy tylko zauważyły kłopoty przyjaciółki.
- Wstawaj – sapnęła zdyszana Natalia energicznie łapiąc Patkę pod rękę.
Ledwo postawiły ją na nogi a tuż zza starej szopy wypadł Ariel ciężko zipiąc.
- Uciekajcie!
A tuż za zanim wyskoczył jaszczur, kłapiąc pyskiem pełny ostrych kłów z sączącą się gęstą śliną. Dziewczyny zapiszczały zgodnym chórem. Zaraz za nim przyczłapał kolejny jaszczur a potem trzeci okrążając swoje ofiary. Ariel miotał się jak szalony wrzeszcząc jak panienka. Pewnie w innej sytuacji było by to szalenie zabawne. Niestety nikomu nie było do śmiechu, krąg śmierci, który zatoczyły bestie szybko się zaciskał. Na szczęście na ratunek przybiegła Wenus, która jednym susem rzuciła się do gardła jednemu z gadów. Napastnik boleśnie zacharczał. Niestety jego towarzysze nie zwlekając rzuciły się na grupkę roztrzęsionych dziewczyn. Jeden szarpnął Dianę za nogawkę i

51




zaczął ciągnąc ją wprost do stada pazurów.
Gorączkowo próbowała chwycić się choćby kępy traw, by nie wpaść od razu w ostre zębiska gada, niestety jaszczur był silny i przytargał ją tuż pod swoje czarne cielsko. Ułamki sekund dzieliły Dianę od rozszarpania na kawałki. Na szczęście w ostatniej chwili dojrzała lezącą tuż obok strzelbę. Sięgnęła po nią i kiedy bestia rozwarła paszczę zamiast głowy Diany, wpadła jej do gardła lufa. Natychmiast pociągnęła za spust. Huk wystrzału i głuchy łoskot rozrywanej czaszki zdezorientował napastników na chwilę. Korzystając z okazji Diana wyskoczyła z pod martwego truchła i rzuciła się ponownie do ucieczki z resztą przyjaciół. Nie oglądając się za siebie wbiegli do małego zagajnika, który dzielił miasto od pól i lasu. Wydawało się, że czas jakby zwolnił wydłużając niemiłosiernie oczekiwanie na zakończenie pościgu. Pomiędzy młodymi drzewkami ponownie zamigotały czarne sylwetki. I nagle rozbrzmiał ogłuszający grzmot. Zerwała się z dawna zapowiadana burza. Dianie aż nogi się ugięły, lecz w tym samym momencie złapała ją za ramię Ala nie pozwalając na upadek.

52




Pociągnęła ją natychmiast za sobą biegnąc dalej. Chwilę później rozległ się krzyk Natalii.
Ala i Diana się zatrzymały rozglądając się za przyjaciółką, niestety do ich uszu dobiegł ponury pomruk bestii, a zaraz za nim wycie Wenus. Nim się zdążyły cokolwiek dostrzec wpadł na nich Ariel.
- Uciekajcie! Uciekajcie! - i pociągnął je za sobą
Ponownie rozległ się skowyt, podwyższając poziom adrenaliny we krwi.
Diana biegła na oślep przed siebie pomiędzy drzewami, pojedyncze gałązki cięły jej twarz niczym bicze. W końcu znalazła się na polanie, a tuż za nią wyłonił się Ariel.
Przed nimi rozciągał się wielki las, który zamykał północną część miasta. Mocny wiatr targał koronami drzew i wyginał na wszystkie strony wysokie kłosy traw. Diana rozglądnęła się po polanie, spodziewając się, że zobaczy swoje przyjaciółki, lecz niestety stał tylko Ariel zgięty w pół ciężko dysząc.
- Gdzie Ala! gdzie jest reszta?!
Ariel pokiwał tylko głową wskazując palcem zagajnik. Diana złapała się za głowę. Chciała już biec im na ratunek, lecz w tym momencie na polankę wpadł jaszczur. Chciała krzyknąć, lecz głos

53




uwiązł jej w gardle. Zanim zdążyła cokolwiek zrobić, bestia rzuciła się na Ariela.
Jednym kłapnięciem złapał go i rzucił o ziemię jak lalką. Ariel zawył z bólu, nim zdążył się pozbierać jaszczur wbił mu zęby głęboko w nogę. Diana gorączkowo próbowała znaleźć coś czym odgoni gada. Złapała pierwszy lepszy konar w rękę i podbiegła by ratować kolegę.
Zamachnęła się i walnęła z całej siły w grzbiet bestii. Niestety gruba skóra nie pozwoliła przebić się uderzeniu. Bestia zawarczała, machnęła ogonem i odepchnęła Dianę. Zaraz potem ponownie zatopiła zębiska w nodze ledwo przytomnego Ariela i zaciągnęła go lasu.
Z głębi dobiegł jeszcze przeszywający krzyk. Diana stała nieruchoma patrząc z niedowierzaniem na krwawe ślady na trawie. Po chwili ogarnęła ją wściekłość i furia. Rzuciła konarem o ziemię i krzyknęła. W głowie mętlik i gonitwa myśli. Do oczu napływały łzy, w piersiach ból ściskał jej serce jak w imadle. Została sama, całkiem sama nie wiedząc kompletnie co robić. Rozpacz, który ją ogarniał pozbawiała resztek sił. Chciała by to wszystko się skończyło, nie ważne jak byle by się

54




skończyło. Przed oczami miała ciągle tą samą scena, wołający o ratunek Ariel, który niknie w gęstwinie drzew. Niestety Dianie nie dano wiele czasu na zastanawianie. Do jej uszu ponownie dobiegł chrapliwy pomruk bestii, dlatego w głowie automatycznie pojawiła się jedna myśl - uciekaj! Bez większego wahania znowu zaczęła biec przed siebie. Niebo rozdarła na poł wielka błyskawica, a zaraz po niej paraliżujący grzmot, który aż zatrząsnął ziemią, a na policzek Diany spadła pierwsza kropla deszczu. Zaraz po niej kolejne, ciężkie i zimne krople, które szybko zmieniły się w ulewę. Diana biegła przez zarośnięte pole kierując ku wielkiemu lasowi. Mrok wyraźnie już zapanował w gęstym i starym lesie. Była już pod koronami pierwszych drzew, a w oddali usłyszała znajome wycie. Odwróciła wzrok i ujrzała białego wilka biegnącego w deszczu. Wilczyca szybko do niej podbiegła i otrzepała się z wody.
-Wenus! Chociaż ty jedna zostałaś – i objęła troskliwie wilka natrafiając na świeżą ranę – jesteś ranna!
Wilk machnął zbywająco łbem kompletnie nie przejmując się swoim stanem i zaczął ciągnąć Dianę w głąb lasu.
- Masz

55




rację – westchnęła – nie możemy tu zostać…
Pobiegły z wolna dalej. W końcu nastały kompletne ciemności, nic nie było widać. Gęste chmury szczelnie zakryły gwiazdy i księżyc. Jedynym punkt odniesienie dla Diany była krystalicznie biała sierść Wenus, która niczym latarnia prowadziła ją pomiędzy drzewami. Mimo wiernego opiekuna Diana miała coraz mniej sił i potykała się co jakiś czas to o wystający korzeń, to o wijące się pnącza. Pomimo gęstej korony drzew ulewny deszcz przebijał się między liśćmi mocząc coraz bardziej jej ubranie. Aż w końcu całkowicie przemoknięta, zziębnięta i bez sił Diana po raz kolejny raz upadła na ziemię. Nie dała rady się już podnieść, doczołgała się pod chropowaty pień i usiadła kompletnie wyczerpana. Znowu dopadło ją to uczucie bezsilności i niemocy. Zaczęła cicho płakać, ponownie czuła ciężki kamień na piersiach, żal i obawę, że więcej nie zobaczy swoich przyjaciół. Wenus szybko podeszła do niej i spojrzała na nią litościwie swoimi wielkimi niebiesko- zielonymi oczami. Wilk ułożył się na nogach Diany i wtuliła się mocno, układając łeb na jej ramieniu. Diana

56




objęła wilczyce i też mocno się przytuliła dalej ciężko szlochając. Łzy leciały strumieniami i ginęły w gęstym futrze. Silne serce wilka biło spokojnie i rytmicznie co powoli uspokajało i usypiało Dianę. W końcu oczu same się jej zamknęły i zasnęła. Cicha leśna aura sprzyjała nagłej drzemce. Lecz po niedługim czasie do uszu Wenus dobiegły oznaki czyjejś obecności. W oddali ciche lekkie kroki spowodowały, że wilk od razu nastawił uszy. Powoli wysmyknęła się spod objęć Diany. Zrobiła to delikatnie, ale i tak Diana przebudziła się i jeszcze nie przytomnie zaczęła się rozglądać. Wenus pobiegła w stronę szelestów, cicho zawyła bacznie wyglądając niespodziewanego gościa. Dania momentalnie oprzytomniała, kiedy usłyszała kroki i chrzęst łamanych gałązek. W dodatku Wenus oddalała się coraz bardziej.
- Wenus – szepnęła zaniepokojona – wracaj!
Niestety wilk nie reagował i robił wszystko by ściągnął do siebie postać, która coraz wyraźniej rysowała się w ciemnościach. Mimo, że wilk wyraźnie był zadowolony to Diana nie wiedziała, czy brać nogi za pas i uciekać, czy wdrapać się na drzewo. W dodatku usłyszała

57




ciszy głos mówiący coś w niezrozumiałym języku. Wtedy Wenus radośnie podbiegła do przybysza zostawiając przerażoną Dianę samą pod drzewem. Wstała łapiąc w ręce jakiś konar i na trzęsących się nogach wyczekiwała spotkania.
W końcu przed oczami Diany stanął wysoki długowłosy blondyn. Wytrzeszczyła oczy ze zdumienia nie mogą wydusić z siebie ani słowa. Dopiero po chwili dotarło do niej, że widzi nieznajomego, który prześladował ją w snach. Mężczyzna stał bez ruchu, spoglądając łagodnie na nią, aż w końcu wyciągnął powoli do niej ręce i ujął delikatnie jej dłonie.
Po plechach Diany przebiegł dreszcz, gdy poczuła ciepłe dłonie mężczyzny. Nieznajomy przybliżył się do niej odgarnął rozczochrane włosy z jej twarzy i cichym głosem powiedział.
- Nie bój się, jesteś już bezpieczna.
- Kim jesteś – wyszeptała Diana
- Nazywam Alan i jestem twoim opiekunem
- Kim? - wydukała zdziwiona
- Później Ci wszystko wytłumaczę, teraz musimy iść dalej, został jeszcze jeden Shager.
- Co? gdzie idziemy? - bełkotała nie mogąc pojąc żadnego ze słów.
- Diano, wiem, że jesteś zmęczona i że masz masę pytań, ale teraz

58




jedyne co musisz wiedzieć to to że jestem tu po to by Cię chronić i naprawdę musimy już iść. Nie jesteśmy tu bezpieczni.
Trzymając ją za rękę pociągnął za sobą w głąb lasu. Diana kompletnie otumaniona cała sytuacja szła posłusznie za nieznajomym. Choć nadal nie miała pojęcia kim jest i jakie ma zamiary wiedziała, że i tak nie ma innego wyjścia. Wszystko było lepsze od pozostania ponownie samej w ciemnym lesie, gdy w każdej chwili znowu może zaatakować ją bestia z piekła rodem. Szli pospiesznie przez las, wydawało się, iż gęstwina drzew nie ma końca.
Mimo iż był środek nocy niebo pojaśniało, ciemne chmury w końcu ustąpiły odsłaniając sierpowaty księżyc i gwiazdy. Diana spojrzała w górę i westchnęła cicho na widok rozgwieżdżonego nieba. I wtedy nagle runęła jaka długa na ziemie, zanurzając twarz w wilgotnej ściółce. Jęknęła cicho i poczuła małe szpileczki wbijające się w jej kostkę.
Zanim zdążyła się podnieść zauważyła pomiędzy wysokimi paprociami lekki platynowy blask. Z wysokiej kępy traw zwinnym susem wyskoczyła Wenus, którą otaczała lekka świecąca łuna. Wydawało się, że nagle całe

59




światło gwiazd spłynęło na wilczyce. Diana zdumiona przedziwnym zjawiskiem leżała na ziemi. Zaraz jednak podszedł do niej Alan, wplątał jej nogę z leśnego powoju i podał rękę. I dopiero teraz to zauważyła. Srebrny pierścień na jego dłoni ze szmaragdowym oczkiem lśnił zielona poświatą w taki sam sposób jak krążek na obroży Wenus. Patrzyła tak przez chwilę na wilka i po chwili zapytała
- Co się z nią dzieje
- To jeden z jej wielu talentów – odpowiedział Alan – chodź już niedaleko, jesteśmy prawie na miejscu.
- Ale ona … świeci !
- Wiem - zaśmiał się jakby to było coś oczywistego.
- Szaleństwo - sapnęła Diana i ruszyła dalej
Wspięli się na niewielkie wzniesienie i kiedy stanęli na jego szczycie ich oczom ukazała się mała drewniana chatka. Diana w duchu ucieszyła się niezmiernie, w końcu będzie mogła po prostu odpocząć. Niestety radości umknęła tak szybko jak się pojawiła.
- Biegnij w stronę domku – rozkazał nagle Alan
- Co? czemu?
- Biegnij – powtórzył i wyciągnął zza pleców długi czarny oszczep, a potem wystrzeliły z niego lśniące sztylety.
Już wiedziała co się szykuje. Wenus nastroszyła

60




się groźnie i nieruchoma wypatrywała wroga. Diana bez dłuższego wahania zaczęła biec w stronę chatki. Po chwili zza plecami usłyszała znajomy pomruk. Nie oglądając się za siebie przyspieszyła. Wenus zawyła i zaczęła się walka. Słyszała szelest liści i ciszy głuchy dźwięk obijających się ostrzy o grubą skórę stwora. Była już u celu, kiedy tuż przed nią wyskoczył wielki wściekły jaszczur. Zamarła z przerażenia stojąc oko w oko z bestią. Głowa wołała uciekaj, ale nogi jak dwa betonowe słupy. Zwierz wlepiał w nią swoje czarne ślepia szykując się do ataku. Napiął mięśnie i już miał się rzucić jej do gardła, lecz w ostatniej chwili staranowała go Wenus. Zaraz za nią przybiegł Alan. Jednym zwinnym ruchem wbił mocno oszczep w gardziel stwora, a następnie przeciągnął ostrze do samego ogona rozpruwając brzuch bestii. Krew bogato trysnęła rozlewając się po ziemi. Z brzucha gada wylały się wnętrzności, na ten widok Diana dostała nagłego odruchu wymiotnego. Ledwo powstrzymała się od zwrócenia śniadania.
Spojrzała ponownie na jaszczura i widząc, jak Alan wycierał sztylet z krwi znowu ją skwasiło. Stała

61




nieruchomo patrząc na truchło, z którego parowała jeszcze gorąca krew.
W końcu zwrócił się do niej spokojnym głosem Alan.
- Nie patrz, bo nie dasz rady zjeść kolacji.
Diana spojrzała na niego kompletnie oszołomiona. Gdyby nie złapał ją za rękę i nie zaprowadził do chatki pewnie stała by jeszcze długo wpatrując się w scenę makabry.
W środku domku panowała kompletna ciemność, nikłe światło zamglonego księżyca rzucało światło jedynie na parę kroków. Mimo to, Alan pewnie wszedł dalej i zwinie poruszał się po wnętrzu. Chwilę później mrok rozświetliły zapalone przez niego świece.
Ciepłe światło od razu dodały uroku małej chatce. Pod oknem stał stół, a przy nim trzy drewniane krzesła, po drugiej stronie na metalowych nóżkach stało łóżko. W koncie usytuowany był mały kominek, w którym Alan właśnie rozpalał ogień. Obok kominka był fotel, widać było, że często ktoś w nim przesiadywał, gdyż tapicerka była mocno wytarta.
Wenus, kiedy tylko ugasiła pragnienie ułożyła się obok trzaskającego ciepłym blaskiem kominka. Diana od razu usiadła na krześle z wielką ulgą. Siedziała tak bezwiednie lekko zawieszona

62




między snem a jawą. Z letargu wyrwał ją Alan stawiając tuż przed jej nosem kubek gorącej i słodko pachnącej herbaty, a obok na drewnianym talerzyku ułożył kawałki pieczywa. Usiadł naprzeciw niej z miska wody i bandażem. Złapał delikatnie za jej zabandażowaną dłoń i zaczął powoli rozwijać niechlujny i ledwo już trzymający się opatrunek. Potem lekko włożył jej rękę do miski z wodą i w ciszy zaczął obmywać ranę. Diana przez ten czas miała okazję dobrze mu się przyglądnąć. Smukła jasna twarz z wyraźnie zaznaczonymi męskimi kośćmi żuchwy. Gęste ciemnobrązowe brwi i rzęsy z pod których przebijały się jasno-niebieskie oczy. Długie proste kosmyki lekko opadały na jego ramiona a szpiczaste uszy wystawały zza schludnie upiętych włosów. I ten delikatny lekko ziołowy zapach, jak powietrze w mroźny słoneczny poranek, który aż hipnotyzował ją z każdym jego ruchem. Doskonale znała ten zapach, czuła go, gdy przechodziła koło leśnego zagajnika, kiedy spacerowała samotnie po lesie, a także bardzo często towarzyszył jej w nocy, kiedy nagle się przebudziła Zawsze zastanawiała się skąd ten zapach, teraz już wiedziała.

63




W kompletnej ciszy Alan zajmował się jej ręka. W końcu, gdy już bandażował jej dłoń nagle spojrzał na nią. Diana natychmiast spuściła speszona wzrok. Nie umiała spojrzeć w jego przenikliwe oczy. Alan uśmiechnął się lekko i rzekł.
- Następnym razem, kiedy zaśpisz do szkoły nie zabieraj się za krojenie bułek. - Diana zdziwiona otworzyła tylko usta – skąd wiem? Bo jak już mówiłem jestem twoim opiekunem.
Mówiąc to delikatnie odłożył świeżo opatrzoną dłoń i podsunął bliżej talerzyk z pieczywem – a teraz jedz, musisz odzyskać siły.
I sam zabrał się za jedzenie. Diana nieśmiało wzięła pierwszy kawałek pieczywa, oglądnęła je podejrzliwie i włożyła ostrożnie do ust. Pierwszy gryz od razu ją zaskoczył. Spodziewała się wysuszonego suchara, a w ustach poczuła lekko słodki smak chałki. Popiła herbatą, która też miała nieoczekiwanie orzeźwiający smak. Po chwili w końcu zdobyła się na odwagę by dostać odpowiedź na nurtujące ją dłuższego czasu pytanie.
- Co to znaczy, że jesteś moim opiekunem?
- Po prostu, że mam się Tobą opiekować. Mam Cię chronić od urodzenia aż do śmierci.
- Czemu nic o tobie nie

64




wiedziałam?
- Wystarczy, że ja o Tobie wiedziałem – odpowiedział lekko uśmiechając się – po za tym taka była decyzja twoich rodziców. Na wczoraj było zaplanowane nasze pierwsze spotkanie.
- Aaa to Ty miałeś być tym tajemniczym gościem!
- Tak właśnie – odparł kiwając lekko głową.
Diana wzięła kolejny łyk napoju i zapytała.
- Nie wiem, czy chcę znać odpowiedź, ale po co mi opiekun, który ma mnie strzec na każdym kroku?
- Taka tradycja. Kiedy rodzi się dziecko pół krwi dostaje opiekuna. Zawdzięczasz to swojej prababci.
- Dalej nie rozumiem, kim ty właściwie jesteś?
- Już Ci mówiłem, nazywam się Alan Garandel i od 1000 lat należę do zakonu strażników.
- Co? Jaki Zakon strażników … nie pomyliłeś się przypadkiem w tych latach?
- Nie – odparł ze stoickim spokojem
- Ludzie nie żyją tyle
- Ludzie nie, ale elfy tak
Diana aż zakrztusiła się, gdy to powiedział. Kiedy tylko odzyskała mowę z lekką kpiną dodała.
- Elfy?! Sorry, ale to tylko bajka … one nie istnieją
- W takim razie rozmawiasz z bajką – odpowiedział Alan uśmiechając się pod nosem – i sama jesteś w połowie tylko bajką i w połowie nie

65




istniejesz.
Dianę natychmiast przeszył dreszcz, gdy tylko do jej świadomości przebiło się fakt, że ma z tym coś wspólnego.
- Że co?
- Diano, jesteś elfem pól krwi i czy Ci się to podoba czy nie to prawda – odpowiedział uśmiechając się rezolutnie.
Diana zalała się śmiechem.
- Dobre to było! Przez chwile prawie Ci uwierzyłam – mówiła śmiejąc się dalej – masz dar to wkręcania ludzi- liczyła, że Alan zaraz przyzna się, że to wszystko wymyślił, ale on tylko siedział z założonymi rękami i z grobową miną wpatrywał się w nią – Kurde, ty mówiłeś to tak na serio?
- Czemu tak trudno jest Ci to zaakceptować?
- Pytasz poważnie? – zapytała z ironią
- Wyjdź na zewnątrz i popatrz jeszcze raz na to co leży przed chatą. Czy gdyby to nie istniało, goniło by Cię po całym mieście? Skoro uważasz, że to historyjki dla dzieci to czemu byłaś taka przerażona, kiedy stanęłaś z potworem oko w oko. Czy nadal jesteś wstanie włożyć między bajki te wściekłą bestie?
- Nie …- odpowiedziała nieco zawstydzona
Alan nachylił się nieco w jej stronę i spokojnym już głosem dodał.
- Wiem, że to co teraz Ci mówię jest dla

66




Ciebie czymś niezrozumiałym, wiem, że przeżyłaś najgorszy dzień w swoim życiu, że widziałaś straszne rzeczy o których wolałabyś nie pamiętać i że masz wiele pytań. Wiem, że trudno jest Ci wierzyć, bo jestem dla Ciebie obcy, ale proszę o jedno. Miej otwarty umysł i bądź gotowa na więcej niesamowitych rzeczy, istot i ludzi. Daj mi szansę, a zrozumiesz i dowiesz się wszystkiego czego tylko będziesz chciała.
Jestem właśnie od tego by pokazać Ci ten niesamowity świat i zrobię to z wielką przyjemnością. Zaufaj mi, a nie pożałujesz.
Diana zamilkła na chwilę. Słowa jej opiekuna sprawiły, że w jednym momencie cały jej świat stanął na głowie. Wszystko co znała i uznawała za fakt oczywisty okazał się być jedynie cząstką prawdy. Najgorsza była świadomość, że przez 21 lat nie wiedziała nawet kim tak naprawdę jest. Z jednej strony czuła strach a z drugiej zawiedzenie, że rodzice tak długo ją okłamywali. I wtedy jej serce przebiła ostra szpila.
- Rodzice! Gdzie są moi rodzice, mój brat?
- Spokojnie, zaraz gdy tylko zaczął się atak do Twojego domu wysłano grupę strażników. Na pewno są w dobrych rękach i może są już

67




w kwaterze głównej zakonu.
- O rany, przez całe to zamieszanie zapomniałam o nich – Diana aż złapała się za głowę.
- Jak na to co przeżyłaś trzymasz się naprawdę dzielnie – pokrzepił ją Alan – masz zadatki na świetnego strażnika.
- Ja na strażnika? – zapytała nieśmiało – kim właściwie są strażnicy?
- Aniołowie sprawiedliwości, tak nas kiedyś nazywano. Starożytny zakon, którego zadaniem jest strzeżenie porządku na terenie królestw Wielkiego Imperium. Strzegą jego praw i zasad, pilnują by wszelkie plugastwo nie zdominowało dobra tego świata.
- Dalej niewiele mi to mówi – powiedziała kiwając głową.
Wtedy Alan wyciągnął zza pleców długi czarny połyskujący kawał drzewca. Na środku gładkiej powierzchni widniał srebrny lekko wypukły wzór skrzydlatej postaci z mieczem. Końce pałąku były okute srebrnymi pierścieniami. Laska wydała się bardzo lekka i dobrze wyważona, gdyż Alan z łatwością utrzymywał ją w poziomie na dwóch palcach.
Chwycił dłońmi po środku i przekręcił dwie części drzewca w przeciwnym kierunku. Ciało skrzydlatej postaci podzieliło się na pół. Laska natychmiast wydłużyła się i

68




jednocześnie z jej końców wystrzeliły połyskujące długie srebrzyste żeleźca. Krótka niepozorna laska stała długą włócznią. Ledwo Diana zdążyła się temu przyglądnąć, a Alan ponownie przekręcił włócznie w dłoniach i podzielił ją na dwa smukłe sztylety. Na ostrzach wyryte były napisy w iście kaligraficznym stylu.
- Galatar – kunszt krasnoludzkich kowali, najtrwalsze elfickie srebro i metal, niedościgniona ludzka myśl technologiczna. Broń Strażników. – rzekł spokojnym, ale dumnym tonem – a to moja Droga – i ułożył na dłoni kryształowy wisiorek takiej samej skrzydlatej postaci jak na galatarze – jest gwiazda strażnika, symbol walki, dobra, siły i sprawiedliwości. Symbol, który zna cały świat już od setek lat.
Diana wzięła do ręki delikatny wisiorek i przyglądała mu się z zachwytem. Kryształowy anioł lśnił jak malutka gwiazdka dopiero co ściągnięta z nieba.
- Będzie Ci bardzo pasować – rzekł Alan
- Mam zostać strażnikiem?
- Tak, jeśli tylko zechcesz.
Diana zamilkła na chwile i dodała
- Czyli mówiąc najprościej, wy jesteście Ci dobrzy?
- Tak – zaśmiał się serdecznie szerokim uśmiechem Alan –

69




my jesteśmy Ci dobrzy.
- Świetnie, przynajmniej jedna rzecz się wyjaśniła – rzekła i podparła ręką brodę.
Spojrzała na swojego opiekuna przyglądając mu się nieco śmielej.
Alan uśmiechał się lekko popijając herbatę. W głowie miała tysiąc myśli. Tajemniczy mężczyzna okazał się jej opiekunem, śniła o kimś kto całe życie był zawsze gdzieś blisko niej i to chyba było najmniej dziwne. Ale fakt, że miał ponad 1000 lat nie było łatwe do zaakceptowania. Spojrzała raz jeszcze na Alana, z nadzieją, że dostrzeże choćby jedną zmarszczkę. Lecz jego twarz choć dojrzała była idealnie gładka, jakby urodził się jeszcze dziś. Wspomniał o jej prababci, a ona nawet nie widziała jej zdjęcia. Nikt nigdy o niej nie mówił. Jest łącznikiem całej tej afery, a Diana nie mogła sobie przypomnieć żadnej wspominki o niej. Do tego dochodzi duże prawdopodobieństwo, że nie do końca może być człowiekiem. To najbardziej ją frustrowało. Śnieżnobiała wilczyca, cudowne stworzenie, które – i tu dałaby sobie rękę uciąć, niemal czyta w jej myślach. I te straszne, czarne diabelstwa, które ganiały ją przez cały długi dzień.

70




Spojrzała w stronę okna skąd mogła dostrzec ciemny cień, który leżał na szczęście całkowicie nieruchomo przed chatką. Wtedy wszelkie inne pytania i wątpliwości skupiły się na jednej rzeczy.
- To coś co tam leży, czym właściwie jest? Ma to jakąś nazwę?
- Czarci pies, Rauko, jaszczur i Shager - to jego najpopularniejsza nazwa. Pochodzenie Shagera to długa historia. Więc najprościej mówiąc to zwiadowcy lub łowcy, zależy na czym zależy ich panom.
- Wolę dzisiaj nie znać szczegółów, chce szybko zasnąć – powiedziała nieco zaniepokojona – ale jutro chętnie poznam dalszą część historii. Odpowiedz mi jeszcze na jedno pytanie.
Dokąd jutro mnie zaprowadzisz?
- Zadajesz więcej pytań niż pięcioletnie dziecko -i znów uśmiechnął się swoim nieziemsko ciepłym a zarazem figlarskim uśmiechem - miała to być niespodzianka, ale uchylę rąbek tajemnicy. Jutro pójdziemy do jednego z trzech królestw Wielkiego Imperium.

     

     
*******

71




Wyrazy: Znaki: