Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Obecnie w pracowni:
ikonka komentarza

Poszukiwanie cz.4ikonka kopiowania

Autor: Wiktor twarz męska

grafika opisu

rozwiń




– Osiemnasta czterdzieści trzy. – Powiedział Piotr po spojrzeniu na zegarek.
– Mamy jakąś godzinę do zmroku. Trzeba znaleźć miejsce na obóz. – Podsumował Jurij.
Po chwili znaleźli wzniesienie a u jego podnóża jaskinie.
– Dobra to, kto wchodzi do środka? – Spytał Piotr, chociaż wiedział, że nikomu się nie pali penetracja ciemnych wilgotnych jaskiń na odludziu.
– Ten, kto ma przy broni latarkę. – Odpowiedział Jurij.
– Dobra, niech będzie, ale z łaski swojej ubezpieczaj mnie.
– Spokojna twoja. – Rzekł Jurij odbezpieczając swojego mossberga 500.
Piotr odbezpieczył swojego AK-47 i włączył latarkę.
– Ten rusznikarz dołożył nawet wskaźnik baterii. – Mruknął Piotrek oglądając proste rozwiązanie. Cztery diody oznaczające każda po ¼ baterii. Paliły się wszystkie. – Nawet naładował. – Po czym włączył laser. Przy nim także znajdował się wskaźnik. – Mała pierdółka, a cieszy.
Piotr wszedł do jaskini. Po kilku krokach coś trzasnęło mu pod nogami. Skierował strumień światła latarki pod swoje nogi.
– Kości! – Pomyślał z przerażeniem Piotr. – Jurij?
– Tak
– Masz jakąś latarkę?
– Jasne,

1




ale nie przy broni, więc mogę co najwyżej strzelać na oślep.
– Mam pistolet w kaburze bierz wszystko i chodź.
– Po co?
– Chodź tu do jasnej cholery. – Niemal krzyknął Piotr.
– Dobrze już, dobrze. – Odpowiedział Jurij, po czym dało się słyszeć jego kroki po wilgotnym podłożu jaskini. – Co do..? – Jurij stanął jak wryty. – Jasna cholera. – Syknął
– Schowaj te strzelbę nie będziesz widział, w co strzelasz. W kaburze przy pasku po prawej stronie mam pistolet. Odepnij zabezpieczenie, wyciągnij go i włącz latarkę. – Niemal niesłyszalnie powiedział Piotr.
Jurij trzęsącymi się ze strachu rękoma odpiął zabezpieczenie kabury, po czym wyciągnął broń i włączył przyczepioną do niej latarkę.
– No to idziemy. – Szepnął Piotr przełączając broń na ogień ciągły.
Ruszyli w głąb jaskini. Po kilku metrach poczuli smród padliny.
– O kurwa. – Zaklął Piotr zasłaniając usta i nos kołnierzem.
Szli dalej. Po chwili usłyszeli nieprzyjemne chrupanie.
– To nic takiego to tylko trupojad. – Szepnął Jurij, a na jego twarzy pojawiło się coś, co miało wyglądać jak dodający otuchy uśmiech, ale przypominało

2




wyraz twarzy szaleńca.
Gdy przeszli jeszcze kilkanaście znaleźli się w rozległej grocie. Wszędzie dookoła leżały kości, krew na ścianach i podłożu miała kolor czerwono-brązowy. Na środku groty stał mutant wyglądający jak skrzyżowanie przerośniętego orła z lwem. Gdy Piotr i Jurij weszli do groty, stwór obrócił się w ich stronę i ryknął.
Mamy przejebane! – Krzyknął Piotr. - Kryć się!
Kolejny cudowny dzień w radioaktywnym piekle – Podsumował Jurij, po czym otworzyli ogień do mutanta.
Kilka pocisków później stwór nadal stał na łapach.
– Łap! – Krzyknął Piotr rzucając towarzyszowi trzy magazynki owinięte parciakiem.
– Przeładowuje! – Krzyknął Jurij, a Piotr podbiegł do niego i pokrył ogniem zaporowym oddalony o kilkadziesiąt metrów dół, w którym ukrył się stwór.
– Trzymaj. – Powiedział Piotr podając Jurijowi kałasza – Na sygnał wstrzymasz ogień.
– Niech Ci będzie. – W tej chwili ostatnie, czego im było trzeba to dyskutowanie.
Gdy Jurij pokrywał ogniem zaporowym kryjówkę mutanta, Piotr odwiązał zawiniętą w szmaty snajperkę.
– Nie strzelaj! – Krzyknął Piotr w chwili, gdy położył się

3




i wycelował w okolice mutanta.
Tamtemu nie trzeba było nic więcej w chwili, gdy ogień został wstrzymany, mutant wyskoczył z jamy.
– I to odróżnia nas od nich. – Mruknął Piotr, wziął poprawkę i wystrzelił.
Mutant dostał w oko i siłą rozpędu turlał się jeszcze kilka metrów po swojej śmierci.
– O ja pierdole! Jak żeś to zrobił!? – Spytał Jurij Piotra
– Od zawsze miałem zdolności strzeleckie. – Odpowiedział Piotr. – Skoro już wiemy, że jedyny lokator tej jaskini nie żyje. Co powiesz na pieczoną dziczyznę?
– Pojebało cię mutasa chcesz jeść.
– Pogrzało cię, w plecaku mam mięso z jelenia, przed wczoraj ustrzelony, sam jadłem i jeszcze żyje.
– W sumie pierwszy posiłek dzisiaj dobrze mi zrobi. – Odpowiedział z uśmiechem Jurij.
Po wyjściu z jaskini, oraz rozłożeniu ogniska Piotr odciął dwie porcje z mięsa, które przedwczoraj oddał do suszenia. Siedzieli do późna przy ognisku, a gdy nie mieli już siły rozmawiać, poszli spać. Nie obawiali się mutantów jeszcze długo zwierzęta będą czuły to stworzenie, które mieszkało w tej jaskini, i dla którego stała się ona grobem.


* * *


Podróż do Kielc

4




zajęła im miesiąc. W jej trakcie nie raz natknęli się na mutanty, kilka razy spotkali też sprzedawców, u których kupowali amunicje i sprzedawali trofea, oraz kilka zwierząt, które żywiły ich w czasie podróży.
– Czyli jesteśmy. – Powiedział Piotr, gdy już dotarli do Kielc
– Tak, nareszcie. – Odpowiedział Jurij. – Czyli skąd zaczynamy?
– Adam dał mi mapę. I zdjęcie syna – powiedział Piotr rozwijając kawałek papieru. – Najpierw sprawdźmy ważniejsze budynki publiczne: WDK, urząd miasta, sąd miejski, rejonowy, urząd wojewódzki. Jeśli tam go nie znajdziemy zajmiemy się halami sportowymi i galeriami handlowymi. Zobacz i zapamiętaj – powiedział Piotr pokazując towarzyszowi zdjęcie Marka.
– Dobra schowaj – powiedział Jurij oddając zdjęcie Piotrowi. – No to w drogę, obejście tego wszystkiego zajmie nam z miesiąc.
– Góra dwa tygodnie.
Sprawdzili amunicje w broni, włączyli liczniki Geigera i ruszyli na poszukiwanie.

5




Wyrazy: Znaki: