Pióromani - konstruktywny portal pisarski
zygzak

Załóż pracownię
Regulamin

Obecnie w pracowni:
ikonka komentarza

GRZECHY PRZESZŁOŚCI ikonka kopiowania

Autor: Adam Gabrysz twarz męska

grafika opisu

rozwiń




- W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen. Ojcze nasz, któryś jest w niebie...- szeptałem drżąc, jakbym stał na czterdziestostopniowym mrozie. Przechodziły mnie ciarki. Serce zwolniło, a obraz się rozmazał. Nie teraz – pomyślałem, błagam cię Chryste nie teraz...

      *

     Ojcze Adamie, kiedy zobaczę mamę? – zapytała. Ale ja nie słuchałem, nie MOGŁEM usłyszeć co do mnie mówi, gdyż w moich oczach była już bez ubrań, w moich objęciach. Przeszły mnie ciarki, zrobiło się natychmiastowo gorąco. Musiałem się opamiętać, bo wszystko wyjdzie na jaw.
Twoja mama dzisiaj nie przybędzie, Agatko. Ale nie zamartwiaj się, u nas na plebanii jest wiele wolnych łóżek, wypoczniesz tutaj, a jutro twoja matka cię odbierze, to pewne jak to, że Pan zmartwychwstał! – krzyknąłem z uradowaniem. O ile dobrze pamiętam, mama nauczyła cię ostatnio nowej modlitwy? – odpowiedziała jedynie lekkim uśmiechem, samymi małymi, różowymi wargami. Oczy wciąż były wpatrzone w starą już, drewnianą podłogę przedsionka. Tak, powiedziała po chwili.
Wspaniale! Może pomodlimy się razem? Od razu po kolacji? – oczy mi się

1




zaświeciły.
Nie potrafiła odmówić, nie mogła.
Budynek plebanii był już wysłużony, a z tego względu, iż wcześniejsi księża niespecjalnie dbali o to miejsce, nadawało się ono tylko do rozbiórki. Dach powoli przestawał nim być, przypominał coraz bardziej ser szwajcarski. Jeden z wyłomów miał wielkość dorodnego cielaka, a gdy nadchodziły okresy nadmiernych opadów, do środka wpadała ilość wody godna wypełnić pokaźny basen. Z zewnątrz była to ruina, wewnątrz zaś nic nie okazywało się lepsze. Ale komu to przeszkadzało? W Glińsku prawie każdy dom tak wyglądał. Wieś traciła na ludności. Młodzi ludzie z biegiem lat wyprowadzali się gonieni ideą wyższych zarobków, lub po prostu nie mieli ochoty patrzeć jak ich rodzima wioska, ich mała ojczyzna wymiera i zamienia się w proch, niczym człowiek po śmierci.
Szedłem wzdłuż przedsionka, jedną ręką trzymając latarkę, drugą rękę dziewczynki. Było ciemno, żadna żarówka nie działała, a budynek nie został jeszcze przeze mnie wystarczająco dobrze zapamiętany, aby móc poruszać się w nim swobodnie. Tym bardziej, że Agatka bała się ciemności. Opowiadałem jej o tym, jak

2




nasz Zbawiciel poświęcił swoje życie, aby nasze grzechy zostały wybaczone. Słuchała mnie z wyjątkowym zaciekawieniem, zadziałała mnie swoimi pytaniami, choć było ich niewiele. Przykładowo: „Ojcze, a dlaczego ludzie, którzy nie wierzyli w Jezusa, ci którzy go zabili, nie zwracali uwagi na dokonane przez niego cuda?”. Odpowiedziałem, że nie wierząc w niego, nie wierzyli również w jego cuda, nie dostrzegali jego czynów. Traktowali jego nauki bardzo pogardliwie, wręcz kpiąc z niego. Prawdy Pana były perłami rzuconymi przed wieprze. Na moment nasze dywagacje na temat wiary ustały. Szliśmy w pełnej ciszy, a echo naszych kroków rozchodziło się po całej plebanii. Światło latarki ukazywało niewiele szczegółów, ściany w wielu miejscach były odrapane, a farba w jednym z pomieszczeń odchodziła całymi płatami. Unosiliśmy nasze nogi wysoko, żeby przypadkiem nie zahaczyć o żaden przedmiot. W mojej głowie panowała tylko jedna zbereźna myśl, obracająca się wokół dziecka.
Kuchnia była najmniej zapamiętanym przeze mnie pomieszczeniem, gdyż zazwyczaj jadałem u mieszkających nieopodal ludzi, którzy chętnie dzielili się posiłkiem.

3




Mimo, że żadna żarówka nie działała, to prąd płynął po przewodach, które jako jedyne w budynku były względnie nowe. Widocznie moi poprzednicy lubowali się w udogodnieniach nowoczesnej technologii. Na szczęście lodówka nie była pusta, jeszcze dzisiaj, po porannej mszy moja sąsiadka Ewa przyniosła mi zupę, mówiąc przy tym, że w razie gdybym zgłodniał będę miał posiłek praktycznie pod ręką. Ewa była kobietą o złotym sercu. Przypominam sobie, gdy po mojej pierwszej samodzielnej mszy podeszła do mnie, mówiąc, że czuje we mnie rozpaloną żagiew wiary, że oczarowałem ją swoją gorliwością i zaangażowaniem. Stwierdziła, że mam anielską duszę.

      Mieszkała nieopodal plebanii, zawsze z chęcią udzielała mi noclegu gdy siąpił deszcz, lub było przenikliwie zimno. Miała już kilka wiosen na karku, kwiat jej życia już dojrzał i zaczął zrzucać liście. Z jej opowieści była niegdyś mężatką, niestety nie wiem w jakich okolicznościach się to zmieniło, Ewa nie chcę o tym mówić. Nigdy też nie nakłaniałem jej do tego, gdyż uważam, że strata kogoś tak bliskiego jest nie do zniesienia, a jak wiadomo starych ran się nie

4




rozdrapuje. Brunetka o niebieskich, lecz stosunkowo niewielkich oczach, niczym dwie krople górskiej wody na białej kartce papieru. Zawsze chodziła wyprostowana, uśmiechnięta, pełna radości z życia.
Gdy tylko wyjąłem garnek z zupą, od razu postawiłem ją na kuchence gazowej. Szybkim, pośpiesznym i widocznie zniecierpliwionym ruchem uwolniłem strużkę gazu, a następnie dociskając pokrętło wykrzesałem iskrę, która spowodowała zapłon. Agatka usiadła na starym i zakurzonym krześle, przecierając ręce z zimna i dygocząc. Podszedłem do niej lekkim, skocznym krokiem i zaproponowałem jej, żeby wzięła mój płaszcz, a ja w tym czasie rozpalę kominek w sąsiednim pokoju. Bez słowa wzięła ode mnie okrycie i przyodziała je, wyglądając jakby założyła na siebie namiot.
W czasie, gdy zupa się podgrzewała, ja poszedłem do niewielkiego, acz przytulnego pokoiku, w którym stał kominek. Szybko ociosałem drwa na rozpałkę. Ułożywszy je na stosie, wziąłem kartkę i podpaliłem. Zaczęło wesoło strzelać, jakby wołając o spoczęcie przy jego ogrzewającym i dodającym otuchy płomieniu. Ogień tańczył nieznaną nikomu choreografię,

5




podskakując i opadając równie pięknie. Mógłbym już do końca życia oglądać, jak pięknie to wygląda. Z tej chwili zadumy wyciągnął mnie kaszel dziecka. Przywołałem je bliżej, po czym dorzuciłem drewna i poszedłem w stronę kuchni.
Z garnka wyłaniał się piękny zapach zupy jarzynowej, rozchodząc się po całym pomieszczeniu. Wyciągnąłem łyżeczkę ze starej i spróchniałej szuflady, po czym wytarłem ją o koszulę. Nabrawszy zupy stwierdziłem, że jeszcze moment i będzie gotowa...
Nagle coś mnie uderzyło, nie było to ludzkie uczucie, a raczej zwierzęcy instynkt, lub coś niepodobne do żadnej żyjącej na tym bożym świecie istoty. Łaknienie, rządza, pożądanie, przez ten moment nie istniał głód, ni zmęczenie, chłód. Była tylko ona, ja i pusty dom, do którego nikt nie ma wstępu.

     (CDN)

6




Wyrazy: Znaki: